Reklama

Kościół nad Odrą i Bałtykiem

Pielgrzymi Bożego Miłosierdzia w Berlinie

Niedziela szczecińsko-kamieńska 44/2016, str. 6-7

[ TEMATY ]

pielgrzymka

Archiwum: idzieczlowiek.pl

Pielgrzymi przekraczają granicę polsko-niemiecką

Pielgrzymi przekraczają granicę polsko-niemiecką

Dobiegający końca Jubileuszowy Rok Miłosierdzia wyzwolił w sercach wielu ludzi wierzących niezwykłe pokłady miłości, dobroci, a także inicjatywy, które niosły ze sobą prawdziwy podziw dla hartu ducha i pięknego świadectwa wiary, jakie zostało w ten sposób zaprezentowane. Jednym z budzących ogromny szacunek pomysłów była realizacja projektu Pielgrzymów Miłosierdzia, którzy właśnie w tym roku z modlitwą na ustach i orędziem miłosierdzia i pokoju przewędrowali wszerz i wzdłuż Europę, głosząc prawdę o Bogu bogatym w miłosierdzie. Ukoronowaniem tego pielgrzymiego szlaku był ostatni odcinek „Pielgrzymki Miłosierdzia”, jaki w dniach 30 września – 2 października przebyto od Berlina do Siekierek.

Wojtek, Romek i Grzesiu – to współcześni herosi ducha i modlitwy. O ich życiu trzeba koniecznie kiedyś napisać książki, nakręcić kolejne filmy, nie tylko przemawiający do serca dokument „Pielgrzymi”, który ukazuje i charyzmat. W swoim życiu upadli, odeszli od prawowitej drogi uczciwości i wypełniania woli Pana Boga. To długie, smutne historie ich więziennej gehenny, ale i wspaniałej ingerencji Bożego Miłosierdzia. Pojawił się na ich drodze niejeden człowiek, ale szczególnie znany w naszej diecezji Leszek Podolecki, założyciel schronisk dla bezdomnych, terapeuta i ewangelizator, które otworzył ich serca i wielu innych na piękno życia czystego i nieskazitelnego wypływającego z daru miłości miłosiernej. Pan Bóg połączył ich drogi życia w wynagradzaniu za ludzkie słabości, ale w dziele promieniowania łaską miłosierdzia. Podjęli się tego błogosławionego trudu, idąc pieszo przez swoje życie. Z czasem dołączali do nich inni: Dominik, małżonkowie Darwina i Jacek. Nie sposób odzwierciedlić przebytych kilometrów, odwiedzanych miast, ludzi spotykanych podczas wędrówki. Oddajmy im samym głos: „Gdy pięć lat temu – mówi Roman – po naszej pierwszej dalekiej pielgrzymce, doszliśmy z trzech stron świata do Asyżu, poproszono każdego z naszej trójki, żeby jednym słowem wyraził to, co jest dla niego istotą pielgrzymowania. Każdy podał wtedy inne słowo. Wojtek użył określenia rozeznanie, Dominik wybrał zaufanie, dla mnie najważniejsze było przekroczenie. Dziś po pięciu latach nowych doświadczeń i wielu tysiącach kilometrów myślę, że w tym trójkącie zawiera się wyjaśnienie siły tego wezwania, na które my tylko odpowiadamy – tak jak potrafimy – modlitwą stóp. W kolejnych latach dołączały nowe osoby, które połączyło z nami to samo pragnienie... dać innym świadectwo tego, co sami otrzymaliśmy i stale otrzymujemy za darmo – miłosierdzie przebaczające skruszonemu grzesznikowi”.

Reklama

Byli w Asyżu, wędrowali już z Fatimy, Jerozolimy, byli w Brukseli, dotarli pod koło podbiegunowe, modlili się na zakrwawionej zbrodnią norweskiej wyspie Utoya, zanieśli z bazyliki św. Jakuba w Szczecinie obraz Jezusa Miłosiernego do Rzymu. To tylko właściwie skrawek ich nieustannego głoszenia miłości Boga. Największym wyzwaniem stała się tegoroczna pielgrzymka w ramach obchodów Roku Miłosierdzia pod hasłem: „Zmiłuj się nad nami i nad całym światem”. Ich inspiracją był aspekt fatimski, jak sami o tym mówią: „Matka Boża z Fatimy wzywa dzieci do pokuty i modlitwy za grzeszników, żeby ratować świat. W obliczu niegodziwości popełnianych na świecie jedynym ratunkiem dla ludzkości jest szczere zwrócenie się do Niepokalanego Serca Maryi w duchu ofiary i zadośćuczynienia za zło popełniane na świecie. Wobec współczesnych zagrożeń nadzieją na ratunek jest przykład własnej postawy każdego człowieka, któremu udziela się to wezwanie do ofiary i pokuty, niezależnie od tego, kim jest i skąd pochodzi”.

Każdy z trójki pielgrzymów miłosierdzia wyruszył 13 maja z trzech zakątków świata: z Fatimy, Kazania i Damaszku, by po przebyciu 3300 km dotrzeć 15 sierpnia do Berlina, głosząc po drodze orędzie miłosierdzia przekazane światu przez św. s. Faustynę, a także wzywając do pokuty w duchu objawień fatimskich sprzed stu laty. Abp Andrzej Dzięga zachęcił pielgrzymów, aby dopełnili Pielgrzymkę Miłosierdzia poprzez przejście ostatniego odcinka z Berlina do Siekierek liczącego 86 km. Symbolicznie pielgrzymka rozpoczęła się dwa dni wcześniej na wzgórzu Golm koło Kamminke, na cmentarzu, gdzie pochowano 24 tys. cywilnych ofiar bombardowania Świnoujścia przez 670 amerykańskich „latających superfortec” w marcu 1945 r. W modlitwie wzięli udział bezdomni ze Świnoujścia, którymi opiekuje się Leszek Podolecki. W piątkowy poranek 30 września w bazylice św. Jana Chrzciciela w Berlinie, należącej do Polskiej Misji Katolickiej, odprawiona został koncelebrowana Msza św. pod przewodnictwem proboszcza ks. Marka Kędzierskiego SDB, a także z udziałem ks. kan. Mariana Augustyna, organizatora i przewodnika wędrówki, oraz ks. kan. Roberta Gołębiowskiego, który w imieniu Metropolity Szczecińsko-Kamieńskiego przekazał słowo pozdrowienia i wskazał na fundamentalne wartości przesłania miłosierdzia i ich głoszenia w czasie pielgrzymki. Wspaniałym świadectwem wiary było przejście pielgrzymów przez cały Berlin w 17-osobowej grupie pielgrzymów, którzy wywodzili się z m.in. z Morynia, Koszalina, Łodzi, Warszawy oraz cztery osoby z Berlina. Wszystkim towarzyszył na trasie List arcybiskupa Berlina Heinera Kocha do Pielgrzymów Bożego Miłosierdzia z podziękowaniem za ikonę i tablicę przekazaną 15 sierpnia i z błogosławieństwem na pielgrzymkę z Berlina do Siekierek nad Odrą. Przed Siekierkami dołączyły kolejne osoby tak, że łącznie przybyło w niedzielę do sanktuarium 33 pielgrzymów. Włączyli się oni w tradycyjne comiesięczne modlitewne pielgrzymowanie kilkuset osób Dróżkami Różańcowymi pod przewodnictwem abp. A. Dzięgi oraz kustosza ks. kan. B. Przybysza od sanktuarium aż do Siekierkowskiego Cmentarza Wojennego.

Zapytałem jeszcze w Berlinie bohaterów pielgrzymowania oraz Leszka Podoleckiego o ich kolejne plany. Wskazali na Stany Zjednoczone i chęć przejścia z wybrzeża zachodniego na wschodnie. Tam również pragną zanieść orędzie miłosierdzia i przesłanie pokoju. Niech więc dobry Bóg im we wszystkim błogosławi!

2016-10-27 09:31

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

„Największym skarbem jest rodzina” - jutro Pielgrzymka Małżeństw i Rodzin na Jasną Górę

2020-09-25 10:10

[ TEMATY ]

Jasna Góra

rodzina

pielgrzymka

Adobe Stock

Pod hasłem „Największym skarbem jest rodzina” zaczerpniętym z nauczania kard. Stefana Wyszyńskiego, w sobotę i niedzielę odbędzie się 36. Ogólnopolska Pielgrzymka Małżeństw i Rodzin na Jasną Górę. Oprócz modlitwy zaplanowano też dyskusję na temat zadań duszpasterstwa rodzin na najbliższe lata. Odbędzie się także odnowienie przyrzeczeń małżeńskich.

Mowa będzie m.in kwestiach bioetycznych, które nurtują polskich katolików, zwłaszcza takich jak aborcja, poronienie czy zapłodnienie in vitro – zapowiedział w rozmowie z KAI ks. Dr Przemysław Drąg. Dyrektor Krajowego Ośrodka Duszpasterstwa Rodzin (KODR) dodał, że spotkanie posłuży wypracowaniu strategii duszpasterstwa rodzin uwzględniającej specyfikę religijną poszczególnych diecezji, bo inaczej np. wygląda ona na południu, odmiennie zaś na północy Polski.

Obecnym wyzwaniem duszpasterstwa rodzin jest właściwa formacja świeckich, tak, aby wartości życia, rodziny, małżeństwa pielęgnowali w swoim codziennym życiu małżeńskim, a także w relacjach z dziećmi i wobec swego otoczenia – wyjaśnia ks. Drąg. Dodaje, że chodzi też o profesjonalną formację rodzin, żeby wiedziano co jest prawdą, a gdzie jest fałsz.

Ks. Drąg zwrócił uwagę, że duszpasterze muszą posiadać odpowiednie przygotowanie wobec problemów bioetycznych, z jakimi zwracają się dziś wierni, takich jak aborcja, poronienie czy zapłodnienie in vitro. „Chodzi o pokazanie w jaki sposób mówić do tych osób, jak im pomagać i gdzie ich kierować” – tłumaczy duchowny. Zdaniem ks. dyrektora KODR konieczne jest zwiększenie liczby katolickich poradni służących profesjonalną pomocą w kwestiach bioetycznych, tak, aby dotarcie do nich nie nastręczało większych problemów.

36. Pielgrzymka Małżeństw i Rodzin na Jasna Górę rozpocznie się 26 września o godz. 15.30 sprawowaną w kaplicy Matki Bożej. Liturgii przewodniczyć będzie bp Wiesław Śmigiel, przewodniczący Rady KEP ds. Rodziny. Wydarzenie zakończy się zaś Mszą św., którą w niedzielę, 27 września o godz. 11.00 odprawi biskup warszawsko-praski Romuald Kamiński.

Podczas Mszy św. nastąpi odnowienie przyrzeczeń małżeńskich, ślubowanie nowych doradców życia rodzinnego oraz zawierzenie małżeństw i rodzin Matce Bożej Królowej Polski.

Pielgrzymce towarzyszyć będzie wystawa pt. Rodzina Bogiem silna”, poświęcona nauczaniu Sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego. Ekspozycję będzie można zobaczyć w auli o. Augustyna Kordeckiego.

CZYTAJ DALEJ

Prymas samotny, lecz nie osamotniony

Niedziela Ogólnopolska 31/2014, str. 11-14

[ TEMATY ]

kardynał

kard. Stefan Wyszyński

Archiwum Zgromadzenia Sióstr Nazaretanek

Prymas w Komańczy

Prymas w Komańczy

Podczas badań związanych z opracowywaniem dokumentacji o heroiczności cnót sługi Bożego Stefana Kardynała Wyszyńskiego odkryto nieznane materiały z okresu jego uwięzienia w Rywałdzie Królewskim

W 1953 r. po brutalnym aresztowaniu i uwięzieniu Prymasa w celi klasztoru Kapucynów w Rywałdzie Królewskim nawet okno mu zaklejono z przekonaniem, że nikt się o tym nie dowie. Ksiądz Prymas w swoich „Zapiskach więziennych” zamieścił następującą informację: „«Pan osłaniał bibułkami szyby moich okien, żeby kto nie dostrzegł Prymasa Polski. Tych okien nikt nie zdoła przed światem ukryć. I tak wszyscy będą wiedzieli, gdzie mnie więzicie». – «Przesada» – wygłosił mój rozmówca. «Nie przesada, tylko stwierdzenie rzeczywistości, której wy nie znacie, bo zamykacie na nią oczy. Pozycja Prymasa Polski więcej znaczy w świecie aniżeli każdego innego hierarchy na Wschodzie Europy, i na to rady nie ma. Świat interesuje się losami każdego kardynała – i na to również rady nie ma. Kto zna choć odrobinę Europę, wie, że to nie są pojęcia martwe. Trzeba wielkiego zaślepienia, by strzelać do obywatela z ciężkich dział, zamiast użyć ludzkiej mowy»” (28 września 1953 r.).

Przeczytaj także: Rocznica uwięzienia Prymasa Wyszyńskiego

Czas uwięzienia prymasa Polski kard. Stefana Wyszyńskiego na pewno wywołał w nim poczucie osamotnienia. Jak dowodzą archiwa, z całą pewnością można powiedzieć, że hierarcha nie był w tym czasie osamotniony. Polscy biskupi wielokrotnie podejmowali próby jego uwolnienia, zarówno gremialnie, jak i indywidualnie. Zachowały się listy poparcia, protesty i prośby. Z zachowanych dokumentów wynika też, że nikt z grona polskiego Episkopatu nie zachował się nieprzyzwoicie. Tezę o rzekomym osamotnieniu Księdza Prymasa musieli zatem rozpowszechniać komuniści. Ostatnia kwerenda w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej i Sekretariatu Episkopatu Polski wskazuje na to, że polscy biskupi wobec nasilającej się ateizacji i niszczenia Kościoła zachowywali się stanowczo, godnie i niezwykle powściągliwie, zaś przedkładane do podpisu dokumenty przyjmowali jedynie do wiadomości, niczego nie podpisując. Powyższą tezę potwierdza prof. Jan Żaryn. Również jego zdaniem, stan badań w tym zakresie na początku roku 2014 pozwala na ostrożne przyjęcie wniosku: Nie ma potwierdzenia, że było inaczej. Innymi słowy – nie posiadamy w archiwach dokumentu, na którym widnieją podpisy biskupów.

Biskupi niczego nie podpisywali

Tak właśnie było z oświadczeniem wydanym po aresztowaniu Prymasa Polski w dniu 27 września 1953 r., kiedy to biskupi, wezwani przez premiera Józefa Cyrankiewicza, zapoznali się jedynie z tekstem przygotowanego dokumentu, ale go nie podpisali. Pod oświadczeniem widniał tylko jeden podpis: Józefa Cyrankiewicza. Prawdopodobny scenariusz tej dramatycznej sytuacji wyglądał następująco: biskupi, wezwani telefonicznie przez pracowników kancelarii premiera, stawili się w umówionym dniu. Premier podjął gości prawdziwą kawą, co w ówczesnych latach było nie lada luksusem i zapewne zachętą do rozmowy oraz podpisania dokumentu. Po chwili premier przedłożył swoim gościom do podpisu tekst przygotowanego wcześniej oświadczenia Episkopatu, zapewne podyktowanego poprzedniego dnia pracownikom swojej kancelarii. Sam też złożył wcześniej swój podpis. Biskupi: Zygmunt Choromański, Michał Klepacz i Tadeusz Zakrzewski zapoznali się z tekstem, po czym podziękowali za poczęstunek i wyszli, przyjmując treść dokumentu jedynie do wiadomości. Niczego nie podpisali! Takiego biegu wydarzeń premier nie przewidział. Nie ukrywał wówczas swego zdenerwowania i wzburzenia. Swoich gości pożegnał bardzo oschle, już w niewybrednych słowach, oczywiście grożąc aresztowaniem. Jeszcze tego samego dnia polecił pracownikom kancelarii, aby rzekomo wspólny tekst oświadczenia podany został do publicznej wiadomości. Następnego dnia zostało ono opublikowane przez dzienniki partyjnej propagandy, wydawane w milionowych nakładach: „Trybunę Ludu”, „Żołnierza Wolności” i „Życie Warszawy”.

Zobacz zdjęcia: Maryjne drogi kard. Wyszyńskiego

Wobec dramatycznych i brutalnych okoliczności niepodpisanie dokumentu było aktem wielkiej odwagi ze strony polskich biskupów. Wiedzieli, co im grozi, a mimo to pozostali nieugięci i oświadczenia nie podpisali. Niestety, te okoliczności jak dotychczas nie zostały wyjawione. A szkoda.

Ksiądz Prymas o faktach rzekomego podpisywania dokumentu dowiedział się dopiero w Komańczy, podczas pierwszych odwiedzin biskupów Choromańskiego i Klepacza. Można przypuszczać, że w takich okolicznościach zapewne poprosił swoich gości o absolutną dyskrecję, z czego biskupi wywiązali się znakomicie. Nigdy też publicznie nie ujawnili, jak było naprawdę.

Nie ustawali również w staraniach o uwolnienie Prymasa Polski. Począwszy od pierwszych dni po jego aresztowaniu i uprowadzeniu, zabiegali najpierw o złagodzenie warunków izolacji, potem o przeniesienie, aż do uzyskania możliwości częstszego kontaktu z Prymasem, co nastąpiło pod koniec 1955 r. w Komańczy.

O uwięzieniu Prymasa do Polonii

Przywołajmy w tym miejscu innego polskiego biskupa – Józefa Gawlinę, opiekuna duchowego Polaków na uchodźstwie, protektora emigracji polskiej, od roku 1947 rektora polskiego kościoła pw. św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Rzymie. To on był współorganizatorem wieców protestacyjnych w Rzymie, on też wygłosił wiele przemówień w środowiskach polonijnych, przedstawiając prawdziwe powody aresztowania i uprowadzenia Prymasa Polski. Jednym z takich wystąpień było przemówienie do kleryków polskich studiujących w Rzymie w dniu 1 października 1953 r. Oto jego fragmenty:

„Hiobowa wieść wstrząsnęła naszymi duszami. Niemal w oktawę siedemsetlecia kanonizacji św. Stanisława Biskupa i Męczennika bezbożny reżim usunął Najdostojniejszego Księdza Kardynała Prymasa Stefana Wyszyńskiego, oderwał Pasterza od trzody, dążąc do przecięcia węzła łączącego Polskę ze Stolicą Apostolską, jako że Ojciec Święty nadał Księdzu Kardynałowi Prymasowi przywileje, by w zastępstwie swoim i z autorytetu swojego kierował losami Kościoła w Polsce.

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że stało się to z rozkazu Moskwy. Wiadomości wrogiej prasy głoszą co prawda, jakoby się to stało na skutek interwencji Episkopatu. Piętnujemy to publicznie jako kłamstwo, które ma podkopać autorytet moralny biskupów polskich. Uczyniła to Moskwa przez UB i przy cichym akompaniamencie tzw. świeckich katolików, zasługujących wreszcie na jawne napiętnowanie. Już fałszywy proces Księdza Biskupa Kaczmarka wykazał ogrom perfidii i kłamstwa, przed którym wzdryga się każda uczciwa dusza.

Proces ten był zapowiedzią, że na wierną Ojcu Świętemu Hierarchię Polską spadną dalsze prześladowania. W nocy z piątku na sobotę wtargnęło UB do pałacu prymasowskiego i przeprowadziło skrupulatną rewizję. (...) Nad ranem aresztowano Księdza Prymasa. (...) Tego więc dnia Ksiądz Prymas przypieczętował swój los i udał się świadomie na drogę wygnania. Wszystkie podane przez reżim powody są obłudnymi wymysłami, w które nikt w Polsce nie wierzy. (...)

Gdybyż bezbożna władza miała przynajmniej tyle odwagi, by się przyznać do istotnych zamiarów swoich. Mówią, że nie walczą z Kościołem, a tylko ze szkodliwym duchowieństwem. Ułożyli sobie tzw. prawo, które jest skrajnym bezprawiem, na podstawie którego mogą uderzyć każdego biskupa, proboszcza, każdego księdza. Gwałt i obłuda wstydzi się własnego oblicza i otacza się pozorami prawnymi, które ją jeszcze bardziej poddają pogardzie uczciwych ludzi. Tak zakuwa się Kościół w kajdany, zamyka mu się usta, a w dodatku jeszcze wymusza się na jego przedstawicielach, aby na to bezprawie wyrazili zgodę. Chcą oni Kościół zdezorientować, rozdzielić i zniszczyć, chcą rozbić spoistość Episkopatu polskiego, aby przejście jednych biskupów ułatwiło zniewolenie reszty; chcą Polskę oderwać od Rzymu.

I tak wydłubują oni z Korony Kościoła brylanty, by je zastąpić marnymi szkiełkami. Czyż tak nie jest? Jeżeli ja kłamię, wtedy oni są pobożnymi owieczkami, jeśli zaś jest, jak mówię, tedy są antychrystami. Otóż zebrali się, by obchodzić misteria swej przewrotności.

Kurtyna się podniosła, a aktorzy dramatu już są na widowni. Cezaropapizm pod berłem Moskwy, oto sens tej nieboskiej komedii. A jej cel? Kościół w ręku antychrysta!

Episkopat Polski chciał zawrzeć układ z reżymem, chciał dać niezbity dowód swej dobrej woli: Episkopat szczerze wykonał wszystkie obowiązki wynikające z układu, lecz próba ta dała wynik absolutnie negatywny: ośrodki dywersji przeciwko Hierarchii, zlaicyzowanie Caritasu, grupa świeckich katolików, «Dziś i Jutro», komisje księży przy ZBoWiD-zie, usuwanie administratorów apostolskich, odrywanie biskupów od diecezji, narzucanie najmitów, proces Biskupa Kaczmarka, usunięcie Księdza Prymasa, otwieranie drogi do apostazji i herezji, oto smutny wynik tej próby. Gdzie się to skończy? Gdzie kres tej drogi? Czy dyplomatyzowaniem coś się osiągnie? (…)

Wolność rodzi się tylko w modlitwie i walce, a Kościół nasz jest Kościołem walczącym. Bóg jest nad nami, a palec Boży wyraźnie wskazuje sługi antychrysta. Czyż nie daje nam do myślenia że sędziów i zdrajców ks. kard. Mindszenty’ego dotknęła już ręka Pańska? Jedni ulegli czystce, drudzy zginęli samobójstwem, inni przepadli. «Nolite tangere Christos meos» – nie tykajcie pomazańców moich – taka jest mowa Ducha Świętego. Wczoraj Stolica Apostolska rzuciła klątwę na wszystkich, którzy się do uwięzienia Księdza Prymasa przyczynili.

Tobie zaś, czci najgodniejszy Prymasie Polski, składamy hołd i korną wdzięczność. «Soli Deo» – takie jest Twoje hasło. Z Twej wierności Bogu płynie wierność dla Ojca Świętego, dla Narodu polskiego. (...) Naszym zaś, Drodzy Bracia, obowiązkiem jest modlitwa za Prymasa naszego. Do tej modlitwy porwijmy świat cały, Rodaków i obcych, każdą uczciwą duszę. Piszmy do Ojca Świętego, przedłóżmy Mu swoją udrękę i pocieszmy Głowę Kościoła we wspólnym smutku.

Nie dajmy się szatanowi od modlitwy odwieść, albowiem taki już zawsze jest podstęp szatana, że prześladuje on, męczy i kusi świętych, aby oni nie mogli czystych rąk swoich wznosić do Boga; wie on bowiem, że modlitwa świętych za świat pokój rodzi, a na przewrotnych gniew Boży sprowadza i karę. (...) Módlmy się przeto za prześladowane Królestwo Boże i za ukochanego Prymasa naszego” („Duszpasterz Polski Zagranicą” 1954, nr 1, s. I-IV).

Starania o uwolnienie Prymasa

W Polsce wiele prób uwolnienia Księdza Prymasa podejmował bp Michał Klepacz, przewodniczący Konferencji Episkopatu w latach 1953-56. Zabiegał też u władz partyjno-rządowych o uwolnienie pozostałych biskupów, zwłaszcza bp. Antoniego Baraniaka, którego aresztowano kilka godzin później po uprowadzeniu Prymasa Polski z Miodowej i osadzono w więzieniu na Rakowieckiej 27 września 1953 r. Niespełna dwa miesiące po jego aresztowaniu, z nadzieją spędzenia z Prymasem Polski świąt Bożego Narodzenia, bp Klepacz wystosował 11 listopada 1953 r. list do premiera Bolesława Bieruta następującej treści:

„Wielmożny Panie Premierze!

W czasie wizyty przedstawicieli Episkopatu u Pana Premiera zwróciłem się do Niego z prośbą, abym mógł po pewnym czasie złożyć podanie na Jego ręce w sprawie odwiedzenia Księdza Kardynała Wyszyńskiego. Pan Premier był łaskaw zgodzić się na tę propozycję.

I oto teraz właśnie zwracam się z uprzejmą prośbą o pozwolenie mi udania się w czasie świąt Bożego Narodzenia do Księdza Prymasa i spędzenia z nim Wigilii i pierwszego dnia świąt. Prośbę tę motywuję w następujący sposób:

Święta Bożego Narodzenia są świętami największymi w całym chrześcijańskim świecie; są to święta miłości i pojednania, a zarazem święta jakby rodzinne. Miło więc będzie zarówno Księdzu Prymasowi, jak i nam móc mu choć w ten sposób uprzyjemnić te święta. Czyli racje czysto humanitarne przemawiają za uwzględnieniem takiej prośby.

Poza tym wizyta moja u Księdza Prymasa spotka się z dobrym oddźwiękiem wśród duchowieństwa i katolików świeckich. Ma to też niemałe znaczenie dla współżycia między Kościołem i Państwem.

Jeszcze raz ponawiając moją prośbę, mam nadzieję, że Pan Premier zechce się przychylić do niej” (Archiwum Sekretariatu Prymasa Polski).

Trzeba było wielu wysiłków, aby sprawę uwolnienia Księdza Prymasa komuniści poważnie rozważyli. Oczywiście, wiele w tej sprawie uczynili robotnicy poznańscy w czerwcu 1956 r. – jako jedno z pierwszych żądań wysunęli uwolnienie kard. Wyszyńskiego. Podobne żądania wysuwali pracownicy Warszawskiej Fabryki Samochodów na Żeraniu, którzy byli świadkami pokazowego procesu bp. Czesława Kaczmarka, transmitowanego przez Polskie Radio we wrześniu 1953 r., zakończonego skazaniem ordynariusza kieleckiego na 12 lat więzienia. Notabene biskup, torturowany psychicznie i fizycznie, przyznał się do nigdy niepotwierdzonych i nieudowodnionych zarzutów. Komuniści zaś chełpili się swoim sukcesem, wmawiając polskiemu społeczeństwu swoje racje.

Starania o uwolnienie Prymasa Polski podjęły zgromadzenia żeńskie i męskie, a także księża diecezjalni. Już od połowy 1955 r. przygotowywano petycje i prośby składane na ręce bp. Michała Klepacza o uwolnienie kard. Wyszyńskiego. Sekretariat Episkopatu naturalnie gromadził te wszystkie dokumenty, których liczba sięgała ok. 30. Bp Klepacz na ich podstawie przygotował kolejny wniosek o uwolnienie Księdza Prymasa.

Słowa otuchy dla Prymasa i perswazje do rządu PRL

Biskupi polscy postanowili po raz kolejny wystąpić do władz z prośbą o uwolnienie kard. Wyszyńskiego. Było to w uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej na Jasnej Górze (26 sierpnia 1956 r.). Po zakończonej Mszy św. sprawowanej na jasnogórskim Szczycie przygotowali dwa listy. Pierwszy do uwięzionego Prymasa Polski (w oryginale na s. 13), drugi – do premiera Józefa Cyrankiewicza z prośbą o jego uwolnienie.

Oto treść drugiego listu:

„Panie Premierze,

Już kilkakrotnie za pośrednictwem swych przedstawicieli zwracaliśmy się ustnie i w pismach do Rządu PRL o wrócenie wolności Jego Eminencji Księdzu Kardynałowi Stefanowi Wyszyńskiemu, Arcybiskupowi Warszawskiemu i Gnieźnieńskiemu, Prymasowi Polski, pozbawionemu wolności w dniu 25 września 1953 r.

Wprawdzie od listopada r[oku] ubiegłego Księdzu Prymasowi zmieniono nieco na lepsze warunki życia, ale nadal nie może pełnić swego urzędu pasterskiego. Rząd PRL przez wypowiedzi swych przedstawicieli sam niejednokrotnie dał do zrozumienia, że w życiu państwowym będzie kierował się zasadami praworządności, które przez czynniki administracyjne często bywały naruszane. Uznał też Rząd prawo do obiektywnej i twórczej krytyki jako jednej z gwarancji panowania prawa sprawiedliwości. Dążność do demokratyzacji jest znowu elementem umożliwiającym obywatelowi obronę swych praw. Ksiądz Prymas, pełniąc swój wysoki urząd, nie mógł nie apelować do czynników państwowych, gdy bywały naruszane prawa Kościoła, i to wbrew przepisom Konstytucji, Porozumienia i obowiązującej Ustawy o wolności sumienia, wskazując jedynie na to, że naruszane były zasady prawa i sprawiedliwości społecznej. Dlatego też przy dziś respektowanych przez państwo przemianach jesteśmy przekonani, że Rząd PRL zmieni swój stosunek do internowanego Księdza Prymasa i pozwoli mu dalej pełnić swoje obowiązki.

Nie potrzebujemy dodawać, że wpłynie to bardzo na uspokojenie opinii wiernych i kleru, którzy nie mogą zrozumieć, dlaczego Ksiądz Prymas w okresie, w którym nastąpiło tyle rehabilitacji, w dalszym ciągu jest izolowany.

Nieustannie ludzie świeccy, duchowieństwo świeckie i zakonne zapytują nas, dlaczego Kardynał Prymas wciąż pozbawiony jest wolności i domagają się od Episkopatu, «by nie ustawał w staraniach o zwolnienie Księdza Prymasa».

Episkopat Polski zebrany na Jasnej Górze w imieniu całego duchowieństwa katolickiego i wiernych prosi Rząd PRL o wrócenie Księdzu Kardynałowi wolności i umożliwienie pełnienia swych obowiązków kościelnych”.

Wydaje się, że list ten, podpisany przez rządców polskich diecezji, w stopniu istotnym przyczynił się do podjęcia przez partię i rząd decyzji o uwolnieniu Prymasa Polski.

Apele duchowieństwa

I jeszcze jeden dokument, odnotowany przez watykański dziennik „L’Osservatore Romano”, który nie znalazł zrozumienia wśród ówczesnych władz PRL. Otóż 7 lipca 1956 r. premier Józef Cyrankiewicz otrzymał petycję podpisaną przez 362 proboszczów z diecezji gorzowskiej w sprawie natychmiastowego uwolnienia Prymasa Polski. Odważny apel duchowieństwa został zignorowany i zapewne wrzucony do kosza. Jak czytamy w petycji, „kapłani nawołują rząd Polski Ludowej do zakończenia stanu, który masy ludowe katolickiej Polski doprowadza do rozgoryczenia, ponieważ organy rządowe pozbawiły J. Em. Ks. Kard. Wyszyńskiego, Prymasa Polski, wolności wykonywania jego władzy arcybiskupiej”.

I dalej piszą proboszczowie parafii gorzowskich: „Powszechnie znany jest fakt, że Kler Polski w ciągu tysiąclecia naszej historii zawsze wiernie bronił suwerenności i niepodległości Narodu Polskiego. Nie mniej znany jest fakt, że Lud Polski zrósł się ze swym Duchowieństwem w jedno serce i jedną duszę na codzienny trud życia narodowego. Stąd Duchowieństwo Polskie najlepiej zna uczucia i pragnienia społeczeństwa polskiego.

Dziś przede wszystkim Naród Polski pragnie wolności religijnej w całym tego słowa znaczeniu. Zaś jako dowód rzeczowy takiej wolności religijnej społeczeństwo nasze chce widzieć Prymasa Polski, sprawującego swój urząd bez żadnych przeszkód ze strony władz świeckich. Czynniki urzędowe, które trwałyby przy swoim postanowieniu pozbawienia Prymasa Polski wolności w sprawowaniu swego posłannictwa w życiu naszego Narodu, niech wiedzą, że są w błędzie.

W oparciu o znajomość opinii publicznej, sądzimy, że Rząd Polski Ludowej nie ma żadnych korzyści z uwięzienia Jego Eminencji Księdza Kardynała Wyszyńskiego. Natomiast Rząd Polski Ludowej może mieć tę pewność, że przez aresztowanie Najdostojniejszego Księdza Prymasa Polski splamił karty historii ojczystej aktem bezprawnym, który również w przyszłości, jeśli natychmiast nie zostanie naprawiony, przyniesie szkodę i czynnikom rządzącym, i całemu społeczeństwu polskiemu właśnie przez rozgoryczenie katolików, a co za tym idzie – przez brak zgody i jedności w Narodzie” (F.A. [Federico Alessandrini], „Tre anni di relegazione” [Trzy lata odosobnienia] „L’Osservatore Romano” 1956, nr 223).

Uwolnienie Prymasa Polski nastąpiło dwa miesiące później (28 października 1956 r.). Komuniści, w wydanym następnego dnia komunikacie, cały sukces związany z powrotem Prymasa do Warszawy naturalnie przypisali sobie. Tymczasem właściwym podmiotem do świętowania tego sukcesu było polskie społeczeństwo, stanowczo domagające się uwolnienia kard. Stefana Wyszyńskiego, polscy biskupi i kapłani, którzy nie ustawali w wysiłkach na rzecz powrotu Prymasa Polski do Gniezna i Warszawy.

Warto zajrzeć do dwóch artykułów tych autorów, zamieszczonych w „Niedzieli” nr 12 z datą 23 marca 2014 r. oraz nr 21 z datą 25 maja 2014 r.

CZYTAJ DALEJ

Podpisano porozumienie w sprawie zasad i tempa transformacji górnictwa

2020-09-25 15:38

[ TEMATY ]

górnicy

górnictwo

Karol Porwich /Niedziela

Powołany przez działające na Śląsku związki zawodowe Międzyzwiązkowy Komitet Protestacyjno-Strajkowy i delegacja rządowa podpisały porozumienie ws. zasad i tempa transformacji górnictwa - poinformowali przedstawiciele stron. Ostatnia kopalnia węgla kamiennego w Polsce ma zakończyć działalność w 2049 r.

  • Negocjacje porozumienia trwały z przerwami od minionego wtorku. Podczas kilku tur rozmów porozumiano się co do zasad transformacji, jednak jeszcze minionej nocy sporny pozostawał jej harmonogram, czyli czas działania poszczególnych kopalń
  • Podpisanie porozumienia kończy prowadzony w kilkunastu kopalniach podziemny protest, związkowcy odwołali też zaplanowaną na piątek manifestację w Rudzie Śląskiej

Zgodnie z ustaleniami, obecnie pracujący górnicy mają mieć zagwarantowaną pracę do emerytury, a jeśli nie będzie to możliwe – zostaną objęci osłonami socjalnymi. Rząd powoła pełnomocnika ds. społeczno-gospodarczej transformacji terenów pogórniczych. Treść porozumienia ma być teraz notyfikowana w Komisji Europejskiej.

Negocjacje trwały z przerwami od minionego wtorku. Podpisanie porozumienia kończy prowadzony w kilkunastu kopalniach podziemny protest, związkowcy odwołali też zaplanowaną na piątek manifestację w Rudzie Śląskiej.

Przewodniczący delegacji rządowej, wiceminister aktywów państwowych, pełnomocnik rządu ds. transformacji spółek energetycznych i górnictwa, Artur Soboń ocenił w rozmowie z dziennikarzami, że porozumienie określa model "uczciwej, sprawiedliwej drogi do transformacji polskiego górnictwa i polskiej energetyki". „Jak mówił premier Mateusz Morawiecki – Polska idzie własną drogą, uwzględniając własną specyfikę, ale nie zawracamy kijem Wisły, idziemy zgodnie z polityką, którą mamy dzisiaj w Unii Europejskiej, bierzemy te realia pod uwagę” – oświadczył Soboń.

Szef śląsko-dąbrowskiej Solidarności Dominik Kolorz ocenił porozumienie pozytywnie, choć zaznaczył, że de facto oznacza ono zgodę na likwidację - w perspektywie wieloletniej - polskiego górnictwa. "Podpisaliśmy likwidację (...), jakkolwiek by to nie brzmiało, dobrą dla ludzi, ale jednak likwidację jednej z najważniejszych branż w historii Rzeczypospolitej" - oświadczył Kolorz.

Jak przekonywał, podczas negocjacji udało się osiągnąć maksymalne warunki bezpieczeństwa dla pracowników kopalń i wykorzystać możliwości funkcjonowania kopalń. Zgodnie z porozumieniem, ostatnia kopalnia przestanie wydobywać węgiel w 2049 r. Do tego czasu górnictwo ma być subsydiowane przez państwo.

Jak mówił Kolorz, dla związkowców najważniejszym elementem porozumienia były gwarancje zatrudnienia. „Nikt, który jest zatrudniony na kopalniach produkujących węgiel energetyczny, nie straci pracy. To był dla nas najważniejszy element tego porozumienia i to z podniesionym czołem możemy wszystkim ludziom przynieść” - powiedział szef śląsko-dąbrowskiej „S”.

Wiceminister Soboń dodał, że to strona rządowa zaproponowała, aby zapis gwarantujący kontynuację do emerytury zatrudnienia pracownikom pracującym pod ziemią i przy mechanicznej przeróbce węgla, znalazł się w porozumieniu. „W sytuacji, w której to nie będzie możliwe, będą przygotowane ustawowe osłony socjalne, ale jesteśmy zdeterminowani, aby wszyscy pracownicy pod ziemią mogli dopracować do okresu emerytury” – zadeklarował wiceminister.

Wiceminister dodał, że jest to „wstępnie policzone” i zasygnalizowane w treści porozumienia, a będzie szczegółowo opisane w umowie społecznej „co do konkretnego pracownika”, tak aby - jak mówił - pokazać, w jaki sposób ci pracownicy będą alokowani w ramach Polskiej Grupy Górniczej i innych spółek „To jest operacja, która nie tylko jest możliwa, ale dziś w dużym stopniu przeanalizowana” – dodał Soboń.

Załącznikiem do ramowego porozumienia, którego treści dotąd oficjalnie nie opublikowano, jest harmonogram wygaszania poszczególnych kopalń. Kolorz powiedział, że jako pierwsza ma być zlikwidowana rudzka kopalnia Pokój, w której kończy się złoże węgla. Według nieoficjalnych informacji w przyszłym roku działalność miałaby też zakończyć katowicka kopalnia Wujek, która ma być wcześniej połączona z kopalnią Murcki-Staszic.

W 2023 r. miałaby skończyć wydobycie rudzka kopalnia Bielszowice, zaś inna część obecnej kopalni Ruda - Halemba - miałaby działać jeszcze do 2034 roku. W 2028 r. wygaszona byłaby kopalnia Bolesław Śmiały w Łaziskach Górnych, a rok później gliwicka kopalnia Sośnica. W 2035 roku zakończyłaby działalność kopalnia Piast w Bieruniu, a dwa lata później kopalnia Ziemowit w Lędzinach. Kopalnia Murcki-Staszic w Katowicach byłaby wygaszona w roku 2039, a kopalnia Bobrek w Bytomiu rok później. W 2041 przestałaby wydobywać węgiel kopalnia Mysłowice-Wesoła, w 2043 r. kopalnia Rydułtowy, a w 2046 r. kopalnia Marcel w Radlinie. W 2049 wygaszone mają zostać - jako ostatnie w Polsce - dwie kopalnie rybnickie: Chwałowice i Jankowice.

Kolorz zaznaczył, że podczas rozmów udało się też uzgodnić kwestie związane z polityką energetyczną państwa. „Dokument ten, w związku z dzisiejszym porozumieniem, nie jest dokumentem zamkniętym. On będzie zawierał wszystkie elementy uzgodnień, dalszych prac, już w zespołach roboczych” – wyjaśnił. Na tej podstawie zostanie podpisana szersza umowa społeczna - pomiędzy stroną rządową, społeczną i samorządowcami. Będzie musiała ją notyfikować Komisja Europejska.

Soboń wyraził przekonanie, że KE do końca br. zaakceptuje wypracowane w Polsce porozumienie, które – w jego opinii – pozwala na spokojną i sprawiedliwą transformację polskiego górnictwa i energetyki. Prace nad umową społeczną na rzecz polskiej transformacji mają zakończyć się do połowy grudnia. „Jeśli będziemy działali razem, jeżeli będziemy wspólnie występowali przed KE, nie widzę żadnego powodu, dla którego nie mielibyśmy notyfikować w tym zakresie pomocy publicznej dla Polski” - powiedział wiceminister.

Soboń zapowiedział też powołanie przez rząd pełnomocnika ds. społeczno-gospodarczej transformacji terenów pogórniczych. „Chcemy w szczególny sposób skierować tam wszystkie środki, tak aby te obszary mogły się rozwijać już po górnictwie - po tym, z czego utrzymywały się nie tylko rodziny samych pracowników kopalni, ale także w dużym stopniu lokalna gospodarka" - mówił Soboń.

Szef śląsko-dąbrowskiej „S” podziękował górnikom, którzy w ostatnich dniach protestowali pod ziemią. Skrytykował natomiast parlamentarzystów z woj. śląskiego, którzy jego zdaniem – z nielicznymi wyjątkami – nie interesowali się toczącymi się w Katowicach rozmowami. Soboń odpowiadał, że parlamentarzyści byli proszeni o to, by rozmowy toczyły się wyłącznie pomiędzy stroną rządową i społeczną.

Prezes PGG Tomasz Rogala ocenił po rozmowach, że porozumienie było bardzo trudne, zwłaszcza dla strony społecznej, ale zarazem konieczne. „Jest ono niezbędne, żeby ustabilizować sektor górniczy (…) w okresie zmian” - powiedział i dodał, że dokument stwarza warunki przeprowadzania zmian, a zarazem zabezpiecza pracowników i ich miejsca pracy.

Negocjacje porozumienia trwały z przerwami od minionego wtorku. Podczas kilku tur rozmów porozumiano się co do zasad transformacji, jednak jeszcze minionej nocy sporny pozostawał jej harmonogram, czyli czas działania poszczególnych kopalń. Już wcześniej informowano, że strony zgodziły się, iż transformacja górnictwa ma być rozłożona na wiele lat, a górnicy dołowi mają mieć gwarancję pracy w kopalniach do emerytury.(PAP)

autorzy: Krzysztof Konopka, Marek Błoński

kon/ mab/ je/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję