Nie tylko spór minister edukacji z biskupami
Spór o religię w szkole nie zaczął się od pytania, czy ktoś jest za Kościołem, czy przeciw niemu. Zaczął się od znacznie bardziej podstawowej kwestii: w jaki sposób Państwo powinno zmieniać zasady funkcjonowania szkoły.
Minister edukacji narodowej może mieć własną wizję edukacji i proponować nawet daleko idące reformy. Szkoła nie jest jednak instytucją, w której każdą zmianę da się wprowadzić wyłącznie decyzją administracyjną. Nauczanie religii dotyka jednocześnie prawa oświatowego, konstytucyjnej wolności sumienia i wyznania, praw rodziców oraz relacji państwa z Kościołami i związkami wyznaniowymi.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Dlatego spór minister edukacji (już nie narodowej) Barbary Nowackiej z biskupami jest ciekawszy, niż sugerują polityczne nagłówki. Nie chodzi wyłącznie o liczbę godzin religii. Chodzi o granice władzy ministra nad szkołą i o pytanie, czy przy zmianach dotyczących praw obywateli wystarczy przekonanie rządzących, że proponowana reforma jest słuszna.
W edukacji łatwo ogłosić zmianę. Znacznie trudniej przeprowadzić ją tak, aby była jednocześnie zgodna z prawem, możliwa do wykonania przez dyrektorów i nauczycieli oraz akceptowalna dla tych, których bezpośrednio dotyczy.
Sprawa religii jest więc czymś więcej niż kolejnym konfliktem politycznym. To test sposobu, w jaki państwo podejmuje decyzje w sprawach światopoglądowo wrażliwych.
Red.
Andrzej Sosnowski
Czy religia ma prawo być obecna w publicznej szkole?
Reklama
Odpowiedź brzmi: tak. Religia ma prawo być obecna w szkole publicznej. Nie oznacza to, że każdy uczeń musi uczestniczyć w katechezie ani że szkoła powinna kogokolwiek przymuszać do praktyk religijnych. Oznacza natomiast, że państwo nie może traktować obecności religii jako niepożądanego reliktu, który należy stopniowo usuwać z przestrzeni edukacyjnej.
Konstytucja gwarantuje wolność sumienia i religii, a art. 53 wprost stanowi, że religia Kościoła lub innego związku wyznaniowego o uregulowanej sytuacji prawnej może być przedmiotem nauczania w szkole. Dopóki uczeń nie jest pełnoletni, decyzję o jego uczestnictwie w zajęciach podejmują rodzice. Wynika to również z art. 48 Konstytucji, przyznającego rodzicom prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Powinni oni przy tym uwzględniać stopień dojrzałości dziecka oraz jego przekonania.
Nie jest to zatem przywilej przyznany Kościołowi przez życzliwego ministra. Jest to prawo obywateli wynikające z ustrojowych zasad państwa. Minister właściwy ds. oświaty i wychowania nie może dowolnie zmniejszać znaczenia tego prawa tylko dlatego, że osobiście inaczej wyobraża sobie nowoczesną szkołę.
Szkoła nie jest aksjologicznie pusta
Przeciwnicy religii w szkole często posługują się hasłem neutralności światopoglądowej. Neutralność państwa nie może jednak oznaczać obojętności wobec wartości ani usunięcia ze szkoły wszystkich treści, które przypominają o duchowym i moralnym wymiarze człowieka.
Polska szkoła nie została pomyślana jako przestrzeń aksjologicznej pustki. Preambuła Prawa oświatowego mówi jasno:
„Nauczanie i wychowanie – respektując chrześcijański system wartości – za podstawę przyjmuje uniwersalne zasady etyki”.
Reklama
To zdanie bywa dziś pomijane, jak gdyby ustawodawca umieścił je tam przypadkiem. Tymczasem wskazuje ono na podstawową prawdę: szkoła ma nie tylko przekazywać wiadomości i przygotowywać do egzaminów. Ma również wychowywać.
Wychowanie nie może dokonywać się bez pytań o prawdę, dobro i piękno. Ta klasyczna triada przez wieki wyznaczała kierunek europejskiej edukacji. Szkoła, która rezygnuje z rozmowy o sumieniu, odpowiedzialności, sensie życia, godności człowieka i granicach wolności, nie staje się neutralna. Staje się po prostu uboższa.
Można nauczyć młodego człowieka sprawnie korzystać z technologii, przygotować go do rynku pracy i wyposażyć w zestaw praktycznych kompetencji. Jeżeli jednak nie nauczy się on odróżniać dobra od zła i rozumieć konsekwencji własnych wyborów, edukacja pozostanie niepełna.
Religia albo nic — to rozwiązanie wychowawczo błędne
Obecny model, w którym uczeń wybiera religię, etykę albo żaden z tych przedmiotów, prowadzi do sytuacji paradoksalnej. Państwo z jednej strony deklaruje troskę o dobrostan, bezpieczeństwo i kompetencje społeczne uczniów, a z drugiej dopuszcza, aby znaczna część młodzieży nie uczestniczyła w żadnych systematycznych zajęciach poświęconych formacji moralnej.
W praktyce wybór między religią a „niczym” często nie jest wyborem światopoglądowym. Bywa wyborem między lekcją a wolną godziną, późniejszym przyjściem do szkoły albo wcześniejszym powrotem do domu. Trudno się dziwić, że część uczniów wybiera rozwiązanie wygodniejsze.
Reklama
Taki system nie wzmacnia ani religii, ani etyki. Nie służy także wychowaniu. Uczy natomiast, że pytania moralne są mniej ważne od innych obszarów edukacji i można je bez żadnych konsekwencji wykreślić z planu zajęć.
Dlatego trafne są słowa Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka, który podkreślił potrzebę zapewnienia uczniom możliwości wyboru religii albo etyki. System „religia albo nic” określił jako demoralizujący dla wychowania moralnego człowieka.
Nie chodzi zatem o uprzywilejowanie katolików ani o przymus uczestnictwa w katechezie. Chodzi o uznanie, że każdy młody człowiek potrzebuje przestrzeni do uporządkowanej refleksji nad wartościami.
Dlaczego edukacja zdrowotna jest ważniejsza od etyki?
Ministerstwo potrafi szczegółowo określać, jakich nowych kompetencji potrzebuje uczeń, wprowadzać kolejne treści dotyczące zdrowia, bezpieczeństwa, klimatu, technologii czy funkcjonowania społecznego. Gdy jednak pojawia się pytanie o obowiązkową religię lub etykę, nagle słyszymy, że państwo powinno zachować dystans.
Dlaczego szkoła może zobowiązywać ucznia do poznawania zasad zdrowego stylu życia, a nie powinna wymagać od niego namysłu nad odpowiedzialnością, uczciwością, godnością, wolnością i dobrem wspólnym? Czy formacja moralna jest mniej ważna od pozostałych elementów edukacji?
Nie chodzi o przeciwstawianie sobie tych dziedzin. Edukacja zdrowotna jest potrzebna. Potrzebne są także edukacja obywatelska, medialna i cyfrowa. Ale równie potrzebna jest przestrzeń, w której młody człowiek zada pytanie nie tylko o to, jak żyć zdrowo i skutecznie, lecz także po co żyć i jak żyć dobrze.
Tak dla religii, tak dla etyki
Reklama
Czy religia w szkole ma prawo być obecna? Tak — wynika to z Konstytucji, praw rodziców, polskiej tradycji prawnej oraz przyjętego modelu wychowania.
Czy religia powinna być nauczana zamiennie z etyką? Tak — ponieważ wolność sumienia wymaga rzeczywistego wyboru, a odpowiedzialność szkoły wymaga, aby żaden uczeń nie był pozostawiony bez formacji moralnej.
Spór o religię w szkole nie powinien kończyć się zwycięstwem ministerstwa nad biskupami ani biskupów nad ministerstwem. Powinien zakończyć się rozwiązaniem, które szanuje prawa rodziców, wolność uczniów i wychowawczą misję szkoły.
Szkoła nie może ograniczać się do produkowania sprawnych użytkowników technologii i przyszłych pracowników. Powinna pomagać młodym ludziom stawać się odpowiedzialnymi osobami. A tego nie da się osiągnąć bez rozmowy o prawdzie, dobru i pięknie.
Obywatelski projekt „TAK dla religii i etyki w szkole” poparło ponad pół miliona obywateli. Takiej liczby podpisów nie można zbyć wzruszeniem ramion. Projekt nie domaga się przymusowej katechizacji. Proponuje wybór między dwoma przedmiotami służącymi formacji moralnej młodego człowieka.
