Reklama

Mord założycielski III RP

2017-07-26 09:41

Bogdan Kędziora
Niedziela Ogólnopolska 31/2017, str. 28-29

Choć śmierć ks. Sylwestra Zycha nastąpiła jeszcze w PRL-u, można ją potraktować jako wydarzenie symboliczne, skupiające w sobie jak w soczewce patologie polskiej transformacji rozpoczętej umowami okrągłostołowymi, które położyły się cieniem na fundamentach III RP

Kończyła się właśnie pierwsza dekada lipca 1989 r. Kraj żył nadal niedawnymi wyborami kontraktowymi, które przyniosły miażdżącą klęskę komunistów. Ponieważ de facto ich wynik wywrócił „okrągły stół”, degradując obóz władzy do pozycji politycznego trupa, rosły nadzieje na poważne zmiany. Tymczasem ta część opozycji, zwanej przez gen. Czesława Kiszczaka „konstruktywną”, która dogadywała się z komunistami w Magdalence, zaskoczona sytuacją, lękając się odważnych decyzji, postanowiła kontynuować lojalną współpracę z obozem władzy, który nie zamierzał wcale kapitulować. Stąd rozpoczęły się przygotowania do wyboru, ustalonego wcześniej przy „okrągłym stole”, jedynego kandydata na prezydenta – gen. Wojciecha Jaruzelskiego.Jednak w cieniu klęski narastały w elitach władzy obawy, czy w nowej sytuacji znajdzie się potrzebna większość w Zgromadzeniu Narodowym, która pozwoli zrealizować taki scenariusz. Komuniści mieli świadomość, że kolejna ich klęska, i to tak spektakularna jak niewybranie generała przez kontraktowy Sejm, który miał im gwarantować zachowanie realnej władzy, byłaby gwoździem do trumny. Dlatego generał ogłosił rezygnację z kandydowania i wysunął jako kandydata gen. Kiszczaka – jednego z głównych architektów kontraktu okrągłostołowego. Władze Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego i Lech Wałęsa, mimo sprzeciwu wielu opozycyjnych posłów, postanowili poprzeć go. Ostatecznie w kręgach zwolenników tej kandydatury powstał pomysł „transakcji wiązanej”, polegającej na tym, że opozycja poprze wybór kandydata obozu władzy, a w zamian ten odda jej stanowisko przyszłego premiera. 3 lipca w „Gazecie Wyborczej” Adam Michnik, jeden z głównych twórców tej koncepcji, napisał tekst pt. „Wasz prezydent, nasz premier”. Pomysł ten został poparty przez prezydenta Stanów Zjednoczonych George’a Busha, upatrującego w osobie Jaruzelskiego „gwaranta stabilności” sytuacji w Polsce, która z kolei potrzebna była wspieranemu przez cały Zachód Michaiłowi Gorbaczowowi. Do Moskwy pojechał natomiast Michnik, by uzyskać poparcie Gorbaczowa, o co nie było trudno. W takich okolicznościach gen. Jaruzelski wrócił do gry. W czasie wizyty Busha w Warszawie Solidarność Walcząca zorganizowała manifestacje, podczas których niosła dwujęzyczne transparenty z napisem: „Nie dawajcie pieniędzy mordercom narodu” i „Jaruzelski i jego klika do Moskwy”.

„Zapił się na śmierć”?

W takim właśnie momencie 11 lipca w Krynicy Morskiej na przystanku autobusowym znaleziono zwłoki ks. Sylwestra Zycha. Według oficjalnej wersji, ksiądz zmarł wskutek zatrucia alkoholem, innymi słowy – miał się zapić na śmierć! Znajomi i rodzina księdza kategorycznie zaprzeczali, że mógł nadużywać alkoholu. Śledztwo prowadzone w tej sprawie było przykładem nie tylko braku profesjonalizmu, ale i zwykłego niechlujstwa, które sugeruje, że od początku towarzyszyła temu zdarzeniu zła wola organów śledczych, np. nie zrobiono zdjęć denata na miejscu znalezienia zwłok. Musiano przeprowadzać 2 sekcje zwłok, gdyż w czasie pierwszej nie odkryto złamanych 4 żeber i nie ustalono przyczyny zgonu. Po drugiej okazało się, że zmarły miał aż 54 obrażenia, w tym pręgi z tyłu głowy. Biegli stwierdzili, że mogły być one spowodowane uderzeniem pałki. Tymczasem media rozgłaszały informacje, że w ciele zmarłego znajdował się alkohol. Na potwierdzenie tej wersji wydarzeń przywołano zeznania barmana, który miał zapewniać, że wręcz „poił Zycha alkoholem”. 6 lat później odwołał te pomówienia, ale wtedy nikt już ich nie nagłośnił. Zniknęły także materiały operacyjne z inwigilacji ks. Zycha, prowadzonej wcześniej przez SB. Wśród dowodów rzeczowych zachowały się jedynie spodnie, których ksiądz nigdy nie miał, oraz półmetrowy pasek – o połowę dla niego za krótki! Śledztwo, wznowione po latach, znów umorzono, choć prokuratorzy mieli świadomość, że zebrane dowody nie pozwalają nawet na dokonanie „ustaleń o znaczeniu podstawowym”.

Zemsta za sierżanta Karosa

Śp. ks. Zych należał do grona „charyzmatycznych księży”, którzy od lat angażowali się w działalność patriotyczną, głośno i odważnie mówili prawdę. Był przyjacielem zamordowanego pół roku wcześniej śp. ks. Stanisława Suchowolca, uczestniczył też w jego pogrzebie. W stanie wojennym został aresztowany pod zarzutem przynależności do zbrojnej organizacji, której członkowie, młodzi ludzie z Grodziska, dokonali w warszawskim tramwaju próby rozbrojenia milicjanta, sierżanta Zdzisława Karosa, w wyniku czego doszło do jego przypadkowego postrzelenia i w konsekwencji – śmierci. Ks. Zych miał przechowywać broń, z której padł śmiertelny strzał. Sąd skazał kapłana na 4 lata więzienia, a Sąd Najwyższy podwyższył wyrok do lat 6. W tym czasie gen. Kiszczak publicznie pomawiał kapłana o pomoc w zabójstwie. Ks. Zych w więzieniu był szykanowany i straszony śmiercią. Klawisze więzienni pokazywali mu wywiad z ministrem w gazecie, przepowiedzieli przyszłość, mówiąc: „Widzisz, oni tego Karosa ci nie darują. Jak wyjdziesz, załatwią cię, chłopie, jak amen w pacierzu”. Kiedy opuścił więzienie po 4 latach i 7 miesiącach, zwolniony wcześniej za cenę prawa łaski dla zabójców śp. ks. Jerzego Popiełuszki, z wyjątkiem Grzegorza Piotrowskiego, nie zaprzestał działalności wspierającej opozycję. Żył jednak „pod presją śmierci”, w osaczeniu i strachu. Choć się nie skarżył, miał świadomość niebezpieczeństwa, które mu groziło. Mówił: „Nie pożyję długo. Oni mnie wykończą”. W 1987 r. sporządził testament, w którym napisał: „Czuję, że zbliża się mój dzień – czas spotkania z Panem, który uczynił mnie swoim kapłanem. Dziękuję wszystkim... zwłaszcza tym, którzy podali mi rękę, gdy byłem w więzieniu. Do nikogo nie czuję nienawiści, dla wszystkich chcę być bratem i kapłanem. Solidarnym sercem jestem ze wszystkimi, którzy jeszcze walczą, którzy dążą do Polski wolnej i niepodległej”. Otrzymywał anonimowe listy i telefony z pogróżkami. Był stale śledzony. Wiosną 1989 r., kilka miesięcy przed śmiercią, został napadnięty. Sprawcy próbowali napoić go alkoholem!

Reklama

Cień na fundamentach III RP

Choć śmierć ks. Zycha nastąpiła jeszcze w PRL-u, można ją potraktować jako wydarzenie symboliczne, skupiające w sobie jak w soczewce patologie polskiej transformacji rozpoczętej umowami okrągłostołowymi, które położyły się cieniem na fundamentach III RP.

Przede wszystkim oficjalne śledztwo i towarzysząca mu atmosfera porażają kłamstwem, które uwiarygadnia tezę o pokojowej rewolucji, która rzekomo dokonała się pod koniec lat 80. ubiegłego wieku w Polsce. A przecież wcześniej w tym samym roku, w styczniu, tuż przed „okrągłym stołem”, zamordowano dwóch innych księży – Stefana Niedzielaka i wspomnianego Stanisława Suchowolca oraz młodego, 25-letniego działacza Federacji Młodzieży Walczącej – Roberta Możejkę, którego zwłoki wyłowiono ze stawu w Kętrzynie dzień przed I turą wyborów kontraktowych 3 czerwca. Jest to kłamstwo odzierające z godności i dobrego imienia polskiego kapłana i patriotę. Publiczne zdyskredytowanie księdza, na kilka dni przed jego pogrzebem, przywodziło wspomnienia procesu zabójców śp. ks. Popiełuszki, podczas którego otwarcie atakowano Kościół. Kłamstwo to służyło także ukryciu cynizmu komunistów, którzy z jednej strony mówili o historycznym kompromisie, zawartym również dzięki udziałowi przedstawicieli Kościoła, a z drugiej – gotowi byli nadal stosować najbardziej brutalne metody walki wobec niepokornych kapłanów.

Znakiem szczególnym III RP była przez lata zmowa milczenia związana z tymi mordami, dlatego dziś ofiary te pozostają prawie nieznane, niemal anonimowe. Tak samo dzieje się z tysiącami anonimowych bohaterów, którzy nadal czekają, by przywrócić ich imiona i nazwiska zbiorowej pamięci, mimo że od przełomu politycznego upłynęło wiele lat.

Sposób prowadzenia śledztwa, zacieranie śladów zbrodni przez zniszczenie materiałów operacyjnych SB, umarzanie śledztw, bezkarność bezpośrednich sprawców i ich mocodawców staną się objawem chronicznej choroby wymiaru sprawiedliwości III RP, którą będzie jego permanentna indolencja, zwłaszcza w ściganiu przestępstw o podłożu politycznym z czasów PRL-u.

Mimo nadchodzących latem 1989 r. zmian tajne służby PRL-u czuły się dostatecznie silne, aby zdecydować się na kolejną zbrodnię. Co więcej, miały też, jak za dawnych czasów, gwarancję roztoczenia nad nimi „parasola ochronnego” ze strony kierownictwa MSW. Tak wyglądała polska rzeczywistość po wyborach z 1989 r.

I wreszcie fakt, który można nazwać ironicznym rechotem historii: oto ginie u progu wolności, z narzuconym i hańbiącym piętnem, kapłan, który składa najwyższą ofiarę za wolny od władzy komunistów kraj, a tydzień później prezydentem zostaje osoba odpowiedzialna za śmierć nie tylko ks. Zycha, ale też dziesiątek ofiar stanu wojennego oraz za zniewolenie Polski przez kolejne dziesięciolecia! W ten sposób ostatnia ofiara „bezkrwawej rewolucji” i miliony głosujące przeciw komunistom w czerwcu 1989 r. zostały nie tylko symbolicznie, ale też dosłownie „rozjechane” przez okrągłostołowy walec, który torował drogę do III RP.

Maria Magdalena - zwiastunka Zmartwychwstania

Edyta Malinowska-Klimiuk
Edycja podlaska 15/2012

ARKADIUSZ BEDNARCZYK
Obraz Marii Magdaleny z parafii Brzyska ukazuje świętą podczas medytacji

Maria Magdalena była niezamężna, nie miała dzieci. Pozostawiła wszystko, co posiadała, całą swoją przeszłość i poszła za Jezusem. W tamtych czasach kobiety wspierały rabbich pieniędzmi, posiłkiem. Opuszczenie jednak przez kobietę domu i podróżowanie za rabbim było czymś niespotykanym, wręcz skandalicznym. Jeszcze bardziej skandaliczne było to, że wśród wędrujących z Jezusem znajdowały się kobiety niecieszące się dobrą reputacją, jak wówczas Maria Magdalena. W tradycji Kościoła katolickiego utożsamiano ją najczęściej z Marią jawnogrzesznicą, którą Chrystus ocalił od ukamienowania. Z wdzięczności za uratowanie życia służyła Jezusowi, stając się jedną z Jego najwierniejszych uczennic. Św. Łukasz wspomina też o wypędzeniu z niej siedmiu złych duchów, co może symbolizować wypędzenie skłonności do popełniania grzechu. Na długie stulecia Maria Magdalena stała się symbolem pokutnicy i grzesznicy. Ten „model” kobiety głęboko się zakorzenił w świadomości chrześcijan i ciągle jeszcze pokutuje w niejednych kazaniach, dziełach sztuki, wierszach. Mimo późniejszych prób wyniesienia i oczyszczenia imienia Marii Magdaleny taki obraz pozostał w świadomości wyznawców kultury Kościoła zachodniego. Dopiero w 1969 r. papież Paweł VI oficjalnie oczyścił imię Marii Magdaleny i jej niechlubną tradycję.
Wśród kobiet towarzyszących Jezusowi Maria Magdalena jest wymieniana prawie zawsze na pierwszym miejscu, co może świadczyć o jej szczególnej pozycji w grupie wędrujących i usługujących Jezusowi kobiet. Dla Magdaleny spotkanie z Chrystusem stało się przełomem duchowym. Była ona obecna przy śmierci Jezusa i podczas złożenia Go do grobu: „Były tam również niewiasty, które przypatrywały się z daleka, między nimi Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba Mniejszego i Józefa, i Salome” (Mk 15, 40). To ona jako pierwsza spotkała Jezusa po zmartwychwstaniu: „Rzecze jej Jezus: «Mario!». Ona zaś, obróciwszy się, rzecze mu: «Rabbuni!» - co znaczy: Mistrzu” (J 20, 16). Było to szczególne wyróżnienie. Marię Magdalenę św. Hipolit, teolog z początków III wieku, nazwał później „apostołką Apostołów”. Kiedy Jezus wypowiedział jej imię, wszystko nagle się przemieniło. Magdalena odnalazła swego Mistrza. Zwróciła się do Niego, używając uroczystej formy aramejskiej, tłumaczonej jako: „Nauczycielu!” lub: „Mistrzu!”. Musiała być bardzo poruszona, może nawet chciała przypaść do nóg Jezusa, który powiedział: „Nie dotykaj mnie, bo jeszcze nie wstąpiłem do Ojca; ale idź do braci moich i powiedz im: «Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego, do Boga mego i Boga waszego»” (J 20, 17). Maria Magdalena być może pragnęła - co jest zrozumiałe - ziemskiej, codziennej i żywej obecności Jezusa i tego, by wszystko było jak przedtem. Tymczasem otrzymała od Mistrza ważną misję do spełnienia. To właśnie ona, a nie kto inny, ma iść i oznajmić uczniom o zmartwychwstaniu. Ona ma przekazać dalej prawdę i świadectwo tak bardzo ważne dla wiary Apostołów i całego Kościoła. Spełniła tę misję: „I przyszła Maria Magdalena, oznajmiając uczniom, że widziała Pana i że jej to powiedział” (J 20, 18). Jednak uczniowie Chrystusa nie uwierzyli w jej słowa - zeznanie kobiety było w tamtych czasach pozbawione legalnej wartości, a zatem zaniżało wiarygodność relacji o zmartwychwstaniu. Świadectwo przedstawione przez kobietę nie miało mocy prawnej. Apostołom nie mieściło się w głowie, że Jezus mógł powierzyć tak ważną misję kobiecie. Maria Magdalena pobiegła, żeby zanieść uczniom radosną nowinę i niepotrzebne jej były żadne „dowody” - w przeciwieństwie do Apostołów, którzy - by uwierzyć - musieli Go dotknąć, nawet kiedy Jezus przyszedł do nich.
Magdalena, jako naoczny świadek ukrzyżowania Jezusa i Jego pogrzebu, czuła się w szczególny sposób związana z Jezusem. Była gorliwa w okazywaniu Mu czci, także po utracie wszelkiej nadziei. Łączność z Jezusem istniała dla niej w sposób oczywisty także po Jego śmierci. Ze względu na charakterystyczną dla kobiet zdolność empatii, brak niedowiarstwa, pełną akceptację dla czynów i słów swojego Nauczyciela Magdalenie przypisuje się istotną rolę: niezrozumiałą dla ludzi prawdę, że śmierć na krzyżu była odkupieniem ludzkich grzechów, początkiem nowego, lepszego życia, Jezus objawia kobiecie - nakazuje cieszyć się z cudu i dodać odwagi uczniom. Charakterystyczna jest różnica w przyjęciu tej nowiny przez Magdalenę i przez uczniów. Ona nie analizuje, nie sprawdza, nie docieka. Jej wiara jest tak wielka i tak szczera jak wiara dziecka. Ona kocha Jezusa. Może nie rozumie do końca, ale wierzy. Apostołowie nie wierzą - dla nich Jezus jest człowiekiem i jako taki nie jest w stanie zmartwychwstać. Są „ślepi” na pewne sprawy. Dlatego Chrystus wybiera na „zwiastuna nowiny” kobietę. To niezwykłe wyróżnienie. Stanowi dowód na to, że płeć nie jest dla Chrystusa istotna. Dla Niego istotna jest wiara.
Odbieram to jako wywyższenie Marii Magdaleny, zwłaszcza biorąc pod uwagę panujące wówczas zwyczaje. Historia tej kobiety trwa do dziś: jest symbolem otwierania się każdego człowieka na dar wiary, będący darem miłości.

Maria Magdalena jest patronką kobiet szczerze pokutujących, uczniów i studentów, więźniów, ludzi sprowadzonych na złą drogę, fryzjerów, ogrodników, właścicieli winnic, sprzedawców wina, producentów perfum, dzieci mających trudności z chodzeniem. Jej atrybutami są księga i świeca - jako znak kontemplacji; klejnoty i lustro - które oznaczają odrzucenie dóbr tego świata; czaszka - symbolizująca pamięć o przemijaniu i śmierci.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Nowy członek Papieskiej Akademii Nauk

2019-07-22 20:36

vaticannews.va / Watykan (KAI)

Papież Franciszek mianował nowego członka Papieskiej Akademii Nauk. Został nim urodzony w Rumunii niemiecki naukowiec Stefan Walter Hell, laureat Nagrody Nobla.

Krzysztof Hawro

Nowy członek Papieskiej Akademii Nauk doktoryzował się z fizyki na uniwersytecie w Heidelbergu. Następnie pracował w Turku w Finlandii oraz w Oxfordzie w Wielkiej Brytanii. Od 2002 r. jest dyrektorem Instytutu Maxa Plancka w Getyndze, a od 2017 także w Heidelbergu. W 2014 r. wraz z dwoma innymi uczonymi otrzymał nagrodę Nobla w dziedzinie chemii za rozwój mikroskopii fluorescencyjnej.

Stefan Walter Hell ma 57 lat, jest żonaty i ma czworo dzieci.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem