Reklama

Nadzwyczajna zwyczajność

2017-05-31 10:04

Z Ludmiłą i Władysławem Puzanowskimi rozmawia Agnieszka Porzezińska
Niedziela Ogólnopolska 23/2017, str. 22-23

Możemy płakać, lamentować, mówić, że coś jest niemożliwe, trudne, ale dopóki nie zrobimy tego, co sami możemy zrobić, nie dajemy szansy, żeby coś się przemieniło – z Ludmiłą i Władysławem Puzanowskimi – założycielami Wspólnoty Duży Dom i rodzicami dziewięciorga dzieci – rozmawia Agnieszka Porzezińska

AGNIESZKA PORZEZIŃSKA: – Jesteście małżeństwem przeszło 40 lat. Z tego, co wiem, prawie wszędzie jeździcie razem. Po tylu latach wspólnej drogi nie szukacie sposobności, żeby od siebie odpocząć?

WŁADYSŁAW PUZANOWSKI: – Im dalej, tym bliżej. Tak to czujemy.

– Oboje się uśmiechacie. Dlaczego? Nic Was w życiu nie przygniata?

LUDMIŁA PUZANOWSKA: – Skupiamy się na tym, z czego możemy się cieszyć. Mamy wiele powodów do radości. Aż wstyd mówić, ile ich jest. Zdarzają się chwile trudne, no jasne, ale one mijają, szybko o nich zapominamy.
WŁADYSŁAW: – Jesteśmy wdzięczni Panu Bogu nie za nadzwyczajność, ale za zwyczajność naszego życia. Nie wyobrażam sobie, żebyśmy się mieli smucić w czasie, gdy czekamy na 13. i 14. wnuczę.

– Proszę się pochwalić, ile mają Państwo dzieci.

– Mamy ośmioro dzieci, które urodziły się w naszej rodzinie, i jedno, które przyjęliśmy do rodziny. A więc razem mamy dziewięcioro dzieci, dwóch zięciów i cztery synowe, dwanaścioro wnucząt urodzonych i na dwoje czekamy.

– Gdy obcuje się z Wami, można popaść w kompleksy. Pocieszam się, że mając troje dzieci, nie trwa się już w grzechu ciężkim...

LUDMIŁA: – Wielodzietność zaczyna się od trojga dzieci. Nie wystarcza już rąk, żeby utrzymać dzieci, a więc jest trud.
WŁADYSŁAW: – Wtedy potrzebny jest mąż.

– Ale i męża rąk nie starczy, żeby ogarnąć taką gromadkę dzieci, jaką Wy macie...

WŁADYSŁAW: – Dlatego Pan Bóg w swej mądrości wymyślił, że bardzo, bardzo rzadko rodzi się pięcioro dzieci naraz. Starsze dzieci podrastają i zaczynają pomagać.

– Czy decyzję o tym, że chcecie być bardzo dużą rodziną, podjęliście jeszcze przed ślubem? Zakładaliście, że będzie Was tylu?

LUDMIŁA: – Oczywiście, że nie zakładaliśmy. Nie robiliśmy tak dalekosiężnych planów. Nie mieliśmy aż tyle odwagi. Gdy nasze pierwsze dziecko miało rok, zrodziło się w nas pragnienie, by pojawiło się kolejne, a Pan Bóg dał nam odpowiedź na to pragnienie. Nasze kolejne dzieci rodziły się jako upragnione i wyczekiwane. Po narodzinach czwartego dziecka zastanawialiśmy się, czy może już wystarczy, może na miłość Pana Boga mamy odpowiadać w jakiś inny sposób. I wtedy poczęły się bliźniaki.

– Nie przeżywaliście nigdy poważnych kryzysów?

LUDMIŁA: – Dobrych rzeczy musiało być tak dużo, że zbyt wielu kryzysów nie pamiętamy. Ale jeden – tak. Prawie czterdzieści lat temu, niedługo po ślubie, znalazłam się tutaj, w kaplicy, przed Matką Bożą. Pamiętam, co do Niej mówiłam: Moja miłość jest za mała, za słaba, a małżeństwo to za wielka sprawa, żebym sobie poradziła. Prosiłam, żeby Maryja coś szybko zrobiła, bo to wszystko jest dla mnie za trudne. Szczegółów nie pamiętam. Musiałam się wtedy czegoś bardzo przestraszyć. To było jeszcze przed zaistnieniem naszych dzieci. O tej rozmowie z Maryją zapomniałam na przeszło czterdzieści lat. Przypomniałam ją sobie niedawno, kiedy zaczęłam patrzeć na swoje życie jakby od nowa i zauważyłam wielkie cuda, które Pan Bóg w nim uczynił. Przypomniałam sobie, że się bałam i że przyszła pomoc. Z perspektywy czterdziestu lat widzę, że lepiej nie mogłam sobie swojego życia wyobrazić.
WŁADYSŁAW: – W naszym życiu Pan Bóg nie działa przez jakieś nadzwyczajności. Zawsze wszystko w jakiś prosty sposób rozwiązywało się po kolei. Ostatnio rozmawialiśmy z kobietą, która ma trzech synów i jest jej bardzo ciężko. Pytała nas, czy jest szansa, że sobie poradzi, że będzie dobrze. Powiedziałem jej, że to, co ciężkie, przeminie, a później w pamięci pozostanie radość. My nie jesteśmy specjalistami od dzieci. My też przeżywamy sytuacje, które nas przerastają.
LUDMIŁA: – Nie mamy samych sukcesów. Przyjęliśmy do rodziny dziecko, którego nie umieliśmy wychowywać. Mimo że jest naszym kochanym dzieckiem, sytuacja z jego wychowaniem nas przerosła.

– Podkreślacie, że staracie się przeżywać różne sytuacje z Panem Bogiem. Żyjecie z Nim na co dzień. W jaki konkretnie sposób?

LUDMIŁA: – Już na ślubie poczuliśmy zaproszenie, żeby być z Bogiem blisko. Teraz mamy taki czas, że dzieci już nie mieszkają z nami, mamy mniej obowiązków rodzinnych, a więc więcej czasu dla Pana Boga.
WŁADYSŁAW: – Żyjemy we wspólnocie, która nazywa się Duży Dom i jest niezwykłym miejscem, bo pośród kilku mieszkań, w których mieszka kilka rodzin, żyje z nami – ukryty w Najświętszym Sakramencie – Pan Jezus.
LUDMIŁA: – Spotykamy się z Nim codziennie. Od 25 lat w Dużym Domu raz w tygodniu trwa nocna adoracja. Mieszkańcy domu kolejno zapisują się na nocne czuwania.
WŁADYSŁAW: – Jest też adoracja codzienna.
LUDMIŁA: – Mamy niesamowicie dobrą, piękną, cudowną sytuację, w której możemy być z Panem Jezusem twarzą w twarz.

– Jak to wygląda w praktyce? Chce Pani odpocząć, ugotowała zupę, potrzebuje chwili wytchnienia i wymyka się do kaplicy?

LUDMIŁA: – Mniej więcej. Kiedy dzieci były małe – i często miałam pod opieką dziewięcioro naraz, czas był kradziony, ale zawsze zaplanowany. Na spotkanie z człowiekiem trzeba planować czas i na spotkanie z Panem Bogiem też. Tego się nauczyłam. Teraz mam dużo więcej czasu, ale i tak zawsze zostaje poczucie niedosytu.
WŁADYSŁAW: – Jesteśmy z żoną entuzjastami cichej adoracji Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Przy Nim wszystko się rozwiązuje, wszystko się upraszcza i świat jest piękny.

– Cicha adoracja oznacza, że usta milczą, ale dusza śpiewa. Pewnie wszystko dzieje się w głowie...

WŁADYSŁAW: – To jest spotkanie, prawdziwa relacja. Co z niej wynika, trudno powiedzieć, bo każda adoracja jest inna. Po adoracji łatwiej jest mi iść do ludzi, do świata, do pracy, do różnych spraw.

– Co Was porusza w ewangelicznym opisie wesela w Kanie Galilejskiej?

LUDMIŁA: – Mnie porusza to, że był tam ktoś, kto zauważył, że tego wina nie ma, i że ośmielił się do tego przyznać. Ujawnił słabość. Wydaje mi się, że to jest ważne, aby umieć się przyznać do słabości. I druga rzecz bardzo ważna dla mnie: Pan Jezus, kiedy miał w planie cud, kiedy już wiedział, że go uczyni, nie zrobił wina z niczego, ale postawił wymagania. Powiedział: Zróbcie to, co możecie. I w życiu też tak chyba jest. Możemy płakać, lamentować, mówić, że coś jest niemożliwe, trudne, ale dopóki nie zrobimy tego, co sami możemy zrobić, nie dajemy szansy, żeby coś się przemieniło.
WŁADYSŁAW: – Dla mnie cud w Kanie Galilejskiej jest przypowieścią o gościnności. Matka Boża i Jezus byli gośćmi weselnymi. Myślę, że Bóg nas stworzył m.in. po to, byśmy byli sobie wzajemnie potrzebni. Gość przychodzi, żeby spotkać gospodarza i odwrotnie. Jedni widzą drugich. Jest komunikacja, relacja. My nie raz doświadczyliśmy gościnności. Matka Boża i Józef przyjmowali pasterzy w stajence, gdzie warunki były więcej niż skromne, ale mimo to goście stamtąd wracali przemienieni, bo był między nimi Bóg. Wesele w Kanie Galilejskiej jest dla mnie doświadczeniem obecności Boga, dzięki której możemy doświadczać przemiany.

– Jakie jeszcze znaczenie kryje się dla Pani pod słowem „gościnność”? To ładne słowo, chociaż dzisiaj chyba trochę zaniedbane...

LUDMIŁA: – Bardzo lubię określenie, że gościnność to miłość oczekująca spotkania. Jestem przekonana, że w głębi duszy my wszyscy wciąż czekamy na spotkanie z drugim człowiekiem i łakniemy go. Nie mogę się w tym momencie oprzeć pokusie i powiem, że my doświadczyliśmy w życiu ogromnej gościnności, i to właśnie tu, na Jasnej Górze. Na ulicy św. Kingi u Małych Sióstr Jezusa, na początku naszej małżeńskiej drogi, przeżyliśmy niesamowicie gościnne spotkanie, które przemieniło nasze życie, można powiedzieć: zaprogramowało je. Tam się narodził pomysł Dużego Domu, który od ponad dwudziestu pięciu lat stoi we Wrocławiu i mam nadzieję, że też jest gościnny. Ale to nie koniec. Kilka lat temu, kiedy byliśmy w trudnej sytuacji, gościny użyczyły nam Siostry Józefitki, których dom stoi na innym zboczu Jasnej Góry. Te kochane siostry przyjęły nie tylko nasze dziecko, ale również całą naszą rodzinę. W danym momencie nas uratowały. I jeszcze trzecie wydarzenie. Mniej więcej w tym samym czasie trafiliśmy do Domu Pamięci Kardynała Stefana Wyszyńskiego i tam się dokonało dopełnienie tego wszystkiego, za czym tęskniliśmy. Mamy poczucie, że Jasna Góra jest naszym drugim domem, w którym doświadczamy gościnności Bożej i tej bardzo ludzkiej.

– A czy przyjmowanie kolejnych dzieci nie jest gościnnością?

LUDMIŁA: – Oczywiście, że jest. To się odnosi zarówno do małżonków, jak i do całego świata, który ma przyjmować ludzi z radością – dla mnie jest to analogiczne. Ktoś może pukać do naszego domu i ja się mogę zastanawiać, dlaczego teraz, czy to na pewno do mnie, może ktoś się pomylił, może to nie najlepszy moment. Mogę tak, a mogę zupełnie inaczej: zaraz zacznie się coś pięknego, ciekawe, co mi ten drugi człowiek da, co ja będę mogła dać jemu. Dokładnie to samo jest przy wyzwaniu, które czuje się w sercu, gdy jest szansa, że może zaistnieć kolejny człowiek. Bardzo często motywacja rodzin wielodzietnych, żeby jeszcze ktoś mógł się cieszyć życiem, Bogiem, światem, jest właśnie taka.

– Czy uważacie, że przeżywamy w Polsce kryzys gościnności? Coraz rzadziej przychodzi nam do głowy, żeby odwiedzić kogoś bez zapowiedzi, szczycimy się najnowocześniejszym monitoringiem, a domofony to norma. Ogradzając pojedyncze bloki, mamy coraz mniej przestrzeni do spotkania...

WŁADYSŁAW: – Duży Dom programowo nie ma domofonu, większość mieszkań nawet nie jest zamykana na klucz. My mamy na wizytówce przy drzwiach zapisane imiona wszystkich dzieci. Ktoś nam kiedyś powiedział, że to jest najlepsze zabezpieczenie przed złodziejami.

– Dlaczego?

WŁADYSŁAW: – Bo nic poza dziećmi nie mamy.

– Czy dla Was jest ważne, że ten pierwszy cud w Kanie Galilejskiej zadział się w czasie wesela? Czy to nobilitacja małżeństwa i rodziny?

WŁADYSŁAW: – To wyróżnienie i zadanie. Królestwo Maryi nie jest z tego świata. Ona to udowadnia, kiedy przyjmuje na weselu w Kanie postawę sługi. Ona chce pomóc, Ona się przejmuje. W życiu rodzinnym, małżeńskim bez praktykowania służby mielibyśmy horror. My musimy sobie służyć, musimy służyć dzieciom – tylko wtedy możemy być szczęśliwi.

– To teraz już wiem, dlaczego Wasza rodzina jest taka zgrana, dlaczego wszystkie dzieci mają ze sobą bardzo dobrą więź. To zakrawa na cud tak wielki jak ten z Kany Galilejskiej...

WŁADYSŁAW: – W tej chwili nasze dzieci są już samodzielne. Nie wyręczamy ich w życiu ani w wychowywaniu ich dzieci. One wiedzą, że jesteśmy blisko, słuchamy. Teraz to już relacja partnerska. Kiedyś ktoś wpadł na pomysł, żeby zrobić z nami audycję radiową. Pan redaktor postawił mi przed nosem mikrofon i zapytał: „Ósemka dzieci to jest jak całkiem spora firma. Jak pan zarządza?”. Odpowiedziałem zdziwiony: Ja nie zarządzam, ja raczej służę. Dzieci pomagają sobie nawzajem i naturalnie uczą się tej postawy.
LUDMIŁA: – Kluczem do szczęścia rodziny jest relacja małżeńska. My nie tracimy czasu na sprzeczki, przepychanki. Szukamy siebie we wzajemnym uzupełnianiu się. Dzięki temu małżeństwo funkcjonuje. Inaczej rodzina leżałaby w gruzach. Staramy się nasze życie przeżywać razem, mimo że mąż jest w pracy, a ja w domu. Staramy się być tłem tego wszystkiego, czym żyją nasze dzieci.

– Co byście określili jako najważniejszy cud Waszego życia? Cud przemiany wody w wino? Wiem już, że cuda nie muszą być spektakularne.

LUDMIŁA: – Do niedawna myślałam: Ojej, przecież nic się w naszym życiu nie zdarzyło takiego spektakularnego, o czym mogłabym opowiedzieć. Ale zmieniłam zdanie. Naszym cudem jest ta zwyczajność, o której mąż mówił na początku rozmowy, która dla nas jest nadzwyczajna. Mam pokusę, żeby podpowiedzieć, aby ci, którzy są na początku swojej drogi małżeńskiej, zapisali sobie, jak wyobrażają sobie swoje życie i miłość. Ja tego nie zrobiłam, ale jestem przekonana, że gdybym to zapisała, to byłyby ułamki tego, co w tej chwili mogę przeżywać. I to jest cud. Przecież nie musiało tak być...
WŁADYSŁAW: – Myślę, że żona wyczerpała temat.

– Bardzo Państwu dziękuję.

* * *

Agnieszka Porzezińska
Dziennikarka, scenarzystka, w TVP ABC prowadzi program „Moda na rodzinę”, mama 3 córek

* * *

„Moja Mama jest Królową” to cykl dziewięciu Jasnogórskich Wieczorów Maryjnych, które od 8 listopada 2016 r. do 8 lipca 2017 r. odbywają się na Jasnej Górze w 8. dniu każdego miesiąca.
Tematami tych spotkań są tajemnice różańcowe.
8 maja 2017 r. uczestnicy spotkania rozważali tajemnicę: Kana Galilejska. Gośćmi wieczoru byli Ludmiła i Władysław Puzanowscy.
Poniżej publikujemy zapis rozmowy, którą w Bazylice Jasnogórskiej przeprowadziła z nimi Agnieszka Porzezińska.
Kolejny Jasnogórski Wieczór Maryjny – zaplanowany na 8 czerwca 2017 r. – będzie dotyczył tajemnicy Wniebowzięcia.

Reklama

Papież: przygotowujemy się na przyjęcie Boga, a nie postaci z bajki

2019-12-15 12:09

st, pb (KAI) / Watykan

W czasie Adwentu przygotowujemy się na przyjęcie nie postaci z bajki, ale Boga, przed którym należy dokonać wyboru. Mówił o tym papież Franciszek w rozważaniu poprzedzającym modlitwę „Anioł Pański” na placu św. Piotra w Watykanie. Tradycyjnie też pobłogosławił przyniesione przez dzieci figurki Dzieciątka Jezus, które zostaną umieszczone w żłóbkach domowych szopek bożonarodzeniowych.

Grzegorz Gałązka

Papież wskazał, że „zbawienie ogarnia całego człowieka i go odradza”. - Ale te nowe narodziny, wraz z towarzyszącą im radością, zawsze zakładają umieranie dla siebie i dla grzechu, który jest w nas. Stąd wezwanie do nawrócenia, będące podstawą przepowiadania zarówno Jana Chrzciciela, jak i Jezusa - zaznaczył Franciszek.

Dodał, że „chodzi zwłaszcza o przekształcenie naszego wyobrażenia o Bogu”, do czego „zachęca nas okres Adwentu poprzez pytanie, które Jan Chrzciciel zadaje Jezusowi: «Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?»”. - Pomyślmy: przez całe życie Jan czekał na Mesjasza. Jego styl życia, jego ciało zostało wręcz ukształtowane przez te oczekiwania. Z tego też względu Jezus pochwalił go następującymi słowami: między narodzonymi z niewiast nie powstał nikt większy od niego. A jednak i on musiał nawrócić się na Jezusa. Podobnie jak Jan, my również jesteśmy wezwani do rozpoznania pokornego i miłosiernego oblicza, które Bóg postanowił przyjąć w Jezusie Chrystusie - podkreślił Ojciec Święty.

Wskazał, iż Adwent „mówi nam, że nie wystarczy wierzyć w Boga: trzeba codziennie oczyszczać naszą wiarę”. - Chodzi o przygotowanie się na przyjęcie nie postaci z bajki, ale Boga, który nas wzywa, angażuje nas i przed którym należy dokonać wyboru. Dzieciątko leżące w żłóbku ma oblicze naszych najbardziej potrzebujących braci i sióstr, ubogich, którzy są uprzywilejowani w tej tajemnicy i często najbardziej potrafią rozpoznać obecność Boga wśród nas - przekonywał papież.

Swe rozważanie zakończył wezwaniem, „byśmy zbliżając się do Bożego Narodzenia, nie dali się rozproszyć rzeczom zewnętrznym, ale uczynili miejsce w sercu dla Tego, który już przyszedł i chce przyjść ponownie, aby uleczyć nasze choroby i obdarzyć nas swoją radością”.

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

W tę trzecią niedzielę Adwentu, zwaną „niedzielą radości”, Słowo Boże zachęca nas z jednej strony do radości, a z drugiej do uświadomienia sobie, że życie obejmuje także chwile zwątpienia, kiedy trudno wierzyć. Zarówno radość jak i wątpliwości to doświadczenia będące częścią naszego życia.

Wyraźnej zachęcie do radości proroka Izajasza: „Niech się rozweselą pustynia i spieczona ziemia, niech się raduje step i niech rozkwitnie!” (35, 1), przeciwstawia się w Ewangelii wątpliwość Jana Chrzciciela: „Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?”(Mt 11,3). Istotnie prorok wykracza swym spojrzeniem poza aktualną sytuację: ma przed sobą ludzi zniechęconych: o osłabłych rękach, chwiejnych kolanach, zagubionych sercach (por. 35, 3-4). Jest to ta sama rzeczywistość, która w każdym czasie wystawia wiarę na próbę. Ale Boży człowiek patrzy poza nią, ponieważ Duch Święty sprawia, że jego serce odczuwa moc Jego obietnicy i ogłasza zbawienie: „Odwagi, nie bójcie się! Oto wasz Bóg [...] On sam przychodzi, by was zbawić” (w. 4). I oto wszystko się przekształca: pustynia zakwita, pociecha i radość zawładnęły ludźmi o zagubionym sercu, chromy, ślepy, niemy zostają uzdrowieni (por. w. 5-6). To właśnie dokonuje się wraz z Jezusem: „niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci zostają oczyszczeni, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię” (Mt 11,5).

Taki opis ukazuje nam, że zbawienie ogarnia całego człowieka i go odradza. Ale te nowe narodziny, wraz z towarzyszącą im radością, zawsze zakładają umieranie dla siebie i dla grzechu, który jest w nas. Stąd wezwanie do nawrócenia, będące podstawą przepowiadania zarówno Jana Chrzciciela, jak i Jezusa. Chodzi zwłaszcza o przekształcenie naszego wyobrażenia o Bogu. A do tego właśnie zachęca nas okres Adwentu poprzez pytanie, które Jan Chrzciciel zadaje Jezusowi: „Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?” (Mt 11,3). Pomyślmy: przez całe życie Jan czekał na Mesjasza. Jego styl życia, jego ciało zostało wręcz ukształtowane przez te oczekiwania. Z tego też względu Jezus pochwalił go następującymi słowami: między narodzonymi z niewiast nie powstał nikt większy od niego (por. Mt 11,11). A jednak i on musiał nawrócić się na Jezusa. Podobnie jak Jan, my również jesteśmy wezwani do rozpoznania pokornego i miłosiernego oblicza, które Bóg postanowił przyjąć w Jezusie Chrystusie.

Adwent, okres łaski, mówi nam, że nie wystarczy wierzyć w Boga: trzeba codziennie oczyszczać naszą wiarę. Chodzi o przygotowanie się na przyjęcie nie postaci z bajki, ale Boga, który nas wzywa, angażuje nas i przed którym należy dokonać wyboru. Dzieciątko leżące w żłóbku ma oblicze naszych najbardziej potrzebujących braci i sióstr, ubogich, którzy „są uprzywilejowani w tej tajemnicy i często najbardziej potrafią rozpoznać obecność Boga wśród nas” (List apost. „Admirabile signum”, 6).

Niech Dziewica Maryja pomoże nam, byśmy zbliżając się do Bożego Narodzenia, nie dali się rozproszyć rzeczom zewnętrznym, ale uczynili miejsce w sercu dla Tego, który już przyszedł i chce przyjść ponownie, aby uleczyć nasze choroby i obdarzyć nas swoją radością.

[po modlitwie:] Drodzy bracia i siostry!

Pozdrawiam was wszystkich, rodziny, grupy i stowarzyszenia kościelne, którzy przybyliście z Rzymu, Włoch i wielu części świata. W szczególności pozdrawiam pielgrzymów z Korei, z Walencji i grupę z Rotzo.

Pozdrawiam was, drogie dzieci, które przybyłyście z figurkami Dzieciątka Jezus do waszego żłóbka. Podnieście figurki. Z serca je błogosławię. Jak przypomniałem w liście „Admirabile signum”, „Żłóbek jest jakby żywą Ewangelią [...] Kontemplując scenę Bożego Narodzenia, jesteśmy zaproszeni do duchowego wyruszenia w drogę, pociągnięci pokorą Tego, który stał się człowiekiem, aby spotkać każdego człowieka. I odkrywamy, że On nas miłuje tak bardzo, że jednoczy się z nami, abyśmy i my mogli się z Nim zjednoczyć” (n. 1).

Za niecały rok, od 13 do 20 września 2020 r., w Budapeszcie odbędzie się 52. Międzynarodowy Kongres Eucharystyczny. Od ponad wieku kongresy eucharystyczne przypominają nam, że w centrum życia Kościoła znajduje się Eucharystia. Temat następnego kongresu będzie brzmiał: „W tobie są wszystkie me źródła” (Ps 87, 7). Módlmy się, aby „Kongres Eucharystyczny, który odbędzie się w Budapeszcie, sprzyjał we wspólnotach chrześcijańskich procesom odnowy, ażeby zbawienie, którego Eucharystia jest źródłem, przekładało się także na kulturę eucharystyczną, potrafiącą inspirować mężczyzn i kobiety dobrej woli w dziedzinach charytatywnej, solidarności, pokoju, rodziny, troski o świat stworzony” (Przemówienie do Papieskiego Komitetu ds. Międzynarodowych Kongresów Eucharystycznych, 10 listopada 2018 r.).

Życzę wszystkim dobrej niedzieli i dobrej nowenny bożonarodzeniowej. A wy, dzieci, zanieście figurki Dzieciątka do żłóbków. I proszę, nie zapominajcie o mnie w modlitwie. Smacznego obiadu i do widzenia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prawie 60 proc. Polaków chce całkowitego zakazu reklamy alkoholu

2019-12-16 13:37

CBOS, tk / Warszawa (KAI)

Większość Polaków nie chciałaby ani zwiększenia, ani zmniejszenia liczby całodobowych punktów sprzedaży alkoholu – podaje Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS). Ponad połowa ankietowanych chciałaby całkowitego zakazu sprzedaży tzw. małpek a prawie 60 proc. jest za całkowitym zakazem reklamy alkoholu, w tym także piwa.

Andrey Cherkasov/fotolia.com

Niemal powszechny jest pogląd, że nadużywanie alkoholu jest w Polsce dużym problemem – tak twierdzi 91% ankietowanych. Zdecydowana większość Polaków opowiada się za skuteczniejszym egzekwowaniem zakazu sprzedaży alkoholu nieletnim oraz zakazu spożywania alkoholu w miejscach publicznych.

Badanie zostało zrealizowane jeszcze przed pojawieniem się propozycji rządu na temat podwyżki akcyzy na alkohol i zanim w mediach rozpoczęła się dyskusja o cenach alkoholu w Polsce. Ostatecznie, pod koniec listopada br., Sejm przegłosował 10-procentową podwyżkę akcyzy na alkohol i produkty tytoniowe, która będzie obowiązywała od 1 stycznia 2020 roku.

Wśród Polaków dominuje przekonanie, iż ceny alkoholu są raczej niskie – wyraża je 47% badanych. Mniej niż co trzeci Polak uważa, że alkohol jest drogi (30%), a prawie co czwarta osoba nie ma zdania w tej kwestii (23%).

Przekonanie o tym, że alkohol jest drogi, podzielają najczęściej robotnicy niewykwalifikowani (58%), osoby bezrobotne (58%), a także badani w wieku 25–34 lata (39%) oraz o najniższych dochodach na osobę w gospodarstwie domowym (39%). Z kolei pogląd, że alkohol jest raczej tani, częściej niż pozostali wyrażają mieszkańcy ponad półmilionowych miast (58%), osoby z wyższym wykształceniem (55%), badani o najwyższych dochodach per capita.

Ponad cztery piąte Polaków twierdzi, że nigdy nie kupuje alkoholu w sklepach sprzedających go przez całą dobę ani na stacjach benzynowych (83%). Mniej niż pół procent ankietowanych deklaruje, że robi to często (0,4%), a 16% – rzadko.

Najczęściej alkohol w sklepach czynnych całą dobę lub na stacjach benzynowych kupują uczniowie i studenci. Ponad jednej trzeciej osób w wieku 25–34 lata (34%) i pracujących na własny rachunek (39%) zdarza się przynajmniej od czasu do czasu kupować alkohol w takich miejscach. Najrzadziej zaś w sklepach z alkoholem czynnych całą dobę lub na stacji benzynowej kupują alkohol badani powyżej 65. roku życia (95% z nich deklaruje, że nie robi tego wcale), emeryci, renciści (95%) i gospodynie domowe (93%).

Większość Polaków uważa, że liczbę całodobowych punktów sprzedaży alkoholu w ich okolicy należy pozostawić bez zmian (67%), ale prawie co piąty badany (18%) jest zdania, że lepiej byłoby ją zmniejszyć.

Za zwiększeniem dostępności alkoholu najczęściej opowiadają się robotnicy niewykwalifikowani (7%) oraz osoby bezrobotne (9%).

Choć większość Polaków deklaruje, że nie korzysta z całodobowych punktów sprzedaży alkoholu i jest za utrzymaniem ich obecnej liczby, to jednocześnie niemal powszechny jest pogląd, że nadużywanie alkoholu jest w Polsce dużym problemem (91%).

Kobiety częściej niż mężczyźni uważają, że nadużywanie alkoholu jest w Polsce bardzo dużym problemem (50% wobec 36% wśród mężczyzn).

Aż 82% Polaków opowiada się za skuteczniejszym egzekwowaniem zakazu sprzedaży alkoholu nieletnim. Niemal powszechne jest poparcie dla kampanii społecznych i działań edukacyjnych, które mają na celu przeciwdziałanie alkoholizmowi (w sumie popiera je 90% Polaków).

Ponad połowa badanych chciałaby całkowitego zakazu sprzedaży tzw. małpek: 59% opowiada się za tym rozwiązaniem, z czego 36% – zdecydowanie. Niewiele mniej osób oczekiwałoby wprowadzenia całkowitego zakazu reklamy alkoholu (w tym także piwa) – rozwiązanie to popiera 58% ankietowanych, a w tym 31% – zdecydowanie. Mniej więcej co czwarty badany opowiada się zdecydowanie za zakazem sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych (28%) i prawie tyle samo raczej popiera to rozwiązanie (24%).

Warto zauważyć, że ogólnie Polacy widzą potrzebę wprowadzania ograniczeń lub skuteczniejszego egzekwowania dotychczasowych regulacji związanych z dystrybucją i spożyciem alkoholu.

Badanie przeprowadzono w dniach 3–10 października 2019 roku na liczącej 965 osób reprezentatywnej próbie losowej dorosłych mieszkańców Polski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem