Reklama

Gwiaździsta procesja różańcowa

2016-09-28 08:34


Niedziela Ogólnopolska 40/2016, str. 19

Bożena Sztajner/Niedziela

W szczególnym czasie dla naszej Ojczyzny, jakim jest 1050. rocznica Chrztu, Katolicka Odnowa w Duchu Świętym w Polsce wraz ze Stowarzyszeniem „Nowa Ewangelizacja” z Częstochowy inicjuje w dniu 8 października 2016 r. ogólnopolską kampanię modlitewną w intencji Ojczyzny, w formie Gwiaździstej Procesji Różańcowej. Jednego dnia o tej samej porze, tj. o godz. 15.00, w wielu miejscowościach w Polsce wyruszą jednocześnie lokalne procesje różańcowe, aby w przestrzeni publicznej, rozważając tajemnice życia Jezusa i Maryi, wstawiać się za kraj i naród. Pragniemy, aby to było wspólne dzieło wszystkich Polek i Polaków – niezależnie od wieku, stanu czy zaangażowania w ruchy kościelne. Proponujemy formę różańcową, ponieważ niżej wymienione doświadczenia historyczne Europy wskazują na jej skuteczność w chwilach dziejowych zagrożeń:

• Cud pod Lepanto – 7 października 1571 r.

• Odsiecz wiedeńska – 12 września 1683 r.

Reklama

• Zwycięstwo pod Chocimiem – 3 października 1621 r.

• Cud nad Wisłą – 1920 r.

Na tydzień przed procesją zamieścimy na stronach internetowych Odnowy w Duchu Świętym i Stowarzyszenia „Nowa Ewangelizacja” mapę miast, w których się ona odbędzie, aby każdy, kto chce, mógł się dołączyć.

Skoro tamte pokolenia zdały egzamin ze swojej wiary i patriotyzmu, to i my powinniśmy uczynić podobnie.

Dlatego apelujemy do Ciebie i do Twojego polskiego serca. Wyrusz 8 października 2016 r. na procesję wiary i jedności!

Kontakt w sprawach zgłoszeń i organizacji procesji różańcowych w Polsce:

Joanna Ekstowicz, kzk-sekretariat@odnowa.org

Małgorzata Stuła-Topolska, mtopolska@tlen.pl

Ida Niemirowska, ida@odnowa.org

Tagi:
różaniec zaproszenia

Karolina Staszak: plakat Marszu Niepodległości nie ma nic wspólnego z chrześcijańskim przekazem

2019-10-29 18:22

dg / Warszawa (KAI)

Promujący tegoroczny Marsz Niepodległości plakat, z pięścią ściskającą różaniec, nie ma nic wspólnego z chrześcijańskim przekazem - pisze w przesłanym KAI komentarzu Karolina Staszak, redaktor naczelna magazynu o sztuce “Arteon”, analizując m.in. cechy dojrzałej duchowości, które na podstawie adhortacji „Ewangelii gaudium” sformułował abp Grzegorz Ryś.

youtube.com

Publikujemy komentarz red. Karoliny Staszak:

Próbując ocenić plakat promujący tegoroczny Marsz Niepodległości, warto zestawić go z wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej w tęczowej aureoli autorstwa Elżbiety Podleśnej, który kilka miesięcy temu wywołał tyle kontrowersji wśród katolików. Obie grafiki łączy niestosowność wynikająca z połączenia elementów do siebie nieprzystających ze względu na wartości, do jakich się odnoszą (tak jak robiła to grafika Podleśnej, łącząca symbol ruchu/ideologii LGBT z ikoną), jednak motyw pięści konotuje przemoc (czego nie robi tęcza), dlatego wydźwięk plakatu Marszu dodatkowo powiela nieprawdę na temat wspólnoty Kościoła – jasno sugeruje, że ma ona coś wspólnego z nienawistną ideologią.

Zarówno motyw (gest zaciśniętej pięści), jak i stylistyka (gruba kreska budująca masywne, ciężkie przedramię) nawiązuje do niechlubnych wzorów. Z jednej strony są to grafiki promujące radykalne ruchy niestroniące od przemocy, jak ruch antyfaszyzmu inspirowanego komunizmem, autonomizmu łączącego anarchizm z marksizmem czy neofaszyzmu głoszącego „white power”. Owszem, podobny wizerunek pięści pojawia się także w mniej brutalnych kontekstach, ale właśnie na tym polegają kompetencje kulturowe, że tworząc wizualny komunikat, mamy na względzie przede wszystkim skojarzenia, które są problematyczne. Nawet szlachetne przesłanie (np. wezwanie do modlitwy) uczynią kontrowersyjnym. Organizatorzy marszu zwołali konferencję, na której usiłowali zneutralizować dostrzeżony przez odbiorców przemocowy charakter plakatu, wskazując m.in. na zdjęcie modlącego się Jana Pawła II, trzymającego różaniec w zaciśniętej dłoni, co – o ile nie jest kpiną – może świadczyć o tym, że naprawdę nie są biegli w ikonosferze popularnej oraz nie potrafią przeprowadzić rzetelnej analizy porównawczej przekazu wizualnego. Nie można nie zauważyć, że na przypomnianym zdjęciu papież, trzymając różaniec w zaciśniętej dłoni, nie wznosi jej, lecz podpiera nią głowę pochyloną nad Pismem Świętym, gdyż właśnie kontempluje fragmenty odnoszące do tajemnic różańca. Czy plakat także uwzględnia ten najważniejszy, kontemplacyjny aspekt modlitwy? Oczywiście, że nie.

Z drugiej strony – idąc tropem zarówno ikonografii, jak i stylistki – mamy socrealizm z jego najbardziej reprezentatywnym dziełem zatytułowanym „Robotnik i kołchoźnica” Wiery Muchiny, wyrażający triumf i ekspansję. W tym przypadku układ pięści jest nieco inny, gdyż wymuszony został rodzajem dzierżonych przez bohaterów przedmiotów – sierpa i młota – atrybutów ludzi pracy, które stały się symbolem rządów proletariatu, a dla wspólnot doświadczonych ideologią komunistyczną są także symbolem krwawego terroru. Jak na ironię, „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę” to jeden z ulubionych okrzyków obnoszących się ze swoim katolicyzmem środowisk narodowych, które także z różańca zrobiły teraz rodzaj broni – kastet. Plakat, poprzez sugestywne intertekstualne związki, konotuje nie tylko przemoc, ale także myślenie w kategoriach ideologicznej walki, która nie ma nic wspólnego z Ewangelią kontemplowaną podczas modlitwy różańcowej.

Znaczące jest delikatne „rozbujanie” krzyża, znajdującego się przy dolnej granicy przedstawienia, jakby na marginesie. Zarówno krzyż, jak i medalik z Matką Boską zostały potraktowane szkicowo, w odróżnieniu od pięści wyrysowanej mocną kreską, dlatego to nie one przyciągają uwagę, lecz właśnie gest. W ten sposób plakat demonstruje siłę, moc, ale nie jest to owa moc „doskonalona w słabości”, o której pisał św. Paweł. W kontraście do pięści, naszkicowane krzyż i medalik jawią się tutaj jako zaledwie preteksty, a nie pełne treści znaki, które organizują chrześcijański światopogląd. Trzeba jednak przyznać, że wizualność tego plakatu dobrze oddaje klimat masowego marszu, na którym wznoszone bywają nienawistne okrzyki na zmianę z hasłem „Bóg, honor, ojczyzna”. Plakat więc jest o tyle cenny, że uświadamia realne zagrożenie dla katolików w Polsce – próbę instrumentalizacji Kościoła, a nawet zawłaszczenia w sferze publicznej religii (nie tylko wizerunku, jak w wypadku „tęczowej” Madonny) przez radykalne środowisko polityczne. Dlatego uważam, że uprawomocnione jest mówienie tutaj o przemocy symbolicznej – plakat ten dotyka chrześcijan oraz może sugerować zagrożenie dla ludzi znajdujących się poza Kościołem.

Piszę ten komentarz pomiędzy Dwudziestą Dziewiątą Niedzielą okresu zwykłego (wg kalendarza liturgicznego) a Trzydziestą Niedzielą, czyli pomiędzy czytaniem z Księgi Wyjścia o rozmodlonym Mojżeszu wznoszącym ręce w górę, by Jozue mógł wygrać wojnę z Amalekitami, a czytaniem z Mądrości Syracha, gdzie padają słowa: „Modlitwa pokornego przeniknie obłoki”. Mojżesz z rozpostartymi rękoma, a więc przybierający pozę oranta (modlącego się), choć występuje w starotestamentalnym, militarnym kontekście, jest prefiguracją ukrzyżowanego Chrystusa, który „poniósł grzechy wielu i oręduje za przestępcami” (Izajasza 53, 17). Dodatkowo aklamacja z Trzydziestej Niedzieli brzmi: „W Chrystusie Bóg pojednał świat z sobą, nam zaś przekazał słowo jednania”.

Nieco zmodyfikowanym gestem oranta posłużyła się Aleksandra Pulińska w swojej najnowszej realizacji – rzeźbie zatytułowanej „Spragniony”, która stanęła w sierpniu na Bulwarach Wiślanych. Jest to wykonana z drewna czarna postać ludzka, której wyciągnięte w górę dłonie zachodzą złotem, co oddaje dążenie utrudzonego człowieka do wyjścia poza siebie, transcendowania ku Bogu, który nasyca i w końcu udzieli utrudzonym i pokornym swojej chwały. Zestawienie tej rzeźby z plakatem tegorocznego Marszu Niepodległości pokazuje przepaść pomiędzy szczerą wypowiedzią na temat potrzeby modlitwy i jej odmieniającego, przede wszystkim oranta, działania a niegodnym wykorzystaniem różańca jako kastetu.

W świetle słowa Bożego, ręce wznoszone w modlitewnych celach nigdy nie będą zaciskały się w triumfalne pięści, bo nie będą wyrażały siły i buty, lecz bezsilność i pokorę. A także pragnienie obcowania z Bogiem. Podczas liturgii dwa razy zaciskamy prawą dłoń i uderzamy nią w pierś – podczas tzw. spowiedzi powszechnej, kiedy wypowiadamy słowa: „Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina”, oraz na chwilę przed przystąpieniem do Komunii Świętej, kiedy wyznajemy: „Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja”. Jak widać, nie o samą pięść chodzi, ale o to, jak się ona zjawia i co robi, bo może przecież wyrażać świadomość grzechu, skruchę, pragnienie przyjęcia Boga i zdanie się na Jego wszechmoc. Jednak o tym nie mówi gest ukazany na plakacie Marszu. Obawiam się, że nie jest to wyłącznie kwestia braku kompetencji kulturowych, ale w grę wchodzi coś, co można by nazwać brakiem wrażliwości, a w kontekście wiary bardziej precyzyjnie – brakiem dojrzałości duchowej. Pisząc w sierpniu ubiegłego roku artykuł o twórcach chrześcijańskich ("Modlitwa obrazem", "Arteon" 8/2018), przytoczyłam jako nadające się do rozróżnienia sztuki chrześcijańskiej od innych propozycji artystycznych cztery cechy dojrzałej duchowości, które na podstawie adhortacji „Ewangelii gaudium” sformułował abp Grzegorz Ryś. Są to: chrystocentryzm, eklezjalność, biblijność/sakramenatlność oraz misyjność. Zasadnie będzie odnieść te kategorie do plakatu, by podsumować, dlaczego nie ma on nic wspólnego z chrześcijańskim przekazem. Przemocowy charakter plakatu nie wskazuje na to, by jego twórcy stawiali w centrum naukę Chrystusa, ale swoją siłę. Plakat jest antyeklezjalny, ponieważ uderzono nim w wiernych, dla których jasne jest, że życie Ewangelią nie tak powinno się manifestować, a których – jak skądinąd wiadomo – narodowcy uważają za odchodzących od tradycji (wraz z papieżem) modernistów. Agresywny przekaz nie ma nic wspólnego ze znajomością Pisma Świętego i życia sakramentami, a "misyjny" potencjał plakatu to raczej pomysł nawracania poprzez zastraszanie. Z tego braku dojrzałości duchowej wynika także brak zrozumienia dla tego, czym jest modlitwa różańcowa. A jest to przecież kontemplacyjna modlitwa pokoju.

***

Karolina Staszak - historyk sztuki i krytyk sztuki, absolwentka Instytutu Historii Sztuki na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, gdzie w latach 2011-2014 była uczestnikiem studiów doktoranckich. Redaktor naczelna miesięcznika o sztuce „ARteon”, w którym publikuje artykuły popularyzujące sztukę oraz teksty krytyczno-artystyczne, poruszając m.in. problem braku kryteriów wartościowania dzieł sztuki oraz braku granic etycznych w sztuce współczesnej.

Dłuższy artykuł poświęcony tej kwestii ukaże się w najnowszym numerze "Arteonu".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kaja Godek ws. "Zatrzymaj aborcję": skupiamy się na działaniach w Sejmie

2019-11-13 12:39

lk / Warszawa (KAI)

Inicjatorzy akcji "Zatrzymaj aborcję", czyli obywatelskiego projektu dotyczącego likwidacji tzw. aborcji eugenicznej, zapowiedzieli, że skupią się na działaniach prowadzących do uchwalenia swojej inicjatywy w Sejmie, nie będą natomiast pracować nad antyaborcyjnym wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego z uwagi na nieskuteczność tej strategii w ostatniej kadencji parlamentu. - Nie chcemy po raz kolejny blokady w Trybunale - wyjaśnia Kaja Godek, pełnomocniczka Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej "Zatrzymaj aborcję".

Magdalena Kowalewska

Wczoraj rozpoczęło się posiedzenie Sejmu IX kadencji. Oznacza to, że wniosek poselski do Trybunału Konstytucyjnego złożony dwa lata temu przez 107 posłów przepadł. Wnioski poselskie podlegają bowiem dyskontynuacji, czyli mogą być rozpatrywane tylko dopóty, dopóki trwa kadencja, w której zostały złożone.

- To, że prezes TK Julia Przyłębska - główna hamulcowa wniosku - naruszyła w ten sposób podstawy ustrojowe państwa (prawo posłów do uzyskania od TK orzeczenia ws. konkretnych przepisów i ich zgodności z ustawą zasadniczą) - pisałam już nie raz" - napisała na swoim profilu na Facebooku Kaja Godek.

Jej zdaniem, Julia Przyłębska powinna ponieść z tego powodu konsekwencje i nigdy więcej nie pełnić już żadnych funkcji państwowych. Ponadto, zdaniem Godek, "sensowny wydaje się także postulat likwidacji samego Trybunału Konstytucyjnego - instytucji niedziałającej, skompromitowanej, zależnej od bieżącej polityki i ubezwłasnowolnionej". - Marnowanie pieniędzy podatnika, a niewykonywanie obowiązków - to nie są powody, dla których powołano TK - stwierdziła Kaja Godek.

"Ale jeszcze ważniejsze są losy dzieci poczętych z wadami - tych nienarodzonych, którym grozi zabicie za wadliwy gen i tych już narodzonych, które obecna ustawa piętnuje i stawia w pozycji obywateli drugiej kategorii" - uważa pełnomoniczka inicjatywy "Zatrzymaj aborcję".

W jej opinii, obecnie należy przede wszystkim odrobić lekcję z tego, co działo się w sprawie aborcji. - Z pewnością wiemy już, że zgoda kierownictwa PiS na złożenie wniosku do TK nie była manewrem obliczonym na spokojne i pozbawione politycznych napięć wprowadzenie ochrony życia. Między bajki można włożyć deklaracje sędzi Przyłębskiej z listopada 2017 o tym, że rozpatrzenie wniosku jest "kwestią miesięcy". Posłom PiSu nakazano mówić, że aborcja ma poczekać, bo orzeczenie wyda Trybunał i tak też mówili ci wszyscy, którzy chcieli uspokoić sytuację wokół tematu eugeniki - opisuje Kaja Godek.

"Tymczasem sytuacja wcale się nie uspokajała, trzy legalne morderstwa dziennie to nie jest spokój społeczny, nawet jeśli na ulice nie wylegają manifestacje. Prolajferzy podnosili zatem nieustannie potrzebę uszczelnienia ochrony życia. A Trybunał - choć stale ponaglany - milczał. Milczała też sejmowa komisja, a potem podkomisja, bo przecież kazano im czekać na Trybunał. I tak błędne koło się zamykało" - przypomniała Godek.

Jej zdaniem, "jest jasne, że zgoda na złożenie wniosku do TK została wydana przez Jarosława Kaczyńskiego wyłącznie po to, aby ochronę życia odwlec 'na święte nigdy'".

- Blokada okazała się niezwykle skuteczna. Do posłów wyznaczonych do rozpatrzenia projektu ustawy łatwo wyborcom dotrzeć i naciskać, do sędziów Trybunału znacznie trudniej. Co wytrwalsi, dzwoniąc lub pisząc na Aleję Szucha rozbiją się o sekretariat, a samych sędziów trudne rozmowy ominą. Poza tym sędziowie nie zależą od wyborców, więc żadna to dla nich presja, że ktoś dzwoni - zauważyła Godek.

Działaczka pro-life uważa, że obecnie składanie kolejny raz wniosku poselskiego do Trybunału będzie oznaczało kolejną blokadę ochrony życia na całą kadencję. - Szaleństwem jest bowiem robić to samo, a oczekiwać innych rezultatów - stwierdziła.

- Jarosław Kaczyński, który wartości katolickie wyciąga na sztandary już tylko w sferze retoryki, bo działań w tym obszarze nie podejmuje, właśnie opracował i przećwiczył doskonałą metodę sekowania prawnej ochrony nienarodzonych dzieci. Metoda ta gwarantuje prezesowi PiS nie tylko utrzymanie eugeniki w polskim prawie, ale i wizerunkowe zwycięstwo pod hasłem "my złożyliśmy wniosek do TK, my jesteśmy za życiem" - napisała Godek.

Dlatego - jej zdaniem - prezes PiS bardzo liczy na ponowny ruch posłów w sprawie Trybunału. - Znów będzie mógł mamić Episkopat, pacyfikować posłów mówiąc, że mają czekać na orzeczenie, a wyborcom przekazywać, że droga przez Trybunał jest lepsza, bo ustawy można zmieniać, a orzeczeń TK nie i to dlatego PiS "czeka" na TK - uważa działaczka pro-life.

Dodała, że gdy poseł Bartłomiej Wróblewski w 2017 r. składał poselski wniosek o stwierdzenie niekonstytucyjności tzw. przesłanki eugenicznej, była umiarkowaną entuzjastką tego rozwiązania. - Czas pokazał, że nawet to pozornie dobre posunięcie zostało przez PiS wykorzystane do złego celu - napisała Kaja Godek.

"Dlatego ze strony inicjatorów ustawy "Zatrzymaj aborcję" chcę z całą mocą podkreślić: żadnych nowych wniosków do TK! Dziś działania wszystkich posłów antyaborcjonistów powinny być nakierowane na wyjęcie z Komisji Polityki Społecznej i Rodziny ustawy "Zatrzymaj aborcję" i skierowanie jej do kolejnego czytania, a następnie do Senatu i podpisu Prezydenta" - podkreśliła.

"Nie chcemy po raz kolejny blokady ustawy przez składanie w Trybunale wniosku. A na dziś sytuacja z Trybunałem jest taka, jak była - i jeśli chodzi o jego umocowanie, i konstrukcję, i skład personalny" - uważa Godek.

Godek nie chce też, aby ktokolwiek składał nową ustawę o ochronie życia do Sejmu. - Kierownictwo rządzącej partii z radością zleciłoby w takim wypadku wyjęcie obu ustaw do czytania, zrobiło zamieszanie i podzieliło w ten sposób głosy pro-life w Sejmie. Ten manewr ćwiczyli już przy ustawie o in vitro i przy innych okazjach - stwierdziła działaczka pro-life.

Zaapelowała też, aby wszyscy, którzy "są dziś w parlamencie i mienią się obrońcami życia", zjednoczyli się w tej najważniejszej dla naszej Ojczyzny sprawie. - Panie i Panowie Posłowie, życie niepełnosprawnych dzieci jest w Waszych rękach. Nie uciekniecie od tej odpowiedzialności. Zostawcie za drzwiami podziały, frakcje i osobiste ambicje, działajcie mądrze. Uchwalcie projekt podpisany przez milion Polaków - podsumowała Kaja Godek.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Watykan ufa w sprawiedliwy wyrok sądu australijskiego w sprawie kard. G. Pella

2019-11-13 20:15

kg (KAI) / Melbourne

Stolica Apostolska potwierdza swe zaufanie do australijskiego wymiaru sprawiedliwości, uznając decyzję Sądu Najwyższego Australii, który przyjął prośbę kard. George'a Pella; jest świadoma tego, że kardynał zawsze utrzymywał, że jest niewinny. Ogłoszone 13 listopada oświadczenie watykańskiego Biura Prasowego zapewnia jednocześnie ponownie o "swej bliskości z tymi, którzy ucierpieli wskutek seksualnego wykorzystywania ich przez duchowieństwo.

Ks. Cezary Chwilczyński

13 listopada australijski Sąd Najwyższy, będący ostatnim szczeblem systemu sądowniczego w tym kraju, zapowiedział spotkanie z prawnikami kard. Pella w celu rozpatrzenia odwołania, przedstawionego przez purpurata, od skazania go na 6 lat więzienia. Karę tę wymierzył mu w grudniu ub.r. sąd w Melbourne za przestępstwa seksualne, jakich duchowny miał się dopuścić wobec dwóch nieletnich. Sprawa, którą zajmie się obecnie Sąd Najwyższy, ma na celu dalsze pogłębienie tego tematu przed podjęciem ostatecznej decyzji.

Wyrok pierwszej instancji, wydany w lutym br., potwierdził w sierpniu Sąd Najwyższy stanu Victoria stosunkiem głosów 2:1. Kardynał, który stale utrzymuje, że jest niewinny i odrzuca wszelkie oskarżenia, postanowił we wrześniu zwrócić się w tej sprawie do Sądu Najwyższego Australii, a więc do ostatniej instancji tamtejszego wymiaru sprawiedliwości.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem