Reklama

Brat Albert – patron na nasze czasy

2017-07-26 10:52

Agnieszka Marek
Edycja lubelska 31/2017, str. 6-7

Agnieszka Marek
Zbigniew Śliwiński (z prawej) jako Brat Albert

Ze Zbigniewem Śliwińskim, dyrektorem Puławskiego Ośrodka Kultury „Dom Chemika”, rozmawia Agnieszka Marek

AGNIESZKA MAREK: – Św. Albert jest patronem Puław od 1999 r. Jakie były przesłanki tej decyzji i czy jako ówczesny radny miasta brał Pan udział w przygotowaniu uchwały?

ZBIGNIEW ŚLIWIŃSKI: – Z inicjatywą podjęcia uchwały w sprawie nadania Puławom patrona św. Brata Alberta wystąpiła Akcja Katolicka z parafii św. Brata Alberta. Pod koniec lat 90. XX wieku w związku z obserwowalnym kryzysem wartości istniała potrzeba poszukiwania autorytetów, a jednym z błogosławionych mających związek z Puławami był właśnie Adam Chmielowski, którego kult rozwijał się w parafii pod jego wezwaniem: patriota, artysta, ale przede wszystkim ojciec ubogich. Dla ówczesnej Rady Miasta do podjęcia takiej decyzji wystarczyło jedno spotkanie, na którym wszyscy zdeklarowali poparcie tej inicjatywy i rozpoczął się proces przygotowawczy, w którym jako radny również brałem udział. Brat Albert był już w tamtym czasie znany. W czerwcu 1999 r. Szkoła Podstawowa w Skowieszynie otrzymała imię Adama Chmielowskiego, co miasto wykorzystało do organizacji uroczystości nadania patrona Puławom. Z ramienia samorządu byłem odpowiedzialny za przygotowanie części artystycznej na tę uroczystość, a ponieważ byłem wtedy katechetą w szkole w Skowieszynie, przygotowałem ją z dziećmi z tej właśnie szkoły. Duże znaczenie dla podjęcia uchwały miał związek Adama Chmielowskiego z Puławami. Był studentem Instytutu Rolno-Leśnego w Puławach i z Puław, dając wyraz swojemu patriotyzmowi i szeroko rozumianej miłości do ojczyzny, wyruszył do powstania styczniowego. Już wcześniej Adam Chmielowski był znany w Puławach, gdyż jedna z ulic, tuż obok kościoła pw. św. Brata Alberta, nosiła jego imię. Natomiast od grudnia 1991 r. działa w naszym mieście schronisko dla bezdomnych mężczyzn prowadzone przez Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta. Funkcjonuje także Zespół Szkół Katolickich, który w 2010 r. otrzymał imię św. Brata Alberta Chmielowskiego.

– W jakich inicjatywach można dostrzec rys obecności św. Alberta? Wiem, że jest Pan inicjatorem i organizatorem kilku cyklicznych wydarzeń przybliżających jego postać.

– Duchowość Brata Alberta promowana jest w kościele pod jego wezwaniem, czy to w ramach odpustu, czy też podczas innych uroczystości, nie tylko liturgicznych. Od czasu przyjęcia św. Alberta za patrona Puław co roku odbywają się konkursy, których celem jest zapoznanie młodego pokolenia z postacią Adama Chmielowskiego oraz kształtowanie ogólnoludzkich wartości, jakimi są uczciwość, bezinteresowność, miłość do Boga i bliźniego. Konkursy plastyczny, poetycki oraz konkurs wiedzy prowadzone są pod hasłem: „Trzeba dobrym być jak chleb”. Szczególnie konkurs wiedzy pokazuje, że Brat Albert staje się dla młodego pokolenia postacią ważną, mimo że trudną, ale do końca dającą poczucie kształtowania w sobie pozytywnych cech.

– Brał Pan udział w wielu artystycznych przedsięwzięciach, a nawet wcielał się Pan w postać św. Alberta. Czy to spowodowało, że stał się Panu bliski?

– Pokazać osobowość czy cechy charakteru danego bohatera najbardziej można przez sztukę teatralną, śpiew piosenek lub budzenie pewnej wrażliwości człowieka. Te elementy zarówno teatralne, jak i muzyczne dają nam poczucie obecności patrona w codziennym życiu. Tak tworzy się poczucie wrażliwości i poznaje się trudną postać, ale mającą w sobie dużo życiowej mądrości. Postać św. Alberta jest mi bardzo bliska zarówno ze względu na fakt, że byłem pomysłodawcą nadania jego imienia szkole w Skowieszynie, jak również poprzez inicjatywy artystyczne: organizowanie koncertów piosenek o św. Albercie i pokazywanie mieszkańcom Puław jego postaci w formie teatralnej. W 2006 r. odbyła się premiera sztuki Karola Wojtyły „Brat naszego Boga”, gdzie grałem św. Alberta. W Puławach organizowane były także wieczory poezji o naszym patronie, w czasie których czytane były wiersze uczestników konkursu „O pajdkę razowego chleba” organizowanego wspólnie z parafią św. Alberta.

– Jak przyjął Pan decyzję o ogłoszeniu Roku św. Alberta? Czy jest to patron na nasze czasy?

– Długo czekałem na to, aby rok został poświęcony akurat tej postaci. Było wiele okazji i przesłanek, aby już wcześniej pojawiła się taka inicjatywa, ale oczywiście 100. rocznica śmierci św. Alberta jest dobrą okazją, by bliżej poznać jego życie i duchowość. Adam Chmielowski jest coraz bardziej potrzebny w naszych czasach może bardziej niż kiedykolwiek. Jego bezinteresowność i ukazanie pewnej hierarchii wartości powinny budzić w nas dużą wrażliwość potrzebną do samooceny i podsumowania własnego życia. Jest to patron na nasze czasy, gdyż w zdecydowany sposób uświadamia nam, co w życiu powinno być najważniejsze, a on sam, mimo że schorowany i biedny, umierał jako szczęśliwy człowiek i takiego szczęścia powinniśmy się od niego uczyć.

– Jakie przedsięwzięcia dla uczczenia Roku św. Alberta zostały już realizowane w Puławach?

– Obchody tego roku rozpoczęliśmy właściwie już w grudniu 2016 r., organizując konkurs wiedzy o naszym patronie, w którym wzięło udział ponad 100 osób ze szkół podstawowych, średnich i gimnazjów. Najważniejsze w tym przedsięwzięciu nie jest jednak zwycięstwo i zbieranie nagród, ale to, że przynajmniej raz przeczytamy biografię św. Alberta, która, zaznaczam po raz kolejny, nie jest łatwym życiorysem. Jego życie, trudności w dokonywaniu wyborów na jego różnych etapach mogą być dla nas cenną lekcją. Nie jest łatwo zrezygnować z bogactwa i sławy na rzecz pomocy najbiedniejszym, a w przypadku biografii naszego patrona ten wątek przejawia się bardzo często. W nawiązaniu do patriotycznego zaangażowania Adama Chmielowskiego z inicjatywy POK „Dom Chemika” został przygotowany specjalny spektakl pt. „Adam Chmielowski – niedokończona historia 1863…”, który pokazuje jego aktywność w bardziej historycznym ujęciu, jego zaangażowanie na polu patriotycznym. Spektakl ten został wystawiony dwukrotnie – w lutym na scenie POK, a w maju w Żyrzynie.
Brat Albert często podpowiada nam, co zrobić, aby idea miłości bliźniego stała się bardziej zauważalna w codziennym życiu. Pod wpływem jego postaci w 2007 r. powstał pomysł zorganizowania Miejskiej Wigilii z Bratem Albertem. Od tamtej pory corocznie spotykamy się, aby umożliwić skorzystanie osobom potrzebującym z ciepłego posiłku wigilijnego, ale też jednoczymy się w społeczności puławskiej, aby poprzez wspólne czytanie Pisma Świętego, śpiewanie kolęd i łamanie się opłatkiem głębiej przeżyć tajemnicę Bożego Narodzenia. Ze względu na przeżywany Rok św. Alberta patron naszego miasta dołączył do tegorocznego Orszaku Trzech Króli. Towarzyszył on Mędrcom i pokazywał prawdziwe oblicze miłosierdzia. Podobnie jak Trzej Królowie zachęcał nas do tego, byśmy przyjęli Jezusa, widząc w Nim każdego człowieka potrzebującego pomocy. Adam Chmielowski potrafił dostrzec Chrystusa w drugim człowieku, o czym świadczy jego obraz „Ecce Homo”, na którym, malując bezdomnego, namalował postać Jezusa. Swoją postawą zachęca nas, abyśmy służyli innym ludziom.
Warto dodać, że w ramach obchodów Roku św. Alberta odbywa się wiele wydarzeń zainspirowanych jego postacią. Najwięcej takich przedsięwzięć ma miejsce w parafii św. Alberta, gdzie jego kult jest stale obecny, ale były także spotkania w Bibliotece Miejskiej, a w parafii Miłosierdzia Bożego odbył się koncert zespołu „Mazowsze” ku czci św. Alberta. Widać, że każdy na swój sposób stara się włączyć w obchody tego wyjątkowy dla społeczności naszego miasta roku.

– A co jeszcze przed nami?

– Kolejna edycja konkursów, wieczór poezji. W listopadzie planujemy „Zaduszki historyczne” upamiętniające bohaterów powstań narodowych z lat 1794 – 1944, które będą dedykowane św. Albertowi, a w kolejnych miesiącach wieczór poetycko-muzyczny na podsumowanie konkursu poetyckiego, nową adaptację sztuki „Brat naszego Boga” oraz wydanie publikacji okolicznościowej zawierającej wiersze inspirowane postacią św. Alberta napisane w przeciągu 16 lat przez uczestników konkursów poetyckich. Plany są ambitne, zobaczymy, co uda się zrealizować. Na szczęście św. Albert pozostanie patronem naszego miasta również po zakończeniu tego jubileuszowego roku, także możemy planować różne przedsięwzięcia związane z popularyzowaniem jego postaci.

Tagi:
wywiad Rok św. Brata Alberta

Zamiast muzycznej kariery wybrał kapłaństwo

2019-06-26 18:39

Piotr Kołodziejski / Szczecin (KAI)

"Jestem przekonany, że spełniam wolę Bożą. To mnie trzyma tak głęboko jak kotwica" - mówi diakon Maciej Czaczyk, który wraz z dwójką innych kandydatów przyjmie święcenia prezbiteratu w szczecińskiej katedrze. W 2011 roku 17-letni wówczas licealista z Gryfina wygrał telewizyjne "Must be the music". Potem jednak wybrał inną drogę życiową.

Screenshot/www.youtube.com

Piotr Kołodziejski (KAI): Po wygranej w programie była nagrana płyta, a potem... decyzja o wstąpieniu do seminarium. Nie żałujesz tej decyzji z perspektywy lat?

Maciej Czaczyk: - Nie żałuję. To po prostu mega duża przygoda, potężna otwierająca życie. Szczęśliwe życie. Także nie sposób żałować.

KAI: Pamiętam moment, kiedy ogłosiłeś, że wstępujesz do seminarium. W mediach była duża konsternacja. Czy docierały do Ciebie komentarze w stylu "Co ty robisz człowieku?"

- Nie czytałem tych komentarzy, ale przyznam, że w prywatnych wiadomościach docierały do mnie głosy niezrozumienia. Niektórzy krytykowali bardzo mocno i czuli się zawiedzeni. Poniekąd ja sam byłem zaskoczony tą decyzją.

- W jednym z wywiadów powiedziałeś, że „realizacja pasji dla pasji jest pusta”. Co to oznacza?

- Myślę, że na każdym etapie trochę inaczej to rozumiałem. Dziś myślę po prostu, że sam dla siebie nie jestem celem. Moje realizowanie siebie, choć jest piękne i potrzebne, żeby się rozwijać i realizować swoje pasje, jest bardzo potrzebne, ale to nie jest w stanie zaspokoić człowieka. Bo człowiek jest kimś więcej i potrzebuje relacji do drugiego człowieka i miłości do drugiej osoby, żeby dawać z siebie. A nie tylko dziś każdy bardziej realizuje siebie, dla siebie, do siebie. Żeby jednak odbić w drugą stronę. Nie w stronę pasji i realizacji siebie, ale bardziej w stronę bycia dla innych. Jeśli pasja jest tak rozwijana, to jak najbardziej, ale ona wtedy nie staje się celem.

- Mówiłeś też, że jako dziecko chciałeś być księdzem, a więc u Ciebie to chyba nie był taki strzał, że nagle po sukcesie medialnym w konkursie telewizyjnym zdecydowałeś się zostać księdzem, tylko to w Tobie dojrzewało.

- Tak i to od malucha. Nim poszedłem do I Komunii Świętej i bliżej podszedłem do ołtarza, to już były zabawy w księdza. Bawiłem się w moim życiu i to pragnienie było. Tak jak dzieci bawią się w różne zawody. To była jedna z takich zabaw, ale okazuje się, że potem coraz bardziej chciałem iść w tę stronę.

- W tych zabawach bardziej skupiałeś się na głoszeniu kazań, czy to już były pierwsze próby grania na gitarze?

- Nie. Grania na gitarze wtedy nie było. Nie pamiętam czy wygłaszałem wtedy kazania. Pamiętam, że było „przeistoczenie”. Była taka śnieżnobiała cieniutka gąbeczka, materiał okrągły pod różańcem, który miałem. To był taki różaniec z Częstochowy. Spod różańca wyciągnąłem to i to pięknie wyglądało jak hostia. Było takie śnieżnobiałe i wyglądało jak hostia. Pamiętam podnosiłem się to do góry w tej zabawie.

- Wygrywasz konkurs, nagrywasz płytę. Czym dla Ciebie było wtedy szczęście, a czym jest teraz?

- Czułem wtedy na pewno radość. Było wiele emocji, stresu, a szczęście to nie emocje, bo te emocje później opadły, zaczęła się kariera i okazuje się, że to było jakieś puste głębiej. To opierało się tylko na doznaniach, emocjach, które ulatywały. Żyłem od fajerwerków do fajerwerków, od wywiadu do wywiadu, od koncertu do koncertu, żeby zapewnić sobie kolejne radochy życia, od imprezy do imprezy, a szczęście było cały czas niedostępne, nieosiągalne. No i zacząłem szukać.

- Powiedziałeś, że była w pewnym momencie doświadczyłeś pustki. Nie żałujesz więc tego doświadczenia na scenie. Czy ono było potrzebne w twoim życiu?

- Bardzo potrzebne i jestem wdzięczny najpierw Panu Bogu, a potem tym innym, których spotkałem. Wiele mnie nauczyli i to było bardzo cenne. Dziękuję im, że mogłem tego doświadczyć. To było wspaniałe doświadczenie.

- Czy to może być wskazówką dla tych młodych, którzy dziś poszukują swojej drogi i chcieliby jeszcze czegoś spróbować zanim podejmą ostateczną decyzję?

- Zdecydowanie tak. Myślę, że warto rozwijać swoje pasje, talenty i też iść za tym, co w jakiś sposób odkrywamy w swoim życiu i czego pragniemy. Pan Bóg też często w tym jest. Często podsuwa takie pragnienia. Jeśli to są rzeczy, które nas prowadzą do dobrego, to trzeba za tym iść. Na pewno trzeba rozwijać talent i szukać szczęścia, ale polecam to robić z Panem Bogiem.

- Masz poczucie, że spełniasz Wolę Bożą na co dzień?

- Jestem przekonany, że spełniam Wolę Bożą. To mnie trzyma tak głęboko jak kotwica. Mimo różnych uczuć każdego dnia, bo przecież uczucia się zmieniają, mam szczęście i pokój, że bez względu na to, co będzie się działo na morzu, jaka burza przyjdzie, to ta kotwica jest zakotwiczona. To jest mega ważne w momencie wybierania swojej drogi życiowej, żeby zakotwiczyć i wybrać drogę swojego powołania.

- Jak się Ciebie słucha, można stwierdzić, że jesteś szczęśliwym człowiekiem. Skoro się tak spełniasz, to nigdy nie było kryzysów?

- Szczęście to też kryzysy. Uczucia są różne. Miałem kryzysy. Myślę, że będę miał jeszcze nie jeden i nie dwa w swoim życiu, ale w seminarium, jak miałem kryzysy, to po nich siłą rzeczy stawałem bardziej w prawdzie o rzeczywistości o mnie i stawałem w realnym świecie, stawałem się mocniejszy. Szczęście nie wyklucza się z kryzysem.

- Czasem grasz na gitarze i pojawiasz się na scenie. Czy jest coś w diakonie Macieju Czaczyku z tego Maćka, który wygrywał „Must be the music”?

- Na pewno jest sporo rzeczy w tym Maćku Czaczyku, bo to tak naprawdę ten sam Maciek Czaczyk, chociaż niedługo kompletnie duchowo zmieni się moje życie, bo Chrystus przejmie stery oficjalnie, ale moje cechy charakteru, moje życie i patrzenie na wiele spraw ciągle wymaga nawrócenia, ale też cennych rzeczy nie zabrał mi Pan Bóg, a myślę, że jeszcze je pomnożył i rozwinął. Takie mam przeświadczenie.

- Jakie, Twoim zdaniem, są dziś motywacje kandydatów na księży?

- Wydaje mi się, że mogą być bardzo różne. Ale po to jest seminarium, aby rozeznać. Seminarium to nie jest „szkoła na księdza” ale czas rozeznawania. Niektórzy stwierdzają, że to nie jest ta droga i odchodzą. I o to chodzi. Lepiej być dobrym mężem i ojcem niż złym księdzem.

- Jak postrzegani są dziś kapłani w obliczu prób dyskredytowania Kościoła i tworzenia wizerunku Kościoła będącego w kryzysie?

- To nie jest raczej pytanie do mnie ale do jakichś sondażowni. Ja wiem, kim powinien być kapłan i jakim chcę być kapłanem. Każdy z nas ma być alter Christus, drugim Chrystusem. Można powiedzieć, że kryzys wizerunkowy był w Kościele od początku. O Jezusie współcześni też źle mówili, że żarłok i pijak, że siada przy stole z celnikami i grzesznikami. Patrząc na historię Kościoła można rzec, że gdy nas za bardzo chwalą to nie jest dobrze, bo to znak, że ulegamy panu tego świata. Kościół ma nie tyle dbać o wizerunek, ale o świętość swoich członków. A wszelki grzech widzimy jako ranę na ciele Chrystusa i nie możemy obok niej przechodzić obojętnie.

- Widzisz młodych ludzi na co dzień, którzy szukają swojej drogi życiowej. Czy są zagubieni, boją się odkryć swoją drogę? Jak patrzysz na nich?

- Patrzę na nich trochę jak na swoich młodszych kolegów i koleżanki. Widzę w nich też siebie. Wydaje mi się, że świetnie ich rozumiem. Szczególnym darem dla mnie była rodzina i rodzice. Dziś to często jest źródłem problemu, że rodziny się sypią. W tych relacjach. I ciężko to potem czymkolwiek uzupełnić. Coś, co jest fundamentalnym brakiem. Widzę, że są zagubieni. Widzę, że szukają szczęścia i nadziei w życiu. Szukają miłości. Myślę, że to się nigdy nie wyczerpie. Każdy szuka tego samego. Ktokolwiek będzie chciał spotkać się ze mną i rozmawiać na ten temat, to będę dzielił się swoim życiem. Jeżeli komuś to pomoże, to chwała Bogu.

- Co Maciej Czaczyk powie komuś, kto coś usłyszy w swoim sercu, ale boi się pójść za tym głosem dalej?

- Co ja mogę powiedzieć? Nie bój się. Mogę nawet zaśpiewać. (tu Maciej Czaczyk śpiewa) Nie bój się, chodźmy tam. To mój pierwszy singiel i jest blisko ze mną. Moja pioseneczka. Nie bój się, że ktoś ci powie, że coś, że ktoś będzie o tobie gadał. To zawsze będzie. Po prostu rób to, co Pan Bóg w sercu ci podsuwa i do przodu.

- Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Marta i Maria w nas

2019-07-16 11:47

O. Krzysztof Osuch SJ
Niedziela Ogólnopolska 29/2019, str. 31

Graziako
„Jezus w domu Marty i Marii” – Otto Lessing (XIX wiek)

Wszystko, co Jezus mówi, czyni i kim jest – jest na wagę złota. Maria dobrze o tym wie, dlatego siada u stóp Mistrza i rozkoszuje się smakiem „najlepszej cząstki”. Jest szczęśliwa, a ponadto zasługuje sobie na wiekopomną pochwałę Jezusa. Marta chce usłużyć Gościowi inaczej. Od razu zabiera się za przygotowanie posiłku. Niestety, jej gest czynnej miłości okazuje się wybrakowany. Wzbierają w niej negatywne uczucia i osądy. Dała im upust, wypowiadając swe rozżalenie: „Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła”. Oto, rzec można, „pokrzywdzona” i lepiej wiedząca ujawnia pretensje wobec nie tylko swej siostry, ale i Mistrza.

Jezus, pełen miłości i wdzięczności wobec Marty, nie może jej nie ostrzec: „Marto, Marto, martwisz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona”. Powiedziane jasno, zdecydowanie i delikatnie. Miliony wierzących będą przez wieki, dziś także, wnikać w znaczenie tych słów Jezusa, Oblubieńca dusz. W każdym z nas są wrażliwość i pragnienia Marii... Ale pełno też w nas Marty. My wszyscy – tak wprawni w uwijaniu się „około rozmaitych posług”, a tak powolni, by usiąść „u nóg Pana” – powinniśmy zrewidować nasze priorytety.

Czy my – poddawani dyktatowi antropocentrycznej cywilizacji i bezkrytycznie zafascynowani jej produktami – mamy jeszcze szczere przekonanie, że Jezus i oblubieńcza wzajemność, do której niezmiennie nas zaprasza, to skarb nieoceniony, jedyny? On naprawdę zasługuje (my też), byśmy codziennie rezerwowali czas na spotkania z Nim. Łagodnie i zdecydowanie przenośmy uwagę z absorbujących zmartwień i niepokojów oraz z ulotnych fascynacji i często zbędnych zaangażowań – na Pana Jezusa. Tylko „u nóg Pana”, kontemplując na modlitwie Osobę Jezusa, poznajemy i smakujemy życie prawdziwe, spełniające. Naprawdę „potrzeba (...) tylko jednego”. Jak w Eucharystii, w której Boskie Osoby obdarowują nas „najlepszą cząstką”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Mazur: świat potrzebuje dziś Chrystusa i Jego Ewangelii

2019-07-20 20:23

rr / Rajgród (KAI)

Prośba o zdrowie, pomyślność dla rodziny i boże błogosławieństwo. Z takimi intencjami pielgrzymowały w sobotę 20 lipca matki, żony i młode dziewczęta do Sanktuarium Maryjnego w Rajgrodzie. Tłumy wiernych uczestniczyły tam w Diecezjalnej Pielgrzymce Kobiet Katolickich do Matki Bożej Królowej Rodzin.

www.facebook.com/pg/krolowarodzin

Od czternastu lat, w trzecią sobotę lipcu, w Rajgrodzie odbywa się Pielgrzymka Kobiet. Co roku, w rajgrodzkim sanktuarium gromadzi się od 1 do 2 tysięcy kobiet, aby zawierzyć siebie i swoje rodziny Rajgrodzkiej Pani. W tym roku przybyło ich ok. 1500. Panie przyjechały indywidualnie czy też w grupach zorganizowanych. Pątniczki z sąsiednich parafii do Rajgrodu przybyły pieszo. Z bazyliki w Augustowie kobiety z kapłanami przyjechały rowerami. Udział wzięły także panie m.in. z Białegostoku, Ełku, Suwałk, Rydzewa, Wieliczek, Jamin, Janówki, Wiśniowa Ełckiego, Pisza, Pruskiej i Cimoch. Często towarzyszyły im rodziny.

Spotkanie otworzył kustosz rajgrodzkiego sanktuarium i zarazem Diecezjalny Duszpasterz Kobiet ks. prał. Hieronim Mojżuk, który zaznaczył w swoim słowie, że na gruncie rodziny toczy się walka o utrzymanie chrześcijańskiej tożsamości i jak duża odpowiedzialność za bliskich, spoczywa na kobietach oraz przybliżył historie powstania rajgrodzkiej parafii.

W tym roku tematem przewodnim Pielgrzymki Kobiet były problemy, przed którymi stoi współczesny świat oraz Kościół, a szczególnie rola kobiet zaangażowanych religijnie i społecznie. Na spotkanie kobiet organizatorzy zaprosili ks. dr Pawła Tarasiewicza, wykładowcę WSD w Ełku, który wygłosił prelekcję pt. „Kościół a gender”. Prelegent wyjaśnił istotę ideologii gender i wskazał na zagrożenia z niej płynące. „Celem ataku tej ideologii jest każdy z nas, również wasze dzieci i wnuki. Propagatorzy ideologii gender nie ukrywają, że chodzi im o zniszczenie rodziny, o seksualizację dzieci i młodzieży, o „genderowe” myślenie społeczeństwa” – mówił ks. Tarasiewicz.

Wskazując na Świętą Rodzinę, kaznodzieja zachęcał do refleksji nad naszymi rodzinami, nad sobą, jakie świadectwo dajemy żyjąc w rodzinie. „Rodzina jest naszym zadaniem. Mężczyzną i kobietą stworzył ich Bóg. To rodzina odpowiada za ewangelizację. To w rodzinie jest przekazywana i umacniania wiara. Poprzez życie w miłości pokazujemy dzieciom jak żyć. W rodzinie prawidłowe relacje z matką i z ojcem, poczucie bezpieczeństwa, ułatwia dziecku rozwój własnej tożsamości. Naszym wsparciem jest sam Bóg i jeśli będziemy dbać o rodzinę, o prawidłowe relacje z Nim, nie mamy się czego obawiać” – tłumaczył prelegent.

Centralnym punktem Pielgrzymki Kobiet do Rajgrodu była uroczysta Eucharystia pod przewodnictwem bp. Jerzego Mazura, biskupa ełckiego. „Potrzebne jest dzisiaj w rodzinie, społeczeństwie, Kościele, świadectwo kobiety, żony, matki, babci. Dzisiaj świat potrzebuje Chrystusa i Jego Ewangelii. Dawajcie świadectwo o przylgnięciu do Boga, o życiu w Duchu Świętym” – mówił bp Mazur podczas liturgii.

Zachęcał, aby kobiety wpatrywały się w Maryję, Która jest wzorem zawierzenia i wierności Bogu: „Zaufajmy jak Maryja. Dzisiaj nie tylko się módlmy, ale zawierzajmy się Maryi. Zawierzyć, to znaczy zaprosić Maryję do naszej codzienności” – mówił hierarcha.

„Niech to dzisiejsze spotkanie pomoże nam, abyśmy w życiu szli drogą Ewangelii. Wsłuchujcie się w głos Ducha Świętego, aby była w was jeszcze większa świadomość jak pełnić misję w rodzinie i niech On umacnia was na drodze niesienia Chrystusa innym, dawania świadectwa prawdzie chrześcijańskiej w rodzinie, parafii, diecezji, a przez to na całej ziemi” – zaznaczył biskup.

Biskup ełcki zachęcał do modlitwy różańcowej, jako jedynego ratunku na uderzające w nas zagrożenia, ideologie i problemy, oraz przypomniał znaczenie pierwszych sobót miesiąca. „Są szczególnie poświęcone Niepokalanemu Sercu Matki Najświętszej. Maryja wzywa nas do modlitwy różańcowej, pokuty nawracania się. Jesteśmy zachęcani by w Niepokalanym Sercu Maryi znaleźć schronienie i drogę do Boga” – mówił hierarcha. W tracie Mszy św. kobiety dokonały aktu zawierzenia rodzin Pani Rajgrodzkiej.

Spotkanie z Najświętszą Maryją Panną Królową Rodzin kobiety rozpoczęły modlitwą różańcową. Tajemnice światła odmawiane były w intencji godności życia. W rozważania wplecione były fragmenty zaczerpnięte z Ewangelii wg. Św. Marka i Św. Jana. Autorem rozważań był ks. Adrian Sadowski. Bardzo mocno wybrzmiały słowa, w których autor podkreślał, że Kościół w dzisiejszych czasach zmaga się z wieloma przeciwnościami. Jednak dzięki zakorzenieniu w Chrystusie, modlitwie i jedności może się skutecznie im oprzeć.

Po Mszy św. pielgrzymi zostali zaproszeni przez diecezjalnego duszpasterza kobiet i kustosza sanktuarium ks. prał. Hieronima Mojżuka na wspólna agapę. Zakończeniem spotkania było nabożeństwo Drogi Krzyżowej po ścieżkach Kalwarii Rajgrodzkiej.

Sanktuarium Pani Rajgrodzkiej – Królowej Rodzin, gdzie znajduje się słynący łaskami obraz Matki Bożej, jest szczególnym miejscem Jej kultu, a parafia od początku zaistnienia nosi tytuł Narodzenia NMP. W 1999 roku, Papież Jan Paweł II, 8 czerwca podczas Mszy św. w Ełku, pobłogosławił korony i w jubileuszowym 2000 roku wizerunek Matki Bożej Rajgrodzkiej Królowej Rodzin został przyozdobiony koronami papieskimi. Obok kościoła na obszarze 2 ha powstała kalwaria z kamienia. Świątynia cieszy się wciąż rosnącym zainteresowaniem wśród pielgrzymów.

Rajgród jest położony na Szlaku Papieskim „Tajemnice Światła”, nad malowniczym jeziorem Rajgrodzkim, nad którym kilkakrotnie spędzał wakacje ks. Karol Wojtyła późniejszy papież Jan Paweł II. W roku bieżącym rajgrodzka parafia obchodzi 500 lecie istnienia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem