Reklama

Bruksela. Stolica Unii Europejskiej czy EuRabii...

2017-03-08 09:52

Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 11/2017, str. 12-14

Włodzimierz Rędzioch
Wielki meczet w Brukseli

Stolica Belgii uważana jest de facto za stolicę zjednoczonej Europy – to tu znajdują się najważniejsze unijne urzędy, takie m.in. jak Parlament Europejski, ale także główna siedziba NATO. Nie wszyscy zdają sobie jednak sprawę, że to „serce” UE staje się coraz bardziej muzułmańskie

Prawie 30 proc. mieszkańców Brukseli to wyznawcy islamu, a liczba praktykujących muzułmanów jest już większa od liczby praktykujących katolików. Stolica państwa o tak wspaniałej chrześcijańskiej historii w ostatnich dziesięcioleciach ulega gwałtownej islamizacji, przez co zasługuje już na miano „Brukselistanu”. Świat mógł się o tym przekonać, gdy ujawniono, że to właśnie stąd rekrutowani są dżihadyści walczący w szeregach ISIS, stąd też pochodzili islamscy terroryści, którzy dokonali zamachu w teatrze Bataclan w Paryżu 13 listopada 2015 r. oraz w brukselskim metrze i na lotnisku 22 marca 2016 r. Problem jednak w tym, że nawet muzułmanie, którzy nie są zwolennikami dżihadu i tzw. Państwa Islamskiego, postrzegają zachodnie społeczeństwo jako coś sobie obcego. Felice Dassetto, profesor na Uniwersytecie Louvain, autor książki „L’iris et le croissant” (irys to symbol Brukseli, a „croissant”– półksiężyc to symbol islamu), stwierdza, że muzułmanie mówią o niemuzułmanach: „oni” – „my” to muzułmanie, wszyscy inni to „oni”. Jak doszło do tego, że to właśnie Belgia uległa tak głębokiej islamizacji, a jej stolica stała się jednym z przyczółków islamizmu w Europie?

Ropa wraz z islamem

Rachid Madrane, belgijski minister, muzułmanin, w wywiadzie dla gazety „La Libre” stwierdził, że „grzechem pierworodnym Belgii było powierzenie w 1973 r. «kluczy» islamu Arabii Saudyjskiej, aby zapewnić sobie zaopatrzenie w energię”. W latach 70. ubiegłego wieku Belgię zamieszkiwało pierwsze pokolenie imigrantów wyznających islam i nie było wtedy muzułmańskich miejsc kultu. Ale były to lata kryzysu energetycznego, co bardzo dobrze potrafiła wykorzystać Arabia Saudyjska – w zamian za zapewnienie dostaw ropy naftowej saudyjscy władcy „przekonali” belgijskie władze do wielu ustępstw na rzecz islamu. Kraj ten jako pierwszy w Europie Zachodniej uznał oficjalnie religię muzułmańską w 1974 r., a w następnym roku wprowadzono naukę islamu w szkołach. Król Belgów Baudouin oddał natomiast „Pavillon du Cinquantenaire” – jeden z budynków na terenach wystawowych miasta, tuż obok siedziby władz UE i placu Schumana – do dyspozycji Saudyjczykom, którzy przekształcili go w Wielki Meczet. Został on otwarty w 1978 r., po długiej renowacji, w obecności króla Khalida bin Abdulaziza Al Sauda i belgijskiego monarchy. W tym momencie Arabia Saudyjska zaczęła wywierać przemożny wpływ na wspólnotę muzułmańską nie tylko w Brukseli, ale także w całej Belgii, głównie przez szkolonych tutaj kaznodziejów i rozprowadzane materiały propagandowe. Niestety, Saudyjczycy propagują skrajną interpretację islamu, zwaną wahabizmem, która ma być powrotem do prawdziwych korzeni tej religii. Wahabizm zakłada m.in.: absolutny monoteizm („tauhid”), odrzucenie wszystkiego, co nie jest islamskie, zakaz wprowadzenia obcych elementów („bida”) oraz walkę zbrojną („dżihad”). Ocenia się, że na propagowanie tego „oczyszczonego” islamu Arabia Saudyjska wydała w ostatnich 35 latach ponad 60 mld euro, czego skutki widać na całym świecie. Stało się oczywistym faktem, że współczesny islamski terroryzm czerpie swe religijne motywacje właśnie z wahabizmu. Obecnie najbardziej radykalni kaznodzieje mają olbrzymi wpływ na społeczeństwa muzułmańskie, szczególnie na młodych muzułmanów, którzy najczęściej są sprawcami zamachów terrorystycznych. W zeszłym roku pojawiło się w Internecie nagranie wideo, na którym widać, jak 15-letni syn imama Shayha Alamiego przechadza się po ulicach miasta Verviers i wykrzykuje: „O Allahu, unicestwij ohydnych chrześcijan, zgładź ich wszystkich, nie pozostaw ani jednego żywego”. A wideo to pojawiło się niecałe dwa dni po zamachu w mieście Charleroi, gdzie młody Algierczyk ranił maczetą dwie policjantki, krzycząc: „Allah akbar!” (Allah jest wielki!).

Oczywiście, fakt ten ukazuje, czego nauczają imamowie w europejskich meczetach. Jest rzeczą znaczącą, że większość imamów w Belgii i we Francji zabroniła swoim wiernym świętowania i składania życzeń z okazji Bożego Narodzenia i Nowego Roku. Wyjawił to jeden z francuskich imamów – Hocine Drouiche, który napiętnował swych „kolegów”, twierdząc, że „islam tych imamów nie jest prawdziwym islamem pokoju i współżycia. To islam beduiński i archaiczny”. Ale taki właśnie jest islam głoszony w większości meczetów w Europie, których działalności nikt nie kontroluje. A w meczetach Brukseli można usłyszeć, że miasto to jest „stolicą niewiernych” („kuffar”).

Reklama

Brukselska dzielnica Molenbeek – minikalifat w sercu Europy

Świat odkrył brukselską dzielnicę Molenbeek, gdy wyszło na jaw, że pochodzą z niej islamscy terroryści i bojownicy walczący w Syrii i Iraku. Jest to część miasta całkowicie zdominowana przez muzułmanów, która rządzi się swoimi prawami i wymyka się spod kontroli policji. Aby zrozumieć, jak doszło do takiej sytuacji, trzeba wspomnieć socjalistycznego polityka Philippe’a Moureaux, syna ministra Charlesa Moureaux, profesora filozofii na Uniwersytecie w Liège, senatora, wicepremiera w rządzie Wilfrieda Martensa, a jednocześnie radnego, a następnie przez 20 lat burmistrza dzielnicy Molenbeek (1992 – 2012). To prawdziwa „gwiazda” lewicy antyrasistowskiej, twórca „prawa Moureaux”, które karze za czyny uznawane za ksenofobiczne. To on promował społeczeństwo wielokulturowe i stawał w obronie islamskich imigrantów; jako pierwszy polityk w Belgii wystawiał na lokalnych i regionalnych listach wyborczych muzułmanów. Utrzymywał ścisłe związki z przywódcami islamskimi, a do historii przeszły jego wiece polityczne w meczetach. Moureaux był wybierany w kolejnych wyborach dzięki głosom islamskich imigrantów, którzy na mocy prawa ustanowionego przez socjalistów mogli bez żadnych ograniczeń otrzymywać belgijskie obywatelstwo. O tym, co się działo w Brukseli i całej Belgii, napisał w książce „Lettre aux progressistes qui flirtent avec l’islam réac” (List do progresistów, którzy flirtują z islamem reakcyjnym) dr Alain Destexhe, lekarz, który przez wiele lat pracował w organizacji „Lekarze bez Granic”, a obecnie jest senatorem. „Przez dwadzieścia lat obowiązywała zmowa milczenia. W centrum tego systemu był Philippe Moureaux, burmistrz Molenbeek, pupil mediów, który stał się prawdziwym punktem odniesienia politycznym i moralnym, wywierającym wpływ na politykę Brukseli. Stworzył klimat terroru intelektualnego w stosunku do tych nielicznych, którzy mu się sprzeciwiali. Moureaux doszedł do wniosku, że przyszłość socjalizmu będzie zależała od imigrantów, którzy staliby się, symbolicznie, nowym proletariatem”. Problem w tym, że nie można było krytykować lewicy i jej strasznej polityki, bo była u władzy i kontrolowała środki przekazu. A tragiczne konsekwencje wyborczej strategii socjalistów, polegającej na wykorzystywaniu imigrantów do utrzymania się przy władzy, są dzisiaj widoczne. „Belgia stała się pierwszym krajem w Europie pod względem liczby dżihadystów, a Bruksela jest «słabym ogniwem» w walce z reakcyjnym islamem” – stwierdza dr Destexhe. W ten sposób belgijscy socjaliści, słynący kiedyś ze swojego antyklerykalizmu, przyczynili się do stworzenia w swej stolicy minikalifatu, gdzie coraz bardziej radykalni imamowie głoszą przewagę islamu nad zachodnią, dekadencką cywilizacją.

Setki Molenbeeków w Europie

Islamski Molenbeek jest jedną z najszybciej rozwijających się dzielnic Brukseli – w ciągu ostatnich 15 lat jego ludność zwiększyła się o 30 proc., w ostatnich 5 latach – o 12 proc. Ale islamizacja dotyczy też innych dzielnic i okolic stolicy, takich jak: Ville de Bruxelles, Schaerbeek, Saint-Josse-ten-Noode i Anderlecht. Krótkowzroczna polityka wielokulturowości elit rządzących Europą, sprzyjająca gettyzacji i radykalizacji muzułmańskich społeczności, które nie chcą się integrować, sprawiła, że dzielnice-minikalifaty, takie jak Molenbeek, powstały w wielu państwach naszego kontynentu.

Już kilka lat temu na stronie internetowej Instytutu Gatestone ukazał się artykuł sygnalizujący zwiększającą się liczbę stref miejskich, które stały się „no go”, czyli zakazane, dla niemuzułmanów, gdzie władze utraciły częściowo lub całkowicie kontrolę nad terytorium.

Dla przykładu – islamskim ekstremistom marzy się stworzenie emiratów w brytyjskich miastach zamieszkiwanych przez wielkie wspólnoty muzułmanów, takich jak: Birmingham, Bradford, Derby, Dewsbury, Leeds, Leicester, Liverpool, Luton, Manchester, Sheffield, oraz w dzielnicach Londynu (Waltham Forest i Tower Hamlets). W ulicach sąsiadujących z dzielnicą Tower Hamlets umieszczono kiedyś plakaty z napisem: „Wchodzisz do strefy, gdzie obowiązuje szariat (prawo islamskie)”. Absurdalne jest to, że islamscy fanatycy oskarżają o islamofobię i o „hate crimes” (zbrodnie nienawiści) te nieliczne osoby, które ośmielają się demaskować ich działania, mające na celu islamizację kraju.

W sąsiadującej z Belgią Holandii jest kilkadziesiąt niebezpiecznych stref, takich jak: dzielnica Kolenkit w Amsterdamie, dzielnice Pendrecht, Het Oude Noorden i Bloemhof w Rotterdamie, a w Utrechcie region Ondiep. W Hadze natomiast jest „strefa szariatu” w dzielnicy Schilderswijk – to tutaj miała swą bazę grupa terrorystyczna Hofstadt, która stoi za zabójstwem reżysera Theo van Gogha.

W duńskiej stolicy, Kopenhadze, jest przedmieście o nazwie Tingbjerg, które uważa się za pierwszy „obszar pod kontrolą szariatu”. W Szwecji mamy natomiast przypadek Malmö, którego ponad 30 proc. mieszkańców to muzułmanie – zamieszkują oni imigranckie dzielnice, takie jak Rosengård; stąd pochodzi Osama Krayem, który brał udział w zamachu na metro w Brukseli w 2016 r. W Berlinie natomiast jednym z największych gett muzułmańskich jest Neukölln, minikalifat na niemieckiej ziemi. We Francji od czasu do czasu słyszymy o zamieszkach na peryferiach dużych miast zamieszkałych głównie przez imigrantów i ich dzieci. Francuskie władze przyznały, że w kraju istnieje 751 „drażliwych” stref miejskich („zones urbaines sensibles” – ZUS), a mieszka w nich ok. 5 mln muzułmanów.

Jak widać, w Europie jest już wiele dzielnic takich jak Molenbeek – stref, które muzułmańscy rezydenci uważają za „ziemię islamu”. Należy o tym pamiętać w sytuacji, kiedy do państw UE napływają coraz to nowe fale uchodźców, w większości muzułmanów. Wielu z nich ucieka przed wojną i jej dramatycznymi konsekwencjami, ale w większości są to ludzie, którzy w Europie chcą poprawić swoją sytuację ekonomiczną i korzystać z dobrodziejstw zachodniej demokracji i opieki społecznej. Problem w tym, że nowi imigranci z reguły nie chcą „stać się” Europejczykami, a w ten sposób będą zaludniać stare i nowe getta muzułmańskie, z wszelkimi politycznymi i społecznymi konsekwencjami tego zjawiska. Wielu polityków, nie tylko lewicowych i liberalnych, zdaje się tego nie dostrzegać i ciągle propaguje ideę społeczeństw wielokulturowych, co może doprowadzić do stopniowej islamizacji Europy.

Oriana Fallaci, włoska pisarka i dziennikarka zmarła w 2006 r., napisała kiedyś, że „to emigracja, nie terroryzm, jest koniem trojańskim, który pojawił się na Zachodzie i uczyni z Europy to, co nazywam Eurabią. To emigracja, nie terroryzm, jest bronią, na którą liczą, aby nas podbić, unicestwić, zniszczyć”. Fallaci traktowano jako złowieszczą Kasandrę i mało kto brał na serio jej przepowiednie. A może warto to zrobić, póki nie jest jeszcze za późno...

* * *

Wielki Meczet w Brukseli

W latach kryzysu energetycznego Arabia Saudyjska w zamian za zapewnienie dostaw ropy naftowej skłoniła belgijskie władze do wielu ustępst na rzecz islamu – kraj ten jako pierwszy w Europie Zachodniej uznał oficjalnie religię muzułmańską w 1974 r., wprowadzono naukę islamu w szkołach, a król Baudouin oddał „Pavillon du Cinquantenaire”, jeden z budynków na terenach wystawowych miasta, tuż obok siedziby władz UE i placu Schumana, do dyspozycji Saudyjczykom, którzy przekształcili go w Wielki Meczet

Tagi:
Unia Europejska Europa

Jak chadecja i Platforma torują drogę radykalnej lewicy

2019-12-11 17:18

Jadwiga Wiśniewska
Poseł do Parlamentu Europejskiego

O tym, że ostatnie działania Platformy Obywatelskiej torują drogę radykalnej lewicy wiemy na podwórku krajowym już od dawna. W ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego z listy Koalicji Obywatelskiej dostało się kilku już niemal zapomnianych polityków starej lewicy. Niestety strategia totalnej opozycji otworzyła furtkę dla dużo groźniejszej w dzisiejszych czasach radykalnej lewicy organizowanej przez panów Biedronia i Zandberga. W ostatnich wyborach do Sejmu i Senatu furtka ta została uchylona jeszcze szerzej.

Informacje prasowe

Przyjrzyjmy się, jak wygląda sytuacja w obecnym Parlamencie Europejskim. Do tej pory Parlament był rządzony przez chadecję (EPL) i socjalistów, którzy dzielili między sobą najważniejsze stanowiska i podejmowali wspólnie decyzje, czasami dopuszczając do tego grona liberałów. Po ostatnich wyborach sytuacja się jednak skomplikowała. Zwiększyły swoją obecność siły skrajnie niechętne Unii. W wyniku zawirowań związanych z Brexitem oraz histerii klimatycznej urośli w siłę liberałowie i zieloni. Tradycyjne partie chadeków i socjalistów straciły większość. Musiały się zatem podzielić wpływami. I tu chadecja wpadła w pułapkę.

O ile chadecy od wielu lat przejawiali tendencje lewicujące, o tyle jeszcze w poprzedniej kadencji byli skłonni nawiązywać sojusze z eurorealistami, którzy uważają że Europa może być silna siłą państw członkowskich, a taką frakcją są Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy, do których należy Prawo i Sprawiedliwość. Dziś chadecy tworzą już właściwie koalicję z socjalistami, liberałami, zielonymi i komunistami! Ale w tej układance politycznej chadecy będą stawać się coraz bardziej zbędni. Za cenę bycia w większości, będą się coraz bardziej rozpływać. Weszli na prostą drogę prowadzącą do marginalizacji. Jeżeli z niej nie zejdą, to ludzie przestaną na nich w końcu głosować, bo po co głosować na podróbkę, jeżeli można głosować na oryginał, czy to liberalny, zielony czy lewicowy?

Weźmy kilka przykładów. Zacznijmy od polityki klimatycznej. Żeby zdobyć poparcie większości Parlamentu Europejskiego Ursula von der Leynen niemal zaproponowała program socjalistów w tej dziedzinie, różnice są dosłownie marginalne. Wygląda na to, że obecna Komisja, choć podobnie jak poprzednia rządzona formalnie przez chadeków, będzie de facto wprowadzać agendę socjalistów, a jej twarzą, jeszcze wyraźniejszą niż poprzednio, będzie holenderski socjalista Timmermans. Zamierza on wprowadzić w życie plan redukcji emisji CO2 o 50% do 2030 r., choć już obecny cel 40% uchwalony został dopiero niedawno i nie jest łatwy do osiągnięcia, co potwierdziła ostatnio nawet Europejska Agencja Środowiskowa. Chadecy w Parlamencie zgodzą się z tym, bo inaczej nie potrafią. Ciekawe co zrobi Platforma – choć to pytanie wydaje się retoryczne.

A teraz z innej dziedziny. W Komisji Praw Kobiet i Równouprawnienia (FEMM) koordynatorką EPL jest Irlandka Frances Fitzgerald (która, nawiasem mówiąc, promowała wszystkie ostatnie zmiany obyczajowe w Irlandii). Pomiędzy nią, a koordynatorkami czterech partii panuje pełna symbioza. Do tego stopnia, że na jednym z ostatnich posiedzeń koordynatorów, na którym rozdzielono prace na najbliższe lata, grupa konserwatywna oraz grupa narodowców (ID) nie dostały żadnego sprawozdania, pomimo że gwarantowały nam to procedury. Przewodnicząca (austriacka socjalistka) uznała jednak, że skoro został osiągnięty konsensus, nie ma potrzeby odwoływania się do procedur. Konsensus działa między tymi pięcioma grupami faktycznie bez zarzutu. Szkoda tylko, że zamyka się oczy na coraz większą grupę społeczeństwa, która zupełnie nie rozumie podstaw tego „konsensusu”. W końcu różnice w demokracji są normalne i należy je szanować. Taki „konsensus” znosi demokrację przez jej najbardziej zagorzałych „obrońców”.

Zupełnie ostatnio Parlament Europejski przyjął rezolucję oskarżającą Polskę o chęć zakazania edukacji seksualnej. Pomijając już fakt, że to zupełnie nie jest sprawa UE (co potwierdziła jeszcze odchodząca Komisja Europejska), rezolucja została oparta na kłamstwie, które na sesji plenarnej wygłosił poseł Biedroń, jakoby rząd miał taki plan. Posłowie PO, prowadzeni przez panie Łukacijewską i Hübner, chętnie rzucili się na ten temat i razem ze swoimi sojusznikami wysmażyli durną rezolucję składającą się z nieprawdziwych informacji oraz lewicowych fantasmagorii. Zawierała ona nawet kuriozalne wezwanie, aby kwestię edukacji seksualnej dołączyć do postępowania wobec Polski w ramach art. 7! Rezolucja została przyjęta radykalną większością Parlamentu, ok. 470 głosów było za, a jedynie ok. 130 przeciw. W EPL jedynie 20 posłów było przeciw, głównie Węgrów.

Rezolucja ta zawierała również poparcie dla „bezpiecznej i legalnej aborcji”. Jeszcze kilka lat temu głosowania nad aborcją w PE były mniej więcej wyrównane. Dzisiaj większość za aborcją to 450 do 150. Zdecydowana większość tzw. chadecji z EPL była za. Z obecnych posłów Platformy 8 głosowało za, 2 było przeciw, a 2 wstrzymało się. A jeszcze nie tak dawno jeździli na rekolekcje do Tyńca!

Widać jak na dłoni, że Platforma i cała chadecja stacza się po równi pochyłej na lewo. Można mieć niemal pewność, że jej rola będzie radykalnie maleć. Ale rzeczywistość nie znosi próżni. Obawiam się, że jej miejsce zostanie zajęte przez sfrustrowanych radykałów. Chadecja budzi demony!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Oczy Maryi żyją

2014-07-08 13:29

Bernadeta Grabowska
Niedziela Ogólnopolska 28/2014, str. 14-15

Wizerunek Matki Bożej z Guadalupe, obecny na indiańskim płaszczu uplecionym z włókien agawy, od prawie pięciu wieków spędza sen z powiek zatwardziałym agnostykom i wielu naukowcom. O jego tajemnicy z Ewą Kowalewską rozmawia Bernadeta Grabowska.

Graziako/Niedziela

BERNADETA GRABOWSKA: - Czym jest acheiropoietos?

EWA KOWALEWSKA: - Wolę sformułowanie „nerukotvornyj”, a więc dzieło niewykonane ręką ludzką. Na świecie istnieją trzy takie wizerunki, ukazujące Zbawiciela i Niepokalaną: Całun Turyński, Chusta z Manoppello oraz Tilma św. Juana Diego, na której jest cudownie „zapisany” obraz Maryi Panny. Mówi się błędnie o tych dziełach, że nie mają one autora. Tymczasem ich pochodzenie jest niezwykłe, ponadnaturalne. Wpatrując się w nie, kontemplujemy oblicze samego Boga i jego Matki. To wielka, święta tajemnica. Obcujemy bowiem z czymś, co przekracza nasze ludzkie granice pojmowania. Obraz Matki Bożej z Guadalupe został namalowany ręką Matki Bożej na słabym jakościowo płótnie - z włókien agawy - niemal pięć wieków temu i trwa nienaruszony po dziś dzień...

- Jak doszło do jego powstania?

- 9 grudnia 1531 r. Matka Boża ukazała się prostemu człowiekowi, Indianinowi Juanowi Diego. Zwróciła się do niego w jego ojczystym języku nahuatl z prośbą o wybudowanie na wzgórzu Tepeyac świątyni ku Jej czci. Juan Diego udał się z tą prośbą do biskupa Juana de Zumárragi. Ten jednak - trudno się dziwić - nie uwierzył mu, ale poprosił Juana o jakiś znak. Podczas kolejnego objawienia Madonna kazała Indianinowi wejść na szczyt wzgórza Tepeyac. Jakież było jego zdziwienie, kiedy spostrzegł morze kwiatów - róż kastylijskich, niespotykanych o tej porze roku i w tym rejonie. Przepiękna Pani poleciła Juanowi nazbierać całe ich naręcze i schować do tilmy. Ten natychmiast udał się do biskupa i w jego obecności rozwiązał swój płaszcz. Na podłogę wysypały się kastylijskie róże, a biskup i otaczający go ludzie uklękli w zachwycie. Jednak to nie kwiaty zrobiły na nich takie wrażenie.

- Na tilmie ukazał się wizerunek Maryi...

- Tak, na rozwiniętym płaszczu uwidoczniona była jakby fotografia Madonny. Wszystkim zebranym ukazał się przepiękny wizerunek Matki Bożej ubranej w różową szatę. Jej głowę przykrywał błękitny płaszcz ze złotą lamówką i gwiazdami. Maryja miała złożone ręce, a pod Jej stopami był półksiężyc. Zebrani oniemieli, oniemiał również sam Juan Diego, który nie spodziewał się, że Matka Boża wykorzyta jego stary płaszcz, aby namalować na nim samą siebie...

- Czy naprawdę możemy wierzyć w to, że historia o cudownej Tilmie z Meksyku to nie ciekawa legenda, ale rzeczywistość sprzed prawie pięciu wieków?

- Jest wiele argumentów, które wskazują na to, że wizerunek Matki Bożej to obraz nieuczyniony ludzką ręką. Jednym z nich jest ten, że pomimo licznych naukowych badań nie można określić, jaką techniką obraz został wykonany, jakich barwników użyto przy jego powstaniu. Co więcej, zdjęcie w podczerwieni wykazało brak śladów pędzla, a sam wizerunek wskazuje bardziej na technikę wykonania zdjęcia polaroidem... Potwierdził to m.in. laureat Nagrody Nobla w dziedzinie chemii - Richard Kuhn, który ustalił, że nie ma na obrazie śladu ani farb organicznych, ani mineralnych. Na uwagę zasługuje również niebywała trwałość materiału. Płaszcz utkany z liści agawy wytrzymuje nie więcej niż 20-30 lat. Tymczasem niemalże w 500 lat po „różanym cudzie” tkanina z wizerunkiem Madonny pozostaje tak mocna, jak tamtego grudniowego dnia.

- To nie jedyne cudowne znaki ukryte w wizerunku Matki Bożej z Guadalupe...

- Obraz Matki Bożej z Guadalupe zawiera znacznie więcej ukrytych symboli i znaków, które przybliżają nas do Bożej Tajemnicy. Jesteśmy niczym Jan, który nawiedził grób po zmartwychwstaniu Chrystusa - „ujrzał i uwierzył” (J 20, 8). Podobnie i my, kontemplując ikonę Madonny z Meksyku, przyjmujemy wiarą, ale i rozumem prawdę o Boskim pochodzeniu obrazu.

- Trudno się oprzeć wrażeniu, że Bóg przychodzi z pomocą naszej wierze, która często potrzebuje wzmocnienia...

- Bóg zawsze wychodzi naprzeciw człowiekowi. Daje wiele możliwości „spotkania”. W wizerunku Morenity z Guadalupe jednym z bardziej fascynujących elementów są oczy Matki Bożej. Otóż przy pomocy silnie powiększającego szkła możemy zauważyć w źrenicach Madonny rzecz niebywałą - wizerunek brodatego mężczyzny, podobnego do tego z najstarszych wizerunków Juana Diego. Podobny obraz odnaleziono w drugiej źrenicy Matki Bożej. Podczas badania oftalmoskopem okazało się, że światło skierowane na źrenicę Madonny reaguje refleksem, dając wrażenie wklęsłej rzeźby. Takie zjawisko nie zostało zaobserwowane na żadnym innym obrazie świata. Oznacza to, że oczy Matki Bożej z Guadalupe załamują światło dokładnie tak, jak ludzkie, żywe oczy. Co więcej, dr José Aste Tönsmann, który poświęcił badaniu oczu Matki Bożej z Guadalupe połowę swojego życia, odkrył zadziwiające zjawisko. Otóż przy powiększeniu na źrenicach Madonny widoczna jest dokładnie scena z 12 grudnia 1531 r., kiedy na tilmie pojawił się wizerunek. Widać 13 osób, jak gdyby zastygłych w bezruchu - Indianina siedzącego ze skrzyżowanymi nogami, biskupa Zumárragę, jego tłumacza Gonzaleza, Juana Diego z otwartą tilmą, czarnoskórą dziewczynę i indiańską rodzinę. Oczy Maryi żyją.

- Jak my, katolicy, powinniśmy traktować ten obraz?

- Wizerunek Matki Bożej z Guadalupe jest jednym z najbardziej znanych na całym świecie. Bez wątpienia nie jest on zwykłym wizerunkiem religijnym. Jest ikoną, niosącą ze sobą konkretny przekaz ewangelicznych treści. Maryja ukazana jest jako „Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu” (Ap 12,1). Świetliste promienie widoczne na ikonie to typowy krąg spotykany w ikonach, zwany mandorlą. Wiele mówi również symbolika kolorów - niebieski oznacza nieśmiertelność i wieczność mieszkańców nieba, różowy oznacza Bożą miłość i męczeństwo za wiarę. Królewskość Niewiasty wyraża się w pięknym, złotym oblamowaniu płaszcza. Wizerunek Madonny z Guadalupe to otwarta księga, pełna znaków i symboli... Im bardziej się w nie zagłębiamy, tym większe zdziwienie wobec dzieł Bożych pojawia się w naszym sercu.

- Dlaczego Maryja wybrała na miejsce swoich objawień w tamtym czasie Meksyk?

- Kiedy Maryja objawiła się Juanowi Diego, był to trudny czas ewangelizacji Meksyku. Do momentu inwazji konkwistadorów Aztekowie oddawali cześć różnym pogańskim bóstwom, pośród nich Quetzalcoatlowi w postaci węża. Ich przekonanie o potrzebie oddawania czci bożkom było wyjątkowo silne. Wierzono, że trzeba ich karmić krwią i sercami ludzkich ofiar. Oblicza się, że rocznie Aztekowie składali ok. 50 tys. ofiar z ludzi. Święta Panienka z Guadalupe miała prosić Juana Diego, aby nadał Jej wizerunkowi tytuł „Guadalupe”. Tymczasem „Guadalupe” jest przekręconym przez Hiszpanów słowem „Coatlallope”, które w nahuatl znaczy „Ta, która depcze głowę węża”. Indianie spostrzegli, że Maryja nie jest jakąś „zwykłą boginią”. Zrozumieli, że jest silniejsza od czczonych przez nich bóstw. Odczytując symbolikę obrazu z Guadalupe zgodnie z azteckim kodeksem, a więc dokumentem, który za pomocą obrazków miał przekazać najważniejsze prawdy Azteków, możemy być zaskoczeni ogromem indiańskich symboli zawartych w wizerunku. Dzięki temu Indianie rozpoznali w Maryi swoją największą Królową. W ciągu zaledwie 6 lat po objawieniach aż 8 mln Indian przyjęło chrzest. Dało to początek ewangelizacji całej Ameryki Łacińskiej. to był prawdziwy cud Matki Bożej, Jej wielkie zwycięstwo. Jan Paweł II nazywał Maryję z Guadalupe Gwiazdą Ewangelizacji.

- Dlaczego Morenitę z Guadalupe nazywa się patronką życia poczętego?

- Obraz Matki Bożej z Guadalupe jest szczególnie bliski wszystkim broniącym ludzkiego życia. Na swoim cudownym autoportrecie Matka Boża przedstawiła się w stanie błogosławionym. W samym centrum wizerunku, na łonie Maryi jest widoczny czteropłatkowy kwiat, przez Meksykanów nazywany Nahui Olin - Kwiatem Słońca. To symbol pełni i nowego życia. Ten niezwykły kwiat, umieszczony na łonie Maryi, z całą pewnością oznacza, że była Ona brzemienna. Dodatkowo Niepokalana ma czarną szarfę na talii, która symbolizuje stan odmienny.

- Jakie było przesłanie Matki Bożej z Guadalupe, co Maryja chce nam powiedzieć dzisiaj?

- Maryja na przestrzeni wieków ukazywała się zawsze najbiedniejszym, odrzuconym. W Lourdes - biednej, niewykształconej Bernadetcie Soubirous, w Fatimie - trojgu portugalskim pastuszkom: Łucji, Hiacyncie i Franciszkowi, w Gietrzwałdzie - dwóm dziewczynkom: Justynce i Barbarze z warmińskiej wsi. Również w Meksyku przychodzi do prostego człowieka - Juana Diego, który sercem ufa Bogu jak dziecko. Przesłanie Matki Bożej zazwyczaj jest podobne. Maryja prosi o modlitwę, o nawrócenie.

- O co dzisiaj prosi Matka Boża z Guadalupe?

- Matka Boża tak jak kiedyś, również i dziś przychodzi bronić tych najbardziej wykluczonych, bezbronnych - nienarodzonych. Maryja prosi nas o poszanowanie każdego ludzkiego życia, które jest najcenniejszym darem Boga - jest ono święte i nienaruszalne.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Nigeria: w tym roku zamordowano już ponad 1000 chrześcijan

2019-12-15 18:32

Paweł Pasierbek SJ/vaticannews.va / Abudża (KAI)

W Nigerii od stycznia tego roku zamordowano już ponad 1000 chrześcijan. Głównymi sprawcami zabójstw nie są terroryści z Boko Haram, ale bojówki z pasterskiego plemienia Fulani.

Graziako

Dane te opublikowała brytyjska organizacja pozarządowa Hart (Humanitarian Aid Relief Trust) w raporcie „Wasza ziemia lub wasza krew”. Duża część z tych zabójstw miała miejsce w stanie Kaduna, leżącym w środowej części Nigerii. Fulani nie tylko mordują ludzi, ale także burzą kościoły i niszczą całe wioski.

Zdaniem Caroline Anne Cox założycielki Hart i członkini brytyjskiej Izby Lordów, napady bojówek z plemienia Fulani na chrześcijańskie plemiona rolnicze nie są podyktowane jedynie poszukiwaniem nowych pastwisk z powodu pustynnienia i zmian klimatycznych, ale mają także podłoże ideologiczne. Niektórzy nigeryjscy biskupi oskarżają ich o próbę islamizacji kraju.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem