Reklama

Rodzice mądrzy po szkodzie

2017-07-26 09:41

Ks. Sławomir Sznurkowski SSP
Niedziela Ogólnopolska 31/2017, str. 46-47

Alexandr Vasilyev/fotolia.com

Media stały się w naszych czasach nieodłącznym towarzyszem codzienności. Nie tylko są one dla nas źródłem informacji, ale także umilają nam spędzanie wolnego czasu

Dziś nawet trzyletnie dzieci nie rozstają się z komórką rodziców – oglądają na niej filmy dla dzieci. Z pewnością patrzymy na różnego rodzaju media, wszechobecne w życiu każdego z nas, jako na narzędzia ułatwiające nam funkcjonowanie. Nie zawsze jednak dostrzegamy ukryte w nich niebezpieczeństwa dla nas samych, a zwłaszcza dla dzieci. Jednym z dowodów na to niech będzie to świadectwo.

Z życia wzięte

Ostatnio zwierzyła mi się matka jedenastoletniego syna, że jej dziecko po obejrzeniu filmu w Internecie zaczęło się dziwnie zachowywać: płacze i czegoś się boi. Matka próbowała pocieszać syna, jak umie, ale to mu nie pomagało. Nawet nauczycielka zwróciła jej uwagę, że coś jest nie tak z jej dzieckiem. Chłopiec zwykle zachowywał się w szkole odważnie, a nawet zaczepiał inne dzieci, tymczasem od kilku dni jest bojaźliwy i z nikim nie rozmawia. Po tej uwadze nauczycielki matka zdecydowała się zapisać go do psychiatry, aby zrozumieć, co jest powodem jego zachowania.

Pomyślałem wówczas, że rodzicom trzeba przypominać, iż środki masowego komunikowania są nie tylko narzędziami dobra, dzięki którym dziecko uczy się poznawać świat z jego historią i kulturą, uczy się nowych, dobrych rzeczy, ale mogą być także wykorzystywane po to, aby być nauczycielami zła. Zgodnie z zasadą, że kropla drąży skałę, środki te mogą latami sączyć do duszy i umysłu dziecka takie treści, które na pozór wydają się niewinne, ale w przyszłości mogą wydawać złe owoce. Stąd apel do rodziców: Nie pozwalajcie swoim dzieciom oglądać wszystkiego, lecz starajcie się wybierać im programy, które są bezpieczne. Unikniecie wówczas niepotrzebnych strapień, związanych z tym, że wasze dziecko przeżywa lęki spowodowane oglądaniem złych treści np. w Internecie.

Reklama

Wieloraki świat mediów

Od wynalezienia druku przez Gutenberga w 1450 r. aż do chwili obecnej dokonał się ogromny postęp techniczny, czego dowodem jest nie tylko drukowanie ogromnej liczby gazet i książek, ale także działalność wielu stacji radiowych i telewizyjnych. Dzisiaj środki te są powoli zastępowane przez Internet. Ten, kto nie istnieje w Internecie, nie liczy się na polu mediów elektronicznych. A cóż możemy powiedzieć o innych środkach dostępnych w naszym domu? Weźmy pod uwagę choćby telefon komórkowy. Dziś nie wyobrażamy sobie bez niego życia. Mając telefon komórkowy, możemy pisać maile, być obecni na różnego rodzaju forach internetowych. Możemy też śledzić na bieżąco wiadomości, a nawet mecze piłkarskie. Stąd przestały dla nas istnieć granice geograficzne, gdyż dzięki nowoczesnym środkom społecznego komunikowania możemy śledzić na bieżąco, co się dzieje w świecie.

Z pewnością media te stają się dla nas wielkim prezentem, który Bóg, dzięki inteligencji ludzi, ofiaruje im dla ich rozwoju. Dlatego ważne jest, aby ludzie posługiwali się nimi dla chwały Bożej i własnego uświęcenia. Niestety, tak nie jest.

Szansa czy zagrożenie?

Musimy zatem postawić sobie pytanie: Czy media są dla nas szansą, czy zagrożeniem?

Odpowiedź jednak nie jest prosta i jednoznaczna, gdyż środki społecznego komunikowania są neutralne, tak jak każde narzędzie w ręku człowieka. Widzimy, że w rękach ludzi dobrych są one wykorzystywane dla powiększania dobra, a w rękach ludzi złych – do czynienia zła. Dlatego o tym, czy coś jest dobre, czy złe, decyduje przede wszystkim człowiek.

Jezus uczy nas, że z dobrego serca rodzą się dobre owoce, a ze złego – złe. Stąd dobry człowiek, kochający Boga i drugiego człowieka, będzie unikał zła, a czynił dobro. Zły człowiek natomiast nie chce czynić dobra, woli zło, dlatego posługuje się środkami masowego komunikowania do powielania i rozpowszechniania zła, do zniewalania ludzkich serc i wprowadzania ich na drogę zła. Chrześcijanin nie może więc bezkrytycznie korzystać ze środków masowego komunikowania, jeżeli chce wybierać dobro, a odrzucać zło.

Uczyć wybierać

Sztuka umiejętnego korzystania ze środków społecznego komunikowania musi zaczynać się od rodziny, a właściwie od rodziców. To oni w pierwszej kolejności są chrześcijańskimi wychowawcami swoich dzieci i są odpowiedzialni za ich wieczne zbawienie, dlatego sami muszą nauczyć się dobrze korzystać ze środków społecznego komunikowania, żeby potem uczyć tej sztuki swoje dzieci.

Pierwsza lekcja jest taka: Wybierajcie dobro, a unikajcie zła. A to oznacza: oglądajcie takie programy, o których wiecie, że są dobre. Wówczas będziecie pewni, że wasze dziecko nie będzie narażone na oglądanie tego, co może mieć pozory dobra, a w rzeczywistości jest złe.

Druga lekcja: Bądźcie czujni, czyli wpierw przeczytajcie, co dany film czy program sobą reprezentuje, aby nie narażać dziecka na złe treści.

Trzecia lekcja: Umiejcie sobie odmówić, aby dać swojemu dziecku przykład, że nie jesteście uzależnieni od oglądania np. telewizji. Takie zachowanie będzie o wiele bardziej przekonujące w procesie wychowania waszego dziecka do korzystania ze środków społecznego komunikowania niż jakiekolwiek nakazy czy zakazy.

I czwarta lekcja: Uczcie swoje dziecko wybierać programy. Wówczas będziecie wiedzieć, co ogląda i jakie ma zainteresowania.

Zapobiegać czy leczyć?

Takie postępowanie pozwoli ze spokojem potrzeć na swoje dziecko, lepiej jest bowiem zapobiegać niż leczyć. Dlatego najważniejsze jest zapobiegać, aby nie być mądrym po szkodzie. Gdyby matka nie pozwalała bezkrytycznie swojemu dziecku na oglądanie treści w Internecie, to dziś nie miałaby problemu z jego zdrowiem psychicznym.

Wiem, że dla rodziców, którzy nie stawiali dzieciom żadnych wymagań, każdy zakaz może zakończyć się porażką czy utratą spokoju. Ale dobro nie przychodzi łatwo. Stąd rodzice prawdziwie kochający swoje dzieci muszą być świadomi wielu ukrytych zagrożeń, które są obecne w świecie mediów. Mogą one objawić się dopiero po latach i być powodem wielu cierpień, zarówno rodziców, jak i dzieci. Mogą także mieć wpływ na zdrowie dziecka – nie tylko psychiczne, ale także duchowe, gdyż odbierają mu niewinność i mogą prowadzić do grzechu.

Czuwajcie i módlcie się

Dlatego, Drodzy Rodzice, czuwajcie i módlcie się, aby wasze dzieci nie były wychowywane przez ludzi złych, którzy prowadzeni przez złego ducha wykorzystują środki społecznego komunikowania do czynienia zła i stają się powodem grzechu oraz zła waszych dzieci.

Pamiętajcie, że nikt nie może was zastąpić w chrześcijańskim wychowaniu waszych dzieci, bo przede wszystkim wam Bóg dał zadanie prowadzenia waszych dzieci do nieba – i z tego obowiązku będziecie musieli się kiedyś przed Nim rozliczyć.

Tagi:
rodzina

Przybywa dzieci bez doświadczenia życia rodzinnego – rozmowa z Rzecznikiem Praw Dziecka

2019-12-11 12:45

Rozmawiał Tomasz Królak / Warszawa (KAI)

Będę bronić rodzin, bo to najlepszy sposób na obronę praw dzieci – stwierdza w rozmowie z KAI Rzecznik Praw Dziecka. Zdaniem Mikołaja Pawlaka za 10 lat będziemy mieć około 40 proc. dzieci bez faktycznego doświadczenia rodziny. Rzecznik opowiada się za wprowadzeniem w Polsce blokowania treści pedofilskich i pornograficznych, tak, jak zrobiono to w Wielkiej Brytanii. 14 grudnia mija rok od objęcia przez Mikołaja Pawlaka funkcji Rzecznika Praw Dziecka.

youtube.com

Tomasz Królak (KAI): Czy Pańskim zdaniem istnieje szansa na zbudowanie szerokiej koalicji społecznej na rzecz ochrony dzieci przed wykorzystywaniem seksualnym? Ten temat żyje praktycznie wyłącznie w odniesieniu do Kościoła.

Mikołaj Pawlak: - Niektórzy posłowie zarzucili mi niedawno w Sejmie, że nie zajmuję się tym problemem. Mają albo wyjątkowo złą wolę, albo krótką pamięć, bowiem przez ostatnie pół roku, od czasu pamiętnej konferencji prasowej biskupów i filmu braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”, to właśnie ja działałem bardzo aktywnie przy tworzeniu ustawy o komisji badającej nadużycia seksualne. Zgłaszałem wiele merytorycznych, krytycznych uwag do ustawy, tak aby uczynić z niej realne, skuteczne narzędzie do wyjaśnienia wszystkich przypadków wykorzystywania seksualnego dzieci. Nie słyszałem jednak w trakcie procedowania ustawy opinii Sądu Najwyższego czy Rzecznika Praw Obywatelskich w tej sprawie. Rozumiem więc, że ci strażnicy prawa nie mają uwag, choć nie będę zdziwiony, jak po rozpoczęciu prac przez komisję usłyszę falę krytyki z ich strony.
Zawsze podkreślałem, że kwestia ochrony dzieci wymaga ścisłej współpracy nas wszystkich, bowiem są to istoty najsłabsze i niezależnie od naszych poglądów musimy strzec ich praw. W walce z wykorzystywaniem dzieci musimy rozpoznać wszystkie zagrożenia, w świecie wirtualnym i realnym, a nie skupiać się jedynie na jednej grupie społecznej czy jednej instytucji, gdzie odkryto takie haniebne praktyki.
Episkopat podał, że od 1 stycznia 1990 roku do 30 czerwca 2018 roku zgłoszenia wykorzystywania seksualnego małoletnich dotyczyły 382 duchownych. A samych skazań za przestępstwa seksualne wobec dzieci w ciągu jednego roku jest w Polsce kilkaset, bywa że prawie tysiąc. W skali 25 lat daje to kilkadziesiąt tysięcy wyroków. To nie jest problem jakiegoś konkretnego środowiska, tylko niestety powszechny.

- Jakie kroki zamierza Pan podjąć, żeby dzieci były lepiej chronione?

- – Ogromnym zagrożeniem jest internet. Niedawno spotkałem się na Sycylii z ekspertami ze stowarzyszenia „Meter” założonego przez ojca Fortunato di Noto. Oni od lat ściśle współpracują z włoską policją przy wykrywaniu siatek pedofilskich. Z ich ustaleń wynika, że w internecie są trzy miliony zdjęć pedofilskich i milion filmów, działają setki stron i ponad 200 czatów. Część z nich to „inicjatywy” polskie. Gdy Włosi mają już potwierdzone informacje, że coś podejrzanego dzieje się w naszym kraju, alarmują polskie służby. Ten system monitoringu działa dosyć sprawnie. Ale problemem wciąż pozostaje edukacja i niestety kwestia wyciągania konsekwencji prawnych. Jeśli jest przestępstwo, cyberprzemoc, powinna być kara. Odpowiednie paragrafy Kodeksu karnego są. Odnoszę jednak wrażenie, że nie wszystkim zależy, aby wszystkie takie przypadki ścigać z równą surowością i zaangażowaniem.

- Komu nie zależy?

- – Tym, którzy na tym zarabiają. I mam na myśli nie tylko sprawców cyberprzemocy, ale także różnego rodzaju pośredników, platformy internetowe, serwisy, które nie kwapią się, by blokować patotreści. Bez ich aktywnego zaangażowania w obronę dzieci nie da się powstrzymać cyberprzemocy, bo w miejsce jednego zamkniętego źródła cyberprzemocy powstanie pięć nowych, bo wciąż będą mieli gdzie rozpowszechniać swoje brudne materiały i na nich zarabiać.

- Widzi Pan szansę takiej szerokiej koalicji w obronie dzieci?

- – Kluczowe są działania finansowe. Całe zło bierze się bowiem ze szlamu internetu. To tam skupia się pedofilia i zły przekaz. Przestępcy zarabiają na reklamach, na oglądalności, klikalności. Musimy odciąć ich od pieniędzy. Musimy zebrać wszystkie instytucje - od NASK, przez operatorów internetu, po prawodawców - żeby wspólnie opracować sposób na powstrzymanie tego szlamu. Może na wzór brytyjski da się tego dokonać, wprowadzając odpowiednie algorytmy czy blokady. Skoro można było zablokować na kilka dni moje konto na Twitterze jedynie za użycie pewnych określeń, które algorytm uznał za podejrzane, a były to tylko cytaty z artykułów prasowych, to tym bardziej można zablokować treści wprost mówiące o pornografii albo wprowadzić metodę weryfikacji dostępu do takich treści, np. poprzez kartę kredytową, której nie mogą używać dzieci. To na pewno ten proceder ograniczy.

- Czy jednak nie powinno się dążyć do tego, by wytyczne obowiązujące już teraz w Kościele wypracowały także inne środowiska, grupy zawodowe, instytucje, tak aby mocniejsza ochrona dzieci obowiązywała w całym społeczeństwie?

- – Kościół wprowadził takie regulacje, wewnętrzne komisje koordynują działania i nie ma już w Kościele akceptacji dla takiego zachowania. Czy da się je wprowadzić w każdym innym środowisku? Wątpię. Czy np. środowisko artystów byłoby w stanie przeprowadzić taką skoordynowaną akcję, odpowiednie dochodzenie? A potem pilnować przestrzegania regulacji? Nie sądzę, bo to zbyt różnorodna grupa.
Musimy skupić się na przestrzeganiu obowiązującego prawa, bo to wciąż kuleje. Trzeba np. pilnować zasady, że każdy pracodawca sprawdza kandydatów do pracy z dziećmi w rejestrze pedofilów. Tak stanowi prawo, ale z praktyką jest już różnie, a to przecież podstawy prewencji. Całemu złu nie zapobiegniemy, ale musimy tworzyć narzędzia do walki ze złem i ich konsekwentnie używać.

- Problem polega chyba i na tym, że znacząca część przestępstw seksualnych wobec nieletnich dokonuje się w rodzinach, gdzie sprawcą okazuje się ojciec, wujek, dziadek, ojczym, konkubent, więc wprowadzenie norm do poszczególnych grup zawodowych niewiele by dało...

- – Dlatego musimy głośno mówić o każdym przypadku molestowania dziecka i surowo karać sprawców. Musimy edukować, tłumaczyć nie tylko to, co jest przestępstwem, lecz także jakie zachowania grożą deprawacją czy demoralizacją, niezależnie od tego, czy sprawcą jest muzyk, ksiądz, edukator, wujek, ojczym czy ciocia. Być może pod moimi auspicjami powinien powstać – skonsultuję to z naukowcami i specjalistami – leksykon wyjaśniający podstawowe pojęcia, takie jak rodzina, małżeństwo, deprawacja, demoralizacja... Jaka jest etymologia danego słowa, co ono oznacza oraz co niektórzy chcieliby, żeby oznaczało.

- Sądzę, że kulturowo jesteśmy w Polsce w takim punkcie, że opublikowanie wspomnianego leksykonu wznieciłoby ogromną wrzawę. Trudno byłoby dziś o porozumienie wobec tych podstawowych pojęć.

- – Niestety to prawda, bo tak już było z opublikowanym przeze mnie 24 października listem otwartym o prawach dziecka do życia i wychowania w rodzinie. Czy zawarłem w nim cokolwiek sprzecznego z naturą? Napisałem tylko, że życie bierze się z mężczyzny i kobiety. Słowo rodzina pochodzi od „rodzić”. Cóż, nie będzie rodzenia z dwóch panów, to się po prostu nie uda.
Odnoszę się z pełnym szacunkiem i prawidłowo rozumianą tolerancją do wszelkich odmienności. Musimy jednak pamiętać o właściwej hierarchii praw. Ich utrwalenie byłoby jednym z celów wspomnianego leksykonu. Czasami podnoszą się bowiem głosy w obronie aborcji i wydłużania czasu, do którego zabicie dziecka miałoby być dopuszczalne. Są prawa kobiet, ale jest prawo do życia i musimy rozstrzygnąć, które jest pierwsze, ważniejsze. Chodzi o hierarchię.
Słynne krakowskie sześcioraczki, które niedawno odwiedziłem, urodziły się w 22. tygodniu życia. Najmłodsza dziewczynka miała około 800 gramów. W Holandii mogłoby się zdarzyć, że takie dzieci byłyby zabite w majestacie prawa, bo tam aborcja jest dopuszczalna do 22. tygodnia. Rzecznik Praw Dziecka ma stać na straży prawa do życia, zdrowia, wychowania w rodzinie, edukacji, spraw społecznych i socjalnych. Taka jest hierarchia praw.

- Czy myśli Pan, że pornografię w internecie udałoby się jednak jakoś prawnie okiełznać, kontrolować, ograniczyć, skoro powszechnie wiadomo, że sieje ona spustoszenie w dziecięcej psychice i może skutkować bardzo niedobrze w realnym życiu? Jak w tym aspekcie wygląda polskie ustawodawstwo?

- Słabo wygląda. Złe treści są powszechnie dostępne, także dla dziecka. Nie ma żadnych realnych przeszkód, żeby np. 9-latek mógł obejrzeć sobie w internecie dowolny film pornograficzny czy dowolny materiał z patotreściami najgorszego typu. To choroba cywilizacyjna, zaraza, której nie było 20 czy 30 lat temu. W tamtych czasach były „świerszczyki” i kasety sprzedawane na bazarach. Dostęp do pornografii był mocno ograniczony. Internet zło upowszechnił. Czy można to zmienić? Nie mam wątpliwości, że tak, bo technologia pozwala na wprowadzenie daleko idących ograniczeń. Dzięki technologiom stosowanym np. na lotniskach potrafimy identyfikować ludzi po siatkówce oka, mamy już samochody bez kierowców, rozwiniętą sztuczną inteligencję... Nie jest, moim zdaniem, żadnym problemem, aby skutecznie blokować treści pedofilskie i pornograficzne. Bardzo dobrze rozwiązują to już Brytyjczycy, którzy po wielkiej rewolucji obyczajowej dostrzegli problemy, jakie z niej wyniknęły, i próbują to naprawić.

- Będzie się Pan starał, żeby pójść tym tropem?

- – Kontaktuję się z rzecznikami z Wielkiej Brytanii, tam własnych rzeczników ma Anglia, Szkocja, Walia, Irlandia Północna, a nawet wyspa Jersey. Poznaję ich metody działania. Być może ich pomysły da się wprowadzić w Polsce, np. ograniczenie dostępu do pornografii poprzez konieczność autoryzacji kartą kredytową. Nie chodzi o wprowadzenie odpłatności, tylko weryfikację, że dana osoba skończyła 18 lat. Przecież w świecie realnym takie ograniczenia funkcjonują od lat, np. przy zakupie alkoholu czy papierosów. Dlaczego nie mielibyśmy wprowadzić realnych ograniczeń dla dzieci w dostępie do pornografii w internecie, która także uzależnia i przynosi złe skutki?

- Kiedy patrzy Pan na wszelkie problemy występujące wśród dzieci, kwestia samobójstw musi być szczególnie niepokojąca?

- – Co roku znika w ten sposób kilka klas w Polsce. To jest bardzo poważny problem.

- Pojawia się pytanie o stan psychiatrii dziecięcej, który, jak zewsząd słychać, jest alarmistyczny.

- – Zaniedbania dotykają nie tylko psychiatrii, ale w ogóle medycyny dziecięcej. Począwszy od neonatologii po pediatrię. I nie jest to tylko kwestia brakujących finansów, ale przede wszystkim wielu lat zaniedbań kadrowych i braku perspektywicznego myślenia. Jeżeli chcemy mieć zdrowe społeczeństwo za lat 15, to musimy pracować nad tym już dzisiaj. Jest taki projekt Ministerstwa Zdrowia, który mocno wspieram i chciałbym, by jak najszybciej wszedł w życie.

- Jakie sprawy trafiają do Pana najczęściej?

- – Konflikty rodzinne, zwłaszcza spory rodziców o dzieci. Przystępuję do takich spraw i chciałbym, żeby w ciągu najbliższych kilku lat sądy, Powiatowe Centra Pomocy Rodzinie, ale także całe społeczeństwo miało świadomość, że dzieci mają swojego niezależnego obrońcę - że nie będą już tak łatwo traktowane jak piłeczka pingpongowa w rozgrywce rodziców. Często pouczam rodziców, ostrzegam ich, powstrzymuję przed eskalacją żądań. To zazwyczaj działa. Niestety, to najczęściej z problemów rodzinnych biorą się też patologiczne zachowania dzieci. Dochodzi nawet do tragedii, jak zabójstwo w szkole na warszawskim Wawrze, atak bombowy na Kujawach, zabójstwo dziewczynki we Wrocławiu, znana sprawa Dawidka zabitego przez ojca – wszystko było efektem degrengolady relacji rodzinnych.

- Degrengolada postępuje, więc pracy będzie Panu raczej przybywało.

- – Gdy jako adwokat chodziłem do sądu okręgowego, było tam 12 sal, z czego w ośmiu od rana do wieczora były same rozwody. Statystyki mówią same za siebie: w 2018 roku na 192 tysiące zawartych małżeństw było 63 tysiące rozwodów. Każdy rozwód to dramat, zwłaszcza dla dziecka. Dlatego tak bardzo zależy mi na uchwaleniu ustawy dotyczącej rodzinnego postępowania informacyjnego. Szacunki mówią, że dzięki temu rozwiązaniu liczba rozwodów może zmaleć o 20 procent, bo rodzicom uda się porozumieć. Obecny stan powoduje, że za 10 lat będziemy mieć już nie 20, ale 40 proc. dzieci bez faktycznego doświadczenia rodziny. Te dzieci będą dorastać bez prawidłowych wzorców rodzinnego życia.

- Społeczeństwo budowane przez ludzi, którzy nie mają doświadczenia rodzinnego będzie z pewnością innym społeczeństwem.

- – Rodzina w rozumieniu klasycznym, naturalnym, w pełni ukształtowana „produkuje” znacznie mniej patologii. I żadna inżynieria społeczna, żadna antyrodzinna propaganda tego nie zmieni. Przestępczość rodzi się ze zła, a zło rozwija się łatwiej w toksycznym środowisku. Zdrowo funkcjonująca rodzina przeciwdziała złu – dlatego trzeba wspierać, i zawsze to będę robił, wszelkie inicjatywy, które promują prawidłowe postawy rodzinne jako sposób na przeciwdziałanie złu, patologiom, a w efekcie przestępczości. Dlatego musimy pomagać rodzinom, a nie z nimi walczyć. I ja, dopóki będę Rzecznikiem Praw Dziecka, będę bronić rodzin, bo to najlepszy sposób na obronę praw dzieci.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem, pamiętam, czuwam – dziś 66. rocznica Apelu Jasnogórskiego

2019-12-08 13:46

it / Częstochowa (KAI)

Dziś przypada 66. rocznica Apelu Jasnogórskiego. W tej formie jako wieczorna modlitwa kierowana do Maryi, Królowej Polski i Matki Kościoła w intencji Ojczyzny i Kościoła rozpoczęła się 8 grudnia 1953 r. Dziś to jedna z najbardziej znanych jasnogórskich modlitw, gromadząca każdego wieczoru o godz. 21.00 tysiące pielgrzymów w Kaplicy Matki Bożej i kolejne tysiące dzięki transmisji na cały świat.

Marcin Mazur/episkopat.pl

Genezy Apelu jasnogórskiego można dopatrywać się w wydarzeniach z 4 listopada 1918 r. kiedy polscy żołnierze z 22. Pułku Piechoty, dowodzeni przez podporucznika Artura Wiśniewskiego, wyzwolili Jasną Górę spod okupacji austriackiej i o godz. 21.15 stanęli, wraz z paulinami przed Cudownym Obrazem Królowej Polski, dziękując za odzyskaną wolność po 123 latach niewoli narodowej i zaborów.

Inny przekaz mówi o kapitanie Władysławie Polesińskim, pilocie zmarłym w 1939 r., trochę „wadzącym się z Bogiem”, który podczas próbnego lotu usłyszał nagle jakby wewnętrzny rozkaz: „zniż lot, ląduj!” Wylądował szczęśliwie. Po opuszczeniu samolotu nastąpiła jego eksplozja. Była godzina 21.00.

Gdy po powrocie do domu opowiedział swojej żonie o tym wydarzeniu, ona zapytała go, którego to było dnia i o której godzinie to się stało? Okazało się, że właśnie tego dnia o godz. 21.00 polecała go Matce Bożej. Kapitan stanął „na baczność”, zasalutował i zwrócił się do Matki Bożej Jasnogórskiej, meldując się Jej jako swemu Dowódcy, od którego otrzymał ten wewnętrzny nakaz ratujący go od śmierci. Odtąd czynił to codziennie.

Kapitan Władysław Polesiński nawrócił się, zmienił życie i założył wśród oficerów polskich katolicką organizację - „Krzyż i Miecz”. Członkowie tej organizacji mieli w zwyczaju codziennie o godzinie 21.00 meldować się na apel przed Matką Bożą Częstochowską.

Podczas okupacji hitlerowskiej ks. Leon Cieślak, pallotyn, szerzył tę praktykę w Warszawie wśród młodzieży akademickiej na tajnych kompletach i w sodalicjach mariańskich. O godzinie 21.00 młodzież modliła się do Matki Bożej Jasnogórskiej i odmawiała akt zawierzenia się Maryi.

W tym samym czasie na Jasnej Górze o. Polikarp Sawicki, paulin, gromadził różne grupy akademickie, najczęściej członków sodalicji mariańskiej, na wieczorową modlitwę przed Cudownym Obrazem Matki Bożej Jasnogórskiej.

Po otrzymaniu wiadomości o internowaniu kard. Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Polski w późnych godzinach nocnych 25 września 1953 r., paulini na Jasnej Górze podjęli z pielgrzymami specjalne modlitwy o jego rychłe uwolnienie.

Prymas podczas swego internowania w Stoczku Warmińskim – w okresie stalinowskiego terroru – postanowił dokonać osobistego Aktu oddania się w niewolę miłości Matce Bożej, zawierzając Jej całkowicie swój los. Oddał się Maryi w uroczystość Jej Niepokalanego Poczęcia 8 grudnia 1953 r. W tym samym dniu rozpoczęto na Jasnej Górze wieczorową modlitwę, zwaną Apelem, w jego intencji o godz. 21.00.

Papież Pius XII w tym czasie ogłosił początek Maryjnego Roku Jubileuszowego.

Na Jasnej Górze z tej okazji ks. biskup Zdzisław Goliński, ordynariusz częstochowski, w otoczeniu kapituły katedralnej, paulinów i licznie zgromadzonych wiernych celebrował Mszę św. pontyfikalną 8 grudnia 1953 r. wieczorem - w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Podczas tej Mszy św. kazanie wygłosił przeor Jasnej Góry o. Jerzy Tomziński, w którym między innymi zapowiedział: „Staniemy dziś wszyscy na jasnogórski apel. Co to jest? Nic trudnego! Codziennie o godz. 9.00 wieczorem przeniesiemy się myślą i modlitwą na Jasną Górę, do cudownej kaplicy. Są rodziny, które o tej porze przerywają rozmowę, pracę i stają w milczeniu albo na czele ze swym ojcem odmawiają dziesiątkę różańca. Są całe zastępy polskiej młodzieży akademickiej, które to czynią. Gdy powiedziano o tym Księdzu Prymasowi Kardynałowi Wyszyńskiemu, odniósł się życzliwie do tego, potem jednak, kiedy przemyślał tę sprawę, powiedział parę miesięcy temu, że codziennie o godzinie 9 wieczorem przenoszę się myślą na Jasną Górę, modlę się i błogosławię całemu Narodowi. Wszyscy, jak nas jest przeszło 30 milionów na całym świecie; wszyscy o jednej godzinie, gdziekolwiek będziemy, czy w pracy, czy na ulicy, czy w kinie, czy na zabawie; wszyscy zbratani jedną myślą, jednym polskim sercem, staniemy przy naszej Pani i Królowej, przy Matce i Pocieszycielce, aby prosić i żebrać za Polskę, za Naród...”.

Zgodnie z tą zapowiedzią i pod jego przewodnictwem zgromadziła się w kaplicy Matki Bożej o tej wieczornej porze grupka osób, w tym paulini – o. Teofil Krauze, o. Aleksander Rumiński oraz kilka pań z Instytutu Prymasowskiego z Marią Okońską na czele, by polecić szczególnej opiece Maryi internowanego Prymasa Polski. Postanowili zbierać się codziennie o godzinie 21.00, by odmawiać modlitwy do Matki Bożej przed zasłoniętym Cudownym Obrazem.

To było oficjalne zapoczątkowanie jasnogórskiego Apelu. Paulini wzywali rodaków, by sercem, myślą i modlitwą stawać przed Obliczem Jasnogórskiej Pani o godz. 21.00 i modlić się o uwolnienie Prymasa Kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Nowe impulsy dla apelu jako wieczornego nabożeństwa maryjnego dały Jasnogórskie Śluby Narodu złożone 26 sierpnia 1956 r., zawierające program religijno-moralnej odnowy życia narodowego. Odtąd Apel jasnogórski stał się modlitwą wieczorną w intencji Narodu. Prymas Wyszyński o godz. 21.00 błogosławił całej Polsce, a za jego przykładem czynili to inni biskupi, a zwłaszcza ks. biskup Lucjan Biernacki, biskup pomocniczy prymasowskiej archidiecezji gnieźnieńskiej, który za wierność współpracy z kard. Wyszyńskim został usunięty przez władze komunistyczne z Gniezna i przebywał na wygnaniu na Jasnej Górze.

Do upowszechnienia praktyki Apelu jasnogórskiego przyczyniła się przede wszystkim peregrynacja kopii Cudownego Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej (od 1957 r.). We wszystkich parafiach, gdzie był Obraz Nawiedzenia, utrwalała się praktyka Apelu jasnogórskiego o godzinie 21.00. Paulini, prowadzący misje przed nawiedzeniem kopii Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej w Człuchowie i okolicy, zaczęli wprowadzać już w 1961 r. praktykę jasnogórskiego apelu każdego wieczora. Spotkało się to z ogromnym zainteresowaniem, bo wierni wypełniali świątynie po brzegi. Niektórzy z nich urozmaicali apel przeźroczami o tematyce jasnogórskiej.

Apel jasnogórski miał różne melodie i był śpiewany w różnych wersjach. Autorem najbardziej znanej i rozpowszechnionej melodii jest ks. Stanisław Ormiński, salezjanin, który skomponował ją w 1956 r.

W późniejszych latach melodię do apelu skomponował także ks. Marian Michalec CM. Młodzież zwykle śpiewa swój własny apel, nawiązujący w swej treści do jej zadań na nowe Tysiąclecie i wyrażający prośbę uświęcenia siebie i rodziny.

Jak wynika z zapisów kronikarskich, Apel wszedł już na stałe do programu nabożeństw maryjnych na Jasnej Górze, zwłaszcza w uroczystości odpustowe - od 1960 r.

Z okazji rozpoczęcia tzw. „Czuwań soborowych” w 1962 r. ówczesny przeor Jasnej Góry o. Anzelm Radwański podjął decyzję, aby tę praktykę wieczorowego spotkania z Królową Polski jeszcze bardziej ożywić i pogłębić. Postanowiono więc na tę szczególną chwilę spotkania z Maryją odsłaniać Cudowny Obraz i nadać temu nabożeństwu bogatszą oprawę. Najczęściej od Apelu zaczynały się czuwania modlitewne wiernych w intencji prac ojców Soboru Watykańskiego II. Tak pomyślana i zaplanowana modlitwa maryjna zaczęła gromadzić nie tylko pielgrzymów przybyłych na „Czuwania soborowe”, ale także mieszkańców Częstochowy.

Po powrocie kard. Stefana Wyszyńskiego na stolicę prymasowską (28 X 1956 r.), Apel wzbogacił się o specjalne modlitewne rozważania i intencje. Odtąd Prymas Polski błogosławił o godz. 21.00 całej Polsce, a także Polonii rozsianej po wszystkich kontynentach.

Do spopularyzowania modlitwy Apelu jasnogórskiego przyczynił się przede wszystkim kard. Wyszyński. Prymas Polski, który nie tylko na Jasnej Górze, ilekroć był obecny, ale wszędzie, nawet w swojej prywatnej kaplicy, gromadził domowników na to wieczorne spotkanie z Matką Bożą, Królową Polski i osobiście prowadził rozważania i modlitwy apelu. Wiele z nich zostało nagranych na taśmę magnetofonową i stanowi dziś bogaty zbiór modlitw w intencji aktualnych spraw Kościoła i Ojczyzny. Te modlitwy i rozważania ks. Prymasa pogłębiły znaczenie i wartość apelu. Przypomniał on, że Maryja, Królowa Polski, jest nam dana jako skuteczna pomoc i obrona dla naszego Narodu. Kard. Wyszyński wciąż zaświadczał, że wszystko postawił na Maryję. Apel jasnogórski - w ujęciu Prymasa - to modlitwa zawierzenia się w opiekę macierzyńską Maryi. Jego rozważania nawiązują do najbardziej aktualnych problemów społecznych w Polsce, do potrzeb Narodu zagrożonego w swej wierze i suwerenności, a także do zwykłych, codziennych spraw ludzkich. Ich treść wyrastała przede wszystkim z Jasnogórskich Ślubów Narodu, z duchowych mocy Wielkiej Nowenny, z owoców nawiedzenia kopii Obrazu Jasnogórskiego, a w następnych latach z Milenijnego Aktu Oddania w macierzyńską niewolę Maryi, z przeżyć Tysiąclecia Chrztu, „Społecznej Krucjaty Miłości” i przygotowań do jubileuszu 600-lecia Jasnej Góry.

Kard. Stefan Wyszyński rozmiłował się w tej maryjnej modlitwie, nadał jej właściwy charakter i treść oraz stał się jej szczególnym propagatorem. On pozostawił pewien model rozważania modlitewnego przy Apelu. - Jest to godzina czuwania przy Pani Jasnogórskiej, godzina rachunku sumienia i składania u Jej królewskich stóp naszego dorobku. Jest to godzina modlitwy, zjednoczenia przez miłość i błogosławieństwo – mówił podczas jednego z Apeli kard. Wyszyński.

Wzorując się na przykładzie kard. Stefana Wyszyńskiego i jego sposobie prowadzenia Apelu, przeor jasnogórski o. Józef Płatek wprowadził od 1975 r. krótkie rozważania modlitewne - spontaniczną modlitwę do Królowej i Matki Polaków, nawiązując do aktualnych potrzeb Ojczyzny. Następnie od 28 marca 1978 r. jako generał zakonu, przez kolejne 12 lat osobiście prowadząc Apel, utrwalił już na stałe taki styl prowadzenia jasnogórskiego Apelu, nadając mu przez to charakter serdeczny i zarazem rodzinny. Podobnie jak w dobrej rodzime wszyscy wieczorem gromadzą się wokół matki, tak samo czciciele Maryi stają po dziś dzień przed Nią jako Matką i Królową.

Największym promotorem i animatorem Apelu jasnogórskiego stał się św. Jan Paweł II. On bowiem ukazał najgłębszą treść ewangeliczną i zarazem narodową, zwłaszcza podczas swych pielgrzymek na Jasną Górę, ale i także podczas swych spotkań z Polakami. Chętnie śpiewał Apel ze swymi rodakami i nawiązywał do jego zobowiązującej treści. Wskazywał na historyczny i rycerski charakter Apelu i jednocześnie ukazał, że śpiewając czy odmawiając go, stajemy jakby „na baczność”, meldując się Maryi z oświadczeniem swego oddania: jestem cały Twój i do Twej dyspozycji! Jest to więc spotkanie z Maryją ubogacające i zarazem zobowiązujące.

Wielką zasługą papieża z Polski pozostanie na zawsze to, że jasnogórskiemu Apelowi VI Światowego Dnia Młodzieży na Jasnej Górze nadał charakter uniwersalny i zarazem eklezjalny. Jak podkreśla o. Józef Płatek, paulin „nie była to próba jakiejś polonizacji, ale raczej chrześcijańska postawa dzielenia się tym, co nasze z innymi w ich własnym języku i kulturze”. Papież w swym przemówieniu (14 sierpnia 1991 r.) zwrócił uwagę młodzieży na trzy słowa: jestem – pamiętam – czuwam. Są to kluczowe słowa apelu, które stały się programem życia dla młodego pokolenia całego świata. Dzięki inspiracji wypływającej z Ewangelii apel nabrał charakteru międzynarodowego, światowego i uniwersalnego i stał się nie tylko programem, ale i modlitwą do Maryi Matki Kościoła i Królowej świata.

Po Światowym Dniu Młodzieży z udziałem Jana Pawła II na Jasnej Górze, w dniach 14-15 sierpnia 1991 r., swą działalność rozpoczęło archidiecezjalne częstochowskie Radio „Fiat”. Ono pierwsze podjęło transmisję Apelu z Kaplicy Matki Bożej Jasnogórskiej.

Od 25 marca 1995 r. przekazuje Apel już na stałe i codziennie Radio „Jasna Góra”.

Radio „Maryja” podjęła początkowo transmisję we wszystkie soboty od adwentu 1996 r. Na mocy umowy tej rozgłośni z Radiem „Jasna Góra”, od 2 lutego 1997 r. Radio „Maryja” transmituje codziennie Apel na całą Polskę i poza jej granice bezpośrednio z kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej.

Od 5 grudnia 1997 r.- dzięki „Radiu Jasna Góra” - tysiące osób może w godzinie Apelu jasnogórskiego przekazywać swoje intencje kierowane do Jasnogórskiej Bogarodzicy Maryi. Jedni czynią to za pomocą telefonu (w godz. 20.30-21.00), a inni przesyłają swoje intencje drogą mailową, sms-ową lub pocztową.

W specjalnej księdze, którą nazwano „księgą modlitwy apelowej”, są zapisywane prośby i podziękowania. Księga ta jest też po części obrazem religijności Polaków, którzy bezgraniczną ufność pokładają w przemożnym wstawiennictwie Maryi i pragną się łączyć w modlitwie Apelu, stając duchowo przed obliczem Jasnogórskiej Królowej Polski. Tę księgę modlitwy apelowej składa się w czasie Apelu na ołtarzu. Księga pozostanie dla potomnych świadectwem miłości naszych rodaków z Polski i zagranicy – do swojej Matki i Orędowniczki.

Na to niepowtarzalne spotkanie modlitewne z Królową Polski składają się: pradawna pieśń „Bogurodzica Dziewica”; trzykrotnie śpiewany hejnał: Maryjo, Królowo Polski, jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam!; modlitewne rozważanie na tle tajemnic życia Maryi, Jej udziału w misterium Chrystusa, Kościoła i Narodu; dziesiątka różańca; antyfona „Pod Twoją obronę”; wezwania: „Królowo Polski, módl się za nami!”; błogosławieństwo, którego udziela prowadzący rozważanie, albo któryś z dostojników kościelnych; pieśń do Matki Bożej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież na 53 Dzień Pokoju apeluje o dialog, pojednanie i nawrócenie ekologiczne

2019-12-12 12:36

tłum. o. Stanisław Tasiemski OP (KAI) / Watykan

O postrzeganie pokoju jako drogi nadziei, w której nie ma miejsca na strach, ale obejmującej dialog, pojednanie i nawrócenie ekologiczne, zaapelował Ojciec Święty w orędziu na 53 Światowy Dzień Pokoju, obchodzony 1 stycznia 2020 roku. Tradycyjnie już treść tego dokumentu została podpisana w Watykanie 8 grudnia.

POKÓJ JAKO DROGA NADZIEI:

DIALOG, POJEDNANIE I NAWRÓCENIE EKOLOGICZNE

1. Pokój, droga nadziei w obliczu przeciwności i prób

Pokój jest dobrem cennym, przedmiotem naszej nadziei, do którego dąży cała ludzkość. Nadzieja na pokój to postawa ludzka, która zawiera napięcie egzystencjalne, ze względu na które nawet niekiedy uciążliwą teraźniejszość „można przeżywać i akceptować, jeśli ma jakiś cel i jeśli tego celu możemy być pewni, jeśli jest to cel tak wielki, że usprawiedliwia trud drogi” [1]. Dzięki temu nadzieja jest cnotą, która każe nam wyruszyć w drogę, daje nam skrzydła, by iść naprzód, nawet gdy przeszkody wydają się nie do pokonania.

Nasza ludzka wspólnota nosi w pamięci i ciele znaki wojen i konfliktów, które następowały po sobie z coraz większymi możliwościami zniszczenia, a które nie przestają dotykać szczególnie najuboższych i najsłabszych. Nawet całym narodom trudno wyzwolić się z okowów wyzysku i korupcji, podsycających nienawiść i przemoc. Do dziś, wielu mężczyznom i kobietom, dzieciom i osobom starszym odmawia się godności, nietykalności fizycznej, wolności, w tym wolności religijnej, solidarności wspólnotowej, nadziei na przyszłość. Wiele niewinnych ofiar znosi udrękę upokorzenia i wykluczenia, żałoby i niesprawiedliwości, a nawet urazów wynikających z systematycznych zaciekłych prześladowań przeciw swemu ludowi i swoim bliskim.

Straszliwe doświadczenia konfliktów wewnętrznych i międzynarodowych, często pogłębiane przemocą bez jakiejkolwiek litości, odcisnęły piętno na ciele i duszy ludzkości. Każda wojna okazuje się bowiem bratobójstwem, które niszczy sam projekt braterstwa, wpisany w powołanie rodziny ludzkiej.

Wiemy, że wojna często zaczyna się od nietolerancji wobec odmienności drugiego, co wywołuje chęć posiadania i wolę panowania. Rodzi się w sercu człowieka z egoizmu i pychy, z nienawiści prowadzącej do zniszczenia, aby zamknąć drugiego w obrazie negatywnym, żeby go wykluczyć i usunąć. Wojna jest podsycana przez wypaczanie relacji, ambicje hegemoniczne, nadużycia władzy, lęk przed drugim i różnicę postrzeganą jako przeszkodę; i jednocześnie to wszystko podsyca.

Paradoksalne jest, jak zauważyłem podczas ostatniej podróży do Japonii, że „nasz świat żyje przewrotną dychotomią chęci obrony i zapewnienia stabilności i pokoju, opartych na fałszywym bezpieczeństwie wspieranym mentalnością strachu i nieufności, co doprowadza do zatrucia relacji między narodami i uniemożliwienia jakiegokolwiek dialogu. Nie da się pogodzić pokoju między narodami i stabilności z jakimkolwiek usiłowaniem budowania na strachu przed wzajemnym zniszczeniem lub na groźbie całkowitej zagłady. Jest to możliwe jedynie wychodząc z globalnej etyki solidarności i współpracy w służbie przyszłości kształtowanej przez współzależność i współodpowiedzialność całej rodziny ludzkiej dziś i jutro” [2].

Każda sytuacja zagrożenia wywołuje nieufność i skupienie się na swoim statusie. Nieufność i strach zwiększają kruchość relacji i zagrożenie przemocą, w błędnym kole, które nigdy nie może prowadzić do relacji pokojowych. W związku z tym, nawet odstraszanie nuklearne może stworzyć jedynie złudne bezpieczeństwo.

Dlatego nie możemy oczekiwać utrzymania stabilności na świecie poprzez strach przed unicestwieniem, w bardzo niestabilnej równowadze, zawieszonej na skraju otchłani nuklearnej i zamkniętej w murach obojętności, gdzie podejmowane są decyzje społeczno-gospodarcze otwierające drogę do dramatów odrzucenia człowieka i stworzenia, zamiast strzec siebie nawzajem [3]. Jak zatem zbudować drogę pokoju i wzajemnego uznania? Jak przełamać chorobliwą logikę pogróżek i strachu? Jak pokonać dominującą obecnie dynamikę nieufności?

Musimy dążyć do prawdziwego braterstwa opartego na wspólnym pochodzeniu od Boga, braterstwa realizowanego w dialogu i wzajemnym zaufaniu. Pragnienie pokoju jest głęboko zakorzenione w sercu człowieka i nie wolno nam rezygnować, godząc się na coś, co byłoby od niego mniejsze.

2. Pokój, droga słuchania oparta na pamięci, solidarności i braterstwie

Hibakusha, osoby, które przeżyły bombardowania atomowe w Hiroszimie i Nagasaki, należą do tych, którzy dziś podtrzymują płomień zbiorowej świadomości, świadcząc następnym pokoleniom o potworności tego, co wydarzyło się w sierpniu 1945 r. oraz o niewypowiedzianych cierpieniach, jakie po tym nastąpiły aż po dzień dzisiejszy. Ich świadectwo rozbudza i zachowuje w ten sposób pamięć o ofiarach, aby ludzkie sumienie stawało się coraz silniejsze w obliczu wszelkiej woli dominacji i zniszczenia: „nie możemy pozwolić, by obecne i nowe pokolenia utraciły pamięć o tym, co się wydarzyło, tę pamięć, która jest gwarantem i bodźcem do budowania bardziej sprawiedliwej i braterskiej przyszłości” [4].

Podobnie jak oni, wiele osób na całym świecie oferuje przyszłym pokoleniom nieodzowną posługę pamięci, której należy strzec nie tylko po to, aby nie popełniać na nowo tych samych błędów, albo by nie proponowano na nowo złudnych wzorców przeszłości, ale także dlatego, aby jako owoc doświadczenia stanowiła ona korzeń i podpowiadała drogę dla obecnych i przyszłych decyzji pokojowych.

Co więcej, pamięć jest perspektywą nadziei: często w mrokach wojen i konfliktów, pamięć o nawet niewielkim otrzymanym geście solidarności może zainspirować decyzje odważne, a nawet heroiczne, może uruchomić nowe energie i rozpalić nową nadzieję w poszczególnych osobach i wspólnotach.

Otwarcie i wytyczanie drogi pokoju jest wyzwaniem o tyle bardziej złożonym, o ile wchodzące w grę interesy w stosunkach między osobami, wspólnotami i narodami są wielorakie i sprzeczne. Przede wszystkim należy odwoływać się do sumienia moralnego oraz do woli osobistej i politycznej. Pokój czerpiemy bowiem z głębi ludzkiego serca, a wola polityczna zawsze musi być umacniana, aby rozpocząć nowe procesy, które jednają i jednoczą osoby i wspólnoty.

Świat nie potrzebuje pustych słów, ale przekonanych świadków, budowniczych pokoju otwartych na dialog, bez wykluczenia i manipulacji. Nie można bowiem naprawdę osiągnąć pokoju, jeśli nie będzie pełnego przekonania dialogu mężczyzn i kobiet, którzy szukają prawdy pomijając ideologie i różne opinie. Pokój „należy budować bezustannie” [5], jest drogą, którą przebywamy razem, zawsze szukając dobra wspólnego i zobowiązując się do dotrzymywania danego słowa i poszanowania prawa. We wzajemnym słuchaniu mogą też wzrastać poznanie i szacunek dla drugiego, aż po rozpoznanie w nieprzyjacielu twarzy brata.

Proces pokojowy jest zatem zaangażowaniem, które trwa w czasie. Jest to cierpliwe dzieło poszukiwania prawdy i sprawiedliwości, szanujące pamięć ofiar i otwierające krok po kroku wspólną nadzieję, silniejszą niż zemsta. W państwie prawa demokracja może być znaczącym paradygmatem tego procesu, jeżeli opiera się na sprawiedliwości i dążeniu do ochrony praw każdego, zwłaszcza słabych lub zmarginalizowanych, w nieustannym poszukiwaniu prawdy [6]. Chodzi o konstrukcję społeczną i dzieło w toku, w które każdy odpowiedzialnie wnosi swój wkład na wszystkich poziomach społeczności lokalnej, krajowej i ogólnoświatowej.

Jak podkreślał św. Paweł VI, „podwójna tendencja, do równości i do udziału w zarządzaniu zmierza do wytworzenia pewnego typu społeczeństwa demokratycznego [...]. Stąd wynika doniosłość wychowywania do życia społecznego, wychowania, w którym obok pouczenia o prawach należnych każdemu znajdzie się przypomnienie o wzajemnych obowiązkach, które są koniecznym odpowiednikiem praw. Świadomość zaś obowiązków i wykonywanie ich zależą najbardziej od panowania nad sobą, a także od podjęcia odpowiedzialności i uznania granic wolności jednostki czy grupy” [7].

Przeciwnie, rozdźwięk między członkami społeczeństwa, wzrost nierówności społecznych i odmowa użycia narzędzi służących integralnemu rozwojowi człowieka zagrażają dążeniu do dobra wspólnego. Natomiast cierpliwa praca, oparta na sile słowa i prawdy, może rozbudzić w osobach zdolność do współczucia i twórczej solidarności.

W naszym chrześcijańskim doświadczeniu nieustannie upamiętniamy Chrystusa, który oddał swoje życie dla naszego pojednania (por. Rz 5, 6-11). Kościół w pełni uczestniczy w dążeniu do sprawiedliwego ładu, nieustannie służąc dobru wspólnemu i pielęgnując nadzieję pokoju, poprzez przekaz wartości chrześcijańskich, nauczanie moralne oraz dzieła społeczne i wychowawcze.

3. Pokój, droga pojednania w braterskiej komunii

Biblia, zwłaszcza poprzez słowo proroków, nawołuje sumienia i ludy do przymierza Boga z ludzkością. Chodzi o porzucenie chęci panowania nad innymi i nauczenie się patrzenia na siebie nawzajem jako na osoby, jako na dzieci Boże, jako na braci. Drugi nigdy nie powinien być spychany do tego, co mógł powiedzieć lub uczynić, ale powinien być widziany przez pryzmat obietnicy, którą w sobie niesie. Tylko wybierając drogę szacunku można przełamać spiralę zemsty i wejść na drogę nadziei.

Prowadzi nas fragment Ewangelii przytaczający następującą rozmowę między Piotrem a Jezusem: „«Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy?». Jezus mu odrzekł: «Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy»”(Mt 18, 21-22). Ta droga pojednania wzywa nas do odnalezienia w głębi naszych serc siły przebaczenia i umiejętności uznania siebie za braci i siostry. Uczenie się życia w przebaczeniu zwiększa naszą zdolność do stawania się kobietami i mężczyznami pokoju.

To, co jest prawdą o pokoju w sferze społecznej, jest również prawdziwe w sferze politycznej i gospodarczej, ponieważ kwestia pokoju przenika wszystkie wymiary życia wspólnotowego: nigdy nie będzie prawdziwego pokoju, dopóki nie będziemy zdolni do zbudowania bardziej sprawiedliwego systemu gospodarczego. Jak dziesięć lat temu napisał Benedykt XVI w encyklice Caritas in veritate: „Przezwyciężenie niedorozwoju wymaga interwencji nie tylko w zakresie polepszenia transakcji opierających się na wymianie, nie tylko tworzenia struktur opiekuńczych natury publicznej, ale przede wszystkim stopniowego otwarcia, w kontekście światowym, na formy działalności ekonomicznej charakteryzujące się elementami darmowości i komunii” (n. 39).

4. Pokój, droga nawrócenia ekologicznego

„Jeśli złe zrozumienie naszych zasad prowadziło nas czasami do usprawiedliwiania nadużyć w traktowaniu natury lub despotycznego panowania człowieka nad stworzeniem czy też wojen, niesprawiedliwości i przemocy, to jako ludzie wierzący możemy uznać, że w ten sposób byliśmy niewierni względem skarbu mądrości, którego powinniśmy strzec”[8].

W obliczu następstw naszej wrogości wobec innych, braku szacunku dla wspólnego domu i rabunkowej eksploatacji zasobów naturalnych – postrzeganych jako użyteczne narzędzia wyłącznie dla doraźnego zysku, bez poszanowania wspólnot lokalnych, dobra wspólnego i dobra przyrody – potrzebujemy nawrócenia ekologicznego.

Niedawny Synod na temat Amazonii pobudza nas do skierowania w nowy sposób apelu o pokojową relację między wspólnotami a ziemią, między teraźniejszością a pamięcią, między doświadczeniami a nadziejami.

Ta droga pojednania jest także słuchaniem i kontemplacją świata, który został nam dany przez Boga, abyśmy go uczynili naszym wspólnym domem. Istotnie, zasoby naturalne, liczne formy życia i sama Ziemia zostały nam powierzone, abyśmy je „uprawiali i strzegli” (por. Rdz 2, 15), także dla przyszłych pokoleń, z odpowiedzialnym i aktywnym udziałem każdego. Ponadto potrzebujemy przemiany przekonań i spojrzeń, która otworzyłaby nas bardziej na spotkanie z drugim człowiekiem i na przyjęcie daru stworzenia, które odzwierciedla piękno i mądrość Stwórcy.

Stąd wypływają zwłaszcza głębokie motywacje i nowy sposób zamieszkiwania we wspólnym domu, bycia obecnymi jedni dla drugich ze swoimi różnorodnościami, celebrowania i szanowania życia otrzymanego i dzielonego z innymi, zatroszczenia się o warunki i modele społeczeństwa, które sprzyjałyby rozkwitaniu i trwałości życia w przyszłości, rozwijania dobra wspólnego całej rodziny ludzkiej.

Nawrócenie ekologiczne, o które apelujemy, prowadzi nas zatem do nowego spojrzenia na życie, biorąc pod uwagę szczodrość Stwórcy, który dał nam Ziemię i który wzywa nas do radosnej wstrzemięźliwości dzielenia się. Takie nawrócenie należy rozumieć w sposób integralny, jako przekształcenie relacji utrzymywanych z naszymi siostrami i braćmi, z innymi istotami żywymi, ze stworzeniem w jego niezwykle bogatej różnorodności, ze Stwórcą, który jest źródłem wszelkiego życia. Dla chrześcijanina wymaga to „rozwijania wszystkich konsekwencji swego spotkania z Jezusem w relacjach z otaczającym go światem” [10].

5. Tyle się zyskuje, ile się spodziewa[10]

Droga pojednania wymaga cierpliwości i zaufania. Nie można osiągnąć pokoju, jeśli się go nie spodziewamy.

Chodzi przede wszystkim o wiarę w możliwość pokoju, wiarę w to, że druga osoba ma – tak samo, jak my – potrzebę pokoju. Może nas w tym inspirować miłość Boga do każdego z nas, miłość wyzwalająca, miłość nieograniczona, darmowa, niestrudzona.

Często źródłem konfliktu jest strach. Dlatego ważne jest, aby wyjść poza nasze ludzkie obawy, uznając siebie za potrzebujące dzieci, w obliczu Tego, który nas miłuje i na nas czeka, jak Ojciec na syna marnotrawnego (por. Łk 15, 11–24). Kultura spotkania między braćmi i siostrami zrywa z kulturą pogróżek. Sprawia, że każde spotkanie staje się szansą i darem szczodrej miłości Boga. Prowadzi nas do przekroczenia granic naszych ograniczonych horyzontów, aby zawsze zmierzać do życia w powszechnym braterstwie, jako dzieci jednego Ojca Niebieskiego.

Dla uczniów Chrystusa droga ta jest także wspierana sakramentem Pojednania, danym przez Pana na odpuszczenie grzechów osób ochrzczonych. Ten sakrament Kościoła, który odnawia osoby i wspólnoty, wzywa nas, byśmy patrzyli na Jezusa, który pojednał „wszystko z sobą: przez Niego – i to, co na ziemi, i to, co w niebiosach, wprowadziwszy pokój przez krew Jego krzyża” (Kol 1, 20); i prosi nas, byśmy zrezygnowali z wszelkiej przemocy w naszych myślach, słowach i czynach, zarówno wobec bliźniego, jak i wobec stworzenia.

Łaska Boga Ojca daje się jako miłość bez warunków. Otrzymawszy Jego przebaczenie w Chrystusie, możemy wyruszyć w drogę, aby je ofiarować mężczyznom i kobietom naszych czasów. Dzień po dniu Duch Święty podpowiada nam postawy i słowa, abyśmy stali się budowniczymi sprawiedliwości i pokoju.

Niech Bóg pokoju nas błogosławi i przyjdzie nam z pomocą.

Niech Maryja, Matka Księcia Pokoju i Matka wszystkich ludów ziemi towarzyszy nam i wspiera nas na drodze pojednania, krok po kroku.

I oby każda osoba, przychodząc na ten świat, mogła zaznać życia w pokoju i w pełni rozwinąć obietnicę miłości i życia, jaką w sobie nosi.

Watykan, 8 grudnia 2019 r. Franciszek

PRZYPISY:

1. BENEDYKT XVI, Enc. Spe salvi (30 listopada 2007), 1.

2. Przemówienie o broni nuklearnej, Nagasaki, „Atomic Bomb Hypocenter”, 24 listopada 2019.

3. Por. Homilia na Lampedusie, 8 lipca 2013.

4. Przemówienie na temat pokoju, Hiroszima, Pomnik Pokoju, 24 listopada 2019.

5. SOBÓR WATYKAŃSKI II, Konst. duszp. Gaudium et spes, 78.

6. Por. BENEDYKT XVI, Discorso ai dirigenti delle Associazioni Cristiane Lavoratori Italiani, 27 stycznia 2006.

7. List apost. Octogesima adveniens (14 maja 1971), 24.

8. Enc. Laudato si’ (24 maja 2015), 200.

9. Tamże, 217

10. Por. ŚW. JAN OD KRZYŻA, Noc ciemna, II, 21, 8.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem