Reklama

Niedziela Małopolska

11 tygodni szczęścia

Zawsze chcieliśmy mieć drugie dziecko. Z ważnych, zdrowotnych powodów nie zachodziłam jednak w ciążę. Któregoś dnia powiedziałam do męża: „Zacznijmy modlić się i pościć w tej intencji”. Mocno przeżyłam fakt, że Pan Bóg tak szybko nas wysłuchał. Już po kilku tygodniach!

2016-11-23 13:09

Niedziela małopolska 48/2016, str. 5

[ TEMATY ]

świadectwo

dziecko

ciąża

Archiwum pani Estery

Pani Estera, na podstawie zdjęcia USG swojej córeczki, wykonała jej obraz

Jeszcze w testach ciążowych (wykonywanych za wcześnie) nie było potwierdzenia, a już czułam, że jest z nami ktoś długo oczekiwany. Pierwsza i druga wizyta lekarska wykazują żywy płód. Podczas badania USG słyszę bicie serduszka, widzę kształt dziecka. Czuję, że to dziewczynka. Radość w domu jest ogromna! Wraz ze mną cieszy się mąż, syn, przyjaciele. Zawierzam tę małą istotkę Panu Bogu.

Następna wizyta lekarska, 11 tydzień ciąży. Badanie. Widzę, jak dziecko leży na boczku, bez ruchu. Nie słychać jego serca. Czas się dla mnie zatrzymał... Byłam zdruzgotana, ogrom bólu i łez, moich, męża, synka. Modlitwa pomagała i pomaga przetrwać.

Kilka dni wcześniej miałam myśl, by w duchu ochrzcić dziecko: zrobiłam to... Teraz zrozumiałam dlaczego. Nie chciałam od razu jechać do szpitala, potrzebowałam kilku dni, by wszystko przemodlić. Podświadomie miałam nadzieję, że stanie się cud. Lekarz zgodził się na kilka dni odczekania.

Reklama

W końcu szpital w Krakowie. Trzech medyków przy komisyjnym badaniu USG. Łudziłam się, że usłyszę: „Dziecko żyje!”. Ale czułam, że mój brzuch się zapada. Doktorzy potwierdzili fakty. Jednocześnie okazali mi wiele empatii i konkretnego wsparcia.

Procedury

Jeszcze w domu zaczęło do mnie docierać, że jeśli dziecko jest obumarłe, to nie zostawię jego ciała w szpitalu. Przyjaciółki zaczęły zbierać informacje dotyczące całej procedury. Wiedziałam, że muszę wcześniej zgłosić personelowi, że chcę odebrać szczątki w celu pochówku. Kilka razy o tym wspominałam, gdyż zmieniali się lekarze. Poinformowano mnie też, że próbki tkanek dziecka będą pobierane do analizy medycznej.

Podano mi tabletkę, by wywołać poród. Miałam bóle porodowe porównywalne do tych, jak przy pierwszym dziecku. Już w trakcie pobytu w szpitalu zaczęłam dzwonić do laboratorium, by zgłosić, że chcę wysłać im próbkę tkanki do badania płci dziecka. Bez określenia płci nie można otrzymać aktu urodzenia, który jest jednocześnie aktem zgonu. Niestety, szpital nie realizuje zlecenia badania określenia płci dziecka. Dlatego sama musiałam przekazać kurierowi zabezpieczoną w szpitalu próbkę tkanki. Za badanie zapłaciłam 400 zł.

Po 7 dniach laboratorium odesłało mi tkankę córeczki. Doktor obecny przy porodzie wydał mi zaświadczenie o martwo urodzonym dziecku. Z dokumentem udałam się do Urzędu Stanu Cywilnego w rejonie szpitala, w którym rodziłam. Otrzymałam akt urodzenia dziecka, stanowiący jednocześnie akt zgonu. Ten dokument jest potrzebny, by po pochowaniu dziecka na cmentarzu, otrzymać zwrot kosztów pogrzebu z ZUS. Dowiedziałam się też, że kobiecie w tej sytuacji przysługuje 8 tygodni urlopu macierzyńskiego.

Żeby dziecko pochować, potrzebne są jego szczątki. Poszłam po nie do Kliniki Patomorfologii. Pan profesor powiedział mi: „Ale nie ma tych szczątków”. Nie dałam się zbić z tropu. Usiadłam, by pomyśleć, co dalej. Za chwilę profesor woła mnie do sali analiz i na tacę wysypuje szczątki mojego łożyska i dziecka. To było szokujące. Mówię o tym nie dlatego, że żywię jakąś urazę do tego człowieka, właściwe zrobiło mi się go żal. Dzielę się tym, by inne kobiety wiedziały, że może ich coś takiego spotkać. I by się nie poddawały.

Procedury sprawiły mi ogromną trudność. Byłam w bólu fizycznym i psychicznym. Ważne, by otoczenie zdawało sobie sprawę, że pomoc w załatwieniu dokumentów jest ogromnym wsparciem...

Wsparcie

Najtrudniejsze było dla mnie kupienie trumienki, krzyża. Nie chciałam zamawiać zakładu pogrzebowego ani zapraszać innych osób. Daliśmy radę. Byliśmy tylko my i ksiądz, który obdarzył nas ogromną pomocą duchową, otoczył modlitwą, odprawił Mszę św. Córeczka ma swój grób na cmentarzu i pomniczek. Cieszę się, że mogliśmy ją godnie pożegnać.

Podczas całej tej sytuacji towarzyszyły mi słowa Psalmu 139: „Ty utkałeś mnie w łonie mej matki. Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie, godne podziwu są Twoje dzieła. I dobrze znasz moją duszę, nie tajna Ci moja istota, kiedy w ukryciu powstawałem, utkany w głębi ziemi. Mnie w zalążku widziały Twoje oczy i w Twojej księdze zostały spisane wszystkie dni, które zostały przeznaczone, chociaż żaden z nich [jeszcze] nie nastał”.

Doświadczyłam mocy modlitwy od przyjaciół. Byłam załamana, ale czułam obecność Pana Boga. Ofiarowałam Mu swoje cierpienie, by nie poszło na marne. Nie miałam do Niego pretensji, ufałam, że On wyciągnie z tego dobro. Tęsknię do córeczki. Ale wiem, że Pan Bóg się nami opiekuje. Czuję jej obecność, widzę ją jako wesołą dziewczynkę. Mam od niej duchowe wsparcie...

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

„Dwie Kreski” - powstaje system wsparcia dla kobiet w nieplanowanej ciąży

2019-12-23 14:08

[ TEMATY ]

ciąża

prolife

barsen / Foter CC BY-SA

Wypromowanie ogólnopolskiego telefonu zaufania oraz budowa na terenie całego kraju systemu pomocy dla kobiet w nieplanowanej ciąży – takie podstawowe cele stawia sobie nowopowstające stowarzyszenie „Dwie Kreski”. – Ruch pro-life w Polsce skupiony jest na informowaniu, czym jest aborcja i działaniach na rzecz właściwego ustawodawstwa w tej kwestii. Brakuje natomiast systemowego, obecnego w społecznej świadomości, wsparcia dla kobiet w nieplanowanej ciąży, będącego realną alternatywą dla dokonania aborcji – twierdzą członkowie stowarzyszenia.

- Gdy w wyszukiwarkę Google wpisze się hasło „niechciana ciąża” łatwo znaleźć konkretne propozycje rozwiązania w postaci aborcji. W gruncie rzeczy brakuje alternatywy. Kobieta w trudnej sytuacji, bez wsparcia partnera i rodziny, narażona na społeczny ostracyzm, może nie widzieć rozwiązania, co innego mogłaby w zasadzie zrobić. Wydaje się, że do społecznej świadomości przebiło się istnienie „Okien życia”. Ale między testem ciążowym a „Oknem życia” jest kilka długich, bardzo trudnych miesięcy – mówi Paweł Woliński, jeden z członków stowarzyszenia „Dwie kreski”. – Doszliśmy do wniosku, że w tym zakresie brakuje ogólnopolskich systemowych rozwiązań, które obecne by były w świadomości i wyobraźni publicznej i że jest to luka, którą ze strony ruchu pro – life w Polsce koniecznie trzeba zapełnić – wyjaśnia.

Stowarzyszenie „Dwie Kreski” formalnie istnieje od października 2018 r. Jest to organizacja nastawiona na wszelką pomoc kobietom w ciąży, poza – o czym jasno informuje – aborcją. Stowarzyszenie nie ma charakteru religijnego. Gromadzi wielu katolików, dla których motywacją jest wiara ale również osoby niewierzące i innych wyznań. Podejmuje współpracę z szeregiem instytucji, zarówno o charakterze świeckim jak i religijnym. Obecnie trwa proces przekształcania stowarzyszenia ze zwykłego w rejestrowe.

Dzieła już ogólnopolski telefon zaufania: 533 312 112. Numer odbierany jest codziennie w godzinach od 18 do 23. Pomocy szukać można również poprzez mail i czat dostępny na stronie www.dwiekreski.pl. Jak informuje Agata Erkiert, przewodnicząca stowarzyszenia ”Dwie Kreski”, związanych jest z nim ok. 500 osób. Kilkadziesiąt osób angażuje się też w różnych miejscach Polski na rzecz tworzenia środowisk i wspólnot, które mogą w wymiarze lokalnym oferować wsparcie kobietom, dla których ciąża jest problemem. Jest też ok. 50 – osobowa grupa wolontariuszy dyżurujących przy telefonie.

-Ten telefon dzwoni z coraz większą częstotliwością. Konkretna pomoc udzielana jest co najmniej kilku kobietom w miesiącu. Rozmowa czasem kończy się rzuceniem słuchawką, a czasem gorącym podziękowaniem, zapewnieniem, że ten telefon bardzo pomógł. Czy ta rozmowa rzeczywiście pomogła, była pozytywnym impulsem? – mamy nadzieję, że tak ale tak naprawdę nie wiemy, jak kończą się wszystkie takie historie jednorazowego kontaktu – mówi Agata Erkiert.

Paweł Woliński zwraca uwagę, że ta anonimowość jest właśnie bardzo potrzebna. – Rozmawiamy w pełnej poufności. Po tym telefonie ani my, ani nikt inny nie dowie się kim jest osoba, która do nas dzwoni i w jakiej jest sytuacji. Nawet jeżeli po rozmowie z nami kobieta zdecyduje się dokonać aborcji, nie musi się obawiać, że będziemy mogli ją w jakikolwiek sposób zidentyfikować. Jeśli chcemy pomagać osobom, które się wahają, musimy mieć świadomość, że ktoś, kto nosi się z zamiarem aborcji niekoniecznie rozumuje w kategoriach „jestem matką a to jest dziecko”. Ta świadomość może przyjść później, czasami po latach, a może też nie przyjść nigdy. W tym pierwszym kontakcie poczucie anonimowości, możliwości wycofania się, nieprzyjęcia pomocy daje nam istotną przewagę nad wyspecjalizowanymi instytucjami prowadzonymi przez państwo lub Kościół, które są ale nie do końca spełniają swoją role, zwłaszcza wobec osób, które się wahają. Zgłoszenie się do domu samotnej matki czy jakiegoś ośrodka pomocy tworzy już pewną sytuację nieodwracalną - zwykle wiąże się z podaniem danych, PESEL, rejestracją w NFZ jako kobieta w ciąży itp. Kontakt z nami tego nie wymaga – podkreśla Paweł Woliński.

Jak zaznacza, w wielu domach dla samotnych matek wcale nie ma tłoku. – Wiele kobiet tam nie trafia. I trzeba sobie zadać pytanie, dlaczego tak jest. Działa infrastruktura, która mogłaby takim kobietom pomóc ale tak się dzieje, że one do tych miejsc nie docierają. Bo nie wierzę, że takich kobiet potrzebujących pomocy nie ma. Na czym polega ta luka w systemie? Być może odpowiedzią jest zaistnienie w powszechnej świadomości takiego anonimowego telefonu życia i zaproponowanie formuły pomocy mniej zinstytucjonalizowanej.

Kobiety, które decydują się na skorzystanie z pomocy Stowarzyszenia są w bardzo różnych sytuacjach. – W zależności od tego, gdzie dana osoba mieszka, czy potrzebuje dachu nad głową, czy rozważa wychowywanie dziecka, czy chciałaby od razu oddać je do adopcji, czy może pozostać w swoim lokalnym środowisku, czy też wolałaby je zmienić, by uniknąć stygmatyzacji, możemy proponować jej taką czy inną pomoc – stwierdza Paweł Woliński. Jak zaznacza, misją stowarzyszenia „Dwie Kreski” nie jest tworzenie na nowo infrastruktury pomocowej lecz raczej kierowanie potrzebujących do miejsc już istniejących, wyspecjalizowanych w takiej pomocy, czy wskazanie oparcia w istniejących lokalnie małych wspólnotach wolontariuszy, którzy są gotowi nieść pomoc i wsparcie kobietom.

Ważne jest przy tym, by stowarzyszenie miało właśnie wymiar lokalny, po to, by każda kobieta mogła w swojej okolicy znaleźć ludzi gotowych wesprzeć, pomóc, pokierować a może nawet przyjąć pod swój dach. Jak wyjaśnia Paweł Woliński, po pierwszym telefonicznym kontakcie, o ile kobieta zdecydowałaby się skorzystać z pomocy, kontakt z nią nawiązać może taka lokalna grupa, która po rozpoznaniu konkretnych potrzeb, jest w stanie je zaspokoić – czy to poprzez wsparcie materialne, czy duchowe, czy poprzez skierowanie do odpowiednich specjalistów lub instytucji, czy wreszcie pośrednictwo w kontaktach z ośrodkiem adopcyjnym. Kobieta mogłaby takie wsparcie uzyskać w swoim własnym otoczeniu. Jeśliby zaś, przeciwnie, chciała na czas ciąży wyrwać się ze swego środowiska, po to, by ukryć informację o dziecku, lokalna wspólnota we współpracy z innymi wspólnotami na terenie całego kraju mogłaby zapewnić jej bezpieczny pobyt na czas ciąży nawet na drugim końcu Polski.

- Chodzi o dach nad głową, utrzymanie, pracę, załatwienie wszystkich formalności związanych z adopcją. Tak, by kobieta wychodząc ze szpitala po porodzie i wracając do swojej rodzinnej miejscowości, pozostała z tą bolesną tajemnicą sama ze sobą. Tak, by nikt na miejscu o nic jej nie oskarżał, by nie chodziła z piętnem wyrodnej matki, co oddała dziecko, by nie było żadnego lokalnego ostracyzmu. Ten aspekt jest czasami najważniejszy, wręcz decydujący. W naprawdę wielu przypadkach, gdyby ktoś do kobiet w takiej sytuacji wyciągnął rękę, dałoby się uniknąć wielu aborcji – twierdzi Paweł Woliński.

Jego zdaniem w tego rodzaju wolontariacie potrzebne jest szczególne zaangażowanie kobiet. Otwiera się w wielu wypadkach też szeroka przestrzeń do działania dla zakonów żeńskich. – Wydaje się, ze w naturalny sposób mogłyby one służyć pewną siecią wsparcia – zaznacza.

-Warto podkreślić, że my nie tworzymy żadnej oryginalnej koncepcji. Tak to działa w innych krajach, m.in. w USA: informacja na temat pomocy a następnie dystrybucja tej pomocy. Cały ruch pro – life stoi tam niejako na dwóch nogach. Pierwsza to pokazywanie prawdy o aborcji poprzez m.in. wystawy oraz działania na rzecz prawnej ochrony nienarodzonych. Druga to oferowanie pomocy bez potępiania czy oceniania- pomocy materialnej ale także modlitwy. Te „dwie nogi” są potrzebne. Niektórzy twierdzą, że najważniejsze jest prawo i że dzięki odpowiedniej prawnej ochronie życia, aborcja stopniowo przestanie być problemem. Wydaje się jednak, że prawo nie wystarcza. Pokazuje to przykład Irlandii – tam było prawo całkowicie chroniące życie dziecka, lepsze niż w Polsce. Ale to nie zadziałało… - mówi Paweł Woliński.

- Możemy zresztą zadać sobie pytanie, dlaczego przez 30 lat pracy ruch pro – life w Polsce skupił się w zasadzie na jednym rodzaju aktywności – działaniach na rzecz odpowiedniego prawa chroniącego nienarodzonych poprzez kampanie, wystawy, banery, pikiety przed szpitalami itp. Dlaczego w wystarczający sposób nie rozwinął się obszar pomocowy? W Polsce tego rodzaju działalność prowadzi zaledwie kilka ośrodków, m.in. ks. Kancelarczyk z Bractwa Małych Stópek czy ks. Dzierżanowski w Opolu – zaznacza Paweł Woliński.

W kontekście tworzenia systemowego wsparcia dla kobiet w nieplanowanej ciąży pojawia się też pytanie o działania, które mogłoby lub powinno podjąć państwo. Zdaniem Pawła Wolińskiego przestrzeń do działania dla instytucji publicznych istnieje, choć państwo nie powinno być „zastępczym partnerem” dla kobiety, jak w Szwecji, gdzie w sposób systemowy w istocie zdjęto odpowiedzialność za dzieci z mężczyzn.

Jak informuje Agata Erkiert najbliższe plany stowarzyszenia „Dwie Kreski” to przede wszystkim promocja telefonu zaufania, rozszerzanie godzin jego działania, rekrutowanie i profesjonalne szkolenie kolejnych wolontariuszy oraz zakładanie lokalnych wspólnot.

„Budujemy sieć wolontariuszy w całym kraju. Szukamy osób, które są gotowe udzielić wsparcia potrzebującej kobiecie – bez potępiania, czy krytykowania. Przygotowujemy warsztaty dla wolontariuszy telefonu zaufania oraz osób, które chcą pomagać kobietom bezpośrednio - w swojej miejscowości. Staramy się odpowiadać na potrzeby, jakie ma kobieta, dlatego szukamy specjalistów (psychologów, lekarzy, prawników, mediatorów, doradców laktacyjnych), a także ludzi dobrej woli, którzy chcą podzielić się swoim czasem, wspomóc materialnie” – czytamy na stronie dwiekreski.pl

Znaleźć można tam wszystkie informacje, jak dołączyć do stowarzyszenia oraz jak można je wesprzeć.

CZYTAJ DALEJ

Kanada: władze Quebecu zapowiadają likwidację religii w szkołach

2020-01-15 21:10

[ TEMATY ]

prześladowania

BOŻENA SZTAJNER

Władze Quebecu - francuskojęzycznej prowincji Kanady - chcą wycofać ze szkół zajęcia z etyki i kultury religijnej. Zamiast tego dzieci będą uczęszczać na lekcje wychowania seksualnego, praworządności, demokracji, kultury i obywatelstwa cyfrowego.

Walka z religią w szkole to jedno z następstw nowego prawa o świeckości państwa. Za dwa lata kultura religijna ma zniknąć z podręczników. Zdaniem rządzących wspominanie o niej w szkole dyskryminuje ateistów.

Biskupi Quebecu wezwali władze do ponownego rozważenia tej decyzji. Podkreślili, że zajęcia te, które miały w istocie formę religioznawstwa, przyczyniały się do wzajemnego poznania i poszanowania mieszkańców regionu, chroniąc tym samym młodych przed wpływami radykalnych ideologii. Episkopat przypomniał ponadto, że to rodzice powinni mieć decydujące zdanie w sprawie wychowania swych dzieci.

CZYTAJ DALEJ

Rzeszów: uroczystości ku czci św. Józefa Sebastiana Pelczara, głównego patrona diecezji

2020-01-19 11:01

[ TEMATY ]

Rzeszów

Bp Józef Sebastian Pelczar – portret

Bp Józef Sebastian Pelczar – portret z kolegiaty w Jarosławiu

W katedrze Rzeszowie sprawowano wczoraj Mszę św. z okazji uroczystości św. Józefa Sebastiana Pelczara, głównego patrona diecezji rzeszowskiej. „Biskup Pelczar zostawił nam bogate dziedzictwo służby Bogu i ludziom, zaangażowania duszpasterskiego i społecznego” – mówił bp Jan Wątroba w wigilię diecezjalnej uroczystości.

We wprowadzeniu bp Wątroba zwrócił uwagę na dziedzictwo, które zostawił św. J. S. Pelczar. „Jako przedstawiciele wspólnoty Kościoła rzeszowskiego chcemy dzisiaj podziękować za nieustanną opiekę św. Józefa Sebastiana nad młodym Kościołem rzeszowskim, a nade wszystko za dziedzictwo, które nam zostawił. To bardzo bogate dziedzictwo służby Bogu i ludziom, zaangażowania duszpasterskiego i społecznego. Dziękujemy również za pokolenia kapłanów i sióstr zakonnych wychowanych na duchowości św. Józefa Sebastiana” – mówił hierarcha.

Homilię wygłosił ks. Ireneusz Folcik, emerytowany proboszcz parafii św. Józefa w Rzeszowie i wykładowca homiletyki w WSD w Rzeszowie. W pierwszej części kaznodzieja nawiązał do rozpoczętego 18 stycznia Tygodnia Modlitwa o Jedność Chrześcijan.

„Kolejny raz ze smutkiem zauważamy, że świat jest rozdarty, wciąż trwają wojny, część ludzi opływa we wszystko, a część umiera z głodu. Ze smutkiem zauważamy, że rozdarte są różne państwa, siły polityczne, które walczą ze sobą nie licząc się z mieszkańcami danego kraju. Rozdarty jest Kościół” – mówił duchowny.

W dalszej części ks. Folcik skoncentrował się na postaci św. J. S. Pelczara, jego wciąż aktualnym nauczaniu. „Biskup dawał trudne wskazówki. Zachęcał, aby strzec się niezgody i zaciekłości w walkach stronnictw o władzę i znaczenie. Przestrzegał przed anarchią w życiu prywatnym i publicznym. Strzeżmy się lenistwa, apatii, zniechęcenia. Strzeżmy się zbytku, sknerstwa dla dobrych celów i marnotrawstwa publicznego grosza. (…) To ważne wskazówki także dzisiaj, gdy patrzymy na kompromitujące zachowania niektórych polityków; gdy u nas kłótnia, niezgoda i rozbicie” – przekonywał duchowny.

Ważną częścią dziedzictwa bp. Pelczara jest etos pracy i służby. „Święty Józef Sebastian, zarówno swoim życiem jak i przez słowa i pisma, stawia przed nami Chrystusowe wezwanie do wierności nauce wiary i moralności, uczy przywiązania do Stolicy Apostolskiej, zdrowego patriotyzmu, żarliwej pobożności i wielkiej pracowitości, której świadectwem jest m.in. jego ogromna spuścizna literacka. Swoją rolę w tym względzie streścił bardzo zwięźle: Boski Mistrz będzie was uczył, a ja, jako odźwierny, będę mu tylko otwierał drzwi. Był człowiekiem pracy i służby” – podkreślił kaznodzieja.

Ksiądz Folcik zwrócił również uwagę, że Pelczar, z jednej strony zachęcając do pracowitości i wysiłku opartego na współpracy z Bożą łaską, był skoncentrowany na eschatologii.

„Biskup Pelczar głęboko przeżywał prawdy eschatologiczne i często wskazywał wiernym na cel życia w niebie. Uczył, że człowiek przeznaczony jest do wieczności. Wołał: Tęsknij za niebem! Pamiętaj, że na ziemi nie masz stałego mieszkania, powinieneś żyć jak pielgrzym, wygnaniec. Bierz z ziemi tylko to, co konieczne” – mówił homileta.

Św. Józef Sebastian Pelczar urodził się 17 stycznia 1842 r. w Korczynie. Uczył się m.in. w gimnazjum w Rzeszowie. W 1864 r. przyjął święcenia kapłańskie w Przemyślu. Po studiach w Kolegium Rzymskim i Instytucie św. Apolinarego był wykładowcą teologii pastoralnej i prawa kanonicznego w seminarium przemyskim. Od 1877 r., przez ponad 20 lat, mieszkał w Krakowie. Był wykładowcą, dziekanem Wydziału Teologicznego i rektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego. W 1894 r. założył Zgromadzenie Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego. W 1899 r. został biskupem pomocniczym, a rok później ordynariuszem diecezji przemyskiej. Zmarł 28 marca 1924 r. w Przemyślu. Został beatyfikowany w 1991 r. w Rzeszowie, a kanonizowany w 2003 r. w Rzymie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję