Reklama

Mord założycielski III RP

2017-07-26 09:41

Bogdan Kędziora
Niedziela Ogólnopolska 31/2017, str. 28-29

Choć śmierć ks. Sylwestra Zycha nastąpiła jeszcze w PRL-u, można ją potraktować jako wydarzenie symboliczne, skupiające w sobie jak w soczewce patologie polskiej transformacji rozpoczętej umowami okrągłostołowymi, które położyły się cieniem na fundamentach III RP

Kończyła się właśnie pierwsza dekada lipca 1989 r. Kraj żył nadal niedawnymi wyborami kontraktowymi, które przyniosły miażdżącą klęskę komunistów. Ponieważ de facto ich wynik wywrócił „okrągły stół”, degradując obóz władzy do pozycji politycznego trupa, rosły nadzieje na poważne zmiany. Tymczasem ta część opozycji, zwanej przez gen. Czesława Kiszczaka „konstruktywną”, która dogadywała się z komunistami w Magdalence, zaskoczona sytuacją, lękając się odważnych decyzji, postanowiła kontynuować lojalną współpracę z obozem władzy, który nie zamierzał wcale kapitulować. Stąd rozpoczęły się przygotowania do wyboru, ustalonego wcześniej przy „okrągłym stole”, jedynego kandydata na prezydenta – gen. Wojciecha Jaruzelskiego.Jednak w cieniu klęski narastały w elitach władzy obawy, czy w nowej sytuacji znajdzie się potrzebna większość w Zgromadzeniu Narodowym, która pozwoli zrealizować taki scenariusz. Komuniści mieli świadomość, że kolejna ich klęska, i to tak spektakularna jak niewybranie generała przez kontraktowy Sejm, który miał im gwarantować zachowanie realnej władzy, byłaby gwoździem do trumny. Dlatego generał ogłosił rezygnację z kandydowania i wysunął jako kandydata gen. Kiszczaka – jednego z głównych architektów kontraktu okrągłostołowego. Władze Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego i Lech Wałęsa, mimo sprzeciwu wielu opozycyjnych posłów, postanowili poprzeć go. Ostatecznie w kręgach zwolenników tej kandydatury powstał pomysł „transakcji wiązanej”, polegającej na tym, że opozycja poprze wybór kandydata obozu władzy, a w zamian ten odda jej stanowisko przyszłego premiera. 3 lipca w „Gazecie Wyborczej” Adam Michnik, jeden z głównych twórców tej koncepcji, napisał tekst pt. „Wasz prezydent, nasz premier”. Pomysł ten został poparty przez prezydenta Stanów Zjednoczonych George’a Busha, upatrującego w osobie Jaruzelskiego „gwaranta stabilności” sytuacji w Polsce, która z kolei potrzebna była wspieranemu przez cały Zachód Michaiłowi Gorbaczowowi. Do Moskwy pojechał natomiast Michnik, by uzyskać poparcie Gorbaczowa, o co nie było trudno. W takich okolicznościach gen. Jaruzelski wrócił do gry. W czasie wizyty Busha w Warszawie Solidarność Walcząca zorganizowała manifestacje, podczas których niosła dwujęzyczne transparenty z napisem: „Nie dawajcie pieniędzy mordercom narodu” i „Jaruzelski i jego klika do Moskwy”.

„Zapił się na śmierć”?

W takim właśnie momencie 11 lipca w Krynicy Morskiej na przystanku autobusowym znaleziono zwłoki ks. Sylwestra Zycha. Według oficjalnej wersji, ksiądz zmarł wskutek zatrucia alkoholem, innymi słowy – miał się zapić na śmierć! Znajomi i rodzina księdza kategorycznie zaprzeczali, że mógł nadużywać alkoholu. Śledztwo prowadzone w tej sprawie było przykładem nie tylko braku profesjonalizmu, ale i zwykłego niechlujstwa, które sugeruje, że od początku towarzyszyła temu zdarzeniu zła wola organów śledczych, np. nie zrobiono zdjęć denata na miejscu znalezienia zwłok. Musiano przeprowadzać 2 sekcje zwłok, gdyż w czasie pierwszej nie odkryto złamanych 4 żeber i nie ustalono przyczyny zgonu. Po drugiej okazało się, że zmarły miał aż 54 obrażenia, w tym pręgi z tyłu głowy. Biegli stwierdzili, że mogły być one spowodowane uderzeniem pałki. Tymczasem media rozgłaszały informacje, że w ciele zmarłego znajdował się alkohol. Na potwierdzenie tej wersji wydarzeń przywołano zeznania barmana, który miał zapewniać, że wręcz „poił Zycha alkoholem”. 6 lat później odwołał te pomówienia, ale wtedy nikt już ich nie nagłośnił. Zniknęły także materiały operacyjne z inwigilacji ks. Zycha, prowadzonej wcześniej przez SB. Wśród dowodów rzeczowych zachowały się jedynie spodnie, których ksiądz nigdy nie miał, oraz półmetrowy pasek – o połowę dla niego za krótki! Śledztwo, wznowione po latach, znów umorzono, choć prokuratorzy mieli świadomość, że zebrane dowody nie pozwalają nawet na dokonanie „ustaleń o znaczeniu podstawowym”.

Zemsta za sierżanta Karosa

Śp. ks. Zych należał do grona „charyzmatycznych księży”, którzy od lat angażowali się w działalność patriotyczną, głośno i odważnie mówili prawdę. Był przyjacielem zamordowanego pół roku wcześniej śp. ks. Stanisława Suchowolca, uczestniczył też w jego pogrzebie. W stanie wojennym został aresztowany pod zarzutem przynależności do zbrojnej organizacji, której członkowie, młodzi ludzie z Grodziska, dokonali w warszawskim tramwaju próby rozbrojenia milicjanta, sierżanta Zdzisława Karosa, w wyniku czego doszło do jego przypadkowego postrzelenia i w konsekwencji – śmierci. Ks. Zych miał przechowywać broń, z której padł śmiertelny strzał. Sąd skazał kapłana na 4 lata więzienia, a Sąd Najwyższy podwyższył wyrok do lat 6. W tym czasie gen. Kiszczak publicznie pomawiał kapłana o pomoc w zabójstwie. Ks. Zych w więzieniu był szykanowany i straszony śmiercią. Klawisze więzienni pokazywali mu wywiad z ministrem w gazecie, przepowiedzieli przyszłość, mówiąc: „Widzisz, oni tego Karosa ci nie darują. Jak wyjdziesz, załatwią cię, chłopie, jak amen w pacierzu”. Kiedy opuścił więzienie po 4 latach i 7 miesiącach, zwolniony wcześniej za cenę prawa łaski dla zabójców śp. ks. Jerzego Popiełuszki, z wyjątkiem Grzegorza Piotrowskiego, nie zaprzestał działalności wspierającej opozycję. Żył jednak „pod presją śmierci”, w osaczeniu i strachu. Choć się nie skarżył, miał świadomość niebezpieczeństwa, które mu groziło. Mówił: „Nie pożyję długo. Oni mnie wykończą”. W 1987 r. sporządził testament, w którym napisał: „Czuję, że zbliża się mój dzień – czas spotkania z Panem, który uczynił mnie swoim kapłanem. Dziękuję wszystkim... zwłaszcza tym, którzy podali mi rękę, gdy byłem w więzieniu. Do nikogo nie czuję nienawiści, dla wszystkich chcę być bratem i kapłanem. Solidarnym sercem jestem ze wszystkimi, którzy jeszcze walczą, którzy dążą do Polski wolnej i niepodległej”. Otrzymywał anonimowe listy i telefony z pogróżkami. Był stale śledzony. Wiosną 1989 r., kilka miesięcy przed śmiercią, został napadnięty. Sprawcy próbowali napoić go alkoholem!

Reklama

Cień na fundamentach III RP

Choć śmierć ks. Zycha nastąpiła jeszcze w PRL-u, można ją potraktować jako wydarzenie symboliczne, skupiające w sobie jak w soczewce patologie polskiej transformacji rozpoczętej umowami okrągłostołowymi, które położyły się cieniem na fundamentach III RP.

Przede wszystkim oficjalne śledztwo i towarzysząca mu atmosfera porażają kłamstwem, które uwiarygadnia tezę o pokojowej rewolucji, która rzekomo dokonała się pod koniec lat 80. ubiegłego wieku w Polsce. A przecież wcześniej w tym samym roku, w styczniu, tuż przed „okrągłym stołem”, zamordowano dwóch innych księży – Stefana Niedzielaka i wspomnianego Stanisława Suchowolca oraz młodego, 25-letniego działacza Federacji Młodzieży Walczącej – Roberta Możejkę, którego zwłoki wyłowiono ze stawu w Kętrzynie dzień przed I turą wyborów kontraktowych 3 czerwca. Jest to kłamstwo odzierające z godności i dobrego imienia polskiego kapłana i patriotę. Publiczne zdyskredytowanie księdza, na kilka dni przed jego pogrzebem, przywodziło wspomnienia procesu zabójców śp. ks. Popiełuszki, podczas którego otwarcie atakowano Kościół. Kłamstwo to służyło także ukryciu cynizmu komunistów, którzy z jednej strony mówili o historycznym kompromisie, zawartym również dzięki udziałowi przedstawicieli Kościoła, a z drugiej – gotowi byli nadal stosować najbardziej brutalne metody walki wobec niepokornych kapłanów.

Znakiem szczególnym III RP była przez lata zmowa milczenia związana z tymi mordami, dlatego dziś ofiary te pozostają prawie nieznane, niemal anonimowe. Tak samo dzieje się z tysiącami anonimowych bohaterów, którzy nadal czekają, by przywrócić ich imiona i nazwiska zbiorowej pamięci, mimo że od przełomu politycznego upłynęło wiele lat.

Sposób prowadzenia śledztwa, zacieranie śladów zbrodni przez zniszczenie materiałów operacyjnych SB, umarzanie śledztw, bezkarność bezpośrednich sprawców i ich mocodawców staną się objawem chronicznej choroby wymiaru sprawiedliwości III RP, którą będzie jego permanentna indolencja, zwłaszcza w ściganiu przestępstw o podłożu politycznym z czasów PRL-u.

Mimo nadchodzących latem 1989 r. zmian tajne służby PRL-u czuły się dostatecznie silne, aby zdecydować się na kolejną zbrodnię. Co więcej, miały też, jak za dawnych czasów, gwarancję roztoczenia nad nimi „parasola ochronnego” ze strony kierownictwa MSW. Tak wyglądała polska rzeczywistość po wyborach z 1989 r.

I wreszcie fakt, który można nazwać ironicznym rechotem historii: oto ginie u progu wolności, z narzuconym i hańbiącym piętnem, kapłan, który składa najwyższą ofiarę za wolny od władzy komunistów kraj, a tydzień później prezydentem zostaje osoba odpowiedzialna za śmierć nie tylko ks. Zycha, ale też dziesiątek ofiar stanu wojennego oraz za zniewolenie Polski przez kolejne dziesięciolecia! W ten sposób ostatnia ofiara „bezkrwawej rewolucji” i miliony głosujące przeciw komunistom w czerwcu 1989 r. zostały nie tylko symbolicznie, ale też dosłownie „rozjechane” przez okrągłostołowy walec, który torował drogę do III RP.

Reklama

Komu (nie)zależy na Puszczy Białowieskiej?

2017-06-28 09:33

Sylwia Niedzieska
Niedziela Ogólnopolska 27/2017, str. 16-17

Do Internetu wyciekły ważne dokumenty, które nie pozostawiają wątpliwości co do tego, kto jest winny katastrofy ekologicznej w Puszczy Białowieskiej

Lasy Państwowe
W Puszczy Białowieskiej kornik rozmnożył się na tak ogromną skalę, że obecnie martwych jest ok. 800 tys. drzew

Obecnie Puszcza Białowieska wygląda jak leśne cmentarzysko, a gdy Ministerstwo Środowiska podejmuje próby „leczenia lasu”, od razu na karku ma tzw. ekologów. Ich taktykę działania obnażył były leśnik Artur Hampel. Opierając się na urzędowych danych, opisał, w jaki sposób doszło w puszczy do masowej epidemii kornika, a w efekcie do uśmiercenia 8 proc. drzewostanu.

Okazało się, że do 2007 r. miejscowi leśnicy bezproblemowo kontrolowali populację chrząszcza w swoich lasach przez wycinkę chorych drzew. Dopiero interwencja ekologów, których Artur Hampel nazywa „ekoterrorystami”, doprowadziła do obecnego dramatu.

Historia choroby

Choroba puszczy zaczęła się 10 lat temu, gdy w Rezerwacie Krajobrazowym im. Władysława Szafera znaleziono siedliska kornika na 29 świerkach. W związku z zagrożeniem zarażenia innych drzew należało wówczas dokonać wycinki sanitarnej. Niestety, wstrzymano ją na skutek protestów ekologów z podlaskiego oddziału Pracowni na rzecz Wszystkich Istot. – Tak zwani ekolodzy zaczęli wówczas bronić kornika kosztem drzew. I dziś mamy tego skutki – komentuje sytuację Paweł Mucha, dyrektor ds. komunikacji Ministerstwa środowiska i jednocześnie rzecznik prasowy Ministerstwa środowiska.

Przez następne lata sytuacja ulegała pogorszeniu – wydawano kolejne odmowne decyzje uniemożliwiające leśnikom skuteczną walkę z tzw. gradacją, czyli rozprzestrzenianiem się pasożytniczych owadów. W konsekwencji kornik rozmnożył się na tak ogromną skalę, że obecnie martwych jest ponad 800 tys. drzew, a kolejne zarażane są każdego dnia. Minister środowiska prof. Jan Szyszko wielokrotnie mówił, że kornik z łatwością opanowuje drzewostany i w ciągu miesiąca potrafi zniszczyć drzewo, które rosło w puszczy kilkadziesiąt lat. – Z jednego chorego drzewa kornik zasiedla 30 nowych drzew. A w pułapki feromonowe łapie się po kilkanaście litrów kornika w ciągu jednego dnia – tłumaczy minister.

W 2007 r. cały świat był zafascynowany Puszczą Białowieską ze względu na przepiękne drzewostany o ogromnej zasobności. Wówczas pozyskanie drewna wynosiło 140 tys. m3 rocznie i było to drewno pochodzące z drzewostanów dojrzewających, czyli starych. Gdy zmniejszono pozyskanie drewna, trzy gatunki kornika, których populacji nikt nie kontrolował, namnożyły się, doprowadzając do destrukcji. W konsekwencji ucierpiały nie tylko świerki – zainfekowane przez owada zostały również wiekowe sosny, które bardzo trudno odnawiają się na obszarze puszczy w sposób naturalny. Doszło do gwałtownych zmian w ekosystemach leśnych, zniknęły siedliska oraz gatunki roślin i zwierząt, które zostały wyznaczone jako priorytetowe z punktu widzenia programu Natura 2000. – My jesteśmy prawnie odpowiedzialni za ich ochronę – tłumaczy prof. Szyszko.

Dziedzictwo UNESCO

Prof. Szyszko rozpoczął odtwarzanie bioróżnorodnych siedlisk dla tzw. gatunków priorytetowych na terenie Puszczy Białowieskiej. Aby przywrócić równowagę przyrodniczą, rozpoczęto usuwanie drzew uśmierconych na skutek epidemii kornika. Działania te spotkały się jednak ze sprzeciwem części organizacji ekologicznych, które naciskają, by całą puszczę pozostawić procesom naturalnym i objąć statusem parku narodowego. Aktywiści przekonują, że puszcza jest unikatowym lasem na świecie, którego „nie tknęła ręka człowieka”, a jej największym zagrożeniem są ludzie.

Fakty są jednak inne, bo ludzie zamieszkują te tereny i czerpią z ich bogactwa od wieków. Dane pochodzące z inwentaryzacji Puszczy Białowieskiej nie pozostawiają złudzeń i jednoznacznie potwierdzają użytkowanie tych terenów przez człowieka m.in. w obszarze rolnictwa, łowiectwa, myślistwa, bartnictwa czy wypalania i pozyskiwania smoły. Najstarsze mapy tego terenu pochodzą z XVI wieku. – Miejscowi dbali o drzewa, gdy chorowały. Wycinali puszczę na własny użytek i sadzili nowe drzewa. Mieszkańcy użytkowali te tereny i jednocześnie stworzyli coś, co wzbudzało zachwyt całego świata – zaznacza prof. Jan Szyszko.

Od czasu wpisania Puszczy Białowieskiej w obszar dziedzictwa przyrodniczego UNESCO zakazane jest użytkowanie jej lasów – można jedynie obserwować spontaniczne procesy natury. – Skoro te tereny od wieków użytkował człowiek, dlaczego wpisano je na listę UNESCO, wbrew prawu i z pominięciem konsultacji społecznych, jako obszar, którego nie „tknęła ręka człowieka”? – pyta minister. – Puszcza jest naszym „Wawelem”, naszym dobrem narodowym, ale jest to dziedzictwo kulturowo-przyrodnicze, nie tylko przyrodnicze. Rozpoczęliśmy więc proces zmierzający do zmiany jej statusu – chcemy, by puszcza została wpisana do UNESCO jako obszar dziedzictwa kulturowo-przyrodniczego.

Kolejnym prawnym paradoksem jest fakt, że cała puszcza objęta jest programem Natura 2000, który nakazuje chronić siedliska i gatunki występujące na jej terenie określone jako priorytetowe. W obecnej sytuacji, gdy gradacja kornika objęła (i nadal zaraża) tak olbrzymi obszar lasów, niemożliwe jest odtworzenie zniszczonych siedlisk bez usunięcia martwego i chorego drewna. – Ministerstwo będzie rozliczane z wypełnienia prawa Unii Europejskiej, czyli Dyrektywy Ptasiej i Siedliskowej. Zgłosiliśmy zawiadomienie do prokuratury, że w Puszczy Białowieskiej masowo giną siedliska i gatunki priorytetowe z tymi siedliskami związane. Dziś musimy robić wszystko, żeby je ratować i odtwarzać – podkreśla Paweł Mucha.

Maczuga do bicia rządów PiS

W medialnym sporze o Puszczę Białowieską chodzi nie o interes ochrony przyrody, a o interes polityczny. Skarga na Polskę do instytucji zagranicznych została złożona jedynie po to, by z Puszczy Białowieskiej stworzyć „maczugę do bicia” rządów PiS. – Siedem organizacji aktywistów poskarżyło się na Polskę do Komisji Europejskiej. Czy to jest działanie zgodne z interesem Rzeczypospolitej Polskiej? – pyta rzecznik prasowy Ministerstwa środowiska.

Jasno artykułowane argumenty resortu środowiska, Lasów Państwowych i wielu innych instytucji oraz osób prywatnych, którym leży na sercu dobro Puszczy Białowieskiej, nie przekonują aktywistów ekologicznych i współpracujących z nimi przeciwników obozu rządzącego. Kolejne protesty „w obronie puszczy”, organizowane przez ludzi, z którymi merytoryczna rozmowa wydaje się niemożliwa, są przeciąganiem sprawy w sytuacji, gdy należy bezzwłocznie działać w interesie ochrony przyrody. Ci, którzy nazywają siebie strażnikami ekologii, w rzeczywistości doprowadzili do katastrofy ekologicznej. Blokując pracę leśników, sprawili, że przestały być chronione drzewa, a zaczęto chronić kornika. Owadowi przyznano większe prawa w gospodarowaniu zasobami leśnymi niż rodowitym mieszkańcom i leśnikom, którzy dbają o Puszczę Białowieską od pokoleń.

Oskarżeń jest mnóstwo, a głównym jest wycinka drzew. – My podkreślamy, że nie ma żadnej wycinki, usuwamy jedynie chore drzewa – słyszymy w resorcie środowiska. Gdy z jednej strony pada pytanie: Dlaczego resort wycina drzewa, z drugiej słychać: Dlaczego zamykane są turystyczne szlaki? Przy tak dramatycznym stanie drzewostanów konieczne jest ich zamknięcie, bo istnieje duże ryzyko przewrócenia się drzew na człowieka. A wówczas za tragedię odpowiedzialne będą Lasy Państwowe. – Usuwamy drzewa wzdłuż szlaków i traktów komunikacyjnych Hajnówka – Białowieża, natomiast w objętym ochroną Rezerwacie Krajobrazowym im. Władysława Szafera drzewa są pokładane, leżą, nikt ich nie wywozi – mówi Paweł Mucha.

Protestujący ekolodzy przekonują, że należy pozostawić puszczę samej sobie. Uniemożliwiają pracę leśników, których obowiązkiem jest walka z kornikiem. Krytykują min. Jana Szyszko i jego resort za wypełnianie prawa UE i pracę na rzecz przywrócenia bogactwa zasobów przyrodniczych, które zostały w puszczy zniszczone właśnie na skutek ich działań. Miejscowych, którzy nie zgadzają się na objęcie całej puszczy ścisłą ochroną, traktują jak intruzów, a przecież to oni są gospodarzami tych terenów. W sposób naturalny pojawia się pytanie: Czy aby na pewno chodzi im o dobro przyrody? Czy odzyskanie bogactwa bioróżnorodnych zasobów Puszczy Białowieskiej i zachowanie tego dziedzictwa kulturowo-przyrodniczego leży im jeszcze na sercu?

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prezes Kaczyński: Mamy zwycięstwo!

2019-10-14 07:14

wpolityce.pl

Mamy zwycięstwo; mimo potężnego frontu przeciwko nam zdołaliśmy wygrać - powiedział prezes PiS Jarosław Kaczyński po ogłoszeniu pierwszych sondażowych wyników wyborów parlamentarnych.

Tvp info

Święto demokracji! Polacy wybierają swoich przedstawicieli do Parlamentu. Do godz. 17 zagłosowało prawie 46 proc. wyborców

Kaczyński wskazywał, że PiS w minionej kadencji radykalnie poprawiło stan finansów publicznych.

I tak będzie to trwało dalej, jeśli będziemy rządzić — zapewnił.

Ale trzeba jeszcze dotrzeć z tą prawdą do społeczeństwa, do całego społeczeństwa, do wszystkich grup—powiedział.

Jak podkreślił, walka polityczna to jedna sprawa, a inną jest sytuacja poszczególnych grup społecznych i obywateli.

Do nich właśnie musimy się jeszcze raz z naszym przekazem, z naszym wezwaniem do jedności i do spokoju, i z tą perspektywą polskiego państwa dobrobytu, polskiej wersji państwa dobrobytu zwrócić—powiedział prezes PiS.

Krótko mówiąc: kończymy pewien etap, zaczynamy nowy. Wcale nie łatwiejszy, może trudniejszy. Ale mam nadzieję, że będzie zakończony jeszcze większym sukcesem—wskazał Kaczyński.

Prezes PiS wyraził nadzieję, że wynik exit pool utrzyma się; jak mówił, jeśli tak się stanie, to „będzie trwała także dobra zmiana”.

Jeśli przed nami kolejne cztery lat rządzenia, to czeka nas najpierw refleksja nad tym wszystkim, co się udało, o czym mówiliśmy, ale także nad tym, co się nie udawało i co spowodowało, że poważna część społeczeństwa jednak uznała, że nie należy nas popierać mimo przecież zupełnie ewidentnych i oczywistych osiągnieć—powiedział lider Prawa i Sprawiedliwości.

Jak dodał, to jest powód, aby dążyć do tego, by sytuację w kraju poprawić, by politycy Zjednoczeniowej Prawicy stali się „lepsi z punktu widzenia społeczeństwa”.

By te wszystkie rzeczy, które osłabiają nasze możliwości, zostały wyeliminowane—mówił.

Nie jest to moment, by to rozważać. Musimy o tym pamiętać, bo jesteśmy formacją, która zasługuje na więcej, otrzymaliśmy dużo, ale zasługujemy na więcej—oświadczył Kaczyński. Dodał, że oznacza to przede wszystkim zobowiązanie do lepszej pracy, jeszcze większej ilości pomysłów i przyjrzenia się potrzebom grup, które nie poparły PiS.

To jest perspektywa. Mam nadzieję, że jutrzejszy dzień będzie potwierdzeniem tego naszego sukcesu. Jesteśmy o tym głęboko przekonani. Przed nami wobec tego cztery lata ciężkiej pracy, bo Polska musi się zmieniać dalej i musi się zmieniać na lepsze—powiedział prezes PiS.

Kaczyński po ogłoszeniu sondażowych wyników wyborów podkreślił, że PiS musi ciężej pracować. Jak dodał, jednym z powodów, dla których partia musi ciężej pracować jest obawa, „że pewna część społeczeństwa tego nie zauważyła”.

Ten stereotyp, że jesteśmy dobrzy, prospołeczni, uczciwi, patriotyczni, ale na gospodarce to może oni się lepiej znają - to jest w drugiej części bzdura, której ciężko wysłuchać—mówił.

Zaznaczył, że na to wskazują liczby i wyniki.

Wszystko przemawia za nami, ale stereotyp trwa i musimy go przełamać, a wtedy będzie nawet 55 proc.—dodał Kaczyński.

Zwrócił uwagę, że rząd PiS bardzo ciężko pracował i w bardzo wielu dziedzinach dużo zrobił - „także w tych, w których na ogół sądzono, że to nie jest nasza specjalność. Okazało się, że to też jest nasza specjalność” - wskazał prezes PiS.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem