Reklama

Halloween: między mocą rozumu a siłą kuszenia

2016-10-13 10:16

Ks. Adam Lechwar
Edycja sandomierska 42/2016, str. 4-5

Photographee.eu/Fotolia

„Halloween – zwyczaj związany z maskaradą i odnoszący się do święta zmarłych, obchodzony w wielu krajach w wieczór 31 października, czyli przed dniem Wszystkich Świętych. Odniesienia do Halloween są często widoczne w kulturze popularnej, głównie amerykańskiej”. Tyle mówi jedna z najprostszych definicji powyższego słowa. Czy trzeba na ten temat wiedzieć więcej? Pisać? Mówić? Zastanawiać się?

Jeszcze kilkanaście lat temu samo pojęcie „Halloween” było jakąś suchą, teoretyczną wiedzą. W obecnej dobie staliśmy się społeczeństwem bardziej czy mniej świadomie praktykującym obcą obrzędowość. Jest to tym boleśniejsze, że treści Halloween wchodzą klinem w ważne dla nas i przeżywane wręcz rodzinnie święta, przywołujące bliskich nam zmarłych, dla których pragniemy dobra i pokoju. Święta, które i nam – żyjącym – ukazują cel i sens trudów ludzkiego życia: szczęście płynące ze świętości. Wydaje się, że ta inwazja pogaństwa, zła, tandety i poważnych duchowych zagrożeń domaga się reakcji na wielu płaszczyznach. Można zauważyć, że zjawisko to zalewa nas z inspiracji mediów, w których zostało spopularyzowane.

Są jednak również i inne przyczyny. Odpowiedzialność za nie ponosi także szkoła ze względu na niewłaściwie wypełniane zadanie kształcenia i wychowania młodego pokolenia. Świętej pamięci bp Jan Chrapek twierdził, że „ten bezbożny obrzęd jest zbyt natarczywie promowany przez media oraz bezmyślną propagandę w szkołach”. Niemała odpowiedzialność spoczywa także na rodzicach, dalszej rodzinie czy środowisku, w którym nawiązujemy zwykłe, codzienne relacje. Gdzieś w Polsce życie napisało niejeden scenariusz, który mógłby posłużyć do analizy zagadnienia. Jak w kraju o tak głębokich i pięknych tradycjach związanych z uroczystością Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego jak Polska, mogło dojść do przejęcia i kultywowania mrocznej obrzędowości Halloween? Przyjrzyjmy się kilku sytuacjom.

Reklama

Natarczywa promocja, bezmyślna propaganda

Jest koniec października. W jednej ze szkół gimnazjalnych trwa katecheza porządkująca wiedzę o treści uroczystości Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego. Do sali lekcyjnej, w której młodzież wraz z księdzem żywo dyskutuje o tym istotnym dla chrześcijańskiej świadomości problemie, wbiega grupa przebierańców. Podnosząc okrzyk „Halloween!”, biegają między ławkami i tworzą atmosferę grozy i niepokoju. W pewnym momencie do akcji wkraczają dodatkowe rekwizyty. Niektórzy młodzi wydobywają z foliowych woreczków mąkę, którą rozrzucają nad uczniami, inni, posypanych mąką zraszają wodą z rozpylacza, przy pomocy którego nanosi się na okno płyn do jego umycia. Sytuacja jest trudna do opanowania, gdyż młodzież jest wewnętrznie „wzięta” przez to, czemu się oddała. Nie jest w stanie reflektować i nie baczy na fakt, że ich kolegom i koleżankom dzieje się ewidentna krzywda. Niszczą katechizmy, zeszyty, zabrudzone zostają ubrania i sala katechetyczna. Okazuje się, że jest to taki... oryginalny projekt nauki języka angielskiego zaakceptowany przez dyrekcję szkoły. Oczywiście dyrekcja nie namawiała, nie przyzwalała, ani nie dopuszczała myśli, że ktoś może zostać oklejony papą z mąki przy świętowaniu Halloween. Nauczyciel również nie sugerował takiego przebiegu tego „bardzo oryginalnego” sposobu prowadzenia przedmiotowych zajęć. – To było tylko poznawanie kultury dalekiego kraju, do którego z resztą wyjechało wielu Polaków – przekonywali lokalni obrońcy Halloween w pokoju nauczycielskim.

Może jeszcze jedna odsłona ze szkolnego środowiska. Jest rok 2004. Na ekranach kin z powodzeniem wyświetlany jest film „Pasja” Mela Gibsona. Przygotowując program rekolekcji wielkopostnych, katecheci proponują, by za zgodą rodziców uczniowie przeżyli wspólny, przygotowany seans tego filmu. Wśród głosów krytykujących Gibsona pojawiły się i takie, które podejrzewały go o promocję okrucieństwa i sadyzmu. Dyrekcja i niektórzy nauczyciele podnoszą je jako argument przemawiający przeciw projekcji tego filmu w czasie rekolekcji, by nie naruszyć wrażliwej psychiki młodych ludzi – jak argumentują. Wydaje się jednak, że pogląd w kwestii niebezpieczeństwa zwichnięcia psychicznego gimnazjalistów zanika zupełnie, gdy przychodzi czas na kolejne świętowanie Halloween. Oto między podwójnymi, przeszklonymi drzwiami wejściowymi prowadzącymi na boiska szkolne pojawia się dekoracja składająca się z kartonowej trumny naturalnych rozmiarów, modelu ludzkiego szkieletu, dużej ilości czarnego materiału spowijającego tę scenografię i płonących świec. Młodzież na przerwach stoi przed tą swoistą witryną śmierci i chłonie ową parodię szacunku dla ludzkiego ciała, kpinę z katolickiego pogrzebu i bagatelizuje powagę śmierci. Po swojemu komentując zainstalowaną dekorację, która pobudza ich wyobraźnię, co bardziej krewcy uczniowie usiłują a to tego kolegę, tę czy ową koleżankę wepchnąć na plan statycznej akcji, by ją nieco zdynamizować. Nic się nie dzieję złego. Nikt nie ma pobrudzonego mąką i wodą przyodziewku, nikt nikomu nie przeszkadza w zajęciach szkolnych. „Jest nowocześnie i kulturalnie!” – słychać wśród zatroskanych o godność ucznia pedagogów.

Halinka się rozerwie

Są i prostsze, takie podwórkowe, klatkowe, domowe wydarzenia, które odsłaniają mechanizm zakorzeniania się niebezpiecznych duchowo halloweenowych praktyk. Jest jesień, urosły na działce dynie, więc można nimi łatwo ozdobić wejście do własnego domu. A kiedy te dynie już zbyt długo leżą, to przecież przed ich wyrzuceniem można je charakterystycznie powycinać i zapalić w nich świeczkę. Jest tak inaczej. Coś się dzieje. Dzieci to lubią. Właśnie: dzieci! Chłoną one jak gąbka, często bez dozy krytycyzmu, bogaty świat wirtualny z różnych gier komputerowych czy śmiesznych filmików zamieszczonych na internetowych portalach. Przynoszą do domu szkolne i koleżeńskie nowości, na bazie których mają wiele pomysłów. A zmęczona bieganiem mama, często również bez głębszego zastanowienia, mówi: – A idź! Będzie na chwilę spokój! Nawet pomoże zorganizować odpowiedni strój. A potem sąsiadki opowiadają: – Wiecie? Jak otworzyłam drzwi i zobaczyłam te straszydła, to się przeraziłam, ale gdy usłyszałam: „Cukierek albo psikus!”, i zaczęłam poznawać, że to moje wnuki, to co miałam powiedzieć? Pochwaliłam, że mają fajne stroje, dałam cukierka i jeszcze podpowiedziałam, żeby do Halinki na piętro poszły. Ona jest taka samotna, to się rozerwie.

Niczyje 12 godzin

Dzisiaj nietrudno odnaleźć wiedzę, że Halloween wywodzi się z obrzędowości pogańskich Celtów, którzy czcili boga śmierci – Samhaina. Wierzyli, że noc z 31 października na 1 listopada jest czasem magicznych mocy. O zachodzie słońca kończyło się bowiem lato i stary rok, a zima i nowy rok zaczynały się dopiero o świcie. Dwanaście godzin nocy nie należało więc ani do lata, ani do zimy – było niczyich. To był czas zatarcia granicy pomiędzy żywymi a umarłymi, pomiędzy światem ziemskim, a zaświatami. Była to noc, kiedy ziemię odwiedzały upiory, duchy i demony. I choć złe istoty straszyły ludzi, to można było – według tych wierzeń – przez właściwe obrzędy zdobyć ich tajemną wiedzę i nadludzką moc. Już tych kilka zdań wystarcza by zrozumieć, że Halloween nie jest świętem chrześcijańskim, jak często mylnie się go kojarzy z nazwą All Hallows’ Eve, czyli „przeddzień Wszystkich Świętych”. Przebieranie się za czarownicę, wampira czy diabła, zainteresowanie rzeczami budzącymi grozę, strach oraz tajemniczość otwierają człowieka na duchową rzeczywistość przekraczającą wymiar psychologiczny związany z przeżywaniem sfery światopoglądowej czy religijnej. Halloweenowe zabawy są zatem oswajaniem się z myśleniem i działaniem okultystycznym i demonicznym. Jest to zabawowe sięganie daleko poza ziemskie realia, w sferę duchowych relacji, otwierające człowieka na niebezpieczną rzeczywistość, prowadzącą do utraty więzi z Bogiem, destrukcji własnej osobowości i rozchwiania zdrowych kontaktów z innymi ludźmi. Jezuita o. Aleksander Posacki analizuje tę sytuację następująco: „Trzeba przyjrzeć się owocom naszego postępowania. Rozpad więzi w rodzinie, zanik emocji, złe emocje, choroby, nieszczęścia, alkoholizm, uleganie namiętnościom – to wszystko może oznaczać, że wychodzimy z pewnego ładu duchowego. Grzech powoduje, że tracimy kontakt z Istotą Najwyższą. W chrześcijaństwie nazywa się to utratą łaski. Przyjdą specjaliści od nowomowy i nazwą to depresją, będą nam wmawiać, że jest to choroba mózgu. Każą nam zrobić tysiące badań, może i użytecznych, ale w tym kontekście niekoniecznie adekwatnych. To wszystko wynika z zaprzeczenia własnej duchowości. A nasza duchowość związana jest z naszą naturą”.

Potrzeba większego zaangażowania

Z moich obserwacji wynika – mówi Adrian Pieniążek, lider zespołu Trio z Rio – że potrzebne jest większe zaangażowania kapłanów, katechetów, katechetek, liderów i animatorów grup parafialnych, potrzeba większej determinacji i siły, by odbić tę, już nie tylko piłeczkę, ale mocną falę halloweenowych praktyk zalewającą nasze środowiska. Zdumiewa, że nawet domy kultury i świetlice stają się areną takiego działania w imię tzw. kultury – kontynuuje. – Czuję powołanie jako świecki człowiek i widzę w tym swoistą misję, by w duchu nowej kultury uczyć dzieci, młodzież, a nawet starszych sposobu reagowania na zjawisko Halloween. Niewątpliwie służy temu coraz częściej obserwowany zwyczaj organizowania marszów i balów świętych. Ich pojawienie się to rodzaj nowej ewangelizacji, dzięki której w pozytywny sposób możemy przeżywać relację ze zmarłymi, a przede wszystkim ze świętymi – mówi. Przez swoją wodzirejską działalność członkowie zespołu Trio z Rio pomagali w wielu parafiach i szkołach zorganizować i przeprowadzić marsze lub bale świętych. – W czasie takiego wydarzenia młodzi w sposób nie tylko intelektualny, ale i emocjonalny poznają sylwetki świętych – mówi ks. Witold Szczur, proboszcz z Gawłuszowic podejmujący w duszpasterstwie rozmaite wyzwania czasu. – Przez zabawę próbują oni naśladować bohaterów wiary, wcielać się w nich, doświadczać tego, co w ich życiu było fascynujące – dodaje. W końcu świętość przestaje się kojarzyć z czymś nudnym i niewspółczesnym, a jest widziana jako coś normalnego, radosnego i życiowego. To wydarzenie angażuje całą parafię, rodziny, które pomagają przygotować stroje i razem poznają życiorysy naszych patronów. Nawet starsi pytają: A kiedy dla nas taka zabawa? – opowiada z uśmiechem proboszcz.

Ojciec Posacki twierdzi, że człowiek „boi się także zakwestionowania siebie w obliczu jakiegoś ideału – na przykład Jezusa. Bo prawda wymaga ofiary – korekty własnych błędów”. Analiza zjawiska Halloween w kulturze naszej ojczyzny wzywa nas, katolików, do pewnej korekty myślenia, postrzegania świata i praktyki życia. Wiedza zdobyta z szerokiej analizy zmian zachodzących w kulturze powinna pomagać każdemu z nas w podjęciu osobistych działań w zależności od zakresu odpowiedzialności, jaki mamy w życiu wiary. Każdy chrześcijanin, począwszy od młodego przyjmującego chrzest i bierzmowanie człowieka, poprzez rodziców, rodziców chrzestnych, katechetów, nauczycieli, dyrektorów szkół czy ośrodków kultury, aż po tych, którym powierzono odpowiedzialność za parafię czy diecezję, ma swoją odpowiedzialność w trosce o czystość wiary przeżywanej pragmatycznie, ale także na płaszczyźnie zabawy, która może okazać się niebezpieczną.

Tagi:
Halloween

„Zabawa” w… Halloween!

2018-10-31 17:57

Ks. Sebastian Kępa

Jeden z kapłanów został poproszony o zastępstwo w szkole podstawowej w wiejskiej parafii, uchodzącej za pobożną i gorliwą w wypełnianiu praktyk religijnych. Gdy wszedł do jednej z sal, ku swojemu zdumieniu, a później przerażeniu dostrzegł na szafach wydrążone dynie. Jak się okazało w całej szkole zorganizowano konkurs na najbardziej „magiczną” dynię Halloween. Całemu temu wydarzeniu nadano ogromną rangę i prestiż, a na zwycięzcę czekała sowita nagroda w postaci wysokiej klasy odtwarzacza DVD.

Arch.

Warto zastanowić się nad tym, w jaki sposób traktuje się zmarłych, pielęgnuje pamięć o nich. Tym bardziej, że obserwuje się zanik postawy szacunku i miłości dla zmarłych, a w jej miejsce propaguje się postawę zabawy i żartu. Przykładem może tu być uroczystość Wszystkich Świętych, która w chrześcijańskiej kulturze i zwyczajach kojarzyła się zawsze z modlitwą, powagą, nawiedzaniem cmentarzy, zadumą nad przemijaniem.

Od kilku już lat w ten dzień zaczyna pobrzmiewać obca nuta. Coraz częściej mówi się o Halloween – festiwalu demonów, upiorów, wampirów, wiedźm, kościotrupów, wilkołaków i dziwacznych postaci. Wydrążone dynie z zapaloną świeczką można spotkać w wielu miejscach publicznych, a w sklepach pojawiają się maski wampirów i czarownic. Społeczeństwo, dzięki relacjom telewizyjnym z obchodów tego pogańskiego święta i medialnemu szumowi, powoli oswaja się z jego treściami i zaczyna je akceptować. To rzuca także zdecydowanie negatywne światło na uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny, poświęcony pamięci zmarłych. Chrześcijańska zaduma nad tymi, jakże istotnymi dla ludzkości wydarzeniami, ulega spłyceniu, a nawet erozji, powoli tracąc na znaczeniu.

Halloween i uroczystość Wszystkich Świętych dotykają śmierci, ale w radykalnie odmienny sposób. Halloween przybiera w maskę z horroru i piekła; Wszystkich Świętych to dzień pełen nadziei, zadumy i Bożego światła. Korzenie Halloween wywodzą się z czarnej magii, a nawet satanizmu. Nie jest przypadkiem, że Anton Szandor La Vey, założyciel „Kościoła Szatana” i autor „Biblii Szatana”, określił Halloween jako najważniejszy dzień w roku dla jego „Kościoła”. Jest to bowiem „święto” wszelkiej maści neopogan, okultystów i spirytystów. Halloween ma bowiem swoje korzenie w modnej wśród okultystów kulturze pogańskich Celtów, którzy witali Nowy Rok właśnie pierwszego listopada. Bogowi śmierci Samhainowi na ołtarzach poświęcano resztki plonów, zwierzęta, a nawet ludzi. Wokół stosu, odurzeni w stanie transu Celtowie, tańczyli taniec śmierci, zapraszając i wypuszczając zarazem duchy ciemności. Zdaniem La Veya, w tym czasie demony mają szczególną moc. Może ona zaistnieć wówczas, jeśli złe duchy będą przywoływane w wigilię 1 listopada. Ze świadectw nawróconych na chrześcijaństwo satanistów wynika wprost, że w tę noc składane są nawet rytualne ofiary z małych dzieci. Sataniści łączą te zbrodnie z celebracją tzw. czarnych mszy i orgii seksualnych, związanych z inicjacyjnym łączeniem się z demonami. Noc z 31 października na 1 listopada – obok Nocy Walpurgii (30 kwietnia) – jest największym świętem lucyferycznym.

W tradycji amerykańskiej to kalendarzowe już „święto”, które zatacza coraz szersze kręgi w kulturach państw europejskich, wygląda pozornie niewinnie. Dzieci przebierają się za czarownice, wampiry, duchy czy diabły. Problem polega jednak na tym, że wszystkie te postaci w tradycji duchowości chrześcijańskiej związane są z osobą Szatana. Poruszanie tych tematów, choćby tylko na poziomie znaczeń i zabawy – przygotowuje na otwarcie się na tę niebezpieczną rzeczywistość duchową. Zamiast modlitwy za zmarłych, jest ich przyzywanie i zaklinanie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Św. Stanisław Kostka - patron dzieci i młodzieży

Małgorzata Zalewska
Edycja podlaska 37/2002

Jastrow/pl.wikipedia.org



W komnacie, gdzie Stanisław święty zasnął w Bogu,

na miejscu łoża jego stoi grób z marmuru.

Taki, że widz niechcący wstrzymuje się w progu,

myśląc, że Święty we śnie zwrócił twarz do muru

i rannych dzwonów echa w powietrzu dochodzi...

I wstać chce, i po pierwszy raz człowieka zwodzi.

Nad łożem tym i grobem świeci wizerunek

Królowej Nieba, która z Świętych chórem schodzi

i tron opuszcza, nędzy śpiesząc na ratunek.

Palm wiele, kwiatów wiele aniołowie niosą,

skrzydłami z ram lub nogą wstępując bosą.

Gdzie zaś od dołu obraz kończy się ku stronie,

w którą Stanisław Kostka blade zwracał skronie,

jeszcze na ram złoceniu róża jedna świeci:

niby że, po obrazu stoczywszy się płótnie,

upaść ma, jak ostatni dźwięk, gdy składasz lutnię.

I nie zleciała dotąd na ziemię - i leci...

(Cyprian Kamil Norwid)

Doroczną pamiątkę św. Stanisława Kostki kościół w Polsce obchodził wcześniej 13 listopada. Od 1974 r. święto to obchodzimy 18 września jako święto patronalne dzieci i młodzieży, by na progu nowego roku szkolnego prosić dla nich o błogosławieństwo i potrzebne łaski.

Stanisław Kostka urodził się w październiku 1550 r. w Rostkowie, w wiosce położonej około 4 kilometrów od Przasnysza, na Mazowszu, w diecezji płockiej. Ojcem Stanisława był Jan Kostka, od 1564 r. kasztelan zakroczymski, a jego matką była Małgorzata z domu Kryska z Drobnina. Obie rodziny Kostków i Kryskich były w XVI w. dobrze znane.

Stanisław Kostka miał trzech braci i dwie siostry. Oto co Stanisław powiedział o swojej rodzinie: "Rodzice chcieli, byśmy byli wychowani w wierze katolickiej, zaznajomieni z katolickimi dogmatami, a nie oddawali się rozkoszom. Co więcej postępowali z nami ostro i twardo, napędzali nas zawsze - sami jak i przez domowników - do wszelkiej pobożności, skromności, uczciwości, tak żeby nikt z otoczenia, z licznej również służby, nie mógł się na nas skarżyć o rzecz najmniejszą" .

Św. Stanisław swoje pierwsze nauki pobierał w domu rodzinnym. Jego nauczycielem przez pewien czas był Jan Biliński. W domu rodzicielskim przebywał do 14. roku życia. Następnie Stanisław razem ze swym bratem Pawłem rozpoczęli studia u jezuitów we Wiedniu, lecz gdy nowy cesarz Maksymilian w 1565 r. zabrał jezuitom konwikt, musieli przenieść się na stancję. Do jezuickiej szkoły w Wiedniu uczęszczało wówczas około 400 uczniów, a regulamin tej szkoły streszczał się w jednym zdaniu: "Taką pobożnością, taką skromnością i takim poznaniem przedmiotów niech się uczniowie starają ozdobić swój umysł, aby się mogli podobać Bogu i ludziom pobożnym, a w przyszłości ojczyźnie i sobie samym przynieść także korzyść". Do pobożności miała zaprawiać studentów codzienna modlitwa przed lekcjami i po lekcjach, codzienna Msza św., miesięczna spowiedź i Komunia św. Początkowo Stanisławowi nauka szła trudno, ale pod koniec trzeciego roku należał już do najlepszych. Władał płynnie językiem ojczystym, niemieckim i łacińskim; uczył się też języka greckiego.

Trzy lata pobytu w Wiedniu to był dla Stanisława okres rozbudzonego życia wewnętrznego. Stanisław znał tylko drogę do kolegium, do kościoła i do domu. Swój wolny czas poświęcał na lekturę i modlitwę. Zadawał sobie pokuty i biczował się. Mimo sprzeciwu i próśb brata i kolegów nie zaprzestawał praktyk pokutnych. Intensywne życie wewnętrzne, nauka i praktyki pokutne tak bardzo osłabiły organizm chłopca, że bliski był śmierci. Zapadł w niemoc śmiertelną w grudniu 1565 r. Kiedy św. Stanisław był już pewien śmierci, a nie mógł otrzymać Wiatyku, gdyż właściciel domu nie chciał wpuścić katolickiego kapłana, wtedy św. Barbara, patronka dobrej śmierci, do której się zwrócił, w towarzystwie dwóch aniołów nawiedziła jego pokój i przyniosła mu ów Wiatyk. W tej również chorobie objawiła się Świętemu Matka Najświętsza i złożyła mu na ręce Boże Dzieciątko. Od Niej to doznał cudownego uleczenia z poleceniem by wstąpił do Towarzystwa Jezusowego. Nie było to rzeczą łatwą dla Stanisława, gdyż jezuici nie mieli zwyczaju przyjmować kandydatów bez woli rodziców, a on na nią nie mógł liczyć. Po wielu trudnościach i zmaganiach Stanisław został przyjęty do jezuitów najpierw na próbę, gdzie zadaniem jego było sprzątanie pokoi i pomaganie w kuchni, po pewnym jednak czasie, wraz z dwoma innymi kandydatami udał się Stanisław do Rzymu i na skutek polecenia prowincjała z Niemiec przełożony generalny przyjął go do nowicjatu. Rozkład zajęć nowicjuszów przedstawiał się następująco: modlitwa, praca umysłowa i fizyczna, posługi w domu i w szpitalach, dyskusje na tematy życia wewnętrznego i o sprawach kościelnych, konferencje mistrza nowicjatu i przyjezdnych gości. Stanisław czuł się szczęśliwy, że wreszcie osiągnął swój życiowy cel.

Przełożeni pozwolili Stanisławowi w pierwszych miesiącach 1568 r. złożyć śluby zakonne. Wielkim wydarzeniem w życiu św. Stanisława było przybycie 1 sierpnia w uroczystość Matki Bożej Anielskiej (dziś tę uroczystość obchodzimy 2 sierpnia) św. Piotra Kanizjusza, który zatrzymał się w domu nowicjatu i wygłosił dla nich konferencję. Po tej konferencji Stanisław powiedział do kolegów: "Dla wszystkich ta nauka świętego męża jest przestrogą i zachętą, ale dla mnie jest ona wyraźnym głosem Bożym. Umrę bowiem jeszcze w tym miesiącu". Koledzy zlekceważyli sobie jego słowa. Jeszcze 5 sierpnia jeden z ojców zabrał Stanisława do bazyliki Najświętszej Maryi Panny Większej na doroczny odpust. Za kilka dni było święto Wniebowzięcia Matki Bożej. 10 sierpnia Stanisław napisał list do Matki Bożej i ukrył go na swojej piersi. Prosił by mógł odejść z tego świata w uroczystość Wniebowzięcia Maryi. Jego prośba została wysłuchana. W wigilię Wniebowzięcia Stanisław dostał silnych mdłości i zemdlał. Wystąpił na nim zimny pot i poczuł dreszcze, z ust zaczęła sączyć mu się krew. O północy zaopatrzono go Wiatykiem. Przeszedł do wieczności tuż po północy 15 sierpnia 1568 r., mając zaledwie siedemnaście lat.

Wieść o jego pięknej śmierci rozeszła się lotem błyskawicy po całym Rzymie. Wbrew zwyczajowi zakonu jezuitów ciało Stanisława przyozdobiono kwiatami. W dwa lata potem, gdy otwarto grób św. Stanisława, znaleziono jego ciało nietknięte rozkładem. W 1605 r. papież Paweł V zezwolił na zawieszenie obrazu św. Stanisława w kościele św. Andrzeja w Rzymie i na zawieszenie przy nim lamp, jak też wotów. Papież Klemens X w 1670 r. zezwolił jezuitom na odprawianie Mszy św. i na odmawianie pacierzy kapłańskich ku czci św. Stanisława. W 1674 r. ten sam papież ogłosił św. Stanisława Kostkę jednym z głównych patronów Korony Polskiej i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Te wszystkie fakty Stolica Apostolska uznała jako akt beatyfikacji. Św. Stanisław Kostka jest pierwszym Polakiem, który dostąpił chwały ołtarzy w Towarzystwie Jezusowym. Rok 1714 był rokiem, w którym papież Klemens XI wydał dekret kanonizacyjny, ale samego aktu kanonizacji dokonał papież Benedykt XIII dopiero w 1726 r. wraz ze św. Alojzym Gonzagą. W 1926 r., w 200. rocznicę kanonizacji odbyła się uroczystość sprowadzenia do Polski małej części relikwii św. Stanisława. W tych jubileuszowych uroczystościach wziął udział sam prezydent państwa, Ignacy Mościcki. Ciało św. Stanisława spoczywa w kościele św. Andrzeja Boboli w Rzymie w jego ołtarzu po lewej stronie.

Ku czci św. Stanisława Kostki wzniesiono w Polsce wiele świątyń, wśród nich piękną katedrę w Łodzi. Najpiękniejszy kościół pod wezwaniem św. Stanisława znajduje się w Nowym Jorku. Św. Stanisław Kostka należy do najpopularniejszych polskich świętych. Przed cudownym obrazem św. Stanisława w obecnej katedrze lubelskiej modlił się w 1651 r. król Jan II Kazimierz.

W naszej diecezji doroczną uroczystość odpustową ku czci św. Stanisława Kostki przeżywa wspólnota parafialna w Jerzyskach, gdzie proboszczem jest ks. Zenon Bobel.

U początku nowego roku szkolnego i akademickiego starajmy się prosić św. Stanisława Kostkę, który jest patronem dziatwy i młodzieży, aby wstawiał się on za nami i wypraszał potrzebne nam wszystkim łaski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Święto we wspólnocie domu

2019-09-18 19:55

Beata Pieczykura

– Bóg wchodzi w nasze życie w momencie chrztu, a my wchodzimy w życie Boga i dlatego mamy być świętymi. Dziś prosimy św. Stanisława Kostkę o szczególnie wstawiennictwo, żebyśmy się nie zagubili na drogach ziemskiego życia, naszej pracy, naszego wysiłku, żebyśmy się nie zniechęcili – mówił abp Wacław Depo do wychowanków, pracowników świeckich oraz sióstr obliczanek „Domu dla Chłopców” im. św. Stanisława Kostki w Częstochowie.

Beata Pieczykura/Niedziela

Specjalny Ośrodek Wychowawczy „Dom dla Chłopców” im. św. Stanisława Kostki w Częstochowie prowadzony przez Zgromadzenie Sióstr Wynagrodzicielek Najświętszego Oblicza 18 września świętował 10-lecie zamieszkania w nowym budynku pod przewodnictwem abp. Wacława Depo. Z tej okazji Metropolita częstochowski celebrował Mszę św. oraz wygłosił homilię.

Zobacz zdjęcia: Święto we wspólnocie domu

– Wszyscy tworzymy wspólny dom, kiedy są uroczystości i wtedy jest szara codzienność. Życzmy sobie nawzajem pięknych dni, radości i życzliwości, a wówczas kiedy nieco trudniej, żeby zawsze byli obok nas serdeczni, dobry i kochający ludzie – powiedziała s. Małgorzata Pintele, dyrektor ośrodka, do licznie zgromadzonych. Tego dnia tytułem Honorowy Przyjaciel Domu zostały uhonorowane s. Honorata Jaworska, która była odpowiedzialna za budowę nowego domu, oraz s. Łucja Niewińska, długoletnia dyrektorka „Domu”. Wyróżnienie jest przyznawane przez funkcjonującą od 4 lat w „Domu dla Chłopców”  Kapitułę Bonnum. Otrzymują je osoby szczególnie ważne dla ośrodka.

Dzieje ośrodka, powstałego w 1901 r., wpisały się w historię Polski. Na początku siostry obliczanki prowadziły ochronkę dla dzieci, potem przedszkole, a czasie wojny przyjmowały sieroty – ofiary wojny. Od 1 czerwca 1990 r. Zgromadzenie otrzymało osobowość prawną nad prowadzonym dziełem. Odtąd też otrzymało nazwę zakład wychowawczy. 12 października 1992 r. odbyła się uroczystość nadania imienia. Od tego dnia zakład przyjął nazwę Specjalny Ośrodek Wychowawczy „Dom dla Chłopców” im. św. Stanisława Kostki. Czas minia i zmienia się, ale potrzeby dzieci pozostają te same. Niezmiennie pragną one miłości, troski, poczucia bezpieczeństwa, pomocy ze strony rodziców i wychowawców. Dlatego przez te wszystkie lata pracy siostry tworzyły rodzinną atmosferę ciepła, radości i miłości. To wszystko po co, aby podopieczni żyli i wychowywali się w atmosferze najbardziej podobnej do tej panującej w domu rodzinnym. Tak pozostało do dziś. Obecnie w „Domu” przebywa 60 osób z wieloma niepełnosprawnościami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem