Reklama

Niedziela Kielecka

Patriotyzm to wielki obowiązek

O nowych pomysłach i inicjatywach w edukacji patriotycznej świętokrzyskiej młodzieży z prezesem Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznych „Jodła” Dionizym Krawczyńskim rozmawia Katarzyna Dobrowolska

2016-11-03 09:49

Niedziela kielecka 45/2016, str. 1, 6

[ TEMATY ]

wywiad

W.D.

Grupa Rekonstrukcji Historycznych „Jodła”

KATARZYNA DOBROWOLSKA: – Dużo się mówi o patriotyzmie młodego pokolenia, zwłaszcza przy okazji Święta Niepodległości. Młodzi chętnie identyfikują się z Ojczyzną i czują dumę z Polski. Patriotyczne T-shirty mają największą sprzedaż w internecie. A Pan w rocznicę utworzenia Polskiego Państwa Podziemnego, nie pierwszy raz zresztą, mówił o pokoleniu młodych, nieobecnych uczniów kieleckich publicznych szkół na ważnych uroczystościach i w miejscach pamięci. Czegoś brakuje młodzieży w edukacji patriotycznej?

DIONIZY KRAWCZYŃSKI: – Patriotyzm to takie ładne słowo, bardzo nośne zwłaszcza przy okazji różnych świąt państwowych. Jednak chyba zbyt rzadko łączymy pojęcie patriotyzmu z obowiązkiem, konkretną postawą, która wymaga poświęcenia czasu, wiąże się zapaleniem zniczy w różnych miejscach pamięci, obecnością z ostatnimi świadkami historii, z kombatantami przy pomnikach, mogiłach, wystawieniem pocztu sztandarowego, oddelegowaniem uczniów na uroczystości. Pamięć o bohaterach ma bardzo konkretne przełożenie na poświęcenie kilku godzin spędzonych czasem w trudnych warunkach pogodowych, by oddać cześć i szacunek poległym za Ojczyznę. Pojmuję to jako służbę Ojczyźnie. Patriotyzm to gotowość postawienia dobra kraju ponad interes osobisty, a co za tym idzie, konkretne czyny o tym świadczące.

– Niedawno Stowarzyszenie w porozumieniu z Zarządem ŚZŻAK zaproponowało nowy, aktywizujący zwłaszcza kieleckie szkoły projekt „Patriotyzm z klasą”. Jakie są jego cele?

– Celem akcji jest promowanie wśród uczącej się młodzieży odpowiedzialnych postaw patriotycznych. Dlatego chcemy organizować zbiórki książek i prasy dla Polaków, zwłaszcza dla młodych, mieszkających na Wschodzie. Pragniemy zorganizować przy pomocy szkół wsparcie dla tej młodzieży, aby w okresie wakacji mogła przyjechać w Świętokrzyskie i brać udział w patriotycznych wydarzeniach np. w Marszu Szlakiem I Kompanii Kadrowej. Proponujemy również szkołom włączenie się w obchody rocznicowe i uroczystości związane zwłaszcza z Polskim Państwem Podziemnym: 1 września, 17 września, 27 września, 11 listopada, 14 lutego – Przemianowanie ZWZ w AK, 1 marca – Dzień Żołnierzy Wyklętych, w Święto Konstytucji 3 Maja i inne, lokalne święta. Uważam, że oddelegowanie rotacyjnie z różnych szkół pocztów sztandarowych na uroczystości (z pominięciem maturalnych klas) nie będzie zbyt dużym obciążeniem, a swoistą lekcją wychowawczą dla uczniów. Nie chcemy tworzyć sformalizowanych struktur do projektu, ale chcąc uhonorować najbardziej aktywnych, będziemy starali się przyznać specjalny certyfikat potwierdzający udział szkoły w tej akcji.

– Takie wartości, jak patriotyzm zaszczepia szkoła, ale przede wszystkim dom rodzinny. W przypadku Pana synów: Patryka i Huberta nie było to trudne, w naturalny sposób wciągnęli się w działania Stowarzyszenia.

– Nie mieli wyjścia, byli zbyt mali, aby zostać bez opieki dorosłych w domu, kiedy z żoną wyjeżdżaliśmy np. na Marsz Kadrówki czy rekonstrukcje historyczne. Na początku traktowali to trochę jako zabawę i przygodę, kiedy brali czynny udział w wojennych przeżyciach ludności cywilnej. Kiedy już byli nieco starsi, coraz bardziej rozumieli, że w rekonstrukcjach potrzebna jest znajomość historii. Uczyli się przebiegu bitwy, detali związanych z uzbrojeniem, umundurowaniem, opiekowali się końmi. Tego od nich wymagałem. Niedawno brali udział w ekshumacji prowadzonej przez Fundację Niezłomni w okolicach Zgórska. Tygodnie pracy z łopatą po lekcjach, ciężka fizyczna praca. Nie zniechęcali się. A kiedy znaleziono szczątki por. Aleksandra Życińskiego „Wilczura” byli dumni, zobaczyli, że ta praca ma konkretny sens. W czasie uroczystości pogrzebowych w Bliżynie nasi chłopcy ze SRH nieśli trumnę z prochami, bo tak chciała żona Porucznika . Za wielki honor i zaszczyt uważam również obecność członków SRH „Jodła” na pogrzebie gen. „Łupaszki” w Warszawie 24 kwietnia. Wystawiliśmy posterunek przy lawecie z trumną Wyklętego, który miał być wymazany z kart historii.

– SHR „Jodła” od 2008 r. pracuje nad wydobywaniem z niepamięci faktów historycznych, bohaterów, epizodów, mało znanych wydarzeń, zwłaszcza poprzez rekonstrukcje historyczne. Ale wciąż rodzą się nowe pomysły.

– W skali roku jest to kilkanaście różnego rodzaju rekonstrukcji bitew z czasów II wojny światowej np. w Szewcach, Daleszycach, Samsonowie, Chotowie, Mierzawie, rekonstrukcja odbicia kieleckiego więzienia UB, pikniki historyczne w Chęcinach, które co roku przyciągają tysiące widzów, pobudzają wyobraźnię młodych i budują świadomość historyczną. Kalendarz „Jodły” jest zajęty przez okrągły rok. Wciąż poszukujemy nowych dróg i sposobów, by opowiadać historię atrakcyjnie, przekazywać wiedzę historyczną i budować pamięć. Np. by dotrzeć z historią do najmłodszych, przygotowaliśmy planszowe gry strategiczne o bitwach Armii Krajowej. Organizujemy w szkołach lekcje o bohaterach II wojny światowej, bitwach, umundurowaniu i uzbrojeniu, popularyzując wiedzę u uczniów. Występujemy w różnych epizodach w filmach historycznych. Jesteśmy obecni na konferencjach i spotkaniach. Wystawiamy poczet sztandarowy przy wielu uroczystościach w regionie i nie tylko. Prowadzimy portal o Armii Krajowej, gdzie w jednym miejscu gromadzimy masę informacji.
Ruszyliśmy również z nową inicjatywą, adresowaną do szkół, a dotyczącą poszukiwania i gromadzenia przez nie wspomnień, relacji, zdjęć dokumentujących działalność na lokalnym terenie placówek AK. W wielu bowiem wypadkach informacje na temat składu osobowego placówek i ich działalności są nikłe. Widzimy tutaj wielką szansę poszerzania wiedzy uczniów o II wojnie światowej, o lokalnych patriotach AK.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Czy niedziela jest szabatem?

2020-01-14 10:46

Niedziela wrocławska 3/2020, str. IV

[ TEMATY ]

wywiad

Dzień Judaizmu

Mariusz Rosik

Agnieszka Bugała

Ks. prof. Mariusz Rosik

O Dniu Judaizmu, żydowskim szabacie i katolickiej niedzieli – z biblistą ks. prof. Mariuszem Rosikiem rozmawia Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała: Jak powinniśmy, jako katolicy, rozumieć hasło z Księgi Wyjścia „Pamiętaj o dniu szabatu, aby należycie go świętować”?

Ks. prof. Mariusz Rosik: Temat tegorocznego Dnia Judaizmu z pewnością ma zwrócić uwagę na fakt, że zwyczaj świętowania niedzieli wywodzi się z żydowskiej celebracji szabatu. Księga Rodzaju uzasadnia, że instytucja szabatu pochodzi z Bożego ustanowienia, gdyż po sześciu dniach stwarzania, siódmego dnia Bóg odpoczął. Rzeczownik „szabat” wywodzi się od czasownika oznaczającego „odpoczywać”. Nakaz odpoczynku stał się tak ważny, że trafił do Dekalogu, tam jednak zyskał jeszcze jedną rację: miał stać się dniem pamięci o wyzwoleniu Izraelitów z Egiptu. Wyprowadzenie narodu wybranego z niewoli egipskiej byłą jedną z największych – a wielu rabinów powie największą – interwencją Boga w dzieje Izraela. W ten właśnie sposób szabat stał się nie tylko dniem odpoczynku, ale także rozpamiętywania wielkich Bożych dzieł, medytacji nad nimi, a w końcu i modlitwy.

CZYTAJ DALEJ

ks. Piotr Pawlukiewicz - Marka: Chrześcijanin

2020-01-17 08:06

[ TEMATY ]

duchowość

ks. Pawlukiewicz

ks. Piotr Pawlukiewicz

freelyphotos.com

Co znaczy w dzisiejszym świecie być chrześcijaninem? Co właściwie deklaruje osoba, która przykleja sobie rybkę na samochodzie albo zawiesza na szyi krzyżyk? Deklaruje ona, że będzie uczniem Chrystusa. Nie zawsze zdolnym, nie zawsze zdającym egzaminy, czasem skazanym na poprawki, ale uczniem.

Jestem chrześcijaninem to znaczy jestem w szkole Pana Jezusa i Jego program jest moim programem. On wypełnił go w sposób doskonały – ja będę go realizował najlepiej, jak potrafię, i będę się wpatrywał w mojego mistrza.

Kiedy słyszę pytanie o to, jaką marką dla świata powinien być chrześcijanin, mam przed oczami Matkę Bożą. Ona była – jak to się czasem mówi – marką samą w sobie. Nie tylko wpatrywała się w niebo, nie tylko recytowała Magnificat, ale przede wszystkim nieustannie wspierała innych, jak wtedy w Kanie Galilejskiej, kiedy pomagała przy organizacji wesela.

Zastanówcie się przez chwilę… Gdybyście mieli zorganizować przyjęcie weselne, kogo wzięlibyście do pomocy? Pewnie postawilibyście na człowieka obrotnego, co to się zna na orkiestrze, tańcach, wystroju sali, orientuje się w wódkach, w koniakach, prawda?

Matka Boża nie była pobożna w tym znaczeniu, jaki czasem nadajemy temu słowu – kogoś totalnie oderwanego od rzeczywistości, z innego świata (niektórzy jak patrzą na księdza, wyobrażają sobie, że jest tak pobożny, iż nie odróżnia klawiatury od monitora. Tak jest „wniebowzięty”!).

Maryja była absolutnym przeciwieństwem tak pojmowanej „wniebowziętości”. Choidziła twardo po ziemi – wszak to właśnie ona uratowała wesele w Kanie od kompletnej klapy.

Niektórzy twierdzą, że Matka Boża była w Kanie Galilejskiej jako pomoc kuchenna. Nie zgadzam się z tym. Pomoc kuchenna nie miałaby wglądu w zapasy alkoholu. Nawet starosta nie wiedział, że go brakuje, a ona już się orientowała, że jeszcze chwila i pana młodego spotka kompromitacja w oczach gości. I co robi? Rozkazuje sługom (czy pomoc kuchenna by rozkazywała?). Nie mówi: „Drodzy panowie, gdybyście byli tak łaskawi, to zróbcie, proszę, to, co powie wam mój Syn”. Nie. Ona przychodzi do sług i rzuca (krótka piłka!): „Uczyńcie wszystko, co wam powie…”. W czasach Maryi nie do pomyślenia było, żeby kobieta – w dodatku nie gospodyni – wydawała polecenia facetom. To jest marka sama w sobie!

My, katolicy, często oddzielamy życie świeckie od życia religijnego. Składamy ręce w kościele, a już w poniedziałek wynosimy z pracy jakieś tam deski czy śrubki. Bo i tak się zmarnuje… Tymczasem dobrze by było, żebyśmy czasem pomyśleli nad propagowaniem marki chrześcijaństwa przez solidne wypełnianie swojej roboty.

Byłem kiedyś na zastępstwie w kościele w jednym z warszawskich szpitali. I tak się stało, że się zaziębiłem. Mówię do pielęgniarki:

– Chyba muszę iść do lekarza. – Bo patrzę, siedzi akurat w pokoju dyżurnym lekarz. A ona mi na to:

– Niech ksiądz do niego nie idzie.

(Zdziwiłem się trochę, ale w porządku, posłuchałem rady).

– To pójdę do tej drugiej lekarki.

– Do tej też niech ksiądz nie idzie.

– To do kogo mam iść?

– O szesnastej zaczyna dyżur taki, co się zna…

Zrozumiałem wtedy, że nie wystarczy mieć dyplom lekarski, kitel i słuchawki, tylko trzeba być dobrym w swoim fachu.

Nie wystarczy, że mam święcenia kapłańskie i prawo noszenia sutanny. Powinienem być księdzem, co się trochę zna na psychologii, na teologii, na historii Polski. Powinienem umieć opowiedzieć dowcip, zabawić ludzi, ale i się z nimi pomodlić, zorganizować wspólnotę.

Człowiek musi się po prostu znać na swojej robocie i być dobrym w tym, co robi. Trzeba się więc niestety ciągle doskonalić i kształcić. A jeśli jakieś złe nawyki wejdą w krew, to umieć je u siebie zdiagnozować, a potem wyplenić.

Artykuł zawiera treści pochodzące z książki ks. Piotra Pawlukiewicza „Ty jesteś marką”, wyd. RTCK. Więcej o książce: Zobacz

rtck.pl

CZYTAJ DALEJ

Uroczystości ku czci św. Antoniego Opata w Watykanie

2020-01-17 21:06

[ TEMATY ]

Watykan

św. Antoni Opat

Włodzimierz Rędzioch/Niedziela

Dziś, kiedy Kościół katolicki czci św. Antoniego Opata, patrona zwierząt, plac przed bazyliką św. Piotra zamienił się w fermę.

Do Watykanu zjechali się włoscy rolnicy ze związku „Coldiretti” przywożąc ze sobą zwierzęta – w klatakach na placu Piusa XII, na końcu ulicy Conciliazione pojawiły się króliki, kury, gęsi, kozy, barany, osły, krowy i konie.

O godz. 10.30, w Bazylice św. Piotra, przy ołtarzu Katedry, została odprawiona Msza św. pod przewodnictwem kard. Angelo Comastriego, wikarusza papieskiego dla Państwa Watykańskiego i archiprezbitera Bazyliki watykańskiej. Po celebracji eucharystycznej kard. Comastri udzielił błogosławieństwa rolnikom i hodowcom oraz ich zwierzętom.

W tym roku obchody patrona rolników poświęcone były w szczególności wartości rodziny chłopskiej i szacunku dla Stworzenia.
Na zakończenie uroczystości odbyła się parada pułku kawalerii Rzymu (Lancieri di Montebello) i reprezentacji innych konnych oddziałów włoskiej armii oraz przedstawicieli tzw. butteri (pasterze na koniach z Maremmy, nadmorskiego regionu Toskanii i Lacjum).

Na obchody św. Antoniego Opata przybyła do Watykanu także francuska rodzina, młoda para z dwójką dzieci, która pielgrzymowała Drogą Franków (via Francigena) w towarzystwie dwóch osiołków.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję