Reklama

Niedziela Kielecka

O Wielkim Poście trochę inaczej (1)

Taka Wielkanoc, jaki Wielki Post

O uświadomionej celowości czasu Wielkiego Postu oraz o liturgii Wigilii Paschalnej jako wyjątkowym wielkim symbolu na drodze wielkopostnego nawrócenia, z ks. Dariuszem Gącikiem, wikariuszem generalnym, rozmawia Agnieszka Dziarmaga

Niedziela kielecka 11/2017, str. 1, 6

[ TEMATY ]

wywiad

Wielki Post

T.D

Imbramowice, kościół klasztorny. Nawiedzanie sanktuariów pasyjnych pomaga w przeżywaniu Wielkiego Postu

AGNIESZKA DZIARMAGA: – Dostrzeżenie celowości i perspektywy Wielkiego Postu ma istotne znaczenie dla jego właściwego przeżycia i najlepiej pochylić się nad tą kwestią na początku wielkopostnego czasu.

KS. DARIUSZ GĄCIK: – Kiedy coś planujemy w swoim życiu, jest rzeczą ważną, aby zaczynać od końca, widzieć cel naszych działań, to do czego zmierzamy, co chcemy osiągnąć. Cały okres Wielkiego Postu przygotowuje nas do przeżycia tajemnicy śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Jeżeli widzimy przed sobą tę perspektywę, to inaczej, dużo głębiej przeżywamy ten szczególny czas w naszym życiu. Możemy postawić taką tezę: tak będziemy przeżywali Święta Wielkanocne, jak przeżyjemy Wielki Post. Z tego powodu warto spojrzeć symbolicznie na schemat liturgii Wigilii Paschalnej w Wielką Noc Zmartwychwstania Pańskiego, aby odnaleźć te elementy, na które w sposób szczególny należy zwrócić uwagę w tym okresie nawrócenia i pokuty.

– O jakie elementy Wigilii Paschalnej chodzi?

– Pięć głównych części Wigilii Paschalnej stanowi ciągłość, która odzwierciedla historię zbawienia, począwszy od stworzenia aż do aktualnej sytuacji każdego z nas. Pierwsza część, uroczyście rozpoczynająca tę Wielką Noc, to liturgia światła. Druga część to liturgia słowa. Trzecia część to liturgia chrzcielna, w ramach której dokonuje się odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych. W czwartej części sprawowana jest liturgia eucharystyczna. Wigilia Paschalna może zakończyć się procesją rezurekcyjną.

– Co to ma wspólnego z przeżyciem przez nas Wielkiego Postu?

– Zwrócę uwagę na symbolikę zestawienia: ciemność – światło. Jeżeli znajdujemy się w ciemnym pokoju, nie widzimy nic, czujemy się źle, nie odnajdujemy drogi wyjścia. Kiedy natomiast w tym pokoju zapalimy chociaż małą świecę, to jej blask rozprasza ciemności. Ciemność jest znakiem naszej grzeszności, zagubienia, braku miłości. Jest to doświadczenie bezradności człowieka, który oczekuje na zbawienie. Wielki Post to czas poznania prawdy o nas samych, głębsze poznanie tzw. „starego człowieka”, który jest w każdym z nas.
Pan Jezus powiedział: „Jeżeli trwacie w nauce mojej, jesteście prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8, 31-32). Prawda odnosi się do osoby Jezusa Chrystusa, Jego nauki oraz do prawdy o nas samych. Św. Jan pisze: „Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy” (1 J, 1,8). W codziennym życiu natomiast przeżywamy lęk przed stawaniem w prawdzie. Najczęściej jest on związany z brakiem doświadczenia bezinteresownej, darmowej miłości Pana Boga do nas jako grzeszników. W konsekwencji ukrywamy się przed Panem Bogiem, jak pierwszy człowiek w raju po popełnieniu grzechu (Rdz 3, 8-10) i szukamy usprawiedliwienia, aby poczuć się lepiej (Rdz 3, 12). Początkiem przejrzenia na oczy jest zobaczenie, że trwamy w ciemności. Pan Jezus w rozmowie z Nikodemem mówi następujące słowa: „Sąd zaś polega na tym: na świecie pojawiła się światłość, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność niż światło, ponieważ ich czyny były złe. Każdy bowiem, kto popełnia zło, nienawidzi światłości i nie lgnie do niej, aby jego czyny nie stały się jawne. Ten natomiast, kto żyje w prawdzie, zbliża się do światłości, aby jego czyny były widoczne – jako dokonane w Bogu” (J 3, 19-21).

– Na drodze do stanięcia w prawdzie o sobie stoi grzech, czyli „trwanie w ciemności”.

– Trudnością w odkryciu prawdy o nas samych jest dość powszechne rozumienie grzechu tylko jako przekroczenia Bożych przykazań. Wiele osób dokonuje konfrontacji własnego życia ze wskazaniami Dekalogu, rozumianego często dość powierzchownie i w konsekwencji pojawia się trudność w odkryciu grzechu, a także potrzeby zbawienia. Jeżeli bowiem nie widzimy grzechu, to nie pragniemy wyzwolenia z niego, nie uznajemy Jezusa jako naszego Zbawiciela i o własnych siłach staramy się pokonać własne niedoskonałości oraz grzechy.
Sięgnijmy zatem do korzenia naszej grzeszności. Pan Bóg stworzył nas, abyśmy żyli w przyjaźni z Nim, drugim człowiekiem i sobą samym. Pierwszy człowiek ciągle słyszał ten delikatny głos Pana Boga: Jesteś kochany. Na scenę wkroczył jednak szatan, który wmówił człowiekowi, że Pan Bóg go ogranicza, zakazuje mu przyjemności i w konsekwencji go nie kocha (Rdz 3). Człowiek uwierzył, że Bóg nie jest Miłością i zaczął szukać życia, spełnienia i szczęścia poza Panem Bogiem, samemu decydując, co jest dla niego dobre, a co złe. Oto prawdziwy dramat – człowiek zerwał więź z Panem Bogiem, bliźni stał się dla niego „piekłem”, a serce – studnią bez dna, szukającą wszędzie i wciąż miłości.
Skoro grzech jest oderwaniem od Bożej Miłości i szukaniem jej poza Bogiem, to rodzi się pytanie o to, gdzie człowiek szuka tej miłości. Istnieje siedem korzeni zła, grzechy główne, postawy wspomnianego „starego człowieka”, które są źródłem konkretnych grzechów uczynkowych. W tym kluczu możemy spojrzeć na siedem grzechów głównych: pycha – stawianie na piedestale siebie samego; chciwość – szukanie zabezpieczenia swojego życia w rzeczach materialnych; nieczystość – szukanie spełnienia w drugim człowieku, który ma nam służyć i w przyjemności; zazdrość – smutek z powodu dobra, którego nie mamy i lęk o miłość; nieumiarkowanie – wypełnienie pustki serca jedzeniem, piciem, hazardem i innymi rzeczami, których pożądamy; gniew – bunt i narzekanie na swoje życie; lenistwo – obojętność na wszystko.

– Jak sobie zatem pomóc?

– Pomocą w tym odkrywaniu prawdy o sobie, naszej ciemności, jest w Wielkim Poście owocnie, głęboko przeżyty przez nas sakrament pokuty i pojednania, czas rekolekcji wielkopostnych, kontemplacja męki Jezusa Chrystusa w czasie nabożeństw wielkopostnych: Drogi Krzyżowej i Gorzkich żali oraz codzienny rachunek sumienia. Kiedy w czasie Wielkiego Postu głębiej odkryjemy prawdę o naszej grzeszności, to doświadczymy mocy Jezusa Chrystusa, który przychodzi do nas jak światło rozpraszające mrok naszego serca. Dobrym zwyczajem jest na początku Wielkiego Postu przeżyć sakrament pokuty i pojednania, aby ten czas przeżywać w stanie łaski, a potem, np. w czasie rekolekcji po raz kolejny przeżyć ponownie ten sakrament miłosierdzia, aby być przygotowanym na świętowanie Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa jako ludzie wolni.

– W okresie Wielkiego Postu Bóg kieruje do nas wiele ważnych słów. Jak ważne jest to otwarcie na Słowo?

– Św. Paweł naucza: „wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa” (Rz 10, 17). Wniosek jest prosty – kiedy nie słucham Boga, nie może we mnie wzrastać i dojrzewać wiara. Dzisiaj jest poważny problem polegający na tym, że u wielu osób przeżywanie chrześcijaństwa nie jest zakotwiczone w Słowie Bożym. Z tego powodu przeżywamy kryzys wiary.
Należy pamiętać, że wiary nie możemy sprowadzić tylko do przepisów prawnych, zasad moralnych oraz ideologii. W swej istocie jest ona budowaniem relacji z osobą Jezusa Chrystusa, doświadczeniem spotkania ze Zmartwychwstałym Panem i oddaniem się Jemu w całkowitym zaufaniu. Wierzymy Bogu, w Trójcy Świętej Jedynemu i tę wiarę wyznajemy w Kościele. Nie można przeżywać wiary po swojemu, nie można wybierać prawd, które są dla nas wygodne, nie można odrzucać wspólnoty Kościoła. Tylko bowiem ten może nazywać Boga swoim Ojcem, kto przyjmuje Kościół jako swoją Matkę.
W okresie Wielkiego Postu, Kościół zastawił dla nas obfity stół Słowa Bożego.
W Środę Popielcową jesteśmy zaproszeni do praktykowania trzech podstawowych uczynków chrześcijańskiego życia: postu, modlitwy i jałmużny (Mt 6,1-6.16-18). Te trzy postawy są odpowiedzią na trzy pokusy Jezusa Chrystusa na pustyni, o których słyszymy w pierwszą niedzielę Wielkiego Postu: chleba, nieakceptacji historii naszego życia oraz bożków (Mt 4, 1-11). Odpowiedzią na pokusę chleba, czyli szukania zabezpieczenia swojego życia poza Panem Bogiem, szemrania, wygodnictwa, seksualności – jest post. Zdajemy sobie sprawę, że nie wszystko musimy mieć, nie wszystkiego musimy doświadczyć, nie wszyscy mają spełniać nasze wyobrażenia. Z tego powodu mówimy „nie” na te nasze pragnienia, którym często ulegamy. Odpowiedzią na pokusę nieakceptacji historii życia, krzyża, upokorzeń – jest modlitwa. My nie modlimy się po to, aby Pan Bóg pełnił naszą wolę, ale abyśmy byli zdolni pełnić Bożą wolę. Modlitwa pomaga nam zobaczyć wszystko w Bożym świetle, nawet te najtrudniejsze momenty w naszym życiu. Odpowiedzią na pokusę bożków, u szczytu których jest pieniądz, jest jałmużna dawana w tajemnicy, aby doświadczyć, że to Pan Bóg zabezpiecza nasze życie. To tylko przykład z liturgii słowa w czasie Wielkiego Postu. Moglibyśmy w ten sposób dotknąć pozostałych Ewangelii w tym okresie, aby jak w lustrze zobaczyć nasze życie, karmiąc się Bożym Słowem jak chlebem. Z tego powodu jest bardzo ważne, aby czas Wielkiego Postu był wsłuchiwaniem się w Boże Słowo i odnoszeniem go do naszego życia. Warto w tym okresie przeznaczyć sobie chociaż piętnaście minut dziennie na spotkanie z Panem w Jego Słowie.

(Kontynuacja rozmowy z następnym numerze „Niedzieli Kieleckiej”)

2017-03-08 12:54

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Praktyki pobożne: Gorzkie żale

2020-07-24 09:48

[ TEMATY ]

Wielki Post

Gorzkie żale

męka pańska

Stanisław Wywioł

Określane są jako symbol narodowej pobożności. Gorzkie Żale to jedno z najbardziej popularnych nabożeństw pasyjnych odprawianych niemal we wszystkich świątyniach w okresie Wielkiego Postu.

Pobożność pasyjna

Począwszy od średniowiecza zaczęto w różnoraki sposób kultywować i rozważać mękę Pańską. Liczne misteria męki Pańskiej wyrosły na gruncie dramatu liturgicznego rozpowszechnionego w Europie w XII w. W Polsce najbardziej znanym przykładem była średniowieczna Historyja o chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim ułożona przez Mikołaja z Wilkowiecka. Z początku XVII w. zachowały się dwa scenariusze widowisk przeznaczonych do Kalwarii Zebrzydowskiej. Z czasem ta praktyka zanikła. W wyniku podejmowanych działań kontrreformacyjnych powstaje wiele nabożeństw ubogacających liturgię, rozwija się kult świętych, pobożność ludowa poszukuje nowych form. W 1707 r. ukazuje się drukiem zbiór pieśni o Męce Pańskiej pod tytułem „Snopek Mirry z Ogrodu Gethsemańskiego, albo żałosne Gorzkiej Męki Syna Bożego […] rozpamiętywanie”. Autorem tekstu jest prawdopodobnie ks. Wawrzyniec Bienik ze Zgromadzenia Księży Misjonarzy świętego Wincentego a' Paulo – nowego zakonu powstałego w 1625 r. Misjonarze przybyli do Polski na zaproszenie królowej Marii Ludwiki Gonzagi, która ofiarowała im drewniany domek i kapliczkę w okolicy dzisiejszego kościoła św. Krzyża w Warszawie. Po wybudowaniu kościoła zakonnicy założyli szpital św. Rocha, którym opiekowało się zakonne Bractwo Miłosierdzia św. Rocha.

Zakonna rywalizacja

Bractwo Miłosierdzia św. Rocha zaczęło rywalizować z dominikańskim Bractwem Różańcowym o pierwszeństwo podczas uroczystych procesji. By zapobiec zgorszeniu ks. Bartłomiej Tarło, proboszcz parafii św. Krzyża, zabronił członkom swojego Bractwa uczestniczenia w procesjach różańcowych. To zmobilizowało misjonarzy to opracowania własnego nabożeństwa. Ma ono strukturę zaczerpniętą z dawnej Jutrzni. Składa się z trzech części. Rozpoczyna się Zachętą (lub Pobudką – analogia do współczesnego Wezwania) i wzbudzeniem intencji (czytanie). W każdej części znajduje się hymn i dwie pieśni (dziś w Jutrzni są dwa psalmy i pieśń ze Starego Testamentu). Gorzkie Żale dzieli się na Zachętę i trzy części. W każdą niedzielę Wielkiego Postu odprawia się jedną część: pierwszą w I i IV niedzielę Wielkiego Postu, drugą w II i V niedzielę Wielkiego Postu, a trzecią w III i Niedzielę Palmową Męki Pańskiej. Melodie do rozważanych tekstów Gorzkich Żalów są oryginalne i nawiązują do wcześniejszych pieśni.

Współczesne inicjatywy

Gorzkie Żale to nie tylko nabożeństwo wielkopostne, które zapowiada pasję Jezusa, ale także nazwa festiwalu. W tym roku odbyła się już VII edycja tego międzynarodowego festiwalu Gorzkie Żale/Nowe Epifanie. Ideą festiwalu jest poszukiwanie nowych, współczesnych epifanii piękna oraz inicjowanie twórczego dialogu artystów z tradycyjną sztuką religijną w duchu Listu do artystów Jana Pawła II. Festiwal Gorzkie Żale organizowany jest przez Centrum Myśli Jana Pawła II.

Nabożna praktyka

Nabożeństwo Gorzkich Żalów to jedna z form mających na celu przybliżyć się do cierpiącego Chrystusa, który za nas umarł i zmartwychwstał. Niemiecka mistyczka średniowieczna, św. Mechrylda podczas jednego ze swych licznych objawień Pana Jezusa, usłyszała słowa: „Ilekroć przy nabożnych rozpamiętywaniu męki Mojej serdecznie kto westchnie, tylekroć wdzięcznie łagodzi rany Moje. W tejże też chwili wypuszczam strzałę miłości w serce jego. Zaprawdę powiadam, że kto by z nabożeństwa ku męce Mojej choćby jedną łezkę uronił, tak mi jest miłym, jak gdyby za mnie podjął męczeństwo”. – Uczestnicząc w tym wyjątkowym wydarzeniu i rozważając Mękę Jezusa sercem przenoszę się do czasu, kiedy to wszystko się działo. Idę z Jezusem na śmierć, by wraz z nim zmartwychwstać – opowiada Alicja Demczyńska z Dąbrowy Górniczej.

CZYTAJ DALEJ

Rozwodów kościelnych nie ma!

Niedziela łódzka 41/2019, str. 4-6

[ TEMATY ]

Kościół

rozwód

małżeństwo

Archiwum ks. Leszczyńskiego

Ks. prof. Grzegorz Leszczyński

Z ks. prof. Grzegorzem Leszczyńskim, wikariuszem sądowym Trybunału Metropolitalnego Łódzkiego, o tym, co oznacza „stwierdzenie nieważności małżeństwa”, kto może go dokonać i czy bywają podstawy do rozpoczęcia procesu, rozmawia Anna Skopińska

ANNA SKOPIŃSKA: – Co jakiś czas słyszymy, że taki czy inny celebryta jest po „kościelnym rozwodzie” i szykuje się do drugiego ślubu. Przed drzwiami trybunału w łódzkiej kurii też kolejka. Czyżby panowała moda na rozwiązywanie małżeństw? Księże Profesorze – co to są te „kościelne rozwody” i jak mają się do składanej przed ołtarzem przysięgi – „Nie opuszczę cię aż do śmierci”?

KS. PROF. GRZEGORZ LESZCZYŃSKI: – „Rozwodów kościelnych” nie ma. Utarło się jedynie używać takiej terminologii ze względu na terminologię prawa cywilnego. W Kościele istnieje „stwierdzenie nieważności małżeństwa”, czyli potwierdzenie, że od początku dane małżeństwo było z jakiś określonych przyczyn nieważne. Jak to się ma do przysięgi małżeńskiej? By ona była ważna, musi być przede wszystkim wyrażona świadomie i dobrowolnie. A więc wszystko, co eliminuje tę świadomość albo dobrowolność, sprawia, że przysięga od początku była wadliwa, bo złożona w sposób nieważny.

– To możliwe, że ludzie po latach przypominają sobie, że to było nieważne? Czy może robimy to dla wygody, bo weszliśmy w nowy związek i fajnie, bo można byłoby mieć kolejny ślub kościelny?

– Różnie. Myślę, że niektóre osoby chcą uporządkować swoją sytuację, np. sakramentalną, i w sposób zupełnie szczery występują o stwierdzenie nieważności małżeństwa, zwłaszcza jeśli trwało ono bardzo krótko i istniały po drugiej stronie określone przyczyny, np. choroba psychiczna czy jakieś działanie podstępne, albo np. wykluczenie potomstwa czy wierności. Ale jest też z pewnością pewien odsetek osób, które – nieładnie mówiąc – „próbują nieco na siłę” stwierdzić nieważność pierwszego małżeństwa, by otworzyła im się droga do nowego związku.

– Ale powinien istnieć chyba jakiś odsiew tych, którzy mówią prawdę, od tych, którzy chcą rzeczywistość „nagiąć”?

– W procesie małżeńskim jest kilka osób, które pracują właśnie po to, by dojść do prawdy. Jest chociażby obrońca węzła małżeńskiego, który broni ważności małżeństwa i próbuje wyciągnąć te wszystkie elementy, jakie przemawiają za ważnością, czyli zakwestionować zeznania osób, które „kombinują” czy próbują jakoś „naciągnąć” sytuację.

– Faktycznie udaje się takie osoby wyodrębnić?

– Tak. Bo potem jeszcze w każdej sprawie orzeka trzech sędziów, więc każdy z nich czyta akta i wydaje swoje wotum. Tu olbrzymią rolę odgrywają tzw. sędziowie audytorzy – ci, którzy prowadzą przesłuchania, by tak je poprowadzić, aby wydobyć prawdę. Mimo tego, że strona chce, np. czasami powiedzieć coś „na siłę”.

– Ale Ksiądz i ci księża – sędziowie – ciągle jesteście kapłanami i w uszach zapewne dźwięczy wam wypowiadana formuła – „Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela”. Ktoś przychodzi i trzeba tą przysięgę kwestionować – to jest chyba trudne...

– Każdy z nas ma też przed oczyma istnienie domniemania ważności tego małżeństwa, czyli to, że skoro ktoś je zawarł, to domniemywa się, że ono było ważne. A po drugie – każdy ma też przed oczyma pewną powagę procesu małżeńskiego i to, że tu dążymy do znalezienia prawdy. A nie do tego, by komuś pomóc w takim sensie, jak to mówił Jan Paweł II, „korzyści” – miłosierdzia czy zlitowania się, by miał nowy związek. Tu chodzi o to, by stwierdzić prawdę.

– Dużo osób zgłasza się do trybunału i składa wnioski?

– W łódzkim sądzie mamy około 120-130 wyroków rocznie. Zgłasza się, oczywiście, dużo więcej osób, ale po wstępnych rozmowach zdarza się, że wiele z nich nie składa wniosków, bo nie ma zgodnie z prawem żadnych podstaw, by prowadzić taki proces.

– A wyroki zapadają na korzyść, czy na niekorzyść?

– Większość jest na korzyść, ok. 70 proc. jest pozytywnych.

– Tak myślę, że w pojęciu moich rodziców, nie mówiąc już o starszych pokoleniach, stwierdzenie nieważności małżeństwa nie istniało. Czy to jest ten kryzys małżeństwa? A może po prostu brak odpowiedzialności za to, co się komuś ślubuje?

– Procesy istniały zawsze, choć może nie było takiej wiedzy na ten temat. Nasz sąd funkcjonuje od 1920 r. i od tamtego czasu mamy już w archiwach akta procesów, które były tu prowadzone. Było ich, co prawda, mniej. Dzisiaj dużo mówi się o takich procesach w mediach, jest ich też znacznie więcej. Przyczyn tego jest pewnie wiele. Kryzys małżeństwa? Z pewnością. Myślę też, że to kryzys osobowości człowieka i bardzo silna niedojrzałość, chociażby emocjonalna. Niezdolność do pokonywania różnych trudności, które pojawiają się w małżeństwie. Czasem wystarczy byle pretekst, by małżeństwo się po prostu rozpadło.

– Z tej całej listy powodów, które podaje się w piśmie procesowym, wyciągam jeden: „poważny brak rozeznania co do istotnych praw i obowiązków małżeńskich”. Tyle że wchodząc w małżeństwo, mamy najczęściej te dwadzieścia kilka lat i to dla nas kompletnie nowa sytuacja, w której nie da się przewidzieć wydarzeń w życiu...

– W tym tytule, by stwierdzić poważny brak rozeznania, muszą istnieć poważne zaburzenia psychiczne, zwłaszcza psychozy. Bo to zwykle psychozy stają się powodem tego, że człowiek nie jest w stanie rozeznać, na czym polegają jego obowiązki, czy nie funkcjonuje u niego pewna zdolność krytycznego dokonywania wyborów. To nie jest tak, że powiemy sobie, że gdy mamy lat 20-21, to nie do końca wiemy na czym polegają obowiązki. Pewnie wiemy nie do końca, ale by akurat stwierdzić nieważność, musi istnieć konkretna psychoza, np. maniakalno-depresyjna czy dzisiaj bardzo modne tzw. zaburzenia afektywno-dwubiegunowe.

– A jak to stwierdzacie?

– W tego typu procesach bardzo ważnym dowodem, wręcz podstawowym, jest opinia biegłego psychiatry, który spotyka się z daną osobą. Z tą, u której podejrzewa się takie czy inne zaburzenie. I potem on wystawia swoją opinię.

– Może Ksiądz podać najczęstszy powód wpisywany w pozew?

– Niezdolność natury psychicznej do podjęcia obowiązków małżeńskich wynikająca z różnych uzależnień. Przede wszystkim uzależnienie od alkoholu, od pornografii, od hazardu, dzisiaj bardzo często od Internetu. Czy niedojrzałość psycho-emocjonalna – to jest też dość częsty powód. Spotyka się także uzależnienie od rodziców, zwłaszcza syna od matki. I coraz częściej pojawia się wykluczenie potomstwa, gdy małżonkowie nie chcą mieć dzieci, albo wykluczenie wierności – kiedy nie chcą zachować wierności małżeńskiej.

– A zdarza się, że obrońcy węzła małżeńskiego uda się „skleić” to małżeństwo?

– To nie jest zadanie obrońcy węzła, ale pojednanie czasami się zdarza, choć rzadko. Gdy osoby składają wnioski, a potem je wycofują, bo okazuje się, że doszli jakoś do porozumienia. Ale w większości przypadków ludzie, którzy przychodzą do nas, są już po rozwodach cywilnych.

– Dobrze, że istnieje taka instytucja jak „sąd kościelny”?

– Według mnie – tak. To też jest działanie duszpasterskie. Bardzo pomocne ludziom. Ta instytucja poprzez orzekanie nieważności pomaga im uregulować sytuację sakramentalną, zwłaszcza jeśli mogą wziąć drugi ślub, bo pierwsze małżeństwo było nieważne.

– To można wywnioskować, że jeśli nie udało mi się pierwsze małżeństwo, to mogę sobie kogoś poszukać i tworzyć drugie? Czy może powinno się być wiernym, bo kiedyś złożyło się przysięgę?

– Wierność jest wielką zaletą małżeństw i powinna istnieć. Ale nic na siłę. Najpierw trzeba się zastanowić, czy to pierwsze małżeństwo było ważne czy – nie. To nie jest tak, że odchodzę, szukam sobie kogoś innego, a potem dopiero się zastanawiam, co zrobić z tą sytuacją. Najpierw należałoby wszystko rozeznać.

– Ale sam Ksiądz wie, że są różne przypadki – ktoś był w związku małżeńskim, z którego są dzieci, potem były różne inne związki, potem małżeństwo cywilne i mówienie, że to tylko mąż – żona cywilna, więc mam prawo wchodzić w inne relacje i związki, szukając, i jednocześnie pojawia się staranie o unieważnienie małżeństwa. Czy na uczciwość tych ludzi też patrzycie?

– Jeśli ktoś wchodzi w kilka związków, trzeba się najpierw zastanowić, czy ta osoba się w ogóle nadaje do małżeństwa, czy jest dojrzała do małżeństwa. Proszę zauważyć, że jeśli stwierdza się nieważność małżeństwa z jakiejś przyczyny, np. niezdolności psychicznej, to żeby dana osoba wzięła drugi ślub, to zwykle dołączana klauzula musi być zdjęta. Taka osoba ma zakaz zawarcia nowego małżeństwa, dopiero ordynariusz może pozwolić na nowy związek, jeśli psycholog czy psychiatra orzeknie, że coś się zmieniło, że ta osoba jest już dojrzała, albo nie jest uzależniona od takich czy innych używek. Sam wyrok jeszcze nie upoważnia do zawarcia nowego małżeństwa w przypadku osoby, z której winy takie małżeństwo uznano za nieważne.

– Długo trwa taki proces?

– Ok. roku. Od czasu reformy papieża Franciszka nie wymaga się już dwóch pozytywnych wyroków, jak to było kiedyś, i większość spraw kończy się już w pierwszej instancji, czyli u nas zapada wyrok prawomocny.

– Zaczynaliśmy od tego, że „rozwodu kościelnego” nie ma, ale jak wytłumaczyć ludziom to, że ktoś dostaje unieważnienie i ma kolejny ślub w Kościele, że może korzystać z sakramentów, wchodząc w nowy związek? Jak to się ma do tych, którzy żyją w wierności i czystości, wiedząc, że złożona przed Bogiem przysięga zobowiązuje? Jeśli „unieważnienie” nie jest „rozwodem”, to czym? Rozwód cywilny jest też jakimś unieważnieniem małżeństwa...

– Nie. Rozwód cywilny nie jest unieważnieniem małżeństwa, a jedynie stwierdzeniem jego rozpadu. Stwierdzenie nieważności małżeństwa kościelnego to nic innego jak orzeczenie prawdy obiektywnej o małżeństwie, które z określonych przyczyn de facto nigdy nie zaistniało. To tak jakby powiedzieć, że istniał zewnętrzny pozór małżeństwa, a tak naprawdę ono nigdy nie zaistniało.

CZYTAJ DALEJ

WHO promuje aborcję farmakologiczną jako nieinwazyjną metodę leczenia

2020-08-03 11:00

[ TEMATY ]

aborcja

Trwająca pandemia została wykorzystana przez Światową Organizację Zdrowia jako pretekst do promowania aborcji farmakologicznej.

WHO opublikowała poszerzoną wersję wydanego w marcu przewodnika, w którym zaleca państwom utrzymanie „kluczowych usług", pomimo ograniczeń nakładanych w związku z koronawirusem. Wśród tych „usług", w rozdziale dotyczącym „praw reprodukcyjnych i seksualnych" wymieniona została „bezpieczna aborcja". WHO otwarcie zachęca kobiety planujące dokonanie aborcji do samodzielnego przeprowadzenia jej w domu z użyciem środków poronnych, wpisanych zresztą przez Organizację na listę „kluczowych leków". Nie wspomina przy tym o zagrożeniach dla zdrowia i życia związanych z tą praktyką. WHO zaleca także, by władze państw rozważyły zniesienie części ograniczeń, które utrudniają nie tylko dostęp do aborcji, ale także sprowadzanie środków medycznych wywołujących poronienie.

W rozdziale poświęconym opiece prenatalnej oraz zdrowiu matki i dziecka, WHO promuje tzw. „bezpieczną aborcję” w pełnym zakresie przewidzianym przez prawo, zasłaniając się argumentem, że pandemia nie może być pretekstem do uniemożliwienia kobietom korzystania z ich „praw”. Już samo to stwierdzenie stoi w sprzeczności z obowiązującym prawem międzynarodowym, które nie uznaje istnienia „prawa do aborcji”, a wręcz przeciwnie – chroni życie, także w fazie prenatalnej. Jak podkreśla dr Antonella Lavelanet, przedstawiciel WHO ds. zdrowia okołoporodowego, a jednocześnie ds. walki z „niebezpieczną” aborcją, sprzęt oraz obsługa medyczna potrzebne do przeprowadzenia aborcji nie różnią się od tych, wymaganych przy innych zabiegach ginekologicznych, dlatego też kobiety, jej zdaniem, powinny mieć zapewniony dostęp do nich pomimo pandemii. Zaznacza też, że brak dostępu do generalnego znieczulenia, antybiotyków i innych tego typu środków nie może być przeciwwskazaniem do zabójstwa prenatalnego. Ponadto wskazuje, że w przypadku braku wykwalifikowanego do dokonania aborcji personelu, można rozważyć zlecanie wykonywania aborcji innym pracownikom służby zdrowia.

Jednakże, mając na uwadze wprowadzone w związku z COVID – 19 obostrzenia, dr Antonella Lavelanet stwierdza równocześnie, że dla wygody pacjentek dobrym rozwiązaniem miałoby być wdrażanie telemedycyny, celem wypisywania e-recept na środki, konieczne do przeprowadzenia aborcji farmakologicznej w warunkach domowych. Wyrazem tego stanowiska WHO jest wzmianka w przewodniku o potrzebie minimalizowania wizyt w placówkach na rzecz teleporad oraz, gdy to możliwe, samobadania i samodzielnego wykonywania pewnych czynności medycznych, w tym promowanej przez WHO aborcji farmakologicznej. Ponadto WHO rekomenduje, by państwa dostosowały prognozowane regulacje w zakresie produktów medycznych i ich dostaw, wobec przewidywanego wzrostu zapotrzebowania na środki niezbędne do przeprowadzenia aborcji farmakologicznej.

WHO promuje aborcję farmakologiczną jako nieinwazyjną metodę leczenia i zaleca rozważenie stosowania jej w ramach „bezpiecznej aborcji” do 12 tygodnia, a w niektórych przypadkach nawet do 24 tygodnia ciąży. Organizacja upatruje zagrożenia dla życia matek i dzieci w niechcianych, „dodatkowych” ciążach, które będą miały miejsce w związku z ograniczeniami w zakresie wykonywania aborcji w czasie pandemii. Nie wspomina o realnych negatywnych skutkach, jakie niesie za sobą aborcja farmakologiczna.

Światowa Organizacja Zdrowia oraz inne instytucje popierające aborcję, przedstawiają metodę farmakologiczną jako, rzekomo, znacznie łatwiejszą i mniej dolegliwą alternatywę zabójstwa prenatalnego. Ta dezinformacja prowadzi do tego, że kobiety rozważające poddanie się aborcji farmakologicznej nie są konfrontowane z rzetelnymi faktami na temat jej możliwych skutków. Co za tym idzie, kobieta może doznać dotkliwej traumy, chociażby z tego względu na to, że nie ma pod ręką opieki medycznej w razie wystąpienia nieprzewidzianych objawów, a z wszelkimi konsekwencjami poronienia musi poradzić sobie sama. Jak wskazują statystyki, niemal 1/4 zgłoszonych przypadków aborcji farmakologicznej, które wywołały objawy zagrażające zdrowiu kobiety, zakończyła się hospitalizacją, w związku z ciężkimi infekcjami lub koniecznością przetoczenia krwi. Były wśród nich również przypadki śmiertelne.

Niektóre państwa europejskie, jak Wielka Brytania i Francja, wdrożyły już zalecenia WHO odnośnie umożliwienia kobietom dokonywania aborcji w czasie pandemii. Organizacje proaborcyjne usilnie dążą do tego, aby aborcja, również w innych krajach, została uznana za usługę niezbędną, gdyż, ich zdaniem, w większości państw nie jest ona traktowana priorytetowo i z tego względu zawieszono jej wykonywanie w związku z zagrożeniem epidemiologicznym. Według organizacji proaborcyjnych, aborcja farmakologiczna jest rozwiązaniem służącym poprawie sytuacji zdrowotnej w państwach na szeroką skalę, w tym doraźnie, w dobie COVID – 19.

„Twierdzenia o pozytywnym wpływie aborcji na zdrowie kobiet nie znajdują uzasadnienia w faktach. Jak już wykazaliśmy w kompleksowej analizie, legalizacja aborcji wcale nie przyczynia się do spadku śmiertelności kobiet, a w niektórych państwach zachodzi wręcz odwrotna korelacja. Aborcja farmakologiczna, poza tym, że stanowi śmiertelne zagrożenie dla poczętego dziecka, jest również niebezpieczna dla przeprowadzających ją kobiet. Powoduje liczne skutki uboczne, a jej następstwa często wymagają hospitalizacji. Wszelkie działania ze strony organizacji międzynarodowych zmierzające do popularyzacji aborcji na globalną skalę są z gruntu sprzeczne z obowiązującym prawem międzynarodowym i wartościami, na których zostało ono zbudowane. System ochrony praw człowieka powstał właśnie po to, by chronić ludzi i ich prawa do życia, także tych najmłodszych i najbardziej bezbronnych przed przemocą i nadużyciami” – podkreśla Karolina Pawłowska, Dyrektor Centrum Prawa Międzynarodowego Ordo Iuris.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję