Reklama

Miasto giaurów

2017-07-26 09:41

Margita Kotas
Niedziela Ogólnopolska 31/2017, str. 22-23

Margita Kotas/Niedziela
Zagubiony wśród współczesnych budowli kościół Najświętszej Maryi Panny

Spośród siedmiu miast Apokalipsy, które znajdują się dziś na terytorium muzułmańskiej Turcji, tylko w jednym do dziś obecni są chrześcijanie. To Izmir – starożytna Smyrna

Dzisiejszy Izmir to ważny port, trzecie co do wielkości miasto Turcji, z nowoczesnym lotniskiem i siedzibą Połączonego Dowództwa Wojsk Lądowych NATO. Niegdyś, z powodu dużej liczby zamieszkujących w nim chrześcijan, nazywany był przez muzułmanów miastem giaurów lub niewiernych, współcześnie, ze względu na opór wobec konserwatyzmu, bywa zwany grodem Atatürka. To tutaj częściej można zobaczyć Turczynkę w mini niż w chuście.

Do trzech razy sztuka

Smyrna była już znaczącym jońskim miastem w IX wieku przed Chr. Wówczas to, według starożytnych przekazów, nad brzegiem miejscowego potoku Meles swe dzieła miał tworzyć sam Homer. W VI wieku przed Chr. miasto zostało zburzone przez króla lidyjskiego Alyattesa II. Legenda mówi, że dwa wieki później u podnóża góry Pagos założył je ponownie Aleksander Wielki. Lokalizacja miasta była doskonała. Położona nad zatoką Morza Egejskiego Smyrna znakomicie nadawała się na port, dzięki czemu stała się wkrótce głównym ośrodkiem handlowym w Azji Mniejszej, chronionym przez twierdzę zbudowaną na szczycie Pagos.

Miasto musiało robić ogromne wrażenie na współczesnych, skoro zachwycał się nim grecki geograf, historyk i podróżnik Strabon, a niezwykłe budowle oraz położenie dały Smyrnie szczytny tytuł „korony Azji”. Pasmo sukcesów przerwało w 178 r. trzęsienie ziemi, które praktycznie zrównało miasto z ziemią. Odbudowane, a raczej ponownie założone zostało dzięki cesarzowi Markowi Aureliuszowi.

Reklama

Kulturowy tygiel

W VII wieku Smyrna najeżdżana było wielokrotnie przez Arabów, poddała się jednak dopiero w XI wieku Seldżukom. Potem przechodziła z rąk do rąk: panowali nad nią kolejno Bizantyńczycy, Genueńczycy, Turcy z emiratu Aydin, zakon joannitów ewakuowany z Ziemi Świętej. W 1403 r. została zdobyta przez mongolskiego wodza Tamerlana, by już w 1415 r. przejść w posiadanie imperium osmańskiego. Zdobywcy zmienili wówczas nazwę miasta na Izmir. Jego ludność nadal jednak stanowili głównie Grecy, Ormianie i Żydzi, a za sprawą Sulejmana Wspaniałego, który zainteresowany rozwojem handlu wydał Europejczykom pozwolenie na osiedlanie się w mieście, pod koniec XVI wieku dołączyli do nich Anglicy, a niedługo po nich kupcy skandynawscy, niemieccy, holenderscy, francuscy i włoscy. Chrześcijanie różnych wyznań i obrządków byli tak liczni, że każda nacja – śladem Turków i Żydów – zbudowała własną dzielnicę. Było to najbardziej kosmopolityczne miasto imperium osmańskiego, w którym można się było porozumieć w kilkunastu językach. Mimo oficjalnej nazwy Izmir – aż do 1922 r. chrześcijanie nazywali miasto po dawnemu Smyrną, zaś Turcy, nie bez przekąsu, zważywszy że port, handel, banki, przemysł do początku XX wieku były głównie w ręku chrześcijan, „Izmirem giaurów” lub „Izmirem niewiernych”.

Pierwszy męczennik Smyrny

Smyrna jest jednym z pierwszych miejsc na mapie Cesarstwa Rzymskiego, w których powstały wspólnoty chrześcijańskie. Jest też jednym z siedmiu prześladowanych Kościołów Azji, wspominanych w Apokalipsie św. Jana. Prawdopodobnie w czasie długiego pobytu w pobliskim Efezie smyrneńską wspólnotę odwiedził św. Paweł.

Ważnym centrum chrześcijaństwa miasto stało się w II wieku, gdy Kościołowi w Smyrnie przewodził pierwszy biskup Polikarp, uczeń św. Jana Ewangelisty i mistrz duchowy św. Ireneusza z Lyonu, z rozkazu władz rzymskich spalony na stosie w 156 r. Okoliczności jego męczeńskiej śmierci zostały opisane w liście gminy smyrneńskiej do innych siostrzanych gmin chrześcijańskich, a tradycja przekazuje, że miał go napisać sam św. Ireneusz. Zgodnie ze świadectwem Polikarp przywiązany do pala pośrodku płonącego stosu nie płonął, a jedynie wydzielał woń kadzidła. Zabity został mieczem przez zniecierpliwionego strażnika, a jego ciało spalone, by nie stał się przedmiotem nowego kultu. Odszukane przez chrześcijan kości męczennika przechowywane są w relikwiarzu w kościele dedykowanym św. Polikarpowi.

Wielki pożar

„Oto diabeł ma niektórych spośród was wtrącić do więzienia, abyście zostali poddani próbie, a znosić będziecie ucisk przez dziesięć dni. Bądź wierny aż do śmierci, a dam ci wieniec życia” – pisał w liście do Kościoła w Smyrnie św. Jan (Ap 2, 10). Wierność do końca zachował pierwszy biskup Smyrny, niejedną jeszcze ofiarę ponieśli na przestrzeni wieków żyjący tu chrześcijanie. Prawdziwą tragedię miasto przeżyło w XX wieku. Po przegranej imperium osmańskiego w I wojnie światowej zwycięskie mocarstwa, na mocy traktatu pokojowego w S#232;vres, przyznały w 1920 r. Smyrnę Grecji. Grecy jednak uprzedzili ten fakt i już w maju 1919 r. wkroczyli do miasta, czym wywołali wojnę grecko-turecką. Losy Smyrny odwróciły się ponownie w wyniku klęski militarnej, jaką w tym konflikcie poniosła Grecja. Ostatnie oddziały jej armii opuściły miasto 3 września 1922 r., pozostali w nim jednak stali mieszkańcy oraz blisko 200 tys. chrześcijańskich uchodźców, głównie Greków i Ormian. Kiedy 9 września oddziały tureckiej kawalerii pod wodzą nacjonalisty Nureddina Paszy weszły do Izmiru, ten wydał rozkaz eksterminacji chrześcijańskiej ludności miasta. Ostatnie dni „Smyrny giaurów” były czasem terroru i śmierci. Z katedry wywleczono i bestialsko zamordowano prawosławnego biskupa Chryzostoma. 13 września podpalone zostały dzielnice Greków, Ormian i Francuzów, których mieszkańcy bezskutecznie usiłowali ratować się, uciekając drogą morską. W porcie stało wprawdzie 21 okrętów alianckich, ci jednak odmawiali przyjmowania uchodźców, powołując się na swoją neutralność w konflikcie grecko-tureckim. Pożar, mordy i gwałty w mieście trwały blisko 10 dni, podczas których zginęło 100 tys. osób.

Atrakcje turystyczne

Przybywający do Izmiru zwykle nie mają świadomości jego tragicznej historii. Przyciągają ich raczej położenie i turystyczne atrakcje miasta. Jego najstarsza część, zamieszkała od czasów starożytnych, nosi nazwę Konak, ale poza agorą nie odnajdziemy tam wiele pamiątek po tym okresie historii. Ciekawostką jest natomiast malutki meczet Yalı zaprojektowany przez... kobietę Ayşe Hatun. Niekwestionowanym symbolem Izmiru jest Saat Kulesi – osmańska wieża wybudowana w 1901 r. z okazji 25. rocznicy wstąpienia na tron sułtana Abdülhamida II. To tradycyjne miejsce spotkań, w którym poza randkowiczami i turystami pełno tu ulicznych handlarzy zachęcających do skosztowania simit – tradycyjnych tureckich obwarzanków. Na pewno warto wybrać się na górę Pagos, którą Turcy nazwali Kadifekale – Aksamitny Zamek. Roztaczają się stąd wspaniałe widoki na Izmir i zatokę. Na szczycie odnajdziemy dobrze zachowane średniowieczne mury i bramy oraz pozostałości bizantyńskich cystern na wodę oraz kaplicy. To właśnie tu, tuż pod szczytem, znajdował się stadion, będący miejscem męczeńskiej śmierci św. Polikarpa.

Chrześcijański Izmir

Turyści, którzy zdecydują się na spacer ulicami Izmiru, zauważą, że choć dziś większość jego mieszkańców stanowią wyznawcy islamu, zachowało się w nim nadspodziewanie dużo świątyń chrześcijańskich. W samej tylko dzielnicy łacińskiej naliczyć można kilka kościołów katolickich. Odnaleźć można także czynne kościoły protestanckie – ewangelickie i anglikański.

Jedną z najbardziej znanych świątyń katolickich Smyrny jest kościół św. Polikarpa, znajdujący się vis-à-vis hotelu Hilton. Został wzniesiony przez francuskich kapucynów w I poł. XIX wieku na fundamentach zniszczonej świątyni bizantyńskiej – w miejscu, które według ówczesnej wiedzy miało odpowiadać położeniu rzymskiego stadionu. Na dziedzińcu świątyni znajduje się polski ślad – tablica upamiętniająca senatora w Królestwie Polskim, generała wojsk napoleońskich i polskich, hrabiego Ludwika Michała Paca, który zmarł w Smyrnie w 1835 r. w trakcie pielgrzymki do Ziemi Świętej.

Od 30 września 2013 r. katolicy mogą bez przeszkód modlić się także w zdemilitaryzowanej i rekonsekrowanej katedrze św. Jana, która do tego czasu znajdowała się na terenie bazy NATO. Zważywszy że świątynia wzniesiona została w II poł. XIX wieku przy finansowym wsparciu sułtana Abdülaziza, można śmiało przyznać, że historia chrześcijan na tureckiej ziemi bywa nie tylko dramatyczna, ale też prawdziwie zadziwiająca.

Tagi:
turystyka

Gruzińskie marzenia

2019-07-10 09:40

Wojciech Dudkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 28/2019, str. 36

Wybuch niezadowolenia społecznego, demonstracje i starcia z policją w Gruzji mają przyczyny głębsze, niż mogło to wynikać z przebiegu ostatnich wydarzeń

Wojciech Dudkiewicz

To nie mogło się skończyć inaczej. Siergiej Gawriłow, rosyjski deputowany, zwolennik rozbioru Gruzji, w parlamencie w Tbilisi przemawia po rosyjsku, z miejsca przewodniczącego parlamentu... Czy była to prowokacja, czy niedopatrzenie – nie da się jeszcze dziś jednoznacznie rozstrzygnąć.

Tak czy inaczej, rozpoczęły się wielodniowe demonstracje w Tbilisi. Już pierwszego dnia wobec brutalnej postawy policji rannych zostało kilkaset osób, w kolejnych dniach wciąż ich przybywało. Gdy demonstranci chcieli wtargnąć do budynku parlamentu, policja stanęła im na drodze. A rosyjska delegacja po cichu opuściła parlament.

Trąbka do boju

W Gruzji panuje zgoda w kwestii Osetii Południowej i Abchazji, uznawanych za regiony okupowane przez Rosję. Ślady wojny z 2008 r. wciąż w Gruzji widać, ale najbardziej tkwi ona w ludziach. Rosjanie zatrzymali się 35 km od Tbilisi. W wojnie nie chodziło tylko o dwie prowincje, lecz przede wszystkim o Gruzję, która chciała się przyłączyć do NATO i Unii Europejskiej. Także dlatego występ Gawriłowa zadziałał na opozycję jak trąbka wzywająca do boju. Władze, oskarżone o sprzyjanie Rosji, wezwała ona do dymisji, a swoich zwolenników – do zorganizowania protestów.

Sytuacja poruszyła wielu. Nieskora do ostrych deklaracji prezydent Gruzji Salome Zurabiszwili zaapelowała o spokój, powiedziała jednak, że piąta kolumna Rosji może być bardziej niebezpieczna niż otwarta agresja.

Początek końca

Nikt nie mógł się spodziewać takiego wybuchu niezadowolenia. Widocznie w społeczeństwie od dłuższego czasu narastało niezadowolenie z siedmioletnich rządów Gruzińskiego Marzenia, a skandal mógł się okazać katalizatorem.

Gruzini w ostatnich latach – przypominają eksperci – nie mają się z czego cieszyć. Zaniechania Gruzińskiego Marzenia są deprymujące; partia ta doszła do władzy pod hasłami demokratyzacji kraju i szerokich reform, ale ich nie wprowadziła.

W efekcie sytuacja gospodarcza jest zła, lari – gruzińska waluta – traci na wartości, rośnie bezrobocie itd. Rozczarowanie przekłada się na zmniejszające się poparcie dla rządu. Może to być początek końca rządów Gruzińskiego Marzenia, a na pewno początek politycznej zawieruchy, która skomplikuje, a może nawet zdestabilizuje sytuację w kraju.

Otwarte granice

Choć Rosja i Gruzja od czasu wojny nie utrzymują stosunków dyplomatycznych, to wymiana handlowa trwa, a granice nie są zamknięte. Jednak ostatnie wydarzenia w Tbilisi skomplikowały sprawę.

Gdy prezydent Rosji Władimir Putin szybko podpisał dekret dotyczący środków, które zapewnią bezpieczeństwo Rosji i ochronę jej obywateli „przed działaniami kryminalnymi i innymi nielegalnymi działaniami”, oznaczało to m.in. zawieszenie połączeń lotniczych do Gruzji i nagłe wywożenie Rosjan z tego kraju. Wstrzymano sprzedaż wycieczek do Gruzji. Rzecznik Putina Dmitrij Pieskow tłumaczył, że decyzja jest związana z „ekstremistycznymi działaniami w Gruzji, które są skierowane przeciwko Rosji”. Rosjanie rzeczywiście masowo odwołują rezerwacje w gruzińskich hotelach, co jest fatalną informacją dla gruzińskich kurortów. W ub.r odwiedziło je 1,5 mln Rosjan (co piąty turysta był z Rosji). Bez nich gruzińska gospodarka może stracić ponad miliard dolarów rocznie.

Sprawdzone metody

Sporo Gruzja straci na innych działaniach Rosji, która zaczyna stosować wobec Gruzji metody przez siebie sprawdzone. Gdy rosyjska inspekcja konsumencka zaostrzyła kontrole alkoholi z Gruzji, nagle gruzińskie wino i winiaki straciły jakość. Kolejnym krokiem Kremla może być wprowadzenie embarga na gruzińskie towary...

Wydarzenia w Gruzji mogły zostać sprowokowane przez Rosję – ocenia dr Ryszard Żółtaniecki, ekspert w zakresie spraw międzynarodowych i dyplomata. – Nikt nie chce rozmawiać z państwem niestabilnym, które ma niepewne granice i jest wewnętrznie skłócone – twierdzi.

Ocena wydaje się prawdopodobna, gdy wpisać ją w kontekst atlantycki. Jens Stoltenberg, sekretarz generalny NATO, powiedział niedawno, że ten kraj będzie członkiem Sojuszu mimo sprzeciwu Rosji. – 29 sojuszników wyraźnie wskazało, że Gruzja zostanie członkiem NATO – oświadczył.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jak reżyseruje się „marsze równości”

2019-08-13 12:55

Rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 33/2019, str. 38-39

W Polsce marsze środowisk LGBT nazywane są „marszami równości”. Na całym świecie te same parady znane są jako „Gay Prides”, co wskazuje na ich zasadniczy cel – ukazanie dumy z bycia homoseksualistami.
W Polsce próbuje się przedstawić „marsze równości” jako spontaniczne inicjatywy ludzi, którzy twierdzą, że są dyskryminowani i walczą o należne im prawa. Ale, oczywiście, tak nie jest. Na całym świecie wszystkie „Gay Prides” mają podobną scenografię i tę samą „reżyserię”, co wskazuje na to, że służą one tym samym celom wyznaczonym przez ideologów LGBT.
O próbę przeanalizowania tego zjawiska poprosiłem prof. Tommasa Scandroglia – dawnego wykładowcę Uniwersytetu Europejskiego w Rzymie.

vitaumanainternazionale.org
Prof. Tommaso Scandroglio

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Badał Pan Profesor zjawisko parad homoseksualnych, zwanych „Gay Pride”. Co je charakteryzuje?

PROF. TOMMASO SCANDROGLIO: – Wszystkie „Gay Prides”, parady dumy gejowskiej, mają pewne wspólne cechy, które starałem się przeanalizować. Przede wszystkim cechuje je duch protestu. Parady te mają w sobie coś z ducha demonstracji 1968 r. (rewolucja studencka), które w roszczeniach dla pewnych grup społecznych (robotników, studentów, kobiet) nie proponowały postaw obronnych, ochrony danej kategorii, ale uciekały się do atakowania tych, których przedstawiano jako wrogów: pracodawców/kapitalistów przeciwstawiano robotnikom, nauczycieli/rodziców – uczniom, mężczyzn/rodziny/dzieci – kobietom. W analogiczny sposób w „Gay Prides” maszeruje się nie na rzecz osób homoseksualnych, ale zawsze przeciwko komuś. Przede wszystkim przeciwko Kościołowi, przeciwko tym, którzy twierdzą, że akty homoseksuale są nieuporządkowane, przeciwko partiom prawicowym, przeciwko ludziom o tradycyjnych poglądach itd. Krótko mówiąc – charakterystyczną cechą tych parad jest duch antagonistyczny, który zaprzecza hasłom o niedyskryminacji, integracji, otwartości na to, co różne, wykrzykiwanym podczas tych samych manifestacji. Innymi słowy – środowiska homoseksualne domagają się dialogu, otwarcia, bycia przyjaznymi, ale same przyjmują całkowicie odwrotną postawę: postawę wrogości, wojowniczości, niezdolność do dialogu.

– Dlaczego znaczna część uczestników tych parad manifestuje półnaga?

– To prawda, że „Gay Prides” to parada półnagich ciał (kostium kąpielowy jest najbardziej popularny), a to z kilku ważnych powodów. Pierwszy – to prowokacja. Zgodnie z agresywnym, wojowniczym duchem, o którym wspomniałem, konieczne jest sprowokowanie „wroga”, zmuszenie go do niekontrolowanej reakcji, by następnie oskarżać go o bigoterię, niewrażliwość i homofobię. Drugi powód – to krytyka. Nagość jest wykorzystywana jako obraza stereotypów, normalności, naturalności relacji. Kryje się za tym rewolucyjne przesłanie: obalić porządek ustanowiony przez Boga, który chciał, by mężczyzna czuł pociąg do kobiety i vice versa, a w szczególności obalić znaczenie czystości i wstydliwości, postrzeganych już nie jako cnoty, ale tabu, które trzeba przełamać, wrogie indywidualnej wolności i pełnemu wyrażaniu siebie. Trzeci powód to transgresja. Półnagie ciało osoby homoseksualnej jest wyrazem pragnienia przekroczenia wszystkich ograniczeń w sferze seksualnej. Pierwszym takim ograniczeniem jest, oczywiście, heteroseksualizm – rozpusta jest rozumiana jako wyzwalająca siła własnych popędów. Czwarty powód to przeciwstawienie „fizyczności” „wewnętrzności” – nagość świadczy o tym, że związek homoseksualny często koncentruje się na erosie, a wymiar afektywny (który jest również chaotyczny, ponieważ pochodzi z orientacji homoseksualnej, która jest nieuporządkowana, jak naucza katechizm), to aspekt drugorzędny. To właśnie fizyczność jest często źródłem stosunków homoseksualnych. Innym powodem jest narcyzm ich uczestników, dla których parada może być sceną do popisu w nadziei, że zostaną zauważeni i docenieni.

– Parady te organizowane są wszędzie i na szeroką skalę, nawet w krajach i miejscach, w których osób o skłonnościach homoseksualnych jest bardzo mało – tak jakby ktoś chciał „narzucić” społeczeństwu temat homoseksualizmu, aby przyzwyczajać ludzi do tego zjawiska...

– To prawda, ponieważ jednym z celów tych parad jest przyczynienie się do uznania zjawiska homoseksualizmu i transseksualizmu za normalne w świadomości zbiorowej, do pozbawienia zwykłych ludzi wrodzonego impulsu krytycznego. Rozpowszechnienie parad na całym świecie sprawiło, że stały się one zjawiskiem obyczajowym, już nawet nie tak nieprzyzwoitym, co w oczywisty sposób pomogło w podejmowaniu wielu innych działań mających na celu „normalizację” homoseksualizmu. Historycznie „Gay Prides” były pierwszą publiczną inicjatywą, która miała na celu akceptację homoseksualizmu w społeczeństwie.

– W Polsce, podobnie jak w innych krajach, „marszom równości” towarzyszą bluźniercze gesty. Dlaczego tak się dzieje?

– Jednym z ich wyróżników jest bluźnierczy charakter i bezczeszczenie Kościoła oraz ducha religijnego. Wspomniałem wcześniej o antagonistycznym wymiarze parad, a pierwszym wrogiem, którego należy zniszczyć, jest Kościół. Dlatego jest w nich tak wiele wulgarności, obelg i bluźnierczych przedstawień przeciwko Bogu, Matce Bożej i świętym. W tych gestach pełnych przemocy nie chodzi tylko o zamiar bezczeszczenia, modny od 1968 r. aż do chwili obecnej, ale jest to przejaw prawdziwej nienawiści do „sacrum”, tak jakby Kościół i święci byli wyrzutem sumienia dla sumienia tych ludzi.

– W większości krajów istnieją prawa uznające bluźnierstwo i oczernianie religii za przestępstwa, które podlegają karze. Dlaczego nikt nie karze homoseksualistów, którzy dopuszczają się takich przestępstw, podczas gdy ludzie przeciwni „marszom równości” są piętnowani lub wprost prześladowani?

– Z jednej strony – ludzie, którzy ośmielają się krytykować bluźniercze gesty i słowa uczestników „Gay Prides”, uważani są za homofobicznych, nieliberalnych, dyskryminujących, średniowiecznych, ponieważ rzekomo cenzurują wolność wypowiedzi. A z drugiej – ludzie, którzy obrażają uczucia religijne całego ludu, korzystają tylko z prawa do wolności słowa! Tak więc są dwie miary oceny: jeśli gej obraża Madonnę, to ta obraza jest wyrazem wolności słowa, a jeśli wierzący krytykuje homoseksualistę, który obraża Maryję, to zasługuje na pójście do więzienia za zniesławienie. Jest to skutek masowej kampanii kulturowej, która zmieniła zbiorowe postrzeganie zjawiska homoseksualizmu i sprawiła, że zwykli ludzie wierzą – z jednej strony – że działacze gejowscy są zawsze ofiarami, które należy bronić, a z drugiej – że katolik jest zawsze „katem” i dlatego zasługuje na pozbawienie wolności słowa, by nie mógł dyskryminować. Ta nierówność traktowania, a raczej otwarta dyskryminacja ludzi wierzących, wywiera w konsekwencji wpływ również na sędziów, którzy w tych sprawach przychylają się do dominujących, mainstreamowych opinii.

– Na stronie homoseksualistów „Gayly Planet” można przeczytać: „Nawet jeśli parady są przezabawne, a ty tańczysz aż do wyczerpania, pozostają demonstracjami politycznymi, by walczyć o równość i prawa społeczności LGBTQ”. Czy „Gay Prides” są formą walki politycznej?

– Według ideologów „tęczowych parad”, prawdziwy gej musi być aktywny politycznie. Homoseksualizm nie może pozostać w sferze prywatnej, ale musi stać się instancją polityczną, musi mieć wymiar publiczny, a zatem musi zostać przekształcony w walkę o swobody obywatelskie, prawa, finansowanie publiczne itp.

– Jeśli za paradami LGBT kryje się konkretna ideologia, to każdy ma prawo je krytykować, tak jak istnieje prawo do krytyki każdej partii czy ideologii...

– Krytyka, kontestacja, dezaprobata zawsze były bronią ruchu LGBT.

– Światowe lobby LGBT od dawna chce zmusić Kościół do zmiany nauki o zachowaniach homoseksualnych. Jakich metod używa, aby to osiągnąć?

– Wśród wielu strategii możemy wskazać trzy. Pierwsza to szantaż. W Kościele, jak przyznał sam Papież, działają lobby homoseksualne i są one bardzo wpływowe. Szantaż jest narzędziem do załatwiania wielu spraw. Jeśli jakiś biskup, rektor seminarium, przewodniczący jakiegoś papieskiego organizmu ma „plamy na życiorysie”, to stają się one walutą wymiany: gejowskie lobby obiecuje, że nie ujawni nic z tego, co wie o życiu biskupa, rektora czy księdza, w zamian za bycie przyjaznym gejom – „gay friendly”. Druga strategia: to przekonanie ludzi, że większość księży jest homoseksualistami. Jest to strategia promowana również przez socjologa i działacza gejowskiego Frédérica Martela w książce „Sodoma”. Twierdzi on, że skoro homoseksualizm jest tak rozpowszechniony w Kościele, to należy go „znormalizować”, uznać za naturalny wariant orientacji seksualnej. I trzecia strategia, również obecna w tekście Martela: ukazywanie homofobów (to neologizm zrodzony z teorii płci, który ma oznaczać ludzi źle nastawionych do homoseksualizmu) jako utajonych homoseksualistów. Tak więc ci, którzy krytykują homoseksualizm, są homoseksualistami, nawet jeśli o tym nie wiedzą. To sztuczka polegająca na tym, że z jednej strony zmusza się kogoś do milczenia, aby uniknąć podejrzeń o homoseksualizm, a z drugiej, na poziomie medialnym, ukazuje się środowsko konserwatywne jako garstkę bigoteryjnych hipokrytów.

* * *

Polska jest na półmetku zaplanowanej na ten rok kampanii środowisk LGBT+.

Od kwietnia do października br. w 23 polskich miastach organizowane są parady i tzw. marsze równości. Pierwsze miały już miejsce, a w sierpniu „marsze równości” przejdą ulicami: Płocka, Gorzowa Wielkopolskiego, Katowic, Szczecina, Torunia, Kalisza, Wrocławia i Lublina.

W ubiegłym roku odbyło się w Polsce 14 tęczowych parad, a w bieżącym jest ich o 40 proc. więcej. Charakterystyczne jest, że organizowane są one nie tylko w dużych aglomeracjach, ale coraz częściej w małych, odległych od centrum, ośrodkach, gdzie społeczność LGBT jest znikoma i nigdy przedtem publicznie się nie prezentowała.

(KAI)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Nowenna do Matki Bożej Częstochowskiej trwa

2019-08-22 14:01

Marian Florek

Na Jasnej Górze trwają przygotowania duchowe do uroczystości Matki Bożej Częstochowskiej, która to uroczystość będzie miała miejsce w dniu 26 sierpnia br.

Marian Florek

Rozważania nowennowe każdego dnia głosi o. Michał Lukoszek, wikariusz generalny Zakonu Paulinów. Pretekstem treści rozważań homilety jest 40 rocznica pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski i na Jasną Górę i pierwsze słowa jakie wypowiedział do zgromadzonych, że przybywa tutaj jako człowiek zawierzenia. I ta deklaracja – jak mówi w rozmowie z „Niedzielą” o. Sebastian Matecki – zawiodła go do świętości. I tę właśnie drogę św. Jana Pawła II wskazuje w swoich homiliach o. Lukoszek, jako drogę każdego z nas.

O. Sebastian Matecki w imieniu ojców paulinów serdecznie zaprasza w kolejne dni do odwiedzenia Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej na Jasnej Górze. Msza św. przez kolejne dziewięć dni nowennowych gromadzi pielgrzymów z poszczególnych częstochowskich i podczęstochowskich parafii, wszak jest to też święto samej Częstochowy. Przed Mszą św. pielgrzymi mogą zobaczyć na telebimie fragmenty pobytu Jana Pawła II na Jasnej Górze przed 40 laty.

Msze św. w czwartek 22 VIII i piątek 23 VIII są o godz. 18.30, a w sobotę 24 VIII i niedzielę 25 VIII o godz. 19.00.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem