Reklama

Kazimierz Pleśniak Kawalerem Orderu Uśmiechu

2017-01-25 15:07


Edycja legnicka 5/2017, str. 6-7

Monika Łukaszów
Kazimierz Pleśniak, kawaler Orderu Uśmiechu

Kazimierz Pleśniak to postać w Legnicy doskonale znana. Od 50 lat pracuje na rzecz dzieci. Laureat wielu nagród i wyróżnień za działalność społeczną na rzecz dzieci i młodzieży oraz osób niepełnosprawnych. Inicjator tzw. stanic wędrujących, założyciel Młodzieżowego Domu Kultury „Harcerz”, od 26 lat prezes Towarzystwa Przyjaciół Dzieci w Legnicy. Jest laureatem wielu ważnych medali i odznaczeń. Kilka lat temu legnicka Kuria Biskupia wyróżniła p. Kazimierza tytułem „Przyjaciel Osób Niepełnosprawnych”. Szczególnie bliskimi postaciami i niedościgłymi wzorami pana Pleśniaka są św. Jan Paweł II i św. Matka Teresa z Kalkuty. 16 stycznia w Młodzieżowym Centrum Kultury, Kazimierz Pleśniak, za swoją społeczną pracę na rzecz najmłodszych, otrzymał „Order Uśmiechu”. Został pasowany różą, złożył też przyrzeczenie: „być zawsze pogodnym i radość dzieciom przynosić”, a potem musiał z uśmiechem wypić sok z cytryny
Z Kawalerem Uśmiechu Kazimierzem Pleśniakiem o pracy z dziećmi i dla dzieci rozmawia Monika Łukaszów

MONIKA ŁUKASZÓW: – Czym jest dla Pana Order Uśmiechu?

KAZIMIERZ PLEŚNIAK: – Jest czymś niezwykłym i niepowtarzalnym, największym wyróżnieniem w moim życiu i ponad 50-letniej działalności społecznej. Tym cenniejszy, że przyznany przez dzieci. Wyróżnienie to byłoby dla mnie nieosiągalne, gdyby nie wsparcie mojej żony Ireny i ogromnej rzeszy ludzi, z którymi współpracuję w niesieniu pomocy dzieciom. To jedyne odznaczenie przyznawane bez udziału polityki, tym bardziej, że jestem zwolennikiem działalności ponad podziałami.

– Ponad 50 lat pracuje Pan na rzecz dzieci. Co daje taka praca?

– W 2016 r. minęło 50 lat jak rozpocząłem działalność społeczną w Polskim Komitecie Pomocy Społecznej w Studium Nauczycielskim w Legnicy w Kole Uczelnianym. Następnie w Szkole Podstawowej w Kunicach zakładałem ZHP, w którym działałem do 2001 r. pełniąc funkcję komendanta Hufca ZHP Chorągwi Legnickiej. Potem było Towarzystwo Przyjaciół Dzieci (TPD). Taka praca daje ogromną satysfakcję, rozwija pasje, z każdym dniem rodzą się nowe pomysły, można się samorealizować i wciągać innych do pożytecznego działania. To olbrzymi komfort, kiedy praca staje się pasją.

– Czy na przestrzeni lat zmieniły się potrzeby i formy pomagania dzieciom?

– TPD było, jest i będzie potrzebne w różnych okresach, ustrojach czy uwarunkowaniach społeczno-politycznych, ponieważ są dzieci i rodziny potrzebujące i oczekujące pomocy. Formy się zmieniają, bo świat idzie do przodu, zwłaszcza w dziedzinie techniki. W czasie transformacji ustrojowej potrzeby są większe, bo nie wszyscy sobie radzą, choćby z powodu bezrobocia.

– Jak widzi Pan dalszą swoją pracę na rzecz dzieci?

– Choć lata lecą, zdrowie też podupada, nie wyobrażam sobie życia bez realizacji zadań społecznych. Chciałbym przynajmniej wprowadzić legnickie oddziały TPD w drugie stulecie – w roku 2019. Marzy mi się stworzenie alei przyjaciół dzieci w Legnicy i własne środowiskowe ognisko wychowawcze TPD. Do końca będę wierny słowom największego Polaka ostatnich czasów św. Jana Pawła II: „Dziecko jest radością całego świata”. Pragnąłbym dalej realizować zadania propagując wartości chrześcijańskie. A dewiza „Bóg, honor, ojczyzna” towarzyszyć mi będzie do końca życia.

Tagi:
order uśmiechu

Mija 50 lat od przyznania pierwszego Orderu Uśmiechu

2019-02-06 14:04

mip (KAI/Order Uśmiechu) / Warszawa

W środę mija 50 lat od nadania pierwszego Orderu Uśmiechu. Pierwszym laureatem wyróżnienia został poznański ortopeda prof. dr Wiktor Dega. Przez pięćdziesięciolecie orderem uhonorowani zostali także wybitni duchowni i świeccy przedstawiciele Kościoła.

Order Uśmiechu to honorowe odznaczenie nadawane od 1968 za działalność na rzecz dzieci, przyznawane na ich wniosek dzieci przez Kapitułę Orderu Uśmiechu. Kawalerem Orderu Uśmiechu zostaje dorosły, którego działalność w danym roku przyniosła dzieciom najwięcej radości. Ceremonii wręczania orderu towarzyszy rytuał wypicia soku z cytryny, koniecznie z uśmiechem.

Przez 50 lat do grona kawalerów Orderu Uśmiechu zaliczeni zostali wybitni hierarchowie kościelni, a także świeccy i duchowni katolicy. Order trafił do dwóch papieży: w 1981 do Jana Pawła II, zaś w 2016 do Franciszka.

Jan Paweł II odebrał order, choć z zasady nie przyjmował żadnych odznaczeń. Był 267. kawalerem, na wniosek niewidomych dzieci z Krakowa i Lasek. Wniosek został napisany alfabetem Braille’a.

„Ojciec Święty kocha każdego człowieka, przekonuje, że szczególnym szacunkiem trzeba otaczać dzieci. Papież jest kochany, jak ktoś chce od niego pomocy, to ją dostanie, a zwłaszcza dziecko, jesteśmy pewni, że gdyby ktoś z nas potrzebował pomocy to by nam nie odmówił” – dzieci uzasadniły z kolei wybór papieża Franciszka. Ceremonia wręczenia orderu i legitymacji z numerem 1000 odbyła się 2 sierpnia 2017 roku w Watykanie.

Wyróżnieniem uhonorowani zostali także kardynałowie: Franciszek Macharski (1998), Henryk Gulbinowicz (2001) oraz biskupi: Ignacy Jeż (1998), Antoni Długosz (2007).

Wniosek o uhonorowanie kard. Macharskiego złożyły dzieci niepełnosprawne z Radwanowic i podopieczni z krakowskiego Domu Pomocy Społecznej. „Dzięki Księdzu Kardynałowi dostaliśmy budynek naszych warsztatów, który wcześniej był kaplicą” - napisali niepełnosprawni z Warsztatów Terapii Zajęciowej Fundacji im. Brata Alberta w Krakowie.

Krakowski purpurat, komentując ceremonię wręczenia Orderu, podczas której trzeba wypić sok ze świeżej cytryny, powiedział: „Myślę o tej cytrynie, którą trzeba wypić. Ludzie wiedzą, który uśmiech jest przylepiony. Często trzeba zdobyć się na uśmiech mimo smutku, po to, by innym nie zakłócać ich pogody i szczęścia”.

Kard. Macharski zauważył też, że jeśli podczas picia cytryny się uśmiechnie, to pokaże, że pośród smutków życia jest miejsce na uśmiech, warto więc ten sok wypić. „Prawdziwy uśmiech to trochę słońca, które nosi się w sobie" - powiedział kardynał.

Z kolei o order dla kard. Gulbinowicza postulowały dzieci ze świdnickiego Stowarzyszenia Przyjaciół Dzieci Chorych "Serce". Napisany przez dzieci wniosek o nadanie Orderu miał imponujące rozmiary metr na metr. Dzieci napisały w nim, że kardynał jest "człowiekiem, który otacza dzieci wielką opieką". "Bardzo wspiera nasz zespół „Serduszka” ofiarując pomoc. Nigdy nie zapomina o dzieciach w Centrum Przyjaźni Dziecięcej w Świdnicy i Żarowie. Jest wielkim przyjacielem dzieci chorych na nowotwory. Mówimy o Nim Ksiądz Gulbi - tak z przyjaźni zdrobniale" - czytamy we wniosku.

Order często trafiał do duchownych. Wyróżnieni zostali nim m.in. poeta i słynny warszawski kaznodzieja ks. Jan Twardowski, prezes Fundacji im. Brata Alberta w Krakowie ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, kustosz sanktuarium z Kałkowa-Godowa, budowniczy wioski dziecięcej ks. Czesław Wala, czy założyciel sieci chórów “Biedronki” ks. Andrzej Danielski.

Dzieci doceniły także działalność organizatora akcji krwiodawstwa w parafiach ks. Piotra Sadkiewicza, działacza dla dobra chorych w szczególności osób zakażonych wirusem HIV ks. Arkadiusza Nowaka, „Proboszcza III Tysiąclecia”, tworzącego w parafii m.in. ochronki-przedszkola ks. Michała Józefczyka, franciszkańskiego duszpasterza polonijnego o. Łucjana Królikowskiego OFMConv czy watykańskiego współpracownika Jana Pawła II o. Konrada Hejmę OP.

W 2017 roku order otrzymał popularny kaznodzieja i duszpasterz, benedyktyn o. Leon Knabit. „Uśmiecham się dlatego, że wiem, iż Pan Jezus mnie kocha. On kocha wszystkie dzieci i wszystkich starszych. A dzieci szczególnie” – podkreślił zakonnik podczas odebrania nagrody. Przypomniał, że „dziecko jest człowiekiem od pierwszej chwili istnienia”. „Staramy się, by dzieci się uśmiechały. A dzieci dają nam też powód do uśmiechu” – dodał.

Orderem uhonorowana została za swoją działalność na rzecz ubogich św. Matka Teresa z Kalkuty. Wyróżnienie za zaangażowanie na rzecz misji otrzymały również członkini Rady Fundacji Pomocy Humanitarnej „Redemptoris missio”, dr Wanda Błeńska, a także Helena Pyz, założycielka Sekretariatu Misyjnego Jeevodaya.

Za działalność na rzecz dzieci z ubogich i patologicznych rodzin order otrzymała także Joanna Radziwiłł. Prowadzona przez nią Fundacja św. Jana Jerozolimskiego pomaga dzieciom zaniedbanym edukacyjnie, społecznie i emocjonalnie.

Pomysł zrodził się w głowie autorki książek dla dzieci, Wandy Chotomskiej. Podczas jednego ze spotkań z chorymi dziećmi w podwarszawskim szpitalu usłyszała od małego pacjenta o medalu, jaki przyznać chciałby lekarzowi, który się nim opiekował.

Przejmującą historię autorka opowiedziała w wywiadzie udzielonym „Kurierowi Polskiemu”. Zainspirowani pomysłem dziennikarze podjęli ideę, w której dzieci mogły nagradzać dobrą pracę dorosłych.

W ogłoszonym jesienią 1968 r. konkursie na projekt orderu dzieci przesłały na adres Telewizji Polskiej i do redakcji Kuriera Polskiego 44 tysiące prac. Najbardziej spodobał się ten wymyślony przez 9-letnią Ewę Chrobak z Głuchołaz, przedstawiający uśmiechnięte słoneczko. To właśnie słoneczko jest do dziś symbolem Orderu Uśmiechu.

Powołano także Kapitułę Orderu Uśmiechu, której przewodniczącą została znana i uwielbiana przez dzieci pisarka Ewa Szelburg-Zarembina. Wyłonionym przez kapitułę kawalerem z legitymacją nr 1 został prof. dr Wiktor Dega, światowej sławy chirurg ortopeda z Poznania, któremu tysiące dzieci zawdzięczały zdrowie, a nieraz i życie.

W 1979 r., ogłoszonym przez ONZ Międzynarodowym Rokiem Dziecka, sekretarz generalny ONZ Kurt Waldheim nadał Orderowi Uśmiechu rangę międzynarodową. 16 listopada 1992 Kapituła Orderu Uśmiechu została zarejestrowana w Polsce jako stowarzyszenie.

Siedzibą Kapituły jest Warszawa, a językiem urzędowym - polski. Kapitułę tworzy 55 osób - przedstawicieli wszystkich kontynentów. W gronie kapituły zasiadają: księża prawosławny i katolicki, lama buddyjski, rabin oraz przedstawiciel islamu. Jest to ciało ekumeniczne, demokratyczne. Wnioskodawcami mogą być tylko dzieci, które przysyłają kolorowe listy, ilustrowane rysunkami i zdjęciami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Lech Dokowicz podczas spotkania „Polska pod Krzyżem”: Polacy, nawróćcie się, póki jest czas!

2019-09-14 14:43

ks. an / Włocławek (KAI)

"Polacy, nawróćcie się, póki jest czas!” – zaapelował dziś Lech Dokowicz, jeden z organizatorów odbywającego się we Włocławku spotkania ewangelizacyjnego „Polska pod Krzyżem”. Wygłosił on konferencję pt. „Odrzucenie Krzyża i walka duchowa w współczesnym świecie”.

Archiwum Lecha Dokowicza
Żyjemy w czasach, w których większość ludzi rodzi się dla piekła, a nie dla nieba – mówi Lech Dokowicz

Dokowicz przytoczył świadectwo swojego życia wspominając, że przez 20 lat pędził los emigranta. „Przebywałem w Stanach Zjednoczonych w środowisku filmowców. Poddany byłem inicjacji satanistycznej, zły duch dawał mi obietnice, co mogę zyskać, jeśli opowiem się za nim. Ale moja matka modliła się 17 lat o moje nawrócenie i w jeden dzień przeżyłem nawrócenie, przyjęła mnie wspólnota Kościoła katolickiego, poczułem moc modlitwy, bo modlili się za mnie nieznani ludzie” – rozpoczął swoją konferencję Dokowicz.

Wskazywał, że nie ma ważniejszego pytania niż to, gdzie trafimy po śmierci: do życia wiecznego czy do wiecznego potępienia. Opowiadając o pracy nad poszczególnymi filmami, mówił o wezwaniu, jakie Bóg stawia wobec człowieka. „Nakręciłem pierwszy film o prześladowaniu chrześcijan w krajach muzułmańskich. Jaką łaską jest, że każdego dnia możemy pójść do kościoła, każdego dnia możemy poprosić kapłana o spowiedź, każdego dnia karmić się Ciałem Pańskim. Wielu z nas tego nie docenia, bo ta ziemia utkana jest krzyżami, kapliczkami, świątyniami” – mówił współorganizator wydarzenia.

Lech Dokowicz nawiązał też do kryzysu, jaki przeżywa Kościół w związku z czynami pedofilskimi, jakich dopuścili się niektórzy duchowni. „Trzeba to wypalić, ale trzeba też zrozumieć, ze zły duch chce oddzielić ludzi od kapłanów, to jest wojna przeciw kapłanom, bo jak ludzie odwrócą się od kapłanów, to nie ma sakramentów. Dlatego musimy otoczyć modlitwą kapłanów, stanąć przy nich. To jest zadanie dla nas świeckich” – apelował Dokowicz.

Organizator "Polski pod Krzyżem" mówił też o ochronie życia. „Pojechaliśmy do Holandii i chcieliśmy rozmawiać z lekarzami, którzy zabijają ludzi starszych. Naszym celem był tzw. ojciec chrzestny eutanazji. Pracował na oddziale noworodków, jak rodziło się chore dziecko, sam podejmował decyzję o jego życiu lub śmierci. Okazało się, że w domu tego człowieka odbywały się satanistyczne rytuały, cały dom pełen był satanistycznych obrazów. On do końca nie zrozumiał, kim jesteśmy, wypowiedział zdania, dzięki którym wielu zrozumiało czym jest eutanazja. To jest ciemność, to jest coś, co sprawia, że w momencie odchodzenia ze świata, gdy człowiek mógłby odjąć decyzję o powrocie do Boga, nie daje się na to szansy” – wyjaśniał prelegent.

Jako receptę na walkę ze złem Dokowicz podał modlitwę. „Dlaczego się nie modlisz, dlaczego modlitwa nie jest na pierwszym miejscu?” - pytał prelegent wskazując, że obrońcy życia w Ameryce całą dobę modlą się. "Po 10 latach pracy przed klinikami w USA, w stanie Nowy Jork zamknięto połowę klinik aborcyjnych i uratowano życie wieczne wielu osób - wskazywał.

„Co mówi nam Pan Bóg? Nasze działania muszą wypływać z doświadczenia modlitwy, z kolan, musimy pełnić Jego wolę, a nie realizować swoją” – mówił Dokowicz. „Wielu myśli o grzechach przeciwko życiu. Zabijanie nienarodzonych jest w oczach Boga tak potworne, że woła o pomstę do nieba, a to znaczy, że nie będzie pokoju w żadnym narodzie, dopóki będą trwały takie czyny. Jeśli znajdą się ludzie, którzy zniosą te przepisy o aborcji, Bóg pobłogosławi tak, że będziemy płakać ze szczęścia. Ustanawiający prawa aborcyjne mają krew na rękach i stoją nad przepaścią piekła” – podkreślił prelegent.

„Po 1989 r. wielu Polaków porzuciło życie duchowe, przestali modlić się z dziećmi przy ich łóżeczkach, wybrali materializm. Jeżeli dzieci nie są tak wychowywane, nie ma przekazu wiary w domach, żeby ochronić ich przed pokusami, to dzieje się to, co widzimy. Ludzie zaczęli traktować grzech jako zabawę, przyjemność, nic groźnego. Potrzeba więc nawrócenia. Polacy, nawróćcie się, póki jest czas!” – apelował Dokowicz. Zachęcał do zawierzenia się Maryi i stanięcia pod krzyżem. „Będziemy patrzeć w stronę krzyża Pana przez pryzmat życia, by zanieść to, co trudne, ale też i prosić, żeby móc zmartwychwstać”.

Organizator spotkania podziękował Panu Bogu za to, że po „wielkiej pokucie” i „różańcu do granic”, pomimo trudności doszło do spotkania we Włocławku. Za decyzję wsparcia i organizacji wydarzenia podziękował też biskupowi włocławskiemu Wiesławowi Meringowi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Projekt KOSTKA - szansą na zmianę nastawienia do Kościoła

2019-09-18 08:18

Damian Krawczykowski /Niedziela

Projekt KOSTKA to nieprzeciętne wydarzenie na mapie chrześcijańskich eventów. Już od kilku lat gromadzi tysiące młodych (i nie tylko młodych) osób - najbliższa edycja już w nadchodzących weekend - 20-22 września. Specjalnie dla Tygodnika Katolickiego "NIEDZIELA" - wywiad z ks. Adamem Gacą - jednym z organizatorów Projektu KOSTKA.

projektkostka.pl
Logo tegorocznej edycji Projektu KOSTKA

Damian Krawczykowski: Czy w czasach gdy w muzyce popularnej panuje moda na lekkie teksty, przesiąknięte próżnością i szybkim życiem warto organizować chrześcijańskie festiwale takie jak Projekt KOSTKA?

Ks Adam Gaca: Jeśli tak jest, to tym bardziej trzeba organizować takie festiwale! Wydaje mi się, że na tym polega praktyczna realizacja słów św. Pawła „zło dobrem zwyciężaj”. Podczas Projektu Kostka w Złotowie staramy się eksponować dobry, pozytywny przekaz, którego naprawdę nie brakuje. A wyróżniamy się tym, że w skali kraju to jedyny festiwal hip-hopu chrześcijańskiego.

DK: A nie boicie się, że ludzie zaczną Was szufladkować, typu: „Skoro to chrześcijański festiwal to musi tam być nuda, nie jadę!”

ks AG: Poniekąd już tak jest, ale nie ma co się tym przejmować. Przecież chyba wszyscy wiedzą, że organizatorem jest parafia prowadzona przez misjonarzy Świętej Rodziny. Myślę, że bardziej powinniśmy dbać o to, żeby za bardzo się nie przypodobać trendom współczesności. Względnie łatwo jest zrobić show, a o wiele trudniej połączyć show z Ewangelią. To trochę karkołomne zadanie, ale chyba właśnie dlatego tak ciekawe i fascynujące!Sama nazwa „Projekt Kostka”miała z założenia nie kojarzyć się tak „kościelnie”. Wzięła się od nazwiska patrona młodzieży, św. Stanisława Kostki. W ogóle uważam to za dość uniwersalny sposób ewangelizacji – treść religijną, duchową ubrać niejako w język współczesności. Patrząc z tej perspektywy śmiało można nazwać nasze wydarzenie formą nowej ewangelizacji. Ciągle poszukujemy nowych dróg i środków. W przypadku tegorocznej edycji warto powiedzieć np. o aplikacji mobilnej „Projekt Kostka”, która zawiera terminarz, opisy gwiazd i mapę.

DK: Czy muzyka dociera dziś do młodych? Czy da się nią przekazać coś więcej niż tylko dźwięk i melodyjne słowa refrenu?

ks AG: Jestem głęboko przekonany, że tak. To środek, który od zawsze miał wielką moc oddziaływania na ludzi. Postrzegam tę formę przekazu jako pomost pomiędzy tym, co zewnętrzne, zmysłowe, a tym, co duchowe. Jesteśmy tym, czym się karmimy, a więc karmienie się dobrem pomnaża w nas dobro. Dlatego w tym roku zaprosiliśmy do Złotowa rockową LUXTORPEDĘ i uwielbieniowy EXODUS 15, poza tym Muode Koty, Anatoma i Lucasa Vuittona – laureata zeszłorocznego PK HIP-HOP FESTIWAL. Oni nie boją się mówić o Bogu wprost ze sceny, modlić się głośno i być przy tym radosnymi i po prostu sympatycznymi ludźmi.

DK: Muzyka z wartościami chrześcijańskimi może zachęcić młodych do zmiany swojego (często negatywnego) nastawienia do Kościoła?

ks AG: Oczywiście! I nie chodzi tylko o muzykę, ale o całość wydarzenia. Nie da się tego „zmierzyć” bezpośrednio, ale dla mnie sukcesem jest już, jeśli ktoś spojrzy bardziej przychylnym okiem na księdza czy w ogóle na osobę wierzącą, zamiast popadać w powtarzane bezmyślnie stereotypy. Wierzę w wielką moc przyciągania dobra. A jest to świetna okazja, aby zobaczyć chrześcijan czyniących dobro – radosnych, bawiących się, pomagających sobie. Przy „Projekcie Kostka” zaangażowany jest cały sztab wolontariuszy, liderów, grafików, fotografów, ponadto dziesiątki sponsorów, firm i różnych instytucji. To daje silne poczucie wspólnoty i bardzo przyciąga.

DK: Czy Projekt KOSTKA jest festiwalem tylko dla tych już stałych katolików, czy powątpiewający, lub szukający swojego miejsca też się w nim odnajdą?

ks AG: Z założenia pragniemy zainteresować wszystkich i stąd dobór gwiazd pozwala, aby każdy znalazł coś dla siebie, także ten, komu daleko do Pana Boga. A czasem przy okazji usłyszane słowo Ewangelii czy świadectwa może wzrosnąć w sercu, przemienić i wydać owoc… O to się modlimy.

DK: Dzięki serdeczne za rozmowę!

ks AG: Dziękuję!

szczegóły i program festiwalu na stronie: projektkostka.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem