Reklama

Polacy we współczesnym Kazachstanie

2016-10-12 08:50

Ks. Andrzej Zwoliński
Niedziela Ogólnopolska 42/2016, str. 26-27

Ks. Andrzej Zwoliński

Historia jest wielkością ciągłą. Czas obecny wynika z przeszłości, a to, co buduje się jako przyszłość, wyrasta z dnia dzisiejszego

Beatyfikacja ks. Władysława Bukowińskiego jest pierwszą tego typu uroczystością w historii Kazachstanu. Zamknęła pewien rozdział w dziejach tego kraju, a otwiera kolejny. Dla Polaków, którzy nadal przebywają w Kraju Stepów, to ogromna nadzieja, a zarazem poważne spojrzenie za siebie, na czas, który minął, na historię męczeństwa i pokonywania kolejnych trudów życia na ziemi, której nie wybrali sami.

W wyniku masowych deportacji – przymusowych przesiedleń, w latach 1940 – 1941 w Kazachstanie było około 200 tysięcy polskich obywateli. Dokumenty NKWD pozwalają określać tę liczbę na około 80 – 82 tysiące osób polskiego pochodzenia. Polscy badacze twierdzą, że to zdecydowanie zaniżona liczba.

Część z ich opuściła kazachski step w 1942 roku z armią gen. Władysława Andersa, a potem z armią gen. Zygmunta Berlinga w latach 1943 – 1944. Statystyki powrotów Polaków do Ojczyzny ciągle są badane i zmieniane. Przyjmuje się zasadniczo, że na górą półtora miliona wywiezionych do roku 1948, opuściło ZSRR: 114 500 osób w 1942 roku – z armią gen. Andersa; 263 413 osoby na podstawie umów z 1944 i 1945 roku oraz 35 000 z „dywizją Kościuszki”. Ogółem powróciło z głębi Rosji ponad 400 000 Polaków. Przypuszcza się, że duża ich część zmarła do 1948 roku. Setki tysięcy Polaków znajdowało się w więzieniach, łagrach i na zesłaniu.

Reklama

Znaczna część Polaków musiała czekać aż do podpisania umowy repatriacyjnej, co nastąpiło 6 lipca 1945 roku. Na jej podstawie prawo powrotu do kraju uzyskały osoby narodowości polskiej i żydowskiej, które legitymowały się obywatelstwem polskim przed 17 września 1939 roku.

Według danych Urzędu Repatriacyjnego w latach 1946 – 1948 z Kazachstanu do Polski repatriowało się 69 428 osób. W tym: z obwodu ałmaackiego – 2420 Polaków; z akmolińskiego – 3770; z aktiubińskiego – 4000; z czimkienckiego – 10715; z dżambulskiego – 9842; z z guriewskiego – 500; z karagandyjskiego – 4989; z ust-kamienogorskiego – 800; z kustanajskiego – 2985; z kyzyłordyjskiego – 1459; z pietropawłowskiego – 6991; z semipałatyńskiego – 3456; z tałdykurgańskiego – 2324; z obwodów kokczetawskiego i uralskiego – 7250 osób.

Wielu Polakom władze sowieckie odmówiły prawa wyjazdu i powrotu do Ojczyzny. Uzasadniali to najczęściej brakiem właściwych dokumentów, które potwierdzałyby ich tożsamość narodową. Dla nich kolejna szansa wyjazdu pojawiła się dopiero w 1956 roku.

O wyjazd, w ramach repatriacji, starała się też pewna grupa przesiedleńców z lat 30. XX wieku, których jednak umowa repatriacyjna nie obejmowała. Byli to żołnierze armii Berlinga, którym po zakończeniu wojny, zgodnie z uchwałą Prezydium Rady Najwyższej ZSRR z dnia 22 czerwca i 14 lipca 1944 roku, umożliwiono pozostanie w Polsce. Wieli jednak z nich powróciło do Kazachstanu, aby zabrać z sobą własne rodziny. Władza sowiecka nie pozwoliła im później na wyjazd. Pozostali obywatelami Związku Radzieckiego. Wyjazdy Polaków i pożegnania z tymi, którzy musieli pozostać na miejscu, były niezwykle dramatyczne. W jednym z opisów rozstań, czytamy: „Wreszcie wszystkie cztery zaprzęgi ruszyły. Wszyscy Polacy, cała wieś Jużnoje szła z nami po śniegowej drodze. (…) Idąc śpiewaliśmy wszyscy polskie stare pieśni religijne: ‘Serdeczna Matko’, ‘Zdrowaś Maryja’. Tak doszliśmy wszyscy do cmentarza i do pamiętnego krzyża. Polacy z Jurnego uklękli na śniegu. Wyciągnęli do nas ręce. Wielki szloch wstrząsnął nimi i nami. Za chwilę myśmy odjechali na Zachód, na męczącą podróż do kraju, a oni zostali, klęcząc na śniegu, mała, zagubiona, czerniejąca na białej pustyni garstka płaczących Polaków”.

Do zesłańców przedwojennych i okresu wojny dołączyli w Kazachstanie – już w marcu 1945 roku – górnicy z Górnego Śląska, oskarżeni o współpracę z Niemcami podczas wojny. Łącznie deportacja Górnoślązaków objęła od 30 tys. do 90. tys. wywiezionych. Nieduża ich część trafiła do Kazachstanu, gdyż rozlokowano ich m.in. w Krzywym Rogu, Doniecku, Dniepropietrowsku, Zagłębiu Kiemierowskiego , w Zachodniej Syberii. Często byli to jedyni żywiciele rodzin – pozostawili w kraju żony i dzieci. Jeden z górników zeznawał: „Dojechaliśmy do Karagandy w Kazachstanie. (…) Po kilku godzinach ponownie zapędzono nas do wagonów i powieziono do obozu w Dżezkazganie . W tym obozie rozładowano cały transport. Usytuowany on był w stepie. Umieszczono nas w barakach, zbudowanych z gliny i trzciny. Część takiego baraku znajdowała się w ziemi, część nad ziemią. Spaliśmy na drewnianych pryczach (zwykłe deski), bez sienników. Przykrywano się jedynie własnym odzieniem. Obozu pilnowali żołnierze sowieccy. Był otoczony podwójnym drutem kolczastym. Na wieżyczkach czuwali strażnicy uzbrojeni w pistolety maszynowe. Powiedziano, że w pobliżu obozu są tartak i huta szkła. Podzielono ludzi do pracy”. Nowi skazańcy dołączyli do grupy doświadczonych już życiem na zesłaniu Polaków.

Liczba Polaków w Kazachstanie dotąd jest niedookreślona. Dotyczy to zwłaszcza Polaków z deportacji z lat 30. XX wieku. Nie znana jest liczba Polaków, którzy zamieszkiwali ten obszar przed 1936 rokiem. Spis ludności z 1926 roku wskazywał, że w Kazachskiej SRR zamieszkuje 1807 osób pochodzenia polskiego. Zdaniem badaczy liczba ludności polskiej w Kazachstanie przed rokiem 1936 nie przekraczała 5 tysięcy osób. Do sowieckich spisów ludności należy podchodzić ostrożnie, gdyż były one manipulowane, a więc są mało wiarygodne. Np. był wymóg, że narodowość ma być wpisana w dowód tożsamości, a większa część Polaków jeszcze w 1959 roku nie miała dokumentów osobistych. Paszporty otrzymali dopiero pod koniec lat sześćdziesiątych, a niektórzy dopiero w latach siedemdziesiątych XX wieku. Jak wspomina jedna z Polek: „Nie wolno nam było wyjeżdżać. Do wojny nas nie sprawdzano, bo znali, że nigdzie nie podziejemy się. Nie było nam wolno, a paszportów ni było aż do 1980 roku. Ciężko nam było wziąć paszporty, bo metryki urodzenia na Ukrainie zostali się. Posyłali my prośby, żeby nam przysłali(…). Jak gdzieś jedziesz weźmiesz ‘sprawkę’ (zaświadczenie), to z nią i jedziesz. A jeździć my nie jeździli za bardzo, bo nawet z początku w Ałmaty nie wolno było jechać. Dopiero jak dali paszporty mogliśmy jeździć.”

Władza miejscowa bardzo często myliła – przypadkowo lub celowo – ludność polską, zapisując ja jako Ukraińców lub Rosjan. Wywierano nadto presję, by zmienić narodowość, szydząc z pochodzenia „paniczów” polskich. Osoby polskiego pochodzenia były postrzegane jako niepewne, podejrzane i nieprzychylnie nastawione do Związku Radzieckiego i całej państwowej ideologii.

W konsekwencji – zgodnie z sowieckimi spisami ludności – liczba Polaków Kazachstanie wynosiła w 1959 roku 53 102 obywateli; w 1970 roku – doliczono się ich więcej: 61 445. Kolejne spisy ludności odnotowały: w 1976 roku – 61 136 osób, a w 1989 roku – 59 956 osób.

Pozostali w Kazachstanie Polacy wzrastali w tę „obcą ziemię” wraz z całymi rodzinami, które tutaj przeżyły, lub które założyli. Ich dzieci, młode pokolenie – dzieci zesłańców – były poddawane indoktrynacji, korzystając z systemu szkolnego i poddane państwowej formacji ideologicznej. Nosiły w sobie wewnętrzny konflikt, który wynikał ze zderzenia się wartości wyniesionych z domów rodzinnych, gdzie pielęgnowano praktyki religijne i przekonania chrześcijańskie, z hasłami i nurtem bezbożnictwa sowieckiego. System wychowawczy radziecki zakładał bowiem ateistyczne wychowanie dzieci już od przedszkola. Było ono kontynuowane w szkole podstawowej, a także miało być wdrożone w szkole średniej i podczas ewentualnych studiów. Kolejne etapy edukacji zależne były od poddania się indoktrynacji, której owoce u poszczególnych uczniów bacznie śledzono. Czyniono to zwłaszcza poprzez organizacje młodzieżowe, do wstępowania do których zachęcano, a nawet niekiedy zmuszano.

Na kazachstańskiej ziemi nadal mieszka wielu Polaków. Po rozpadzie Związku Radzieckiego (1991 r.), zaczęła się zdecydowanie budzić poczucie polskości. Utworzono np. Kongres Polaków Federacji Rosyjskiej, wspomagający polskich organizacji o różnych nazwach. Wspomagała je Macierz, wspierając wysiłki w zakresie odradzania kultury i świadomości etnicznej rodaków. Działalność „Wspólnoty Polskiej” czy Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie” oraz Kościoła katolickiego ożywia tendencje do zorganizowania się wspólnot polskich pozostających w granicach państw postradzieckich.

W Kazachstanie Polacy już wcześniej wykorzystali okres „odwilży” w późnych latach siedemdziesiątych XX wieku. Jan Plater-Gajewski, jako działacz Towarzystwa Polsko-Radzieckiego nawiązał kontakty z Polską Ludową. Zaowocowało to powstaniem w Kazachstanie polskich zespołów ludowych, bibliotek (zorganizowano ich 20), a także wielu klubów przyjaźni polsko-kazachskiej – ogółem 90 oddziałów Towarzystwa Przyjaźni Polsko - Kazachskiej. Organizowały one systematycznie koncerty polskiej muzyki, baletu, wykłady i wieczory (łącznie 52 publiczne polskie wystawy). Po raz pierwszy także udało się zorganizować wyjazdy młodzieży szkolnej do Polski oraz z Polski do Kazachstanu. Odnotowano także w kronikach Towarzystwa odnalezienie 22 rodzin polskich i skojarzenie kilku rozdzielonych małżeństw.

W 1975 roku wprowadzono lektoraty języka polskiego na Wydziale Filozofii i Historii Uniwersytetu w Karagandzie. Z inicjatywy Towarzystwa wprowadzono także naukę języka polskiego w miejscowej Politechnice oraz na wyższej Szkole Pedagogicznej. Organizowano kursy języka polskiego w szkołach, instytucjach i urzędach. Powstały samouczki dla samodzielnie podejmujących naukę języka polskiego. Z Kraju przekazano 50 egzemplarzy elementarza i 16 pełnych kompletów odpowiednich pomocy naukowych. Brakowało jednak polskich nauczycieli. Zaczęto upominać się o przyznanie Polakom w Kazachskiej SRR większych uprawnień, kierując kolejne listy i memoriały do władz centralnych w Moskwie. W jednym z nich J. Plater-Gajewski wskazywał, że Polacy pozostają dyskryminowana mniejszością narodową w Republice Kazachskiej. Jeden z listów, adresowanych do L. I. Breżniewa, został opublikowany w 1979 roku w niezależnym polskim piśmie katolickim „Spotkanie” i był ważnym elementem budowania świadomości Polaków w Kraju o potomkach zesłańców w odległych obszarach Imperium Sowieckiego.

Zmiany i nadzieje na trwającą „odwilż” nie trwały długo, gdyż po 1980 roku, wraz z powstaniem i rozwojem w Polsce Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”, władza sowiecka zakazała utrzymywania dalszych kontaktów z Polakami w Kraju. Zaczęto ich znowu traktować jako wrogów komunizmu i państwa sowieckiego.

Istotne zmiany miały dopiero nadejść wraz z ogłoszeniem przez Kazachstan niepodległości i rozpoczęciem procesu budowania własnej, suwerennej państwowości. Sama transformacji ustrojowa początkowo pogorszyła sytuację ekonomiczną społeczeństwa, także Polaków. Nastąpiła redukcja miejsc pracy, powstały zaległości w wypłacaniu wynagrodzeń i świadczeń socjalnych. Inflacja p[ochłonęła oszczędności ludzi. Nieuzasadnione przerwy w dostawie prądu, wody, ogrzewania i gazu i podstawowych artykułów żywnościowych spowodował drastyczne obniżenie się poziomu życia.

Niepokojącym dla Polaków w Kazachstanie było wprowadzenie ustawy o języku państwowym, którym miał być język kazachski – chociaż uczy się go w szkole, to niewielu go zna. Dawała o sobie znać długoletnia sowietyzacja, wynarodawianie i niszczenie kultury Kazachów.

Powoli, ale następowało jednak odrodzenie się Kościoła katolickiego, zarówno w Rosji, jak i w krajach, które tworzyły były Związek Radziecki. Na całym obszarze Wspólnoty Niepodległych Państw żyje około 8 – 9 miliona ludzi, którzy mają polskie pochodzenie. Duża część z nich nie jest tego nawet świadoma.

W Kazachstanie oficjalne spisy ludności w 1989 roku mówiły o 59 956 osobach stanowiących polską diasporę. Były to osoby, które przyznawały się do polskiego pochodzenia.

W latach 80. i 90. XX wieku do głównych skupisk Polaków w Kazachstanie należały: obwód kokczetawski i akmoliński. Do większych skupisk Polaków należały: Jasna Polana, Zielony Gaj, Kalinówka, Wiśniowce, Podolski, Donieck, Konstantynówka, Nowohreczanowce oraz miasta: Kellerowka, Krasnoarmiejsk, Cąkałów oraz Kokczetaw. W obwodzie akmolińskim skupiska Polaków były mniejsze, stanowiąc 11 miejscowości, w tym: Pierwomajka, Nowokubanka, Kamionka. Inny okręg skupiający Polaków to okolice Ałma Aty, szczególnie wioski: Dmitrijewka i Oktiabr. W samej Ałma Acie pod koniec lat 80. było około 7 tysięcy Polaków, co stanowiło 0,6 procent ogółu mieszkańców tego miasta. Trzecim okręgiem skupiającym Polaków była Karaganda, z dzielnicą Michajłowka oraz okolice Karagandy. W samym mieście mieszkało około 3800 Polaków, co stanowi około 0,6 procent wszystkich mieszkańców. Niewielka skupiska Polakó1) można też spotkać w obwodzie kustanajskim i tałdy-kurgańskim, a także w okolicach Ust’Kamienogorska i Pietropawłowska oraz w innych obwodach, jak: aktiubiński, gurjewski, dżambulski, dżezkazgański, kzyłordyński, semipałatyński, burgaski, uralski i czymkencki.

Najwięcej osób polskiego pochodzenia mieszka w rejonie tajszyńskim, w obwodzie północnokazachstańskim. Zajmują oni tutaj drugie miejsce, po Kazachach, co do liczby mieszkańców sklasyfikowanych narodowościowo. Nazywany jest on „małą Polską”. Aż 22,82 procent ludności to ludnośc o polskich korzeniach. Granicach administracyjnych tego obszaru leży wiele miejscowości zamieszkałych przez Polaków. Jedna z nich, wieś Oziornoje, nazywana jest „Warszawą”. Liczy 700 mieszkańców, z czego 70 procent to potomkowie Polaków, zesłanych w latach trzydziestych z Ukrainy. Wielu pamięta jeszcze deportacje, chociaż więcej opowiadań to już jedynie przekazy ustne i zapamiętane przez potomków opowieści.

Po 1989 roku nastąpił liczebny spadek zbiorowości polskiej w Kazachstanie. Ostatni spis ludności, z 2009 roku, wykazał, że tylko 34 057 osób zadeklarowało polskie pochodzenie. W porównaniu z rokiem 1999 liczba ta zmniejszyła się o 13 245 osób. Zmianom narodowości sprzyjała ogólne sytuacja społeczna. Często decyzję taką podejmowano ze strachu, niekiedy z własnej inicjatywy – aby móc przeżyć lub mieć możliwość awansu społecznego lub zawodowego. Można więc spotkać w Kazachstanie osoby o polskobrzmiących nazwiskach, ale narodowości rosyjskiej lub innej niż polska. Jak zauważył jeden z badaczy: „Jeżeli ktoś zdecydował się zmienić swoją narodowość, swoją wiarę na inną, bardziej właściwą, to od razu zaczynało mu się żyć lepiej. Na szczęście takich było niewielu. Każde zaprzaństwo wiary i narodowości wśród swoich ziomków zawsze uważano za przestępstwo natury moralnej i właściwie zawsze uchodziło za hańbę i wstyd”.

Warunki życia Polaków w Kazachstanie nie odbiegają, na początku XXI wieku, radykalnie od średniej krajowej. Najtrudniej żyje się jednak na obszarach wiejskich, ale Polacy są już zahartowani do radzenia sobie w rolnictwie. To Polacy uczestniczyli przez całe dziesiątki oat w zagospodarowywaniu stepów, rozwijali rolnictwo, ale ich rola nie została doceniona. Nie wspomina się o tym w żadnym podręczniku historii Kazachstanu. Ten kraj był, za czasów Związku Sowieckiego, zapleczem zbożowym, nazywany „spichlerzem ZSRR”.

Rada Najwyższa Kazachstanu, 14 kwietnia 1993 roku, zatwierdziła „Ustawę o rehabilitacji ofiar masowych represji politycznych”. Na jej podstawie przyznano, także kazachskim Polakom, rekompensatę pieniężną za okres od 1936 do 1956 roku oraz dodatkowe ulgi na transport, usługi energetyczne i telefoniczne.

Obecna polityka Kazachstanu ma pewną tendencję nacjonalistyczną: na kierownicze stanowiska w administracji i w innych instytucjach publicznych mogą być powoływani tylko rdzenni mieszkańcy. Spoza Kazachów osoba może zostać najwyżej zastępcą lub pełnić inną, nie kierowniczą funkcję. Bardzo rzadko zdarzają się wyjątki, ajk np. ten, że rejonie tajszyńskim przez kilka lat akimem (nadzorcą terytorialnej władzy administracyjnej, przedstawiciele prezydenta i rządu) był Anatol Makowiecki, syn deportowanych Polaków z Ukrainy. W 2012 roku uzyskał on, w wyniku wyborów parlamentarnych, mandat deputowanego Mażalasu (niższej izby parlamentu).

Temat Polaków w Kazachstanie ciągle powraca, chociażby w kontekście polityki imigracyjnej Państwa Polskiego. Podejmowane są wysiłki, by ożywić kontakty między Polską a Kazachstanem, co z pewnością wpływa na sytuację ludności polskiej w Kraju Stepów. Historia zatoczyła koło i znowu pojawia się możliwość naprawienia krzywd, które zesłańcy i ich potomkowie, noszą w swym sercu. Początkiem musi być jednak poznanie ich historii i obecnej sytuacji. A przyszłość polskiego domu na stepach Kazachstanu zależy ciągle od wielu decyzji i działań, które dopiero są przed nami.

Tagi:
historia Kazachstan

Reklama

Polski Titanic

2019-12-10 08:48

Grzegorz Gadacz
Niedziela Ogólnopolska 50/2019, str. 46-47

Wielu Polaków pamięta zapewne transatlantyk MS „Batory”. Żyją jeszcze ci, którzy nim płynęli. Niewielu jednak wie, że „Batory” miał starszego brata bliźniaka, który pływał po oceanach pod nazwą MS „Piłsudski”

Henryk Poddębski, 1935/Biblioteka Narodowa
Ms „Piłsudski”

Polska, która się odrodziła po I wojnie światowej, była biednym krajem. Zdawano sobie jednak sprawę, że skromny odcinek wybrzeża, który przypadł nam w udziale, trzeba wykorzystać jak najlepiej. W krótkim czasie podjęto decyzję o budowie nowoczesnego portu w Gdyni i własnej floty.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Adwent 2019: Rekolekcje z o. Szustakiem w Warszawie

2019-12-09 12:11

ar / Warszawa (KAI)

Rekolekcje z o. Szustakiem, rekolekcje akademickie, rekolekcje o modlitwie czy biblijne – propozycji na owocne przeżycie Adwentu w Warszawie nie brakuje. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Archiwum ASK SD
Konferencja z o. Adamem Szustakiem z cyklu „Sympatia Miłość Małżeństwo” na Uniwersytecie Warszawskim, maj 2018 r.

Duszpasterstwo Akademickie ARKA zaprasza do udziału w rekolekcjach adwentowych, prowadzonych przez o. Adama Szustaka OP. Nauki odbędą się w terminie 11, 12, 13 grudnia 2019 roku w parafii Nawrócenia św. Pawła Apostoła (ul. Kobielska 10) o 19:30. Pierwszego dnia dominikanin poprowadzi konferencję dla chłopców i mężczyzn, drugiego dla dziewcząt i kobiet, a trzeciego dla narzeczonych i małżeństw.

Z kolei rekolekcje pt. "Kardynał Stefan Wyszyński w służbie Bogu, Kościołowi i Ojczyźnie" poprowadzi ks. dr Jarosław Wąsowicz SDB, w terminie 9-11 grudnia o 18:00 w Auli Schumana na kampusie UKSW przy ul. Wóycickiego 1/3 w Warszawie. Każdego dnia zaplanowano inny temat wykładu, a są nimi kolejno: „Przez Maryję do Jezusa – miejsce Maryi w życiu i posłudze kard. Wyszyńskiego”, „Kardynał Wyszyński wychowawca narodu”, ”Kardynał Wyszyński wychowawca młodzieży”.

Na "Adwentowe Rekolekcje o Miłości", w dniach 8-10 grudnia o 20:30, do kościoła Najświętszego Zbawiciela zaprasza o. Janusz Pyda, duszpasterz akademicki krakowskiej "Beczki". - O miłości powiedziano już chyba wszystko. A mimo tego wciąż tak bardzo jej pragniemy i tak wiele osób doświadcza jej braku. Gdzie popełniliśmy błąd? Przyjdź, przekonaj się i kochaj! Nie ma piękniejszego czasu do refleksji nad miłością niż Adwent! – czytamy w zapowiedzi.

Natomiast "Rekolekcje o modlitwie jako relacji" wygłosi jezuita, o. Tadeusz Hajduk SJ w parafii św. Dominika na warszawskim Służewie. Początek rekolekcji – w niedzielę, 15 grudnia, podczas Mszy o godz. 7.00, 8.00, 9.30, 11.00 (Msza dla rodzin), 12.30, 14.00, 17.00 i 18.30. Kolejne nauki zaplanowano od poniedziałku do środy (16-18 grudnia) podczas Mszy o godz. 6.00 (roraty), 12.00, 18.00 i 19.30.

Nagrania rekolekcji będą dostępne na stronie http://www.sluzew.dominikanie.pl/nagrania/

- Zapraszamy na rekolekcje adwentowe, tym razem biblijne. Razem przygotujmy się na nowe przyjęcie rodzącego się w Betlejem Słowa – do Bazyliki Archikatedralnej św. Jana Chrzciciela na Starym Mieście zaprasza ks. Maciej Jaszczołt. Rekolekcje odbędą się one w dniach 15-18 grudnia. W niedzielę zaplanowano naukę rekolekcyjną w czasie Mszy św. o godz. 9.30, 11.00, 12.30, 18.00, 19.00 i 21.00, natomiast od poniedziałku do środy o godz. 19:00.

- Kiedy masz się spotkać z osobą, której dawno nie widziałeś, a bardzo ją kochasz - serce chce wyskoczyć z radości. Warto więc powiedzieć sobie wprost: Adwent NIE JEST czasem pokuty i umartwienia! Adwent to radosne oczekiwanie na przyjście Pana Jezusa – zachęcają warszawscy franciszkanie z kościoła św. Antoniego przy ul. Senatorskiej 31, gdzie w dniach 8-10 grudnia o 8:00 i 22:00 odbywają się rekolekcje, które prowadzi ks. Radosław Rafał MSF - charyzmatyczny kapłan ze Zgromadzenia Świętej Rodziny, pasterz wspólnoty “Poznanie Jezusa”, redaktor naczelny pisma „Posłaniec Świętej Rodziny”, który jak sam przyznaje - „kocha Pana Jezusa jak wariat”. - Przyjdź! Niech nam wszystkim serca walą jak szalone – zachęca kapłan.

"Jak spotkać Boga w modlitwie?" - to tytuł rekolekcji, które odbędą się w dniach 15-18 grudnia o 19:30 w klasztorze ojców dominikanów na Freta. Wygłosi je o. Maksymilian Nawara OSB, benedyktyn mieszkający na co dzień w Lubiniu.

Podobnie jak w poprzednich latach parafia Matki Bożej z Lourdes (ul. Wileńska 69) oraz Siostry Uczennice Krzyża zapraszają chętnych do wspólnej modlitwy słowami Akatystu we wszystkie niedziele Adwentu. Hymn będzie śpiewany jeszcze 15 i 22 grudnia w Kaplicy Krzyża Świętego (kaplica Adoracji). Rozpoczęcie modlitwy - godz. 20.00.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Modlitwa o rychłą beatyfikacje Sługi Bożego ks. Wincentego Granata

2019-12-12 19:54

ks. Wojciech Kania

W kościele seminaryjnym świętego Michała Archanioła odbyła się Msza św. w 40. rocznicę śmierci Sługi Bożego Wincentego Granata, której przewodniczył bp Krzysztof Nitkiewicz.

ks. Wojciech Kania

Czas mija nieuchronnie, ktoś powiedział, że bezszelestnie, zacierając ślady po ludziach, instytucjach, cywilizacjach. Żyje dalej tylko to, co przez Boże działanie stało się ponadczasowe i wieczne. Myśli i czyny Księdza Wincentego Granata – owoc jego głębokiej relacji z Bogiem, przetrwały próbę 40. lat, jakie minęły od śmierci Sługi Bożego. Proces kanonizacyjny na poziomie diecezjalnym, którego ważność stwierdziła Stolica Apostolska, uwidocznił jeszcze bardziej piękno tej postaci, jakże ważnej dla Kościoła w Polsce. Dzisiaj rano, Ojciec św. Franciszek, na prośbę postulatora ks. kan. Krzysztofa Ciska, pobłogosławił wszystkim, którzy są zaangażowani w starania o wyniesienie na ołtarze ks. Granata oraz ks. Stanisława Sudoła. Niech obaj dalej nas inspirują, wypraszając u Boga potrzebne łaski – powiedział bp Krzysztof Nitkiewicz rozpoczynając Msze św. z okazji 40. rocznicy śmierci Sługi Bożego ks. prof. Wincentego Granata. Eucharystię koncelebrowali: bp pomocniczy senior Edward Frankowski, księża pracujący w kurii diecezjalnej i profesorowie seminarium. We wspólnej modlitwie udział wzięły siostry zakonne oraz wierni z Ćmielowa, miejsca urodzenia Sługi Bożego.

Homilię wygłosił ks. dr Adam Kopeć. – Chrystus nazywa Jana największym pośród narodzonych z niewiasty. Możemy się zapytać, jakie kryterium tak wysokiej oceny przyjął Pan Jezus? Co takiego sprawiło, że Jan był wielki? To stopień otwarcia na łaskę Bożą. Nie liczył na własne możliwości i siły. Wszystko podporządkował Jezusowi i Jego dziełu. Wielkość człowieka, to stopień otwarcia się na łaskę. To Bóg w nas i przez nas dokonuje rzeczy niezwykłych. To Bóg dokonał rzeczy niezwykłych w życiu ks. Granata. To Sługa Boży pozwolił Mu działać w swoim życiu. Oddał Mu swój czas, intelekt i możliwości – mówił kaznodzieja. Na zakończenie Mszy św. modlono się o rychłą beatyfikację Sługi Bożego.

Po Eucharystii w auli seminaryjnej wszyscy przybyli mogli wysłuchać referatu s. dr Haliny Ireny Szumił pt. „Oddany Ojczyźnie”.

Siostra w swoim referacie ukazała postać Sługi Bożego ks. Wincentego Granata jako osobę bezgranicznie oddaną Ojczyźnie. Przywołała wiele świadectw i przykładów takiej postawy, jak choćby dwukrotną odmowę przyjęcia odznaczeń państwowych. – Miłość do Ojczyzny przejawiała się u Sługi Bożego w pracy charytatywnej w okresie radomskim. W pracy apostolstwa trzeźwości. Umiłowanie Ojczyzny w okresie okupacji przejawiało się w udziale w tajnym nauczaniu oraz w przynależności do Narodowej Służby Wojskowej. Jak mówiła dalej s. Szumił, w trudnych czasach komunizmu miłość do Ojczyzny przejawiała się w wieloraki sposób w trakcie pracy na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Najpierw jako profesora, a później jako Rektora Uniwersytetu. – Warto zauważyć, że państwo ks. prof. Wincentemu Granatowi przyznawało odznaczenie i dwa razy je nie przyjął – zaznaczyła siostra prelegent.

Ks. prof. Wincenty Granat zmarł 11 grudnia 1979 r.  w Sandomierzu. Był wybitnym polskim teologiem i rektorem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

Jego proces beatyfikacyjny na szczeblu diecezjalnym został uroczyście zamknięty pod koniec października 2018 r. Obecnie wszystkie dokumenty są w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w Rzymie.

Zobacz zdjęcia: Modlitwa o beatyfikację Sługi Bożego ks. Wincentego Granata
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem