Reklama

Nie możemy pozwolić na „sędziokrację”

2017-07-26 09:41

Rozmawia Mateusz Wyrwich
Niedziela Ogólnopolska 31/2017, str. 40-41

Mateusz Wyrwich
Większość sędziów jest uczciwych, jednak opinia o nich jest rozpowszechniana na przykładzie tych, którzy są medialni, ale łamią etykę sędziowską, łamią konstytucję – mówi prof. Krystyna Pawłowicz

Z posłanką PiS Krystyną Pawłowicz – profesor prawa, członkiem Krajowej Rady Sądownictwa – rozmawia Mateusz Wyrwich

MATEUSZ WYRWICH: – W 1990 r. pierwszy prezes Sądu Najwyższego sędzia Adam Strzembosz mówił z przekonaniem, że sędziowie oczyszczą się z brudów komunizmu. Słowem – zreformują się. Tak się jednak nie stało. Dziś natomiast tenże prawnik uważa, że obecna reforma PiS jest cofaniem wymiaru sprawiedliwości do czasu sprzed 1989 r.

PROF. KRYSTYNA PAWŁOWICZ: – Pan sędzia Strzembosz jest osobą bardzo zasłużoną dla wymiaru sprawiedliwości. W swojej naiwności i ówczesnej dobroci serca z dużym zaufaniem patrzył na sędziów, ale to jego zaufanie nie było poparte żadnymi argumentami. I czas potwierdził nasze obawy. Okazało się, że silne nawyki PRL-owskich sędziów, ich arogancja i poczucie wielkiej pychy oraz lekceważenie obywateli są umocowane bardzo silną konotacją polityczną z czasów PZPR. Ta „kasta” przeniosła się do nowych warunków.

– Pani Profesor jako teoretyk prawa, poseł, członek Krajowej Rady Sądownictwa, praktyk z aplikacją sędziowską wie, co najbardziej temu systemowi dolega. Korupcja, powolność w orzecznictwie, rażąca niesprawiedliwość wyroków, bezkarność złodziei z immunitetami czy pijanych sędziów za kółkiem...?

– To są bardzo poważne zarzuty. Ogromną skazą jest przewlekłość prowadzonych spraw. Nie można bowiem czekać kilka czy kilkanaście lat na rozstrzygnięcie prostej sprawy, jak choćby podziału spadku. Ale są sprawy w sądzie, które z kolei były bardzo szybko załatwiane. Dowiadujemy się o tym teraz, przy okazji afery reprywatyzacyjnej. Niektóre z tych spraw załatwiano w kilka dni. Czasem nawet w ciągu kilku godzin sędziowie potrafili ustalić, komu oddać nieruchomości, a komu nie. Dopiero jednak po wygranych przez nas wyborach wymiar sprawiedliwości pokazał swoje skrajnie stronnicze, polityczne oblicze, bardzo aktywnie włączając się w politykę. Zwłaszcza w sprawie stosowania przez Prezydenta RP aktu łaski czy w sprawie reprywatyzacji. Przykłady można mnożyć, choćby kolejne zwoływanie sędziowskich zjazdów, w tym nadzwyczajnego zjazdu prawników polskich w Katowicach. Przyjęte tam uchwały wprost nawołują przeciwko nowym, demokratycznie wybranym władzom. Wszystkie te działania pokazują, że zmiany są konieczne. Ale żeby tych zmian dokonać, musimy zreorganizować również sposób funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości, który został zawłaszczony przez sędziów. A przypomnę, że konstytucja daje niezawisłość tylko przy sprawowaniu urzędu, czyli przy orzekaniu.

– Wspominała Pani Profesor o upolitycznieniu wymiaru sprawiedliwości. Zacznijmy od Krajowej Rady Sądownictwa. To przecież powinna być instytucja, która nie może zajmować się polityką, a zajmuje się nią w sposób niesłychanie ostentacyjny...

– Dlatego że Krajowa Rada Sądownictwa jest tworem, który został sztucznie narzucony, jeszcze na początku lat 90. ubiegłego wieku, przez wpływowych przedstawicieli PRL. Pamiętajmy, że 1989 r. był jednak jakimś kompromisem między PRL a III RP. Komuniści czy postkomuniści zostawili sobie pewne instytucje, takie jak właśnie KRS, KRRiTV czy Trybunał Konstytucyjny, o bardzo długiej kadencji. Chodziło o to, aby mimo ewentualnych wygranych opozycji, rzeczywistej opozycji antykomunistycznej, na kluczowych stanowiskach pozostały osoby, które byłyby w stanie unieważniać wybory, unieważniać ustawy, uchylać je. Krajowa Rada Sądownictwa była niegroźna w czasie, kiedy rządziły PO-PSL czy SLD, bo oni właściwie mają wspólną ideologię: lewicowo-liberalną. Kiedy natomiast Polacy wybrali zupełnie inną opcję, narodową, podkreślającą chrześcijański charakter państwa polskiego, wówczas te osoby umiejscowione w wymiarze sprawiedliwości, w KRS i Trybunale Konstytucyjnym, pokazały, że będą z nami walczyć i... płynnie przeszły w działalność opozycyjną wobec rządu. Krajowa Rada Sądownictwa sama sobie przy tym nakreśliła niedemokratyczne reguły kadencji, przyznając każdemu ze swoich przedstawicieli, sprzecznie z konstytucją, indywidualny czas kadencji, choć przynależy to tylko sędziom Trybunału Konstytucyjnego.

– Bardzo upolitycznił się też Sąd Najwyższy. Jego pierwsza prezes – sędzia Małgorzata Gersdorf wygłasza apele polityczne, co jest niezgodne z konstytucją, na którą sama się powołuje...

– Oni wszyscy – mam tu na myśli zarówno Sąd Najwyższy, jak i Krajową Radę Sądownictwa – łamią w tej chwili prawo. Podobnie jak byli prezesi Trybunału Konstytucyjnego – Jerzy Stępień, Andrzej Rzepliński, Marek Safjan czy Andrzej Zoll, którzy występują na antypaństwowych kongresach czy politycznych manifestacjach. Jak dalece Sąd Najwyższy jest upolityczniony, pokazały zjazdy prawników. Bardzo aktywną rolę odgrywa w tym pani prezes Gersdorf. Oni bronią poprzedniego systemu, bo był dla nich bardzo wygodny. I dlatego podejmują działalność polityczną. Właściwie można powiedzieć, że ta elita sędziowska wykreowała „partię sędziowską”. Sędziowie, którzy wykładają na uczelniach, również edukują antyrządowo swych studentów. Podjudzają kolegów, by podejmowali antyrządowe uchwały. I ci na ogół to robią, także w sądach. Można powiedzieć, że jest to lobby prawnicze bo włączyli się do tego nie tylko sędziowie, ale również adwokaci, jak choćby prezes Naczelnej Rady Adwokackiej Jacek Trela, który – moim zdaniem – bardzo niszczy autorytet adwokatury. Znam adwokatów, którzy mówią, że ci ludzie władz adwokackich są chyba w jakichś dziwnych układach. Możemy się tylko domyślać, co to za układy sędziowsko-adwokackie. Widać to zwłaszcza wtedy, kiedy spojrzymy, jak wyglądała reprywatyzacja w niektórych miastach Polski, gdzie ujawniono nieuczciwe powiązania sędziów, notariuszy i adwokatów.

– Tymczasem środowiska sędziowskie twierdzą, że wprowadzana reforma sądownictwa to zamach na niezawisłość sędziowską. Proszę przypomnieć, co w praktyce oznacza owa niezawisłość?

– Dwie sprawy najczęściej się tu myli. Niezależność sądów jako instytucji i niezawisłość sędziów jako osób. Niezależność dotyczy organizacji wymiaru sprawiedliwości, natomiast niezawisłość to wewnętrzna suwerenność sędziego, wolność orzekania sędziego. Czyli niezależność dotyczy struktur organizacyjnych, a niezawisłość dotyczy konkretnego sędziego, któremu trzeba zapewnić warunki do niewywierania na niego presji, do suwerennego wyrokowania w oparciu o konstytucję, ustawy i własne sumienie. Kiedy więc mówimy o zmianach w Krajowej Radzie Sądownictwa, nie naruszamy niezawisłości sędziowskiej, KRS bowiem nie wyrokuje – nie jest sądem. Nie naruszamy niezawisłości sędziego i niezależności przez np. odebranie prawa do decydowania, kto jaką sprawę ma prowadzić, bo do przewodniczącego wydziału w sądzie nie należy wskazywanie, kto ma prowadzić sprawę. Reforma KRS nie dotyczy problemów sądów ani niezawisłości sędziów. A członkowie KRS, minister czy posłowie nie wykonują funkcji sędziowskich. Nie wydają wyroków, lecz typują kandydatów na sędziów do nominacji przez Prezydenta RP. Wykroczeniem poza konstytucyjne kompetencje sędziów, czyli poza orzekanie, jest pozostawienie na stałe w rękach prezesów sądów i przewodniczących wydziałów licznych funkcji administracyjnych, które należą do władzy wykonawczej, czyli ministra sprawiedliwości. Są to np. procedura przydzielania sędziom spraw, wybór prezesów sądów, sprawy zarządzania majątkiem sądów. Wprowadzamy też system komputerowy przydzielania spraw. Z kolei to, że prezesa wskaże minister sprawiedliwości, w niczym nie narusza niezależności sądów. Nie może być przecież tak, że ludzie są tak sterroryzowani przez niektóre sądy, iż nie śmią napisać jakiejkolwiek skargi na działalność sędziego. Boją się, że ten z zemsty ich sprawę będzie rozpatrywał przez wiele lat. Adwokaci też czasem nie piszą skarg na działalność sądów, bo się boją, że może to zaszkodzić ich klientom. Niestety, przykłady zastraszania i terroryzowania przez sędziów są liczne. Podkreślam jednak: nie można negatywnych zjawisk uogólniać. Większość sędziów jest uczciwych, jednak opinia o nich jest rozpowszechniana na przykładzie tych, którzy są medialni, ale łamią etykę sędziowską, łamią konstytucję. Bawią się w politykę z powodu własnego zarozumialstwa czy pychy lub „zwyczajnego” antydemokratycznego nastawienia. Widać, że środowisko sędziowskie cały czas było przekonane, iż wszyscy muszą ich słuchać, stąd ich lekceważące zachowanie. A jest to cecha europejskiego lewactwa, które przez utworzoną przez siebie Komisję Wenecką próbuje doprowadzić do „sędziokracji”. I to pierwsza pani prezes Sądu Najwyższego przyznała, mówiąc, że suwerenem jest konstytucja. Wygłosiła brednie, bo artykuł 4. konstytucji mówi, że władzę zwierzchnią w RP sprawuje naród – przez swoich przedstawicieli, parlament lub bezpośrednio.

Tagi:
polityka

Szymon Hołownia wystartuje w wyborach prezydenckich w 2020 r.

2019-12-08 18:55

lk / Gdańsk (KAI)

Publicysta i dziennikarz, zaangażowany w działalność charytatywną Szymon Hołownia ogłosił w niedzielę 8 grudnia swój start w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Na spotkaniu programowym w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim zaprezentował najważniejsze postulaty swojego programu politycznego. - Chcę Polski tak solidarnej, jak najsłabszy, a nie najsilniejszy w niej - mówił.

Magdalena Pijewska/Niedziela

"Coś się kończy, więc coś się zaczyna" - tak Hołownia zapowiadał od kilku dni w mediach społecznościowych swoją decyzję o starcie w wyborach prezydenckich. W niedzielę popołudniu na spotkaniu pod nazwą "Dlaczego i po co?" wyjaśnił, jakie są jego polityczne plany.

Na początku spotkania zaprezentowano badania, wedle których aż 73 proc. Polaków uważa, że prezydent naszego kraju nie musi być związany z żadną partią polityczną. Tę tezę sam Hołownia rozwinął później w swoim przemówieniu.

Na wstępie wyjaśnił, że swą decyzję ogłasza w Gdańsku, gdyż jest to miasto, w którym bardzo dobrze jest zaczynać nową rzeczywistość. Jest to jednak też miasto, w którym niemal rok temu zginął tragicznie ugodzony nożem prezydent Paweł Adamowicz, a jego śmierć - do której nawiązał Hołownia - wstrząsnęła całą Polską. - To coś, co wtedy pękło, zaczęło pękać we mnie wcześniej - mówił dziennikarz, nawiązując także do głębokiego podziału, jaki dotknął polskie społeczeństwo po katastrofie smoleńskiej w 2010.

Hołownia stwierdził, że te wydarzenia sprawiły, iż Polska zaczęła tracić swoje wewnętrzne fundamenty, tworzące wspólnotę całego narodu. - W szoku jednak nie można nigdy pozostać. Jeżeli zło ma zwyciężyć z dobrem, to musi być odskocznią do czynienia dobra, a nie miejscem, w którym się zostaje - stwierdził.

"Na co mam czekać? Co jeszcze musi się stać, żebym porzucił wygodną kanapę recenzenta rzeczywistości?" - pytał Hołownia retorycznie i dodał, że chce swojej córce i jej pokoleniu zostawić coś więcej niż tylko dziennikarski dorobek lub złudną popularność w mediach społecznościowych.

Jak powiedział, współczesny świat jest przestrzenią wielkich możliwości, w tym tych, jakie dają nowe technologie, ale też miejscem zagrożonym przez zanieczyszczenie klimatu oraz wielkie podziały społeczne - niezrozumiały konsumpcjonizm z jednej strony, a dotkliwy głód z drugiej strony.

Polska rzeczywistość z kolei zdominowana jest według niego przez spory, które dotarły już do wielu środowisk, a nawet rodzin. Sporów tych nie równoważy dobrobyt czy lepsza ściągalność podatków, którą chwalą się rządzący. Hołownia nazwał to ironicznie "polską szkołą kompromisu" i z ubolewaniem stwierdził, że ów kompromis jest traktowany niemalże pogardliwie, jako kapitulacja z podtrzymywania własnych argumentów.

"Dlaczego nie możemy być różni, ale równi, a nie lepsi i gorsi?" - pytał. - W Polsce, choć kalendarz pokazuje coś innego, nie skończyły się jeszcze lata 90. XX wieku z ich niekończącymi się sporami o wszystko, z uprawianiem polityki siekierą - dodał.

Od dwudziestu lat mamy wiek XXI, w którym problemy powinno się rozwiązywać nie siekierą, a skalpelem - mówił. Jego zdaniem, dziś jest czas nowych wyzwań i nowych pokoleń, które bardzo często nie chodzą na wybory. - Dlaczego nie chodzą? Bo partie - zajęte tym, kto będzie przewodniczącym - mówią o wszystkim, tylko nie o tym, co dla nich najważniejsze: jaki świat zostawi im nasze pokolenie? - kontynuował Hołownia.

Dziennikarz przedstawił następnie swoje postulaty. Stwierdził, że chce "Polski solidarnej, która jest tak silna, jak najsłabszy, a nie najsilniejszy w niej". To kraj, który "bardziej niż o ławeczki niepodległości i strzelnice w każdym powiecie dba o 14 mln wykluczonych komunikacyjnie Polaków".

W jego postulatach znalazła się także troska o dzieci wykluczone z dostępu do opieki psychiatrycznej, osoby w kryzysie bezdomności czy o "transseksualną dziewczynę, która skoczyła z Mostu Łazienkowskiego w Warszawie, bo czuła się zaszczuta przez naszą wspólnotę".

Hołownia powiedział, że chce Polski, w której "każdy akt prawny jest oglądany pod kątem skutków dla powietrza, dla wody, dla Ziemi, bo bez nich wyborca PiS czy PO, katolik czy ateista, kończy tak samo".

Polska w jego programie wyborczym jest też aktywna obywatelsko oraz silna w strukturach samorządowych, na które nie czyha centralny rząd. Ma to być Polska "rozmawiająca, a nie przemawiająca", także w kontekście polityki zagranicznej.

Zdaniem dziennikarza, trzeba dążyć do tego, by Polska była zakorzeniona w europejskiej wspólnocie, mającej dobre relacje z USA, ale też zauważającej swoich sąsiadów, także tych mniejszych.

Hołownia opowiedział się także za takim modelem państwa, w którym głównego tonu nie nadają partie polityczne wyciągające ręce po to, co wspólne: spółki skarbu państwa, media publiczne, samorządy, sądy oraz "po historię i po Kościół".

"Mówię to jako katolik: trzeba dziś przeprowadzić w Polsce, dla dobra tej Polski i tego Kościoła, przyjazny rozdział Kościoła od państwa" - powiedział. - I wiem, bo widzę to od lat na własne oczy, że tego wszystkiego nie będzie w stanie zrobić nikt, kto wywodzi się z partii. Nie może uzdrowić tego chorego systemu ktoś, kto jest jego częścią - tłumaczył Hołownia.

- System się zawiesił. Żeby się odwiesił, w maju 2020 r. musimy w nim zamontować niepartyjny bezpiecznik - dodał.

Jego zdaniem, prezydent w polskim systemie ustrojowym nie jest "stróżem żyrandola", jak ów urząd nieraz pogardliwie określano. Ma, w opinii Hołowni, całe mnóstwo ustrojowych narzędzi do tego, aby być gwarantem tego, że w Polsce znajdzie się miejsce zarówno dla wyborców PiS, PO, PSL, Konfederacji i innych partii. Chodzi o to, by żyć w takiej Polsce, w której "ludzie nie zgadzają się ze sobą koniecznie, ale taką, w której - mimo, że się nie zgadzają - umieją się lubić i szanować".

Ma to być Polska, w której ważne święta jednoczą, a nie dzielą; taka, w której "tym, czym powinien zajmować się spowiednik, nie zajmuje się minister", wreszcie taka, w której "zamiast walczyć z ideologiami, próbuje się zrozumieć ludzi" - To mało? - zapytał Hołownia.

Swoje programowe przemówienie zakończył przypomnieniem, że w maju przyszłego roku Polacy wybiorą nowego prezydenta oraz deklaracją skierowaną do uczestników spotkania w Gdańsku: "Chcę w nich kandydować. Chcę się u was ubiegać o tę pracę. Chcę, żebyście mi powierzyli funkcję stróża naszej narodowej wspólnoty. Nie wesprą mnie partyjne przelewy i wielki biznes, nie potrzebuję ich, bo mam was. I to wam przez najbliższe pół roku chcę opowiedzieć o Polsce moich marzeń, która jest w naszym zasięgu: Polsce solidarnej, Polsce zdrowiejącego środowiska, Polsce samorządnej i obywatelskiej".

Szymona Hołownię już uwzględniono w najnowszym sondażu zaufania przeprowadzonym przez IBRiS na zlecenie portalu Onet.pl. Z badań przeprowadzonych 6-7 grudnia wynika, że dziennikarz cieszy się zaufaniem 20,2 proc. badanych, z czego 8,1 proc deklaruje, że zdecydowanie mu ufa. Jednocześnie, aż 46,1 proc. badanych zaznaczyło, że nie zna jego nazwiska. Hołownia pozostaje obojętny dla 20,3 proc. badanych.

Liderem sondażu jest prezydent Andrzej Duda, któremu ufa ponad 45 proc. badanych.

Szymon Hołownia ma 43 lata. Jest publicystą i pisarzem. Pracował m.in. w "Gazecie Wyborczej", "Newsweeku Polska", tygodniku "Ozon" i "Rzeczpospolitej". Jest stałym felietonistą "Tygodnika Powszechnego". W latach 2007–2012 był dyrektorem programowym stacji telewizyjnej Religia.tv. W TVN prowadził etyczny talk-show "Między sklepami" (2007-2010) a wraz z Marcinem Prokopem współprowadził m.in. program "Mam talent!" (2008–2019).

Dwa razy został laureatem nagrody Grand Press: w kategorii "Wywiad" za rozmowę z teologiem ks. prof. Jerzym Szymikiem i w kategorii "Dziennikarstwo specjalistyczne" za wywiad z etykiem i filozofem dr. Kazimierzem Szałatą. Jest też laureatem Nagrody „Ślad” im. bp. Jana Chrapka.

Dwukrotnie przebywał w nowicjacie zakonu dominikanów. Ma na swoim koncie liczne publikacje dotyczące chrześcijaństwa i jego codziennego praktykowania, m.in. "Kościół dla średnio zaawansowanych", "Tabletki z krzyżykiem" czy "Bóg, kasa i rock'n'roll" (wspólnie z M. Prokopem).

Jest od lat zaangażowany jest w działalność pomocową jako założyciel Fundacji Dobra Fabryka, której celem statutowym jest wspieranie osób z biedniejszych regionów świata, a także Fundacji Kasisi, która opiekuje się Domem Dziecka prowadzonym przez Siostry Służebniczki Maryi Panny Niepokalanie Poczętej w Zambii.

Szymon Hołownia jest żonaty z Urszulą Brzezińską-Hołownią, zawodowym oficerem Wojska Polskiego i pilotką myśliwca MiG-29, mają jedną córkę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Post w intencji ks. Piotra Pawlukiewicza

2019-11-29 09:16

Red.

Ks. Piotr zmaga się z chorobą w ogromnej pokorze. Przez wiele lat robił to po cichu – nic o niej nie mówiąc, nie czekając na politowanie. W tej chwili wszyscy wiemy, że choroba jest nieustępliwa, powoduje coraz większe cierpienie. Potrzebne jest leczenie, operacje. Ksiądz Piotr też coraz więcej o niej mówi. Społeczność zgromadzona na Facebooku rozpoczyna post w intencji kaznodziei!

Nagranie „Łagiewnicka »22«, spotkanie z ks. Piotrem Pawlukiewiczem, maj 2016”, Faustyna 2016

„Boli?

– Bólu nie czuję. To ograniczenie ruchowe, brak koordynacji. Przewróciłem się już może z 30, 40 razy.

– Czyli żartów nie ma?

– Bywa niebezpiecznie. Jak upadam, np. ze schodów, to myślę, żeby jakoś ręce pochować i przyjąć ciałem ciężar uderzenia.

– To choroba Parkinsona?

– Tak.

– Można ją zatrzymać?

– Można ją spowolnić i to się w dużym stopniu udaje. Ale po jakimś czasie zawsze sunie do przodu. Pół milimetra, centymetr, ciągle dalej”. („Idę po śmierć, idę po życie” Krzysztof Tadej)

Organizatorami inicjatywy są profile Dopóki walczysz - Konferencje ks. Piotra Pawlukiewicza i Kazania inne niż wszystkie, które ewangelizują na portalu Facebook.

Organizatorzy zapraszają:

Proponujemy tutaj formułę: post i modlitwa w określony dzień – 2 grudnia – w dowolnej formie. Może o chlebie i wodzie, a może odmawiając sobie mięsa/słodyczy?

Pościć można także i w inne dni, również wcześniej (do czego zachęcamy), ale 2 grudnia zarezerwujmy sobie jako szczególny dzień w modlitwie i poście za ks. Piotra. 2 grudnia to dzień szczególny – początek adwentu - okresu, który kończy się narodzinami Chrystusa. Wierzymy, że i nasza modlitwa może wiązać się z narodzinami.

„Niektórzy mówią mi o cudzie. Tak, rzeczywiście byłby to spektakularny cud, gdybym z tego wyszedł i rozstał się z panem Parkinsonem”. („Spowiedź ks. Pawlukiewicza” Paweł Kęska)

O cudzie być może nie mamy śmiałości mówić, ale o uldze w cierpieniu - tak. To dobry moment, aby dobry Bóg dał dużo zdrowia i siły.

---

Boże Ojcze Wszechmogący

oto My Twoje dzieci

urzeknięci słowami Jezusa,

Twojego jednorodzonego Syna

"O cokolwiek prosić mnie będziecie w imię moje,

Ja to spełnię." J14,14

Prosimy Cię, abyś dał księdzu Piotrowi Pawlukiewiczowi

zdrowie i siłę oraz uświęcał Duchem Świętym,

aby mógł pełnić Twoja wolę tak,

aby nadal mógł poruszać nasze serca,

abyśmy mogli bardziej rozumieć Twoje słowa,

abyśmy mogli być lepszymi Twoimi dziećmi,

aby na ziemi nastała jedna rodzina.

---

Jako tygodnik "Niedziela" zachęcamy serdecznie do włączania się w akcję modlitewną w intencji ks. Piotra!

strona wydarzenia: Zobacz

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież: potrzebne wychowanie do zaangażowania obywatelskiego

2019-12-09 16:34

Krzysztof Ołdakowski SJ/vaticannews.va / Watykan (KAI)

„Dziękuję za waszą wrażliwość na najmniejszych braci i siostry. Niech Bóg wynagrodzi wasze hojne zaangażowanie i oświeca was zawsze na drodze umacniania braterstwa” – te słowa papież skierował do dobroczyńców organizacji A Chance in Life (Życiowa szansa).

Grzegorz Gałązka

Wspiera ona liczne inicjatywy edukacyjne, z których skorzystało do tej pory tysiące dzieci we Włoszech, Boliwii, Kolumbii, Gwatemali oraz w Peru. Franciszek zaznaczył, że dają one dzieciom i młodzieży przeżywającym różne trudności realną możliwość ich przezwyciężenia oraz zrealizowania planu, jaki Bóg ma wobec ich życia.

Pierwszą inicjatywą, którą podjął założyciel organizacji ks. John Patrick Carroll-Abbing, było stworzenie tzw. Miasta Dzieci. Chodziło o wsparcie dla dzieci osieroconych po II wojnie światowej. Dzieło więc ma długą tradycję zaangażowania w służbie najmłodszym żyjącym w warunkach biedy i niedostatku. Wypracowało swoją oryginalną metodologię pracy wychowawczej, ale otwiera się także na nowe wyzwania edukacyjne. Inspiruje się m.in. zaleceniami wyrażonymi w encyklice „Laudato sì”, która proponuje ekologię integralną jako cel w rozwoju ludzkości oraz stworzenia.

„Najważniejsze jest wychowywanie młodych pokoleń do odpowiedzialnej i twórczej aktywności obywatelskiej, która stawia w centrum osobę i jednocześnie troskę o środowisko. Również innowacje technologiczne powinny być nakierowane na te cele – podkreślił papież. - To właśnie młode pokolenia, jeśli mają właściwe nastawienie są tymi, które mogą je zrealizować, ponieważ przyszły na świat oraz wzrastały w aktualnym kontekście rozwoju technologicznego”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem