Reklama

Wiara

Uwiedź mnie, Panie…

Piyrsy pocątek miełości jest taki, ze się chłopcu u dziewcęcia cosi niewielkiego zwidzi. A dziywce nawet nie wiy, ze to mo – powiedział Władek Trebunia-Tutka u ks. Józefa Tischnera w „Historii filozofii po góralsku”

Niedziela Ogólnopolska 50/2016, str. 16-17

[ TEMATY ]

wiara

cardoferrando/fotolia.com

W Tischnerowskim arcydziele czytamy, że „może być na ten przykład chód – jak u sarny. Niesie się dziywce upłazym, a chłopcu się widzi, ze to bogini stąpo. A casym może to być oko, corne abo siwe – takie, ze w nim chłopiec jakiś inksy świat widzi. A może to być tyz i głos, taki perlisty, jakby fto korolami z grani suł. A casym chłopiec sóm nie wiy, cy to ta głowa, cy to ta noga, cy to te ocy, cy to te ząbki, cy sytko naroz”. I wybucha zakochanie – jego w niej, a czasem i odwzajemnione – jej w nim. Chcą wciąż ze sobą przebywać, rozmawiają o milionach spraw albo milkną nagle, bo cisza u zakochanych mieści wiele słów i wiele wyznań. Cisza u zakochanych mówi więcej niż długa przemowa.

Kocham Cię, odpowiedz

Weźmy filozoficzną myśl Władka Trebuni-Tutki i postawmy naprzeciw siebie Jezusa i człowieka. Pierwszy początek miłości jest tu taki, że się Bogu w człowieku wszystko spodobało. A człowiek, czasem przez całe życie, nawet nie wie, że to ma... I błąka się bez świadomości, ochrzczony katolik, że Bóg jest w nim zakochany do szaleństwa. Widzi Bóg w człowieku chód, jak u sarny, oczy wilgotne od wzruszeń i słyszy głos, który sam, w akcie stworzenia, wszczepił w jego gardło, aby mógł szeptać, śpiewać i krzyczeć, gdy nie daje już rady – ale człowiek, ochrzczony katolik, tego głosu nawet raz nie użyje, żeby zawołać do Boga.

W Bogu wybuchło ukochanie nas już w samej myśli, w której zapragnął nas stworzyć. Z czułością mówi o tym do Jeremiasza: „Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię” (Jr 1,5). Stworzył nas i zamieszkaliśmy w raju. Wprowadził swoją oblubienicę – człowieka, w przestrzeń czystego dobra i piękna, w przestrzeń swojej świętej Obecności. Uwiódł nas swoją dobrocią i miłosnym zachwytem nami, wystroił w klejnoty rajskiej rosy. A jednak daliśmy się zwieść Złemu...

Reklama

Czy Bóg może liczyć na wzajemność w miłości, którą nas ukochał i którą wciąż chce wyznawać?

Uwiodłeś mnie, Panie

Miłość często wyraża się w uwodzeniu, ciągłym oczarowywaniu drugiego. My, ludzie, uwodzimy listem miłosnym, szeptanym wyznaniem w czasie kolacji przy świecach, pocałunkiem na powitanie, SMS-em z serduszkiem, powłóczystym spojrzeniem, zapachem perfum, pierścionkiem, szarlotką, śniadaniem na trawie. Czasem uwodzimy podświadomie: on chce się podobać jej, ona jemu. Zakochani znajdują tysiące sposobów, aby wciąż być atrakcyjnym, chcianym, ale też by zachwycać się atrakcyjnością drugiego i wyrażać chcenie go. A jak uwodzi nas Bóg?

Ks. prof. Mariusz Rosik, wybitny wrocławski biblista, mówi, że kiedy biblista słyszy o „uwodzeniu”, natychmiast przychodzą mu na myśl narzekania Jeremiasza: „Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść” (Jr 20,7). Bóg uwiódł proroka z Anatot przez słowo. Słowo, które niczym ogień trawiło jego ciało. Uwodzicielska moc chrześcijaństwa tkwi w Słowie Wcielonym. To właśnie osobista, głęboka, wręcz intymna więź z Jezusem stanowi o sile przyciągania chrześcijaństwa. – Często przyłapuję się na tym – mówi ks. Rosik – że nie myślę o chrześcijaństwie jako o religii, lecz jako o relacji, o więzi przyjaźni, o zauroczeniu Tym, którego największym marzeniem jest moje szczęście.

Ta relacja, intymna więź, jest więzią miłości. Najpełniej wyraziła się wtedy, gdy Jezus po morderczej drodze krzyżowej zawisł na krzyżu. Z przebitego boku wypłynęły krew i woda – symbole naszego chrztu i Eucharystii. To był moment, gdy z boku nowego Adama narodziła się nowa Ewa, czyli Kościół. I to jest też moment nazwany przez teologów zaślubinami Chrystusa i Kościoła. Dlaczego mówimy o krzyżu, gdy mówimy o uwodzeniu i miłości? Dlatego, że zaślubiny to decyzja zakochanych, którzy chcą być ze sobą na zawsze, bo już nie potrafią inaczej. Bóg naprawdę nie potrafi być bez nas. Dlatego przyjął krzyż. Uwodzicielska moc chrześcijaństwa pochodzi z krzyża. Czy jest jakiś inny bóg, który dał się za ciebie poharatać gwoździami, wyśmiać i wyszydzić przez motłoch?

Opowiadał kiedyś ks. Stanisław Orzechowski, znany duszpasterz studentów, że często, jako katechecie, młodzież stawiała mu pytanie: „Czy to było potrzebne? Czy takie cierpienie Jezusa było potrzebne?”. Nie umiem odpowiedzieć – mówił „Orzech”. – Nie wiem, czy był potrzebny Krzyż, nie wiem, czy było potrzebne tak straszne biczowanie, ale wiem, że aby nastąpiło Zbawienie, Odkupienie, odnowienie człowieka, musiała być Miłość. Musiała być Miłość... I właśnie w Krzyżu wyraziła się ta Miłość. Jezus hańbiące drzewo zamienił w znak miłości. „Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią”... W tym momencie miłość Chrystusa zadała cios Złemu. Nie doczekał się tego, czego się spodziewał, że Chrystus odpłaci nienawiścią. Nie, On odpłacił miłością. I to jest Jego zwycięstwo, i tę miłość Chrystus kładzie między sobą, między śmiercią, a nami – tłumaczył ks. Orzechowski.

To są Jego podarunki dla oblubienicy – Wcielenie, śmierć na krzyżu, Zmartwychwstanie, odkupienie i życie wieczne dla nas. Bo On naprawdę chce z nami spędzić wieczność.

Kocham Cię, rozkwitaj

Najbardziej pożądanymi słowami, które chce usłyszeć każdy normalny człowiek, są słowa: „kocham cię” – mówi ks. Orzechowski. – Wielu ludzi nie wiem, co by dało, żeby te słowa usłyszeć. Czasem są takie intencje mszalne: żeby mnie pokochał, i ja się w takich intencjach chętnie modlę – dodaje. – Kocham cię. Co to znaczy? To znaczy: nigdy cię nie skrzywdzę! Możesz się mnie nie bać! Mąż, mówiąc „kocham”, mówi: nigdy od ciebie nie odejdę, chyba że sama odejdziesz... Choćby mi się nogi wykrzywiły, choćbym wyłysiał, co się może zdarzyć, ale nie opuszczę cię! I zawsze ci będę służył. Tobie, a nie sobie! I to jest człowiek zdolny do miłości. A co to znaczy: zdolny do miłości? Wyobraźmy sobie taką sytuację: jest Kalasanty i jest Prakseda. Kalasanty mówi Praksedzie, że ją kocha, ale Prakseda, która to słyszy, ma swoje doświadczenia i obciążenia. Pochodzi z rodziny, w której nie ma ojca, mama zastępuje go w tej roli i sama, mocno zraniona, warunkuje miłość do córki: zjesz grzecznie zupkę, to cię mama będzie kochała, a jak przyniesiesz szóstkę z matematyki, to cię mama będzie bardzo kochała. I wbiła Praksedzie do głowy, że miłość zawsze musi być czymś opłacona, że nie jest za darmo. Co się teraz dzieje? – pyta ks. Orzechowski. – Dziewczyna zaczyna się zastanawiać: co muszę mu dać w zamian, czego on ode mnie chce, skoro kocha? Zaczyna się ambaras, który może doprowadzić do tragedii. Ci młodzi mówią różnymi językami! Niepokojące jest to, że wzrasta liczba ludzi, dla których „kocham cię” oznacza kontrakt na własność: mam cię. A „kocham” to znaczy: zrobię wszystko, abyś rozkwitał. Róża rośnie, żeby zakwitnąć. Człowiek jest po to, żeby się rozwijać, kwitnąć, i ta, która kocha, ma zrobić wszystko, żeby jej ukochany kwitł. Ten, który kocha, ma zrobić wszystko, by jego ukochana zakwitła – tłumaczy ks. Orzechowski.

To samo, tylko w sposób doskonały, sprawia wyznanie Boga. Jego „kocham cię”, jeśli tylko damy radę je usłyszeć, sprawia, że porzucamy dawne życie, złe przyzwyczajenia, grzeszne praktyki. Jego „kocham” dokonuje rewolucji. Chcemy tylko z Nim, tak jak On, bez rozstań, choćby chwilowych. Chcemy grzać się w Jego świetle i słuchać Jego głosu. To jest przecież zakochanie! Dlatego są ludzie, którzy nie wyobrażają sobie Mszy św. bez Komunii św., dnia bez adoracji Najświętszego Sakramentu, poranka bez znaku krzyża na przywitanie, a gdy przechodzą obok kościoła, jak bł. Pier Giorgio Frassati uchylają czapki, żeby Go pozdrowić, i machają dyskretnie w stronę kościoła, gdzie On mieszka w zimnym tabernakulum. Zakochani chcą ze sobą ciągle przebywać, dlatego Bóg chce z nami być przez cały czas i nigdy – jak mówi papież Franciszek – „nie znudzi Mu się przebaczanie nam”. Najbardziej pożądanymi słowami, które chce usłyszeć od nas Bóg, są słowa: „kocham Cię”...

Kocham Cię, przebaczam

W lipcu bieżącego roku, w czasie Mszy św. sprawowanej w Krakowie, bp Grzegorz Ryś mówił o św. Marii Magdalenie. Wielu cytowało jego homilię, przesyłano sobie pliki z jej nagraniem. Dlaczego? Bo udało mu się wytłumaczyć, z jakiego powodu Maria Magdalena pokochała Jezusa. Nie mówił: dobrze, że nawróciła się z grzesznego życia, za które, być może, poszłaby prostą drogą do piekła. Relacja Marii Magdaleny z Jezusem to historia miłości, historia kobiety, która pokochała, dlatego że została pokochana – tłumaczył Ksiądz Biskup. Ewangelia mówi, że Maria Magdalena prowadziła w mieście grzeszne życie. Ewangeliści mówią też, że Jezus wypędził z niej siedem złych duchów. To znaczy, że był taki moment w jej życiu, iż zło przenikało ją w pełni. Po spotkaniu z Jezusem wszystko się zmieniło.

Po zmartwychwstaniu Jezusa Maria Magdalena przez wiele lat wiodła życie pustelnicy. – Wytłumaczenie dla tych trzydziestu lat na pustelni jest tylko jedno – mówił bp Ryś: – jak doznasz takiej miłości, to żadna inna cię nie zadowoli. Ona doświadczyła takiej miłości od Jezusa, że potrzebowała już tylko czasu, żeby być z Nim razem, sam na sam. Przez trzydzieści lat nie znudzi ci się to, co będzie do ciebie mówił Jezus, choćby się powtarzał. Bo słuchasz Tego, który cię kocha, i mówisz do Tego, którego kochasz. A właściwie pewnie jest tak, że im dłużej jesteście razem, to tym bardziej milczycie, nie musicie już nic mówić.

Kocham Cię, uśmiechnij się

Podzielił się kiedyś słynny „Orzech” radosną anegdotą, prawdziwą, po prowadzonych rekolekcjach u sióstr niepokalanek. Otóż na jedne z rekolekcji przyjechały również absolwentki sióstr. Spotkały się w refektarzu. Trwają serdeczne rozmowy, miła atmosfera, aż nagle jedna z absolwentek, już mężatka, w sile wieku, zaczęła się troszeczkę skarżyć i mówi:

– Mój ślubny już się zestarzał, już ledwie, ledwie...

A wtedy przełożona sióstr, która z nią rozmawiała, odrzekła:

– A mój się nie starzeje!

I tamta nagle oczy zrobiła... a potem się uśmiechnęła. Świetny dowcip siostry przełożonej: „Mój się nie starzeje!”. A, no właśnie, zgadnij, koteczku, o Którym ona mówiła, ta uwiedziona siostra przełożona?

2016-12-07 11:09

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Był krok od samobójstwa. Uratowało go świadectwo znajomej

2020-02-18 11:48

[ TEMATY ]

duchowość

wiara

świadectwo

Anatom

- Można całe życie chodzić do kościoła, uczyć się religii, wkuwać katechizmowe regułki opisujące Kościół i Pana Boga a jednocześnie nigdy tego wyuczonego i wyczytanego Boga nie spotkać – zwierza się raper Anatom. Kuba w przeszłości koncertował m.in. z Pezetem, a niedawno zasłynął w piątej edycji „Młodych Wilków”.

Damian Krawczykowski: „Miałem się wieszać jak nic się nie zmieni - to postanowione. Ostatni tydzień na Ziemi i biorę się na drugą stronę” - jak rapujesz w kawałku „Powód”. Jak to jest, gdy wszystko w życiu się wali, a to co miało dać szczęście zawodzi?

Anatom: Beznadziejnie – dosłownie. To moment, w którym zdajesz sobie sprawę z tego, że Twoje życie nie ma sensu a Ty sam wyczerpałeś już wszelkie znane Ci sposoby aby ten sens życia odnaleźć.

Twoje dzieciństwo nie należało do łatwych, jak sam opowiadasz w przytaczanym utworze – czy Twoim zdaniem nasze bóle dzieciństwa mogą dawać o sobie znać w dorosłości?

Jestem przekonany, że tak jest. Nie rozpoznane problemy psychiczne u małego dziecka, często wiążące się z traumatycznymi doświadczeniami ze szkoły lub z domu, wraz z upływem lat nie znikają a nasilają się i dają o sobie znać w dorosłym życiu jako przeróżne dysfunkcje. Zauważ, że większość badanych seryjnych morderców to osoby z patologicznych rodzin w których dorastali, a ich delikatna psychika raz po raz była katowana, co zebrało swoje żniwo w przyszłości. Sądzę, że nie ma żadnej innej drogi na pozbycie się zranień z przeszłości jak terapia i relacja z Bogiem.

„Pamiętasz, tamtego dnia miałem nie żyć.. a tu się życie zaczęło od nowa” - co tak naprawdę otworzyło Twoje serce na Boga?

Świadectwo. Spotkanie na mojej drodze znanej mi już wcześniej osoby, której diametralna zmiana stylu życia była dowodem na autentyczność tego, o czym już dawno słyszałem. Można całe życie chodzić do kościoła, uczyć się religii, wkuwać katechizmowe regułki opisujące Kościół i Pana Boga a jednocześnie nigdy tego wyuczonego i wyczytanego Boga nie spotkać.

Dopiero takie spotkanie, może poprzez doświadczenie wybaczenia, gdy już nie miałeś nadziei, może doświadczenie miłości, gdy byłeś przekonany, że na nią nie zasługujesz… Obok takich spotkań nie da się przejść obojętnie w dzisiejszych czasach, w których bardziej skandaliczna od nienawiści jest miłość…

Czy zatem „zwyczajne” świadectwa nas młodych ludzi, są dziś ważne?

Każde prawdziwe świadectwo jest niezwykłe i unikatowe – jest w końcu odbiciem Żywego Boga, który działa. Każdy żyje w swojej małej społeczności, w takim mikroświecie i tam, pośród swoich, jego świadectwo jest być może jedyną szansą na spotkanie Boga twarzą w twarz.

A jak Twoim zdaniem być dobrym uczniem Jezusa w XXI wieku?

Nie uważam siebie za dobrego ucznia Jezusa, ja tylko nieudolnie próbuję się takim stać ale każdego dnia widzę jak wiele mi brakuje. Myślę, że dobry uczeń Jezusa to taki, który robi więcej niż mówi. Taki, który siłę otrzymaną w kościele rozdaje poza kościołem. Łatwo jest uczyć o Bogu tym, którzy Go znają. Trudniej pokazać Boga tym, którzy Go nigdy nie widzieli.

Jakiś czas temu miałeś swój własny ślub. Masz Żonę, rodzinę.. czy jeszcze kilka lat temu przeszłoby Ci przez myśl, że możesz tyle wygrać?

To było dla mnie jedno z tych nierealnych marzeń. Bóg obdarował mnie ogromną laską, staram się jej nie zmarnować.

Umówmy się, z Twoimi zdolnościami, rapując o tym co jest teraz modne, drugach, imprezkach, seksie - mógłbyś być gwiazdą w jednej z najlepszych wytwórni rapowych. Czy nie żal Ci trochę tego..?

Dziękuję (śmiech), to mega miłe. Chcę być szczery więc powiem jak jest. Trochę żal, jasne. Moim marzeniem po ludzku zawsze było stać się popularnym raperem, profesjonalnym muzykiem żyjącym z tego, czemu się poświecił. W moim przypadku to się nigdy nie wydarzyło mimo wieeeeelu lat na scenie. Nie wiem dlaczego, lata temu fejm i szacunek zdobywało się przez umiejętności, dzisiaj często skillsy ustępują kontrowersji i ciekawie wymyślonemu wizerunkowi w drodze po wyśniony hype. Nie ma co ukrywać, każdy muzyk pragnie uznania mniej lub bardziej. W przeciwnym wypadku, zamiast publikować swoje utwory, tkwiłyby po nagraniu w otchłani komputera. Nie żałuję absolutnie, że zmieniłem content i dzięki temu również fanbase, to efekt życiowych wyborów, które okazały się najlepszymi w moim życiu dotychczas. Ale po ludzku szkoda, mogłoby być trochę lepiej. Ale jeżeli miałbym wybierać to oczywiście wolałbym poświecić karierę dla Boga niż Boga dla kariery.

Wierzysz, że promując dobre wartości w rapie można osiągnąć sukces?

Największy mój sukces to wiara w te wartości. Ale jestem przekonany, że da się nawet w XXI wieku robić rzeczy wielkie i spektakularne z imieniem Jezus na ustach. Pytanie tylko czy właśnie do tego powołuje mnie Bóg?

Na koniec: co powiedziałbyś młodemu człowiekowi, który może boryka się z podobnymi problemami jak Ty w przeszłości: brnie w zło, uzależnienia, a zranienia dzieciństwa nie pozwalają normalnie żyć..?

Przytuliłbym i szczerze pogadał. Spróbował wskazać mu to, czego naprawdę szuka i liczyłbym na to, że w tym wszystkim, co sobie wymyśliłem w ramach planu przemiany jego życia, jest choćby jedna Boża myśl, którą odnalazłem, choćby jedno Boże słowo, które On pragnie mu powiedzieć moimi ustami. Resztę zostawiłbym Panu, On najlepiej zna miejsce i czas.

Amen! Dzięki serdeczne za wywiad!

__________________________________

Anatom rozpoczął właśnie przedsprzedaż swojej najnowszej płyty, mixtape'u pt. "ANATOMJA". Sprawdź i zamów: Zobacz

Więcej o Anatomie: Zobacz

__________________________________

Wywiad ukazał się w czasopiśmie "Wzrastanie". Zobacz więcej: Zobacz

CZYTAJ DALEJ

Papież: nie wierzę szatanowi, ale wierzę i wiem, że istnieje

2020-02-18 14:42

[ TEMATY ]

papież

Franciszek

papież Franciszek

Grzegorz Gałązka

Obecność szatana w naszym życiu jest realna. Niektórzy twierdzą, że szatan nie istnieje, lecz że to my sami mamy w sobie na skutek różnych schorzeń tę tendencję do zła. To prawda, że jesteśmy zranieni, ale prawdą jest również to, że szatan istnieje i nas zwodzi – powiedział Papież w pierwszym odcinku nowego cyklu rozważań we włoskiej telewizji katolickiej TV2000. Tym razem są one poświęcone wyznaniu wiary: Credo.

Franciszek odniósł się do faktu, że chrzcielnemu wyznaniu wiary towarzyszy też wyrzeczenie się szatana. Zaznaczył, że przy tej okazji, nie mówimy, że wierzymy w szatana, bo to by oznaczało, że się mu zawierzamy. Wierzę jednak, że szatan istnieje, wiem że istnieje i muszę się przed nim bronić, przed jego zwodzeniem – dodał Papież.

Pierwszy odcinek papieskich rozważań nad Credo zaczyna się od pytania, czy w obliczu postępującej sekularyzacji wiara ma w ogóle szansę na przetrwanie. Franciszek przypomniał, że wielokrotnie w historii wydawało się, że chrześcijaństwo musi przeminąć. Wystarczy wspomnieć oświecenie czy nawet prześladowania chrześcijan w starożytnym Rzymie, kiedy sądzono, że pierwsi chrześcijanie będą też ostatnimi. Dzieje się tak – mówił Franciszek - bo stale trwa proces wymierzony w chrześcijaństwo, chcący je unicestwić, bo chrześcijaństwo jest postrzegane jako zagrożenie, „zagrożenie zaczynu”. Chrześcijaństwo tymczasem przetrwało, jednakże nie dzięki odniesionym sukcesom, lecz dzięki wytrwałości chrześcijan w konfrontacji ze światowością, z duchem tego świata.

Franciszek podkreślił, że rozwój chrześcijaństwa zależy od świętych, którzy zrozumieli, że Bóg jest ojcem, a nie jakimś czarodziejem z cudowną różdżką. Zaznaczył, że bardzo ważne jest, jaki obraz Boga przekazujemy naszym dzieciom. Jak najwcześniej muszą zrozumieć, że Bóg jest kochającym ojcem. Odwołując się do swego duszpasterskiego doświadczenia, Papież przyznał, że dziś wielu ludziom trudno się zwracać do Boga jak do ojca, bo ich doświadczenie ojca nie jest dobre, często zostali przez niego porzuceni.

CZYTAJ DALEJ

Policja odwołała Child Alert. 10-letni Ibrahim pozostaje pod opieką ojca

2020-02-18 20:15

[ TEMATY ]

dziecko

fsHH/pixabay.com

Służby belgijskie oficjalnie poinformowały, że życiu i zdrowiu Ibrahima nie zagraża niebezpieczeństwo. Chłopiec pozostaje w Belgii pod opieką ojca, a kolejne czynności może podejmować sąd. Child Alert został odwołany - poinformowała we wtorek polska policja.

Policjanci ogłosili Child Alert w poniedziałek o godz. 6.45. Zaginięcie 10-letniego Ibrahima zgłosiła jego rodzina, m.in. matka. Chłopca zabrał i wywiózł do Belgii były partner kobiety. Matka dziecka twierdziła, że mężczyzna ten jest pozbawiony praw do opieki.

We wtorek Child Alert został odwołany.

W godzinach wieczornych służby belgijskie poinformowały, że życiu i zdrowiu Ibrahima na chwilę obecną nie zagraża niebezpieczeństwo. Dziecko pozostaje w Belgii pod opieką ojca. Kolejne czynności dotyczące sprawowania opieki nad dzieckiem pozostają w kompetencji sądów — przekazała w komunikacie Komenda Główna Policji.

Jak zapewniono, od momentu zgłoszenia przez matkę uprowadzenia 10-latka jego odnalezienie traktowała priorytetowo.

Poszukiwania były prowadzone nie tylko w Polsce, ale i za granicą — zaznaczyła KGP. Na Twitterze funkcjonariusze podziękowali obywatelom za zaangażowanie i pomoc.

W rozmowie z PAP rzecznik KGP insp. Mariusz Ciarka poinformował, że polska policja cały czas prowadzi czynności w związku z zawiadomieniem o przestępstwie złożonym przez matkę 10-letniego chłopca.

W poniedziałek wieczorem Polsat News podał, że „z informacji prokuratury w Antwerpii wynika, że to matka Ibrahima złamała prawo, wywożąc go do Polski. Belgijski sąd rodzinny w październiku 2018 r. wydał wyrok, na mocy którego dziecko miało zostać w Belgii z ojcem, a nie z matką w Polsce”.

Wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik poinformował we wtorek PAP, że rano wysłał pismo do ministra sprawiedliwości Belgii z prośbą o pomoc dotyczącą ustalenia stanu prawnego 10-letniego Ibrahima. Prokuratura Krajowa - podał wiceminister Wójcik - wystąpiła natomiast o przekazanie informacji o wszystkich orzeczeniach w tej sprawie, którymi dysponuje belgijska prokuratura.

Prokuratura Rejonowa w Gdyni, prowadząca śledztwo w sprawie uprowadzenia chłopca, zapowiedziała, że będzie ustalać sytuację prawną dziecka. Jak wyjaśniała rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk, śledczy dysponują dokumentem, przedłożonym przez matkę, z którego wynika, że belgijski sąd w lipcu 2017 roku opiekę rodzicielską na dzieckiem przyznał wyłącznie kobiecie.

Matka chłopca we wtorek przed południem stawiła się na policji w Antwerpii.

Policjanci powiedzieli mi, że nie będą zajmować się sprawą, bo według ostatniego wyroku z października 2018 r. władza rodzicielska jest przy obu rodzicach, ale sąd ustalił stały adres Ibrahima przy ojcu — powiedziała PAP kobieta.

Po informacjach o drugim orzeczeniu Prokuratura Okręgowa w Gdańsku skierowała wniosek do prokuratury w Antwerpii o wszczęcie postępowania na terytorium Belgii celem niezwłocznego zabezpieczenia dobra dziecka. Jednocześnie, zwróciła się o zweryfikowanie stanu prawnego, celem wyjaśnienia, któremu z rodziców przysługuje władza rodzicielska nad dzieckiem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję