Reklama

Świat

Świadectwa naszej cywilizacji legły w gruzach

„Musi Pan przyjechać do Amatrice, gdy będzie święto makaronu all’amatriciana”. Dr Giampiero Fedeli był dumny z miasteczka, z którego pochodził i do którego wracał, gdy tylko pozwalały mu na to obowiązki zawodowe. Amatrice słynie na całym świecie z sosu pomidorowego z podgardlem, który serwuje się ze spaghetti i startym owczym serem, a który wziął nazwę od tej malowniczo położonej w Apeninach miejscowości

Niedziela Ogólnopolska 47/2016, str. 10-13

[ TEMATY ]

trzęsienie ziemi

Włodzimierz Rędzioch

Castelluccio wraz z otaczającymi je górami i łąkami było perłą architektury i kultury. Ale wioski już nie ma – została zniszczona przez trzęsienie ziemi w październiku 2016 r. Pozostała tylko piękna przyroda, która przypomina, że nie potrafimy jej cał

Castelluccio wraz z otaczającymi je górami i łąkami było perłą
architektury i kultury. Ale wioski już nie ma – została zniszczona
przez trzęsienie ziemi w październiku 2016 r. Pozostała
tylko piękna przyroda, która przypomina, że nie potrafimy jej
cał

Poznałem dr. Fedelego w rzymskiej klinice „Villa Luisa”, do której chodzę jako pracownik watykański. W sierpniu 2016 r. lekarz spędzał wakacje w swym rodzinnym miasteczku i od czasu do czasu dojeżdżał do kliniki, gdy wymagały tego okoliczności. Bardzo chciał tam być pod koniec sierpnia, ponieważ w ostatnią sobotę i niedzielę miesiąca miał się odbyć 50. festyn „spaghetti all’amatriciana”.

Nieodwracalne skutki

W środę 24 sierpnia br. o godz. 3.37 obudziłem się, gdy zatrzęsło się moje łóżko – zrozumiałem, że było to już kolejne w moim życiu trzęsienie ziemi. Pierwsze przeżyłem na początku pobytu we Włoszech, w 1980 r. – wówczas straszny kataklizm dotknął Irpinię, południowy region Włoch, wstrząs osiągnął siłę 6,5 stopnia w skali Richtera (miało to miejsce w niedzielę 23 listopada o godz. 19.34; ponieważ byłem w tym momencie na kolacji w zatłoczonym lokalu znajdującym się na parterze, nie zwróciłem na to większej uwagi).

Gdy ziemia trzęsie się w Rzymie, wiadomo, że gdzieś we Włoszech miało miejsce silne trzęsienie ziemi. Dlatego tamtej letniej nocy po przebudzeniu się zadawałem sobie pytanie: Który rejon Włoch dotknęła tym razem ta tragedia? Włączyłem telewizor, ale przez długi czas nie było żadnych wiadomości o trzęsieniu ziemi. Dopiero nad ranem podano informację, że jego epicentrum była dolina rzeki Tronto, między miejscowościami Accumoli, Amatrice i Arquata del Tronto. Nie pomyślałem wówczas, że wśród zabitych w Amatrice będzie mój znajomy lekarz – dr Giampiero Fedeli. Nie wiedziałem również, że ten wstrząs będzie początkiem całej serii innych, które potrwają tygodniami, a niektóre z nich będą równie silne i tragiczne w skutkach jak pierwsze – 26 października epicentrum dwóch nowych wstrząsów o sile 5,4 i 5,9 stopnia w skali Richtera znajdowało się w miejscowościach Visso, Ussita i Castelsantangelo sul Nera, a kilka dni później, 30 października, jeszcze silniejszy wstrząs osiągnął siłę 6,5 stopnia i dotknął Nursję oraz Preci.

Reklama

Bardzo przeżywałem to wszystko, co działo się na terenach dotkniętych trzęsieniem ziemi, bo dobrze znałem i często odwiedzałem ten wspaniały, choć mniej znany zakątek Włoch, położony na granicy Umbrii, Marchii i Abruzji. Cierpiałem, widząc w telewizji znane mi kościoły, klasztory i historyczne budowle zamienione w ruinę.

Zniszczone „serce” Nursji – miasta św. Benedykta

Nursja zawsze mnie fascynowała i pobudzała moją wyobraźnię – to przecież tutaj, w tym prowincjonalnym miasteczku, w 480 r. w szlacheckiej rodzinie urodził się człowiek, który zapoczątkował zachodni monastycyzm. W następnych stuleciach jego duchowi synowie, benedyktyni, będą wywierać tak wielki wpływ na oblicze religijne, artystyczne, gospodarcze i społeczne Europy, że okres ten słusznie zostanie nazwany „wiekami benedyktyńskimi”, a św. Benedykt będzie uznany nie tylko za patrona wszystkich mnichów, ale także za „ojca Europy” (w 1964 r. papież Paweł VI ogłosił go patronem Europy). Z czasem na ruinach rodzinnego domu Benedykta i jego bliźniaczej siostry Scholastyki zostały wzniesione kościół i przylegający do niego klasztor. Benedyktyni byli tam obecni przez stulecia aż do początków XIX wieku, kiedy to Napoleon po zajęciu Włoch zlikwidował większość klasztorów. Przez 200 lat w rodzinnym mieście św. Benedykta nie było jego duchowych synów, a prawdziwa wspólnota monastyczna pojawiła się tutaj dopiero w Roku Świętym 2000, za sprawą amerykańskiego mnicha z opactwa św. Meinrada w stanie Indiana – o. Cassiana Folsoma OSB, który wykładał liturgikę na Papieskim Ateneum św. Anzelma w Rzymie. O. Cassian zgromadził wokół siebie kilkunastu młodych ludzi z wielu krajów świata, którzy chcieli prowadzić życie wspólnotowe zgodnie z zaleceniami św. Benedykta. Sercem życia duchowego mnichów była bazylika św. Benedykta w Nursji. Odwiedziłem ich wielokrotnie i widziałem, jak ta mała na początku wspólnota rozrosła się i zapuściła swe korzenie w tym symbolicznym miejscu. Benedyktynów często odwiedzały grupy amerykańskich pielgrzymów, którzy przyjeżdżali tu na krótkie okresy rekolekcji i wyciszenia. To dzięki ich hojności mnisi mogli założyć wytwórnię piwa, by zapewnić sobie środki do życia.

Reklama

Trzęsienie ziemi 24 sierpnia br. uszkodziło bazylikę, dlatego opat zadecydował, by przenieść większość mnichów do Rzymu. Silne wstrząsy z 30 października br. zniszczyły ją doszczętnie – zachowała się jedynie fasada z pięknym gotyckim portalem, za którą widać zwały gruzów. Kilku mnichów, którzy pozostali w Nursji, uratowało się. Tuż po ucieczce z walących się zabudowań uklęknęli i zaczęli się modlić na centralnym placu miasteczka, obok pomnika św. Benedykta, ich duchowego ojca, który przetrwał ten kolejny kataklizm.

Podczas pobytów w Nursji zatrzymywałem się zawsze u benedyktynek w klasztorze św. Antoniego. Wybudowano go na początku XV wieku, ale został poważnie uszkodzony w czasie trzęsień ziemi w 1567 r. i 1703 r. Po ostatnim z poważniejszych wstrząsów, który miał miejsce w 1997 r., wiele budynków odbudowano zgodnie z normami antysejsmicznymi, ale nie moża było tego zrobić z zabytkowym klasztorem i przylegającym do niego kościołem z XVI wieku. Przebudowano jedynie jedno ze skrzydeł budyku, gdzie mniszki przygotowały pokoje gościnne. Zaprzyjaźniłem się z siostrami – w większości były to Włoszki w bardzo podeszłym wieku, a młodsze siostry pochodziły z Filipin i Nigerii. Gdy skontaktowałem się z mniszkami po pierwszych wstrząsach 24 sierpnia br., dowiedziałem się, że stara część klasztoru z ich celami była uszkodzona, dlatego, za radą stażaków, spały w pralni, która miała być miejscem bezpieczniejszym. Ostatnie wstrząsy dokończyły dzieła zniszczenia w klasztorze i kościele, zawaliła się też dzwonnica. 30 października br. o godz. 7.41 siostry się modliły, a wstrząs był tak silny, że wszystkie upadły na podłogę; uratowały się, wybiegając na taras klasztoru. Musiały jednak opuścić miasto, znalazły schronienie u benedyktynek w Trevi.

Reklama

Klasztor św. Eutychiusza w ruinach

W V wieku ok. 300 syryjskich mnichów przybyło do Rzymu i poprosiło papieża o wskazanie im jakiegoś odizolowanego od świata miejsca, gdzie mogliby wieść pustelnicze życie. Papież wysłał ich do Umbrii, na tereny położone między miastami Spoleto, Cascia i Nursja. Ok. 50 mnichów ze św. Spesem na czele udało się do doliny zwanej Valcastoriana, na północ od Nursji – część z nich osiedliła się w miejscu, gdzie dziś znajduje się opactwo św. Eutychiusza, a pozostali założyli pustelnie w otaczających dolinę górach. W ten sposób w centrum Włoch powstał ważny ośrodek monastyczny, który musiał być znany św. Benedyktowi, pochodzącemu z sąsiedniej Nursji. Na pewno ci syryjscy mnisi stali się dla niego wzorem do naśladowania. Z czasem to właśnie benedyktyni przejęli klasztor św. Eutychiusza i uczynili z niego jedno z najważniejszych centrów benedyktyńskich. Była tutaj bogata biblioteka, działało skryptorium, gdzie przepisywano księgi, w tym słynne kodeksy liturgiczne klasztoru. Mnisi zajmowali się również ziołolecznictwem i medycyną – tutaj powstała słynna w całej Europie szkoła chirurgiczna. Po wiekach splendoru klasztor całkowicie podupadł, a z czasem opustoszał i przeszedł na własność diecezji Spoleto-Norcia. Dopiero w ostatnich latach zajęli się nim księża diecezjalni, którzy po remoncie zaczęli tu przyjmować ludzi szukających wyciszenia i modlitwy.

Po raz pierwszy odkryłem klasztor św. Eutychiusza na początku lat 90. ubiegłego wieku. Cały kompleks klasztorny, składający się z kościoła, budynków – rozmieszczonych wokół dwóch dziedzińców – i dzwonnicy, był już wtedy prawie całkowicie odrestaurowany. Goście mieli do dyspozycji sale, w których można było spać w śpiworach, i pokoje. Spędziłem tam wiele niezapomnianych chwil. Dziś trudno mi uwierzyć, że październikowe trzęsienie ziemi zamieniło ten wspaniały zabytek monastycyzmu w ruinę. Podobnie jak Preci – miasteczko w sąsiedztwie klasztoru.

Reklama

Castelluccio zrównane z ziemią

Nad Nursją znajduje się otoczony górami rozległy płaskowyż, który nosi nazwę Piano Grande. Na jego skraju, na małym pagórku, powstało miasteczko Castelluccio, osada pasterzy i rolników, którzy uprawiają na polach płaskowyżu słynną w całych Włoszech soczewicę – lenticchia di Castelluccio. Ilekroć byłem w Nursji, zawsze tam jeździłem, szczególnie późną wiosną, gdy płaskowyż zamieniał się w ogromną, kolorową szachownicę, bo w tym okresie kwitły maki, chabry i soczewica.

Mieszkańcy Castelluccio żyli ze sprzedaży soczewicy, owczych serów i z turystyki – było tu wiele typowych restauracji. Przyjeżdżali także ludzie uprawiający paralotniarstwo – nad płaskowyżem dominuje osnuty legendami masyw Gór Sybillińskich, skąd startuje się do lotów nad Piano Grande. Castelluccio wraz z otaczającymi je górami i łąkami było perłą architektury i natury. Ale wioski już nie ma, została zniszczona niemal całkowicie przez październikowe trzęsienia ziemi. Miejscowość jest odizolowana od reszty świata, a jeepami dojeżdżają tu jedynie patrole karabinierów i obrony cywilnej. W przyczepach kempingowych koczują pasterze, którzy nie mogą pozostawić na pastwę losu swoich zwierząt, tym bardziej że dla większości są one jedynym źródłem utrzymania.

Widok zrujnowanego Castelluccio wprawia mnie w wielki smutek, bo w jakiś sposób utożsamiam się z ludźmi, którzy stracili wszystko. Wiem również, że w następnych latach nie będę mógł cieszyć się wspaniałym widokiem miasteczka, które było prawdziwą perełką tego zakątka Apeninów. Pozostaje tylko piękna przyroda, która jednak przypomina, że nie potrafimy jej całkowicie kontrolować i że nie jesteśmy panami świata.

Znak kryzysu cywilizacji europejskiej

Nursja, osoba św. Benedykta i kościół wybudowany na jego rodzinnym domu są symbolami naszej cywilizacji i korzeni naszego kontynentu. Widok zburzonej bazyliki św. Benedykta zmusza do zadumy nad obecną chwilą historii – czy ta ruina nie stała się dzisiaj znakiem kryzysu naszej cywilizacji europejskiej z jej chrześcijańskimi korzeniami? Cieszy to, że benedyktyni chcą odbudować kościół i nie myślą o opuszczeniu tego historycznego i symbolicznego miejsca. Wiele osób zadeklarowało już chęć pomocy materialnej w rekonstrukcji. Fasada bazyliki, która stoi mimo powtarzających się wstrząsów, może być punktem wyjścia do jej odbudowy. Czy stanie się też początkiem „odbudowy” naszej europejskiej cywilizacji i powrotu do chrześcijańskich wartości? Optymizmem napawa fakt, że wielu polityków i intelektualistów popiera ideę całkowitej odbudowy zrujnowanych przez trzęsienie ziemi miejsc, w imię zachowania naszej tożsamości.

2016-11-16 10:54

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Caritas Polska na ratunek ofiarom trzęsienia ziemi w Turcji i Syrii

2023-02-06 18:03

[ TEMATY ]

trzęsienie ziemi

PAP/EPA/REFIK TEKIN

W nocy z 5 na 6 lutego doszło do trzęsienia ziemi, którego epicentrum znajdowało się w Turcji, przy granicy z Syrią. Największe zniszczenia odnotowano w Turcji i Syrii, natomiast wstrząsy odczuli także mieszkańcy Libanu, Iraku i Cypru. Ofiarom katastrofy pomoc niesie Caritas Polska.

Wstrząsy były bardzo rozległe, a ich siłę oszacowano na 7,8 stopnie w skali Richtera. Na ulicach wielu miast zalega gruz, a pod nim wciąż tkwią ofiary katastrofy. Do tej pory zginęło ponad 900 osób w Turcji i ponad 200 osób w Syrii. Rannych jest w sumie ok. 6000 osób. Ludzie próbują się wydostać z miast, jak najdalej od zabudowań, z obawy przed zawaleniem się kolejnych budynków. Na ulicach tworzą się więc potężne korki. Akcję ratowniczą utrudniają padający śnieg i deszcz. Skala katastrofy skłoniła władze tureckie do ogłoszenia alarmu 4 stopnia, co oznacza, że proszą o pomoc międzynarodową. Szczególnie mocno ucierpiała diecezja Anatolii. W mieście Iskenderun zawaliła się katedra. Zniszczeniu uległy także biura Caritas, świadczące na co dzień pomoc potrzebującym, dlatego Krajowy Punkt Kontaktowy ds. Sytuacji Kryzysowych i władze diecezjalne alarmują, by beneficjenci pozostali poza tym terenem.

CZYTAJ DALEJ

Duch Święty chce dodać odwagi Twojemu zlęknionemu sercu

[ TEMATY ]

homilia

rozważania

Karol Porwich/Niedziela

Rozważania do Ewangelii Mk 7, 24-30.

Czwartek, 9 lutego 2023

CZYTAJ DALEJ

Sztandar - chluba i tradycja

2023-02-09 11:47

Magdalena Lewandowska

Uczniowie uczyli się, jak właściwie obchodzić się ze sztandarem.

Uczniowie uczyli się, jak właściwie obchodzić się ze sztandarem.

– Obok barw narodowych, godła państwowego i hymnu sztandar jest najbardziej istotnym elementem naszej państwowości, dlatego jest tak bardzo chroniony, a jednocześnie tak bardzo wyniesiony na piedestał – podkreśla ks. mjr Krzysztof Deja.

W Liceum Sióstr Urszulanek we Wrocławiu odbyło się szkolenie dla szkolnych pocztów sztandarowych. Poprowadził je ks. mjr Krzysztof Deja, dyrektor Katolickiego Liceum Ogólnokształcącego w Henrykowie, razem z uczniami trzeciej i czwartej klasy z kierunku przysposobienie wojskowe. Pod okiem specjalistów można było przećwiczyć kroki, komendy i gesty, wejście i chwyty sztandaru. Odbyły się także próby, jak poczet sztandarowy ma się zachować w kościele. – Już kilka lat temu zastanawialiśmy się nad prowadzeniem szkoleń, bo widzimy taką potrzebę. Dzisiaj młodzież potrzebuje pewnych wzorców, norm, potrzebuje też nauczyć się, jak prawidłowo obchodzić się ze sztandarem. Jeżeli mamy występować ze sztandarem w miejscach publicznych na różnych uroczystościach państwowych, religijnych, patriotycznych, to róbmy to dobrze – tłumaczy ks. mjr Deja. – Dolnośląski Kurator Oświaty Roman Kowalczyk bardzo ucieszył się z tego projektu i objął go swoim patronatem. Od czterech lat organizujemy takie szkolenia regularnie u nas w Henrykowie, a teraz dzięki życzliwości sióstr urszulanek i całego liceum także we Wrocławiu. Oczywiście profesjonalistami w takim szkoleniu są żołnierze – pamiętam jak sam uczestniczyłem w szkoleniach pocztu sztandarowego w 10. Wrocławskim Pułko Dowodzenia, gdzie wszystko zostało przekazane na najwyższym poziomie. Chcemy to w pewien sposób kultywować i uczyć młodych – dodaje dyrektor KLO w Henrykowie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję