Reklama

Marcowe młodzieży przypadki

Niedziela warszawska 10/2003

Moja klasa włączyła się w wydarzenia 11 marca,
był to dzień wielkiego pochodu młodzieży pod Komitet Centralny PZPR. Pamiętam pałowania i akcję ORMO

Rozmowa z dr. Tadeuszem Krawczakiem, dyrektorem Archiwów Akt Nowych

Jan Ośko: - Jest Pan historykiem i jednocześnie przeżył Pan osobiście to, co działo się w Warszawie w marcu 1968 r.

Tadeusz Krawczak: - W dotychczasowych opisach Marca dominuje pewien schemat. Dziady, zdjęcie Dziadów, wystąpienia studentów, następnie wiece potępiające wystąpienia. Działo się dużo więcej, o czym nie zawsze się mówi.
Sam sporo pamiętam z wydarzeń marcowych, chodziłem wtedy do klasy maturalnej grochowskiego Liceum im. Stanisława Wyspiańskiego. To moja klasa włączyła się w wydarzenia 11 marca, był to dzień wielkiego pochodu młodzieży pod Komitet Centralny PZPR. Pamiętam pałowania i akcję ORMO. Mieliśmy wtedy kontakty z uczelniami, Politechniką, SGGW, z Uniwersytetem Warszawskim, mieliśmy wielu starszych kolegów, którzy studiowali. Mieszkałem wtedy na Grochowie, a na ul. Kickiego usytuowane były dwa ogromne akademiki. Warto przypomnieć udział młodzieży szkolnej w tych wydarzeniach, jest to płaszczyzna w dotychczasowych badaniach mało poruszana, choć jest bogaty materiał źródłowy.
W teczkach opracowanych w KC PZPR zobaczyć można przede wszystkim opisy wydarzeń mających miejsce w kręgach studenckich. Natomiast w aktach komitetów lokalnych partii i ministerstwa szkolnictwa zawarto dokumentację pokazującą jak pacyfikowano młodzież szkół średnich, jakie były represje. Pamiętam chociażby to, że rodzice musieli podpisywać zobowiązania, że po określonej godzinie nie będziemy wychodzić bez opieki osób starszych z domu.

Reklama

- Był to taki rodzaj godziny policyjnej.

- Tak, było to ograniczenie poruszania się. Pamiętam takie spotkanie w Duszpasterstwie Akademickim "Arka" na Wiatracznej, które się skończyło dosyć późno, i po jego zakończeniu, gdy wyszliśmy na ulicę to zostaliśmy na rondzie Wiatraczna otoczeni przez milicjantów i ormowców. W tym, czasie jeżeli tylko szła grupa młodzieży, to mundurowi przystępowali do akcji. Kończyło się to biciem, wyzwiskami, przeszukaniem kieszeni i oczywiście spisaniem. To, że nie skończyło się czymś gorszym zawdzięczamy przytomności jednego z kolegów, Bogdana Zbrzeźnego, który wiedział, że w torbie mamy ulotki, a szedł osobno, z boku, w pewnym momencie podszedł i powiedział, że musi zabrać swoją torbę i iść do domu. Oni tego nie sprawdzili, a on zabrał tę torbę z ulotkami. Kaprala dowodzącego grupą bijących widziałem później w stopniu plutonowego.

- Czy poza tym spotkały Pana jakieś nieprzyjemności z powodu udziału w tamtych wydarzeniach?

- Reperkusją tego zatrzymania było to, że przez kilkanaście lat otwierano na poczcie wszelką korespondencję do mnie. Na każdej poczcie w tamtych latach była komórka zajmująca się kontrolą korespondencji. Trafiłem wtedy na specjalną listę i moje listy były otwierane. Dosyć szybko zorientowałem się, że coś takiego ma miejsce. Gdy opisałem w liście do swojej krewnej, która mieszkała pod Wrocławiem, to co wydarzyło się w marcu, to list ten do niej nie doszedł, pojawił się u niej natomiast tajniak, który o mnie wypytywał. Później listy przychodziły z adnotacją, że korespondencja została uszkodzona.
W opracowaniach o Marcu nie mówi się o wielu osobach represjonowanych. Nagłośnione są nazwiska osób, które miały zaplecze polityczne. Jednakże bardzo wielu osobom uniemożliwiono dalsze studia, po wielu zniknął ślad, nie powróciły już do szkół czy na uczelnie. Wiele działo się poza Warszawą, w Krakowie, Lublinie, Gdańsku.
Są także osoby, które nie są kojarzone z wydarzeniami Marca a brały w nich aktywny udział. Warto wyrwać się z kręgu bardzo głośnych nazwisk, z pola widzenia znikają inne środowiska. Ale gdy przegląda się dokumenty KC PZPR to widać, że bliskim współpracownikiem Michnika był wtedy Janusz Korwin-Mikke, znaczącą postacią wtedy był Stan Tymiński. O nich znacznie mniej się mówi.

- Jak zachowywali się w tamtym czasie Pańscy nauczyciele? Od nich w tym czasie dużo zależało.

- Szkoły otrzymały konkretne wytyczne, dążono do wyrzucania ze szkół osób, które brały udział w wydarzeniach marcowych. Był to okres polaryzacji postaw nauczycieli, ale muszę powiedzieć, że nie decydowała przynależność partyjna. To kim jest i jaki ma charakter pokazywało jego zachowanie. W marszu pod KC i na Nowy Świat wzięła z nami udział nauczycielka, którą przed pałowaniem uchroniło to, że wyjęła legitymację partyjną. Wcześniej próbowała przekonać nas do postawy władz, zachęciliśmy więc ją do tego, aby poszła z nami i przekonała się jak oni się naprawdę zachowują. Przed represjami bronił nas śp. Adam Zieliński, historyk i senior ruchu ludowego (Pierwszy Sekretarz Generalny ZMW RP "Wici").

Reklama

- W wielu wspomnieniach powtarza się naiwne przekonanie, że to dopiero wydarzenia Marca otworzyły oczy na rzeczywistość. Wydaje się, że osoby te nie wiedziały, gdzie żyją, przecież były to czasy reżimu Gomułki, a komunistyczna dyktatura na długo przed Marcem nie była sielanką.

- To jest kwestia w jakiej tradycji się wyrosło i z jakiego domu wyszło. W moim domu mówiło się o Katyniu, o wojnie 1920 r. W liceum była jeszcze kadra przedwojennych nauczycieli, na ogół oni uczyli prawdy i mówili prawdę. Wywodzę się z Podlasia, gdzie ruch poakowski trwał do lat pięćdziesiątych. W moim środowisku było ewidentne, czym jest ten ustrój. Było dużo dyskusji w moim środowisku, obok mnie, w mojej klasie, byli koledzy, którzy należeli do ZMS, i wraz ze świadectwem maturalnym odbierali legitymacje partyjne. Była taka moda na uroczyste wręczanie legitymacji partyjnej. Byli tacy, choć nieliczni, być może chcieli łatwiej dostać się na studia.
Duże znaczenie w formowaniu części młodzieży odgrywało Duszpasterstwo Akademickie, założone przez ks. Stefana Wysockiego. Działało ono, przy parafii Nawrócenia św. Pawła, która należała do najbardziej inwigilowanych, ponieważ powstała w wyniku protestu społeczeństwa, które nie dopuściło do całkowitej likwidacji ośrodka poalbertyńskiego. Wskutek strajku okupacyjnego mieszkańców Grochowa ocalono kaplicę, a wokół kaplicy powstała parafia. Walczono z tą parafią, zdarzyło się tak, że przed Bożym Narodzeniem milicja dokonywała podpalenia. W to wszystko byliśmy wciągnięci. Obecnie parafia ta jest w nowym kościele na ul. Kobielskiej, a w dawnym obiekcie są Siostry Misjonarki Miłości założone przez Matkę Teresę z Kalkuty.
Podobnie działo się w innych miejscach w Polsce, jak choćby w Gdańsku, gdzie był ks. Wiśniewski, z tego środowiska wyszedł m.in. Aleksander Hall. Było kilka centrów duszpasterskich, z ośrodkiem św. Anny i "Wujem" ks. Tadeuszem Uszyńskim na czele.
Mnie bardzo wiele dały obchody milenijne w 1966 r., bardzo wiele nauczyło mnie pałowanie na Miodowej, demonstracje pod katedrą, zatrzymanie obrazu Matki Bożej. Obecnie niestety w badaniach, oddzielnie bada się to, co wydarzyło się w czasie Milenium i oddzielnie wydarzenia marcowe oraz to, co później nastąpiło. A to były ogniwa procesu kształtowania młodego pokolenia.

- Wielu uczestników tamtych wydarzeń wspomina, że czuło się manipulowanymi. Na szczytach władzy dochodziło do starć frakcji PZPR-u "rewizjonistów" z "partyzantami". Demonstranci zostali wciągnięci w te walki, które ich nic nie obchodziły.

- O tych walkach w partii ogół nic wtedy nie wiedział. Szło się w demonstracji zupełnie z innych pobudek. Nikt mnie nie przekona, że moja klasa powiązana była z tym, co robili wtedy Kuroń i Modzelewski. Nie sądzę, aby uczestnicy uczniowskich demonstracji byli zwolennikami jakiejś frakcji w partii.
Są stanowiska dorabiane post factum. Może przyczynił się do tego także Gomułka, który w swoich przemówieniach jednakowo traktował wszystkich uczestników wydarzeń.
Ja bym jednak był bliższy przyznania racji Episkopatowi Polski, który wystosował list po wydarzeniach marcowych. Odwołałbym się do zamkniętych spotkań z Prymasem Wyszyńskim, one odbywały się cyklicznie w kościele św. Anny, gdzie można było Księdzu Prymasowi zadać każde pytanie bez jakichkolwiek ograniczeń, a później Ksiądz Prymas na ten pytania odpowiadał. Kardynał uczył po prostu odpowiedzialności. Kościół nie dał się instrumentalnie potraktować.

- Przy okazji wydarzeń marcowych, pojawia się zarzut antysemityzmu w stosunku do społeczeństwa polskiego. Jak Pan to wtedy odbierał?

- Z moich przyjaciół z podwórka wyjechał do Szwecji Wojtek Nowak, wszyscy wiedzieli o jego pochodzeniu. Dzisiaj, gdy przyjeżdża robimy sobie spotkania koleżeńskie. Dziwne było to, że wyjechał Wojtek, a nie wyjechali jego rodzice. Ojciec był wysokim urzędnikiem w jednym z ministerstw, dyrektorem departamentu. Wyjechał młody chłopak, a oni zostali. Pewnym zaskoczeniem było dla mnie, że ci ludzie, którzy wyjeżdżali, nie pojechali do Izraela, tylko wylądowali gdzieś na Zachodzie.
Trzeba być ostrożnym, co do uogólnień mówiących o antysemityzmie Polaków. Były rzeczy montowane odgórnie przez partię, ktoś nagle wychodził z gotową rezolucją i wygłaszał antysemickie hasła. Ale czy tak myślał przysłowiowy Kowalski wywieziony na wiec z fabryki? Nie można powiedzieć, że robotnicy myśleli tak samo jak ten, który stał przy mikrofonie i krzyczał.
Mam w Archiwum Akt Nowych wiele teczek, które są pokłosiem 68 roku. Spisane są w nich oświadczenia ludzi oburzonych oskarżeniem Polaków o antysemityzm. Mam zespół liczący 20 grubych teczek pełnych świadectw Żydów uratowanych przez Polaków, są tam dokumenty poświadczone notarialne, składane także w Izraelu czy Stanach Zjednoczonych. Są to świadectwa o tym jak Polacy ratowali Żydów w czasie wojny. Są tam listy osób oburzonych tym, że oskarża się Polaków o antysemityzm. Jest to antidotum na kampanię międzynarodową oskarżającą Polaków o takie właśnie postawy. Wierzę, że prawda, której dociekają historycy znajdzie odbicie w monografiach i podręcznikach historii.

- Dziękuję za rozmowę.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Zmiany kapłanów 2021 r.

Czerwiec to miesiąc personalnych zmian wśród duchownych. Przedstawiamy bieżące zmiany księży proboszczów i wikariuszy w poszczególnych diecezjach.

Biskupi w swoich diecezjach kierują poszczególnych księży na nowe parafie.

CZYTAJ DALEJ

Święty od zadań trudnych

Niedziela Ogólnopolska 38/2019, str. 20-21

[ TEMATY ]

O. Pio

Biuro prasowe OFMCap – krka

Ojciec Pio często powtarzał, że „modlitwa jest najlepszą bronią, jaką mamy, kluczem, który otwiera Serce Boga”.

CZYTAJ DALEJ

Abp Ryś na Jasnej Górze: Rodzina znakiem Bożej miłości w świecie

2021-09-26 14:47

[ TEMATY ]

rodzina

ks. Paweł Klys

O tym, że rodzina ma być wśród świata znakiem i szkołą miłości Boga, zwłaszcza wobec najsłabszych: dzieci, starszych, niepełnosprawnych, w różny sposób wykluczanych i tych bez domu, mówił w homilii abp Grzegorz Ryś. Metropolita łódzki przewodniczył Mszy św. z udziałem uczestników 37. Pielgrzymki Małżeństw i Rodzin. Pielgrzymka stanowiła centralne w Polsce obchody Roku św. Józefa i Roku Rodziny Amoris laetitia.

Abp Ryś podkreślił w homilii, że rodzina jest i powinna być podstawową i najważniejszą przestrzenią, w której uczymy się troski, uważności na najmniejszych; dzieci, w tym te poczęte a jeszcze nienarodzone, starszych, chorych, niepełnosprawnych. - W tym względzie rodzina spełnia niesłychaną rolę wobec całych społeczeństw. Dramatyczne jest społeczeństwo, które się tego nie uczy od rodziny. Dramatyczne jest społeczeństwo, które zamiast zatroszczyć się o tych, co są najsłabsi, potrafi ich zabijać. Niesłychane jest społeczeństwo, które nie dało się wychować rodzinie jako tej podstawowej ludzkiej wspólnocie, od której wszystkie inne powinny czerpać sposoby myślenia, działania. Państwo, Kościół, wszyscy się w jakiś sposób uczymy od rodziny, a uczymy się wtedy, kiedy mamy w sobie tę koncentrację na najmniejszych – mówił abp Ryś.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję