Reklama

Z „Rodziną 500+” do „Mieszkania+”

2016-10-19 08:56

Z premier Beatą Szydło rozmawiała Lidia Dudkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 43/2016, str. 24-26

Archiwum Kancelarii Prezesa Rady Ministrów

Trudności trzeba pokonywać, a nie dużo się nad nimi rozwodzić – uważa Premier Rządu RP, do której przylgnęło już powiedzenie: „Damy radę”.
O dobrych pomysłach na dobrą zmianę, o sprawach najważniejszych dla Polski i dla każdego Polaka z premier Beatą Szydło rozmawia Lidia Dudkiewicz

LIDIA DUDKIEWICZ: – Niektórzy próbują wmawiać, że dobra zmiana sprowadza się do korekt personalnych w różnych instytucjach. A przecież tu chodzi o zmianę filozofii uprawiania władzy. Na czym zatem w szczegółach polega dobra zmiana?

PREMIER BEATA SZYDŁO: – Wprowadzenie w Polsce dobrej zmiany to dla nas wielkie zobowiązanie. Należy pamiętać, że Prawo i Sprawiedliwość to pierwsza formacja polityczna, która zdobyła w Sejmie samodzielną większość. Dlatego oczekiwania społeczne, zwłaszcza po 8 latach złych rządów koalicji PO-PSL, są wobec nas ogromne. Zdajemy sobie z tego sprawę i chcemy podołać temu zadaniu. Dlatego konsekwentnie realizujemy obietnice wyborcze. Dobra zmiana to przede wszystkim dotrzymywanie słowa, słuchanie Polaków i służenie ich sprawom.
Filozofią dobrej zmiany jest zwrócenie się ku społeczeństwu – dostrzeżenie jego postulatów oraz potrzeb dotyczących poprawy warunków bytowych. Stawiając na zrównoważony rozwój państwa, chcemy, aby jego beneficjentem byli wszyscy obywatele, a nie tylko określone grupy społeczne, jak to było za czasów poprzedniej władzy. Zarówno młode rodziny, jak i seniorzy; zarówno rolnicy, jak i przedsiębiorcy.
O naszych priorytetach i wizji dobrej zmiany mówiliśmy przed wyborami – podczas kampanii wyborczej, ale również w czasie naszej działalności jako partii opozycyjnej. Już wtedy dostrzegaliśmy potrzeby naszych rodaków. Nasz pomysł na dobrą zmianę, który był wyrażany w dokumentach programowych oraz licznych wystąpieniach publicznych, powstawał zarówno podczas pracy parlamentarnej, jak i w czasie licznych spotkań z Polakami w całej Polsce. W 2015 r. Prawo i Sprawiedliwość na bazie swojej pracy otrzymało olbrzymi kredyt zaufania, a dzisiaj spełniamy swoje obietnice.

– Co traktują Państwo jako priorytet?

– Jeden z filarów, powiem więcej – główny trzon naszego programu, stanowi rodzina, która już jest beneficjentem wprowadzonego programu „Rodzina 500+”. Inny program – „Mieszkanie+” będzie również szansą nie tylko dla młodych polskich rodzin, ale też dla wszystkich obywateli, których nie stać na pozyskanie własnego mieszkania. Wszyscy wiemy, jak bardzo jest to potrzebne.
Oprócz ogniska domowego bardzo ważna jest chociażby praca. Bezrobocie to poważny problem, z którym nasz kraj boryka się od wielu lat. Za rządów Prawa i Sprawiedliwości stopa bezrobocia osiągnęła najniższy poziom od 25 lat. Uchwalono prawo, według którego od 2017 r. płaca minimalna wzrośnie do 2000 zł brutto, natomiast minimalna stawka godzinowa wyniesie 12 zł. Ponadto chcemy wspierać i rozwijać polskie zakłady, dające zatrudnienie tysiącom Polaków. Dla tych natomiast, którzy prowadzą własne małe i średnie przedsiębiorstwa, wprowadziliśmy już 15-procentową stawkę podatku CIT. Polacy są bardzo pracowitym i innowacyjnym narodem, należy dać im tylko narzędzia, aby mogli być w jeszcze większym stopniu fundamentem rozwoju własnego kraju. W życie weszła już ustawa o bezpłatnych lekach dla seniorów, zrealizowano postulat setek tysięcy rodziców, tj. zniesienie obowiązku szkolnego dla 6-latków, funkcjonuje już zakaz odbierania dzieci rodzinom ze względu na warunki materialne.
Od roku skutecznie wprowadzamy wiele założeń dobrej zmiany, ale rząd nie zamierza spoczywać na laurach. Praca i pokora.

– Co przysparza najwięcej trudności w sprawowaniu rządów?

– Rządzenie to niełatwa sztuka. Wymaga wytrwałości, cierpliwości i ogromnego zaangażowania. Warto pamiętać, że objęliśmy rządy w trudnym momencie, po 8 latach rządów naszych poprzedników jest bardzo dużo do zrobienia. To jest proces, który trwa, ale który też potrzebuje czasu. Przez ten blisko rok spełniliśmy niemal wszystkie sztandarowe obietnice z kampanii. Jesteśmy w trakcie realizacji następnych. Oczywiście, przeszkód jest niemało, chociażby bezustanne i – co tu dużo mówić – wątpliwej jakości merytorycznej ataki opozycji. Ale trudności trzeba pokonywać, a nie dużo się nad nimi rozwodzić.

– W ostatnim czasie przetacza się przez Polskę front walki o wartości. Jak rząd planuje poruszać się w tej przestrzeni? Jakie będą losy postulatu ochrony życia od poczęcia?

– Byłam, jestem i zawsze będę za ochroną życia. I ja, i mój rząd zrobimy wszystko, żeby chronić ludzkie życie. To nasz obowiązek. Ostatnie wydarzenia pokazały, jak wielkie emocje związane są z tym tematem. Dlatego apelowałam do całej klasy politycznej o to, by dyskusja w tej sprawie toczyła się z szacunkiem i godnością. Musimy i mówić, i działać w sprawie ochrony ludzkiego życia z największą odpowiedzialnością. Musimy pomóc rodzicom znajdującym się w trudnej sytuacji. Dlatego kilka dni temu powołałam Międzyresortowy Zespół ds. Opracowania Projektu Rządowego Programu Wsparcia dla Rodzin „Za życiem”. Zobowiązałam się też do przygotowania programu wsparcia m.in. dla rodzin wychowujących niepełnosprawne dzieci oraz matek dzieci z tzw. trudnych ciąż – zabezpieczenie na ten cel środków w przyszłorocznym budżecie oraz przeprowadzenie akcji promującej ochronę życia.

– Co w dzisiejszych czasach jest dla Polski ważniejsze: uporządkowanie przestrzeni wewnętrznej czy zabezpieczenie się przed wrogami zewnętrznymi?

– Obie kwestie są równie ważne. I są ze sobą ściśle związane. Silne, stabilne, rozwijające się państwo jest poważnie traktowane przez wszystkich – przez sojuszników i przez potencjalnych wrogów. Dlatego mówimy i działamy na rzecz wzmocnienia bezpieczeństwa wewnętrznego Polski, zwiększamy wydatki na armię, policję, służby, na zakup nowoczesnego sprzętu. Na arenie międzynarodowej, w Europie, jesteśmy państwem, które ma do odegrania ogromną rolę w kwestiach bezpieczeństwa. Na wschodzie to Polska jest państwem Unii Europejskiej, które ma najdłuższą granicę z Rosją, prowadzącą taką, a nie inną prowokacyjną politykę. Dlatego – co znacząco pokazał szczyt NATO w Warszawie – usłyszano nasze argumenty o potrzebie wzmocnienia wschodniej flanki NATO. Wreszcie zostały podjęte konkretne decyzje, które wzmacniają nasze bezpieczeństwo. Nasze, ale też bezpieczeństwo globalne. Polska jest bardzo ważnym członkiem NATO. I szczyt NATO pokazał, że nasza rola jest coraz większa.
Razem z partnerami z Grupy Wyszehradzkiej pracujemy też nad zwiększeniem bezpieczeństwa i reformą Unii Europejskiej, która przeżywa obecnie jeden z najpoważniejszych kryzysów. Coraz więcej krajów ma świadomość, że UE potrzebuje głębokich reform. Nie możemy skupić się wyłącznie na powierzchownych rozwiązaniach. Silna UE jest gwarancją bezpieczeństwa dla Polski.

– Co z ochroną ziemi przed sprzedażą zagranicznym inwestorom? Czy uda się załatwić wyrównanie dopłat z Unii Europejskiej dla rolników oraz obronić pozycję KRUS?

– Realna ochrona polskiej ziemi przed niekontrolowanym wykupem była jednym z najważniejszych zobowiązań, które złożyłam w exposé. Mieliśmy na celu przede wszystkim wzmocnienie ochrony ziemi rolnej przed spekulacyjnym wykupem przez podmioty krajowe i zagraniczne oraz zatrzymanie niekorzystnego trendu w strukturze agrarnej, a także poprawę sytuacji ekonomicznej polskich rolników. Ustawa weszła w życie 30 kwietnia 2016 r. – mogę uznać to za jeden z sukcesów mojego rządu.
Jeśli chodzi o dopłaty, to Komisja Europejska zgodziła się na podwyższenie do 70 proc. wysokości wypłacanych w 2016 r. zaliczek dopłat bezpośrednich, co wynika z troski o rolników unijnych mających poważne trudności finansowe i problemy z płynnością finansową. W KRUS natomiast wprowadzona zostanie gwarancja najniższej emerytury i renty na poziomie 1000 zł.

– Czy możemy być spokojni o płynność finansową kraju w związku z programem „Rodzina 500+”?

– Tak, możemy być spokojni o płynność finansową w związku z realizacją programu „Rodzina 500+”. Zapewnienie stabilnego finansowania tego programu będzie możliwe dzięki już wprowadzonym w życie, a także zaplanowanym reformom, które będą miały pozytywny wpływ na dochody budżetu państwa. Przykładem może być uszczelnianie systemu podatkowego. Już w pierwszym półroczu 2016 r. mogliśmy zaobserwować odwrócenie trwającej od wielu lat tendencji do zmniejszania wpływów podatkowych w stosunku do PKB. Pamiętajmy, że program „Rodzina 500+” to inwestycja w to, co najważniejsze: przyszłość Polek i Polaków.

– Czy może Pani Premier przekazać już szczegóły dotyczące programu „Mieszkanie+”?

– Program „Mieszkanie+” będzie dostępny dla wszystkich. Zależy nam również na wsparciu dla rodzin wielodzietnych, a także ludzi młodych, którzy planują założyć swoją rodzinę, a nie stać ich na zakup własnego mieszkania. Program nie będzie miał ograniczeń wiekowych, a zatem będą mogły z niego korzystać osoby w każdym wieku. Dodatkowo zostanie utworzony narodowy fundusz mieszkaniowy, na który przekazywane będą grunty należące do Skarbu Państwa, przez co mieszkania budowane na tych gruntach staną się tańsze. Średni czynsz – bez uwzględnienia kosztów eksploatacji oraz mediów – w mieszkaniu na wynajem ma wynieść od 10 do 20 zł za metr kwadratowy. Będzie możliwość uzyskania takiego mieszkania na własność po pewnym czasie regularnego opłacania czynszu. W opcji najmu z docelowym wykupem mieszkania stawka czynszu ma wynieść ok. 12-24 zł za metr kwadratowy. Będzie można korzystać z tego programu we wszystkich regionach Polski.
Narodowy Program Mieszkaniowy wprowadza także mechanizm oszczędzania na cele mieszkaniowe w ramach Indywidualnych Kont Mieszkaniowych. Obywatele będą mogli gromadzić środki na IKM, które zostaną założone w bankach i spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kredytowych. Oszczędności będą mogły być przeznaczone na zakup, budowę oraz remont mieszkania lub domu jednorodzinnego oraz będą zwolnione z podatku dochodowego od zysków kapitałowych. Regularne oszczędzanie ma być nagradzane premią wypłacaną z budżetu państwa, której wysokość będzie zależeć m.in. od wielkości rodziny. Chcemy, żeby młodzi Polacy mogli bezpiecznie planować przyszłość.

– Czy rząd nie obawia się, że zawirowania w światowej ekonomii połączone z wewnętrznymi trudnościami mogą postawić pod znakiem zapytania dopięcie naszego budżetu?

– Były minister finansów Paweł Szałamacha przedstawił odpowiedzialny projekt budżetu, na który pozytywnie zareagowały rynki finansowe. Obecnie mamy niższy deficyt i utrzymujemy go w ryzach wymaganych przez Komisję Europejską. Wskaźniki projektu budżetu na przyszły rok się nie zmieniły, a tegoroczne wyniki budżetu są bardzo dobre. Nie ma mowy o wewnętrznych trudnościach budżetowych, mamy zagwarantowane w budżecie pieniądze na program „Rodzina 500+”, są zagwarantowane środki na minimalną, najniższą emeryturę w wysokości 1000 zł i waloryzację emerytur. Ponadto mamy zapewnione środki na darmowe lekarstwa dla seniorów po 75. roku życia oraz na te wszystkie projekty, które były przez nas przyjmowane w ciągu roku. Dodatkowo po raz pierwszy nie ma założonego kredytu dla Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Przedtem to było takie trochę oszukiwanie budżetu, żeby deficyt budżetowy był mniejszy – FUS brał pożyczkę. My takich założeń nie mamy. Niektórzy mogliby nawet powiedzieć, że nasz projekt budżetu jest ostrożny, wręcz zachowawczy.

– Dziękuję Pani Premier za wskazanie kierunków dobrej zmiany i odniesienie się do bieżących spraw, ważnych w funkcjonowaniu naszego państwa oraz naszych rodzin i konkretnych obywateli. Ufam, że wkrótce Szefowa polskiego rządu wraz z narodem będzie mogła spokojnie powiedzieć: „Daliśmy radę”.

Tagi:
wywiad polityka premier rozmowa

Reklama

Premier Morawiecki ogłasza sukces po szczycie UE

2019-07-03 07:57

wpolityce.pl

Cele, które sobie zakładaliśmy jadąc na ten szczyt Rady Europejskiej zostały osiągnięte - powiedział premier Mateusz Morawiecki we wtorek na konferencji prasowej w Brukseli, po zakończeniu szczytu UE.

premier.gov.pl

Podczas szczytu udało się zawrzeć porozumienie w sprawie podziału stanowisk w strukturach UE - Niemka Ursula von der Leyen została kandydatką na szefową Komisji Europejskiej, premier Belgii Charles Michel kandydatem na przewodniczącego Rady Europejskiej.

Ponadto Rada Europejska ma nominować Francuzkę Christine Lagarde na szefową Europejskiego Banku Centralnego, a Hiszpana Josepa Borrella na szefa dyplomacji UE.

Miałem świadomość, że decyzje podejmowane przedwczoraj i wczoraj są kluczowe dla przyszłości Unii Europejskiej na wiele lat do przodu - powiedział premier Morawiecki ma konferencji prasowej.

Pokazaliśmy, że potrzebujemy kandydatów, którzy mają w sobie potencjał łączenia Europy, którzy nie antagonizują Europy, którzy nie obrażają państw członkowskich - przekonywał.

Dlatego, jak mówił, Polska przeciwstawiała się w przypadku szefa KE kandydaturze Franza Timmermansa, który „nie był kandydatem łączącym Europę”.

Byliśmy o włos od wyboru kandydata radykalnego, kandydata ideologicznej lewicy Fransa Timmermansa - powiedział we wtorek w Brukseli premier Mateusz Morawiecki. Według premiera „proces wyboru tego kandydata odbywał się w sposób nie do końca transparenty”.

Szefowie państw i rządów krajów UE porozumieli się we wtorek co do obsady najważniejszych unijnych stanowisk. Zgodnie z nim Niemka Ursula von der Leyen została kandydatką na szefową Komisji Europejskiej, premier Belgii Charles Michel wybrany na przewodniczącego Rady Europejskiej - poinformował na Twitterze szef RE Donald Tusk.

Ponadto - jak poinformował Tusk - Rada Europejska nominuje Francuzkę Christine Lagarde na szefową Europejskiego Banku Centralnego, a Hiszpana Josepa Borrella na szefa dyplomacji UE.

Pokazaliśmy, że potrzebujemy kandydatów, który mają w sobie potencjał łączenia Europy, którzy nie antagonizują Europy, nie obrażają państw członkowskich, którzy rozumieją różnice pomiędzy państwami europejskimi, bo to jedynie może prowadzić do wypracowania wspólnych polityk w ramach Unii Europejskiej - powiedział premier.

Z tego względu - zaznaczył - Polska sprzeciwiała się kandydaturze, „która była dla nas nieakceptowalna, kandydaturze Fransa Timmermansa, który nie był kandydatem łączącym Europę”.

Jak zaznaczył, to jest nowe otwarcie dla Europy i ono wymaga nowych osób. Doprowadziliśmy do tego, że przyjęte zostały propozycje z zupełnie nowymi kandydaturami” - dodał. Morawiecki zaznaczył, że „byliśmy o włos od wyboru kandydata radykalnego, kandydata ideologicznej lewicy”.

Według premiera „proces wyboru tego kandydata odbywał się w sposób nie do końca transparenty”.

Traktaty Unii Europejskiej, art. 17 jednoznacznie pokazują rolę Rady Europejskiej w procesie wyboru przewodniczącego Komisji Europejskiej. Podkreślałem to bardzo mocno podczas moich licznych wystąpień na Radzie Europejskiej, że musi być poszanowanie dla Traktatu i całego procesu wyboru przewodniczącego Komisji Europejskiej - mówił Morawiecki.

Jak dodał, „poza traktatowe uzgodnienia, o których niektórzy wspominali, że zapadały w Osace (…), nie powinny mieć miejsca”.

Zaznaczyliśmy mocno rolę Grupy Wyszehradzkiej, która mówiła podczas szczytu w Brukseli jednym głosem; pokazaliśmy też, że eskalowanie konfliktu z Polską i atakowanie jej nie prowadzi do niczego dobrego - powiedział we wtorek premier Mateusz Morawiecki.

Podczas szczytu udało się zawrzeć porozumienie w sprawie podziału stanowisk w strukturach UE - Niemka Ursula von der Leyen została kandydatką na szefową Komisji Europejskiej, premier Belgii Charles Michel kandydatem na przewodniczącego Rady Europejskiej. Ponadto Rada Europejska ma nominować Francuzkę Christine Lagarde na szefową Europejskiego Banku Centralnego, a Hiszpana Josepa Borrella na szefa dyplomacji UE.

Zaznaczyliśmy bardzo mocno rolę Grupy Wyszehradzkiej, która - jak to często podkreślam - niezależnie od tego, że wszyscy czterej jej premierzy pochodzą z czterech różnych grup parlamentarnych, jednocześnie mówiła tym samym głosem, czego potrzebuje Europa Środkowa, czego potrzebuje UE - wspólnej polityki przeciw protekcjonizmowi, wspólnej polityki przemysłowej, wspólnej polityki w zakresie funduszy strukturalnej, wspólnej polityki rolnej - powiedział premier na wtorkowej konferencji w Brukseli.

Jak zaznaczył, V4 podkreślała, że to są cele, które powinny łączyć, a nie personalia, które - jak ocenił Morawiecki - „mają duży potencjał dzielenia na lepszych i gorszych”.

Jednocześnie - przekonywał premier - osoba, która została przedstawiona pierwotnie jako kandydat na szefa KE m.in. przez Niemcy, Francję, kraje skandynawskie, Beneluksu i Hiszpanię „była kandydaturą radykalnej lewicy w zakresie braku zrozumienia przemian po transformacji gospodarczej, przemian państw, które cały czas wyrywają się z tych okowów komunistycznych”.

Morawiecki podkreślił, że Polska bardzo szanuje te kraje, które - jak zaznaczył - są naszymi partnerami w UE.

Pokazaliśmy też, że eskalowanie konfliktu z Polską, atakowanie Polski, nie prowadzi do niczego dobrego, tylko że jest drogą donikąd i raczej wskazywaliśmy na rozwiązania pozytywne, a nie na rozwiązania, które są ślepa uliczką - mówił premier, odnosząc się do prowadzonych w Brukseli negocjacji” - dodał szef rządu.

Z kandydatką na przewodniczącą Komisji Europejskiej (…) miałem okazję rozmawiać przed rozpoczęciem tej ostatniej fazy procesu na Radzie Europejskiej. I jestem przekonany, że ta agenda, na której nam najbardziej zależy, agenda strategiczna, a więc polityka przemysłowa, polityka konkurencyjności, wsparcie konkurencyjności, innowacyjności, ale również NATO, Rosja, te wszystkie hasła, które właściwie doskonale są znane wszystkim tym, którzy się interesują priorytetami Unii Europejskiej, widzę tutaj dużą szansę na zbudowanie wspólnego mianownika i na spójność naszej polityki razem z nową przewodniczącą, potencjalnie nową przewodniczącą Komisji Europejskiej - powiedział premier Morawiecki.

Pokazaliśmy, że ogromna presja, bardzo duże naciski na Polskę to nie jest droga do wypracowania kompromisu. Droga do wypracowania kompromisu to są kandydatury, które rzeczywiście dają szansę na budowę takiego kompromisu. Polska nie jest państwem, które daje się szantażować, które daje się postawić w kącie. Polska jest państwem bardzo poważnym, które wymaga od swoich partnerów, żeby być na poważnie traktowanym. Potrafimy budować koalicję, potrafimy budować partnerskie relacje ze wszystkimi państwami, dlatego również w rozmowie z przywódcami takimi jak kanclerz Niemiec, prezydent Francji czy premier Włoch daliśmy do zrozumienia jakie są nasze priorytety i te priorytety zostały w końcu wypracowane w ostatecznie zaproponowanym kompromisie - mówił premier.

Wśród wiceprzewodniczących Komisji Europejskiej musi być przedstawiciel Europy Środkowej - o takim ustaleniu na szczycie UE poinformował na konferencji prasowej premier Mateusz Morawiecki. Dodał, że jest szczęśliwy, iż Polsce udało się zbudować na szczycie „skuteczną koalicję”.

Odezwałem się podczas ostatniej sesji, co - jestem przekonany, zostanie odnotowane w protokole - że wśród wiceprzewodniczących Komisji Europejskiej musi być też reprezentant Europy Środkowej - powiedział Morawiecki we wtorek na konferencji prasowej w Brukseli.

Pytany o kulisy pojawienia się kandydatury Ursuli von der Leyen na szefa KE przyznał, że już w poniedziałek zaczęła się dyskusja o tej kandydaturze, a Polska ją zaakceptowała, „widząc, że to jest kandydatura środka i kompromisu”.

Szef rządu był także pytany, czy maraton rozmów nie przyprawił go zawał serca.

Dwa dni i te noce wyglądały bardzo burzliwie, mogę powiedzieć. O zawał serca mnie nie przyprawiły, bo trzeba zachować zimną krew, ale byłem pełen determinacji w odniesieniu do tego, na co Polska może się zgodzić - odpowiedział szef rządu.

Miałem też pełną świadomość tego, że Polska musi potrafić budować koalicję i jestem szczerze szczęśliwy z tego powodu, że zbudowaliśmy bardzo skuteczną koalicję - dodał.

Ujawniając kulisy rozmów mówił, że w pewnym momencie wraz z partnerami z V4 zaczęliśmy przekonywać Francję i Niemcy, z którymi co chwila odbywały się rozmowy.

Dzieliliśmy się na role w Grupie Wyszehradzkiej - mówił.

Przyznał, że premier Słowacji Peter Pellegrini nie miał łatwej sytuacji, bo należy do grupy socjalistów, podobnie jak odrzucany przez Polskę kandydat Franz Timmermans.

Ale pokazaliśmy przedstawicielowi Słowacji, panu premierowi Pellegriniemu, działania (Timmermansa - PAP) czarno na białym, które nie miały żadnego związku z tym, za co zostaliśmy zaatakowani - relacjonował premier.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Polskie małżeństwo członkami watykańskiej dykasterii

2019-07-18 17:12

Rozmawiała Marta Mastyło / Kraków (KAI)

Choć pochodzimy z różnych światów, jesteśmy rodziną. Łączymy to, co pojedynczo zdarza się w innych rodzinach. Chyba właśnie to spodobało się w nas papieżowi Franciszkowi - mówi dr Aleksandra Brzemia-Bonarek, która wraz ze swoim mężem, dr. Piotrem Bonarkiem, powołani zostali na członków watykańskiej Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia. Ekspertka opowiada o swoim małżeństwie, wychowaniu piątki dzieci i zadaniach, jakie małżonkom stawia w nowej posłudze Ojciec Święty.

Grzegorz Gałązka

Marta Mastyło (UPJPII): Została Pani z mężem powołana do Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia. Co przyczyniło się do tego, że Ojciec Święty Franciszek właśnie Państwu powierzył tę funkcję?

Dr Aleksandra Brzemia-Bonarek: Razem z mężem otrzymaliśmy informację we wrześniu ubiegłego roku. Zadzwonił telefon z Rzymu, żeby nas przygotować, zanim o fakcie dowiedzielibyśmy się z prasy. Później otrzymaliśmy dokument podpisany przez Sekretarza Stanu.
Ja nawet nie wiedziałam, że jestem wśród osób nominowanych do tej funkcji, cała ta procedura była objęta tajemnicą, nie mam pojęcia skąd taki wybór. Ale co ważne – jako małżeństwo jesteśmy członkiem dwuosobowym. Wśród członków dykasterii są trzy pary małżeńskie i mamy działać jako para, oprócz nas są jeszcze członkowie indywidualni.

- UPJPII: Porozmawiajmy więc o Pani rodzinie, małżeństwie, życiu zawodowym. Wspólnie poszukajmy odpowiedzi, co mogło sprawić, że dokonano w Watykanie takiego a nie innego wyboru?

- Jestem związana z Uniwersytetem Papieskim Jana Pawła II w Krakowie od 2007 roku, czyli od mojego doktoratu, ale etatowo zatrudniona zostałam w 2011 r. Jestem prawnikiem kanonistą, skończyłam Uniwersytet Kard. Stefana Wyszyńskiego w Warszawie w zakresie dwóch kierunków – prawa i prawa kanonicznego, mam dwa dyplomy. Początkowo pracowałam jako adwokat kościelny przy sądach metropolitalnych w Katowicach i w Krakowie. A od 2010 roku jestem obrońcą węzła małżeńskiego przy Sądzie Metropolitalnym w Krakowie. Tutaj pracuję też w katedrze kanonicznego prawa procesowego na Wydziale Prawa Kanonicznego.
W wieku 25 lat wyszłam za mąż, mój mąż jest biochemikiem fizycznym, pracownikiem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Osiedliliśmy się tutaj w Krakowie ze względu na naukowy charakter pracy męża na uniwersytecie. W trakcie 19 lat małżeństwa porodziły nam się dzieci: mam 18-letniego Pawła, 16-letniego Filipa, który jest dzieckiem niepełnosprawnym, ma autyzm i niepełnosprawność intelektualną, później urodziły się dziś 10-letnia Krysia, 5-letni Jaś i 10-miesięczny Marcin.
Nie udzielam się w parafii, nie należę do żadnej grupy charyzmatycznej, nigdy nie byłam w oazie. Dlatego nie w naszej aktywności wspólnotowej należy szukać wytłumaczenia.

- UPJPII: Szukamy dalej… Może dla wielu osób, które Państwa znają, stanowicie po prostu jakiś wzór rodziny.

- My na pewno nie jesteśmy rodziną specyficzną, choć mamy dzieci więcej niż statystycznie. Mamy niepełnosprawnego syna, a to bardzo zmienia sposób funkcjonowania naszej rodziny, ponieważ musimy pod niego różne rzeczy ustawiać, on jest taką osią. On potrzebuje naszej opieki, jak również opieki swojego rodzeństwa.
Często jestem pytana o czym z mężem rozmawiamy, co nas łączy, bo prawnik kanonista i biochemik fizyczny to są absolutnie dwa różne światy, dwie metodologie itd. Ja nie do końca rozumiem to, czym zajmuje się mój mąż, w sensie naukowym, mnie to po prostu matematycznie przerasta. Natomiast pochodzimy z podobnych środowisk, obydwoje z Górnego Śląska i wartości charakterystyczne dla tego regionu są nam wspólne.
Myśmy się znali wcześniej z widzenia, ale poznaliśmy się dopiero na studiach, a konkretnie w pociągu. Ja jeździłam z Warszawy, mąż z Krakowa, ale z Katowic do rodzinnej miejscowości podróżowaliśmy już tym samym pociągiem.

- UPJPII: Wsiedliście do tego jednego pociągu i udaliście się we wspólną podróż przez życie. Czy są jakieś reguły, normy niezachwiane, jeżeli chodzi o rodzinę, w kwestiach wychowania dzieci?

- Ja jestem zwolennikiem rodziny różnopłciowej. Mężczyzna i kobieta tworzą rodzinę i inne „konfiguracje” są dla mnie po prostu sprzeczne z biologią, która w sensie ewolucji nas przecież determinuje. Zatem nie zgadzam się na to, aby osoby tej samej płci mogły adoptować dzieci. Drugą kwestią jest trwałość rodziny, w czym pomaga sformalizowanie związku. Myślę, że to publiczne określenie się bycia mężem i żoną daje bardzo solidną podstawę do tego, aby wziąć za rogi te obowiązki i te przyjemności, które się z tym łączą i próbować na tym bazować.
Oczywiście najlepiej, jeśli deklaracja życia wspólnego dla wierzących odbywa się w formie religijnej, ale w przypadku, gdy niektórzy nie mogą, to myślę także o wyłącznie cywilnych związkach. Widzę to na podstawie mojego doświadczenia z sądu kościelnego, że rzeczywiście w tych związkach, które są niesformalizowane, zawsze istnieje ta łatwiejsza możliwość „wyjścia z piaskownicy”, o wiele trudniej to zrobić, gdy się jest zorganizowanym w tej komórce podstawowej jaką jest małżeństwo, także to cywilne. Małżeństwo, czy to cywilne czy to kanoniczne, takie instytucjonalne, daje duże prawdopodobieństwo trwałości, o wiele większe niż związki nieformalne, jak na przykład konkubinaty.

- UPJPII: Jeżeli chodzi o wychowanie dzieci, zgadzacie się absolutnie we wszystkim? Macie pięcioro dzieci, przy czym każde z nich ma na pewno inny charakter, inną wrażliwość.

- Nie chciałabym jakoś laurkowo naszego małżeństwa pokazywać, ale wychowujemy dzieci w wolności „do”, a nie w wolności „od”. Staramy się traktować je podmiotowo, uwzględniając ich autonomię już od samego początku, już od etapu niemowlęctwa. Jak mały nie chce jeść kaszki, to nie musi, ale musi zjeść coś innego w miejsce kaszki. To funkcjonuje na takiej samej zasadzie odpowiednio w przypadku dzieci starszych. Ale wolność nie znaczy, że dzieci mogą robić wszystko, obowiązki w domu muszą być, ale te obowiązki muszą być naszymi obowiązkami wspólnymi. To nie jest tak, że ja wymagam od moich dzieci, by poszły w niedzielę do kościoła, a ja nie idę, bo wtedy przestaję być dla nich wiarygodna.
Jest jedno dziecko, które praktycznie nie ma żadnych obowiązków, to niepełnosprawny w stopniu znacznym Filip. Obowiązkiem moich dzieci jest w pewnym stopniu dbać o brata, ale równocześnie nie chcę ich obciążać nim na tyle, żeby czuły się przytłoczone faktem, że są w rodzinie z dzieckiem niepełnosprawnym, bo i tak jest im wiele rzeczy odbieranych właśnie przez to, że Filip ma pewne swoje stereotypy, zachowania i ograniczenia w kontaktach ze społeczeństwem. Np. na wakacje jeździmy do spokojnych, znanych mu miejsc, a zwiedzanie miast jest niemożliwe do realizacji.
Nie mam recepty na to, jak należy wychowywać dzieci. Myślę, że każda mama to wie intuicyjnie. Każda rodzina jest inna, nigdy nie podjęłabym się bycia osobą, która miałaby być jakimś wyznacznikiem. Nie czuję się profesjonalistką, chociaż jestem matką wielodzietną. Nasze dzieci też są różne, każde z nich urodziło się na innym etapie małżeństwa, pracy zawodowej; jedne w bloku, inne już w domu. Starsze się bawiły na placu zabaw pomiędzy blokami, a młodsze mają swój ogródek. To wszystko ma wpływ na wychowanie, na to jak się rozwijają.

- UPJPII: A sferę duchową należy pielęgnować razem?

- W zależności od osobistych zdolności i uwarunkowań. Nie ma dla wszystkich tej samej recepty.
Ja jestem człowiekiem ekstrawertycznym, mój mąż jest raczej introwertyczny. Taki człowiek, któremu bliższa jest praca w laboratorium. Nie lubi wielkich wystąpień publicznych, choć lubi wykładać, ale wystąpienia publiczne nie są jego żywiołem. My wszyscy w rodzinie jesteśmy nazbyt różnorodni. Np. 10-letnie dziecko jest głodne w danym momencie, Filip, ten niepełnosprawny, jest głośny, trudno nam byłoby w jednym czasie uklęknąć do wspólnego różańca. Natomiast kwestie wiary rozwiązuje się poprzez liczne rozmowy z dziećmi.
U nas nie ma tak, że „Pan Jezus jest w kościele”, a poza tym toczy się jakieś inne, normalne życie. Dla nas te sfery sacrum i profanum przenikają się ze sobą. Uważamy, że Pan Bóg jest obecny w naszej codzienności i dla nas cały czas ma miejsce ten cud stwarzania świata w postaci chociażby kwitnienia kwiatów, poprzez wszystko co się wokół dzieje.
Naszym dzieciom zwracamy na to uwagę właśnie w kontekście tego Bożego stworzenia. Mój syn najstarszy jest i jakoś nie ma w nim żadnej fazy buntu przeciwko religii. Lubię z dziećmi porozmawiać, na przykład o czym była mowa na kazaniu. Rozmowy teologiczno-religijne powinny być częścią życia każdego inteligenta, ponieważ mamy życie duchowe i powinniśmy je w sobie rozwijać.
Choć pochodzimy z różnych światów, jesteśmy rodziną. Łączymy to, co pojedynczo zdarza się w innych rodzinach. Chyba właśnie to spodobało się w nas papieżowi Franciszkowi. Myśmy się „skompresowali” i może stąd właśnie na nas padł wybór.

- UPJPII: To istotne, by mama i tata mówili jednym głosem?

- Tak. W sprawach kluczowych dzieci muszą mieć fundament solidny, żeby się czuły bezpieczne. Więc musimy w sprawach najważniejszych mówić jednym głosem. Dobrze jest to sobie ustalić wcześniej i oczywiście nie w ich obecności. Nie jest dobrze, gdy dzieci dostają z różnych stron inny przekaz. One do pewnego momentu potrzebują bardzo jasnego stanowiska. Odcienie szarości poznają z czasem, jak są coraz starsze, do tego też ich trzeba przygotować. Świat nie jest czarno-biały, ale warto mieć czarno-białe ideały, bo one pozwalają mieć ten kompas później.

- UPJPII: Dotknęliście już Państwo tego, czego wymaga od was nowa funkcja?

- Byliśmy na pierwszym spotkaniu w dykasterii. Pojechaliśmy z mężem i z dwójką naszych dzieci. Przedstawiliśmy się sobie.
Dykasteria mieści się na Zatybrzu w bardzo dużym czteroskrzydłowym budynku. W kwietniu trwały tam jeszcze takie ostatnie szlify remontowe przed listopadem, kiedy odbędzie się pierwsze zebranie plenarne wszystkich członków dykasterii. Będzie w nich uczestniczyć papież Franciszek. Mają trwać trzy dni. Odbywają raz do roku. To są takie nasze obowiązkowe spotkania, kiedy musimy pojechać do Rzymu.
Oprócz tego odbywają się jeszcze spotkania robocze, ich częstotliwość jest już kwestią bardziej indywidualną. Wiadomo, że te osoby, które mieszkają bliżej, będą na nich częściej. Prefekt dykasterii kard. Kevin Farrell bardzo ceni sobie nowinki technologiczne. Stąd, gdy poszliśmy do tej dykasterii, to mimo remontu, widać było jak nowoczesne jest to miejsce. Każdy z pokoi jest zaopatrzony w ergonomiczne meble i we wszystko co potrzebne do robienia telekonferencji. Pokoje, w których odbywać się będą dyskusje i rozmowy, są już przygotowane dla tłumaczy kabinowych. Wśród świeckich członków dykasterii, pochodzących przecież z różnych krajów, dominuje język angielski.
Członków dykasterii jest kilkudziesięciu. Są to księża, a pośród nich kilku biskupów, są też siostry zakonne, osoby z laikatu, poszczególne osoby świeckie i trzy małżeństwa. Jeżeli chodzi o Polaków, to jesteśmy jedyni w tym gronie. Dwie pary są z Europy, a jedna z Azji.
W ogóle ta dykasteria to bardzo umiędzynarodowiona instytucja. Pracownicy pochodzący z różnych państw w większości mieszkają we Włoszech, ale w pracy wspomagają nas jeszcze konsultorzy, są to osoby wyróżniające się jakąś szczególną wiedzą w danym zakresie. Nie są oni stałymi pracownikami dykasterii, ale są wzywani w sytuacjach, gdy potrzebna jest ich ekspercka opinia. Wśród nich też są zarówno duchowni jak i osoby świeckie, także w małżeństwie, jak i samotne.

- UPJPII: Jak wyglądało to pierwsze spotkanie?

- Pokazano nam zakres spraw, które zostaną nam przekazane do zapoznania się. To są takie jakby programy badawcze, którymi przez najbliższych 5 lat ma zająć się dykasteria.

- UPJPII: Dykasteria jest w jakikolwiek sposób decyzyjna, czy po prostu wydaje opinie, z którymi można, ale i niekoniecznie trzeba się liczyć?

- Dykasterie i kongregacje to są jakby takie ministerstwa przy papieżu. Dykasteria to organ wykonawczy i opiniujący dla papieża, pamiętajmy przecież, że w Kościele nie ma demokracji, tylko hierarchia.
Działalność dykasterii można było niedawno zauważyć w sytuacji starań o ocalenie Vincenta Lamberta, Francuza, który w stanie minimalnej świadomości przeżył 11 lat. O jego życie walczyli jego rodzice, episkopat Francji, a także sam papież Franciszek i właśnie dykasteria.

- UPJPII: Proszeni o opinie musicie robić jakieś badania, czy opieracie się państwo głównie na własnej wiedzy i doświadczeniu? Zastanawia mnie, ile czasu będziecie musieli państwo poświęcić temu zadaniu?

- Dlatego kardynał tak szpikuje te pomieszczenia dykasterii różnymi urządzeniami technicznymi, gdyż jest bardzo praktyczny i chciałby te nasze wyjazdy do Rzymu ograniczyć do minimum, a żebyśmy się przede wszystkim kontaktowali z nim i z jego pracownikami za pomocą telekonferencji. Tak w większości będą wyglądać nasze spotkania. Byliśmy pytani, czy możemy mieć w domu szerokopasmowy internet, abyśmy mogli się porozumiewać nie tylko z nim, ale także z innymi równolegle. Ja byłam pod wrażeniem tej nowoczesności, przy zachowaniu wszystkich wymogów architektonicznych.

- UPJPII: Ucieszyła się Pani otrzymaną nominacją, czy przestraszyła kolejnego obowiązku?

- Gdy powiedział mi o tym zaprzyjaźniony ksiądz profesor, to poprosiłam go, żeby sobie tak nie żartował. Mój mąż nazywa siebie accidental member, przypadkowym członkiem. On się zdziwił najbardziej. Ale dostaliśmy takie sygnały, że Ojcu Świętemu chodziło o to, aby wśród członków znalazły się takie osoby, które prawdziwie żyją, w rzeczywistym świecie, który być może dla części duchowieństwa pozostaje zupełnie nieznany. Nie byliśmy z klucza, z ludzi którzy krążą cały czas po orbicie probostwa i szkółki parafialnej, szczególnie mój mąż żyje w realiach środowiska, które jak przychodzi w niedzielę do kościoła to jest dobrze.

- UPJPII: Macie taką świadomość, że będziecie mieć wpływ na losy świata w tych dziedzinach, którymi zajmuje się dykasteria?

- Jeżeli dostanę jakieś zadanie, to je będę musiała wykonać najlepiej jak potrafię, ponieważ może to być jedyna okazja, żeby przedstawić coś, co może być później tym kamykiem do ogródka zmian.
Obliguje mnie to do bardzo rzetelnej i obiektywnej pracy, bo Ojciec Święty pewnie będzie oczekiwał od nas rzeczywistego pochylenia się nad sprawą. On nie chce, żeby to były komplementy, nie chce pochlebstw, mówienia, że wszystko jest w porządku, wszystko ładnie. Wymaga analizy jakiegoś zagadnienia. Być może dlatego nasza metodologia naukowa była papieżowi potrzebna.

- *** Małżonkowie są pracownikami naukowymi: Aleksandra – Wydziału Prawa Kanonicznego Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II, Piotr – Wydziału Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Są rodzicami pięciorga dzieci.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Toruń: rozpoczął się obóz Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia

2019-07-19 20:03

uo, bk, xpb/ww / Toruń (KAI)

- Kościół potrzebuje ludzi młodych - powiedział biskup toruński Wiesław Śmigiel podczas Mszy św. inaugurującej obóz integracyjno-formacyjny dla około tysiąca uczniów szkół podstawowych, gimnazjów i szkół średnich - stypendystów Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia”. Młodzi ludzie w mieście Kopernika będą przebywać do 30 lipca.

- Kościół odmładza się nieustannie. Odmładza się przede wszystkim za sprawą Ducha Świętego, ale jesteśmy świadomi że potrzebujemy wokół siebie ludzi młodych, ludzi z młodym spojrzeniem, którzy nie tylko myślą o tym, co będzie, ale już dziś tworzą lepszy Kościół, który jest bez reszty oddany Ewangelii Jezusa Chrystusa – powiedział bp Śmigiel rozpoczynając Mszę św.

- Jesteście dla nas ważnymi gośćmi, ponieważ jesteście najpiękniejszym pomnikiem św. Jana Pawła II, a my w Toruniu mamy szczególny szacunek i cześć do tego świętego. – mówił bp Wiesław. Św. Jan Paweł II często spotykał się z młodymi i przekonywał, że młodość musi być zbudowana na wartościach. – Jeśli w młodości zbudujemy nasze życie na wartościach, to znacznie łatwiej będzie nam wejść w życie dorosłe i budować wokół siebie przestrzeń odpowiedzialności – dodał biskup diecezji toruńskiej.

Wskazał na trzy filary, które pomagają nam żyć po chrześcijańsku. – Tym, co nam pozwala żyć po chrześcijańsku, pogłębiać wiarę, budzić nadzieję i żyć każdego dnia miłością jest Słowo, Liturgia i wspólnota – podkreślił bp Śmigiel.

– Potrzeba nam zawierzenia Bogu, potrzeba nam modlitwy. Bycie blisko Jezusa to nasza modlitwa codzienna. Kiedy człowiek jest blisko Pana Boga to to musi mieć przełożenie na codzienność. Nie można być człowiekiem rozmodlonym, deklarującym się jako wierzący i ufający Panu Bogu, a jednocześnie w życiu codziennym zapominać o biednych, potrzebujących, o bracie i siostrze, którzy są obok nas – mówił bp Śmigiel.

Św. Jan Paweł II i papież Franciszek uczą nas, że w życiu potrzeba zasad. - Potrzeba nam w codzienności zwyczajnych zasad, które opierają się na szacunku i prostych słowach: proszę, dziękuję, przepraszam. Można to lekceważyć, można też mówić o wielkich sprawach, ale jeśli zabraknie tego w życiu codziennym, to w jakimś sensie stajemy obok Pana Jezusa, nie jesteśmy blisko Niego – dodał duchowny.

Po Mszy św. wszyscy przeszli na Rynek Staromiejski, gdzie wykonano pamiątkowe zdjęcie. Następnie w Centrum Dialogu Społecznego odbyła się konferencja prasowa z udziałem bpa Wiesława Śmigla, prezydenta Torunia Michała Zaleskiego, przedstawiciela Urzędu Marszałkowskiego Łukasza Walkusza, przewodniczącego zarządu Fundacji ks. Dariusza Kowalczyka i koordynatora Fundacji w diecezji toruńskiej ks. Leszka Stefańskiego.

W organizację obozu włączyły się władze województwa i miasta, diecezja toruńska i toruńskie uczelnie. Dla uczestników przygotowano bardzo bogaty program. Odwiedzą planetarium, Dom Eskenów, czyli Muzeum Historii Torunia i Młyn Wiedzy, wezmą też udział w festiwalu Song of Songs.

W niedzielę (21 lipca) stypendyści wygłoszą świadectwa we wszystkich toruńskich parafiach. Opowiedzą, skąd pochodzą, jakie są ich zainteresowania i co zmieniło się w ich życiu od momentu przystąpienia do programu stypendialnego fundacji. W programie zaplanowano także dzień na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika, warsztaty medialne w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, wycieczki do Górska i na Barbarkę. Stypendyści w sobotę (27 lipca) zorganizują obozowy dzień papieski, a popołudniu na trybunach Motoareny będą kibicować zawodnikom podczas Indywidualnych Mistrzostw Europy na żużlu.

Msza św. na zakończenie obozu odbędzie się w niedzielę (28 lipca) o godz. 9.00 w kościele Wniebowzięcia NMP. Po niej zostanie wyemitowany na żywo w TVP1 z Bulwaru Filadelfijskiego program Między Ziemią a Niebem. Natomiast wieczorem uczestnicy zgromadzą się na koncercie zespołu Tylko Ty, składającego się ze stypendystów i absolwentów Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia”.

Pomysł obozów wakacyjnych dla stypendystów Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia” zrodził się w 2001 r. Umożliwiają one poznawanie bogactwa kulturowego, duchowego oraz intelektualnego kraju. Do tej pory stypendyści odwiedzili m.in.: Kraków, Warszawę, Trójmiasto, Poznań, Gniezno, Wrocław, Aglomerację Śląską i Zagłębie, Łódź, Częstochowę. W tym roku przybyli do Torunia.

Powołana przez Konferencję Episkopatu Polski Fundacja „Dzieło Nowego Tysiąclecia” działa od 19 lat. Aktualnie pod opieką ma ponad 2 tys. stypendystów, którzy otrzymują nie tylko pomoc finansową, ale także uczestniczą w obozach wakacyjnych i spotkaniach formacyjnych w ciągu roku. Pieniądze na stypendia pochodzą z przykościelnej i publicznej zbiórki pieniędzy z okazji Dnia Papieskiego, z ofiar darczyńców i 1% podatku dochodowego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem