Ez 24,15-24 <- KLIKNIJ
Rozdział 24 nosi datę: dziesiąty dzień dziesiątego miesiąca dziewiątego roku. To dzień, w którym król babiloński rozpoczął oblężenie Jerozolimy (24,1-2). W tę godzinę wpisane jest najtrudniejsze polecenie całej księgi. Bóg zapowiada prorokowi śmierć żony - „zabieram ci nagle rozkosz twoich oczu” - i zakazuje żałoby. Ezechiel ma nie zawodzić, nie płakać publicznie, nie zdejmować zawoju ani sandałów, nie zasłaniać brody, nie spożywać chleba żałobników. A więc powstrzymać się od wszystkich gestów, którymi Izrael wypowiadał ból. „Wzdychaj w milczeniu”. Ból ma być tak wielki, że przerośnie obrzęd.
Klucz interpretacyjny tkwi w powtórzonym określeniu: „rozkosz oczu”. Tym samym mianem wyrocznia nazywa świątynię - „chlubę waszej mocy, rozkosz waszych oczu, tęsknotę waszych serc”. Lud kocha przybytek jak najdroższy skarb, lecz uczynił z niego przedmiot fałszywej pewności; teraz utraci go tak, jak prorok traci żonę - nagle i bez możliwości rytualnego przepracowania. Osłupienie po katastrofie będzie tak głębokie, że zabraknie łez: „będziecie schnąć z powodu waszych win i wzdychać jeden przed drugim”.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
„Ezechiel będzie dla was znakiem” (môpēt). Biografia proroka staje się orędziem. Nie on pierwszy. Mamy też małżeństwo Ozeasza, samotność Jeremiasza pozbawionego żony i dzieci na znak nadchodzącej klęski (Jr 16,1-4) pokazują tę samą regułę. Bóg pisze swoje słowo także życiem posłanych, i bywa to pismo bolesne. Sens tej surowości nie jest jednak okrutny. Rozbita zostaje religijna iluzja, jakoby sam mur świątyni zbawiał. Dopiero na gruzach tej iluzji będzie mogło wyrosnąć poznanie prawdziwe. To refren księgi: „i poznacie, że Ja jestem Pan”.
Mt 19,16-22 <- KLIKNIJ
Mateusz opowiada spotkanie z bogatym rozmówcą inaczej niż Marek. Różnice są znaczące. Pytanie brzmi: „co dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne?”. Odpowiedź Jezusa kieruje uwagę nie na tytuł nauczyciela, lecz na samo dobro: „dlaczego Mnie pytasz o dobro? Jeden tylko jest Dobry”. Zanim padnie jakiekolwiek wymaganie, zostaje ustawione źródło. Każde prawdziwe dobro ma początek w Bogu, a etyka bez tego zakorzenienia staje się rachunkiem zasług.
Jezus wylicza przykazania drugiej tablicy i - co jest własnym rysem Mateusza - dodaje do nich Kpł 19,18: „miłuj swego bliźniego jak siebie samego”. Młodzieniec (tylko Mateusz mówi o jego młodości) odpowiada, że wszystkiego przestrzegał, a jednak pyta: „czego mi jeszcze brakuje?”. To pytanie jest najcenniejszym zdaniem, jakie wypowiada. Sumienie rozpoznaje, że poprawność nie wyczerpuje powołania. Istnieje głód, którego przepisy nie sycą. Odpowiedź Jezusa sięga po słowo teleios, doskonały, użyte w tej Ewangelii tylko jeszcze raz - w wezwaniu „bądźcie doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” (5,48). Chodzi więc o serce całe, niepodzielone.
Droga do tej całości prowadzi przez trzy czasowniki: sprzedaj, rozdaj ubogim, pójdź za Mną. Zatem, w centrum stoi nie ubóstwo jako program, lecz osoba Jezusa. Młodzieniec odchodzi zasmucony, „miał bowiem wiele posiadłości”. Rzeczy zajęły miejsce wolności. Klemens Aleksandryjski w rozprawie Quis dives salvetur - „Który bogacz może być zbawiony” - trafnie przesunął akcent z posiadania na przywiązanie. Ewangelia uderza nie w majątek jako taki, lecz w niewolę serca; i wzywa do wolności, która potrafi oddać wszystko Temu, od którego wszystko pochodzi.

