Reklama

Woda jako dobro rzadkie

2017-05-04 09:44

Rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 19/2017, str. 36-37

Grzegorz Boguszewski
Mariusz Gajda

O potrzebie ochrony polskich wód, cenie wody i nowym Prawie wodnym z min. Mariuszem Gajdą rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Od dziesięcioleci wiadomo, że gospodarka wodna w Polsce wymaga gruntownego uporządkowania, a od kilkunastu lat, że musi być dostosowana do wymagań Unii Europejskiej. Czy tworzone właśnie pod kierunkiem Pana Ministra nowe Prawo wodne jest wyłącznie odpowiedzią na wymagania UE?

MIN. MARIUSZ GAJDA: – Polska gospodarka wodna od dawna wymagała uporządkowania, każdy odpowiedzialny rząd powinien się do tego zabrać bezzwłocznie, bez poganiania przez Unię. Nasi poprzednicy nawet na to nie reagowali. Zaproponowane przez rząd Prawa i Sprawiedliwości rozwiązania są znacznie bardziej szczegółowe niż wymagany przez Unię ogólnikowo-opisowy „plan zlewniowy dwu głównych rzek Polski, wraz z przyszłymi obiektami hydrotechnicznymi”; przedstawiamy bardzo konkretne plany dla kilkudziesięciu dopływów Wisły i Odry. Nasze regulacje po prostu wynikają z logicznego myślenia, z pilnych potrzeb i oczywiście z różnego rodzaju dyrektyw unijnych, które jednak nie zawsze nam w tym porządkowaniu pomagają.

– Dlaczego?

– Nieporozumienie polega na tym, że ramowa dyrektywa wodna, podobnie jak dyrektywa dotycząca obszarów Natura 2000, odpowiada na błędy środowiskowe popełnione w krajach starej Unii, gdzie prawdziwej natury, a więc i naturalnych cieków, pozostało już bardzo niewiele. Po wybetonowaniu wszystkiego, po zaspokojeniu potrzeb przemysłu ustanowiono, że teraz najważniejsze będą cele środowiskowe.

– Dla Polski nie są one najważniejsze?

– Chodzi o to, że ramowa dyrektywa wodna może w niektórych przypadkach blokować nasze porządkowanie gospodarki wodnej, skazując nas na skomplikowany system biurokratyczny; jeżeli chcemy cokolwiek zrobić, na polskiej rzece trzeba będzie zastosować tzw. derogację, ale tylko w przypadku ważnych celów społecznych, dość nieprecyzyjnie określonych w unijnych przepisach. Ponadto dyrektywa narzucająca sześcioletnie plany gospodarowania wodami uniemożliwia natychmiastowe zastosowanie nawet drobnych zabiegów hydrotechnicznych koniecznych np. w przypadku wywołanego suszą drastycznego obniżenia poziomu wody w rzece, które uniemożliwia pracę elektrowni. Za niewpisanie do planu każda taka nagła ingerencja hydrotechniczna grozi karą. Komisja Europejska może właściwie wszystko zakwestionować, nawet budowę małej kładki lub brodu dla żubrów.

– Kwestionowany i krytykowany – zwłaszcza przez polską opozycję – jest pomysł powołania nowego bytu – Państwowego Gospodarstwa Wodnego „Wody Polskie”.

– Nie podoba się to zwłaszcza tym, którzy mieli kiedyś ochotę prywatyzować polskie wody. W projekcie Platformy Obywatelskiej przygotowanym przez min. Stanisława Gawłowskiego stwarzano taką możliwość. Dziś musimy bardzo mocno chronić nasze zasoby wodne także przed zakusami kapitału zagranicznego.

– To naprawdę realne zagrożenie?

– Jak najbardziej realne. W prasie międzynarodowej pojawiają się publikacje o pomysłach wielkiego biznesu na przejmowanie gospodarki wodnej w poszczególnych krajach. Po prostu dlatego, że woda staje się wszędzie dobrem niezwykle cennym. Międzynarodowe korporacje chętnie więc zajęłyby się budową zabezpieczeń przeciwpowodziowych na Wiśle, by w ten sposób wyręczyć polski rząd, ale w zamian chciałyby przez 50 lat dyktować Polakom cenę wody...

– „Wody Polskie” będą skuteczną zaporą?

– Tak potraktowano już sam pomysł ich stworzenia 10 lat temu. W październiku 2007 r. Prawo wodne przygotowane przez ówczesny rząd PiS było już prawie gotowe. Gdyby nie przedterminowe wybory, „Wody Polskie” już by istniały. Rząd PO-PSL jednak wyrzucił wszystko wprost do kosza.

– Bez podania krytycznych argumentów?

– Uznano, że przedłożone przez nas propozycje będą mało popularne we wpływowych wówczas kręgach polityczno-biznesowych, także europejskich, a przede wszystkim nie przyniosą natychmiastowych sukcesów propagandowych. Było z góry wiadomo, że w takiej sytuacji również Polakom te zmiany mogłyby się nie podobać.

– Teraz także?

– Być może w pewnym stopniu. Ponieważ te zdecydowane, ale jednak konieczne kroki, które właśnie proponujemy, nie mają natychmiastowego przełożenia na interes społeczny – jak w przypadku programu „Rodzina 500+” – musimy się liczyć co najmniej ze sceptycyzmem wobec niektórych rozwiązań. Ich zasadność zostanie doceniona dopiero po wielu latach i – niestety – jak zwykle dopiero w krytycznych momentach. Mimo to musimy przecież dbać o bezpieczeństwo Polaków, bezpieczeństwo przeciwpowodziowe – dlatego proponujemy przyjęcie nowych regulacji zawartych w naszym projekcie ustawy Prawo wodne.

– I już sama debata nad tymi nowymi regulacjami toczy się jak wody Wisły pod Wyszogrodem po kolejnych „zimach stulecia”, gdy stał tam jeszcze najdłuższy w Europie drewniany most? Zator za zatorem?

– Rzeczywiście, nowe propozycje budzą zarówno duże zainteresowanie, jak i, być może, pewien niepokój – moim zdaniem, nieuzasadniony, dlatego że wynika często z niepełnej wiedzy lub uprzedzeń rozpowszechnionych w przestrzeni publicznej przez naszych przeciwników politycznych. Przy tworzeniu „Wód Polskich” słyszymy np. zarzut centralizacji. A tak naprawdę będzie to przecież decentralizacja gospodarki wodnej, z jedną koordynującą całokształt organizacją – czyli Zarządem Krajowym – odpowiedzialną za pracę Zarządów Regionalnych. Ale co najistotniejsze, Zarządom Regionalnym będą podporządkowane Zarządy Zlewni ok. 50 rzek, np. Zarząd Zlewni Sanu, Zarząd Zlewni Bugu itd.

– Wiele niepokoju budzą finanse – skąd wziąć pieniądze na utrzymanie takiej rozgałęzionej infrastruktury? Pojawiają się obawy, że z podniesionych opłat za wodę...

– Rzeczywiście, docelowo przewiduje się samofinansowanie, zgodnie zresztą z unijnym wymogiem zwrotu kosztów usług wodnych. Docelowo powinno być tak, że wszelkie usługi wodne – czyli zapewnienie dobrej jakości wody w rzekach podziemnych, zapewnienie bezpieczeństwa przed powodzią, przed suszą, gwarancje dostaw wody dla chłodzenia elektrowni – wszelkie koszty związane z zarządzaniem gospodarką wodną powinny być równe przychodom ze wszystkich opłat.

– To znaczy, że jednak konieczne będzie podniesienie ceny wody?

– W gronie ekspertów wyliczyliśmy, że aby wszystko się zbilansowało, cena wody powinna wynosić powyżej złotówki za metr sześcienny, jednak zapewne będziemy musieli się ograniczyć do ok. 50 gr; Czesi płacą już dziś równowartość ok. 1 zł – oczywiście z uwzględnieniem różnic cen poszczególnych rodzajów wody. Chcemy wprowadzić również rozróżnienie cen wody dla większych i mniejszych miejscowości (większe powinny płacić więcej). Decyzją pani premier nie będzie podwyżek, choć dziś obowiązują naprawdę symboliczne opłaty – średnio ok. 9 gr za metr sześcienny wody.

– Czy bez podwyżki ceny wody możliwa będzie realizacja ambitnych planów skutecznego zarządzania polskim kryzysem wodnym?

– Prawdą jest, że w budżecie nie ma pieniędzy na realizację tych celów, choć są naprawdę palące. Komisja Europejska daje przyzwolenie na to, by do ostatecznego rozwiązania dochodzić stopniowo. Gdybyśmy mieli wpływy z odpowiednich opłat (50 gr za metr sześcienny), to moglibyśmy przeznaczać ok. 2 mld zł rocznie na inwestycje przeciwpowodziowe. Będziemy mogli jednak dysponować jedną trzecią tej kwoty, ale to i tak będzie o 0,5 mld zł więcej, niż mamy obecnie.

– Co zatem będzie można zrobić?

– Przede wszystkim podejmiemy najpilniejsze prace związane z zabezpieczeniem przeciwpowodziowym oraz z małą retencją.

– Może zatem uda się wreszcie rozwiązać prosty problem małej retencji, która nie wymaga przecież wielkich nakładów, a ma swoje znaczenie w kwestii zarówno suszy, jak i powodzi?

– Mam taką nadzieję. Będą się tym zajmowały bezpośrednio właśnie Zarządy Zlewni, które na początku przeprowadzą inwentaryzację tego, co się powinno budować; zbiornik małej retencji może powstać w ciągu jednego roku! Moją specjalną ambicją jest, żeby oprócz podjęcia walki o wielką strategię gospodarki wodnej jak najszybciej dać możliwość działania drobnym przedsiębiorcom. „Wody Polskie” chcą służyć wszystkim obecnym i przyszłym użytkownikom wód. Nie chcemy prywatyzować rzek, wody i urządzeń strategicznych, nie mamy natomiast nic przeciwko temu, żeby ktoś prywatnie wybudował sobie małą elektrownię wodną czy młyn... Przed wojną w Polsce było 10 tys. młynów wodnych, dziś ich już nie ma. A małych elektrowni wodnych mamy mniej niż 1000. Trzeba doprowadzić do tego, by było ich więcej. To wydaje się możliwe.

– A tzw. duża retencja musi znów poczekać na kolejną powódź lub wielką suszę?

– Od dawna planuje się budowę dużych zbiorników, m.in. Kąty-Myscowa, dawniej Krempna, na Wisłoce. Już w 2007 r. znaleźliśmy pieniądze na przygotowanie raportu oddziaływania zbiornika Kąty-Myscowa na środowisko, a do tej pory nie ma nawet decyzji środowiskowej... Aż do wyborów w 2015 r. w ogóle nie myślano o tego rodzaju inwestycjach, nie ma nawet śladu przygotowywania jakiejkolwiek dokumentacji. Dziś mamy na ten cel pieniądze z Banku Światowego, ale bez gotowych planów nie można ruszyć.

– Czas, Panie Ministrze, postawić fundamentalne, otrzeźwiające wszystkich pytanie: Czy z braku odpowiednich zabezpieczeń hydrotechnicznych może nam w przyszłości grozić limitowanie poboru wody?

– Woda już staje się w Polsce dobrem rzadkim. W suchych latach w wielu miejscach Polski już jest dostarczana beczkowozami... Niewątpliwie wcześniej czy później staniemy jednak przed koniecznością podniesienia wysokości opłat za wodę. Po ostatnim ich zwiększeniu zużycie wody w miastach spadło z 220 l do ok. 90. Z kolei na wsiach stale wzrasta...

– Wydaje się jednak, że ani do polityków, ani do społeczeństwa nie dociera ten niezbity fakt, że woda jest już dziś dobrem naprawdę deficytowym.

– I raczej kojarzy się wciąż z nadmiarem – przede wszystkim z większymi lub mniejszymi powodziami. Co ciekawe, coraz częściej do powodzi i poważnych podtopień dochodzi w miastach – np. w Gdańsku w 2001 i w 2016 r. – w związku z postępującą zabudową terenów zielonych. W nowym Prawie wodnym nakazuje się więc stosowanie mechanizmu zabezpieczającego – obowiązek akumulacji wody z opadów (czyli budowę różnego rodzaju zbiorników). Aby to wymusić, wprowadzamy – wzorując się na amerykańskich rozwiązaniach – specjalny podatek za każdy metr utwardzonej powierzchni; na razie dla dużych miast i dużych parkingów przy supermarketach.

– Oprócz wielkiego deficytu wody wciąż mamy w Polsce problem z czystością wód powierzchniowych podziemnych i cieków. Jakie środki zaradcze proponuje nowe Prawo wodne?

– Proponujemy bardziej szczegółowe niż dotychczas rozwiązania. Od stałego monitoringu, przez krajowy program oczyszczania ścieków komunalnych, po rozwiązania zgodne z dyrektywą kąpieliskową. Trzeba tu jednak zaznaczyć, że w zakresie poprawy czystości wód Polska zrobiła wielki postęp, wykorzystując środki krajowe z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Jeśli porównamy obecną sytuację ze stanem z początku lat 90. XX wieku, można powiedzieć, że nasze rzeki już nie są „wędrownymi ściekami”.

– Kiedy, Panie Ministrze, pojawią się widoczne efekty projektowanej dziś dobrej zmiany w gospodarce wodnej?

– Chciałbym, żeby Prawo wodne było jak najszybciej uchwalone, żeby panowało zrozumienie, iż działania, które podejmujemy, nie mają celu fiskalnego – jak niektórzy mówią – ale naszym celem jest przede wszystkim bezpieczeństwo. Zarówno to przeciwpowodziowe, jak i ekologiczne.

– Cel oczywisty, dlaczego więc tak trudny do osiągnięcia?

– Chyba dlatego, że choć rzecz wydaje się daleka od polityki, to nasze propozycje uderzają w rozliczne interesy – resortowe, samorządowe, biznesowe i inne – a więc pojawiają się przeszkody... Chciałbym, aby nowe prawo zaczęło funkcjonować od 1 lipca, jednak wszystko jest w rękach posłów. Mam jednakże nadzieję, że jeśli uda nam się wdrożyć silny ramowy system gospodarki wodnej, to naszym następcom nie będzie łatwo go zniszczyć.

Pierwsza część rozmowy ukazała się w numerze 18. na 30 kwietnia 2017 r.

Tagi:
polityka

Reklama

Dostęp dzieci do pornografii to coraz bardziej poważny problem

2019-12-11 19:20

wPolityce.pl

Dostęp dzieci do pornografii to coraz bardziej poważny problem, dlatego spotkam się z Radą ds. Rodziny w poniedziałek i poproszę ją o opinię - zapowiedział w środę na Twitterze premier Mateusz Morawiecki.

Grzegorz Gałązka
Premier Mateusz Morawiecki

Rodzina jest podstawą polskiego społeczeństwa, a liczne badania pokazują, że dostęp dzieci do pornografii to coraz poważniejszy problem. W związku z pojawiającymi się inicjatywami społecznymi mającymi chronić dzieci poproszę radę ds. rodziny o opinię i spotkanie w poniedziałek — napisał premier.

Badania Instytutu Profilaktyki Zintegrowanej na grupie ponad 10 tys. uczniów w wieku od 14 do 16 lat, wskazuje, że 10,2 proc. chłopców w tej grupie wiekowej ogląda pornografię od 3 do 5 razy w miesiącu, prawie 10 proc. robi to od sześciu do 10 razy w miesiącu, niemal 11 proc. od 11 do 30 razy w miesiącu, a co najmniej raz dziennie ogląda ją aż 11,3 proc. chłopców. Pornografię oglądają także dziewczynki, ale rzadziej.

Na ten narastający problem zwraca w swoich działaniach Stowarzyszenie Twoja Sprawa. Zaprezentowało w środę projekt przepisów mających skuteczniej chronić dzieci przed pornografią. Prace zespołu roboczego trwały od listopada 2018 roku. Część rozwiązań projektu – jak poinformowali autorzy – opiera się na postulatach wyrażonych m.in. w nowej dyrektywie o audiowizualnych usługach medialnych, którą Polska będzie musiała implementować do września 2020 r. Chodzi przede wszystkim o nałożenie na dostawców pornografii obowiązku wdrożenia skutecznych narzędzi weryfikacji wieku.

Nowo powołana Rada Rodziny, w skład której weszło 14 osób - – profesorów, ekspertów i przedstawicieli organizacji pozarządowych ma wspierać i inicjować działania na rzecz promowania kultury prorodzinnej oraz promować tradycyjną rodzinę, wyznaczać kierunki działań, których celem jest poprawa sytuacji demograficznej w Polsce, jak również przestawiać ministrowi rodziny propozycję rozwiązań w zakresie polityki demograficznej w Polsce.Zobacz

CZYTAJ DALEJ

Reklama

U św. Łucji w Syrakuzach

2012-12-13 09:34

Margita Kotas

MARGITA KOTAS

13 grudnia to dzień wspomnienia św. Łucji, męczennicy z Syrakuz, żyjącej na przełomie III i IV wieku.

Teatr grecki, Latomie - kamieniołomy ze słynnym Uchem Dionizjosa, grotą, której nazwę nadał malarz Caravaggi, grób Archimedesa, rozsławione utworem Karola Szymanowskiego Źródło Aretuzy - to tylko niektóre z licznych zabytków miasta położonego nad Morzem Jońskim, które nieprzerwanie przez 27 stuleci posiadało ogromne znaczenie gospodarcze i kulturalne. Współczesne Syrakuzy na Sycylii rozsławia Płacząca Matka Boża, której sanktuarium wybudowane w kształcie ludzkiej łzy odwiedzane jest przez tysiące pielgrzymów z całego świata. 6 listopada 1994 r., podczas wizyty w Syrakuzach świątynię tę poświęcił Papież Jan Paweł II Nieco w cieniu Matki Bożej, z której oczu 29 sierpnia 1953 r. na niewielkim wizerunku w małym mieszkaniu rodziny Angelo i Antoniny Janusso popłynęły łzy, patronuje rodzinnemu miastu św. Łucja, której relikwie znajdują się w katedrze na wyspie Ortigia, wyspie przepiórek - jak tłumaczy się jej nazwę.

Mostem Umbertino z lądu stałego przedostajemy się na wyspę, na starówkę Syrakuz. Spacerem docieramy do Piazza Duomo, gdzie obok ratusza miejskiego ulokowanego w Palazzo del Senato wznosi się katedra S. Maria del Piliero zbudowana w latach 1728-53. W jej projekt włączono starożytną świątynię Minerwy, której potężne kolumny oglądać można przechodząc wzdłuż północnej ściany świątyni. Jedna z kaplic prawej nawy bocznej katedry poświęcona jest św. Łucji i przechowuje się w niej relikwie - żebro i lewe ramię świętej. Niemal nieustannie trwa tu modlitwa. Święta, będąca m.in. patronką ociemniałych, do czego „zobowiązuje” ją imię oznaczające „pełna światła”, wzywana jest najczęściej w przypadku chorób oczu.

Istnienie Łucji jest potwierdzone historycznie w sposób bezsprzeczny, zwłaszcza od czasu, gdy odnaleziono grób męczennicy w katakumbach Syrakuz.

Przyszła święta urodziła się w Syrakuzach około 286 r. Już jako dziecko złożyła ślub dozgonnej czystości. Kiedy jej matka powzięła plany wydania jej za mąż za poganina, Łucji udawało się czas jakiś odkładać datę ślubu. Wkrótce z pomocą młodej chrześcijance przyszedł Bóg. Gdy matka Łucji ciężko zachorowała, córka namówiła ją, by odbyła pielgrzymkę do grobu św. Agaty w Katanii. Matka rzeczywiście odzyskała zdrowie i uznając to za cud postanowiła spełnić jedyne życzenie Łucji - zezwoliła, by ta pozostała dziewicą i mogła żyć samotnie. Niestety z tą decyzją nie chciał się pogodzić narzeczony. Zadenuncjował Łucję u namiestnika cesarza Dioklecjana, prześladowcy chrześcijan. Wkrótce aresztowana Łucja poddana została okrutnym torturom. Bezskutecznie. Postanowiono wysłać ją zatem do domu rozpusty. Związaną Łucję miano przewieźć ulicami miasta na wozie zaprzężonym w osły, by stała się pośmiewiskiem zebranych. Ponieważ jednak osłom nie udało się poruszyć wozu. Wówczas namiestnik kazał oblać chrześcijankę wrzącym olejem. I tym razem Łucja nie poniosła najmniejszej szkody. Żołnierze zatem otrzymali rozkaz ścięcia jej mieczem. Prawdopodobnie Łucja poniosła śmierć męczeńską 13 grudnia 304 r.

Wczasach bizantyńskich nad grobem św. Łucji wzniesiono kościół, który mimo iż wiele razy przebudowywany, przetrwał do dziś. Świątynia św. Łucji znajduje się obecnie w nowej części Syrakuz, a z kościoła wchodzi się do wczesnochrześcijańskich katakumb, w których odnaleziono grób Świętej.

ZOBACZ FOTOGALERIE Z SYRAKUZ

Modlitwa

Święta Łucjo,
Ty w godzinie próby wolałaś, aby pozbawiono Cię oczu
zamiast wyprzeć się Chrystusa i zgubić swoją duszę.
Ale Bóg w cudowny sposób Ci je przywrócił
jako nagrodę za Twoje męstwo i niewzruszoną wiarę
i ustanowił Cię patronką w chorobach oczu
[w tym miejscu podajemy intencję]

O wspaniała święta Łucjo, proszę Cię,
byś chroniła mój wzrok i przywróciła zdrowie moim oczom.
Pomóż mi, proszę, zachować zdolność widzenia,
aby moje źrenice mogły podziwiać piękno stworzenia,
blask słońca, kolory kwiatów i uśmiech dzieci.

Zachowaj od skazy również oczy mojej duszy,
moją wiarę, która prowadzi mnie do Boga,
pozwala mi Go poznawać, rozumieć Jego naukę,
dostrzegać Jego miłość do mnie.

I spraw, abym nigdy nie zboczył(a) ze ścieżki,
która wiedzie tam, gdzie Ty, święta Łucjo, przebywasz
w otoczeniu aniołów i innych świętych.

Święta Łucjo, stój na straży moich oczu i mojej wiary.
Amen.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Portugalia: więźniowie pomogli w budowie gigantycznej szopki w Bradze

2019-12-13 19:19

mz (KAI/AE) / Braga

Więźniowie z zakładu karnego w Bradze w północno-zachodniej Portugalii pomogli przygotować jedną z największych w tym kraju żywych szopek w miejscowości Priscos. Na powierzchni ponad 30 tys. m kw. powstała tam scenografia z czasów narodzin Jezusa. Do 12 stycznia kilkuset statystów będzie przedstawiało sceny biblijne. Współodpowiedzialny za budowę szopki ks. João Torres powiedział, że w pracach przy budowie 90 scen uczestniczyło łącznie ponad 40 więźniów.

Ks. Jerzy Uchman

Priscos jest jednym z etapów szlaku bożonarodzeniowych żłóbków, do których odwiedzenia co roku zachęca archidiecezja Bragi. Na trasie zwiedzający mogą zobaczyć m.in. szopkę w tamtejszej katedrze, w muzeum Piusa XII, a także w kilkunastu parafiach miasta i okolicznych miejscowości.

Oryginalny projekt w Priscos ruszył po raz pierwszy jako owoc wystosowanego w 2006 r. przez portugalskich biskupów apelu, aby w okresie Adwentu i Bożego Narodzenia bardziej eksponować postać Dzieciątka Jezus.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem