Reklama

Książki

Bóg, królewna i księżniczki istnieją naprawdę!

O tym, że są rodziny szczęśliwe, czyli takie, w których każdy kocha każdego. I o tym, że ta miłość może zmienić życie innych w bajkę, z ks. dr. Markiem Dziewieckim rozmawia Agnieszka Bugała

2017-07-05 09:47

Niedziela Ogólnopolska 28/2017, str. 42-43

[ TEMATY ]

książka

Trixieliko/pixabay.com

AGNIESZKA BUGAŁA: – Przeczytałam Księdza książkę pt. „Bóg, królewna i księżniczki”. Przez całą lekturę powracało jedno pytanie: Czy to wydarzyło się naprawdę? Potem pożyczyłam książkę znajomym – reakcja była taka sama: To bajka, taki świat nie istnieje! Księże, Bóg jest prawdziwy, ale królewna i księżniczki? Skąd Ksiądz wziął te bohaterki? Gdzie je znalazł? Czy ta historia jest prawdziwa?

KS. DR MAREK DZIEWIECKI: – „Bóg, królewna i księżniczki” to nie reportaż, lecz powieść. Nie jest to jednak powieść typu fantasy, lecz historia oparta na faktach, stworzona na podstawie historii osób, które naprawdę istnieją. To powieść inspirowana rzeczywistością. Nie wymyśliłbym takich postaci, gdybym kilka lat temu nie poznał pewnej rodziny, która nie przestaje mnie wzruszać i zachwycać.

– Czy możemy zdradzić ich tożsamość?

– O to trzeba by zapytać tych moich przyjaciół. Oni sami nie lubią być chwaleni i wolą mówić, że to nie jest książka o nich. Mimo to w powieści odważyłem się umieścić nie tylko ich prawdziwe imiona, lecz także wiele konkretnych informacji o nich i o tym, co robią – także zawodowo. Dzięki temu uważny czytelnik ma szansę ustalić tożsamość bohaterów. Tym bardziej że są to osoby w Polsce znane.

– W takim razie pozostawmy czytelników z tą zagadką. A czym wzrusza Księdza ta rodzina?

– Tym, że ci małżonkowie i rodzice wraz z trójką córek kochają i uczą się kochać. Tworzą rodzinę szczęśliwą, czyli taką, w której każdy kocha każdego. Wokół nich jest świat, który czasem rani. Sami też wiedzą, że nikt z nich nie jest doskonały, bo nie jest Bogiem. Tytułowa królewna i jej mąż, a także ich córki – księżniczki mierzą się z problemami, z którymi borykają się niemal wszystkie rodziny na naszej planecie po grzechu pierworodnym. Nie żyją w niebie, lecz na ziemi. Są natomiast świadomi, że nie pochodzą z tej ziemi, lecz od Boga, który ich rozumie, kocha i uczy kochać. W powieści prawdziwe są nie tylko ich imiona, lecz także ich postawy. Rafał i Agnieszka wzruszają mnie wyjątkową wrażliwością, szlachetnością i ofiarnością, czasem wręcz heroicznością w miłości. Promieniują Bogiem i w tych promieniach pomagają córkom w stawaniu się Bożymi księżniczkami. Ci małżonkowie i rodzice zachwycili mnie do tego stopnia, że któregoś dnia usiadłem i zacząłem pisać powieść inspirowaną ich życiem oraz ich miłością.

– W jaki sposób Ksiądz pracował? Czy opisywane wydarzenia wydarzyły się naprawdę?

– Ta książka pisała mi się jakby sama. Po raz pierwszy w życiu w trakcie pisania doświadczyłem czegoś, co się nazywa natchnieniem. Nie byłem w stanie przewidzieć tego, co będzie się działo za chwilę. Niektóre fragmenty powieści zupełnie zaskoczyły mnie samego, np. przerażenie głównego bohatera na myśl, że nie będzie w stanie okazać miłości córce, gdy ta odwiedzi go po latach.
Kiedy ktoś z nas zaczyna kochać naprawdę i bezwarunkowo, to pozwala Bogu czynić cuda. Gdy ktoś spotyka drugą osobę, która kocha podobnie mocno, to cud osiąga swoją pełnię. Zawrzeć małżeństwo i złożyć przysięgę nieodwołalnej miłości na dobre i na złe to przecież publicznie i na piśmie zobowiązać się do tego, że będę odtąd każdego dnia stawał się człowiekiem coraz mniej podobnym do samego siebie, a coraz bardziej podobnym do Boga. Akcja „Boga, królewny i księżniczek” to streszczenie historii życia rodziny, która mnie zachwyca i wzrusza. Cieszę się, że porusza także czytelników. Niepokojącym natomiast znakiem czasu jest to, że taki styl życia, który wynika z wierności Bogu i człowiekowi, wydaje się nam bajką, czymś mało realnym. A to przecież normalność dla tych, którzy poważnie traktują słowa Jezusa: Kochajcie się wzajemnie, tak jak Ja was pierwszy pokochałem!

– Jednym z bohaterów jest pan Józef. Księżniczki wywracają do góry nogami jego smutny dotąd świat. Czy możemy poznać ciąg dalszy historii, troszkę spoza książki? Jak się potoczyły losy pana Józefa?

– Ten boleśnie rozczarowany dotychczasowym sposobem życia starszy mężczyzna to nie jakiś jeden człowiek, którego swoją miłością przemienia rodzina moich przyjaciół. To postać literacka, która reprezentuje jednak faktyczne, konkretne osoby, mierzące się z przeszłymi czy obecnymi ciężarami życia, a którym książkowa królewna ze swoim mężem oraz ich dzieci rzeczywiście pomogły i nadal pomagają – w rzeczywistości, a nie jedynie w mojej literackiej wyobraźni. Również ja przekonuję się o tym, że mimo mojego, niemal już emerytalnego, wieku odczuwam radość dziecka, gdy jestem blisko tych moich przyjaciół i że przykład ich życia mobilizuje mnie do stanowczego, a jednocześnie cierpliwego stawiania sobie coraz piękniejszych, Bożych wymagań. Razem z nimi codziennie modlę się o to, by ich losy i losy tych, których kochają najbardziej, ułożyły się jeszcze radośniej niż w powieści.

– W książce udało się Księdzu zawrzeć taką dawkę dobrych emocji, radości i wręcz czułości, że może ona odgrywać rolę terapeutyczną. Czy to świadomy zabieg?

– Każdy z nas został powołany przez Boga do istnienia właśnie po to, by odgrywać rolę terapeutyczną wobec bliźnich, a zwłaszcza wobec krewnych i przyjaciół. Miłość okazywana i przyjmowana to najlepsza forma terapii dla człowieka. Chrześcijanin to ktoś, kto staje się kimś podobnym do Jezusa – największego terapeuty wszech czasów. Wszystko, co mówimy i czynimy, w tym także wszystko to, co piszemy, powinno być wyrazem Bożej miłości, która goi rany i ucisza burze niepokojów. Oczywiście, z natury rzeczy powieść ma w tym względzie większe możliwości lecznicze niż książki techniczne, gdyż nie tylko prostuje sposoby myślenia, lecz także porusza i przemienia serce.

– A czy Ksiądz wie, że w trakcie czytania ludzie płaczą?

– Wiem, bo słyszałem o tym od wielu czytelników, w tym także od mężczyzn, którzy samych siebie opisują jako twardzieli, nieskorych do łez. Cieszę się, że płaczą, gdyż komunikowanie uczuć to dobra i cenna rzecz. Gdy płaczemy, to potwierdzamy, że jesteśmy podobni do Boga, czyli że mamy serce, a nie tylko zdolność myślenia. Łzy to potwierdzenie, że jesteśmy wrażliwi na los własny i innych ludzi. Nie ma miłości bez wrażliwości. Łzy to także znak, że czujemy się bezpieczni i silni. Tylko ludzie słabi boją się płakać, gdyż nie wierzą w to, że potrafią zapanować nad własnymi przeżyciami. Łzy to potwierdzenie, że tęsknimy za miłością i radością i że wiemy, iż nasze tęsknoty mają szansę się spełnić. W trakcie pisania tej powieści o rodzinie, która nie tylko w książce, lecz również w twardej czasem rzeczywistości promieniuje Bogiem, sam wiele razy płakałem. Czasem były to łzy wzruszenia, a czasem smutku czy niepokoju o to, co się stanie z bohaterami książki. Zdawałem i wciąż zdaję sobie sprawę z tego, że za akcją tej książki kryją się prawdziwe osoby, z krwi i kości, z trudnymi nieraz życiorysami, które każdego dnia i w najtrudniejszych nawet sytuacjach chcą być normalne, czyli coraz bardziej podobne do Boga.

– I co się stało? Czy królewna i księżniczki dały radę w trudnej, pozaksiążkowej rzeczywistości?

– Ich historia trwa i nie będzie miała końca, gdyż to historia, którą rozpoczął sam Bóg. On nigdy nie przestaje kochać. Stwórca każdego dnia na nowo wlewa w nasze serca miłość i nadzieję. Królewna, jej mąż i trzy księżniczki bywają czasem smutni – w wyniku zmęczenia czy trosk. W każdej sytuacji pozostają jednak mocni miłością Boga i wzajemną miłością. Kto kocha, ten zdobywa największą władzę we wszechświecie: władzę nad samym sobą po to, by kochać bardziej niż dotąd lub by zacząć kochać. Każdy z nas jest zaproszony do tego, by włączyć się w historię miłości, która nie zawodzi i która wszystko przetrzyma.

* * *

Ks. dr Marek Dziewiecki
Duszpasterz rodzin i popularny rekolekcjonista, psycholog, terapeuta uzależnień

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Błogosławiony Prymas

Powszechnie znane jest stwierdzenie, że świat potrzebuje świętych nie po to, aby zawstydzali, ale żeby wskazywali drogę do Boga. Prawda ta okazała swoją pełnię w przypadku człowieka, który bardzo wcześnie usłyszał głos wzywający go do świętości, bo już w latach dziecięcych wiedział, że sensem jego życia jest służba Kościołowi i ludziom.

Kardynał Stefan Wyszyński, którego życie i duchowość ukazano w najnowszej książce Wydawnictwa JUT "Błogosławiony Prymas", był człowiekiem na miarę swoich czasów. Przewodził polskiemu Kościołowi w okresie szczególnie trudnym, w latach prześladowań i ucisku politycznego, którego sam doświadczył w dotkliwy sposób. Bezprawnie więziony w różnych miejscach internowania, pozbawiony możliwości swobodnego kontaktu z bliskim i innymi kapłanami, z pozoru bezradny i niewładny ani na moment nie zaprzestał czynnej pracy na rzecz Kościoła i modlitwy w jego intencji.

To w więzieniu ujawnił swoją odwagę i pełnię głębokiej wiary.

Każdego dnia udowadniał, że jedynym sposobem na walkę z nienawiścią i chorą ideologią ateizmu i komunizmu jest miłość, miłość, która swoim ogromem przeważy nad złem, zrodzona na fundamencie modlitwy i całkowitego oddania się Maryi. Swoją wiarę potwierdził także w latach kolejnych, kiedy już po uwolnieniu, ciężko chory i fizycznie zmęczony powierzył się Bogu i z pokorą przyjmował każde bolesne doświadczenie.

To piękne życie kardynała Stefana Wyszyńskiego i jego jeszcze piękniejsza posługa stały się przedmiotem książki "Błogosławiony Prymas" wydanej pod redakcją ks. dr. Mirosława Skałbana i honorowym patronatem Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża.

W publikacji tej starano się ukazać zarówno życie błogosławionego kapłana, jak i rys jego duchowości, co składa się na pełnię jego drogi do zbawienia. Poczynając od lat dzieciństwa, naznaczonego z jednej strony piękną miłością rodzinną, a z drugiej przedwczesną śmiercią bliskich mu osób, przez czas edukacji, kiedy to rozwijały się w nim wartości, które w pełni się ujawniły w posłudze prymasowskiej i kardynalskiej, a następnie przez lata kapłaństwa od początku związane z mozolną pracą i cierpieniem w wymiarze tak duchowym, jak i cielesnym, przez okres uwięzienia i dawania nieustannego świadectwa o miłości Boga i bliźniego, aż do najpiękniejszych inicjatyw religijnych, największych wzruszeń i najdotkliwszego cierpienia cielesnego – tą właśnie drogą prowadzi nas publikacja Wydawnictwa JUT, aby ukazać pełnię świętości kardynała Wyszyńskiego na czas oczekiwania na jego beatyfikację. Dodatkowe walory książki w postaci autentycznych świadectw potwierdzających orędownictwo Prymasa i bogate zdjęcia ilustrujące jego życie i posługę pomagają w pełni zrozumieć wielkość tego skromnego człowieka, a przez nią wspaniałość zamysłu Boga. Przywołana monografia pozwoli nam zatem nie tylko poznać życie Stefana Wyszyńskiego, ale także zgłębić jego trudną naukę i przygotować się do pełnego przeżycia zbliżającej się beatyfikacji.

CZYTAJ DALEJ

Śladami Czesława Niemena

2019-08-21 11:25

Niedziela rzeszowska 34/2019, str. 4-5

[ TEMATY ]

Czesław Niemen

Mirek i Magda Osip-Pokrywka

Dom rodzinny Czesława Niemena

Wokalista, kompozytor, multiinstrumentalista i autor tekstów. Czesław Niemen był jednym z najpopularniejszych, najbardziej rozpoznawalnych, a jednocześnie najbardziej oryginalnych i wpływowych twórców polskiej muzyki popularnej XX wieku. Jeszcze za życia w 1999 r. w plebiscycie tygodnika „Polityka” został uznany „polskim artystą wszech czasów”. Podkreślenia wymaga fakt, że przez 19 lat dzieciństwa i młodości osobowość przyszłego artysty, którego muzyczna twórczość później poruszała miliony na całym świecie, kształtowała się w maleńkiej kresowej miejscowości.

Na zachodniej Białorusi 80 km od Grodna jest wioska Wasiliszki Stare. Dzisiejsza miejscowość to ogromny murowany kościół i kilka drewnianych chałup, i raptem 30 mieszkańców. Gdy zatrzymujemy się przy jednym z ostatnich domów, z uchylonego okna rozbrzmiewa kultowy „Sen o Warszawie”. Mijamy wypielęgnowany ogródek, otwieramy drzwi i naszym oczom ukazuje się twarz Czesława Niemena – duży rozwieszony na całą sień czarno-biały plakat piosenkarza. Na podłodze stoi wazon z kompozycją kwiatową, „Taniej byłoby wstawić sztuczne kwiaty, ale wiem, że on takich nie lubił, dlatego staram się, aby zawsze były świeże” – tymi słowami wita nas Włodzimierz Sieniuta, dyrektor i zarazem jedyny pracownik muzeum Czesława Niemena, które znajduje się w domu, gdzie urodził się słynny artysta. Klub-Muzeum otwarto 1 sierpnia 2010 r. Wnętrze stanowią trzy małe pomieszczenia: dwa pokoje i malutka kuchnia. Czuć tu atmosferę lat 60. ubiegłego stulecia. Na ścianach i meblach mnóstwo fotografii z różnych okresów życia Niemena i jego bliskich, ale przede wszystkim z czasów jego pobytu w Wasiliszkach. Na szafie wysłużony akordeon, na etażerce takaż sama gitara, pod oknem pianino, a na stole patefon. No i wszędzie dużo winylowych płyt – widać, że muzyka w tym domu jest obecna na stałe.

Dom zbudował w latach 1917-18 dziadek Czesława Jakub Wydrzycki z myślą o swoich dwóch synach – Antonim i Wiktorze. Bracia zamieszkali w nowym domu i niedługo Antoni założył rodzinę, biorąc za żonę Annę z Markiewiczów. Wydrzyccy mieli dwójkę dzieci: córkę i syna. Młodszy z tego rodzeństwa, Czesław Juliusz Wydrzycki, urodził się 6 lutego 1939 r., jednak świat miał go zapamiętać pod artystycznym pseudonimem, będącym nazwą przepływającej w pobliżu rzeki. Czesław Wydrzycki mieszkając w latach 50. na Grodzieńszczyźnie, na pewno zachodnich wykonawców nie znał. Fascynował go za to słynny na cały ówczesny Związek Radziecki pieśniarz Raszid Bejbutow z Azerbejdżanu. Rodzice widząc talent syna, posłali go do szkoły muzycznej. Czesław trafił do klasy fortepianu liceum pedagogicznego w Grodnie, podczas szkolnych występów grywał na akordeonie, czyli z białoruska: na bajanie. Edukację skończył jednak już po roku – jak zapewniał potem jeden z jego szkolnych kolegów, został wyrzucony za wagarowanie. W jednym z późniejszych wywiadów artysta sam przyznał, że zamiast ćwiczyć na klawesynie, wolał przesiadywać na moście nad Niemnem, wpatrując się w przepiękną malowniczość tej wspaniałej rzeki.

W 1958 r. w ramach ostatniej fali repatriacji Polaków z Kresów Wschodnich rodzina Wydrzyckich zdecydowała się opuścić Białoruś i wyjechać do Polski na Pomorze. Doświadczając trudów życia w ojczyźnie proletariatu, rodzice Czesława podobno długo się wahali, czy opuszczać macierzyste strony. Do wyjazdu namówił ich ostatecznie 19-letni Czesław. Przeważył argument, że w razie pozostania grozi mu powołanie na kilka lat do Armii Czerwonej.

CZYTAJ DALEJ

Oświęcim: 75. rocznica wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau (zapowiedź)

2020-01-17 20:17

[ TEMATY ]

rocznica

Oświęcim

obóz koncentracyjny

Wikipedia/Bibi595

Brama wjazdowa do obozu Auschwitz-Birkenau

Modlitwy międzyreligijne i ekumeniczne na terenie byłego niemieckiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau będą jednym z kulminacyjnych momentów obchodów 75. rocznicy jego wyzwolenia. W tegorocznych uroczystościach, 27 stycznia, udział weźmie ponad 200 byłych więźniów obozu Auschwitz oraz ocalałych z Holokaustu. Aby złożyć hołd ofiarom, przyjadą do Oświęcimia przedstawiciele kilkudziesięciu krajów – reprezentanci kilku europejskich monarchii, prezydenci i premierzy – a także duchowni różnych wyznań oraz przedstawiciele lokalnej społeczności.

Specjalnym wysłannikiem Ojca Świętego będzie kard. Zenon Grocholewski – emerytowany prefekt Kongregacji ds. Edukacji Katolickiej.

Piotr M. A. Cywiński, dyrektor Muzeum Państwowego Muzeum w Oświęcimiu, podkreślił, że słów wypowiedzianych przez ocalałych z Holokaustu słuchać będzie cały świat. „Ta rocznica, ta pamięć, ten symbol, jakim jest wyzwolenie Auschwitz, ukazują jeden z najważniejszych fundamentów europejskiej i światowej powojenności. Dlatego nie dziwi mnie, że tak wielu decydentów doskonale rozumie, że trudno być w tym akurat dniu gdziekolwiek indziej” – przyznał i podkreślił, że w 75. rocznicę uczestnicy uroczystości chcą „stanąć we wspólnych szeregach z żyjącymi ocalałymi z Auschwitz”.

Wśród uczestników będzie delegacja byłych więźniów Auschwitz oraz ocalałych z Holokaustu ze Stanów Zjednoczonych, Kanady, Izraela, Australii i kilku krajów europejskich. Jak poinformowało Muzeum, swoją obecność potwierdza coraz więcej polskich więźniów obozu. Potwierdzono dotychczas obecność 21 delegacji oficjalnych, w tym par królewskich z Hiszpanii i Holandii, Wielkiego Księcia Luksemburga, księżnej Wiktorii ze Szwecji i innych.

Uczestnicy uroczystości 27 stycznia zasiądą w namiocie, który wzniesiony zostanie nad historyczną bramą byłego obozu Auschwitz II-Birkenau. Za pośrednictwem mediów wydarzenie to będzie można oglądać na żywo na całym świecie.

Głos zabiorą m.in. byli więźniowie. Zabrzmi żydowski szofar, modlić się będą razem Żydzi i chrześcijanie kilku wyznań. Na koniec wyznaczone delegacje przejdą pod pomnik ofiar obozu i zapalą tu znicze.

W przededniu głównych uroczystości, 26 stycznia, w Centrum Dialogu i Modlitwy sprawowana będzie Msza św. pod przewodnictwem biskupa pomocniczego diecezji bielsko-żywieckiej Piotra Gregera. W modlitwie udział wezmą m.in. byli więźniowie Auschwitz-Birkenau.

Honorowy patronat nad obchodami 75. rocznicy wyzwolenia niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz objął prezydent RP Andrzej Duda.

Niemiecki obóz zagłady wyzwolili żołnierze 100. Lwowskiej Dywizji Piechoty 60. Armii I Frontu Ukraińskiego. W barakach obozowych było wtedy ponad 7,5 tys. chorych i skrajnie wyczerpanych więźniów, w tym także dzieci. W walkach o oswobodzenie Auschwitz, Birkenau, podobozu Monowitz oraz Oświęcimia zginęło około 200 żołnierzy radzieckich.

W czasie funkcjonowania niemieckiego obozu w Auschwitz zamordowano około 1,1 mln osób, głównie Żydów, a także Polaków, Romów, radzieckich jeńców wojennych oraz ludzi innych narodowości.

Ze względu na znaczenie miejsca i wagę symbolu, jakim dla całego świata jest były obóz Auschwitz-Birkenau, Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych w listopadzie 2005 r. ustanowiło dzień 27 stycznia – rocznicę wyzwolenia obozu – Międzynarodowym Dniem Pamięci o Holokauście.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję