Reklama

Czy chcemy Boga maleńkiego, aż tak bliskiego?

2016-12-20 10:11

Ks. Jerzy Szymik
Niedziela Ogólnopolska 52/2016, str. 5-7

Fot. Graziako
Ignaz König, „Narodziny Jezusa” (XVIII wiek)

Zapisałem 20 lat temu: „Święta w Pszowie, w moim rodzinnym domu. Zapachy: choinki w nagrzanej kachlokiem «trzeciej izbie»; książek – prezentów pachnących świeżym drukiem, czytanych w świąteczny poranek; maku, pomarańczy, moczki, skwierczących na patelni ryb; znoszonych ze strychu figurek szopki, stajenki. Zapachy bezpieczne jak cały tamten dziecięcy świat.

Obrazy: czapy śniegu na żywotnikach w ogrodzie; błyskanie i wielobarwność choinkowych lampek; uśmiechnięte twarze wokół. Emocje, uroczysta tajemniczość.

Dźwięki: kolęd śpiewanych po wieczerzy; głosów moich bliskich wypowiadających życzenia przy opłatku; pomrukiwań zwierząt odwiedzanych nocą w obejściu (a nuż się odezwą ludzkim głosem?); orkiestry górniczej podczas Pasterki z chóru pszowskiego kościoła. Potem bywało różnie: dwie Wigilie bolesne ze sparaliżowanym tatą w fotelu; któraś z Wigilii wikariuszowskich, potwornie samotna, groźna. Ale też niesłychana radość dzielona z tymi, którym przebaczył Bóg w przedświąteczne dni za sprawą mojej posługi w konfesjonale. Radość nieporównywalna z niczym, radość sprawowanej w święta Eucharystii, w czasie której za każdym razem uświadamiam sobie, że oto spełnia się z naddatkiem moja prośba dorastającego chłopaka, prośba-modlitwa z mojego wiersza sprzed dwudziestu kilku lat: «obyś się w dłoniach moich rodził».

Reklama

Rozumiem dziś bardziej niż kiedykolwiek, że całe to piękno i serdeczność świąt mają swoje źródło w Bogu. Że to, co stało się dwadzieścia wieków temu, za cezara Augusta, wielkorządcy Syrii Kwiryniusza, w Betlejem, kiedy to «porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie» (Łk 2, 7), ma jedną jedyną przyczynę: Bóg miłuje nas bezgranicznie. Staje się człowiekiem, bym mógł stopić swoje życie z Nim. «Wciela się», stąd «cielesność» mojego życia – zapachy, obrazy, dźwięki – jest w równym stopniu moja i Jego.

I z tej prawdy, ze wspomnień dzieciństwa, z kapłańskiej dorosłości wyprowadzam wniosek, który próbuje nazwać i wyrazić największy bodaj dar, jaki mnie w życiu spotkał: byłem i jestem kochany”.

* * *

To, o czym wtedy pisałem, to wielki dar. Wiem. I jestem bezgranicznie wdzięczny – Bogu i ludziom. Lecz to dopiero poziom pamięci, obyczaju, kultury rodzinnej, wiary podarowanej. To naprawdę niemało. Ale i nie wszystko. Bo emocje wiary muszą się spotkać z jej rozumnością, żeby naprawdę zaiskrzyło w prawdziwie Bożą stronę w ludzkim życiu. Z tego spotkania – rozumu i uczuć – powstaje mocna i owocna synteza.

Moim podstawowym nauczycielem w tej kwestii – wzmacniania tego, co egzystencjalne, tym, co rozumne – jest Benedykt XVI.

Jakie są jego najważniejsze i najciekawsze wskazówki dotyczące teologii Bożego Narodzenia?

1. Miłość

„Świat stworzony jest miejscem, w którym rozgrywa się historia miłości Boga i Jego stworzenia” – powiada. Właśnie po to jest świat: by był miejscem, gdzie dzieje się ta miłość, by „umożliwić” wzajemność miłości Boga i stworzenia.

„Świat został stworzony nie po to, by istniało wiele gwiazd i innych rzeczy, lecz po to, aby powstała «przestrzeń» dla «przymierza», dla «tak» miłości między Bogiem i odpowiadającym Mu człowiekiem”.

Oto więc najgłębszy sens stworzenia i istnienia świata: „Tworzenie przestrzeni dla odpowiedzi na miłość Boga i na Jego świętą wolę”. W tej perspektywie widać też wyraźnie, dlaczego i w jaki sposób grzech zaciemnia sens świata, stając się antysensem, bezsensem. Rzeczywistość bowiem powołana do miłości Boga stała się przestrzenią z(a)burzoną, miejscem zniszczonym, „niemożliwym” dla miłości wzajemnej Boga i Jego stworzenia.

I teraz najważniejsze: ze względu na ocalenie tej miłości, która jest sensem (ostatecznym, jedynym – bo bez niej wszystko inne traci sens), Bóg-Miłość stał się człowiekiem, Syn-sens stał się ciałem, Sens świata przyszedł na świat. By przywrócić światu jego pierwotny i najgłębszy sens. Miłość wzajemną Boga i stworzenia.

W greckim oryginale Ewangelii: „Logos (Słowo, sens, rozum) sarks egeneto” (J 1, 14). Czyli: „Słowo/sens ciałem się stało”.

2. Sens

Logos nie jest więc jedynie jakimś „sensem ukrytym” poza rzeczami lub ponad nimi, ale sensem „wchodzącym” do samego ciała, stającym się ciałem. Chrystus/Logos odbudowuje właściwą strukturę miejsca, w którym pragnie dokonywać się miłość, przywraca przestrzeni stworzenia ład, czyli zdolność do wzajemności wobec Boga, do czystej odpowiedzi na Jego miłosną wolę; wciela w nasz świat sens, pierwotny (utracony) i ostateczny (nieutracalny).

Benedykt XVI odwołuje się do wielu tekstów biblijnych. Na czoło wysuwa się tu Prolog Ewangelii według św. Jana (J 1, 1-18), o którym pisze, że „ten wspaniały tekst zawiera syntezę całej wiary chrześcijańskiej”. Janowy Prolog przekazuje bowiem w jedynym w swoim rodzaju, genialnie teologicznym skrócie to, co jest fundamentem chrześcijaństwa, a zarazem (tym samym) syntezą teologii Wcielenia i chrystologii sensu: to samo Słowo Boże, przez które „wszystko się stało” (J 1, 3), a które „stało się ciałem i zamieszkało wśród nas” (1, 14), jest „na początku” (1, 1). Absolutną podstawą i absolutnym źródłem wszystkiego jest właśnie treść owego „na początku”, które objawia prawdę o wewnątrztrynitarnym życiu Boga. Dlatego też – bo rzecz sięga wnętrza i prawdy Boga – inkarnacja Słowa jest wcieleniem Boskiego Sensu, bo jest wprowadzeniem świata do wnętrza Boga. Skutkiem Wcielenia jest przebóstwienie. Bóg stał się człowiekiem, by człowiek mógł odzyskać utraconą Boskość (został bowiem stworzony na obraz i podobieństwo Stwórcy).

W Jezusie Chrystusie, Wcielonym Bożym Synu, sens rzeczywistości stał się „uchwytny” w podwójnym znaczeniu. Po pierwsze – „uchwytny” w znaczeniu „osiągalny” („dosiężny”). Po drugie – w znaczeniu „pojmowalny” („zrozumiały”, „czytelny”). Przynoszące zbawczy sens Słowo Boga nabrało we Wcielonym Synu „najwyższej” intensywności, gęstości, prostoty – i piękna, pociągającego mocą prawdy. Tradycja ukuła tu sugestywny zwrot: „Słowo stało się krótkie”, „Logos się skurczył, stał się maleńki”, w Chrystusie „Boże słowo się zagęszcza” (gęstnieje, spręża). To znaczy: Bóg w swoim Synu zmieścił całe swoje Słowo, skoncentrował je w Nim, skondensował, „zgęścił”. Stąd Wcielony zawiera w sobie „wszystko”, co Boże, całą prawdę, sens wszystkiego – ale właśnie sens uchwytny dla człowieka, ułomnego stworzenia, dzięki swej prostocie i jedności, tak przecież charakterystycznej dla Chrystusa.

3. Posłuszeństwo

Obok Janowego Prologu Benedykt XVI niezwykle ceni fragment Listu do Hebrajczyków: „(...) aleś mi utworzył ciało (...)” (10, 5), słowa Psalmu 40 (39), które zostają tu uznane za własne Chrystusa. „W tym krótkim zdaniu zawiera się cała Ewangelia” – pisze Benedykt XVI. Ewangelia z jej paschalnym sercem i pełną tajemnicy wewnątrztrynitarną modlitwą, rozumianą jako całkowite zaangażowanie własnej istoty i własnego istnienia (Syna) w oddanie siebie drugiemu (Ojcu). Rzeczony fragment Listu do Hebrajczyków, oparty na Psalmie 40 [39], jest następujący:

„Przeto przychodząc na świat, mówi [Chrystus]
Ofiary ani daru nie chciałeś,
aleś Mi utworzył ciało;
(...) Wtedy rzekłem: Oto idę –
w zwoju księgi napisano o Mnie –
abym spełniał wolę Twoją, Boże”.

Tu mamy „wgląd” w rozmowę Ojca z Synem... Wcielenie Syna jest bowiem zgodą Syna posłusznego Ojcu. Co zostaje wcielone? Posłuszeństwo Syna zostaje wcielone. Odpowiedź Syna wciela się w nasz świat.

4. Pokora

Inkarnacyjna teologika pokory – tak dałoby się nazwać to, co najważniejsze dla Benedykta XVI w Bożym Narodzeniu.

Posługuje się On tu kategorią „maleńkości Boga”; czyni to zresztą w aspekcie opisu Boskiej pedagogii prowadzącej człowieka do zbawczej prawdy o Bogu i o człowieku, o ich „miarach”. „Bóg całą swą miarę, mianowicie miłość, stawia przeciw ludzkiej pysze” – wyjaśnia. I dodaje: „Bóg czyni siebie maleńkim, by wyniosłemu człowiekowi przywrócić właściwą miarę. Prawo bycia maleńkim stanowi podstawowy wzorzec Boskiego działania. Ukazuje nam coś z istoty Boga, a także z naszej własnej istoty”.

Nieskończony Bóg stał się dzieckiem, niemowlęciem – stał się maleńki. I także w tym sensie „skurczył się”. Ale właśnie ten moment zawiera istotę Boskiej logiki i tym samym wskazuje na prawdę: ponieważ Bóg jest aż tak wielki, może się stać aż tak mały. Może zejść w biologię, stać się naszym „krewnym” przez urodziny z Niewiasty, przez „nowe przymierze w mojej krwi” (por. Mt 21, 26-29). Życie zarówno duchowe, jak i biologiczne jedno wszak mają źródło: Boga; prawda chrześcijaństwa znajduje się zawsze na antypodach pogardliwego traktowania materii...

Ale też Bóg aż tak bliski – wcielony, krewny nam, maleńki – rodzi szemranie i bunt wobec Wcielenia i Eucharystii: ta bliskość jest zbyt wymagająca, „niemożliwa” (bo rozsadzająca bezbożny kształt świata, konstruowany na fundamencie grzechu). Benedykt XVI precyzyjnie artykułuje te obawy: „My wcale nie chcemy Boga tak blisko; nie chcemy, żeby się tak uniżył; chcemy, by był wielki i daleko od nas”. Są takie postawy ludzkie i takie rejony człowieczego serca, dla których mowa o Bogu pokornym, maleńkim i bliskim jest mową twardą. Wcielenie Boga okazuje się wtedy – dla takich postaw i rejonów – niesłychanym skandalem naruszającym strukturę świata, tego świata, który „leży w mocy Złego” (1 J 5, 19). Może stąd tak obsesyjna, momentami groteskowo-paranoiczna nienawiść obecna w niektórych przestrzeniach ponowoczesnej, zsekularyzowanej (anty)cywilizacji, wymierzona w same kulturowe znaki Wcielenia: choinki, kartki z nadrukiem „Merry Christmas”, grudniowe dekoracje miast Zachodu.

Jak to było w Janowych listach? „Wielu bowiem pojawia się na świecie zwodzicieli, którzy nie uznają, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele ludzkim. Taki jest zwodzicielem i Antychrystem” (2 J 7); „Po tym poznajecie Ducha Bożego: każdy duch, który uznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, jest z Boga” (1 J 4, 2).

* * *

Czyli: obyś się w moim życiu, sercu i rozumie rodził. By przynieść miłość i sens, uczyć mnie posłuszeństwa i pokory.

* * *

Ks. prof. dr hab. Jerzy Szymik
Kapłan archidiecezji katowickiej. Profesor zwyczajny, wykładowca na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Śląskiego, był członkiem watykańskiej Międzynarodowej Komisji Teologicznej. Laureat nagrody dziennikarskiej im. bp. Jana Chrapka „Ślad” (2005); wyróżniony przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP Srebrnym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” (2006).

Tagi:
Boże Narodzenie

Stary I Nowy Rok

2019-01-08 12:01

Ks. Tomasz Zmarzły
Edycja sosnowiecka 2/2019, str. VII

Archiwum parafii
Msza św. w Rodakach w okresie Bożego Narodzenia

Boże Narodzenia to wyjątkowy dzień w ciągu całego roku. Radość świętowania promieniuje na kolejne dni, które obfitują w piękne zwyczaje. Idąc tropem badaczy Zagłębia Dąbrowskiego, Dobrawa Skonieczna-Gawlik skrzętnie zebrała i zapisała rozpowszechnione tradycje.

– Najstarsi mieszkańcy Zagłębia Dąbrowskiego nie pamiętają, aby dawniej w jakiś szczególny, uroczysty sposób obchodzono ostatnią noc z 31 grudnia na 1 stycznia, dlatego też nie obfituje ona w tradycyjne zwyczaje. M. Kantor-Mirski wspomina, iż wieczór poprzedzający Nowy Rok nazywano szczodrym wieczorem albo szczodruchą. Tego wieczoru gospodarze chodzili od domu do domu, składając sobie wzajemnie życzenia „dobrych urodzajów” i dzieląc się specjalnie wypiekanym w tym celu chlebem, czyli szczodruchem. Natomiast gospodynie, „życząc sobie wszystkiego dobrego w stodole, oborze, komorze i na górze, obdzielały się gospockim podpłomykiem”. Na początku XX stulecia w Bzowie, Karlinie, Chechle, Niegowonicach, w szlacheckich domach istniał zwyczaj wypiekania ciasta, rodzaju placka, w którym umieszczano jeden migdał. Następnie ciasto krojono na kawałki i częstowano wszystkich zgromadzonych mężczyzn. Ten, który znalazł w swoim kawałku migdał zostawał królem migdałowym i wybierał sobie królową – panią swego serca. Para ta pełniła tego wieczoru rolę gospodarzy, obdarowując wszystkich drobnymi upominkami nazywanymi Szczodrakami – stwierdza Dobrawa Skonieczna-Gawlik.

W okresie międzywojennym wieczór 31 grudnia spędzano raczej w gronie rodziny, sąsiadów lub bliskich znajomych. Bale i huczne zabawy, przynajmniej w pewnych sferach społecznych, nie były zbyt popularne. Upowszechniły się one dopiero, jak wspominają informatorzy, w połowie XX wieku. Organizowano w domach tzw. prywatki z tańcami, gdzie bawiono się w towarzystwie znajomych. O północy wznoszono toast winem musującym, tzw. szampanem i składano sobie życzenia. Starsza generacja Zagłębiaków wspomina: „Dawniej istniał zwyczaj ogrywania w noc noworoczną wszystkich chałup. Grano najpierw kolędę, a później wszelkie inne pieśni”.

– W „Dziejach Sławkowa” zamieszczono opis zwyczaju obchodzenia domostw przez grupy chłopców, który w tym miasteczku żywy był jeszcze w pierwszych latach po II wojnie światowej. Młodzieńcy odwiedzali najchętniej domostwa panien na wydaniu, a towarzyszyła im niewielka orkiestra, w skład której wchodził zwykle kontrabas i mały akordeon nazywany harmoszką. Grupy te obchodziły domy przez cały dzień Nowego Roku. W zamian za życzenia gospodarz częstował chłopców wódką lub dawał drobne pieniądze. Popularnym wówczas tekstem powinszowań były słowa: „W Nowy Rok nie patrz w bok, tylko prosto w oczy nasze, pogodzim się wzajem nasze”. W wielu kościołach 31 grudnia wieczorem odbywała się Msza św. dziękczynno-błagalna, podczas której dziękowano za otrzymane łaski oraz kierowano prośby na Nowy Rok – dodaje Skonieczna-Gawlik.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Polska katolicka w liczbach

2016-04-20 17:53

Tomasz Wiścicki / Warszawa / KAI

W ostatnich latach wyraźnie wzrósł odsetek ludzi deklarujących się jako głęboko wierzące – z 10 do 20%. Równocześnie zwiększył się procent ludzi deklarujących się jako niezdecydowani - z 6,0 do 10,3%. Mimo to Polska jest - w sensie praktyk - najbardziej religijnym krajem Europy.

blvdone/pl.fotolia.com

Ogólna struktura wyznaniowa

Polska jest krajem wyjątkowo jednolitym wyznaniowo. Procent katolików (osób ochrzczonych w Kościele katolickim) jest bardzo wysoki. W 2014 r. katolicy stanowili 91,9% ludności (32,9 mln z 35,8 mln ogółem). Spadek liczby katolików w latach 1983-2011 wyniósł ok. 4%.

W spisie powszechnym z roku 2011 ogromna większość – 87,58% – zadeklarowała przynależność do Kościoła katolickiego obrządku łacińskiego. Według deklaracji spisowych, prawosławni stanowią 0,41%, świadkowie Jehowy – 0,36%, luteranie – 0,18%, grekokatolicy – 0,09%, zielonoświątkowcy – 0,07%, mariawici – 0,03%, inni – 0,15%, nienależący do żadnego wyznania – 2,41%. Odpowiedzi na pytanie o wyznanie odmówiło 7,10%.

Biskupi, księża, zakonnicy i zakonnice

Katolicki Episkopat Polski stanowi 153 biskupów (łącznie z biskupami seniorami, czyli emerytowanymi), w tym 4 kardynałów. W 1990 r. było 106 biskupów, w tym 3 kardynałów. Wzrost liczby biskupów wynika przede wszystkim ze zwiększenia liczby diecezji bullą Jana Pawła II „Totus Tuus Poloniae Populus” z 1992 r., której celem było zbliżenie Kościoła hierarchicznego do wiernych.

Liczba księży katolickich w Polsce wynosiła w 2014 r. 31 tys. W 2010 r. jeden ksiądz przypadał na 1236 wiernych. W ciągu ostatnich lat księży w Polsce – inaczej niż w innych krajach europejskich – systematycznie przybywało: w 1990 r. było ich 23 099, w 1998 – 26 879, w 2008 – 29 928. Przeciwna jest tendencja zmian liczby alumnów w seminariach – ich liczba maleje, w ostatnich latach dość szybko. W 2015 do kapłaństwa przygotowywało się 3571 seminarzystów, natomiast w roku 1990 – 8122, w 1998 – 6673, w 2002 – 6737, a w 2006 – 6038. W roku 2015/2016 do seminariów wstąpiło 748 kandydatów – w seminariach diecezjalnych o 7% mniej niż rok wcześniej, w zakonnych o 2%. Największa względna liczba alumnów na 100 tys. katolików przypada na regiony tradycyjnie religijne, jak Małopolska i Podlasie, czyli południowo-wschodnia i wschodnia część Polski. Najgorzej pod tym względem jest w metropolii łódzkiej oraz na północnym zachodzie Polski. W związku z malejącą liczbą powołań kapłańskich maleje liczba wyświęcanych rocznie księży. W 1992 r. było ich 768, w 1996 – 627, w 2004 – 588, a w 2011 – 481.

Polscy księża są stosunkowo młodzi, zwłaszcza na tle innych krajów Europy – w 2010 r. ponad połowa (57,7%) miała mniej niż 50 lat. W ostatnich latach, w związku ze spadkiem liczby powołań, wiek księży powoli rośnie – w 2005 r. kapłanów do 50 lat było 61,4%.

Zakonników było w 2013 r. 12 291. Ich liczba przez wiele lat rosła (1980 – 9327, 1991 – 12 39, 1885 – 13 182), potem się ustabilizowała (2000 – 13 096, 2005 – 13 197), aby następnie ulec pewnemu zmniejszeniu. Najliczniejsze zakony w Polsce to franciszkanie, salezjanie, franciszkanie konwentualni, pallotyni i jezuici. Najwięcej alumnów jest także u franciszkanów, salezjanów i jezuitów.

Liczba sióstr zakonnych systematycznie, choć powoli maleje. W roku 2013 było ich w Polsce 19 037, podczas gdy w 1990 – 26 081, w 1994 – 24 985, w 1998 – 25 424, a w 2006 – 23 039. W 2013 r. do złożenia ślubów przygotowywało się 501 kandydatek. W latach 1991-2005 ubyło 200 żeńskich domów zakonnych. Spadek ten nie dotyczy klasztorów klauzurowych, których w tym okresie przybyło 17.

Struktura Kościoła katolickiego

Kościół katolicki w Polsce dzieli się organizacyjnie na 14 metropolii łacińskich, w których skład wchodzi 41 diecezji i Ordynariat Polowy Wojska Polskiego oraz jedną metropolię greckokatolicką, dzielącą się na dwie diecezje. W 2011 r. w Polsce było 11 019 parafii katolickich. Na jedną przypadało średnio 3162 wiernych. Dwadzieścia lat wcześniej parafii było 9883, w jednej było średnio 3682 katolików.

Kościół greckokatolicki szacuje liczbę swych wiernych w Polsce na 55 tys. W spisie powszechnym z roku 2011 przynależność do tego Kościoła zadeklarowało 33 tys. osób. W 2011 r. w 135 parafiach pracowało łącznie 77 księży, 5 alumnów uczyło się w seminariach. Liczba sióstr zakonnych wynosiła 91.

W Polsce istnieje też nieliczna, szacowana na 600-650 osób, grupa katolików obrządku ormiańskiego. Trzech księży posługuje w trzech ormiańskich parafiach katolickich. Około 300 wyznawców na Kościół neounicki obrządku bizantyjsko-słowiańskiego w jedynej w Polsce parafii.

Sakramenty i inne praktyki w Kościele katolickim

W Kościele katolickim w Polsce stopniowo maleje liczba udzielanych chrztów – z 569 tys. w roku 1990 do 370 tys. w 2014, a więc prawie o jedną trzecią. Wynika to w dużej mierze z ogólnego spadku liczby dzieci – chrzczone są niemal wszystkie dzieci. Maleje też liczba pierwszych komunii. W 1990 r. było ich 610 tys., w 2014 – ok. 210 tys.

Zmalała liczba zawieranych katolickich małżeństw. Na początku ostatniej dekady XX w. było ich ponad 200 tys. rocznie, w oku 2014 132 tys.

Względnie stały, mimo okresowych fluktuacji, i bardzo wysoki pozostaje procent przystępujących do spowiedzi przynajmniej raz w roku. W 1991 r. wynosił on 76,2%, w 2012 – 76,9%. Wobec powszechnego w Europie zaniku indywidualnej spowiedzi jest to fenomen wyróżniający Kościół w Polsce.

W ostatnich latach wyraźnie wzrósł odsetek ludzi deklarujących się jako głęboko wierzące – w latach 1991-2012 dwukrotnie, z 10 do 20%. Równocześnie zwiększył się procent ludzi deklarujących się jako niezdecydowani, ale przywiązani do tradycji religijnej (z 6,0 do 10,3%), obojętni (z 2,4 do 5,4%) i niewierzący (z 1,3 do 2,9%). W tym samy czasie spadł odsetek deklarujących praktyki religijne systematyczne (z 52,4 na 47,5%) i niesystematyczne (z 31,6 na 26,5%), wzrósł natomiast procent ludzi praktykujących rzadko (z 11,2 do 14,5%) i wcale (z 3,9 do 10,1%).

Podobny proces widoczny jest w deklaracjach dotyczących modlitwy. W okresie 1991-2012 odsetek ludzi deklarujących codzienną modlitwę zmalał z 62,0% na 53,2%, pozostając jednak na wysokim poziomie. Wyraźnie wzrósł procent ludzi niemodlących się wcale (z 2,1 do 6,6%), modlących się raz w roku i rzadziej (z 2,1 do 6,6%), kilka razy w roku (z 2,5 do 4,5%), kilka razy w roku (z 6,8 do 9,1%) i raz w miesiącu (z 3,4 do 5,7%), Tyle samo – 18,9% – deklaruje modlitwę raz w tygodniu.

W ciągu kilku ostatnich lat odsetek tzw. "dominicantes", czyli osób obecnych na niedzielnej Mszy św., i "communicantes", to znaczy przystępujących do Komunii św., pozostaje niezmienny. W latach 2008-2014 regularnie na Mszy bywa co niedziela ok. 40% katolików, a 16% przystępuje do Komunii św. W roku 2014 te wskaźniki wyniosły odpowiednio 39,1% i 16,3%.

Najwięcej katolików uczestniczy w niedzielnej Mszy w diecezjach południowo-wschodnich – tarnowskiej (70,1%), rzeszowskiej (64%) i przemyskiej (59,6%); najmniej w łódzkiej (24,8%) oraz północno-zachodnich: szczecińsko-kamieńskiej (24,9%) i koszalińsko-kołobrzeskiej (25,8%). Wcześniej stopniowemu, choć nieregularnemu spadkowi odsetka dominicantes towarzyszył wyraźnie rosnący procent communicantes. Ta ostatnia tendencja jeszcze się nasila, jeśli uwzględnimy spadek liczby uczestników Mszy. Oznacza to, że coraz większy procent uczestników Mszy przystępuje do Eucharystii.

Dla porównania, w 1980 r. we Mszy uczestniczyło ponad 50% zobowiązanych, a do Komunii św. przystępowało ok. 8%. Jeśli odniesiemy to do liczby uczestników Mszy – do Komunii przystępowało w 1980 r. 15%, a w 2010 – 40% obecnych. I w tym przypadku widać więc wyraźną zmianę: coraz mniej ludzi chodzi do kościoła, ale ci, którzy w nim pozostają, czynią to coraz pełniej.

W kościelnych organizacjach wspólnotowych uczestniczyło w 2014 r. 8% wiernych. Wskaźnik ten w ostatnich latach powoli rósł – w 1993 r. wynosił nieco ponad 4%. Procent ten w różnych diecezjach różni się bardzo znacznie, w związku – co oczywiste – z ogólnym poziomem religijności. Najwyższy był na tradycyjnie religijnym południowym wschodzie Polski, w diecezjach przemyskiej (17,9%) i tarnowskiej (17,0%), oraz na wschodzie, najniższy – na terenach najbardziej zlaicyzowanych, w diecezji szczecińsko-kamieńskiej i łódzkiej (po 4,3%).

Jak można sądzić, maleje religijny „środek”, który przynależność do Kościoła odziedziczył, nie poświęcając jej więcej uwagi, na rzecz obu końców skali – świadomych wierzących, dla których wiara stanowi istotny układ odniesienia, i tych, którzy powoli od wiary i Kościoła się oddalają. Trzeba jednak podkreślić, że wskaźniki religijności pozostają wciąż – jak na dzisiejszą Europę – bardzo wysokie, a liczba zdeklarowanych niewierzących jest znikoma.

Akceptacja moralności katolickiej

W Polsce, jak w wielu innych krajach, znaczny odsetek ludzi deklarujących się jako katolicy nie akceptuje wskazań moralności, której naucza Kościół. Na uwagę zasługuje jednak fakt, że w przypadku kilku istotnych kwestii odsetek ludzi przyjmujących nauczanie Kościoła wyraźnie rośnie. W latach 1991-2012 wzrósł procent ludzi odrzucających: przerywanie ciąży – z 36,7 do 64,6%, zdradę małżeńską – z 72,9 do 82,5%, seks przed ślubem kościelnym – z 21,7 do 30,9%, stosowanie środków antykoncepcyjnych – z 17,7 do 27,1%. Rozwody odrzucało poniżej połowy osób (1991 – 43,7, 2012 – 43,3%). Spośród kwestii moralnych, przed którymi Polacy stanęli w ostatnich latach, brak jest więc skali porównawczej umożliwiającej zbadanie długofalowej tendencji, eutanazję odrzuca 53,7%, a in vitro – 32,1% pytanych. Z drugiej strony, wyraźnie rośnie procent przekonanych o tym, że do założenia rodziny nie jest potrzebny ślub kościelny ani nawet cywilny. Pogląd ten w 1991 r. podzielało 2,7% ludzi, w 2012 – 8,8%.

Widać, że – tak jak w innych krajach europejskich – odrzucenie istotnych prawd moralności katolickiej jest dość częste, jednak pozostaje ono słabsze, nie tak powszechne jak gdzie indziej. Świadczy to o podleganiu tym samym prądom kulturowym właściwym dla współczesnej Europy, tyle że w znacznie słabszym stopniu. Zmiany w kierunku większej akceptacji zasad moralnych głoszonych przez Kościół przypisać można zapewne toczącym się w ostatnich latach burzliwym nieraz publicznym dyskusjom, w którym Kościół miał szansę zaprezentować swe nauczanie.

Działalność charytatywna Kościoła katolickiego

Kościół katolicki prowadzi w Polsce działalność charytatywną na największą skalę. W 2014 r. działało 835 kościelnych instytucji charytatywnych, prowadzących ok. 5 tys. dzieł. Najwięcej, bo 1372, zajmuje się pomocą dzieciom i młodzieży (kluby, świetlice), 897 – pomocą bezdomnym, 861 – pomocą doraźną (noclegownie, jadłodajnie).

Z pomocy charytatywnej Kościoła w 2014 r. skorzystało ok. 2,9 mln beneficjentów. Największy zasięg miała pomoc doraźna – prawie 1,2 mln beneficjentów, następnie pomoc żywnościowa – 650 tys., usługi medyczne – 442 tys.

Pomocą charytatywną zajmują się także organizacje parafialne. 12% działalności podejmowanej przez 60 tys. takich organizacji stanowi dobroczynność. Beneficjentami tej działalności w największym stopniu stanowią dzieci i młodzież (17%), ubodzy (16%), osoby w wieku emerytalnym (14%), niesamodzielne i chore (12%).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Marcin Zieliński: Pan Bóg zaprasza nas do przyjaźni

2019-05-19 23:40

Kamil Krasowski

W dniach od 18 do 19 maja w Hali Widowiskowo-Sportowej w Głogowie odbyła się konferencja „Jesteście moimi przyjaciółmi”. Uczestniczyło w niej ponad 200 osób. Wydarzenie odbyło się pod patronatem bp. Tadeusza Lityńskiego.

Karolina Krasowska
– Pan Bóg zaprasza nas do przyjaźni, do głębokiej relacji - mówi Marcin Zieliński, świecki ewangelizator ze Skierniewic.

Organizatorem konferencji była głogowska Fundacja wiaryGODni. – Konferencja ma być swego rodzaju „narzędziem” do tego, abyśmy poznawali Boga z jednej strony jak najgłębiej, a z drugiej, żebyśmy mieli doświadczenie i zdobywali wiedzę w jaki sposób możemy wchodzić z Nim w głębszą relację – mówi przewodniczący Fundacji Dariusz Jaduszyński.

Zobacz zdjęcia: Konferencja

Głównymi głoszącymi w czasie konferencji byli ks. Waldemar Grzyb z Gorzowa oraz świecki ewangelizator Marcin Zieliński. – Pan Bóg zaprasza nas do przyjaźni, do głębokiej relacji. Jeśli mamy już z Nim tą relację i żyjemy z Nim w przyjaźni to może się wtedy nami posługiwać i czynić na tym świecie rzeczy, które chce uczynić. Tylko potrzebuje nie sług, a przyjaciół – powiedział Marcin Zieliński.

Więcej w wydaniu drukowanym nr 21 NIEDZIELI  z 26.05.2019 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem