Reklama

Polska wojna secesyjna

2017-06-28 09:33

Rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 27/2017, str. 38-39

Grzegorz Boguszewski
Dr Barbara Fedyszak-Radziejowska

O głębokich źródłach i skutkach narodowej traumy z dr Barbarą Fedyszak-Radziejowską rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Polacy chyba muszą, albo powinni, pilnie zadać sobie bardzo ważne pytanie: dlaczego w III RP nie udało się zbudować solidnej wspólnoty narodowej, dlaczego w narodzie, a przede wszystkim w jego elitach, zaczął narastać nadnaturalny spór-podział niemieszczący się w kryteriach sporu demokratycznego, bo przerodził się w zaślepioną, uniemożliwiającą rzeczową debatę społeczną kłótnię na wszystkich możliwych poziomach: od parlamentu po domy rodzinne. Skąd nam się to wzięło, Pani Doktor?

DR BARBARA FEDYSZAK-RADZIEJOWSKA: – To problem boleśnie prawdziwy, bardzo trudny i coraz trudniejszy, bo – moim zdaniem – nieprzemyślany i nieprzedyskutowany w debacie publicznej w stopniu wystarczającym. Niepokojące są trwałość tego podziału, jego konsekwencje i język, jakim obie strony mówią o sobie. Skąd to się wzięło i dlaczego...

– ...chętnie sobie tłumaczymy, że to całkiem normalne odreagowywanie zakneblowania w czasach komunizmu...

– Nie powinniśmy się tak pocieszać. W systemach demokratycznych, także tych, które powstawały po autorytarnych rządach, takie podziały społeczne, w których jedni aresztowali, a drudzy byli aresztowani, dość szybko były przezwyciężane. Mam wrażenie, że Francja po swojej wielkiej rewolucji czy Hiszpania po rządach gen. Franco dość sprawnie sobie z tym problemem poradziły.

– Dlaczego my sobie nie radzimy?

– Zastanówmy się raczej: Jak sobie poradzić? Posłużę się tu przykładem amerykańskiej wojny secesyjnej – tej niezwykle ciekawej społeczności, która przecież nie miała za sobą kilkuset lat wspólnej historii oraz w pełni ukształtowanej tożsamości narodowej – w której dwie strony politycznego sporu o niewolnictwo i kształt Stanów Zjednoczonych zabijały się wzajemnie. W końcu jedna strona wygrywa i w nieodległym czasie kształtuje się wspólnota Amerykanów, niebywale silna do dziś. Pomimo wciąż obecnych różnic między Republikanami a Demokratami, pomimo tego, że mieszkańcy Nowego Jorku potrafią lekceważąco mówić o mieszkańcach Teksasu i odwrotnie, tożsamość narodowa bardziej ich łączy, niż dzieli. Amerykanie potrafią się spotkać ponad politycznymi podziałami w imię dobra wspólnego amerykańskiej wspólnoty.

– Dzisiejsi Polacy tego nie pojmują...

– Dostrzegam 2 bardzo ważne różnice między społecznością amerykańską doby wojny secesyjnej, która przecież mogła nieodwołalnie podzielić tę dopiero budującą się amerykańską wspólnotę, a dzisiejszym stanem ducha społeczeństwa polskiego. Pierwszą – i proszę nie myśleć, że żartuję – jest to, że w Ameryce, ok. 40 lat po tej wojnie, pewna mądra kobieta napisała „Przeminęło z wiatrem” i ta książka stała się początkiem bardzo konsekwentnego działania elit społeczeństwa amerykańskiego na rzecz budowania wspólnoty. Potem było wiele podobnych książek i filmów. A my ponad 20 lat temu w polskiej telewizji z zachwytem oglądaliśmy amerykański serial „Północ-Południe”, który pokazywał wojnę secesyjną i ostre podziały społeczne, ale w taki sposób, żeby ukazać patriotyzm i racje ludzi uczciwych po obu stronach, a nie żeby jednych niszczyć, a drugich gloryfikować.

– Bezrefleksyjnie oglądamy amerykańskie filmy, a czas, by powstało zabliźniające nasze polskie rany „Przeminęło z wiatrem”...

– „Przeminęło z wiatrem” to przykład świadomego wychodzenia z traumy społecznej po bolesnym podziale. Wydaje się, że nic prostszego, byśmy podobnie zażegnali nasze podziały. Jest jednak druga różnica między skłóconą Polską a Ameryką sprzed 200 lat: Amerykanie na wschodzie i na zachodzie zawsze mieli ocean, a my – zawsze sąsiadów, nieobojętnych wobec tego, co się u nas dzieje. Zawsze, kiedy byliśmy słabsi, bo podzieleni – albo po to dzieleni, żebyśmy byli słabsi – powstawało realne niebezpieczeństwo np. utraty niepodległości czy wielkiej słabości naszego państwa. Mam wrażenie, że ciągle tkwimy w swoistej traumie społecznej po ciągu wydarzeń, z którymi tylko pozornie sobie poradziliśmy, bo nazywamy je już po imieniu. One jednak ciągle nas dzielą.

– Ale wciąż niewiele myślimy o sposobie i znaczeniu zażegnania sporów, bezwolnie godzimy się na tę naszą traumę?

– Powinniśmy ponownie przemyśleć źródła traumy, które decydują o trwałości tego podziału społecznego. Z traumy II wojny światowej udało nam się wyjść być może dlatego, że na temat tamtej wojny i okupacji oraz naszych traumatycznych relacji z Niemcami powstało wiele książek, powieści, wierszy oraz filmów, że tę historię sami sobie szczegółowo i do końca opowiedzieliśmy. Nasza druga opowieść – niestety, zbyt długo nieopowiadana i w całości do dziś nieopowiedziana – zaczyna się od Katynia, od walki żołnierzy Wyklętych z okupacją sowiecką po wojnie, by w końcu dojść do wydarzeń Grudnia’70 i stanu wojennego.

– Dlaczego tę drugą historię polskiej traumy tak trudno było – i jest – opowiedzieć?

– Dlatego, że samo jej opowiadanie stało się możliwe dopiero po 45 latach od zakończenia wojny, a przez ten czas podział utrwalił się nie tylko w poglądach Polaków, lecz także w strukturze społecznej. Polska jest wyjątkowym krajem w Europie, w którym tak długo trwała kontynuacja dramatycznego powojennego podziału na tych Polaków, którzy byli za niesuwerenną, niedemokratyczną władzą – i w istocie godzili się na okupację sowiecką – oraz tych, którzy próbowali zmienić bieg wydarzeń. Ten podział przełamała w 1980 r. wielomilionowa Solidarność, ale niecałe 2 lata później odnowił go stan wojenny, usprawiedliwiany przez WRON zagrożeniem zbrojną interwencją zdenerwowanego stanem polskich spraw wschodniego sąsiada. I pomimo że w 2012 r. sąd okręgowy uznał, iż „faktycznym motywem działania związku przestępczego mającego na celu nielegalne wprowadzenie stanu wojennego było zachowanie obowiązującego systemu ustrojowego”, 4 lata później aż 41 proc. Polaków uważało jego wprowadzenie za słuszną decyzję! (CBOS 168/2016).

– Dlaczego po formalnym wyzwoleniu się spod sowieckiej kurateli spory wewnętrzne w Polsce wcale się nie skończyły – przeciwnie: ich temperatura z roku na rok zdawała się narastać?

– Nasz dramat polega na tym, że obie strony tego sporu – nie zrównuję ich, oczywiście, i zdecydowanie opowiadam się po stronie tych, którzy dążyli do demokracji i suwerenności Polski – nie potrafią wyjść poza swoje utrwalone, często przejęte od pokolenia rodziców i dziadków, schematy oceny PRL i relacji z ZSRR. Nic więc dziwnego, że nie wszyscy potrafią się odnaleźć we wspólnocie, która jest i powinna być dla obu stron najważniejszą wartością. Pytanie zasadnicze brzmi: Czy chcemy być wspólnotą obywateli suwerennego państwa, czy też jest to dla nas sprawa drugorzędna wobec istniejącego podziału?

– Wygląda na to, że nie bardzo chcemy, może nie umiemy...

– I chcemy, i umiemy, tylko nie traktujemy tego wystarczająco poważnie. Potrafimy, bo w latach 90. ubiegłego wieku, gdy chodziło o fundamentalny wybór polskiej drogi – wstąpienie do NATO czy kontynuacja bliskich związków ze wschodnim sąsiadem – to mimo że m.in. na skutek tego sporu poległ rząd Jana Olszewskiego, wkrótce właśnie jego postkomunistyczni oponenci wprowadzali Polskę do Sojuszu Północnoatlantyckiego. Wszyscy ostatecznie zgodzili się na prozachodnią orientację Polski.

– Ten ważny wyjątek jednak jakby tylko potwierdzał regułę, że współdziałanie na rzecz dobra wspólnego nie bardzo nam się udaje. Czy to nie dziwne po doświadczeniu Solidarności?

– Tak, to prawda, Solidarność okazała się dla nas lekcją, z której do dziś nie potrafimy skorzystać. A sukces obalenia komunizmu – i oczywiste wzmocnienie naszego polskiego ducha przez pamiętne słowa w 1979 r., a potem przez całe nauczanie Jana Pawła II – nie został dobrze opowiedziany ani nam samym, ani światu. I co najdziwniejsze – do dzisiaj nie zdajemy sobie sprawy, że wykonanie tak niebotycznie trudnego zadania, jak obalenie komunizmu w Polsce i osłabienie Związku Sowieckiego, zawdzięczamy wspólnocie Solidarności. Wtedy przekroczyliśmy wiele – nawet tych uzasadnionych – obaw, że także w tej wspólnocie są ludzie niegodni zaufania, tajni współpracownicy, agentura wpływu, że będą jakieś manipulacje. Wówczas nadrzędne i oczywiste było samo istnienie ogromnej wspólnoty, oczywiste było poczucie zgodnego, wspólnego działania. Niestety, po niecałych 2 latach przyszło kolejne, niebywale traumatyczne doświadczenie stanu wojennego.

– Na tyle traumatyczne, że później Polacy nie garnęli się już do wspólnoty?

– Jak to w stanie traumy – przestali sobie ufać. Moim zdaniem, niedopowiedziana historia sukcesu Solidarności to przejaw skuteczności tej strony, która chciała utrzymać ster władzy nad Polakami „z użyciem” fasady, a nie praktyki demokracji. Wspólnota – o czym też zapomnieliśmy – pojawiła się także 4 czerwca 1989 r., symbolicznie wywracając Okrągły Stół i wybierając w pierwszej turze prawie wyłącznie tych, którzy realnemu, demokratycznemu wyborowi podlegali. Elity, na czele z Lechem Wałęsą, namawiały do głosowania na tzw. listę krajową. Ale wyborcy już w pierwszej turze, przy frekwencji 62 proc., w zdecydowanej większości opowiedzieli się za realną demokracją. Obóz PRL-owskiej władzy poniósł porażkę. Kandydaci wspierani przez solidarnościowe Komitety Obywatelskie zdobyli wszystkie mandaty poselskie przeznaczone (pula 35 proc. miejsc w Sejmie) dla bezpartyjnych, a także objęli 99 proc. miejsc w Senacie. Gdy w drugiej turze trzeba było dokooptować resztę posłów z obozu partyjno-rządowego, do wyborów poszło już tylko ok. 25 proc. Polaków! W 1989 r. byliśmy na tyle zgraną i świadomą swego celu wspólnotą, by w 100 proc. wykorzystać tę bardzo ograniczoną przez władze PRL możliwość. A zatem – bez wyraźnego wsparcia solidarnościowych elit, bez wyraźnych wskazówek naród „zachował się wtedy, jak trzeba”!

– Tymczasem niemal od zarania III RP słyszymy tylko jednostronną opowieść o tym, że naród jest ciemny, że coraz mniej zależy mu na dobru wspólnym, na własnym kraju etc.

– Proszę wybaczyć, ale zawsze, gdy słyszę słowa o „ciemnym narodzie”, to wiem, że chodzi o obniżenie naszego poczucia wartości. Obywatelami niepewnymi swoich racji, ludźmi w stanie traumy jest łatwiej manipulować. Może dlatego tak trudno tę traumę przełamać. Zbyt mało o sobie wiemy. W pierwszych latach III RP, mówię to z ogromną przykrością, niemal kompletnie zaniedbaliśmy przekaz tego wszystkiego, co kształtuje naszą wspólnotę i tożsamość. Jeśli w 2007 r. w sondażu TNS OBOP na pytanie, kto jest odpowiedzialny za zbrodnię katyńską, aż 38 proc. badanych odpowiedziało, że Niemcy, albo że do dzisiaj nie wiadomo, albo że trudno powiedzieć, a rok później, już po filmie Andrzeja Wajdy „Katyń”, podobnie odpowiedziało tylko nieznacznie mniej, bo 34 proc. respondentów – to trudno uznać to za normalność.

– Co to znaczy?

– Znaczy to, że wciąż nie opowiadamy sobie naszej historii tak, by odbudowywać wspólnotę wartości. Wspólna tożsamość wymaga pamięci o roli przemocy i zbrodni w powstaniu i podtrzymywaniu PRL. Mam wrażenie, że dopiero zaczynamy tę trudną drogę, nie zawsze zdając sobie sprawę, że spotkanie w świecie wspólnych wartości to jedyny sposób na wyjście ze stanu społecznej traumy. Może wciąż zbyt wielu zamiast budować wspólnotę wykorzystuje traumę, by ten historyczny podział przedłużać...

– A nieopowiedziane traumy wciąż się odnawiają...?

– Tak. Sondaż CBOS z 2017 r. zatytułowany: „Polskie podziemie antykomunistyczne w pamięci zbiorowej” pokazuje żywotność jednego z elementów tej traumy. Pytania dotyczą oceny Żołnierzy Niezłomnych i Wyklętych. Raczej pozytywny obraz „tych grup zbrojnych” ma 38 proc. Polaków, raczej negatywny – 30 proc., a mieszany, pozytywny i negatywny – 22 proc. O tym, że walczyli z komunizmem, wspomina 20 proc., że byli patriotami – 5 proc., że bronili ludzi – 4 proc. Dla 18 proc. są tymi, którzy rabowali i napadali, co 4. badany ma ich mieszany obraz, a co 10. – nie wie, jaką rolę odegrali w naszej historii. Jednak w pytaniu o to, czy respondent zgadza się z opinią, że ich działalność była wyrazem patriotyzmu, aż 73 proc. wybiera odpowiedź: zdecydowanie i raczej tak.

– Nadzieję budzi to, że właśnie na Żołnierzach Niezłomnych chcą się dziś wzorować całkiem spore grupy polskiej młodzieży!

– To przejaw zmiany, nowe pokolenia chcą wreszcie wyjść z propagandowych schematów PRL i leczyć traumę, budując wspólnotę na fundamentalnych wartościach: niepodległości, wolności, demokracji i suwerenności. Przywracanie pamięci o Żołnierzach Niezłomnych może być początkiem zaniechanej opowieści o tym, jak bardzo Polacy nie chcieli sowieckiego komunizmu. Może wreszcie uznamy, że pewnych rzeczy nie wolno zakłamywać, że po wojnie z Niemcami nie toczyła się walka Polaków z Polakami, lecz desperacka i bohaterska próba obrony Polski przed kolejną ingerencją zewnętrzną. Nie udała się, ale była.

Druga część rozmowy – w następnym numerze „Niedzieli”.

* * *

Dr Barbara Fedyszak-Radziejowska
Socjolog i etnograf, była przewodnicząca Kolegium IPN, od 2015 r. doradca Prezydenta RP

Tagi:
polityka

Min. Woś: nowe prawo umożliwiło wzrost ściągalności alimentów o 298,5 proc.

2019-09-17 15:47

dg / Warszawa (KAI)

– Wzrost ściągalności alimentów o 298,5% w czasie naszych rządów to efekt przyjętego założenia, że prawo jest skuteczne w działaniu. Jeśli jest wola polepszenia rzeczywistości, w której żyjemy to jest to możliwe. Skończyliśmy z „nie da się” – mówi KAI minister Michał Woś.

BOŻENA SZTAJNER

Jak podaje dzisiejszy Dziennik Gazeta Prawna "W I półroczu br. gminy wydały na świadczenia z Funduszu Alimentacyjnego 584 mln zł, a dłużnicy zwrócili 227 mln zł. To oznacza, że wskaźnik zwrotów wyniósł 38, 8 proc.". Rekordowa jednorazowa spłata zaległych alimentów po zmianach w prawie padła w Płocku i wyniosła wyniosła 140 tys. zł.

– Cieszę się, że pracując w ministerstwie sprawiedliwości miałem okazję współpracować przy tworzeniu prawa, które tak szybko zaowocowało. Można się nabijać z hasła „a za PO”, ale ono jest po prostu prawdziwe. Ściągalność alimentów do roku 2015 rok rocznie wynosiła ok. 13 proc. Rodzice zaczęli płacić na dzieci i zwracać państwu do Funduszu Alimentacyjnego po zmianach w prawie, które wprowadziliśmy z ministrem Zbigniewem Ziobro. W ministerstwie sprawiedliwości przygotowaliśmy projekt zmian wprawie karnym, który zamienił przesłankę przestępstwa z „uporczywego” niepłacenia alimentów, na precyzyjnie wskazane niezapłacenie „trzykrotności zasadzonego świadczenia”, co w praktyce sprowadza się do trzymiesięcznego długu. Ale nie zależało nam na tym, żeby niepłacący alimentów masowo trafili do więzienia, dlatego jeśli w ciągu 30 dni po przesłuchaniu w prokuraturze dług zostanie zapłacony - bo o to nam chodzi - postępowanie jest umarzane. Nowe, dobre prawo okazało się być bardzo skuteczne w działaniu – podkreśla min. Michał Woś.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Francja: biskupi przeciwni in vitro dla lesbijek i samotnych kobiet

2019-09-17 15:28

pb (KAI/tv5monde.com/aleteia.org) / Paryż

Na kilka dni przed parlamentarną dyskusją nad ustawą bioetyczną, która m.in. rozszerza możliwość zapłodnienia pozaustrojowego na pary lesbijskie i samotne kobiety, francuscy biskupi katoliccy zorganizowali 16 września konferencję na ten temat w Kolegium Bernardynów w Paryżu. Wyrazili na niej swój sprzeciw wobec proponowanych rozwiązań i poparli zaniepokojonych nimi obywateli, którzy 6 października zamierzają uczestniczyć w manifestacji organizowanej w stolicy Francji.

Prylarer/pixabay.com

Nowy przewodniczący Konferencji Biskupów Francji abp Eric de Moulins-Beaufort zauważył, że duża część polityków i parlamentarzystów pozostaje „ślepa na wyzwania” związane z tym, co chcą przegłosować, gdyż „są zafascynowani obietnicami techniki medycznej i techniki prawnej”. Przestrzegł przed „prokreacją wydaną na łup manipulacji medycznej”, ale też przed „majsterkowaniem przy pochodzeniu”, gdyż projekt ustawy zmienia również zasady ustalania rodowodu dziecka. Metropolita Reims wskazał na ryzyko „liberalnej eugeniki”, „rynku” prokreacyjnego, nierówności między dziećmi znającymi swoich rodziców a tymi, którzy nie będą mogli ich poznać, a także przed „poszerzaniem ram eksperymentów na embrionach” ludzkich.

Abp de Moulins-Beaufort wsparł także obywateli zaniepokojonych projektem ustawy i zamierzających dać temu wyraz poprzez uczestnictwo 6 października w manifestacji organizowanej przez 20 stowarzyszeń, w tym La Manif pour tous, która przed kilku laty wyprowadziła na ulice kilka milionów Francuzów w proteście przeciwko legalizacji „małżeństw” jednopłciowych. Przyznał wręcz, że mają oni obowiązek to zrobić. Zaznaczył jednocześnie, że to nie Kościół organizuje tę demonstrację, gdyż nie jest to kościelny sposób działania i że sam nie weźmie w niej udziału.

Episkopat zawarł swe stanowisko w formie pytań do parlamentarzystów w książce „Bioéthique, quel monde voulons-nous ?” (Bioetyka: jakiego świata chcemy?), autorstwa abp. Pierre’a d’Ornellas’a, odpowiedzialnego w konferencji episkopatu za tę dziedzinę, który również przemawiał w Kolegium Bernardynów. Odwołując się do słynnego zdania zdania Martina Luthera Kinga: „I have a dream” (Mam marzenie), metropolita Rennes stwierdził, on także ma marzenie w kwestiach bioetycznych, które żywi się wiarą w Boga. Wyznał, że marzy o bioetyce „przepełnionej szacunkiem dla godności ludzkiej prokreacji”, o „bioetyce oświeconej, która w sposób odpowiedzialny korzysta z techniki” i która „nie wspiera gigantycznego rynku prokreacyjnego”.

- Czy skręcamy w dobrą drogę, gdy pozwalamy na rozwój liberalnej eugeniki, która wydaje się uzasadniona, bo pozwala na nią technika? Czy skręcamy w dobrą drogę, gdy nieprzedyskutowana decyzja polityczna zobowiązuje do niepewnych i pospiesznych zmian w ludzkim rodowodzie? Czy rewolucja w prawie o pochodzeniu proponowana przez ministra sprawiedliwości jest skrętem w dobrą stronę na przyszłość, gdy to prawo ustala, że nie jest już prawdą, iż kobieta, która rodzi jest matką, gdy w małżeństwie ma ona dziecko dzięki technice wspomaganego rozrodu z kimś trzecim - dawcą [spermy]? - pytał abp d’Ornellas.

Głos zabrał także arcybiskup Paryża Michel Aupetit, z zawodu lekarz, który mówił o ewolucji roli medycyny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Pancerniackie więzi

2019-09-18 02:50

Waldemar Kotula

Tegoroczne Święto 11 Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej (11 LDKPanc) tradycyjnie zgromadziło różne generacje żołnierzy spod znaku husarskiego skrzydła. Zgodnie z wieloletnią tradycją spotkali się oni w przeddzień Święta Dywizji na Zebraniu Walnym Federacji Organizacji Polskich Pancerniaków ( FOPP) w żagańskiej Sali Tradycji Czarnej Dywizji.

st chor.sztab Rafał Mniedło, Tadeusz Horożaniecki
Uroczystości na Skwerze Czołgisty

Spotkanie członków i sympatyków FOPP miało w tym roku wyjątkowy wymiar. Zbiegło się one z obchodami 100-lecia polskiej broni pancernej. Patronat nad szczególnym spotkaniem miłośników polskiej broni pancernej objęła Marszałek Lubuska Elżbieta Polak. Honorowymi uczestnikami jubileuszowego spotkania byli kombatanci 1 Polskiej Dywizji Pancernej: kpt. Edmund Semrau (l.94) i por Alojzy Jedamski (l.94) oraz kombatant 1 Korpusu Pancernego Wojska Polskiego (1 KPanc WP) płk. Eugeniusz Praczuk (l.92). Czarną Dywizję reprezentowali dowódca dywizji gen.dyw. Stanisław Czosnek, jego zastępca gen. bryg. dr Dariusz Parylak wraz z dowódcami oddziałów dywizji. Przybyli również krewni żołnierzy 1.PDPanc, Cecylia, Tadeusz Parchanowiczowie z Francji i Zdzisława, Tadeusz Marciszewscy z Torunia oraz członkowie i sympatycy FOPP z Leszna, Chełma, Koronowa, Warszawy, Żar, Żagania, Oławy i holenderskiej Bredy.

Zobacz zdjęcia: Zebranie Walne Federacji Organizacji Polskich Pancerniaków ( FOPP) w żagańskiej Sali Tradycji Czarnej Dywizji.

Zebraniu przewodniczył prezes FOPP gen.bryg. w st.spocz. Zbigniew Szura. Wspominano naszych kombatantów, którzy w minionym roku odeszli na wieczna wartę. Dokonano także przeglądu dokonań i zrealizowanych projektów w latach 2018-2019. Były to głownie przedsięwzięcia upamiętniające historię i dzieje Czarnej Dywizji i jej poprzedników z 1.PDPanc i 1.KPanc WP w kraju i poza granicami we Francji, Belgii, Holandii oraz Niemczech. Wszystkie one skutecznie umacniały żołnierskie więzi pokoleniowe i były realizacją zobowiązań środowisk Czarnej Dywizji wobec weteranów i ich rodzin. Przedstawiono również działania Centrum Tradycji Polskich Wojsk Pancernych, z którego dorobkiem w mijającym roku zapoznał się Prezydent R. P. i zwierzchnik Sił Zbrojnych R.P. Andrzej Duda. Zasoby Sali Czarnej Dywizji były wykorzystywane także do wystaw czasowych m.in. w Bielsku – Białej, Warszawie, Gdańsku i w Królestwie Belgii oraz do szeregu wydawnictw w kraju i poza granicami. Przyjęto także plan działań na przyszły rok, obok podkreślenia znaczenia zbliżających się ważkich rocznic na szlakach tradycji istotna rolę planuje nadać się obchodom 75-lecia powstania 11 LDKPanc i przypomnieniu dziejów polskiej broni pancernej w Żaganiu w latach 1945-2020. Z dużą wdzięcznością przyjęto ofertę Dominika Parchanowicza przekazania kolejnych depozytów do ekspozycji ilustrującej losy jego ojca Antoniego, żołnierza kompanii saperów 1 PDPanc.

Uczestnicy zebrania FOPP wzięli udział uroczystościach liturgicznych i świeckich dedykowanych żołnierzom Czarnej Dywizji i ich rodzinom z Mszą św. w żagańskim Kościele Garnizonowym oraz na Skwerze Czołgisty przed pomnikami gen. St. Maczka i Czołgistów 1 KPanc WP.

Dzień wspomnień zakończyła uroczysta kolacja z okazji 100-lecia polskiej broni pancernej zorganizowana w żarskiej restauracji „Janków”. W jej trakcie kombatanci uhonorowani zostali okolicznościowymi upominkami, a burmistrz Żar Danuta Madej został uhonorowana z szczególne zasługi we wspieraniu dzielności stowarzyszeń zrzeszonych w FOPP odznaką pamiątkową FOPP – „Tulipanem gen. Stanisław Maczek”

Następnego dnia tuż przed uroczysta zbiórką z okazji święta Czarnej Dywizji, kombatanci wraz z sympatykami polskie broni pancernej gościli w żarskim ratuszu, gdzie pani burmistrz Danuta Madej z przewodniczącym Rady Miasta Marianem Popławski przedstawili historię i współczesność stolicy Dolnych Łużyc. Po prezentacji w Ratuszu goście święta dywizji osobiście poznawali uroki i ofertę miasta, które nie zapomina o swojej wojskowej przeszłości.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem