Reklama

Wiadomości

Bruksela. Stolica Unii Europejskiej czy EuRabii...

Stolica Belgii uważana jest de facto za stolicę zjednoczonej Europy – to tu znajdują się najważniejsze unijne urzędy, takie m.in. jak Parlament Europejski, ale także główna siedziba NATO. Nie wszyscy zdają sobie jednak sprawę, że to „serce” UE staje się coraz bardziej muzułmańskie

Niedziela Ogólnopolska 11/2017, str. 12-14

[ TEMATY ]

Unia Europejska

Europa

Włodzimierz Rędzioch

Wielki meczet w Brukseli

Wielki meczet w Brukseli

Prawie 30 proc. mieszkańców Brukseli to wyznawcy islamu, a liczba praktykujących muzułmanów jest już większa od liczby praktykujących katolików. Stolica państwa o tak wspaniałej chrześcijańskiej historii w ostatnich dziesięcioleciach ulega gwałtownej islamizacji, przez co zasługuje już na miano „Brukselistanu”. Świat mógł się o tym przekonać, gdy ujawniono, że to właśnie stąd rekrutowani są dżihadyści walczący w szeregach ISIS, stąd też pochodzili islamscy terroryści, którzy dokonali zamachu w teatrze Bataclan w Paryżu 13 listopada 2015 r. oraz w brukselskim metrze i na lotnisku 22 marca 2016 r. Problem jednak w tym, że nawet muzułmanie, którzy nie są zwolennikami dżihadu i tzw. Państwa Islamskiego, postrzegają zachodnie społeczeństwo jako coś sobie obcego. Felice Dassetto, profesor na Uniwersytecie Louvain, autor książki „L’iris et le croissant” (irys to symbol Brukseli, a „croissant”– półksiężyc to symbol islamu), stwierdza, że muzułmanie mówią o niemuzułmanach: „oni” – „my” to muzułmanie, wszyscy inni to „oni”. Jak doszło do tego, że to właśnie Belgia uległa tak głębokiej islamizacji, a jej stolica stała się jednym z przyczółków islamizmu w Europie?

Ropa wraz z islamem

Rachid Madrane, belgijski minister, muzułmanin, w wywiadzie dla gazety „La Libre” stwierdził, że „grzechem pierworodnym Belgii było powierzenie w 1973 r. «kluczy» islamu Arabii Saudyjskiej, aby zapewnić sobie zaopatrzenie w energię”. W latach 70. ubiegłego wieku Belgię zamieszkiwało pierwsze pokolenie imigrantów wyznających islam i nie było wtedy muzułmańskich miejsc kultu. Ale były to lata kryzysu energetycznego, co bardzo dobrze potrafiła wykorzystać Arabia Saudyjska – w zamian za zapewnienie dostaw ropy naftowej saudyjscy władcy „przekonali” belgijskie władze do wielu ustępstw na rzecz islamu. Kraj ten jako pierwszy w Europie Zachodniej uznał oficjalnie religię muzułmańską w 1974 r., a w następnym roku wprowadzono naukę islamu w szkołach. Król Belgów Baudouin oddał natomiast „Pavillon du Cinquantenaire” – jeden z budynków na terenach wystawowych miasta, tuż obok siedziby władz UE i placu Schumana – do dyspozycji Saudyjczykom, którzy przekształcili go w Wielki Meczet. Został on otwarty w 1978 r., po długiej renowacji, w obecności króla Khalida bin Abdulaziza Al Sauda i belgijskiego monarchy. W tym momencie Arabia Saudyjska zaczęła wywierać przemożny wpływ na wspólnotę muzułmańską nie tylko w Brukseli, ale także w całej Belgii, głównie przez szkolonych tutaj kaznodziejów i rozprowadzane materiały propagandowe. Niestety, Saudyjczycy propagują skrajną interpretację islamu, zwaną wahabizmem, która ma być powrotem do prawdziwych korzeni tej religii. Wahabizm zakłada m.in.: absolutny monoteizm („tauhid”), odrzucenie wszystkiego, co nie jest islamskie, zakaz wprowadzenia obcych elementów („bida”) oraz walkę zbrojną („dżihad”). Ocenia się, że na propagowanie tego „oczyszczonego” islamu Arabia Saudyjska wydała w ostatnich 35 latach ponad 60 mld euro, czego skutki widać na całym świecie. Stało się oczywistym faktem, że współczesny islamski terroryzm czerpie swe religijne motywacje właśnie z wahabizmu. Obecnie najbardziej radykalni kaznodzieje mają olbrzymi wpływ na społeczeństwa muzułmańskie, szczególnie na młodych muzułmanów, którzy najczęściej są sprawcami zamachów terrorystycznych. W zeszłym roku pojawiło się w Internecie nagranie wideo, na którym widać, jak 15-letni syn imama Shayha Alamiego przechadza się po ulicach miasta Verviers i wykrzykuje: „O Allahu, unicestwij ohydnych chrześcijan, zgładź ich wszystkich, nie pozostaw ani jednego żywego”. A wideo to pojawiło się niecałe dwa dni po zamachu w mieście Charleroi, gdzie młody Algierczyk ranił maczetą dwie policjantki, krzycząc: „Allah akbar!” (Allah jest wielki!).

Reklama

Oczywiście, fakt ten ukazuje, czego nauczają imamowie w europejskich meczetach. Jest rzeczą znaczącą, że większość imamów w Belgii i we Francji zabroniła swoim wiernym świętowania i składania życzeń z okazji Bożego Narodzenia i Nowego Roku. Wyjawił to jeden z francuskich imamów – Hocine Drouiche, który napiętnował swych „kolegów”, twierdząc, że „islam tych imamów nie jest prawdziwym islamem pokoju i współżycia. To islam beduiński i archaiczny”. Ale taki właśnie jest islam głoszony w większości meczetów w Europie, których działalności nikt nie kontroluje. A w meczetach Brukseli można usłyszeć, że miasto to jest „stolicą niewiernych” („kuffar”).

Reklama

Brukselska dzielnica Molenbeek – minikalifat w sercu Europy

Świat odkrył brukselską dzielnicę Molenbeek, gdy wyszło na jaw, że pochodzą z niej islamscy terroryści i bojownicy walczący w Syrii i Iraku. Jest to część miasta całkowicie zdominowana przez muzułmanów, która rządzi się swoimi prawami i wymyka się spod kontroli policji. Aby zrozumieć, jak doszło do takiej sytuacji, trzeba wspomnieć socjalistycznego polityka Philippe’a Moureaux, syna ministra Charlesa Moureaux, profesora filozofii na Uniwersytecie w Liège, senatora, wicepremiera w rządzie Wilfrieda Martensa, a jednocześnie radnego, a następnie przez 20 lat burmistrza dzielnicy Molenbeek (1992 – 2012). To prawdziwa „gwiazda” lewicy antyrasistowskiej, twórca „prawa Moureaux”, które karze za czyny uznawane za ksenofobiczne. To on promował społeczeństwo wielokulturowe i stawał w obronie islamskich imigrantów; jako pierwszy polityk w Belgii wystawiał na lokalnych i regionalnych listach wyborczych muzułmanów. Utrzymywał ścisłe związki z przywódcami islamskimi, a do historii przeszły jego wiece polityczne w meczetach. Moureaux był wybierany w kolejnych wyborach dzięki głosom islamskich imigrantów, którzy na mocy prawa ustanowionego przez socjalistów mogli bez żadnych ograniczeń otrzymywać belgijskie obywatelstwo. O tym, co się działo w Brukseli i całej Belgii, napisał w książce „Lettre aux progressistes qui flirtent avec l’islam réac” (List do progresistów, którzy flirtują z islamem reakcyjnym) dr Alain Destexhe, lekarz, który przez wiele lat pracował w organizacji „Lekarze bez Granic”, a obecnie jest senatorem. „Przez dwadzieścia lat obowiązywała zmowa milczenia. W centrum tego systemu był Philippe Moureaux, burmistrz Molenbeek, pupil mediów, który stał się prawdziwym punktem odniesienia politycznym i moralnym, wywierającym wpływ na politykę Brukseli. Stworzył klimat terroru intelektualnego w stosunku do tych nielicznych, którzy mu się sprzeciwiali. Moureaux doszedł do wniosku, że przyszłość socjalizmu będzie zależała od imigrantów, którzy staliby się, symbolicznie, nowym proletariatem”. Problem w tym, że nie można było krytykować lewicy i jej strasznej polityki, bo była u władzy i kontrolowała środki przekazu. A tragiczne konsekwencje wyborczej strategii socjalistów, polegającej na wykorzystywaniu imigrantów do utrzymania się przy władzy, są dzisiaj widoczne. „Belgia stała się pierwszym krajem w Europie pod względem liczby dżihadystów, a Bruksela jest «słabym ogniwem» w walce z reakcyjnym islamem” – stwierdza dr Destexhe. W ten sposób belgijscy socjaliści, słynący kiedyś ze swojego antyklerykalizmu, przyczynili się do stworzenia w swej stolicy minikalifatu, gdzie coraz bardziej radykalni imamowie głoszą przewagę islamu nad zachodnią, dekadencką cywilizacją.

Reklama

Setki Molenbeeków w Europie

Islamski Molenbeek jest jedną z najszybciej rozwijających się dzielnic Brukseli – w ciągu ostatnich 15 lat jego ludność zwiększyła się o 30 proc., w ostatnich 5 latach – o 12 proc. Ale islamizacja dotyczy też innych dzielnic i okolic stolicy, takich jak: Ville de Bruxelles, Schaerbeek, Saint-Josse-ten-Noode i Anderlecht. Krótkowzroczna polityka wielokulturowości elit rządzących Europą, sprzyjająca gettyzacji i radykalizacji muzułmańskich społeczności, które nie chcą się integrować, sprawiła, że dzielnice-minikalifaty, takie jak Molenbeek, powstały w wielu państwach naszego kontynentu.

Reklama

Już kilka lat temu na stronie internetowej Instytutu Gatestone ukazał się artykuł sygnalizujący zwiększającą się liczbę stref miejskich, które stały się „no go”, czyli zakazane, dla niemuzułmanów, gdzie władze utraciły częściowo lub całkowicie kontrolę nad terytorium.

Dla przykładu – islamskim ekstremistom marzy się stworzenie emiratów w brytyjskich miastach zamieszkiwanych przez wielkie wspólnoty muzułmanów, takich jak: Birmingham, Bradford, Derby, Dewsbury, Leeds, Leicester, Liverpool, Luton, Manchester, Sheffield, oraz w dzielnicach Londynu (Waltham Forest i Tower Hamlets). W ulicach sąsiadujących z dzielnicą Tower Hamlets umieszczono kiedyś plakaty z napisem: „Wchodzisz do strefy, gdzie obowiązuje szariat (prawo islamskie)”. Absurdalne jest to, że islamscy fanatycy oskarżają o islamofobię i o „hate crimes” (zbrodnie nienawiści) te nieliczne osoby, które ośmielają się demaskować ich działania, mające na celu islamizację kraju.

W sąsiadującej z Belgią Holandii jest kilkadziesiąt niebezpiecznych stref, takich jak: dzielnica Kolenkit w Amsterdamie, dzielnice Pendrecht, Het Oude Noorden i Bloemhof w Rotterdamie, a w Utrechcie region Ondiep. W Hadze natomiast jest „strefa szariatu” w dzielnicy Schilderswijk – to tutaj miała swą bazę grupa terrorystyczna Hofstadt, która stoi za zabójstwem reżysera Theo van Gogha.

W duńskiej stolicy, Kopenhadze, jest przedmieście o nazwie Tingbjerg, które uważa się za pierwszy „obszar pod kontrolą szariatu”. W Szwecji mamy natomiast przypadek Malmö, którego ponad 30 proc. mieszkańców to muzułmanie – zamieszkują oni imigranckie dzielnice, takie jak Rosengård; stąd pochodzi Osama Krayem, który brał udział w zamachu na metro w Brukseli w 2016 r. W Berlinie natomiast jednym z największych gett muzułmańskich jest Neukölln, minikalifat na niemieckiej ziemi. We Francji od czasu do czasu słyszymy o zamieszkach na peryferiach dużych miast zamieszkałych głównie przez imigrantów i ich dzieci. Francuskie władze przyznały, że w kraju istnieje 751 „drażliwych” stref miejskich („zones urbaines sensibles” – ZUS), a mieszka w nich ok. 5 mln muzułmanów.

Reklama

Jak widać, w Europie jest już wiele dzielnic takich jak Molenbeek – stref, które muzułmańscy rezydenci uważają za „ziemię islamu”. Należy o tym pamiętać w sytuacji, kiedy do państw UE napływają coraz to nowe fale uchodźców, w większości muzułmanów. Wielu z nich ucieka przed wojną i jej dramatycznymi konsekwencjami, ale w większości są to ludzie, którzy w Europie chcą poprawić swoją sytuację ekonomiczną i korzystać z dobrodziejstw zachodniej demokracji i opieki społecznej. Problem w tym, że nowi imigranci z reguły nie chcą „stać się” Europejczykami, a w ten sposób będą zaludniać stare i nowe getta muzułmańskie, z wszelkimi politycznymi i społecznymi konsekwencjami tego zjawiska. Wielu polityków, nie tylko lewicowych i liberalnych, zdaje się tego nie dostrzegać i ciągle propaguje ideę społeczeństw wielokulturowych, co może doprowadzić do stopniowej islamizacji Europy.

Oriana Fallaci, włoska pisarka i dziennikarka zmarła w 2006 r., napisała kiedyś, że „to emigracja, nie terroryzm, jest koniem trojańskim, który pojawił się na Zachodzie i uczyni z Europy to, co nazywam Eurabią. To emigracja, nie terroryzm, jest bronią, na którą liczą, aby nas podbić, unicestwić, zniszczyć”. Fallaci traktowano jako złowieszczą Kasandrę i mało kto brał na serio jej przepowiednie. A może warto to zrobić, póki nie jest jeszcze za późno...

* * *

Wielki Meczet w Brukseli

W latach kryzysu energetycznego Arabia Saudyjska w zamian za zapewnienie dostaw ropy naftowej skłoniła belgijskie władze do wielu ustępst na rzecz islamu – kraj ten jako pierwszy w Europie Zachodniej uznał oficjalnie religię muzułmańską w 1974 r., wprowadzono naukę islamu w szkołach, a król Baudouin oddał „Pavillon du Cinquantenaire”, jeden z budynków na terenach wystawowych miasta, tuż obok siedziby władz UE i placu Schumana, do dyspozycji Saudyjczykom, którzy przekształcili go w Wielki Meczet

2017-03-08 09:52

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Europa neutralna płciowo?

Niedziela Ogólnopolska 10/2014, str. 41

[ TEMATY ]

polityka

Europa

David Urbanke / Foter / CC BY-ND

Mężczyzną i niewiastą stworzył ich”. To tytuł znanej książki autorstwa papieża Jana Pawła II. Przyszły święty miał nadzieję, że Polska i inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej, dołączając do Unii Europejskiej, staną się drugim, zdrowym płucem Europy. Pięć lat temu, gdy w Polsce jeszcze publicznie nie dyskutowano o ideologii gender, w Parlamencie Europejskim wydano we wszystkich urzędowych językach Unii publikację pt. „Język neutralny płciowo w Parlamencie Europejskim”. W wersji angielskiej jej tytuł brzmiał „Gender-neutral language in the European Parliament”. W przedmowie sekretarz generalny PE Harald Romer stwierdził, że „Parlament Europejski zobowiązał się używać języka neutralnego płciowo w swoich publikacjach i komunikatach, stając się pierwszą instytucją, która dostarcza wytycznych dla konkretnych języków dotyczących języka neutralnego płciowo we wszystkich językach roboczych Wspólnoty”. Celem akcji było, jak sądzę, rozprzestrzenienie tego trendu poprzez europosłów na wszystkie kraje członkowskie Unii. Każdy poseł do PE otrzymał broszurę, w której zalecano de facto eliminację zwrotów i wyrazów umożliwiających rozróżnienie płci i stanu cywilnego. Jej autorzy twierdzili m.in., że już samo wskazanie płci rozmówcy poprzez użycie wyrazów „pan, pani, panna” można „zinterpretować jako tendencyjne, dyskryminacyjne i poniżające”. Autorzy zalecają, aby unikać np. wyrazów „uczestnicy, uczestniczki, nauczyciele, nauczycielki, lekarze, lekarki”. Jak czytamy, „idąc z duchem czasu w miarę możliwości należy posługiwać się neutralnym określeniem np. «osoby uczestniczące w spotkaniu»”. W angielskiej wersji publikacji sugeruje się m.in., aby nie używać wyrazów takich jak: „man-made”, „manpower”, „Frenchmen”, „committee of wise men”, lecz posługiwać się zamiennikami nie zawierającymi słowa „man”: np. ten ostatni termin – „komitet mędrców” – zastąpić określeniem „advisory panel”, czyli panel doradczy. Tę wiekopomną publikację europejskich mędrców wyśmiano w wielu krajach, głównie w Wielkiej Brytanii, a także w Polsce. Nagłówki brytyjskich gazet epatowały tytułami: „Szefowie UE zakazują słów «panna, pani»”, „Europosłowie wyśmiewają przewodnik o języku neutralnym płciowo”. Mój brytyjski kolega z grupy EKR stwierdził wówczas, że „polityczna poprawność oszalała”, a inny zapytał Sekretarza Generalnego o koszt tej publikacji. W organizowanym przeze mnie od dziewięciu lat konkursie na największe absurdy w Unii Europejskiej publikacja ta zdobyła w 2010 r. główną nagrodę. Po fali krytyki, decydenci Parlamentu Europejskiego wycofali ją z obiegu. Lingwistyczny gender zniknął w oparach śmiechu. Czy podobnie nie powinny zachować się uniwersytety i inne środowiska w Polsce, które w ideologię tę niezbyt fortunnie wdepnęły?

CZYTAJ DALEJ

Władze Lizbony odsunęły od przygotowań do ŚDM przedstawiciela rządu Portugalii

2023-02-03 20:18

[ TEMATY ]

rząd

ŚDM Lizbona

lizbona2023.pl

Władze Lizbony odsunęły od prac przy organizacji Światowych Dni Młodzieży José Sá Fernandesa, przedstawiciela socjalistycznego rządu Portugalii Antónia Costy w komitecie organizacyjnym tej imprezy. Według portugalskich mediów decyzja ta została podyktowana nadmiernymi wydatkami na organizację zaplanowanej na 1-6 sierpnia br. imprezy. W czwartek, jak potwierdził burmistrz Lizbony Carlos Moedas, reprezentant rządu Costy został odsunięty od przygotowań do organizacji ŚDM.

Kontrowersje wokół działań Sá Fernandesa pojawiły się po ujawnieniu kosztów organizacji ŚDM, które mają przekroczyć 160 mln euro. Szczególne wątpliwości co do uczciwych szacunków kosztów wydarzenia pojawiły się po ujawnieniu informacji, że ponad 90 proc. kontraktów na inwestycje w ramach ŚDM zostało zawartych bez wcześniejszych przetargów, zaś koszt głównego ołtarza tej imprezy może w sumie przekroczyć kwotę 5 mln euro.

CZYTAJ DALEJ

Wielkopolskie/Policja szuka sprawców zniszczeń na cmentarzu w Świerczynie

2023-02-04 15:37

Adobe.Stock

Policja z Leszna szuka sprawców zniszczeń na cmentarzu parafialnym w Świerczynie (Wielkopolskie). Sprawca lub sprawcy poprzewracali lub naruszyli nagrobki i krzyże.

Dewastacji dokonano w nocy z piątku na sobotę. Parafia pw. Łukasza Ewangelisty w Świerczynie o zdarzeniu poinformowała w sobotę w mediach społecznościowych. Na opublikowanych zdjęciach widać wywrócone lub uszkodzone płyty napisowe, powyrywane krzyże, oderwane lub rozbite elementy nagrobków.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję