Reklama

Uwiedź mnie, Panie…

2016-12-07 11:09

Agnieszka Bugała
Niedziela Ogólnopolska 50/2016, str. 16-17

cardoferrando/fotolia.com

Piyrsy pocątek miełości jest taki, ze się chłopcu u dziewcęcia cosi niewielkiego zwidzi. A dziywce nawet nie wiy, ze to mo – powiedział Władek Trebunia-Tutka u ks. Józefa Tischnera w „Historii filozofii po góralsku”

W Tischnerowskim arcydziele czytamy, że „może być na ten przykład chód – jak u sarny. Niesie się dziywce upłazym, a chłopcu się widzi, ze to bogini stąpo. A casym może to być oko, corne abo siwe – takie, ze w nim chłopiec jakiś inksy świat widzi. A może to być tyz i głos, taki perlisty, jakby fto korolami z grani suł. A casym chłopiec sóm nie wiy, cy to ta głowa, cy to ta noga, cy to te ocy, cy to te ząbki, cy sytko naroz”. I wybucha zakochanie – jego w niej, a czasem i odwzajemnione – jej w nim. Chcą wciąż ze sobą przebywać, rozmawiają o milionach spraw albo milkną nagle, bo cisza u zakochanych mieści wiele słów i wiele wyznań. Cisza u zakochanych mówi więcej niż długa przemowa.

Kocham Cię, odpowiedz

Weźmy filozoficzną myśl Władka Trebuni-Tutki i postawmy naprzeciw siebie Jezusa i człowieka. Pierwszy początek miłości jest tu taki, że się Bogu w człowieku wszystko spodobało. A człowiek, czasem przez całe życie, nawet nie wie, że to ma... I błąka się bez świadomości, ochrzczony katolik, że Bóg jest w nim zakochany do szaleństwa. Widzi Bóg w człowieku chód, jak u sarny, oczy wilgotne od wzruszeń i słyszy głos, który sam, w akcie stworzenia, wszczepił w jego gardło, aby mógł szeptać, śpiewać i krzyczeć, gdy nie daje już rady – ale człowiek, ochrzczony katolik, tego głosu nawet raz nie użyje, żeby zawołać do Boga.

W Bogu wybuchło ukochanie nas już w samej myśli, w której zapragnął nas stworzyć. Z czułością mówi o tym do Jeremiasza: „Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię” (Jr 1,5). Stworzył nas i zamieszkaliśmy w raju. Wprowadził swoją oblubienicę – człowieka, w przestrzeń czystego dobra i piękna, w przestrzeń swojej świętej Obecności. Uwiódł nas swoją dobrocią i miłosnym zachwytem nami, wystroił w klejnoty rajskiej rosy. A jednak daliśmy się zwieść Złemu...

Reklama

Czy Bóg może liczyć na wzajemność w miłości, którą nas ukochał i którą wciąż chce wyznawać?

Uwiodłeś mnie, Panie

Miłość często wyraża się w uwodzeniu, ciągłym oczarowywaniu drugiego. My, ludzie, uwodzimy listem miłosnym, szeptanym wyznaniem w czasie kolacji przy świecach, pocałunkiem na powitanie, SMS-em z serduszkiem, powłóczystym spojrzeniem, zapachem perfum, pierścionkiem, szarlotką, śniadaniem na trawie. Czasem uwodzimy podświadomie: on chce się podobać jej, ona jemu. Zakochani znajdują tysiące sposobów, aby wciąż być atrakcyjnym, chcianym, ale też by zachwycać się atrakcyjnością drugiego i wyrażać chcenie go. A jak uwodzi nas Bóg?

Ks. prof. Mariusz Rosik, wybitny wrocławski biblista, mówi, że kiedy biblista słyszy o „uwodzeniu”, natychmiast przychodzą mu na myśl narzekania Jeremiasza: „Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść” (Jr 20,7). Bóg uwiódł proroka z Anatot przez słowo. Słowo, które niczym ogień trawiło jego ciało. Uwodzicielska moc chrześcijaństwa tkwi w Słowie Wcielonym. To właśnie osobista, głęboka, wręcz intymna więź z Jezusem stanowi o sile przyciągania chrześcijaństwa. – Często przyłapuję się na tym – mówi ks. Rosik – że nie myślę o chrześcijaństwie jako o religii, lecz jako o relacji, o więzi przyjaźni, o zauroczeniu Tym, którego największym marzeniem jest moje szczęście.

Ta relacja, intymna więź, jest więzią miłości. Najpełniej wyraziła się wtedy, gdy Jezus po morderczej drodze krzyżowej zawisł na krzyżu. Z przebitego boku wypłynęły krew i woda – symbole naszego chrztu i Eucharystii. To był moment, gdy z boku nowego Adama narodziła się nowa Ewa, czyli Kościół. I to jest też moment nazwany przez teologów zaślubinami Chrystusa i Kościoła. Dlaczego mówimy o krzyżu, gdy mówimy o uwodzeniu i miłości? Dlatego, że zaślubiny to decyzja zakochanych, którzy chcą być ze sobą na zawsze, bo już nie potrafią inaczej. Bóg naprawdę nie potrafi być bez nas. Dlatego przyjął krzyż. Uwodzicielska moc chrześcijaństwa pochodzi z krzyża. Czy jest jakiś inny bóg, który dał się za ciebie poharatać gwoździami, wyśmiać i wyszydzić przez motłoch?

Opowiadał kiedyś ks. Stanisław Orzechowski, znany duszpasterz studentów, że często, jako katechecie, młodzież stawiała mu pytanie: „Czy to było potrzebne? Czy takie cierpienie Jezusa było potrzebne?”. Nie umiem odpowiedzieć – mówił „Orzech”. – Nie wiem, czy był potrzebny Krzyż, nie wiem, czy było potrzebne tak straszne biczowanie, ale wiem, że aby nastąpiło Zbawienie, Odkupienie, odnowienie człowieka, musiała być Miłość. Musiała być Miłość... I właśnie w Krzyżu wyraziła się ta Miłość. Jezus hańbiące drzewo zamienił w znak miłości. „Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią”... W tym momencie miłość Chrystusa zadała cios Złemu. Nie doczekał się tego, czego się spodziewał, że Chrystus odpłaci nienawiścią. Nie, On odpłacił miłością. I to jest Jego zwycięstwo, i tę miłość Chrystus kładzie między sobą, między śmiercią, a nami – tłumaczył ks. Orzechowski.

To są Jego podarunki dla oblubienicy – Wcielenie, śmierć na krzyżu, Zmartwychwstanie, odkupienie i życie wieczne dla nas. Bo On naprawdę chce z nami spędzić wieczność.

Kocham Cię, rozkwitaj

Najbardziej pożądanymi słowami, które chce usłyszeć każdy normalny człowiek, są słowa: „kocham cię” – mówi ks. Orzechowski. – Wielu ludzi nie wiem, co by dało, żeby te słowa usłyszeć. Czasem są takie intencje mszalne: żeby mnie pokochał, i ja się w takich intencjach chętnie modlę – dodaje. – Kocham cię. Co to znaczy? To znaczy: nigdy cię nie skrzywdzę! Możesz się mnie nie bać! Mąż, mówiąc „kocham”, mówi: nigdy od ciebie nie odejdę, chyba że sama odejdziesz... Choćby mi się nogi wykrzywiły, choćbym wyłysiał, co się może zdarzyć, ale nie opuszczę cię! I zawsze ci będę służył. Tobie, a nie sobie! I to jest człowiek zdolny do miłości. A co to znaczy: zdolny do miłości? Wyobraźmy sobie taką sytuację: jest Kalasanty i jest Prakseda. Kalasanty mówi Praksedzie, że ją kocha, ale Prakseda, która to słyszy, ma swoje doświadczenia i obciążenia. Pochodzi z rodziny, w której nie ma ojca, mama zastępuje go w tej roli i sama, mocno zraniona, warunkuje miłość do córki: zjesz grzecznie zupkę, to cię mama będzie kochała, a jak przyniesiesz szóstkę z matematyki, to cię mama będzie bardzo kochała. I wbiła Praksedzie do głowy, że miłość zawsze musi być czymś opłacona, że nie jest za darmo. Co się teraz dzieje? – pyta ks. Orzechowski. – Dziewczyna zaczyna się zastanawiać: co muszę mu dać w zamian, czego on ode mnie chce, skoro kocha? Zaczyna się ambaras, który może doprowadzić do tragedii. Ci młodzi mówią różnymi językami! Niepokojące jest to, że wzrasta liczba ludzi, dla których „kocham cię” oznacza kontrakt na własność: mam cię. A „kocham” to znaczy: zrobię wszystko, abyś rozkwitał. Róża rośnie, żeby zakwitnąć. Człowiek jest po to, żeby się rozwijać, kwitnąć, i ta, która kocha, ma zrobić wszystko, żeby jej ukochany kwitł. Ten, który kocha, ma zrobić wszystko, by jego ukochana zakwitła – tłumaczy ks. Orzechowski.

To samo, tylko w sposób doskonały, sprawia wyznanie Boga. Jego „kocham cię”, jeśli tylko damy radę je usłyszeć, sprawia, że porzucamy dawne życie, złe przyzwyczajenia, grzeszne praktyki. Jego „kocham” dokonuje rewolucji. Chcemy tylko z Nim, tak jak On, bez rozstań, choćby chwilowych. Chcemy grzać się w Jego świetle i słuchać Jego głosu. To jest przecież zakochanie! Dlatego są ludzie, którzy nie wyobrażają sobie Mszy św. bez Komunii św., dnia bez adoracji Najświętszego Sakramentu, poranka bez znaku krzyża na przywitanie, a gdy przechodzą obok kościoła, jak bł. Pier Giorgio Frassati uchylają czapki, żeby Go pozdrowić, i machają dyskretnie w stronę kościoła, gdzie On mieszka w zimnym tabernakulum. Zakochani chcą ze sobą ciągle przebywać, dlatego Bóg chce z nami być przez cały czas i nigdy – jak mówi papież Franciszek – „nie znudzi Mu się przebaczanie nam”. Najbardziej pożądanymi słowami, które chce usłyszeć od nas Bóg, są słowa: „kocham Cię”...

Kocham Cię, przebaczam

W lipcu bieżącego roku, w czasie Mszy św. sprawowanej w Krakowie, bp Grzegorz Ryś mówił o św. Marii Magdalenie. Wielu cytowało jego homilię, przesyłano sobie pliki z jej nagraniem. Dlaczego? Bo udało mu się wytłumaczyć, z jakiego powodu Maria Magdalena pokochała Jezusa. Nie mówił: dobrze, że nawróciła się z grzesznego życia, za które, być może, poszłaby prostą drogą do piekła. Relacja Marii Magdaleny z Jezusem to historia miłości, historia kobiety, która pokochała, dlatego że została pokochana – tłumaczył Ksiądz Biskup. Ewangelia mówi, że Maria Magdalena prowadziła w mieście grzeszne życie. Ewangeliści mówią też, że Jezus wypędził z niej siedem złych duchów. To znaczy, że był taki moment w jej życiu, iż zło przenikało ją w pełni. Po spotkaniu z Jezusem wszystko się zmieniło.

Po zmartwychwstaniu Jezusa Maria Magdalena przez wiele lat wiodła życie pustelnicy. – Wytłumaczenie dla tych trzydziestu lat na pustelni jest tylko jedno – mówił bp Ryś: – jak doznasz takiej miłości, to żadna inna cię nie zadowoli. Ona doświadczyła takiej miłości od Jezusa, że potrzebowała już tylko czasu, żeby być z Nim razem, sam na sam. Przez trzydzieści lat nie znudzi ci się to, co będzie do ciebie mówił Jezus, choćby się powtarzał. Bo słuchasz Tego, który cię kocha, i mówisz do Tego, którego kochasz. A właściwie pewnie jest tak, że im dłużej jesteście razem, to tym bardziej milczycie, nie musicie już nic mówić.

Kocham Cię, uśmiechnij się

Podzielił się kiedyś słynny „Orzech” radosną anegdotą, prawdziwą, po prowadzonych rekolekcjach u sióstr niepokalanek. Otóż na jedne z rekolekcji przyjechały również absolwentki sióstr. Spotkały się w refektarzu. Trwają serdeczne rozmowy, miła atmosfera, aż nagle jedna z absolwentek, już mężatka, w sile wieku, zaczęła się troszeczkę skarżyć i mówi:

– Mój ślubny już się zestarzał, już ledwie, ledwie...

A wtedy przełożona sióstr, która z nią rozmawiała, odrzekła:

– A mój się nie starzeje!

I tamta nagle oczy zrobiła... a potem się uśmiechnęła. Świetny dowcip siostry przełożonej: „Mój się nie starzeje!”. A, no właśnie, zgadnij, koteczku, o Którym ona mówiła, ta uwiedziona siostra przełożona?

Tagi:
wiara

Reklama

ISKK: spędzanie czasu w niedzielę ulega powolnej sekularyzacji

2019-10-10 14:41

lk / Warszawa (KAI)

Niedziela jest czasem aktywności o charakterze nie tylko religijnym, ale również prospołecznym oraz praktyk wolnego czasu. Oznaki osłabienia religijności wskazują również na swoistą sekularyzację czasu wolnego i niedzieli w Polsce - wynika z badań dotyczących sposobów spędzania przez Polaków czasu wolnego w kontekście świętowania niedzieli. Badania opracował Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego SAC im. ks. Witolda Zdaniewicza.

flash.pro / Foter / CC BY

Opracowanie, zaprezentowanie w czwartek w Sekretariacie Konferencji Episkopatu Polski, zawiera wyniki dostępnych badań statystycznych w ostatnich latach i zostało przygotowane jako wtórna analiza danych zastanych, m.in. badań GUS na temat budżetu czasu czy badań CBOS na temat postrzegania sensu życia.

Badania przypominają, że do najważniejszych wartości w życiu Polaków należy rodzina. W 2019 r. najistotniejsze aż dla 80 proc. było "szczęście rodzinne", dalej zachowanie dobrego zdrowia (55 proc.), spokój (48 proc.) oraz grono przyjaciół (45 proc.), szacunek innych ludzi i uczciwe życie (po 42 proc.). Praca zawodowa jako wartość ważna była dla 36 proc. Polaków, a wiara religijna - dla 28 proc., z kolei pomyślność ojczyzny dla 23 proc. a wolność głoszenia własnych poglądów jedynie dla 18 proc.

W raporcie ISKK podkreślono, że dzisiejsi Polacy przeżywają wartości bardziej w kontekście życia codziennego niż rozważań o sensie życia. Wiara religijna – często uznawana w socjologicznym obrazie Polski za element kluczowy – należy do najważniejszych rzeczy w życiu codziennym dla 28 proc., lecz o sensie życia stanowi ponad pięć razy rzadziej (5 proc.), w dużo mniejszym wymiarze niż np. rodzina (54 proc.) czy zdrowie (38 proc.).

Aż 19 proc. Polaków deklaruje całkowity brak czasu wolnego w tygodniu. Z kolei aż 67 proc. uważa, że przynajmniej czasami czuje się przeciążona obowiązkami zawodowymi.

Jak spędzamy niedzielę?

Niedziela na tle pozostałych dni tygodnia wyróżnia się pod względem czasu przeznaczanego przede wszystkim na pracę zawodową oraz działalność prospołeczną i religijną. W niedzielę pracę zawodową wykonuje niemal cztery razy mniej mieszkańców Polski niż od poniedziałku do piątku.

Jak Polakom mija czas w niedzielę? Tego dnia dłużej śpią, więcej czasu przeznaczają na posiłki oraz korzystanie ze środków masowego przekazu, mniej natomiast na prace domowe oraz naukę. Oglądanie telewizji zajmuje średnio 3 godziny i tyle samo zajęcia domowe. Osoby aktywne zawodowo w niedzielę przeznaczają na pracę średnio 5,5 godziny. Niedzielne praktyki religijne pochłaniają średnio 1 godzinę i 13 minut, a np. wolontariat 1 godzinę i 21 minut.

Socjologowie ISKK zwracają uwagę na ogólniejsze trendy dotyczące spędzania czasu w tygodniu, w tym podziału na czas wolny i poświęcony pracy. Od czasu transformacji ustrojowej rośnie udział wolnych zawodów oraz działalności na podstawie umów zlecenia i agencyjnych w sumie nakładów pracy w gospodarce Polski. Prowadzi to do większej indywidualnej elastyczności przeznaczania czasu na pracę, sprawy domowe, odpoczynek (można np. poświęcić dzień w tygodniu na załatwienie jakiejś sprawy osobistej i "odrobić" go pracą w niedzielę). To z kolei osłabia ostrość podziału tygodnia na dnie pracy i niedzielę jako dzień bez pracy, a w konsekwencji redukuje społeczno-kulturowy sens niedzieli jako dnia świątecznego.

Z jednej strony są więc kategorie osób pracujących i na przemian odpoczywających zarówno w dni powszednie jak i w niedziele, z drugiej zaś tych, dla których dni bez pracy („niedziela”) zaczynają się w tygodniu już w piątek wieczór, z sobotą jako apogeum odpoczynku i rozrywki, niedzielą zaś jako dniem w coraz większym stopniu poświęconym na przygotowanie do kolejnego tygodnia pracy.

Skalę tych przemian potęguje fakt, że organizacja czasu ma niestety konsekwencje nie tylko dla osoby pracującej, lecz wpływa na organizację czasu pozostałych członków rodziny czy gospodarstwa domowego. W rodzinie, której rytm życia wyznacza elastyczny czas pracy rodziców, niedziela ma mniejsze szanse zachować w odbiorze dzieci swój odświętny charakter.

Życie religijne Polaków a czas wolny

W ostatnich latach zmniejsza się częstość przekonania o tym, że otaczający nas ludzie poświęcają się najgorliwiej życiu religijnemu. Tylko niespełna 5 proc. badanych w wieku od 15. roku życia deklaruje, że mając więcej wolnego czasu, chciałoby go przeznaczyć na praktyki religijne.

Według deklaracji respondentów CBOS w 2018 roku, 49 proc. z nich regularnie uczestniczy w praktykach, 38 proc. praktykuje nieregularnie, zaś 13 proc. zupełnie nie praktykuje. Bez wątpienia pierwszy odsetek dotyczy przede wszystkim uczestniczenia w niedzielnej Mszy św. Poziom świętowania niedzieli poprzez uczestnictwo w niedzielnej Mszy św. jest mocno zróżnicowany przestrzennie.

Zgodnie z danymi ISKK w niektórych regionach odsetek osób uczestniczących w niedzielnej Mszy św. względem tzw. osób zobowiązanych (dominicantes) wynosi około 70 proc., w innych zaś nie przekracza 30 proc.

Po okresie względnej stabilności, od 2005 r. zmniejsza się w Polsce poziom uczestnictwa w niedzielnych Mszach św. Ustabilizował się natomiast poziom przyjmowania Komunii św. w trakcie niedzielnych Mszy św. i wynosi obecnie 17 proc.

Niedziela jest czasem aktywności o charakterze nie tylko religijnym, ale również prospołecznym oraz praktyk wolnego czasu. Oznaki osłabienia religijności wskazują również na swoistą sekularyzację czasu wolnego i niedzieli w Polsce. Czas wolny w niedzielę w dzisiejszej Polsce niekoniecznie oznacza czas świąteczny (czyli religijny).

Z perspektywy pastoralnej można dostrzec wyraźną tendencję do traktowania niedzieli bardziej jako czasu wolnego, oderwanego od – w sposób katolicki rozumianej – transcendencji.

Rodzina w niedzielę - celem programu duszpasterskiego

Komentując wyniki badań, socjologowie ISKK podkreślali, że społeczeństwo polskie przestaje być "ludem pracującym miast i wsi". - Była to, przypomnijmy, idea traktowania przez władze komunistyczne społeczeństwa przede wszystkim jako siły roboczej. Treść życia Polaków zasadniczo się zmienia, a praca przestaje być wyłącznym elementem, wokół którego wszystko się organizuje - zaznaczył Sławomir Nowotny z Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego.

- Dzisiaj osoby pracujące doceniają też to, że mają czas wolny; że mogą go poświęcić rodzinie. Zanika zjawisko "zabijania się" dla pracy - dodał Nowotny.

Zaznaczył jednak, że dominująca wartość spędzania czasu wolnego z rodziną wymaga jednak pogłębionych badań dotyczących tego, jak ten czas z bliskimi jest spędzany - aktywnie czy pasywnie, np. przed telewizorem.

W tym kontekście ważne jest, aby rozumieć, że w badaniach przedstawione zostały deklaracje respondentów, wymagające dalszej analizy. - Jeśli ktoś mówi, że najważniejsza w jego życiu i kształtująca sens tego życia jest rodzina, to nie znaczy, że jej model jest taki, jaki w Kościele chcielibyśmy widzieć, oparta na trwałym, nierozerwalnym związku małżeńskim i z dziećmi. Ale sam fakt, że ta rodzinność jest przez Polaków nadal bardzo wysoko akcentowana, wydaje się istotnym składnikiem swoistej gleby antropologicznej, na której można budować program duszpasterski - wyjaśnił socjolog.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Trudne wybory dla katolików

2019-10-10 20:05

Magdalena Korzekwa-Kaliszuk

Za kilka dni wielu katolików stanie przed trudnym dylematem odnośnie wyboru listy i kandydatów, na których oddadzą głos. Dylemat ten może być szczególnie trudny, gdy wśród kandydatów i partii, z list których startują, trudno wybrać osoby jednocześnie kompetentne, uczciwe i nie tylko deklarujące przywiązanie do wiary i wartości ewangelicznych, ale też postępujące zgodnie z nimi. Wybór polityczny dla katolika jest ważny, to wręcz moralny obowiązek, aby troszczyć się o sprawy Ojczyzny i nie ignorować możliwości wpływania na to, kto może podejmować w naszym imieniu ważne decyzje.

Artur Stelmasiak / Niedziela
Magdalena Korzekwa-Kaliszuk

Co radzi Jezus?

Jezus dał nam kilka wskazówek, które mocno odnoszą się do tego, komu warto zaufać, a komu nie jest mądrze powierzać spraw naszego państwa, naszych rodzin i dzieci. <> (Łk, 16, 10). Z tego powodu osobiście nie wyobrażam sobie oddać głosu na polityka, który zachowuje się nieuczciwie wobec męża lub żony, zdradzając małżonka i żyjąc w konkubinacie z inną osobą. Dlaczego ktoś taki miałby być wierny Ojczyźnie i ofiarnie wykonywać służbę dla Polaków, skoro w swojej osobistej sprawie nie jest wierny. Podobnie, nie wyobrażam sobie zagłosowania na polityka, który nie był do tej pory wierny wartościom, które deklarował lub – mając możliwość działania – nie czynił tego.

Stosunek do życia sprawdzianem dla polityka

Politycy mają możliwość decydowania dosłownie o życiu i śmierci innych ludzi. Najbardziej czytelnym przykładem w tym obszarze jest podejście do ludzkiego życia. Prawna możliwość zabijania dzieci przed narodzinami jest wyrazem słabości naszego Państwa. Podobnie jak brak należytego ścigania przestępczości aborcyjnej. W Evangelium Vitae św. Jan Paweł II wprost napisał o obowiązku polityków w tym obszarze. Przypomniał, że do prawa, które dopuszcza zabijanie, nie wolno się nigdy stosować „ani uczestniczyć w kształtowaniu opinii publicznej przychylnej takiemu prawu, ani też okazywać mu poparcia w głosowaniu” (Za: Evangelium Vitae 73, Kongr. Nauki Wiary, Deklaracja z 18 listopada 1974, 22: AAS 66 (1974), 744).

Sprawa ochrony życia dotyczy zarówno ustawy dopuszczającej zabijanie dzieci w oparciu o tzw. ustawowe wyjątki, jak i ustawy o in vitro oraz innych aktów prawnych dopuszczających działania wbrew ludzkiemu życiu, jak rozporządzenie pozwalające na sprzedaż pigułek antyimplantacyjnych, tzw. „dzień po”, które – jeśli doszło do poczęcia dziecka – mają na celu zabicie go.

Nie tylko deklaracje, lecz konkretne czyny

W tym względzie zadaniem katolika jest uważne analizowanie nie tylko deklaracji kandydatów politycznych, sposobu argumentacji swoich postaw, lecz również ich konkretnych czynów. W tym względzie zdecydowanie najprościej jest zweryfikować tych kandydatów, którzy już byli członkami parlamentu. Pomocny może być Katolicki Latarnik Wyborczy (http://latarnik.info/), gdzie łatwo można sprawdzić, jak w sprawach dotyczących aborcji, in vitro oraz innych ważnych spraw, jak np. handel w niedzielę, głosowali posłowie. Warto sprawdzić listę parlamentarzystów, którzy podpisali się pod wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego o stwierdzenie niekonstytucyjności eugenicznej przesłanki aborcyjnej oraz pod apelem o pilne podjęcie prac w tym obszarze. To jednak nie tylko podpisy i głosowania są wyznacznikiem tego, czy konkretny kandydat będzie aktywnie działał na rzecz ochrony życia. Bierne głosowanie czy składanie podpisów to ważne elementy działalności parlamentarnej, lecz do zmiany świata na rzecz bardziej ewangelicznego potrzeba aktywności, inicjatywy i roztropnej odwagi konkretnych ludzi, którzy nie tylko świetnie zrozumieją, że tu i teraz jest czas na walkę o ochronę życia każdego człowieka, ale też poczynią w tym obszarze konkretne kroki. Głęboko wierzę, że nawet mała, lecz bardzo zaangażowana grupa katolików, w tym katolickich polityków, może zmienić bieg historii w tym temacie.

Wśród kandydatów, którzy nie zasiadali jeszcze w parlamencie, zdecydowanie ważnym kryterium dla katolika, są zarówno konkretne deklaracje takich osób w sprawach dotyczących wartości, z których to deklaracji będzie można takie osoby rozliczyć, ale też dotychczasowe działania na rzecz poprawy prawa i opinii publicznej w tych obszarach.

Potrzeba aktywnych wyborców

Tylko roztropne, aczkolwiek stanowcze działania prawne na rzecz pełnej ochrony życia, są skuteczne w tym obszarze. Działania te mogą być stopniowe, lecz odwlekanie ich na nieoznaczoną przyszłość i stawianie innych priorytetów, to postępowanie wbrew Ewangelii. Naturalnie, że działania te wymagają silnego wsparcia poprzez kampanie wpływające na postawy Polaków. Nie ma jednak żadnego moralnego ewangelicznego uzasadnienia dla bierności polityków w kwestii ludzkiego życia, czyli prawnej dopuszczalności aborcji, w tym pigułek antyimplantacyjnych i in vitro.

Niedzielne wybory to zatem ogromny dylemat dla zaangażowanych katolików. Wybór ludzi uczciwych, oddanych Ewangelii, aktywnych w działaniu i mądrych w swoim postępowaniu jest możliwy, ale wymaga zaangażowania także tych, którzy oddają głos. Stałe monitorowanie sytuacji prawnej, społecznej i działań parlamentarzystów oraz ofiarna praca na rzecz naszej Ojczyzny to klucz dla postępowania ewangelicznego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Biskup Aleppo: turecka ofensywa w Syrii to „zbrodnia”

2019-10-14 15:37

ts (KAI) / Aleppo

Katolicki biskup Aleppo, Georges Abou Khazen, w ostrych słowach zareagował na turecką ofensywę wojskową w Syrii. „Jesteśmy bardzo zaniepokojeni” - powiedział 14 października w rozmowie z Radiem Watykańskim katolicki biskup Aleppo. „Wojna jest podwaliną pod kolejne wojny i nie stanowi rozwiązania, zwłaszcza w regionie takim jak ten, że wszystkimi żyjącymi tam grupami etnicznymi i religijnymi" - stwierdził wikariusz apostolski Aleppo i podkreślił: "To, co tu przeżywamy, to ludzki dramat, to zbrodnia”.

youtube.com

W regionie, z którego teraz ucieka tak wielu ludzi, reprezentowane są wszystkie mniejszości chrześcijańskie, jak Asyryjczycy, syryjscy Chaldejczycy, czy Ormianie, zwrócił uwagę hierarcha. „Wielu ich przodków wymordowano w Turcji, tu żyją potomkowie tych, którzy zdołali się uratować przed masakrami i to oni teraz doświadczają napaści Turków na ich kraj”.

Wiele miejsc w regionie Dżazira położonym między Eufratem i Tygrysem, a także miasta Qamishli czy Hasake, w czasie pod mandatem francuskim w Syrii i Libanie, stanowiło schronienie dla chrześcijan, którzy przeżyli ludobójstwo, jakiego dopuścił się rząd turecki od 1915 roku w północnych regionach. Chrześcijanie żyjący dziś na tych terenach ciągle noszą w pamięci świadomość „sayfo” - "ludobójstwa".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem