Reklama

Lata „Stuletnie”

O sposobach upamiętniania z trudem odzyskanej niepodległości i aktualności historycznego przekazu z prof. Wiesławem J. Wysockim rozmawia Wiesława Lewandowska

Niedziela Ogólnopolska 4/2017, str. 36-37

Grzegorz Boguszewski

Prof. dr hab. Wiesław Jan Wysocki

Prof. dr hab. Wiesław Jan
Wysocki

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Rok 2017 zapowiada się jako czas bogaty w historię; uchwałą sejmową ustanowiono, że patronem tego roku będzie m.in. Marszałek Józef Piłsudski, ponieważ właśnie w tym roku przypada 150. rocznica jego urodzin, a ponadto zapewne będzie to rok intensywnych przygotowań do 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Można się zatem spodziewać także wyjątkowo gorących dyskusji historyczno-politycznych?

PROF. WIESŁAW J. WYSOCKI: – Zapewne tak. Jak by nie było, rok 2017 musimy potraktować jako wigilię 100. rocznicy odzyskania niepodległości, a przed nami lata „stuletnie”– od 2017 aż do 2020 r. – w których jesteśmy winni wyjątkową pamięć właśnie przede wszystkim postaci Józefa Piłsudskiego, bez względu na wszelkie dyskusje i spory.

– Można już dziś mówić o konkretnie zarysowanym programie – lub może raczej o duchu – obchodów tej najważniejszej dziś dla Polski rocznicy?

– Pojawiło się już wiele inicjatyw obywatelskich i propozycji uczczenia tej rocznicy. Podczas przygotowywania uroczystości powinniśmy przede wszystkim skupić się na przekazie, jaki ta rocznica ze sobą niesie, na jego aktualności. Jako Instytut Józefa Piłsudskiego swój program zaczęliśmy realizować już w 2014 r. od przygotowania dużego albumu na stulecie Czynu Legionowego. Było to nowatorskie ujęcie historii, bo pokazuje nie tylko konkretne fakty, lecz także późniejsze losy legionistów. Ten „zapis zbiorowych losów” ujawnia, jak bardzo tragiczne – mimo satysfakcji z odzyskanej niepodległości i pracy na jej rzecz – było to pokolenie... W 2017 r. chcielibyśmy wydać podobny album o Polskiej Organizacji Wojskowej.

– Z pewnością równie pouczający dla współczesnego pokolenia młodych Polaków, bo historia POW to znakomity wzór aktywnego patriotyzmu, a w pewnym sensie także zaczyn społeczeństwa obywatelskiego...

– To prawda. POW w 1917 r. to już bardzo rozgałęziona konspiracyjna struktura, którą można opisać jako drugie po okresie powstania styczniowego państwo podziemne z planami powstania powszechnego, które w chwili kryzysu walczących ze sobą zaborców miało wyzwolić Polskę. Okoliczności sprawiły, że stało się to w inny sposób, może szczęśliwszy niż w otwartej walce... Ale to właśnie także dzięki POW tę niepodległość budowaliśmy w Polsce stopniowo, włączając instytucje koncesjonowane, choćby Radę Regencyjną, która w końcu sama też wybiła się na niepodległość.

– Na czym polegał fenomen społeczny i organizacyjny POW?

– Na skupianiu ducha wszystkich Polaków, gdziekolwiek by nie byli, wokół zadania odzyskania niepodległości. POW tworzyło swe struktury nie tylko na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej okupowanych przez zaborców, ale także na terenach rosyjskich, łącznie z Syberią! Znamienne jest, że na zjeździe Polaków w Piotrogrodzie wybrano na honorowego przewodniczącego wówczas już internowanego Józefa Piłsudskiego. Niestety, nie mamy dostępu do źródeł rosyjskich, a bez nich pełna monografia POW nie może powstać. Myślę jednak, że już to, co pokażemy w naszym tegorocznym wydawnictwie, spowoduje zdziwienie bardzo wielu.

– Dlaczego?

– Jak dotąd istnieje tylko jedno, i to dość powierzchowne, opracowanie historyczne na temat POW. W naszym wydawnictwie pokażemy po raz pierwszy, że POW rozbudowywało swoje struktury od dołu, od każdej gminy, że przekraczało granice, że próbowało przejąć sformowany w Rosji polski Korpus Dowbor-Muśnickiego, że miało swoje wpływy w powstałej we Francji polskiej Błękitnej Armii... Że współorganizowało mało dziś znany Legion Polski w Finlandii, w którym po stronie fińskiej walczyło z bolszewikami kilkuset Polaków, a jedyny w Finlandii ksiądz katolicki Gustaw Carling nauczył się nawet języka polskiego, by posługiwać naszym żołnierzom, za co później dostał Krzyż Walecznych. Całkiem niedawno udało nam się poznać losy tegoż księdza. Mało znane jest także powstanie sejneńskie z 1919 r.

– Co warto o nim wiedzieć?

– Choćby to, że może konkurować z jedynym zwycięskim w historii Polski powstaniem wielkopolskim. Powstanie sejneńskie też było sukcesem miejscowych oddziałów POW. Chcemy więc pokazać, że prawie każda miejscowość była na swój sposób wyzwalana przez lokalne oddziały wojskowe, ziemian, inteligencję, rzemieślników, strażaków, harcerzy – bo wszyscy współtworzyli ochotnicze struktury POW!

– Tworzona obecnie w Polsce bardziej sformalizowana Obrona Terytorialna ma więc znakomity pierwowzór duchowy!

– I właśnie ten przykład mobilizacji społeczeństwa chcemy dziś przypomnieć. POW prowadziło regularne ćwiczenia w lesie, w polu – ze strzelania, łączności, wywiadu, pierwszej pomocy medycznej. A i później, po rozwiązaniu Legionów, sami legioniści nie próżnowali – wrócili do swoich miejscowości i nadal działali, jako bohaterowie walki o niepodległość starali się dawać dobry przykład. Mam więc nadzieję, że dziś zostaną obudzone badania nad lokalną historią, że małe społeczności zidentyfikują wszystkie groby sprzed 100 lat, oznakują je i odpowiednio upamiętnią, że zostanie na nowo przejrzany wykaz patronów ulic, szkół itp. Zbliżające się rocznice to najlepsza okazja, żeby przyjrzeć się własnym „świtom niepodległości” i odbudowywać w małych ojczyznach własną historię.

– Jakie cechy, wartości czy też metody działania mogłyby dzisiejsze małe społeczności przejąć od swoich przodków sprzed 100 lat?

– Czytałem niedawno fragment wspomnień Józefa Piłsudskiego i po raz kolejny odkryłem w nich coś nowego, na nowo aktualnego. Otóż młody jeszcze Piłsudski zastanawia się nad tym, czy oddałby za kogoś życie, czy jest jakaś idea, dla której warto by je poświęcić, i ma jedną odpowiedź: tak, za matkę, dlatego, że to ona nauczyła go wszystkiego... Z tego osobistego wyznania łatwo wysnuć szerszy wniosek, że to na polskie kobiety, na matki zawsze spadał obowiązek przekazywania dziedzictwa państwowego, narodowego, kulturowego i chrześcijańskiego. To one uczyły patriotyzmu, co dziś niekoniecznie ma miejsce, a wtedy było czymś obowiązkowym, swoistym imperatywem domowym. Maria z Billewiczów Piłsudska każdą taką patriotyczną lekcję domową, każdą modlitwę kończyła słowami: Będzie Polska w imię Pana! Ten wzór wychowania domowego warto by dziś przypomnieć. Bez wątpienia faktem jest, że to polskie kobiety w każdym pokoleniu kształtowały charaktery bojowników niepodległości i patriotów.

– Mozolnie kształtowały to romantyczno-patriotyczne podejście do polskich spraw, które jednak musiało konkurować z pragmatyzmem i ugodowością wobec zaborców. Kiedy do sceptycznej i raczej niechętnej wobec bojowników niepodległości ówczesnej opinii publicznej dotarło, że niepodległość jest jednak realna?

– Wydaje się, że 1916 r. jest tu bardzo przełomowy. Wtedy Niemcy pozwolili w Warszawie zorganizować obchody święta 3 Maja – tradycja trzeciomajowa przyciągała wszystkich Polaków, bez względu na różnice polityczne. Wtedy po raz pierwszy wszyscy patrioci się policzyli. Potem doszedł „Akt 5 listopada”, stawiający sprawę niepodległości Polski na forum międzynarodowym. Tych zdarzeń nie można było wepchnąć w niebyt, w nieświadomość. Kolejnym momentem przełomu świadomości Polaków było oddanie przez Niemców Ukrainie – w wyniku rokowań brzeskich – kawałka polskich ziem; odcięcie Chełmszczyzny wywołało potężny i zgodny bunt w polskim społeczeństwie, który jednoczył przeciwko władzy okupacyjnej austriackiej i niemieckiej, jako wiarołomnej i próbującej grać Polakami. Wtedy polskie społeczeństwo zaczęło już znacznie przychylniejszym okiem patrzeć na niepodległościowych radykałów.

– Dziś zarówno w kwestii współczesnej niepodległości, jak i w podejściu do historii polskie społeczeństwo jest znów wyraźnie podzielone. Jak więc pokazać światu i samym Polakom doniosłość polskiego czynu niepodległościowego sprzed 100 lat?

– Nasz instytut podjął już w tej sprawie współpracę z MSZ; chodzi o to, aby nawiązać kontakt z różnymi ośrodkami naukowymi poza granicami Polski i tym samym podjąć szeroką dyskusję o różnych aspektach polskiego czynu niepodległościowego. Chcielibyśmy też upamiętnić postać Józefa Piłsudskiego pomnikiem w Brukseli...

– Dlaczego tam?

– Dlatego że tam bywał i załatwiał polskie interesy, a Bruksela jest dzisiaj miejscem symbolicznym dla naszej rzeczywistości, ale przede wszystkim dlatego, by w stosownym momencie przypomnieć Europie, że to on uratował nie tylko Polskę, ale także Europę, dodajmy: chrześcijańską Europę.

– Nie opowiedzieliśmy światu o zasługach Solidarności, ale przynajmniej wykorzystamy szansę na przypomnienie roli Bitwy Warszawskiej?

– Ufam, że polska dyplomacja tym razem zaangażuje się w prezentowanie polskich zasług, że przed brukselskim budynkiem dawnego polskiego poselstwa wkrótce stanie pomnik marszałka Piłsudskiego.

– Jakich upamiętnień czynu niepodległościowego 1918 r. możemy – powinniśmy – się spodziewać w Warszawie?

– Od kilku już lat w Instytucie Józefa Piłsudskiego myślimy o tym, żeby właśnie tu, w Warszawie, upamiętnić wszystkie państwa i narody, które 100 lat temu podejmowały walkę o wolność i niepodległość. W Warszawie dlatego, że Polska była największym spośród nich, a ponadto te mniejsze kraje, zwłaszcza nadbałtyckie, były przekonane, że właśnie niepodległość Polski jest gwarancją ich niepodległości. Pomnik w formie kręgu wielkich kamieni z odpowiednimi napisami miałby w Warszawie symbolizować „krąg wolnych narodów”.

– I w ten sposób podkreślono by także jak najbardziej współczesne relacje w naszym regionie...

– Niewątpliwie taki symbol miałby dziś duże znaczenie i rolę polityczną. Uważam także, że powinniśmy w Polsce upamiętnić kraje kaukaskie, które długo walczyły o niepodległość, ale przegrały tę walkę. Także Irlandię, która w 1919 r. jako jedyny kraj na Zachodzie w konfrontacji z Brytyjczykami wywalczyła wolność. Warszawa jest, moim zdaniem, najbardziej predestynowana do tego, by być miejscem, w którym tego właśnie europejskiego ducha wolności sprzed 100 lat można dziś pokazywać. Być może powstanie na ten temat także specjalna monografia historyczna.

– Rocznice niepodległościowe zbliżają się wielkimi krokami, tymczasem wydaje się, że Polacy nie są do nich przygotowani, a sprawy niepodległości Polski niewiele ich obchodzą. Czy widzi Pan Profesor szansę na to, aby przy okazji tych rocznic ożywić patriotyczne uczucia?

– Uważam, że wielkim grzechem byłoby zmarnowanie tej okazji. Zgłosiliśmy propozycję do MEN, aby odpowiednio przygotować kadrę nauczycielską, bo, niestety, nauczyciele boją się tego tematu. Chcielibyśmy ich przekonać, że czyn niepodległościowy można w sposób najprostszy pokazać przez historię małych ojczyzn. Chcielibyśmy właśnie nauczycieli zdopingować do badań lokalnych na temat akcji POW, aby odważyli się przekazywać te wartości sprzed 100 lat, żeby wychowywali patriotów i porządnych obywateli, pokazując im wzory z przeszłości.

– To znaczy, że to przede wszystkim nauczyciele potrzebują teraz pomocy i odpowiedniej porcji wiedzy!

– To prawda, od tego chcemy zacząć. I to jak najszybciej, bo dużo czasu stracono w czasie poprzednich rządów, które nie tylko zmarginalizowały naukę historii w szkołach, ale też w ogóle lekceważyły polską historię. Dość powiedzieć, że na przypadającą w minionym roku 1050. rocznicę Chrztu Polski poprzednia ekipa nie przygotowała dosłownie nic, nie była zainteresowana jakimikolwiek obchodami, w 2016 r. trzeba więc było błyskawicznie improwizować, a można było zrobić znacznie więcej, by pokazać światu bogactwo naszych dziejów i ich wkład w historię Europy i świata.

– Czy obecna polityka historyczna, zdaniem Pana Profesora, będzie w stanie nadrobić minione straty, zapełnić wszystkie luki?

– Mam nadzieję, że tak, choć na to trzeba czasu i konieczna jest integracja resortowych i społecznych działań. Najpilniej potrzebne są wszelkie działania inspirujące aktywność społeczną na poziomie lokalnym. Obowiązkiem władzy jest mobilizowanie społeczeństwa, a przede wszystkim wychowanie porządnego obywatela. A tego możemy i powinniśmy się dziś uczyć – oby jak najintensywniej – od tych, którzy 100 lat temu walczyli o niepodległość Polski, a potem ją zagospodarowywali.

* * *

Prof. dr hab. Wiesław Jan Wysocki
Historyk, nauczyciel akademicki (UKSW) – specjalizuje się w historii najnowszej Polski, historii powszechnej w czasach nowożytnych, historii wojskowości; autor m.in. prac o: marsz. Edwardzie Śmigłym-Rydzu, gen. Emilu Fieldorfie, rtm. Witoldzie Pileckim, ks. mjr. Ignacym Skorupce, kard. Stefanie Wyszyńskim i św. Janie Pawle II Wielkim oraz duszpasterstwie wojskowym. Jest prezesem Instytutu Józefa Piłsudskiego

2017-01-18 10:25

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Wszystko było inne niż się spodziewałam. Renata Czerwicka o kulisach autobiografii ks. Pawlukiewicza

2020-09-24 07:22

[ TEMATY ]

ks. Piotr Pawlukiewicz

Renata Czerwicka /RTCK

Czwartek 24 września 2020 r. to data wyjątkowa. To właśnie dziś swoją premierę ma, stworzona tuż przed śmiercią ks. Piotra Pawlukiewicza - jedyna na świecie - autobiografia tego wielkiego kaznodziei pt. "Z braku rodzi się lepsze". Książka ma formę rozmowy. O historii, wierze, tajemnicach i nieznanych faktach z ks. Piotrem rozmawiała Renata Czerwicka, redaktor naczelna Wydawnictwa RTCK. W specjalnym wywiadzie dla „Niedzieli” p. Renata zdradza kulisy postawania wyczekiwanej autobiografii.

Damian Krawczykowski: Jak zaznacza Pani na początku książki – kilka lat musiało minąć, aby ks. Pawlukiewicz zgodził się na tę autobiograficzną rozmowę.. Co nareszcie przekonało ks. Piotra aby się przed Panią otworzyć?

Renata Czerwicka: Nie znam tego jednego konkretnego powodu i już się nie dowiem. Myślę, że ten temat pracował w księdzu Piotrze od dłuższego czasu. Może pogarszający się stan zdrowia dawał mu znaki, że warto w końcu się zdecydować… bo nie wiadomo, jak będzie? Na pewno duży wpływ miała płyta Krzyśka Antkowiaka z tekstami ks. Piotra, która miała wyjść razem z książką, a ksiądz Piotr bardzo czekał na tę płytę. A może uznał, że nie wytrzyma już dłużej moich namów i uległ (uśmiech) Znamy się od kilku lat i naprawdę się lubiliśmy.

Czy „wywiad-strumyk” jak nazwał Waszą książkę sam ks. Pawlukiewicz układał się wg Pani planu? Odpowiedzi, których udzielił ks. Piotr, były takie jakich Pani oczekiwała?

Wszystko podczas tego wywiadu było inne niż się spodziewałam. Wszystko. Ksiądz Piotr po pierwsze był w trudnej sytuacji zdrowotnej, poruszał się na wózku, wiele czynności sprawiało mu ból, co w oczywisty sposób odbiło się na rozmowie, podczas której musieliśmy robić liczne przerwy. Nie dało się też rozmawiać długo, rozłożyliśmy nasz wywiad na 5 dni. Rozmowa jednak ewoluowała i to widać w książce, że dość zachowawcze odpowiedzi na początku później stają się o wiele bardziej otwarte, dotykamy głębszych spraw, o których ks. Piotr mówi więcej. Bardzo mnie te pięć dni rozmów zaskoczyło swoją nieoczywistością, notatki przygotowywane przez kilka tygodni okazały się prawie bezużyteczne. To było spotkanie z człowiekiem, takim prawdziwym z krwi i kości, takim z wadami i zaletami, silnym i słabym... I z pewnością ta rozmowa zaskoczy czytelnika, który zna ks. Piotra głównie jako legendę i wspaniałego kaznodzieję.

Czuła Pani, że przy pracach nad książką ks. Piotr uchyla rąbka tajemnicy swojego życia? Z książki możemy dowiedzieć się dotąd nieznanych faktów o „legendzie polskiego kaznodziejstwa”?

„Uchyla” rąbka tajemnicy to dobre określenie, bo tylko czasami, jakby niechcący mówił więcej, niż tylko trochę. To nie przypadek, że ks. Piotr nie wypowiadał się wcześniej o sobie. Na początku rozmowy widać było, że to jest dla niego trudne i że nie jest do tego przyzwyczajony. Każdego dnia pytał mnie, czy to na pewno dobry pomysł, aby robić ten wywiad. Zastanawiał się, czy ludzi chcą go poznać takiego, jakim naprawdę jest, zamiast żyć jego legendą…Na końcu jednak przyznał, że był to dla niego rodzaj terapii, coś, co bardzo dużo mu dało.

Prawda jest taka, że najwięcej o księdzu Piotrze dowiemy się z książki „Z braku rodzi się lepsze…” czytając między wierszami, czytając sercem, z dużą wrażliwością. On był niezwykle wrażliwym i głębokim człowiekiem, choć z drugiej strony, tak bardzo zwyczajnym.

Co Panią najbardziej zaskoczyło w tym wywiadzie? Jakiś szczególny fragment, historia?

Wiedziałam, że muzyka jest dla niego ważna, ale nie wiedziałam, że aż tak. Duża część naszych rozmów łączyła się ze wspólnym słuchaniem jego ulubionych piosenek. Kiedy włączałam piosenki SBB albo Grechuty, całkiem się zmieniał. Dosłownie, fizycznie. Twarz mu promieniała, prostował się na kanapie, uśmiechał. Kiedy słuchał muzyki, zatapiał się w nią, jednoczył wręcz. Coś niezwykłego. Chyba nigdy nie spotkałam kogoś, kto tak przeżywałby muzykę… Jak o tym myślę teraz, to chyba jednak wizja powstania płyty muzycznej z jego tekstami była dla niego dużą motywacją do tego wywiadu. Nie zdążył posłuchać całej płyty Krzyśka „Zostanie mi muzyka…”, ale na pewno bardzo by się nią cieszył. Na pewno. Marzył, aby ktoś zrobił taką płytę. Sądzę, że bardzo warto sięgnąć po jego biografię właśnie razem z tą płytą, bo w jego tekstach i kompozycjach Krzyśka Antkowiaka można odnaleźć jeszcze więcej księdza Piotra.

A jaki był Ksiądz Piotr podczas tworzenia tej książki? Wiemy, że było to na niedługo przed śmiercią. Czy znane mu poczucie humoru nadal mu towarzyszyło? Widać było że jego wiara wraz z rozwojem choroby się zmienia? Pogłębia, pogarsza?

I znów nie mogę odpowiedzieć w prosty sposób. Myślę, że dla samego księdza Piotra jego stan ducha był zagadką i wyzwaniem. Relacja z Chrystusem i to jak ją przeżywał była dynamiczna, zmieniała się, tak o tym mówił, choć nie dosłownie. Jak sam przyznał, Parkinson nie przymnożył mu wiary, ale powiększył pole do przemyśleń. To co mnie zaskoczyło, to że ani razu nie próbował Boga nazwać prosto, opisać jednym zdaniem i zamknąć w krótkiej definicji. Uderzało to, jak bardzo zachwycał się Jego majestatem. W jednym miejscu powiedział:

„Teraz szykuję sprytny manewr. Jak już wrócę na ambonę, mam ochotę powiedzieć: Ludzie, Pan Bóg jest tak inny, tak fanta­stycznie przerastający nasze pojmowanie, że… nie ma o czym gadać. Co tu gadać…? Nie możemy ogarnąć rozumem ko­mórek nowotworowych, a Boga chcemy zrozumieć?!”

Poczucie humoru, z którym ksiądz Piotr jest tak bardzo kojarzony oczywiście się nie zmieniło, ale tym razem znacznie więcej było wzruszeń, poważnych min i wspólnego milczenia, niż śmiechu.

Moją rolą w tym wywiadzie, oprócz zadawania pytań i rozmowy w dużej mierze było także uszanowanie granic księdza Piotra. Tego o czym chciał mówić i o czym nie chciał. Wiele wątków nie dokończyliśmy, niektóre przerwaliśmy... Kiedy odszedł, nie wiedziałam, jak ogarnąć temat nad tekstem. Ale wyszło naturalnie… Co niedopowiedziane, zostało niedopowiedziane. I to dobrze, bo człowiek nie jest prostym zbiorem pytań i odpowiedzi, ale najbardziej skomplikowanym stworzeniem na ziemi. I zawsze jest i pozostaje jakąś tajemnicą… Ja osobiście czułam, że podczas tej rozmowy miejscami obcowałam z pewną mistyką, czymś, co mnie przerastało. Nigdy tej rozmowy nie zapomnę… Nigdy.

Na koniec krótko: Ks. Piotr Pawlukiewicz jest dla mnie….

Tajemnicą… Inspiracją.

Dziś tytuł książki „Z braku rodzi się lepsze…” nabiera zupełnie nowego wymiaru. W książce widać, że wszystko co najlepsze w życiu ks. Piotra, rodziło się z jakiejś słabości, jakiegoś braku… Dziś brak księdza Piotra. Co lepszego się tego urodzi?... Bardzo jestem ciekawa. A że tak będzie – nie mam wątpliwości.

_____________________________________________________

Ks. Pawlukiewicz /fragmenty z autobiografii:

Czy jest coś, co chciałby Ksiądz powiedzieć teraz ludziom, którzy będą czytać tę książkę?

(Zamyśla się..)

Chciałbym powiedzieć: Trzymajcie się swoich księży w para­fiach. Trzymajcie się tradycyjnego duszpasterstwa i uważajcie na takich księży, jak Pawlukiewicz. Bo tu łatwo o chęć błysku i popisu.

______________________

Przede wszystkim trzeba kochać. Kocham człowieka, jeśli za­leży mi na tym, żeby on poszedł do Nieba. Myślę sobie, że przed każdymi rekolekcjami ksiądz powinienem usiąść i skon­centrować się, czy chce, żeby te zakonnice czy ci księża, czy ci świeccy poszli do Nieba. Czy zależy mu na nich, czy na tym, żeby zabłysnąć.

Zachwycić ludzi można dość łatwo. Można skleić z Ewangelii jakiś tekścik całkiem tęgi intelektualnie, ale czy ja chcę, żeby ci moi słuchacze poszli do Nieba?

Ktoś przyjeżdża z głoszenia rekolekcji i mówi: „Ale miałem rekolekcje! Tysiące ludzi przychodziło”. Ale czy ty, brachu, chciałeś, żeby oni poszli do Nieba, czy tylko chciałeś ich przekonać o nieomylności Kościoła albo potrzebie głębokiej modlitwy? No właśnie. Nie szarżuj. Nie szarżuj, bo możesz zagubić główny cel nauczania, jakim jest doprowadzenie ludzi do bram Nieba.

_______________________________

Więcej o książce: Zobacz

RTCK

CZYTAJ DALEJ

Zagra pierwszy organista katedry oliwskiej

2020-09-25 22:52

plakat organizatorów

We wspomnienie św. Teresy od Dzieciątka Jezus, dziewicy i doktora Kościoła oraz patronki misji, 1 października, krakowscy Karmelici Bosi zapraszają na uroczystą Mszę św. pod przewodnictwem bp. Jana Zająca. Eucharystia rozpocznie się o godz. 18.00, a po jej zakończeniu wybrzmi koncert misyjny.

Jest to kolejne wydarzenie z cyklu „Karmelitańskie Spotkania z Muzyką Organową”. Jak informuje Tomasz Soczek, organista i pomysłodawca cyklicznych spotkań z muzyką, tym razem wystąpi słynny polski organista, prof. Roman Perucki z Gdańska, pierwszy organista katedry oliwskiej. Zaznacza: „Karmelitańskie organy rozebrzmią niewątpliwie w pełnej krasie, ponieważ artysta zaprezentuje szereg słynnych wirtuozowskich utworów, a wśród nich: Preludium i fugę potrójną Es-dur Jana Sebastiana Bacha, toccatę Tu es Petra Henri Muleta, czy Carillon de Westminster Louisa Vierne’a. W programie pojawi się też akcent stricte krakowski – Preludia maryjne Juliusza Łuciuka.”.

Wstęp na koncert tradycyjnie wolny, a bezpośrednio po nim - jak zawsze odbędzie się spotkanie z zaproszonym artystą w Sali św. Anny. Patronat honorowy nad „Karmelitańskimi Spotkaniami z Muzyką Organową” objął abp Marek Jędraszewski, metropolita krakowski. „Niedziela Małopolska” sprawuje patronat medialny nad wydarzeniem. Tegoroczny cykl finansowany jest ze środków Województwa Małopolskiego jako zadanie realizowane w ramach IV edycji Budżetu Obywatelskiej Województwa Małopolskiego.

„Karmelitańskie Spotkania z Muzyką Organową” to druga edycja całorocznego cyklu koncertów odbywający się w kościele oo. Karmelitów Bosych w Krakowie, przy ul. Rakowickiej 18. Kolejne wydarzenia muzyczne nawiązują treścią do porządku roku liturgicznego i przypadających w terminach koncertów uroczystości.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję