Od tamtej pory rokrocznie w pierwszą niedzielę września i poprzedzającą sobotę w sanktuarium Matki Bożej Kębelskiej w Wąwolnicy gromadzą się na modlitwie tysiące pielgrzymów. Tym razem Msze św. w sanktuarium sprawowali abp Stanisław Budzik, bp Józef Wróbel, bp Artur Miziński, bp Adam Bab i senior bp Mieczysław Cisło, a Mszy św. pontyfikalnej przewodniczył biskup Czesław Kozon z Danii. Biskup Kopenhagi wyraził radość, że tak wiele osób poprzez swoją obecność i modlitwę czci Maryję, a on może doświadczyć „pięknej pobożności ludu polskiego”.
Reklama
W odpustowej homilii bp Czesław Kozon nawiązał do tytułu Matki Bożej „Stolica Mądrości”. – Ten tytuł rozumiemy przede wszystkim w świetle macierzyństwa Maryi. Maryja jest Stolicą Mądrości nie dlatego, że sama posiada wszelką mądrość; jest nią dlatego, że jest Matką Jezusa Chrystusa, prawdziwej mądrości. Najpierw jej łono, a później jej kolana stały się tronem mądrości – powiedział. - Mądrość, którą jest Syn Boży, głęboko ukształtowała Maryję. Nie oznaczało to, że wszystko było dla niej łatwe. Były chwile, których nie rozumiała; było także doświadczenie krzyża. Jednak poznanie Jezusa i zaufanie do Niego dawało Jej siłę, aby pozostać wierną aż do końca – podkreślił. Jak nauczał, „osoba Jezusa jest jedyna i wyjątkowa; także rola Maryi w historii zbawienia jest wyjątkowa”. – Wszyscy możemy uczyć się od Nich postawy służby, wiary i zaufania – powiedział. – Jesteśmy wezwani, aby przyjąć Jezusa do naszego życia. Mamy Go niejako nosić w sobie, tak jak nosiła Go Maryja, ale następnie mamy nieść Go innym. Jezus powinien być tak obecny w naszym życiu, aby inni mogli tę obecność zauważyć. Czasami trzeba także opuścić to, co wygodne i bezpieczne, aby dawać o Nim świadectwo. Możemy głosić Chrystusa słowami, ale równie ważne jest świadectwo naszego życia. Dzięki niemu inni mogą zobaczyć, że Bóg jest blisko człowieka – powiedział ksiądz biskup.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Wskazując na Wąwolnicę z jej wielowiekową tradycją pielgrzymowania, bp Kozon przestrzegał, by „tradycja nie stała się tylko przyzwyczajeniem”. – Wiara nie może być jedynie czymś, co robimy dlatego, że zawsze tak było. Żyjemy dzisiaj w społeczeństwach bardzo różnych od tych sprzed kilkudziesięciu lat. Dotyczy to zarówno Danii, jak i Polski, chociaż oczywiście sytuacja w naszych krajach jest różna. Religijna tradycja nie jest już czymś oczywistym dla wszystkich. Spotykamy wiele różnych sposobów myślenia i życia. Część tej różnorodności jest czymś naturalnym. Są jednak także tendencje, które pozostają w sprzeczności z wiarą albo próbują usunąć ją z życia publicznego. W takiej sytuacji nie wystarczy wiara przeżywana bez zastanowienia. Potrzebujemy wiary świadomej. Musimy wiedzieć, w kogo wierzymy, dlaczego wierzymy i jak mamy swoją wiarą żyć – powiedział. – Nie możemy pozwolić, aby dar wiary został zmarnowany przez naszą obojętność. Potrzebujemy odwagi, aby żyć zgodnie z wiarą również wtedy, gdy jest to trudne. Także wtedy, gdy nie od razu rozumiemy drogę, którą Bóg nas prowadzi – podkreślił.
Reklama
Hierarcha z Danii zwrócił uwagę, że „chrześcijaństwo naszych czasów, także w krajach tradycyjnie katolickich, potrzebuje osobistego przyjęcia Chrystusa”. – Wiara powinna być obecna nie tylko podczas świąt, pielgrzymek i rodzinnych uroczystości. Powinna kształtować naszą zwyczajną codzienność. Nie powinniśmy wierzyć tylko dlatego, że wierzą inni, albo dlatego, że oczekuje tego nasze środowisko. Wiara powinna wypływać z osobistego przekonania i osobistego spotkania z Chrystusem – nauczał. – Wtedy także wspólnota chrześcijańska staje się bardziej autentyczna. Staje się wspólnotą, która daje nadzieję, zachętę i dobry przykład ludziom słabym, niepewnym i poszukującym. Taka wiara będzie kojarzona z radością i autentycznością – wskazał.
Odnosząc się do współczesnych trendów życia w Europie, bp Kozon powiedział, że „być może chrześcijaństwo nie będzie już ruchem masowym tak, jak w niektórych okresach historii”. - Może jednak być zaczynem, który jest mały i działa w ukryciu, a jednak dzięki niemu całe ciasto rośnie. Podobnie autentyczna wiara nawet niewielkiej grupy ludzi może przynieść wielkie owoce. Może również odnowić społeczeństwo, w którym chrześcijaństwo stało się tylko zwyczajem i utraciło swoją żywotność – powiedział. Aby tak się stało, potrzebna jest modlitwa i spoglądanie w tym samym kierunku. – Wierzymy w Chrystusa, należymy do Jego Kościoła i chcemy, aby Jego Ewangelia kształtowała nasze życie. Wzorem tej postawy jest dla nas Maryja – wskazał. – Nasze działanie musi być zakorzenione w modlitwie. Gdy chcemy działać dla Królestwa Bożego, najpierw musimy słuchać Boga – podkreślił. – Modlitwa daje naszemu działaniu właściwy kierunek. Daje nam również siłę, kiedy spotykamy trudności. Jeżeli nasza modlitwa będzie wypływała z wiary, także my będziemy coraz bardziej przenikani Bożą mądrością. Wtedy łatwiej będzie nam uczynić to, czego uczy nas Maryja: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. Możemy być uczniami Chrystusa w naszych czasach. Tak jak pierwsi uczniowie możemy pokazywać ludziom, że Ewangelia nie straciła swojej aktualności – nauczał.
Reklama
Podczas Sumy odpustowej głos zabrał nowy kustosz sanktuarium ks. kan. Mirosław Bielecki. – Przyjmując tę funkcję i to powołanie, wchodzę w ogromne dziedzictwo. Jest to dziedzictwo nie tylko moich bezpośrednich poprzedników, śp. ks. Jerzego Ważnego, który dokonał ogromu prac unowocześniających kościół i kaplicę, odnawiających je, ale także ogromne dziedzictwo śp. ks. inf. Jana Pęzioła, który rozsławił imię Maryi, jeżdżąc z kopią figury Kębelskiej po całej diecezji i całej Polsce. Jego poprzednik, ks. Józef Gorajek, był tym, który doprowadził do koronacji Matki Bożej w 1978 roku. Ale przed nimi było jeszcze 700 lat pielgrzymowania do Matki Bożej. Najpierw do Kębła przez 350 prawie lat, a potem tutaj, na Wzgórze Zamkowe do Wąwolnicy – powiedział kustosz. Jak wyznał, z zaskoczeniem przyjął wiadomość, że w przyszłym roku będzie przypadał jubileusz 1000-lecia chrześcijaństwa na wąwolnickiej ziemi. – Nasza mała Ojczyzna zasługuje na to, abyśmy podnieśli głowy wysoko jako chrześcijanie i abyśmy właśnie tutaj z dumą mówili: „Jestem uczniem Chrystusa” – powiedział ks. Bielecki.
Reklama
Zgodnie z tradycją, kustosz przywołał jeden z cudów, jaki w ostatnim czasie miał miejsce w Wąwolnicy za sprawą Matki Bożej. – 1 marca, dokładnie miesiąc od objęcia przeze mnie funkcji nowego proboszcza, do zakrystii kościoła w niedzielę przyszedł pan, który chciał wręczyć Matce Bożej zwykły, drewniany różaniec. Zapytał, czy jest to godziwe przekazać Matce Bożej taki upominek. Pytam: „Dlaczego?”, a on, że długa historia. Poprosiłem więc, aby spisał. I rzeczywiście, tydzień później przysłał list, w którym opisuje całe swoje nawrócenie. Wychował się na Podkarpaciu. Ma 47 lat. Założył rodzinę, wybudował dom, ale niestety coraz bardziej oddalał się od Pana Boga. W wieku 45 lat zaczął odczuwać bóle, których lekarze nie potrafili zidentyfikować, skąd i dlaczego mają miejsce. Poddając się kolejnym badaniom w szpitalu, przypadkowo znalazł artykuł mówiący o Wąwolnicy i Matce Bożej Kębelskiej. Uważał siebie za człowieka niewierzącego; od lat nie modlił się, nie pamiętał nawet słów modlitwy. Artykuł przeczytał i niespecjalnie się nim przejął. Po wyjściu ze szpitala, kiedy lekarze po raz kolejny rozłożyli bezradnie ręce, bo nie potrafili powiedzieć, skąd jego dolegliwości, zdał sobie sprawę, że przez szereg tygodni codziennie wraca do jego głowy myśl o Wąwolnicy. Pod wpływem swej żony wyruszył więc do Wąwolnicy, stawiając sobie sam sobie pytanie: „Po co? Przecież jestem niewierzący”. Kiedy dotarł do kaplicy Matki Bożej Kębelskiej, po wejściu do kaplicy nogi same mu się ugięły, a w sercu odezwała się jakaś taka dziwna melodia modlitwy. Zaczął wołać do Pana Boga i nagle usłyszał jakby wewnętrzny głos: „Módl się na różańcu. Módl się na różańcu”. Kiedy wyszedł z kaplicy, powiedział o tym żonie. „Ale przecież ja nie umiem; ja nie mam różańca”. Wrócili do domu. Żona odnalazła różaniec, który kiedyś mama mu dała. Od tego wieczoru zaczęli się modlić razem. Pan Mirek przyjechał 1 marca, aby podziękować. Zdał sobie sprawę, że jego dolegliwości ustąpiły, ale wcale nie to uzdrowienie było dla niego najważniejsze. „Teraz razem z żoną codziennie wieczorem modlimy się na różańcu. Chodzimy na Mszę Świętą w każdą niedzielę. Czytam Pismo Święte i książki religijne, co też jest bardzo dziwne, bo ja nigdy nie czytałem żadnych książek, nawet w szkole. Teraz wiem, że powiedzenie, które czasem słyszałem od moich rodziców i nie tylko: „Bez Boga ani do proga”, nie na darmo było wypowiedziane. Dziękuję Matce Bożej Kębelskiej z całego serca, że była tak cierpliwa i przez te kilka miesięcy każdego dnia dawała mi o sobie znać, zapraszała i czekała na mnie. Dzięki Niej wskoczyłem na właściwy tor i chcę nim podążać już zawsze” – relacjonował ksiądz kustosz.
– Matka Boża nieustannie tutaj uzdrawia, nie tylko choroby ciała, ale także choroby duszy. Bardzo cieszę się, że możemy tutaj razem być, że możemy Jej oddawać to wszystko, co jest chorobą naszych czasów: brak jedności, brak miłości, brak życzliwości. Cieszę się, że możemy o tym wszystkim mówić Matce i prosić, aby wyprosiła nam u Syna swego ogrom łaski Boga, abyśmy zawsze byli jedno. Jedno jako pielgrzymi, jako wierzący, jako naród. Maryjo, Pani Kębelska! Czuwaj nad swymi dziećmi, strzeż ich wiary, broń ich wolności i wypraszaj nam tych łask, które potrzebujemy, aby zawsze słuchać Twojego Syna – modlił się ksiądz kustosz wraz z pielgrzymami.
Fotorelacje na https://www.facebook.com/profile.php?id=100079880112212
