Reklama

„Obce ciało” Zanussiego: nie arcydzieło, ale chwyta za gardło

2014-12-04 13:44

Tomasz Wiścicki / Warszawa / KAI

Materiały prasowe

Nowemu filmowi Krzysztofa Zanussiego daleko z pewnością do jego niegdysiejszych, wybitnych filmów, wręcz arcydzieł. Jego słabości można wyliczać długo. Mimo to – obraz robi wrażenie.

Szwy, jakimi połączone są różne, nie zawsze spójne elementy „Obcego ciała”, widać gołym okiem. Przede wszystkim aż za dobrze widać, że scenariusz powstał z myślą o konkretnej koprodukcji. Włochy? – proszę bardzo – główny bohater jest Włochem, niewielka część akcji tam też się toczy, włoskie wątki odgrywają istotną rolę w fabule, choć w sposób dość wysilony, trochę na zasadzie deus ex machina. Polska? – dużo więcej: tu toczy się gros fabuły, większość aktorów to Polacy. Rosja? – też coś się znajdzie: tu kulminuje jeden z ważnych wątków. Obraz tego kraju jest zresztą koszmarny, choć realistyczny, ale widać rosyjskiemu koproducentowi to najwyraźniej – na szczęście – nie przeszkadza.





Pobocznych wątków wydaje się za dużo i choć każdy z osobna nieźle się tłumaczy, a scenariusz wiąże je dość sprawnie, to jednak jak na jeden film trochę tego za wiele. Prócz głównej intrygi, jest bardzo ważny wątek korporacyjny, w którym zresztą owa międzynarodowa korpo wygląda równie upiornie, co Rosja, i nic dziwnego, że przedstawiciele tych na pozór różnych światów świetnie ze sobą współistnieją. Są mocno skomplikowane relacje demonicznej menedżerki z jej przybraną matką – dawną stalinowską prokurator - wątki osobiste splatają się tu z kwestią (braku) rozliczeń z komunizmem, także w jego najstraszliwszej, morderczej postaci. Jest historia chłopaka, który żebrze, żeby zebrać pieniądze na aparaturę medyczną dla swojego ojca.

Zapewne to przeładowanie filmu sprawia, że postacie wydają się nieraz nadto jednowymiarowe i z lekka szeleszczą papierem, choć aktorzy wiele robią, by ten szelest wyciszyć. W scenariuszu są też klasyczne mielizny, kiedy scena przewidziana jako niespodziewana – nie zaskakuje, bo można było ją przewidzieć znacznie wcześniej.

Reklama

Co jednak sprawia, że czasu poświęconego na obejrzenie nowego filmu Zanussiego nie uznaję za stracony? Przede wszystkim główny wątek, w którym twórca kontynuuje swoje pytania o obecność zła w świecie stworzonym i wciąż pozostającym w pieczy Boga, będącego Dobrem samym, a przy tym wszechmocnego. Zanussi właściwie w całej swej twórczości krąży wokół teodycei, uporczywie zadając Bogu trudne pytania. Raz czyni to w sposób bardziej udany, innym razem – w mniej albo zupełnie nieudany. Tu pytanie jest wyjątkowo przejmujące. Sprawia to główny wątek filmu: miłość dwojga młodych ludzi, dobrych i pobożnych, o ile możemy to ocenić – poważnie traktujących swój związek – który zostaje brutalnie rozerwany za sprawą powołania zakonnego dziewczyny.

Z problemem teodycei zetknęli się chyba wszyscy – także ci, którzy nigdy nie słyszeli tego słowa. Gdy spotyka nas zło, krzywda, cierpienie – a kogóż kiedyś nie spotkało? – stajemy przed pytaniem, skąd ono do nas przyszło. Gdy wierzymy – musimy to jakoś pogodzić z naszą wiarą. Zderzenie porządku racjonalnego i porządku bólu jest tak dotkliwe, że nawet jeśli znamy odpowiedzi – niewiele one pomagają. Pozostaje tylko ufność Bogu – ale o nią właśnie wtedy szczególnie trudno. Wszystko to sprawia, że mimo iż problemy z tym związane są od dawna przedmiotem filozoficznych i teologicznych dociekań, a dorobek w tej dziedzinie jest pokaźny – ten temat nigdy zapewne się nie zdezaktualizuje: wystarczy, że umrze ktoś bliski. Albo wstąpi do zakonu...

Ten rodzaj cierpienia jest wyjątkowo trudny do oswojenia. Nie działa ani wytłumaczenie z punktu widzenia porządku naturalnego, w którym nieuchronnie mieści się śmierć, ból, przemijanie, ani też poprzez wolność człowieka (cóż warte byłyby nasze dobre wybory, gdybyśmy nie mogli wybrać zła – a na razie kąkol musi pozostać na polu aż do żniwa...). Tu nie można powiedzieć, że Pan Bóg cierpienie dopuszcza – ono dzieje się za Jego sprawą. Najpierw dwojgu ludziom daruje miłość, wydaje się, że robią z niej dobry użytek – a potem jedna strona, wezwana, otrzymuje większe dobro, choć też okupione wielkim bólem, a druga zostaje z niczym. Zaiste, w tej sprawie drogi Jego wyjątkowo nie są drogami naszymi...

Nie sposób nie pomyśleć tu o Jerzym Liebercie – wybitnym poecie i pobożnym człowieku, niesłychanie ciężko doświadczonym wstąpieniem do zakonu ukochanej kobiety. Zanussi pokazuje podobną historię dziejącą się dziś – i jest równie przejmująco. Pewna jednowymiarowość obojga bohaterów – paradoksalnie – nie przeszkadza: cierpienie przychodzi na nich, mimo że są dobrzy.

Paradoksalnie, „łatwiej” w tej sytuacji niewierzącym. Ojciec dziewczyny, ateista-racjonalista, może się chociaż zbuntować, choć nie bardzo ma przeciw komu... Córka, jego zdaniem, wybiera absurd, nie w pełni przezwyciężony zabobon – służbę komuś (bo przecież nie Komuś), kto w ogóle nie istnieje. Wierzący nie ma nawet takiej możliwości. Może tylko ufać mimo wszystko. I cierpieć.

Spośród wątków pobocznych na uwagę zasługuje nieoczekiwane, ale poruszające i przekonujące połączenie dwóch – wydawałoby się – zupełnie różnych rodzajów zła: stalinowskiego komunizmu i bezdusznego turbokapitalizmu. Nie darmo demoniczna szefowa głównego bohatera w korporacji jest przybraną córką stalinowskiej prokurator, aż do śmierci nieodczuwającej (przynajmniej na jawie...) jakichkolwiek wyrzutów sumienia. Nie przypadkiem, wygłaszając swoje szatańskie doprawdy credo, pani manager nazywa „ludźmi postępu” grupę, z którą się utożsamia i z którą razem niszczy to, co dotąd uchodziło za dobre, aby wyzwolić ludzi ze wszystkiego, łącznie z elementarną przyzwoitością. Komuniści też fundowali nam postęp. Sugestie, że mamy w istocie do czynienia z różnymi twarzami, różnymi wcieleniami tego samego zła, nie dają się łatwo zbyć. Agnieszka Grochowska przydaje tej postaci swym aktorstwem rys iście diabelski. Scena karczemnej kłótni, jaką urządza swej zmarłej matce nad jej grobem, pokazuje pewną złożoność tej postaci, choć w szanse jej nawrócenia trudno uwierzyć. Pani manager otrząśnie się najprawdopodobniej z poczucia klęski – i pójdzie dalej po trupach do przodu, nawet jeśli jej ofiarą nie będzie zapewne główny bohater.

Co jednak będzie z nim? Jak poradzi sobie z takim potraktowaniem przez Pana Boga? Tę historię możemy dopowiedzieć sobie sami – reżyser na szczęście nie stawia w tej sprawie kropki nad i. Nikt jej postawić nie może. I dlatego warto – mimo wszystko – obejrzeć „Obce ciało”.

Tagi:
film

Reklama

Cieszyn i Melchior w roli głównej

2019-11-13 11:47

PB
Edycja bielsko-żywiecka 46/2019, str. 4

screen youtube
Kadr z filmu

Nasz święty! Nasz człowiek! Pod takim tytułem na profilu facebookowym diecezji bielsko-żywieckiej pojawił się film promujący Cieszyn – Miasto Miłosierdzia i Pokoju. Kilkuminutowy spot prowadzi widza także do postaci św. Melchiora Grodzieckiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rzecznik KEP prosi w Rzymie o modlitwę, aby św. Jan Paweł II był ogłoszony Doktorem Kościoła i współpatronem Europy

2019-11-16 14:41

BPKEP / Rzym (KAI)

Rzecznik Konferencji Episkopatu Polski, ks. Paweł Rytel-Andrianik, zwrócił się do uczestników konferencji pt. „30 lat bez Muru” zorganizowanej w Rzymie przez włoskie stowarzyszenie katolickie Alleanza Cattolica, o modlitwę i działania, aby św. Jan Paweł II został ogłoszony Doktorem Kościoła i współpatronem Europy.

Bożena Sztajner/Niedziela
Ks. Paweł Rytel-Andrianik

W swoim wykładzie rzecznik Episkopatu przypomniał, że św. Jan Paweł II spełnia trzy warunki, by zostać ogłoszonym Doktorem Kościoła: został ogłoszony przez Kościół świętym, wyróżnia się wyjątkowym stopniem świętości i jego przesłanie teologiczne jest aktualne w każdym czasie.

Ks. Rytel-Andrianik zauważył też, że 27-letni pontyfikat papieża Wojtyły przypadł na czas wielkich przemian w Europie i na świecie, ale jego nauczanie nawiązuje do bieżących kwestii, jak godność człowieka od jego poczęcia do naturalnej śmierci, właściwe korzystanie z wolności, godność pracy ludzkiej, towarzyszenie młodym w rozeznawaniu powołania, wartość modlitwy i cierpienia, godność ludzkiego ciała i miłości, rodzina chrześcijańska.

„W duchu listu przewodniczącego Episkopatu abp. Stanisława Gądeckiego do papieża Franciszka, zwracam się z prośbą o modlitwę i działania, aby św. Jan Paweł II mógł być ogłoszony Doktorem Kościoła i współpatronem Europy” – powiedział rzecznik Episkopatu.

Z kolei ambasador Polski przy Stolicy Apostolskiej Janusz Kotański wygłosił wykład nt. roli św. Jana Pawła II w upadku Muru Berlińskiego i jego zasług w tym doniosłym wydarzeniu, które zmieniło oblicze dotychczas podzielonej Europy.

Konferencję zakończy Eucharystia sprawowana w kościele San Salvatore in Lauro pod przewodnictwem abp. Giacomo Morandi, sekretarza Kongregacji Nauki Wiary.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Watykan: papież zjadł obiad z 1,5 tys. ubogich

2019-11-17 20:05

kg (KAI/ACI/Vaticannews) / Watykan

W niedzielę 17 listopada - w III Światowym Dniu Ubogich - Franciszek zjadł obiad z półtora tysiącem biednych w Auli Pawła VI w Watykanie. Po Mszy św., odprawionej z okazji tego Dnia w bazylice św. Piotra i po odmówieniu modlitwy Anioł Pański Ojciec Święty udał się do Auli, gdzie czekali na niego potrzebujący i towarzyszący im wolontariusze.

Vatican News

Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej podało, że na obiad składały się specjalność kuchni śródziemnomorsiej - lasagna oraz udka z kurczaka w sosie pieczarkowym z ziemniakami, deser, owoce i kawa. Uczestnicy tego niezwykłego spotkania z papieżem, odbywającego się już zresztą po raz trzeci, reprezentowali wszystkie diecezje włoskie i organizacje charytatywne.

Franciszek nazwał to wydarzenie „obiadem w gronie przyjaciół”, a dziękując im za przybycie modlił się o błogosławieństwo dla swych gości oraz ich rodzin.

Obecny na obiedzie jałmużnik papieski kard. Konrad Krajewski wskazał na ewangeliczne znaczenie tej inicjatywy. „Papież chce przy wspólnym stole zjednoczyć tych, którzy cierpią, z tymi, którym się udało i mogą innym ofiarować posiłek, czy konkretną pomoc” – powiedział w Radiu Watykańskim.

Vatican News

"Jezus mówi do Zacheusza: zejdź z drzewa, idę do twojego domu m.in. po to, by spożyć z tobą posiłek. Jezus jadał z ubogimi i my robimy to samo, naśladujemy Jezusa. A oprócz tego Eucharystia, czyli największy skarb, jaki mamy, powstała podczas posiłku" – przypomniał kardynał. Zwrócił uwagę, że "podczas posiłku dzieją się cuda, bo patrzymy sobie w oczy, dzielimy się sobą, rozmawiamy". Dodał, że jeśli "w rodzinie jesteśmy skłóceni, to pierwsza rzecz, jaką robimy, to nie chcemy wspólnie zasiąść do stołu, bo stół jednoczy. W dzisiejszą niedzielę Papież chce właśnie tego wielkiego zjednoczenia - tych, którym się nie udało, którzy cierpią i tych, którym się udało, bo mogą ofiarować innym posiłek”.

Polski purpurat kurialny zaznaczył, że Światowy Dzień Ubogich to wezwanie dla każdego do dostrzeżenia ubogich i potrzebujących, których Bóg stawia na naszej drodze. „To też sposobna okazja, by przypomnieć sobie, że wszystko, co mam, zawdzięczam łaskawości Boga” – stwierdził jałmużnik papieski.

Przywołał przykład Łazarza, który spał pod domem bogatego. "I ten Łazarz był tylko dla tego bogatego, a on się nie spostrzegł. Ubodzy są dla nas, dla każdego z nas. Ci, którzy śpią pod bazyliką św. Piotra, są dla mnie, ci, którzy śpią w Warszawie na Dworcu Centralnym, są dla tych, którzy przechodzą" – powiedział kard. Krajewski. Zauważył, że jest to więc "dzień także mój, żebym się zastanowił, dla kogo żyję, komu posługuję, bo przecież wszystko co mam, to dlatego, że Bóg jest łaskawy i otrzymałem po to, żeby się dzielić. Jeśli się nie dzielę tym, co mam, to wszystko, co mam jest przeciw mnie”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem