Reklama

Papież wzywa kurialistów do rachunku sumienia

2014-12-22 14:45

st (KAI) / Watykan / KAI

GRZEGORZ GAŁĄZKA

Papież Franciszek zachęcił swoich współpracowników w Kurii Rzymskiej do dokonania rachunku sumienia w tradycyjnym przemówieniu z okazji Bożego Narodzenia. Ojciec Święty wymienił 15 chorób od zarozumiałości do czucia się niezastępowalnym, od duchowego Alzheimera po dążenie do gromadzenia pieniędzy i władzy, od zamkniętych kręgów po „zyski doczesne” i „terroryzm plotek”.

Franciszek przypomniał, że w Bożym Narodzeniu świętujemy przyjście między nas Boga ubogiego, który pragnie nauczyć nas mocy pokory. Został on przyjęty nie przez ludzi wybranych, ale ubogich i prostych. W ramach przygotowań do przedświątecznej spowiedzi zachęcił swoich współpracowników do dokonania rachunku sumienia. Zaznaczył, że wymienione przez niego choroby i pokusy, dotyczą nie tylko Kurii, ale są zagrożeniem dla każdego chrześcijanina i każdej kurii, wspólnoty, zgromadzenia, parafii, ruchu kościelnego. Jednak pięknie byłoby pomyśleć o Kurii Rzymskiej, jako o małym modelu Kościoła, to znaczy jako ciele, które usiłuje codziennie i poważnie być bardziej żywym, zdrowszym, zgodnym i zjednoczonym między sobą oraz z Chrystusem. Dodał, że Kuria, podobnie jak Kościół nie może żyć „bez życiodajnej, osobistej, autentycznej i mocnej więzi z Chrystusem”, a członek Kurii, który codziennie nie posila się tym pokarmem, stanie się biurokratą. W tym kontekście papież wymienił katalog chorób groźnych dla tego środowiska:

Choroba poczucie się nieśmiertelnymi i niezbędnymi

„Kuria która nie dokonuje samokrytyki, która nie dostosowuje się do nowych wyzwań, nie dąży do udoskonalenia jest ciałem chorym” - stwierdził papież. Zauważył, że mogłaby nam w tym pomóc wizyta na cmentarzu, gdzie leży wiele osób, które „zapewne myślały, że są nieśmiertelne, odporne na czas i niezbędne”. Wskazał, że jest to choroba tych, którzy „stali się szefami i odczuwają swoją wyższość wobec wszystkich, a nie czują się na służbie wszystkich”. Dodał, że choroba ta często wynika z patologii władzy, z „kompleksu wybranych”, z „narcyzmu”. Choroba nadmiernej pracowitości

Reklama

Franciszek nawiązał do postawy ewangelicznej Marty, zaprzątniętej pracą, a zaniedbującej nieuchronnie „lepszą cząstkę: spoczynek u stóp Jezusa”. Przypomniał, że Jezus „wezwał swoich uczniów, aby nieco odpoczęli”, gdyż zaniedbanie koniecznego odpoczynku prowadzi do stresu i podrażnienia. Choroba „znieczulenia” umysłowego i duchowego

To ci, którzy „tracą swój spokój wewnętrzny, żywotność i śmiałość, ukrywając się za papierami, stając się maszynami akt spraw a nie ludźmi Bożymi, niezdolni by płakać z tymi, którzy płaczą i radować się z tymi, którzy się weselą! Choroba nadmiernego planowania

Ma ona miejsce wówczas, „kiedy apostoł wszystko skrupulatnie zaplanuje, i czyniąc tak myśli, że sprawy skutecznie idą naprzód, stając się w ten sposób księgowym czy też handlowcem”. Trzeba wszystko dobrze przygotowywać, nie popadając jednak nigdy w pokusę oswojenia Ducha Świętego i kierowania Jego wolnością ... "Zawsze łatwiej i wygodniej spocząć na swoich statycznych i niezmiennych pozycjach” - stwierdził Franciszek. Choroba złej koordynacji

To choroba tych, którzy „tracą łączność między sobą, a ciało traci swoją harmonijną funkcjonalność” stając się „orkiestrą, która wytwarza hałas, bo jej członkowie nie współpracują i nie żyją w duchu komunii i drużyny” - zauważył papież. Duchowy Alzheimer Oznacza ona „postępujący spadek zdolności duchowych”, „powodujący poważne upośledzenie osoby”, sprawiając, że żyje ona w „stanie całkowitej zależności od swoich poglądów często wyimaginowanych”. „Widzimy to w ludziach, którzy „stracili pamięć” o swoim spotkaniu z Panem, w ludziach uzależnionych on swoich „pasji, kaprysów i manii”, osobach budujących wokół siebie mury i nawyki”- powiedział Ojciec Święty. Choroba rywalizacji i zarozumiałości

„Kiedy pozory, kolory szat i zaszczytne insygnia stają się głównym celem życia ... jest to choroba, która prowadzi nas do bycia ludźmi fałszywymi i żyjącymi fałszywym mistycyzmem i nieprawdziwym kwietyzmem”. Papież przypomniał w tym przypadku słowa św. Pawła Apostoła o „wrogach krzyża Chrystusowego, których dążenia są przyziemne” (Flp 3,19). Choroby schizofrenii egzystencjalnej

Ojciec Święty zaznaczył, że chodzi mu w tym wypadku o osoby żyjące podwójnym życiem, wynikającym z obłudy, życiem typowym dla przeciętności a także pogłębiającej się pustki duchowej, której nie mogą zapełnić ani dyplomy ani też tytuły akademickie. Choroba ta dotyka często tych, którzy porzucają posługę duszpasterską i ograniczają się do roboty papierkowej, tracąc kontakt z rzeczywistością, z prawdziwymi ludźmi. Tworzą w ten sposób swój własny równoległy świat, w którym odkładają na bok wszystko, czego surowo nauczają innych, wiodąc życie ukryte, często rozwiązłe. Choroba obmowy i plotek

Osoby owładnięte tą chorobą Franciszek porównał do tych, którzy sieją kąkol i określił mianem morderców z zimną krwią dobrego imienia swoich kolegów i współbraci. Jest to choroba osób tchórzliwych, które nie mając odwagi mówić prosto w oczy, obmawiają za plecami ... Strzeżmy się od terroryzmu plotek!” - zaapelował. Choroba ubóstwiania szefów

Papież wskazał, iż jest to choroba osób tworzących dwór wokół przełożonych, ofiar karierowiczostwa i oportunizmu. Pełnią swoją posługę myśląc tylko o tym, co powinny zyskać, a nie o tym, co powinny dać. Są to ludzie małostkowi, kierujące się jedynie „swoim zgubnym egoizmem”. Może też dotknąć przełożonych, „kiedy zabiegają o niektórych swoich współpracowników, by zyskać ich lojalność i podporządkowanie się oraz uzależnienie psychologiczne, ale efektem końcowym jest prawdziwa współwina”. Choroba obojętności wobec innych

„Kiedy każdy myśli tylko o sobie, tracąc szczerość i ciepło ludzkich relacji. Kiedy najbardziej doświadczony nie udostępnia swojej wiedzy kolegom mniej doświadczonym. Gdy, z zazdrości lub intrygi odczuwamy radość, widząc jak inny upada, zamiast go podnosić i dodać otuchy”. Choroba miny pogrzebowej

Dotyczy ona ludzi gburowatych i ponurych, uważających, że aby być poważnymi, trzeba mieć odmalowane na twarzy przygnębienie, surowość oraz traktować innych - zwłaszcza, uznanych za gorszych - sztywno, surowo i arogancko. Ojciec Święty zauważył, że teatralna surowość i bezpłodny pesymizm są często objawami lęku i niepewności samego siebie. Apostoł natomiast musi starać się być osobą grzeczną, spokojną, entuzjastyczną i wesołą, która przekazuje radość .... Franciszek zachęcił, by być pełnymi humoru, zdolnymi do autoironii: „Jak nam dobrze czyni dobra dawka zdrowego humoru” - stwierdził. Choroba zbijania majątku

Papież wskazał, że ma ona miejsce wówczas, kiedy apostoł stara się wypełnić pustkę egzystencjalną w swoim sercu gromadząc dobra materialne, nie z konieczności, ale aby czuć się po prostu bezpiecznie. Choroba zamkniętych kręgów

Ma ona miejsce wówczas, gdy przynależność do danej grupki staje się silniejsza, niż przynależność do Ciała, a w niektórych sytuacjach, do samego Chrystusa. Franciszek zauważył, że również ona zawsze zaczyna się od dobrych zamiarów, ale z upływem czasu zniewala członków tej grupki stając się „rakiem”. Choroba zysku doczesnego, ekshibicjonizmu

„Kiedy apostoł przekształca swoją posługę we władzę, a swoją władzę w towar, by uzyskać korzyści doczesne lub więcej władzy. Jest to choroba ludzi niezmordowanie dążących do pomnożenia władzy i by osiągnąć ten cel zdolni są do oszczerstwa, zniesławienia i zdyskredytowania innych, nawet w gazetach i czasopismach. Oczywiście chcą się pojawić na pierwszych stronach gazet, uchodzić za zdolniejszych od innych. Ojciec Święty zaznaczył, że jest to choroba, która wyrządza wiele zła ciału, gdyż prowadzi ludzi do usprawiedliwiania użycia wszelkich środków, by osiągnąć taki cel, często w imię sprawiedliwości i przejrzystości. Na zakończenie papież stwierdził, że „kapłani są jak samoloty, stają się newsem tylko wtedy, kiedy upadają, ale jest tak wiele, które latają w powietrzu. Wielu ludzi ich krytykuje, ale niewielu za nich się modli” - powiedział. Podkreślił, że misja kapłańska jest bardzo delikatna, ale wspomniane zdanie ukazuje jak wiele zła całemu ciału Kościoła może uczynić jeden kapłan, który „upada”.

Ojciec Święty zachęcił swoich współpracowników, aby „żyjąc prawdziwie w miłości sprawili, by wszystko rosło ku Temu, który jest Głową - ku Chrystusowi” (Ef 4,15) i modlili się do Matki Bożej, o uzdrowienie ran grzechu, jaki każdy niesie w swoim sercu. Prosił też o modlitwę w swojej intencji.

Tagi:
przemówienie

Reklama

Abp Fisichella do Polaków: Kościół i każdy z nas potrzebuje świadectwa!

2017-11-24 12:24

abd / Jasna Góra / KAI

- Świadectwo jest konieczne dla życia Kościoła jak też i dla życia każdego z nas, ponieważ wszyscy potrzebujemy świadectwa - mówił dziś przewodniczący Papieskiej Rady ds. Nowej Ewangelizacji abp Rino Fisichella na Jasnej Górze, do uczestników IV Kongresu Nowej Ewangelizacji nt. "Matura, czy inicjacja chrześcijańska? Bierzmowanie w kontekście nawrócenia pastoralnego".

Magdalena Pijewska
Abp Rino Fisichella

Sakrament Bierzmowania a ewangelizacja

Częstochowa, 24 października 2017

Jestem biskupem od 19 lat i niestety nie liczyłem, ile osób: chłopców, dziewczyn, dorosłych, wybierzmowałem w tym czasie. Z pewnością dziesiątki tysięcy. Musimy pamiętać, iż właśnie dlatego, że Sakrament ten przynależy do posług Biskupa, w historii Kościoła Zachodniego jest on otrzymywany w różnych momentach życia wiernych, oddalając go od Chrztu Świętego. Co sprawiłem tymże udzielonym Sakramentem, zarezerwowanym właściwie Biskupowi?

Zobacz zdjęcia: Kongres Nowej Ewangelizacji

„Moc” Ducha

Po pierwsze, powiedziałbym, że dałem świadectwo Mocy Boga (δύναμις/dunamis). Tak właśnie, świadectwo Jego mocy i Jego łaski, które zawsze stoją na pierwszym miejscu. Czym jest moc Boża? W jaki sposób wchodzi ona w relacje z Sakramentem Bierzmowania? Spojrzenie na Słowo Boże pozwoli nam zrozumieć znaczenie tej relacji.

1.„Moc” oznacza przede wszystkim uznanie ze Bóg jest Stwórcą wszystkiego co istnieje. Jest to siła, która porusza i prowadzi historię ludzi i historię osobistą każdego z nas. Mówiąc o „Mocy”, nie możemy zapomnieć o słowach z Księgi Hioba, które przywołują na myśl właśnie modlitwę tego Sakramentu: „On ma potęgę i rozum (dosłownie za tekstem greckim: σοφία καὶ δύναμις/sofia kai dunamis, czyli mądrość i moc), rozsądek znać w Jego planach. […] U Niego zwycięstwo i siła (dosłownie za tekstem greckim: κράτος/kratos, czyli potęga-moc). W Starym Testamencie wszystko jest w rekach Boga i nic nie umyka Jego woli zbawienia.

2. W Nowym testamencie sens i znaczenie mocy Bożej wzbogacają się o element jeszcze bardziej interesujący, ponieważ moc Jezusa jest wyrażona w świetle Jego bycia Mesjaszem. Warto przywołać w tym miejscu „wartość”, którą posiada „Mesjasz”, ponieważ termin ten jest połączony ściśle z tematem Bierzmowania. Mesjanizm jest faktycznie aspektem dominującym, który od 4000 lat znajduje się w historii człowieka. Od 2000 lat natomiast historia pewnego ludu jest zorientowana, jak ukazuje to on sam na wiele sposobów, na oczekiwanie rzekłbym nawet spazmatyczne na Mesjasza, podczas gdy historia nowego ludu potwierdza, że w Jezusie z Nazaretu definitywnie zakończyło się oczekiwanie mesjanistyczne. Liturgia, a zatem i wiara, ogłasza Jezusa Mesjaszem. W Piśmie Świętym termin „Mesjasz” (aram. meshihā, ebr. māshīah, imiesłów czasownika masahah) oznacza „namaszczony”. Po grecku termin ten tłumaczony jest jako „christós”, przyjmując następnie łacińską formę „christus”. Nic bardziej zadziwiającego w historii języka: czasownik staje się nazwa własną!

3. Przede wszystkim musimy popatrzeć na teksty św. Łukasza, aby docenić oryginalność, która jest zawarta w znaczeniu tego terminu „Mesjasz”. Ewangelista poświęca dużo czasu temu tematowi, odnosząc się właśnie do mocy Jezusa jako tego, który „posiada pełnię Ducha Świętego”: „powrócił Jezus w mocy Ducha do Galilei” (Łk 4,14). Wszystko w życiu Jezusa jest podporządkowane „mocy” Ojca: Jego narodzenie z Dziewicy Maryi: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię” (Łk 1,35); moc, dzięki której leczy i czyni cuda: „była w Nim moc Pańska, że mógł uzdrawiać” (Łk 5,17). Dla Łukasza „moc” jest tą właściwością, którą par excellence posiada Jezus. Potwierdza to scena z uczniami z Emaus: „To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu” (Łk 24,19) oraz przemowa Piotra: „Znacie sprawę Jezusa z Nazaretu, którego Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą” (Dz 10,38).

4. Jeśli w taką moc właśnie jest „wyposażony” Chrystus, to również i Jego uczniowie, którzy stali się „apostołami” Ewangelii. Skoro apostołowie opowiadają dzieła, których On dokonał i przekazują słowa, które On wypowiedział, posiadają dzięki Jego naturze te same „właściwości”. To nie przypadek, że Jezus właśnie apostołom powierzył swoja „moc”, aby czynili to, co On sam czynił: „Wtedy zwołał Dwunastu, dał im moc i władzę nad wszystkimi złymi duchami i władzę leczenia chorób” (Łk 9,1). Ale nie tylko – u św. Jana znajdujemy fragment, w którym Jezus przekazuje apostołom swoją moc przebaczenia grzechów oraz czynienia miłosierdzia (zob. J 20,23). Jednym słowem, Jezus obiecuje wyraźnie swoim uczniom, że będą również „przyobleczeni mocą z wysoka”, aby stali się wiernymi świadkami Jego Ewangelii (zob. Łk 24,49). Podobnie dzieje się u św. Pawła. Jego aktywność ewangelizacyjna realizuje się w cieniu mocy Ducha Świętego: „mocą znaków i cudów, mocą Ducha Świętego. Oto od Jerozolimy i na całym obszarze aż po Illirię dopełniłem [obwieszczenia] Ewangelii Chrystusa (Rz 15,19). W końcu ta sama „moc” Ducha Świętego jest obecna we wspólnocie i buduje drogę komunii, którą każdy wierzący w Chrystusa jest wezwany do uczynienia swoją, w celu wyrażenie najlepiej jak to tylko możliwe życia łaską: „A Bóg, [dawca] nadziei, niech wam udzieli pełni radości i pokoju w wierze, abyście przez moc Ducha Świętego byli bogaci w nadzieję” (Rz 15,13). Jest to ważny tekst, ponieważ pozwala nam pojąc w mocy daru Ducha, czym jest życie duchowe oraz życie wiary, które to każdy wierny jest wezwany do przemierzenia jako świadek „nadziei”. Nadzieja jest właśnie tym, co wyróżnia chrześcijanina, ponieważ czyni go wiernym w oczekiwaniu na spotkanie z Panem oraz jednocześnie oznacza bogactwo jego świadectwa jako pełne zaufania zawierzenie w Nim.

5. Te krótkie rozważania są bardzo ważne dla zrozumienia Bierzmowania. Kto przyjmuje Sakrament, ten jest „namaszczany”, aby otrzymać moc Ducha Świętego, dzięki której staje się świadkiem „w Kościele i w świecie” (por. Prefacja o Bierzmowaniu) nadziei Chrystusa Zmartwychwstałego. Jest wspierany namaszczeniem, aby stał się głosicielem Ewangelii i misjonarzem miłości Chrystusa. Dary Ducha, którym jest wypełniony, są konieczne, aby droga wiary mogła zawsze wzrastać oraz być wspierana w celu posiadania udziału w życiu wspólnoty, w którym bierzmowany bierze udział, budując ją jako widzialny znak jedności trynitarnej. Gdziekolwiek byśmy nie popatrzyli, to widzimy i doświadczamy wręcz namacalnie, że bierzmowany to jest wierzący włączony w życie Chrystusa i Jego Kościoła jako żywy znak ciągłej akcji Ducha Świętego, który w nim działa, przemieniając jego życie i czyniąc skutecznym jego świadectwo.

Droga do przebycia

Drugim aspektem, który wyraża Bierzmowanie, jest ściśle powiązany z jego konfiguracją z innymi Sakramentami: jest to bowiem sakrament inicjacji chrześcijańskiej. Nie możemy ukryć trudności duszpasterskich, które dziś są obecne na szerokich drogach wspólnoty chrześcijańskiej. Faktycznie, mówiąc o sakramentach inicjacji chrześcijańskiej, mówimy o trzech sakramentach oddzielonych od siebie na przestrzeni lat. Jeśli z punktu widzenia teologicznego jasna jest sukcesja: Chrzest, Bierzmowanie i Eucharystia, to z duszpasterskiego punktu widzenia nastąpiła zmiana: Chrzest, Eucharystia, Bierzmowanie. Zmiana ta doprowadziła z czasem do weryfikacji wieku Bierzmowania. Samo w sobie nie jest to problemem, ale może się nim stać w przypadku treści Sakramentu. Tym, do czego często dochodzi, jest fakt determinowania przesz aspekty duszpasterskie treści Sakramentu, podczas gdy powinno się to odbywać na odwrót: to Sakrament determinuje życie wspólnoty! Stajemy często przed definiowaniem Sakramentu jako funkcji duszpasterskiej, podczas gdy powinno to być na odwrót: to duszpasterstwo powinno być rozumiane w kluczu Sakramentu.

Odnieść Bierzmowanie do tematu inicjacji chrześcijańskiej pozwala pojąć pewne aspekty, które często są zacienione w naszym duszpasterstwie.

1. Po pierwsze fakt, iż Sakrament Namaszczenia Krzyżmem ukierunkowuje na upodobnienie do Chrystusa. Chrzest ze swej natury włącza w Chrystusa, tak jak Eucharystia pozwala mieć udział bezpośredni w Ciele Chrystusa. Nacisk na wymiar pneumatologiczny Sakramentu Bierzmowania mógłby w sposób ryzykowny przysłonić scenariusz chrystologiczny tegoż Sakramentu. Nieprzypadkowo Wprowadzenie teologiczno-pastoralne do Obrzędów Sakramentu Bierzmowania zaświadcza: „Przez dar Ducha Świętego wierni zostają bardziej upodobnieni do Chrystusa i umocnieni, aby składali Mu świadectwo i budowali Jego Ciało w wierze i miłości” (nr 2). Pierwszy wymiar, który powinien być opisany, jest zatem taki, iż Sakrament ten, podobnie do pozostałych dwóch Sakramentów, włącza w sposób bardziej bezpośredni do „misterium paschalnego Chrystusa”, pozwalając na zrozumienie nowości egzystencji chrześcijańskiej. Oto, dlaczego staje się ważnym przypomnienie na początku naszego spotkania tego powiązania pomiędzy Sakramentem Bierzmowania a Mesjaszem. Duch, który zostaje podarowany w Sakramencie Bierzmowania, namaszcza wierzącego, aby upodobnić całe jego życie do życia Namaszczonego Pana. Sceną programową, którą św. Łukasz prezentuje z posługi Jezusa w synagodze w Nazarecie, jest wyznacznikiem misji każdego wierzącego, który przyjął namaszczenie. Pan komentuje w rozdziale 61 u proroka Izajasza: „Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił. Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim”. Po tym jak Jezus otrzymał chrzest w Jordanie, w synagodze zaświadcza, że On jest Namaszczonym Boga, ponieważ posiada pełnię Ducha oraz ma misję ewangelizowania. Kto zatem otrzymał namaszczenie Ducha, otrzymał również misję ewangelizowania.

2. Z tej perspektywy widać, iż koniecznie należy przyjąć konsekwencje, które wypływają z tego namaszczenia, a które to wyciskają dwojaki ślad w bierzmowanym: a) a mianowicie, jest on prowadzonym przez Ducha, b) aby głosić Ewangelię. To zorientowanie na Chrystusa staje się przyjęciem odpowiedzialności, aby dzielić z Nim tą samą misję głoszenia pięknej wiadomości. Bierzmowany jest w pełni nazwany „cristoforo” (z gr. niosącym Chrystusa). Co znaczy zatem i jak się wyjaśnia fakt, że Namaszczenie sprawia, iż wierzący staje się odpowiedzialny za swoje upodobnienie do Chrystusa?

3. W pierwszym rzędzie oznacza to sprawianie doświadczenia skuteczności łaski, która działa. U początku naszego życia wierzącego jest zawsze akcja Boga, która przemienia serce i sprawia, że człowiek przylega do Słowa, które usłyszał. Z pomocą przychodzi nam tu fragment o Lidii z Dziejów Apostolskich. Jak to zwykle u Łukasza bywa, używa on szczegółowego opisu niektórych momentów z podróży apostolskich Pawła. Tenże Paweł, po odłączeniu się od Barnaby, rozpoczął przeprawę przez różne regiony z zamiarem zobaczenia, „jak się mają bracia we wszystkich miastach, w których głosiliśmy słowo Pańskie” (Dz 15,36). Po przejściu przez Syrię i Cylicję, w Listrze spotkał Tymoteusza, jednego ze swoich najdroższych i najwierniejszych uczniów (por. 1 Kor 16,10; Fil 2,19; Tm 3,10), którego zostawi po sobie najprawdopodobniej w Kościele efeskim (1 Tm 1,3). Kontynuując podróż, Apostoł dochodzi do Frygii oraz Galacji, aby zejść następnie do Troady gdzie, w nocnej wizji, otrzymuje polecenie przejścia przez Macedonię. Posłuszny wizji, Paweł żegluje do Samotraki, aby wejść dzień później do Neapolu, a następnie do Filippi „głównego miasta tej części Macedonii, które jest [rzymską] kolonią” (Dz 16,11-12). W kolejny, sobotni dzień, razem z Tymoteuszem, Apostoł rozpoczyna nauczanie do kobiet z miasta zebranych za bramą, nad rzeką, „gdzie było miejsce modlitwy” (Dz 16,13). Obecna na tym nauczaniu była również „kobieta z miasta Tiatyry imieniem Lidia, która sprzedawała purpurę” (Dz 16,14), która to słuchając Apostoła Pawła, wierzy jego słowu, nawraca się i daje się ochrzcić wraz z całą rodziną (Dz 16,15). Opowieść o nawróceniu nie różni się zbytnio od innych tym podobnych relacji. Jest jednak jeden szczegół, który zwraca nasza uwagę i domaga się pewnego podkreślenia. Ewangelista mówi: „Pan otworzył jej serce, tak że uważnie słuchała słów Pawła” (Dz 16,14). Wiemy, że dla Pawła wiara polega przede wszystkim na przylgnięciu do nauczania Apostołów. Musimy w tym miejscu dodać jedną ważną informację: aby móc przylgnąć do Słowa i zaakceptować je w sobie, koniecznym jest, aby Pan otworzył nam serce i umysł, byśmy mogli zrozumieć, że to słowo jest Słowem Boga. Nie ma wątpliwości, iż to wyrażenie o otwartym sercu odnosi się działania Ducha w głębi człowieka, aby go doprowadzić do wiary. Tylko wtedy, gdy jesteśmy oświeceni przez Ducha, możliwe jest uwierzenie.

4. Wiara, jak to obserwujemy, pozostaje dla nas celem głównym każdego sakramentu. W przypadku Bierzmowania jednak możemy zaświadczyć o wybitnej akcji Ducha Świętego, który swoją obecnością wspiera drogę wierzącego. Przylgnięcie do Chrystusa wiąże się z wyznaniem wiary w Niego. To wyznanie jest aktem wolnym oraz świadomym, poprzez który powierzamy się Panu. Z pomocą przychodzi nam tutaj Apostoł Paweł. Dla niego bowiem wiara jest przyjęciem głoszenia misterium paschalnego Chrystusa. W tym sensie wyznanie wiary zawarte w Pierwszym Liście do Koryntian (15,3-5), a przede wszystkim słowa podkreślone przez Pawła: „tak nauczamy i tak wyście uwierzyli” (1 Kor 15,11), posiadają wartość pragmatyczną. W kilku słowach Apostoł ukazuje oryginalność wiary chrześcijańskiej, która odróżnia ją od innych. Potwierdza przede wszystkim, że wiara ta jest skoncentrowana na wydarzeniu paschalnym: to znane wydarzenie historyczne, które ma bezpośrednich świadków męki, śmierci oraz zmartwychwstania Pana. Wiara ta jest przekazywana poprzez głoszenie Kościoła, który czyni je widzialnym tak w swoim życiu liturgicznym, jak i w swoim dziele misyjnym. W końcu wiara ta jest doświadczeniem bezpośrednim, prawdziwym i realnym, bez którego apostoł nie zrozumiałby swojej misji oraz swojego życia: „A jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara” (1 Kor 15 14).

5. Już tych kilka wyżej wymienionych elementów pozwala nam na zweryfikowanie szczególnej zawartości naszego dzisiejszego spotkania w tym temacie:

a. Myślę, że byłoby pożyteczne, aby młodzi ludzie znali na pamięć te wersety, które stanowią pierwsze wyznanie wiary wspólnoty chrześcijańskiej. Wszystko jest wyrażone w tych czterech czasownikach, które stanowią istotę tajemnicy: umarł, został pogrzebany, zmartwychwstał i ukazał się. Należy sprawić, by zrozumieli, że jest to fakt historyczny o podwójnym znaczeniu: I) przynależy do historii (to nie jest mit, to nie jest wymysł, to nie owoc fantazji; t prawdziwe wydarzenie, co do którego posiadamy dowody). II) W tymże samym czasie fakt ten przynależy do mojej historii osobistej: bo jeśli nie zmartwychwstał, to moje życie pozostaje w sprzeczności samo ze sobą.

b. Wydarzenie to jest przekazane przez wspólnotę chrześcijańską, Kościół, do której to wspólnoty przynależę również i ja, ponieważ stanąłem przed biskupem i powiedziałem mu moje imię. Kościół czyni zmartwychwstanie Chrystusa widzialnym poprzez swoje dzieła. O jakże decydującym jest dla tego, kto przynależy do Kościoła, aby odkrył, że głoszenie Ewangelii łączy się ze świadectwem dzieł miłosierdzia. W tym świetle powracają do nas słowa Papieża Franciszka: „Jesteśmy powołani, aby rozwijać kulturę miłosierdzia w oparciu o odkrycie spotkania z innymi: kulturę, w której nikt nie patrzy na innych obojętnie lub odwraca wzrok, gdy widzi cierpienie innych. Uczynki miłosierdzia są „rękodziełem”: żaden z nich nie jest taki sam jak inny; nasze ręce mogą je kształtować na tysiąc sposobów i chociaż inspiruje je jeden Bóg i jest jedna „materia”, z której są wykonane, czyli samo miłosierdzie, to każdy nabywa odrębną formę. Uczynki miłosierdzia dotyczą w istocie całego życia człowieka. Dlatego możemy stworzyć prawdziwą rewolucję kulturalną, rozpoczynając właśnie od prostoty czynów, które mogą ogarnąć ciało i ducha, czyli życie ludzi. Jest to zaangażowanie, które wspólnota chrześcijańska może uczynić własnym, będąc świadomą, że Słowo Pana zawsze wzywa ją do porzucenia obojętności i indywidualizmu, w których chcielibyśmy się zamknąć, by prowadzić życie wygodne i bezproblemowe” (Misericordia et misera, nr 20).

Myślę o pokoleniu młodych obecnych lat, których nie tylko musimy przygotować na wielkie wyzwania, ale którzy muszą zetrzeć się z trudnościami, których znaki już teraz obserwujemy. Często widzę w obliczach tych młodych ludzi, że nudzi ich codzienność; wydają się popchnięci pragnieniem dewastowania bardziej niż konstruowania; czują dreszcz na myśl o ucieczce od zaangażowania, aby następnie marzyć z otwartymi oczami o jakimś wyimaginowanym świecie, który nie istnieje; rzucają się w przepaść śmierci, jakby to była droga do wolności; ubóstwiają to, co zabronione, a co popycha ich do czynienia gestów nie mających kompletnie sensu… w sumie, mamy powierzyć w ręce właśnie takich młodych budowanie ich własnego życia, które wskazuje na rzeczy istotne i nadaje sens. Możemy tego dokonać na drodze miłosierdzia. Miłosierdzie jest istotą Ewangelii i prowokuje do zrozumienia nas samych jako włączonych w krąg miłości i przebaczenia, który angażuje w świadectwo solidarności i braterstwa.

6. Wszystko to oznacza, że w życiu wiary jesteśmy zawsze w drodze. To nie dojrzałość wiary albo dojrzałość ludzka znaczą tę drogę, pozwalając przyjąć Sakrament Bierzmowania. Jest dokładnie na odwrót. Ten, kto rozumie głęboką wartość wiary wie, że staje przed podróżą, która trwa całe życie. Teologia św. Pawła pozwala w tym kontekście na dodanie kilku elementów bardzo pożytecznych przy opisie tej podróży wiary. Apostoł potwierdza, że podróż ta jest w stanie zakwalifikować ludzkie życie jako rzeczywistość dynamiczną: rozpoczyna się ona od zaakceptowania chrztu, który usprawiedliwia i zmierza do coraz większego upodobnienia człowieka wierzącego do Chrystusa w Jego misterium zbawienia. Z tego powodu jest to właśnie zaangażowanie, które trwa całe życie i nie zna czegoś takiego jak przerwa czy jakakolwiek wymiana w trakcie. Należy biec aż do końca, aby osiągnąć nagrodę: „Czyż nie wiecie, że gdy zawodnicy biegną na stadionie, wszyscy wprawdzie biegną, lecz jeden tylko otrzymuje nagrodę? Przeto tak biegnijcie, abyście ją otrzymali. […] Ja przeto biegnę nie jakby na oślep; walczę nie tak, jakbym zadawał ciosy w próżnię” (1 Kor 9,24.26)

Wierzyć „w Boga” zatem oznacza przede wszystkim wierzyć osobie. To powoduje pragnienie lepszego poznania tej osoby i wejścia z nią w relację miłości. Wyrażenie „wierzyć w Boga” ukazuje więc cel wiary: ciągły wzrost w zaufaniu i w powierzaniu Bogu wiedząc, że On sam się w nas zaangażował, ofiarując swojego Syna. Przypomina nam o tym piękny tekst św. Augustyna: Czym innym jest wierzyć Jemu, czym innym jest wierzyć Go, a czym innym jeszcze wierzyć w Niego. Wierzyc Jemu oznacza wierzyć, że prawdziwym jest wszystko to, co powiedział; wierzyć Go równoznaczne jest z uznaniem Go za Boga; wierzyć w Niego oznacza kochać Go (Kazanie 169,13). „Wierzyć w Jezusa” wyraża zatem wiarę w spotkanie osobiste. Nie stajemy tu przed żadna teorią ani mitem, czy też przed jakąś informacją dotyczącą kogoś żyjącego w innej epoce. Wierzyc w Niego oznacza spotkać Go osobiście, zostać podbitym Jego miłością, chcieć żyć w jedności z Nim. Błogosławiony J. H. Newman tak o tym pisał: „Chrześcijaństwo jest prawdą żyjącą, która się nigdy nie starzeje. Niektórzy mówią o nim jako o fakcie z historii, która w sposób niebezpośredni wpływa na życie dzisiejsze. Nie mogę pozwolić na to, aby chrześcijaństwo zostało zamknięte w historii. Oczywiście, ono ma swoje korzenie w chwalebnej przeszłości, jednak jego moc jest mocą obecną. To nie jest temat badan archeologicznych i aby go odkryć nie musimy odwoływać się do dokumentów na wpół umarłych albo nawet umarłych. Wręcz przeciwnie, odwołujemy się do naszej wiary, która jest żywa w swoich tematach zawsze żywych; odwołujemy się do daru, który jest zawsze możliwy do uzyskania i dania owocu. Nasza jedność z chrześcijaństwem jest w tym, co Niewidoczne, a nie w przeszłości bez aktualności” (Gramatyka Przeświadczenia, tłum. własne).

7. Wyznanie wiary jest zatem powierzeniem się tajemnicy bez obaw o bycie przez nią zatopionym. Tajemnica ta jest istotną częścią życia i z pewnością rozum jej nie zniszczy. Żyjemy tajemnicą i jesteśmy tajemnicą również my sami, a jednak nic tak nie fascynuje i nie niepokoi umysłu jak właśnie tajemnica, zanim nie dotrze ona do portu pewności. Nie możemy obawiać się rozmowy o tajemnicy z młodymi ludźmi. Przeciwnie, dobrze by było, abyśmy ich wychowali ku tajemnicy. Wiara bowiem kładzie tajemnice u początków swojej podróży, a nie na jej końcu, kiedy to człowiekowi wszystko wydaje się już nie do naprawienia, a żadne wyjaśnienie nie jest już wystarczające. Przyjmując w sobie tajemnicę Boga, który z miłości staje się człowiekiem, bierzmowany, przede wszystkim w kontekście naszej kultury naukowej, stara się ciągle postawić pytania z zamiarem pojęcia tego, w co wierzy. W swoim dziele Proslogion sw. Anzelm napisał wiele stron niesamowicie głębokich, starając się połączyć prymat wiary z pragnieniem coraz większego zrozumienia umysłem tego, w co się wierzy i co się kocha: „Naucz mnie, jak mam Cię szukać, i ukaż się poszukującemu! Bo nie mogę Cię szukać, jeśli mnie nie pouczysz, ani Cię znaleźć, jeżeli się nie ukażesz. Obym Cię szukał swym pragnieniem, obym Cię pragnął, szukając, obym Cię znalazł, miłując, a miłował, znajdując. […] Nie staram się bowiem zrozumieć, abym uwierzył, ale wierzę, bym zrozumiał. Albowiem i w to wierzę, że jeżeli nie uwierzę, nie zrozumiem.”

8. Wszystko to staje się szczególnie prowokujące, jeśli weźmiemy pod uwagę nową kulturę, z którą się spotykamy, jest mianowicie kultura cyfrowa. Nie zmęczę się nigdy powtarzaniem z cala mocą, że jeśli myślimy o tej kulturze jako tylko o „narzędziach” działania, to już straciliśmy możliwość zrozumienia tego fenomenu. „Narzędzia”, które używamy, są konsekwencją nadciągającej nowej kultury, która widoczna jest już na horyzoncie. Pomyślmy chociażby o internecie i o komórce, żeby przywołać tylko te dwa przykłady. Internet i komórka zmodyfikowały już nasz sposób zachowywania się, ponieważ zmieniły nasz język. Młodzi ludzie żyją tymi środkami tak, jakby przynależały do ich ciała, a w niektórych aspektach, jakby były przedłużeniem organizmu. Coraz mniej komunikujemy werbalnie, zastępując słowa wiadomością sms lub aplikacjami jak Whatsapp, które pozwalają komunikować obrazami. Ale nie tylko! Internet nas kontroluje i uprzedza nasze pytania, nie dając nam nawet czasu na napisanie całego słowa, którego szukamy. Fakt uprzedzania myśli doprowadza w sposób nieunikniony do pewnej formy umysłowego lenistwa, która po kawałeczku eliminuje sens krytyczny, niszcząc w rezultacie zdolność do stawiania pytań. Nic bardziej niebezpiecznego dla wiary, która, jak już to widzieliśmy, bez potrzeby stawiania pytań, traci swoją siłę. Ta nowa kultura stawia przed nami na nowo problem prawdy. Jak ją osiągnąć i jak ja wyrazić. Nie ucieknie się od tego wymiaru, ponieważ stanowi on istotę osobistej egzystencji oraz doświadczenia wiary. Włączyć młodych w nową kulturę, nie pozbawiając ich zmysłu krytycznego, jest entuzjastycznym wyzwaniem, które możemy podjąć i realizować z mądrością.

9. Kolejnym aspektem, który myślę, że powinniśmy omówić, jest udział w budowaniu wspólnoty chrześcijańskiej. Wiara ma Kościół za swój podmiot. To sprawia, że wymiar wspólnotowy będzie się wyrażał w całym życiu wspólnoty: w wyznawaniu wiary, liturgii, modlitwie, świadectwie nie dzieje się nic innego, jak właśnie ucieleśnienie tego wymiaru wspólnotowego. Wychowanie do wyznawania wiary jako „my wierzymy” jest zadaniem, które pozwoli na odkrycie bogactwa życia wspólnotowego ponad indywidualizm chwili obecnej. Już od początku chrześcijaństwa wierzący rozumiał swoje stawanie się chrześcijaninem jako wejście do wspólnoty odkupionych. Rozrzucona po całym świecie, będąca na różnych kontynentach, w różnych narodach i władająca rożnymi językami wspólnota Kościoła, zawsze wyznawała jedną wiarę w Zmartwychwstałego Pana, Syna Bożego i Zbawcę ludzkości. Konkretnym i ewidentnym znakiem tejże wiary był od zawsze chrzest: poprzez ten akt każdy potwierdzał własny wybór nawrócenia siebie samego na Ewangelię, którą Kościół głosił. To od tejże wiary, która rodzi się z przekonania, że Kościół jest Matką, która rodzi zawsze nowych synów i córki, ponieważ nigdy nie skończy się lud wybrany przez Boga, który będzie oddawał cześć nieustanną Jego imieniu. W tym kontekście są jeszcze bardziej aktualne słowa biskupa z Tagasty: „Czcijcie, kochajcie, sprawiajcie, żeby był poznany Kościół Święty, Matka wasza, jak Jeruzalem niebieskie, święte miasto Boga. Ono przynosi owoc i wzrasta w wierze na całym świecie, o której to usłyszeliście. To Kościół Boga żywego, kolumna i moc prawdy” (Kazanie 214)

Po 2000 lat naszej historii nic się nie zmieniło z tej perspektywy. Kościół kontynuuje głoszenie Słowa Bożego jako ostateczną odpowiedź na pytanie o sens każdej osoby i prosi, aby ci, którzy otrzymują namaszczenie Duchem Świętym, stali się w pełnym tego słowa znaczeniu synami Boga i chrześcijanami. To jest właśnie to, co pozwala każdemu nie czuć się już więcej gościem ani cudzoziemcem w jakiejkolwiek części świata by się nie znalazł. Istnieje zatem wspólnota chrześcijańska, w której to każdy ochrzczony jest u siebie w domu, ponieważ Kościół wyznaje swoja wiarę i celebruje Eucharystie jako kulminacyjny moment swojej egzystencji.

10. Ostatni aspekt, który chciałbym poruszyć, to wielki temat świadectwa. Bierzmowany, po tym wszystkim, co już powiedzieliśmy, jest wezwany do zaofiarowania swojego świadectwa wiary. Prorockie słowa Pawła VI zawarte w Adhortacji Evangelii nuntiandi są aktualne aż do naszych dni i mają siłę, aby nas prowokować: „człowiek naszych czasów chętniej słucha świadków, aniżeli nauczycieli; a jeśli słucha nauczycieli, to dlatego, że są świadkami” (nr 40-41). Konieczność dania świadectwa osobistego i wspólnotowego pochodzi z samej zawartości tego, co się chce wyznać. Chrześcijaństwo bowiem nie jest ideologią, ale życiem. Lepiej nawet: jest życiem człowieka, który uczynił swoją egzystencję tak bardzo przejrzystą, że stała się perfekcyjnie zgodna tak w myśleniu, jak i w działaniu. Jednym słowem: ponieważ świadectwo i świadek są miłością Ojca, który staje się widocznym, zatem świadectwo każdego z wierzących oraz Kościoła całego nie tylko jest należne w stosunku do tej miłości, ale również musi zanieść je do każdego człowieka, którego spotka na swojej drodze. Tak właśnie wykonuje się ostatni akt świadectwa: ten, kto je otrzymuje staje się z kolei świadkiem. Niemożliwym jest, aby świadectwo dane z miłością, które ma za swój obiekt Miłość, nie sprowokowało i „uwiodło” drugiego człowieka, który staje się „kochankiem” („Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść” Jr 20,7). A ponieważ tylko miłość jest w pełni przekonująca, musimy podsumować twierdzeniem, że świadectwo tylko wtedy będzie naturalne i zgodne, jeśli zostanie dane z miłością i dzięki sile miłości dla prawdy.

Świadectwo jest zatem konieczne dla życia Kościoła jak też i dla życia każdego z nas, ponieważ wszyscy potrzebujemy świadectwa. Będzie ono tym bardziej prowokujące, im bardziej uda nam się wyrazić je poprzez autentyczny język. To może zostać wyrażone, patrząc na nauczanie Pierwszego Listu św. Jana Apostoła, za pośrednictwem wierności: „To wam oznajmiamy, co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami”; następnie nadchodzi rozeznanie oraz bezinteresowność: „aby radość wasza była pełna”; kończąc myśl wzięciem udziału: „abyście i wy mieli współuczestnictwo” (1 J 1,1-3; J 15,11). Świadectwo staje się tym sposobem wejściem w życie człowieka, prowokacją do wyjścia z siebie samego i do pójścia na spotkanie z drugim.

Wraz ze świadectwem życia, zawartość katechezy staje się językiem, który nie jest zarezerwowany dla wybranych, ale jest obiektem uniwersalnej komunikacji. Hermeneutyka świadectwa pozwoli zrozumieć to, jak każde pojedyncze świadectwo zaciąg dług w stosunku do tego pierwszego i fundamentalnego świadectwa, które sam Bóg dał światu. Jezus z Nazaretu, „wierny świadek” (Ap 3,14) jest syntezą, prototypem i paradygmatem każdego świadectwa chrześcijańskiego. Istnieje ciągła dynamika w Jego świadectwie, która w nim się rozpoczyna, aby osiągnąć następnie głęboką intymność i wypłynąć jako miłość trynitarna. Dynamika ta staje się regułą dla świadectwa wiernych oraz narzędziem, które wzywa do nawrócenia. Świadectwo tak rozumiane uzyskuje nowy sens sobie tylko właściwy: przechodzi mianowicie ze sfery zewnętrznej komunikacji międzyludzkiej do sfery intymnej i właściwej dla każdego z nas. Poprzez świadectwo każdy z nas dysponuje sobą samym w najbardziej wyrazistym akcie ekstremalnej wolności, do której ten tylko jest zdolny, kto daje siebie samego drugiemu w sferze intymnej, a nie poprzez jakieś formy zewnętrzne; daje całość swojej osoby wraz z tym, co ma najcenniejsze – własnym słowem jako gwarancją prawdy.

Matka Miłosierdzia

Między pierwszymi wyrażeniami, jakimi zwracaliśmy się do Maryi, słowa: Matko Miłosierdzia są z całą pewnością jednymi z najbardziej znanych oraz najcenniejszych dla skarbca modlitw ludu chrześcijańskiego. W modlitwie „Witaj Królowo” (łac. Salve Regina) temat miłosierdzia powraca wielokrotnie. Na początku mówimy: „Matko Miłosierdzia”, dodając natychmiast „słodyczy nasza”, która to jest charakterystyką osoby miłosiernej, ponieważ wskazuje na bliskość matki, która swoim spojrzeniem pozwala zrozumieć każdemu z nas, że jesteśmy kochani. Następnie powracamy do tego tematu mówiąc: „miłosierne oczy Twoje na nas zwróć” i mając pewność w sercu, że jej miłość jest z nami i towarzyszy nam aż do momentu przebaczenia naszych grzechów. Miłosierdzie jest sercem modlitwy „Witaj Królowo”, ponieważ jest sercem samej Ewangelii oraz Objawienia całego.

Skąd bierze swój początek ta modlitwa tak pełna miłości i pobożności?

18 lipca 1013 roku Gertruda, żona Wolfrada, hrabiego z Altshausen w Szwabii, urodziła syna. Mały chłopiec, był tak bardzo kaleki i zdeformowany, że rodzina szybko się go pozbyła, traktując go jako plamę na honorze domu. Chłopiec nie mógł stać na nogach i nie chodził. Skonstruowano mu specjalne krzesło, ponieważ z powodu kalectwa nie potrafił również siedzieć. Jego palce były tak słabe i pokrzywione, że nie był w stanie również pisać, a jego usta tak zdeformowane, że z ledwością wypowiadał słowa, które trudno było zrozumieć. Chłopiec miał na imię Herman, ale nazywano go Chromym bądź tez Kulawym. Herman został wysłany do klasztoru, żeby zaopiekowali się nim zakonnicy. W klasztorze Reichenau, w pobliżu jeziora niedaleko Konstancji, został serdecznie przyjęty przez zakonników. Może wydawać się paradoksem, ale chłopiec, nie wiadomo jak, nauczył się matematyki, języka greckiego, łacińskiego, arabskiego, astronomii oraz muzyki. O ile bardzo zdeformowane było jego ciało, o tyle bardzo inteligentny i głęboki umysł posiadał. Miał świetną pamięć oraz genialne myśli. Nigdy się nie poddawał i nigdy nie był bezczynny. Wydawałoby się, że powinien czuć się nieszczęśliwy, a jednak to on właśnie dawał osobom przebywającym wokół niego szczęście i pokój. W jego biografii, która dotrwała do naszych czasów, znajdują się pochwały: przyjacielski, otwarty na rozmowy, zawsze uśmiechnięty, radosny, tolerancyjny, o szlachetnej duszy. Z powodu zapalenia opłucnej, po dniach naznaczonych bólem, Herman zmarł 24 września 1054 roku, otoczony zakonnikami oraz wieloma przyjaciółmi, po przyjęciu Ciała Chrystusa.

W swoim życiu Herman doświadczył bólu i odsunięcia na margines ze względu na swoje ogromne kalectwo. Nikt najprawdopodobniej nie dałby mu większych szans w życiu, a z całym prawdopodobieństwem, w innych czasach i innych kulturach, zostałby zabity po urodzeniu lub rzucony ze Skały Tarpejskiej motywując jego śmierć tym, że życie takiego kaleki byłoby zapewne nieszczęśliwe. Jeśli tak by się stało, to dziś nie modlilibyśmy się słowami „Witaj Królowo – Salve Regina”. Właśnie temu niepełnosprawnemu człowiekowi, porzuconemu przez rodzinę, ale przyjętemu przez miłość chrześcijańską, jesteśmy winni modlitwę maryjną, którą od wieków Kościół zachowuje jako modlitwę miłosierdzia. Herman doświadczył na sobie potęgi miłosierdzia i stał się poetą oraz głosicielem Matki Miłosierdzia. Ale nie tylko. To właśnie Hermanowi zawdzięczamy również hymn Alma Redemptoris Mater (Matko Odkupiciela z niewiast najsławniejsza). Modlitwa ta, być może mniej znana, ale zawsze obecna jako hymn do Maryi Dziewicy, który jest śpiewany od wieków. Herman doświadczył w swoim ciele cierpienia, a jednak wzywał Matkę Odkupiciela jako „przechodnią bramę do raju wiecznego”, Gwiazdę Morską”, jako podnoszącą „lud upadający, w grzechach swych uwikłany, powstać z nich pragnący”. Słowa pełne nadziei, które właśnie ze słabości ciała Hermana czerpią swą siłę i radość przemienienia, która dokona się w dniu ostatecznym.

W różnych sytuacjach naszego życia miejmy nasz wzrok utkwiony w miłosiernych oczach Maryi Dziewicy. Nikt tak jak Ona nie może zrozumieć, co kryje się w głębi naszych serc, ponieważ to Ona jest Matka Zbawiciela. Trzymała w swoich ramionach Syna Bożego wiedząc, jaki będzie owoc bólu, śmierci i zmartwychwstania. Od niej pochodzi nadzieja, która nie zawodzi, od niej wypływa siła miłości, która wszystko pojmuje, wszystko okrywa, wszystko znosi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Mamy przyszłość

2019-05-15 08:05

O. Dariusz Kowalczyk SJ
Niedziela Ogólnopolska 20/2019, str. 33

Mówimy czasem, że coś ma przyszłość albo że jest bez przyszłości. Wierzący w Chrystusa ma przyszłość. Księga Apokalipsy naucza o niebie nowym i nowej ziemi, czyli o wiecznym przybytku Boga z ludźmi, gdzie nie będzie więcej łez i śmierci. Bóg nie tłumaczy się nam ze zła i cierpienia na świecie, choć nie brakuje takich, co do Boga mają pretensje, kiedy wydarzy się jakieś nieszczęście. Odpowiedzią Boga jest perspektywa nowego stworzenia: „Oto czynię wszystko nowe”. Chrześcijanin ma przyszłość, bo wierzy w Pana czasu. Co nie znaczy, że wierzącego mają omijać doczesne trudy. Czasem wydaje się, że jest akurat przeciwnie. Jezus zmartwychwstał, ale wcześniej został poddany męce krzyżowej.

W tej perspektywie można zrozumieć dziwne słowa Jezusa z dzisiejszej Ewangelii. Oto po wyjściu Judasza, który miał Go zdradzić, Jezus stwierdza, że w tym momencie Syn Człowieczy został otoczony chwałą. Tak! Ponieważ Chrystus wie, że krzyż, który będzie musiał ponieść, choć boli naprawdę, jest chwalebny, to znaczy jest bramą do życia. W tym momencie zostawia On swoim uczniom przykazanie-testament: „(...) abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem”. Miarą miłości nie jestem już ja sam (miłuj bliźniego, jak siebie samego), ale jest nią Bóg wcielony.

Ta miłość nie oznacza jednak uśmiechania się do wszystkich, dobrotliwej naiwności czy też dbania za wszelką cenę o miłą atmosferę. Jezus mówił prawdę, nawet jeśli innym się ona nie podobała. Tak samo działają Jego uczniowie. Widzą, „jak wiele Bóg przez nich zdziałał”, ale zarazem są świadomi, że „przez wiele ucisków trzeba nam wejść do królestwa Bożego” – jak czytamy w Dziejach Apostolskich. Apostołowie głoszą Żydom i poganom prawdziwą przyszłość. A skoro tak, to sami nie wahają się oddać za tę nowinę swego życia. Kościół potrzebuje dziś takiej gorliwości i odwagi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Noc Muzeów w Ożarowie

2019-05-20 11:16

Zofia Białas

Zofia Białas

Drugi Dzień XI edycji Nocy Muzeów w Muzeum Ziemi Wieluńskiej, w niedzielę 19 maja, przeniósł się do Muzeum Wnętrz Dworskich w Ożarowie Oddział Muzeum Ziemi Wieluńskiej.

Ożarowski dworek odwiedziło w tym dniu wielu gości, a zachęcił ich do tego ciekawy program rozpoczynający się o godzinie 17.00, a kończący się o godzinie 23.00. Wielu przybyło już na godzinę 17.00. Jedni, by zwiedzić otwarty wiatrak „koźlak” w Kocilewie, drudzy by pospacerować po zrewaloryzowanym, otaczającym dwór parku, by wejść na odrestaurowaną wieżę widokową, a jeszcze inni by wysłuchać recitalu wokalnego Pauliny Jarząb, tegorocznej absolwentki I LO im. Tadeusza Kościuszki w Wieluniu oraz wziąć udział w otwarciu wystawy malarskiej Grupy Artystycznej „Plus Minus” z Łodzi..

Zobacz zdjęcia: Noc Muzeów w Ożarowie

Rozpoczynając ożarowską Noc Muzeów Jan Książek, dyrektor Muzeum Ziemi Wieluńskiej powiedział:

- Noc Muzeów to wydarzenia, które przyjęły się w całej Europie i w prawie wszystkich polskich muzeach.Wtedy nie tylko, że za darmo, ale przede wszystkim prawie wszystkie muzea przygotowują liczne atrakcje. Takie też przygotowało MZW i MWD w Ożarowie Oddział Muzeum Ziemi Wieluńskiej. Część z nich, w minioną sobotę 18 maja, odbyła się w Wieluniu, a dziś, 19 maja, jesteśmy w Ożarowskim Oddziale Muzeum Ziemi Wieluńskiej, w Muzeum Wnętrz Dworskich w Ożarowie.

Noc Muzeów w Ożarowie rozpoczęła się recitalem Pauliny Jarząb, wychowanki Zofii Szpikowskiej z Młodzieżowego Domu Kultury i Sportu w Wieluniu, aktualnie Ireny Siorek z Gminnego Ośrodka Kultury i Sportu w Białej. Paulina Jarząb znana jest wieluńskiej publiczności z występów w „Konkursie Piosenki Poetyckiej w Wieluniu (2018, nagroda specjalna aktorki i wokalistki Kingi Zygmunt za piosenkę „Strój”), w XXX „Wieczorze poezji przy świecach (II nagroda i Nagroda Publiczności za piosenkę „Tak jak malował Pan Chagall”), z „Przeglądów Piosenki Optymistycznej i Turystycznej” organizowanych przez PMDK i S w Wieluniu. W Ożarowie Paulina Jarzab zaśpiewała 11 piosenek: Madonna, polska madonna, Zdradzony i bezbronny, Mówiłam żartem, Kiedy będziesz zakochany, Strój, Byłam różą, Miasteczko cud, Ja mam szczęście do wszystkiego, Wschód słońca w stadninie koni, To nie sztuka wybudować nowy dom, Tak jak malował Pan Chagall. O prezentowanych piosenkach, ich autorach i wykonawcach mówił prowadzący Jarosław Eichstaedt.

Po recitalu goście przeszli do oficyny, gdzie otwarta została wystawa artystycznej grupy „ Plus Minus” z Łodzi

Na wystawie swoje prace zaprezentowały: Barbara Cuper-Zbierska, Barbara Czerwińska, Elżbieta Dmowska-Sawczuk, Urszula Klechta-Knol, Izabella Klinger, Grażyna Margiel, Hanna Mróz-Witaszek, Maria Sadowska, Małgorzata Stopczyńska. Wszystkie uczestniczki są absolwentkami Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych im. Wł. Strzemińskiego w Łodzi (obecnie Akademia Sztuk Pięknych). Jak powiedziała na otwarciu wystawy Maria Kępińska, krytyk sztuk - Grupę „PLUS MINUS” tworzy 10 artystek o odmiennych wizjach sztuki i różnych osobowościach. Łączy je przyjaźń i tolerancja, potrzeba duchowej samorealizacji poprzez wspólne wartości - życzliwość i sympatia, ciekawość dokonań artystycznych, szlachetna rywalizacja w drodze dążenia do coraz doskonalszych osiągnięć. Wystawy zbiorowe traktują nie tylko, jako prezentacje swoich prac, lecz również, jako możliwość konfrontacji swoich indywidualnych postaw, wyborów i, poszukiwań formalnych. Grupowe działania, wspólne ekspozycje mają inspirujący wpływ na artystyczny rozwój ich zindywidualizowanej twórczości. Odzwierciedleniem tego wszystkiego jest nazwa grupy „Plus Minus”.

Organizatorzy Nocy Muzeów zapraszają do oglądania wystawy pełnej ostrych kolorów, realizmu i fantazji. Zachęcają też do spacerów po dworskim parku, do historycznej wędrówki po siedemnastowiecznym, odrestaurowanym dworze Bartochowskich.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem