Reklama

Wiadomości

Telewizja to nie fabryka

O wpływie mediów na politykę i polityki na media, abolicji abonamentowej i potrzebie dekoncentracji kapitału z Witoldem Kołodziejskim rozmawia Wiesława Lewandowska

Niedziela Ogólnopolska 16/2017, str. 40-41

[ TEMATY ]

media

Grzegorz Boguszewski

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Wiele złego mówi się ostatnio w Polsce o jakości mediów, zwłaszcza o ich niekorzystnej dla nas strukturze własnościowej, skutkującej stronniczością polityczną ich przekazu. Krytyka dotyczy przede wszystkim rynku gazet i czasopism, ale do pewnego stopnia także mediów elektronicznych, zwłaszcza że ich moc oddziaływania jest dominująca. Co dziś najbardziej niepokoi Krajową Radę Radiofonii i Telewizji?

WITOLD KOŁODZIEJSKI: – Powodów do niepokoju jest wiele, jednak sytuacja mediów elektronicznych jest i zawsze była inna niż mediów drukowanych, ponieważ ich tworzenie było regulowane przez system koncesji. Na tym rynku nigdy nie było wolnej konkurencji, zawsze ktoś był uprzywilejowany; tworzyły go decyzje kolejnych Krajowych Rad Radiofonii i Telewizji oraz kapitał, także zagraniczny, uczestniczący w nim zarówno na etapie koncesyjnym, jak i później, kiedy dochodziło do rozmaitych przejęć.

– Nie mogło być inaczej, bo KRRiT zawsze podlegała zbyt silnym naciskom polityczno-biznesowym?

– Niestety, tak. Faktem jest uwikłanie jej członków w jedną z największych afer korupcyjnych niepodległej Polski – w aferę Rywina, która toczyła się w cieniu KRRiT. Zarówno wpływy polityczne, jak i niejasne biznesowe układy mogły zatem mieć duże znaczenie w podejmowaniu kolegialnych, merytorycznych decyzji KRRiT; mogły też wpływać na wydawanie koncesji i na kształt ustaw.

– Bo to właśnie o media elektroniczne, zwłaszcza o koncesje telewizyjne, przetoczyła się przez III RP największa batalia...

– To dlatego, że media elektroniczne mają – wciąż jeszcze głównie telewizja – szczególnie wielki wpływ na życie społeczne, na kształt demokracji, na sposób funkcjonowania państwa i rządu. I tak to już jest od czasu wynalazku druku, że im bardziej nowe technologie medialne wpływają na politykę, tym bardziej polityka stara się wpływać na nie. KRRiT jako instytucja została wymyślona i stworzona po to, żeby tych wpływów unikać, ale jak pokazuje jej historia, nie do końca spełniła rolę bufora. Wiele z jej decyzji można by dziś podważać.

– Które konkretnie?

– Nie wartościując ich znaczenia, za te najistotniejsze, które wywarły duży wpływ na kształt życia politycznego i społecznego w Polsce, można uznać pierwsze decyzje KRRiT, czyli przyznanie koncesji dla Polsatu, dla niepozornej telewizji Wisła i innych telewizji regionalnych, z których później powstała potężna TVN. Ale z drugiej strony – bardzo ważne było przyznanie w końcu, mimo długotrwałego oporu Rady, koncesji dla Radia Maryja. Wiele niejasności wzbudza obecnie proces przechodzenia na technologię cyfrową, czyli rozszerzenie rynku o multipleksy cyfrowe, pozostający również w związku z sytuacją polityczną w kraju...

– Czy obecną sytuację na rynku mediów elektronicznych w Polsce można uznać za ostatecznie „zrównoważoną”?

– Moim zdaniem, właśnie ze względu na wspomniane nie najlepsze decyzje podjęte w przeszłości ta równowaga jest i zawsze będzie, może nawet coraz bardziej, chwiejna... Wprawdzie mamy rynek podzielony po równo między trzech dużych nadawców – Telewizję Publiczną, Polsat i TVN – to jednak coraz więcej pola oddają oni konkurencyjnym programom internetowym.

– Jaka jest zatem rola regulatora takiego jak KRRiT, gdy świat mediów elektronicznych staje się tak bardzo skomplikowany?

– Mimo że koncesje radiowo-telewizyjne już zostały rozdane, mimo że ukształtował się już konkretny rynek mediów elektronicznych, na którym wyrosło i umocniło się trzech głównych nadawców, to jednak z uwagi na znaczenie dla rozwoju społecznego i demokracji, nie możemy ich traktować jak zwykłe podmioty gospodarcze, jak fabryki. Stąd potrzeba pewnego wpływu i kontroli, aby rynek tych mediów rozwijał się w sposób niezakłócany. KRRiT w konstytucji ma wpisaną powinność dbania o pluralizm w mediach.

– Z której raczej się nie wywiązywała – jeszcze do niedawna wszystkie trzy najważniejsze telewizje zgodnie jednym głosem krytykowały wyłącznie opozycję (wówczas PiS). To wynik bezsilności czy złej woli Rady jako organu kontrolującego? Czy zamierza Pan to zmienić?

– Uczciwie powiem, że dbanie o pluralizm – zwłaszcza w wymiarze politycznym – rynku, który nie jest do końca wolny, nie jest proste. KRRiT może i powinna czuwać nad tym, aby nadawcy przestrzegali obowiązków nałożonych na nich przez ustawę, aby w ramach konkurencji między sobą nie stosowali nieuczciwych praktyk, np. puszczając więcej reklam, niż to jest dozwolone, ignorując ochronę małoletnich przed szkodliwymi treściami. Mamy tu cały katalog spraw, których nie możemy pozostawić jedynie działaniu prawa rynku, bo zbyt duży jest ich wpływ na odbiorców.

– Trudno zmusić wielkie telewizje komercyjne – które skupiają dwie trzecie rynku – by zajmowały się misją społeczną. Czy jednak media publiczne należycie wywiązują się z przypisanej im ustawowo misyjności?

– W różnych okresach różnie z tym bywało.

– Jeden z prezesów TVP deklarował wprost: tyle misji, ile abonamentu!

– I to on był jednym z „bohaterów” afery Rywina, w której chodziło o przejęcie TVP 2 przez prywatny kapitał. Ale mieliśmy też premiera, który postulował zniesienie abonamentu, nazywając go podatkiem niepotrzebnie obciążającym portfele obywateli...

– Faktem jest, że TVP żyje dziś przede wszystkim z reklam, nie z abonamentu, i niewiele różni się od stacji komercyjnych.

– Być może ta misyjność jest wciąż zbyt mało widoczna, ale przecież to tylko TVP znacząco inwestuje w promowanie kultury wysokiej – mamy choćby wielce zasłużony Teatr Telewizji. Mamy dobrze rozwiniętą produkcję wartościowych filmów dokumentalnych, nieodpłatne relacje z ważnych wydarzeń sportowych itp.

– Czy KRRiT nie ma żadnych zastrzeżeń wobec realizacji misji przez TVP?

– Cały czas kontrolujemy tę misję, co roku podpisujemy specjalne porozumienia finansowo-programowe i bardzo wnikliwie sprawdzamy, czy zostało wykonane to, do czego TVP się zobowiązała i na co KRRiT przeznaczyła pieniądze z abonamentu. Oczywiście, musimy sobie zdawać sprawę ze wszystkich istniejących ograniczeń...

– Chodzi przede wszystkim o mały dopływ pieniędzy z abonamentu?

– Niestety, tak. Udział abonamentu w całym budżecie telewizji publicznej wynosi zaledwie ok. 20 proc., ale zazwyczaj TVP stara się robić więcej programów misyjnych, niż pozwalają jej na to wpływy z samego abonamentu. Oczywiście, widziałbym dziś inną telewizję publiczną i inny jej rozwój...

– Jaka powinna być ta idealna telewizja publiczna?

– Dobra telewizja publiczna kojarzy mi się z lokalnością. Dlatego uważam, że trzeba zadbać o rozwój lokalnych ośrodków TVP i lokalnych spółek radia publicznego. Ma to fundamentalne znaczenie dla życia społecznego i kulturalnego w poszczególnych regionach, dla lokalnej demokracji. Aby wzmacniać te mechanizmy, trzeba wzmacniać stacje i rozgłośnie regionalne. Media lokalne nie muszą być skazane na niepowodzenie, ale mogą istnieć – szczególnie lokalna telewizja – tylko dzięki wsparciu publicznych pieniędzy.

– A nad dopływem tego wsparcia czuwa właśnie KRRiT i – niestety – jest bezradna?

– To prawda. Podejmowane są obecnie próby poprawienia wpływów z abonamentu, rozpatruje się różne warianty skuteczniejszego poboru, jednak np. propozycja najprostsza, czyli opłacenie niewielkiej daniny radiowo-telewizyjnej przy okazji rozliczania podatków może wymagać specjalnej notyfikacji Komisji Europejskiej, na którą raczej nie można liczyć.

– Nie ma zatem nadziei na więcej przyzwoitej misyjności, a mniej niezbyt mądrych, ale drogich programów rozrywkowych, które przyciągają reklamy jako główne źródło utrzymania telewizji publicznej?

– Mimo wszystko uważam, że prace nad uszczelnieniem obecnej ustawy abonamentowej są na tyle zaawansowane, że wpływy z abonamentu wkrótce się poprawią i wtedy będzie można podjąć dyskusję o ograniczeniu reklam w telewizji publicznej. Być może zaproponowana przez rząd tzw. abolicja abonamentowa zachęci osoby dotychczas uporczywie uchylające się do opłacania abonamentu... KRRiT myśli również o premiach dla osób, które sumiennie płaciły abonament RTV.

– Czy dziś, gdy świat nadawców elektronicznych staje się pod każdym względem bardziej skomplikowany, KRRiT jako regulator i kontroler jest w stanie sprostać gromadzącym się wyzwaniom?

– Przed nami ogrom pracy. W tym roku prawdopodobnie będziemy zmieniali ustawę pod kątem dostosowania naszego prawa do wymogów UE, za czym pójdzie określenie i stworzenie karty powinności mediów publicznych, konkretyzującej wymagania i sposób rozliczania z wykonania misji. Poza tym zamierzamy wymusić na mediach publicznych, aby za pieniądze z abonamentu rozwijały też swą działalność w Internecie; tak, aby publiczna telewizja i radio stworzyły jeden wspólny portal, gdzie będą umieszczone wszystkie ich bezcenne zasoby archiwalne oraz cała bieżąca produkcja. Korzystając z tej bazy, mogłyby się też znakomicie rozwijać lokalne media publiczne.

– Na media komercyjne, dzierżące jednak w Polsce rząd dusz, KRRiT nie ma takiego wpływu, który mógłby zmienić ich oblicze i nastawienie na bardziej obiektywne i zarazem korzystne dla biegu polskich spraw...

– Krajowa Rada miała wpływ na potencjał ich oddziaływania, gdy rozdzielała koncesje, później mogła już tylko upominać lub karać w przypadku naruszenia przepisów ustawy (jedną z bardziej głośnych spraw było ukaranie TVN „za naruszanie czci i szacunku dla flagi państwowej” w programie Kuby Wojewódzkiego). Nie może natomiast ingerować w prowadzoną przez nie politykę, nawet jeśli jest niekorzystna dla Polski. Uważam jednakże, że trzeba pilniej zwracać uwagę na to, iż te media bywają naszemu krajowi wręcz ostentacyjnie nieżyczliwe. W tym kontekście można dziś mówić, że ogromne znaczenie ma narodowość kapitału ulokowanego w dużych mediach elektronicznych.

– W jakim stopniu hasło repolonizacji dotyczy mediów elektronicznych?

– W niewielkim, mimo że duże i wpływowe grupy medialne, takie jak TVN, są w rękach kapitału amerykańskiego, grupa radiowa RMF należy do kapitału niemieckiego Emitel, monopol nadawczy (czyli stronę techniczną mediów elektronicznych) mają amerykańskie fundusze inwestycyjne, najwięksi operatorzy kablowi to także nie jest polski kapitał... Można więc powiedzieć, że polskie media elektroniczne – wyłączając same stacje telewizyjne – tylko w niewielkim stopniu znajdują się w rękach polskiego kapitału. Mimo tego, w przypadku elektronicznych mediów prywatnych w Polsce możemy rozważać tylko problem dekoncentracji kapitału.

– Przewiduje się konkretne działania?

– Mam nadzieję. Proponowane przez nas zapisy antykoncentracyjne służą uniemożliwieniu takich praktyk, np. gdy nadawca programu telewizyjnego jednocześnie sprzedaje reklamy również innym telewizjom i uzależnia tę sprzedaż od wpływów reklamowych na swoich kanałach. Jeżeli nadawca programu telewizyjnego jest jednocześnie największym właścicielem platformy satelitarnej i decyduje, czy wpuścić konkurencję na tę platformę, to należy ten stan rzeczy zmienić na taki, jaki obowiązuje od dawna w innych krajach.

– Tyle że z tego powodu na Polskę posypią się gromy z tychże właśnie innych krajów...

– Nie należy się tym przejmować, tylko konsekwentnie czerpać z doświadczeń tychże krajów, które przecież najlepiej wiedzą, jak wielki wpływ media – zwłaszcza telewizje – mają na kształt demokracji i życie polityczne każdego kraju. Każde społeczeństwo w każdym kraju ma prawo – i powinno – wiedzieć, że nadmierna koncentracja kapitału medialnego, zwłaszcza zagranicznego, jest po prostu niebezpieczna dla interesów kraju.

* * *

Witold Kołodziejski
Dziennikarz (m.in. był autorem i wydawcą programów katolickich w TVP: Magazyn Katolicki, Credo, Credo 2000, Otwarte Drzwi, Między ziemią a niebem), samorządowiec, sekretarz stanu w Ministerstwie Cyfryzacji (2015-16), przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (2007-10 i od 2016).

2017-04-11 09:43

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Papież: media katolickie powinny budować mosty

2020-07-01 10:58

[ TEMATY ]

media

Franciszek

Grzegorz Gałązka

Rozpoczęła się wirtualna Konferencja Mediów Katolickich organizowana przez włoskie Stowarzyszenie Prasy Katolickiej. W przesłaniu skierowanym do jej uczestników Papież Franciszek zaapelował o budowanie mostów i burzenie murów pomiędzy ludźmi, a dziennikarzy poprosił o bycie świadkami prawdy wskazującymi jak odróżnić dobro od zła. Spotkanie potrwa do 2 lipca.

Ojciec Święty podziękował wszystkim dziennikarzom, którzy pomimo zagrożenia koronawirusem, pracowali na rzecz swoich braci i sióstr w potrzebie. Podkreślił, że poczucie wspólnoty pomiędzy ludźmi wyłoniło się paradoksalnie z doświadczenia społecznego dystansu narzuconego przez pandemię. „Doświadczenie ostatnich miesięcy pokazało, jak istotna jest misja mediów w zbliżaniu ludzi, skracaniu dystansu, dostarczaniu niezbędnych informacji oraz otwieraniu umysłów i serc na prawdę.” – napisał Franciszek.

Jego zdaniem misją współczesnego dziennikarza jest budowanie jedności we współczesnym świecie naznaczonym konfliktami i polaryzacją, na co nie są odporni również katolicy.

„Potrzebujemy mediów zdolnych budować mosty, burzyć mury, widzialne i niewidzialne, które uniemożliwiają szczery dialog i prawdziwą komunikację między jednostkami i wspólnotami. Potrzebujemy mediów, które mogą pomóc ludziom, zwłaszcza młodym, odróżnić dobro od zła, wypracować zdrowy osąd oparty na jasnym i bezstronnym przedstawieniu faktów oraz zrozumieć znaczenie pracy na rzecz sprawiedliwości, zgody społecznej i szacunku dla naszego wspólnego domu – czytamy w przesłaniu.

Papież zaznaczył, że dziennikarstwo nie jest jedynie sumą kompetencji zawodowych. „Dobry dziennikarz poświęca się całkowicie dla dobra innych, na każdym poziomie, zaczynając od życia jednostki, aż po dobro całej rodziny ludzkiej. Nie możemy prawdziwie komunikować się, jeśli nie zaangażujemy się osobiście, jeśli nie będziemy mogli własnym życiem potwierdzić prawdziwości przekazywanego przez nas przesłania” – napisał Franciszek.

Na zakończenie Ojciec Święty zaapelował o rzetelność opinii i przekazywanie faktów. „Tam, gdzie nasz świat zbyt chętnie mówi przymiotnikami, niech chrześcijańscy dziennikarze raczej wybierają rzeczowniki, które są sprzymierzeńcami prawdy i promują godność człowieka” – napisał Franciszek.

CZYTAJ DALEJ

To jest CUD!

2020-07-07 10:03

[ TEMATY ]

Radio Maryja

Maryja

Tak skwitowała urzędniczka SANEPID-u wyniki testu na koronawirusa ojców franciszkanów z Niepokalanowa. 107 testów i wszystkie ujemne.

To nie możliwe, aby w tak dużej społeczności nikt nie miał pozytywnego wyniku. Wszystko zaczęło się w piątek, 26 czerwca 2020 r. Wieczorem karetka pogotowia zabrała jednego z braci do szpitala. Brat ten wrócił do klasztoru z urlopu 22 czerwca. Czuł się nie najlepiej dlatego pojechał do lekarza. Dostał antybiotyki i wrócił do klasztoru.

W klasztorze w ciągu tych kilku dni miał kontakt bezpośredni z około 30 braćmi. Według pracownika SANEPID-u kontakt bezpośredni, to taki, w którym dana osoba przebywała z zarażonym minimum 15 minut, w odległości mniej niż 2 metry.

Brat jest między innymi fryzjerem, ostrzygł w tym czasie kilku braci. Ponadto całą wspólnotą spotykamy się na posiłkach w refektarzu i kilka razy dziennie w kaplicy na modlitwie. Nieświadomi zagrożenia nikt nie unikał z nim kontaktu. W ciągu tych pięciu dni pobytu w klasztorze po urlopie brat ten był w wielu miejscach wspólnego przebywania.

Chory po wykryciu korona wirusa został przewieziony do szpitala jednoimiennego w Warszawie i przebywa tam do dnia dzisiejszego. Jest podłączony do respiratora. Jego płuca oddychają w 60 %. Jest utrzymywany w śpiączce farmakologicznej.

Do szpitala zakaźnego trafił jego rodzony brat i bratowa oraz 90-letnia mama, która jest na OIOMI-e. Stan naszego współbrata jest nadal poważny, ale stabilny. Kiedy w sobotę 27 czerwca dotarła do klasztoru informacja o koronawirusie naszego współbrata, strach padł na wszystkich. Zrozumieliśmy, że to nie żarty. Zostaliśmy natychmiast objęci przez SANEPID kwarantanną do 10 lipca. Została zamknięta bazylika dla udziału wiernych oraz wszystkie miejsca pracy, w których pracują osoby z zewnątrz. Wprowadziliśmy zalecenia SANEPIDU co do ograniczenia spotkań między sobą. Z twarzy zniknął uśmiech, usta zakryły maseczki. Przeszliśmy w internetowy reżym nabożeństw.

Od współbraci z innych klasztorów, parafian, sympatyków naszego sanktuarium, naszych rodzin i znajomych otrzymaliśmy wiele wsparcia duchowego i materialnego, za co z serca wszystkim dziękujemy. Wielu zapewniało nas o modlitwie.

Czekaliśmy z niecierpliwością na piątek, 3 lipca. W tym dniu zrobiono nam wymazy. Teraz pozostało tylko czekać na sobotę, jak na wyrok. Dzięki Bogu z piątku na sobotę było comiesięczne czuwanie modlitewne przed pierwszą sobotą. Tym razem byli tylko zakonnicy. Odmówiliśmy trzy części różańca przed wystawionym Najświętszym Sakramentem. Na zakończenie była Msza św. Razem z nami przez internat modliło się kilkaset osób.

Przyszła pierwsza sobota, 4 lipca, a z nią comiesięczne spotkanie „Oddaj się Maryi”: konferencja, świadectwa, Msza św. z zawierzeniem wszelkich spraw Matce Bożej oraz nabożeństwo wynagradzające Niepokalanemu Sercu Maryi.

Wszystko jak co miesiąc ale bez udziału wiernych. Można nas było oglądać przez YouTube na kanale NIEPOKALANÓW oraz słuchać transmisji przez Radio Niepokalanów. Pomimo pustki w bazylice czuło się obecność ludzi, że są tu z nami, że tak jak my zawierzają się Niepokalanej. To św. Maksymilian nauczył nas, aby ze wszystkim przychodzić do Niej.

Była to najspokojniejsza pierwsza sobota od 4 lat. Nikt nie prosił o poświęcenie dewocjonaliów, chwilę rozmowy, spowiedź. Tak cicho jak nigdy. Spokojnie można było zjeść posiłek, odpocząć i dalej czekać na „wyrok”. Chyba już każdy w klasztorze brał pod uwagę różne scenariusze. Po południu okazało się, że wyniki będą dopiero w niedzielę.

Wieczorem, w trakcie codziennego różańca odmawianego w kaplicy św. Maksymiliana w intencji zakończenia epidemii, rozdzwoniły się dzwony na bazylice. Cóż to może być, czy nie daj Boże coś niedobrego się stało z naszym chorym bratem, ale w klasztorze nie ma takiego zwyczaju, a może Ojciec Święty zachorował?

Pytań było wiele.

Na Apel Maryjny wchodzi do kaplicy św. Maksymiliana gwardian klasztoru i ogłasza przez mikrofon: wyniki na koronowirusa wszystkich braci są ujemne. Według urzędniczki SANEPID-u: To jest CUD !!!

Przez cały okres epidemii nie zdarzyło się nigdzie w Polsce, a być może i na świecie, aby nikt, z tak dużej grupy mającej kontakt z osobą zarażoną, nie został zarażony. Zanim gwardian ogłosił wyniki wraz z pracownikiem SANEPID-u kilka razy sprawdzał listy. 100 % zdrowych.

Chwała Bogu!

Niepokalana po raz kolejny pokazała, że troszczy się o swój Niepokalanów. Odbieramy tę łaskę jako znak, że Matce Najświętszej podoba się to, co od kilku lat robimy: pierwsze soboty z zawierzeniem, wspólny Różaniec, nabożeństwa pokutne i Msze święte za grzechy aborcji, pielgrzymki pokutne, czuwania nocne, Wielkie Zawierzenie Niepokalanemu Sercu Maryi, które już za miesiąc odbędzie się po raz Czwarty, Sztafeta Różańcowa i wiele innych. Niech ta Boża interwencja będzie iskrą, która zapali nasz naród nową miłością do Boga i ludzi i wleje w nasze serca wiarę, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Tak jak 100 lat temu Maryja przyszła z pomocą naszym przodkom, ukazując się bolszewikom i przepędzając ich spod Warszawy, tak niech w naszych czasach przyjdzie nam z pomocą i zwycięży naszych wrogów.

Dziękujemy Wam, że z nami byliście. Polecamy każdego z Was Maryi i życzymy abyście doznali, jak dobra i czuła jest nasza MATKA.

Franciszkanie z Niepokalanowa

Ogłoszenie o. Grzegorza Szymanika - gwardiana Niepokalanowa o wynikach badań.

"Zawierz się Maryi, nasza Mama nigdy Ciebie nie zawiedzie."

CZYTAJ DALEJ

Patriarcha Cyryl broni Hagia Sophia: to początki naszej wiary

2020-07-07 18:04

[ TEMATY ]

Hagia Sophia

Turcja

patriarcha Cyryl

Osvaldo Gago / pl.wikipedia.org

Patriarcha Moskiewski zdecydowanie przeciwstawia się próbom przekształcenia bazyliki Hagia Sophia w meczet. Byłby to zamach na całą cywilizację chrześcijańską – czytamy w opublikowanym dziś oświadczeniu. Cyryl przypomina, że z tą świątynią ściśle są związane początki chrześcijaństwa w Rusi Kijowskiej.

Losy głównej świątyni chrześcijańskiego Konstantynopola wciąż nie zostały rozstrzygnięte. Prezydent Recep Tayyip Erdoğan chce z niej zrobić meczet. Aktualnie sprawę rozważa najwyższy sąd administracyjny. Jego decyzja ma zapaść do 15 lipca.

Hagia Sophia została konsekrowana w 537 r. Do czasu wybudowania nowej Bazyliki św. Piotra w Rzymie, była największą świątynią chrześcijańską na świecie. Przez ponad 900 lat była główną bazyliką wschodniego chrześcijaństwa. W meczet została przekształcona dopiero w 1453 r. po zdobyciu Konstantynopola przez Turków. W 1934 r. Mustafa Kemal Atatürk, twórca laickiej i zorientowanej na Europę Turcji, przekształcił Hagia Sophia w muzeum.

Patriarcha Cyryl przypomina, że historia chrześcijaństwa w Rosji bezpośrednio wiąże się z tą świątynią. To właśnie pod wpływem opowiadań swych wysłanników o jej pięknie książę Włodzimierz podjął decyzję o chrzcie Rusi. Dlatego też dla każdego prawosławnego Rosjanina pozostaje ona wielkim sanktuarium chrześcijańskim. Przez wieki stanowiła też główne źródło inspiracji w kształtowaniu rosyjskiej duchowości.

Moskiewski patriarcha jest głęboko zaniepokojony postulatami niektórych tureckich polityków, którzy kwestionują aktualny, muzealny charakter świątyni, stanowiącej „jeden z najważniejszych zabytków kultury chrześcijańskiej”. Ostrzega on, że „rosyjski naród ze smutkiem i oburzeniem przyjmie jakąkolwiek próbę degradacji czy deptania tysiącletniego dziedzictwa duchowego Kościoła Konstantynopola”. Wyraża jednak nadzieję, że władze Turcji wykażą się rozwagą i zachowany zostanie neutralny status Hagia Sophia, co „pomoże w rozwoju wzajemnych relacji między narodem rosyjskim i tureckim oraz przyczyni się do umocnienia pokoju i międzyreligijnej zgody”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję