Reklama

Polityka

„Udomowienie” mediów

O destrukcyjnym wpływie mediów na gusta i opinie Polaków i rozważaniu potrzeby ich repolonizacji z posłanką Elżbietą Kruk rozmawia Wiesława Lewandowska

Niedziela Ogólnopolska 48/2016, str. 38-39

[ TEMATY ]

wywiad

rozmowa

Archiwum Kroniki Sejmowej

Elżbieta Kruk Polityk, posłanka na Sejm IV, V, VI, VII i VIII kadencji; obecna przewodnicząca sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu, była przewodnicząca Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (2006-07), od 2016 r. członkini Rady Mediów Narodowyc

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Od pewnego czasu – ale dopiero po ok. 27 latach istnienia III RP – politycy partii rządzącej mówią o potrzebie repolonizacji mediów, narażając się oczywiście na dość niewybredną krytykę polskiej opozycji oraz polityków i mediów zachodnich. Coraz trudniej chyba uzasadnić tę potrzebę, a zwłaszcza ją zaspokoić?

POS. ELŻBIETA KRUK: – To prawda, jednak najwyższy czas, by przynajmniej zacząć mówić o tak istotnym dla polskiego życia publicznego problemie. I naprawdę trudno zrozumieć – jeśli się myśli w kategoriach polskiej racji stanu – dlaczego tak długo na ten temat milczano. Repolonizację powinniśmy rozumieć jako przywrócenie mediów Polakom tak, by reprezentowały nasz interes narodowy.

– Czy to jeszcze możliwe, skoro to media, zwane czwartą władzą – w Polsce media tzw. głównego nurtu wydają się nawet pierwszą – od lat skutecznie reprezentują interesy swych zagranicznych mocodawców (właścicieli i rządów)?

– Rzeczywiście, media w Polsce celowo wykrzywiają debatę publiczną; teraz przekonują, że repolonizacja mediów jest, nawet w najmniejszym stopniu, niemożliwa. A każdy, kto ją proponuje, jest przez te media dyskredytowany. Temat repolonizacji podjął prezes Jarosław Kaczyński, który zaproponował „udomowienie” mediów. Media mainstreamowe w zgodnym chórze z zagranicznymi podniosły larum, że w Polsce łamana jest demokracja, że naruszana jest wolność słowa, że planuje się zamach na media prywatne, że rząd chce je zawłaszczyć. To oczywiste bzdury.

– Jakie są zatem pomysły i plany rządu co do „udomowienia” mediów?

– Najważniejsze wydaje się to, aby Polacy wiedzieli, że na niektórych rynkach medialnych w Polsce dominuje obcy kapitał. Dziś chyba nie jesteśmy tacy naiwni jak dwadzieścia lat temu i już wiemy, że każdy kapitał ma swą „narodowość” , że jest przywiązany do określonych interesów, podlega całkiem jednoznacznym wpływom politycznym. Trudno zatem oczekiwać i ufać, że media będące w rękach zagranicznego kapitału będą przekazywać Polakom treści zgodne z polską racją stanu. Temu tematowi będzie poświęcone najbliższe posiedzenie sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu.

– Zasadnicza bieda polegała i wciąż polega na tym, że w Polsce nie było – i chyba nadal nie ma – odpowiednio dużego rodzimego kapitału, którego wymagały tzw. wolne media III RP. W latach 90. ubiegłego wieku i później niemal całe środowisko medialne bardzo wyczekiwało obcych inwestorów i cieszyło się ich obecnością. Musiało dojść do wykupu...

– Mimo to nie musiało dojść do tego, co mamy teraz. Byliśmy zbyt naiwni i daliśmy się łatwo zmanipulować. Zbyt szybko uwierzyliśmy, że odzyskaliśmy państwo, że ono będzie skutecznie działać... Tymczasem po dwudziestu kilku latach okazuje się, że nie tylko nie odzyskaliśmy państwa, ale też sukcesywnie, niemal z roku na rok, je traciliśmy.

– Także dzięki takim, a nie innym mediom?

– Otóż to! Ci, którzy dostrzegali procesy destrukcji, nie mogli się przebić przez tę medialną zaporę. Zdecydowanie blokowany był temat zakresu obecności kapitału zagranicznego na rynkach medialnych. Może więc teraz powinniśmy się wreszcie zastanowić nad tym, jak łatwo było – i nadal jest! – przykryć, schować nasz interes narodowy. Zbyt często bezrefleksyjnie pozwalamy sobą manipulować, zapędzać się w kozi róg. Zresztą wydaje się, że jest to dziś problem nie tylko Polski, ale też krajów postkomunistycznych, które nie potrafiły należycie upilnować swojego interesu.

– Bo „wyposzczone” społeczeństwa bardzo entuzjastycznie zareagowały na powiew Zachodu w postaci kolorowej prasy i po zachodniemu sformatowanych programów telewizyjnych.

– A możni tego świata chwycili okazję, uznali, że trafił się łatwy łup do skolonizowania. Szczerze powiedziawszy, mam dziś największy żal do prawej, konserwatywnej strony naszej sceny politycznej o to, że zaniechała działań, zaniedbała tę sprawę, nie doceniła kwestii rynku medialnego, a więc i kształtowania społecznego przekazu na swój temat. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że i dzisiaj wielu prawicowych polityków nie docenia wagi mediów, ich znaczenia dla funkcjonowania państwa. Mimo że już wiadomo, jak bardzo smacznym kąskiem dla obcych interesów politycznych stały się polskie media.

– Faktem jednak pozostaje, że ćwierć wieku temu nie było „domowego” kapitału, wejście obcego było niejako koniecznością...

– Tak nam mówiono. Jednak państwo powinno było dopilnować interesów narodowych, wykorzystując odpowiednie instrumenty prawne, choćby na wzór państw Europy Zachodniej, w których jeśli w ogóle istnieje kapitał zagraniczny na rynkach medialnych, to tylko śladowo.

– W którym momencie już całe „mleko się wylało”?

– Dziś niełatwo to ocenić. Problem narastał zwłaszcza na rynku prasowym, na którym dziś – głównie dotyczy to prasy regionalnej – dominuje kapitał niemiecki. W nieco mniejszej skali problem ten odnosi się do rynku mediów elektronicznych, które jednak nie są dziś w Polsce takie, jakie powinny być w naprawdę wolnym kraju. Zaczęło się od nieuzasadnionej decyzji z początku lat 90. ubiegłego wieku Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, która stanowiła, że poza mediami publicznymi na rynku telewizyjnym można zbudować tylko jedną silną telewizję.

– Dlaczego to była zła decyzja?

– Dlatego, że nie zapewniała budowy pluralizmu na tym rynku; z góry wykluczono pewne grupy i środowiska. Pierwszą koncesję dostał Polsat Zygmunta Solorza. Dopiero później pojawił się, na początku niewielki, TVN. Już na samym początku III RP zablokowano więc rozwój rynku telewizyjnego, tak że został on w znacznej mierze zmonopolizowany. Nawet KRRiT Jana Dworaka scharakteryzowała go jako oligopol.

– Wtedy tłumaczono, że niewiele jest miejsca w eterze, że częstotliwości są dobrem rzadkim.

– Pod tym względem Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji była trochę „chłopcem do bicia”, zaś o częstotliwościach decydował w sposób niezbyt przejrzysty ówczesny Urząd Regulacji Telekomunikacji i Poczty, dziś Urząd Komunikacji Elektronicznej. Faktem jest, że te częstotliwości były gdzieś blokowane, ukrywane. To zadecydowało o powolnym i nieprawidłowym rozwoju rynku telewizyjnego w Polsce.

– O rynek mediów elektronicznych – zwłaszcza o telewizję – toczyły się jednak wielkie boje, było na ten temat dość głośno, natomiast całkiem bezboleśnie i po cichu odbywał się wykup tytułów prasowych. Dlaczego odpowiednio wcześnie nie włączały się żadne światła ostrzegawcze?

– Dziennikarze czy politycy albo nie byli odpowiednio dalekowzroczni i lekceważyli problem, albo było im to z jakichś powodów na rękę. Niewątpliwie przegapiliśmy fundamentalny problem. Dzisiejsza debata publiczna na ten temat nieco poprawia stan świadomości społecznej o zasięgu obcego kapitału, głównie niemieckiego, na rynku codziennej prasy lokalnej. Wydaje się jednak, że w ogóle nie ma tej świadomości, gdy chodzi np. o rynek kolorowych magazynów opiniotwórczych – kobiecych, młodzieżowych, dziecięcych, komputerowych czy sportowych – na którym mamy tylko śladową obecność rodzimego kapitału. Najwyższy więc czas głośno postawić pytanie, jakie treści i jakie wartości są przekazywane na ich łamach, jakie opinie i postawy są przez nie kształtowane. I przede wszystkim – czyj interes reprezentują te kształtujące opinię i gusta Polaków magazyny. Czy na pewno polski?

– Proszę o konkretny przykład.

– Dosyć charakterystyczna była niedawna debata medialna o caracalach, śmigłowcach produkowanych przez francusko-niemiecki koncern, z których zakupu Polska z ważnych powodów zrezygnowała. W prasie z kapitałem niemieckim pojawiały się ewidentne zakłamania; „Fakt” zaczął straszyć, że Polska będzie musiała płacić ogromne odszkodowania... Łatwo zauważyć, że gdy mamy kolizję interesów polskich i obcych, te tylko polskojęzyczne gazety zajmują się krytyką i często ośmieszaniem polskich spraw. „Newsweek” pisze ostatnio, że „PiS wszczyna wojnę z Polską”... To ciekawa ocena niemieckiego tygodnika. Nieprawdaż?

– I, niestety, ludzie ten przekaz kupują...

– Jednak od kilku lat mamy już nieco lepszą sytuację, gdy chodzi o neutralizację tego rodzaju przekazu. Z wielkim trudem, ale powstało już kilka naprawdę niezależnych mediów opiniotwórczych.

– A głos tzw. mediów głównego nurtu stał się po prostu jeszcze bardziej natarczywy, radykalny; to one ogłaszają światu, że już samo mówienie o repolonizacji mediów to „sposób PiS na zawłaszczanie mediów prywatnych”.

– Powtórzę, że np. w Niemczech czy we Francji nie ma obcego kapitału w mediach. Gdy kilka lat temu kapitał anglosaski zainwestował w „Berliner Zeitung”, podniósł się w Niemczech zgodny protest polityków, dziennikarzy, autorytetów i obywateli; debatowano, jak bardzo niebezpieczny to precedens, że obcy będą mieli wpływ na gust Niemców, na kształtowanie niemieckiej opinii! Ta presja społeczna spowodowała, że zakup został anulowany. Tymczasem u nas mamy zmasowany atak – zewnętrzny i wewnętrzny – na PiS za to właśnie, że chciałby w taki czy inny sposób choć trochę „udomowić” te nasze polskie-niepolskie media. Ogółowi Polaków jednak wciąż brakuje poczucia wagi pilnowania własnego interesu; jako spadek po komunizmie pozostało w Polsce i innych krajach postkomunistycznych takie właśnie myślenie postkolonialne...

– ...i przez całe lata wygodniej nam było naiwnie wierzyć, że media będące własnością obcego kapitału są niezależne od związanych z nim interesów – że mamy w Polsce naprawdę wolne media!

– Tak. I każdy, kto ośmielał się w to wątpić, był od razu posądzany o hołdowanie teoriom spiskowym, co, rzecz jasna, te właśnie media starały się wyszydzać. Dlatego dziś, gdy podejmujemy temat repolonizacji mediów, powinniśmy przede wszystkim zacząć od uświadomienia Polakom skali problemu i jego konsekwencji, tj. że możemy ulegać nieżyczliwym podpowiedziom czy niepolskiej propagandzie.

– Kłopot polega na tym, że ta nauka „poprawnego” myślenia – czy raczej: niemyślenia – sączy się właśnie z tych najbardziej popularnych mediów, będących niepolską własnością...

– Niestety, za późno zaczęliśmy w III RP budować własne media. Ale cieszmy się, że od niedawna mamy już kilka tygodników opiniotwórczych, mamy dzienniki, o których można powiedzieć, że reprezentują polską rację stanu. Staramy się też odbudować media publiczne, które wymagają nie tylko gruntownej reformy, ale i całej filozofii działania, by spełniać swą misję publiczną. Przed nami jednak długa droga, do której przebycia niezbędne są determinacja i silna wola polityczna.

* * *

Elżbieta Kruk
Polityk, posłanka na Sejm IV, V, VI, VII i VIII kadencji; obecna przewodnicząca sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu, była przewodnicząca Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (2006-07), od 2016 r. członkini Rady Mediów Narodowych

2016-11-23 09:53

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Pielgrzymkowa sztafeta do Maryi

2020-07-28 10:38

Niedziela wrocławska 31/2020, str. VI

[ TEMATY ]

wywiad

pielgrzymka

piesza pielgrzymka

Ks. Tomasz Płukarski – zastępca głównego przewodnika PPW

Już 3 sierpnia wyruszy na trasę 40. Piesza Pielgrzymka Wrocławska na Jasną Górę. Będzie inna niż dotychczasowe edycje. O przygotowaniach i zmianach, które czekają na pątników, z ks. Tomaszem Płukarskim – zastępcą głównego przewodnika PPW oraz Wiesławem Wowkiem „Kuzynem” – koordynatorem pielgrzymki rozmawia Grzegorz Kryszczuk.

Grzegorz Kryszczuk: Pątnicy wyruszą na szlak. To dobra informacja. Zacznijmy naszą rozmowę od hasła tegorocznej pielgrzymki.

Ks. Tomasz Płukarski: Jubileuszowa piesza pielgrzymka odbędzie się realnie, to słowo jest dla nas bardzo ważne i istotne. Oczywiście, wyruszymy dopiero za kilkanaście dni i mam nadzieje, że w tym czasie nie wydarzy się nic, co by ją miało zatrzymać. 40. pielgrzymka wchodzi w nurt tegorocznego roku duszpasterskiego, ogłoszonego przez biskupów w Polsce. Chcemy na nowo przeżywać Eucharystię w trakcie tych ośmiodniowych rekolekcji.

CZYTAJ DALEJ

PRENUMERATA TYGODNIKA KATOLICKIEGO „NIEDZIELA”

Bożena Sztajner/Niedziela

JAK ZAMÓWIĆ PRENUMERATĘ „NIEDZIELI”

PRENUMERATA KRAJOWA
494,00 zł roczna
247,00 zł półroczna
123,50 zł kwartalna

Cena prenumeraty zawiera koszt wysyłki 1 egzemplarza.

Numer konta dla prenumeraty krajowej (złotówkowe):
86 1020 1664 0000 3102 0019 7418

PRENUMERATA ZAGRANICZNA (kwartalna)
237,90 zł pocztą zwykłą do krajów Europy
285,87 zł pocztą lotniczą do krajów Europy
285,87 zł pocztą lotniczą do krajów Ameryki

Przy zamawianiu prenumeraty zagranicznej półrocznej należy kwotę za prenumeratę kwartalną pomnożyć przez 2, a zagranicznej rocznej – przez 4.
Numer konta dla prenumeraty zagranicznej (dla wpłat złotówkowych):
kod BIC (SWIFT) BPKOPLPW PL 86 1020 1664 0000 3102 0019 7418

Zamów

TELEFONICZNIE:
tel. (34) 324-36-45,
centrala: tel. (34) 369-43-00
lub (34) 365-19-17

LISTOWNIE:
Redakcja Tygodnika Katolickiego „Niedziela”
ul. 3 Maja 12,
42-200 Częstochowa

E-MAILEM:
kolportaz.niedziela@niedziela.pl

Wpłaty należy kierować na konto:
PKO BP I/O Częstochowa 86 1020 1664 0000 3102 0019 7418
lub przekazem pocztowym pod adresem Redakcji:
Tygodnik Katolicki „Niedziela”
ul. 3 Maja 12,
42-200 Częstochowa.
W tytule przelewu należy wpisać rodzaj prenumeraty i edycję diecezjalną, którą chcą Państwo zamówić.

CZYTAJ DALEJ

Stacjonarne rekolekcje oazowe w archidiecezji łódzkiej

2020-08-04 16:38

Archiwum Wspólnoty

Okres wakacji dla członków ruchu oazowego, to czas rekolekcji i zamknięcia całorocznej formacji. Ograniczenia wprowadzone z nadal istniejącą epidemią koronawirusa wymusiły na organizatorach zmianę formy przeżywania tegorocznych oaz.

W archidiecezji łódzkiej podjęto decyzję, że zdecydowana większość rekolekcji odbędzie się stacjonarnie, dlatego wyznaczono kilka miejsc, w których młodzież może bezpiecznie w nich uczestniczyć. Wśród nich znalazły się parafia w Bedoniu, Kurowicach oraz wybrane parafie w Koluszkach, Ozorkowie, Tomaszowie Mazowieckim, Piotrkowie Trybunalskim oraz w Łodzi.

- Hasłem tegorocznych rekolekcji jest: Wspólnota. „To ją właśnie utraciliśmy w czasie epidemii. Młodzież tej wspólnoty jest spragniona i widzimy to podczas spotkań, które się odbywają w ramach rekolekcji” – podkreśla ks. Marcin Majsik – archidiecezjalny moderator Ruchu Światło-Życie. Przyjęliśmy zasadę, że rekolekcje trwać będą siedem pełnych dni, a nie jak to jest tradycyjnie – piętnaście. Zazwyczaj spotykania rozpoczynamy wspólną modlitwą o godz. 10.00. Codziennie uczestniczymy w eucharystii. Towarzyszy nam również namiot spotkania, podczas którego rozważamy słowo Boże. Ważnym elementem rekolekcji jest spotkanie w grupie, kiedy to młodzież ma okazję nie tylko do podzielenia się wiarą, ale również może wymienić się poglądami. Istotną częścią rekolekcji jest tzw. pogodne spotkanie, które ma charakter integracyjny a tego w tym roku potrzeba szczególnie. „Jeśli chodzi o kształt oaz stacjonarnych wiele zależy o lokalnych duszpasterzy i wspólnot. Mając świadomość problemów wynikających z sytuacji epidemicznej, wszyscy chcemy się skupiać nie na trudnościach, ale staramy się zrobić jak najwięcej aby nie pozostawić młodzieży samej” – podkreśla ks. Marcin.

Mamy nadzieję, że czas tegorocznych rekolekcji będzie skutkował pięknymi owocami w ciągu całego roku.

Zobacz zdjęcia: Stacjonarne rekolekcje Oazowe w Archidiecezji Łódzkiej
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję