Reklama

Historia kościoła i parafii św. Józefa w Łodzi

Ks. Krzysztof Nalepa
Edycja łódzka 11/2003

W Łodzi przy ul. Ogrodowej stoi ukryty w głębi ogrodu niewielki, drewniany kościółek jakby przeniesiony ze wsi, nie pasujący do architektury wielkiego miasta. Jego historia zrosła się z dziejami powstawania miasta przemysłowego.
Kościół św. Józefa został ufundowany w 1765 r. przez biskupa kujawskiego Antoniego Ostrowskiego jako druga z kolei świątynia dla parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny na Starym Mieście w Łodzi. Drewniany kościół zbudowano z solidnych beli modrzewiowych. Łódź osiemnastowieczna była niewielką osadą rolniczą. W połowie XIX w. zaczęła szybko się rozrastać i stawać się ruchliwym ośrodkiem przemysłu tkackiego, najpierw rękodzielniczego, potem maszynowego. W 1880 r. parafia liczyła ok. 60 tys. wiernych. Kościół stał się ciasny. Zapadła decyzja rozbudowy: w 1881 r. powiększono prezbiterium, dobudowano nową zakrystię i kaplicę chrzcielną. Jednak okazało się to niewystarczające. Z inicjatywy proboszcza ks. J. Siemca postanowiono wybudować nowy, okazały kościół w pobliżu starego na tzw. Górkach Plebańskich (dziś Plac Kościelny). Później zapadła decyzja, by stary, drewniany kościółek przenieść na dawny cmentarz przy ul. Ogrodowej, na którym od roku 1856 nie chowano zmarłych. Z przeniesieniem kościoła były problemy. Władze carskie domagały się zniszczenia go. Wówczas proboszcz wpadł na pomysł, że po przeniesieniu kościoła w głównym ołtarzu umieści się obraz św. Mikołaja, przed którym będzie można zanosić modlitwy za cara Mikołaja II. Gdy otrzymano zgodę na przeniesienie kościoła, przystąpiono do jego rozbiórki i przetransportowania pojedynczych części na nowe miejsce. Istnieje podanie, że kościół został przeniesiony i zmontowany w ciągu jednej nocy przez pracowników fabryki Poznańskiego. Po przeniesieniu kościół ustawiono na przygotowanych fundamentach i przeprowadzono remonty.
Rozpoczął się nowy etap historii świątyni, która po 123 latach zmieniła miejsce swej lokalizacji. Pierwszą Mszę św. odprawił w niej proboszcz ks. J. Siemiec 10 maja 1888 r. 21 maja tego samego roku arcybiskup warszawski Wincenty Chościak-Popiel nadał nowe wezwanie św. Józefa i poświęcił świątynię, która posiadała wówczas status kościoła filialnego parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.
Pierwszym rektorem kościoła został ks. Gruchalski. Jemu świątynia zawdzięcza nową kruchtę i 12-głosowe organy na chórze. Przed kościołem stanęła przeniesiona stara dzwonnica drewniana. Drugim rektorem był ks. J. Albrecht. Za czasów jego urzędowania wybudowano w 1902 r. obok kościoła dwupiętrowy dom jako mieszkanie dla księży i służby kościelnej.
29 grudnia 1909 r. dekretem arcybiskupa warszawskiego Wincentego Chościak-Popiela została erygowana przy kościele św. Józefa parafia pod takim samym wezwaniem. Parafia funkcjonowała od 1 stycznia 1910 r.
Pierwszy proboszcz - ks. dr Henryk Przeździecki pozostawił po sobie kościół poszerzony o nawy boczne ze zmodernizowanym i przebudowanym prezbiterium, po którego dwóch stronach dobudowano kaplice. Urządzono tzw. kościół dolny, całość pokryto dachówką, ściany zewnętrzne oszalowano i pomalowano. Pomimo tej rozbudowy kościół był za mały dla parafii, liczącej wówczas ponad 25 tys. wiernych. Polacy-katolicy stanowili tu jednak mniejszość, teren parafii był głównie zamieszkały przez Żydów i Niemców. W roku 1915 ks. Przeździecki został mianowany wikariuszem generalnym tej części archidiecezji warszawskiej, którą linia frontu (był to drugi rok I wojny światowej) oddzieliła od Warszawy. Wkrótce ks. Przeździecki został biskupem podlaskim.
Obowiązki nowego proboszcza przejął w 1915 r. ks. prał. Bronisław Sienicki. W tym czasie nabyto od gminy ewangelickiej plac (dawny cmentarz grzebalny) i na jego terenie urządzono park św. Józefa. W środku usytuowano na postumencie figurę św. Józefa.
Kolejnym proboszczem został w 1922 r. ks. prał. Walenty Małczyński. Ten kapłan również energicznie zabrał się do pracy. Dzięki jego staraniom wybudowano parterowy dom dla służby kościelnej. W 1934 r. na miejscu starej, zniszczonej dzwonnicy postawiona została nowa, żelbetonowa. Dla zharmonizowania z kościołem pokryto ją szalunkiem. Umieszczono w niej trzy dzwony o imionach "Józef", "Walenty", "Antoni". (dzwony te zrabowali hitlerowcy w 1941 r.). Wnętrze kościoła zostało wyposażone w pięć nowych ołtarzy. Wykonała je firma św. Wojciecha w Poznaniu. Fundatorem ołtarzy był Żyd - współwłaściciel pobliskich Zakładów Przemysłowych I. K. Poznański (zarząd tych zakładów, jak i jego pracownicy pokrywali wiele kosztów w związku z remontami w kościele i budową domu parafialnego). Na uroczystość poświęcenia nowych ołtarzy przybył do parafii bp Wincenty Tymieniecki - ordynariusz diecezji łódzkiej i podczas nabożeństwa w kościele wyraził wdzięczność fundatorowi ołtarzy. W 1935 r. z okazji jubileuszu 25-lecia parafii wydano staraniem ówczesnych księży wikariuszy Franciszka Zyska i Jana Bieniasa "Album pamiątkowy parafii św. Józefa w Łodzi", który zawiera wiele zdjęć kościoła i jego wnętrza oraz portrety kapłanów i innych ludzi związanych z parafią.
Podczas II wojny światowej (od października 1941 do marca1945 r.) kościół był zamknięty przez okupanta. Po zakończeniu wojny trzeba było go uporządkować i zaopatrzyć w nowe naczynia i szaty liturgiczne. Niedługo po wojnie w 1948 r. Siostry Misjonarki Świętej Rodziny założyły w parafii placówkę dla prowadzenia przedszkola.
1 lipca 1950 r. proboszczem został mianowany ks. kan. Stanisław Lesiewicz. Rok później świątynia otrzymała nowe, 18-głosowe organy. Jej wnętrze zostało odmalowane i ozdobione bogatą polichromią. Prace te wykonał artysta malarz Władysław Drapieski. W 1955 r. przebudowano dolny kościół, dostosowując go na potrzeby salki katechetycznej. Doszło wówczas do niegroźnego pożaru. Ks. Lesiewicz zdawał sobie sprawę z tego, że kościół jest zbyt mały na tutejszą parafię. Przystąpił zatem w roku 1957 do rozbudowy bocznych kaplic - bez właściwej zgody i mimo niechęci władz. W tych przedsięwzięciach ks. Lesiewicz całą nadzieję złożył w Bogu przez pośrednictwo św. Józefa. W roku 1960 parafia przeżywała jubileusz 50-lecia istnienia. Z tej okazji misje święte prowadzili ojcowie cystersi z Krakowa Mogiły. Prace trwały nadal, rok później dobudowano w kaplicach bocznych drzwi, dzięki którym łatwiej można było wejść, jak i wyjść z kościoła oraz przed drzwiami głównymi duży przedsionek spełniający funkcję kaplicy pogrzebowej. Natomiast w 1963 r. salę kościoła dolnego wyposażono w scenę. Dlatego mogły się tam odbywać występy i przedstawienia różnych grup. W roku 1967 ufundowano dzwon o imieniu "Stanisław".
15 marca 1968 r. następnym proboszczem został ks. Tadeusz Kowalczyk. 5 stycznia 1969 r. bp Józef Rozwadowski poświęcił nowe tabernakulum ogniotrwałe, a kolejne lata w parafii wypełniały rozmaite prace, szczególnie w domu parafialnym, gdzie założono instalację centralnego ogrzewania, dokonano remontu kanalizacji i instalacji wodociągowej. W roku 1970 diecezja łódzka przeżywała jubileusz 50-lecia istnienia. Biskupi z różnych diecezji polskich, przybyli w grudniu do Łodzi na obchody jubileuszowe, mieszkali w poszczególnych parafiach. W parafii św. Józefa zatrzymał się 12 i 13 grudnia 1970 r. biskup warmiński Józef Drzazga, który sprawował tu Eucharystię. Początek lat siedemdziesiątych to budowa nowej części domu parafialnego, którą poświęcił 27 października 1974 r. bp Józef Rozwadowski, a 27 stycznia 1978 r. została poświęcona w części budynku przeznaczonej dla sióstr zakonnych kaplica półpubliczna.
W roku 1980 odnowiono elewację starej plebanii oraz zmieniono zużytą blacharkę na budynku plebanii i kościoła.
10 marca 1984 r. umarł proboszcz ks. Tadeusz Kowalczyk. Mszy św. pogrzebowej przewodniczył cztery dni później, w kościele i na cmentarzu św. Józefa przy ul. Ogrodowej, bp Jan Kulik.
26 kwietnia 1984 r. ks. kan. Dionizy Markiewicz został administratorem parafii, a 4 czerwca otrzymał nominację proboszczowską. W 1985 r. przypadł jubileusz 75-lecia istnienia parafii. Z tej okazji pomalowano zewnętrzną elewację kościoła. Odpust parafialny tego roku poprzedziły misje święte prowadzone przez księży salezjanów w dniach 3-10 marca. Centralnej uroczystości jubileuszowej, we wspomnienie św. Józefa Robotnika (1 maja), przewodniczył bp Józef Rozwadowski. Innym akcentem jubileuszowym była pielgrzymka do sanktuarium Matki Bożej Licheńskiej, zorganizowana w ostatni dzień sierpnia. W 1988 r. pomalowano kaplice boczne z zachowaniem dawnych wzorów polichromii. 1 października 1989 r. obecny abp Władysław Ziółek utworzył z części parafii św. Józefa nową wspólnotę parafialną św. Mateusza Ewangelisty. Liczba mieszkańców parafii macierzystej pomniejszyła się o ok. 8 tys. wiernych. 6 grudnia 1990 r. parafię św. Józefa włączono do dekanatu Łódź Żubardź. Stary kościółek wymaga nieustannych remontów, dlatego w czerwcu 1991 r. rozpoczęto prace przy konserwacji dachów świątyni. W ramach jubileuszu 75-lecia diecezji łódzkiej, obchodzonego w 1995 r., wszystkie parafie przeżywały nawiedzenie przez obraz Matki Bożej Watykańskiej. Parafia św. Józefa przygotowała się do tego dnia przez misje święte prowadzone przez księży salezjanów. Obraz został powitany przez parafian 10 października wieczorem. Uroczystą Mszę św. sprawował bp Bohdan Bejze. W 1996 r. abp Władysław Ziółek wydał dekret wprowadzający nowe rozgraniczenie między parafią św. Józefa a parafią Zesłania Ducha Świętego. W wyniku tego podziału z parafii odeszło kolejne 2700 osób. Rok 1996 związany był ponownie z kontynuacją remontu dachu kościoła. Z kolei w połowie października 1997 r. zaczęto odnawiać wewnętrzną malaturę kościoła. 1 sierpnia 1999 r., na skutek decyzji przełożonej generalnej zgromadzenia, po 50 latach pracy katechetycznej i wychowawczej opuściły parafię Siostry Misjonarki Świętej Rodziny.
Rok 2000 w całym Kościele obchodzony był jako Rok Wielkiego Jubileuszu Chrześcijaństwa. Parafia św. Józefa obchodziła wówczas 90-lecie swego powstania. Uroczystą Mszę św. odprawił z tej okazji 2 stycznia bp Adam Lepa. Na wiosnę roku 2000 rozpoczęto prace przy odnowieniu i złoceniu bocznych ołtarzy oraz ambony. Z bliższych już nam uroczystości w parafii należy odnotować peregrynację Ikony - Krzyża III Tysiąclecia, która nawiedziła tutejszą wspólnotę 29 stycznia 2002 r.
Od września 2002 r., w związku z przejściem na emeryturę ks. kan. Dionizego Markiewicza, nowym proboszczem parafii został z nominacji Arcybiskupa łódzkiego ks. kan. Franciszek Semik, pełniący dotąd obowiązki proboszcza parafii Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski we Włodzimierzowie i dziekana sulejowskiego.
Przypominając historię parafii św. Józefa, opisane zostały fakty związane z dziejami tej uroczej świątyni. Trzeba zaznaczyć jednak, że parafia to przede wszystkim wspólnota ludzi, którzy ją tworzą. Przez te ponad dziewięćdziesiąt lat istnienia odbyło się przy tej parafii bardzo wiele różnych uroczystości, wizyt znamienitych gości, rozmaitych imprez, które organizowały grupy duszpasterskie działające tutaj. Zresztą te wszystkie inwestycje dokonujące się tu mogły być realizowane przy wydatnej pomocy parafian.
Na zakończenie trzeba dodać, że kościół św. Józefa jest niemym świadkiem historii Łodzi. W kronice parafialnej czytamy: "(...) kościół jest dla mieszkańców Łodzi drogocenną pamiątką. Kościółek ten przypominał wszystkim Polskę wolną - pierwsze i drugie powstanie narodu do walki z caratem. W nim modlili się powstańcy łódzcy - a zwłaszcza przed cudownym obrazem Matki Bożej Bolesnej koiły swój ból i łzy strapione rodziny łódzkie po stracie swoich najbliższych, lub w czasie klęsk i niedoli, które spadały na cały kraj". Wspomniany obraz Matki Bożej jest przyozdobiony srebrną sukienką, co może świadczyć o dawnym kulcie. Po różnych remontach w kościele został przeniesiony z bocznego ołtarza i wisi na ścianie. Jest nadzieja, że znowu przed tym wizerunkiem gromadzić się będzie parafia. Natomiast w głównym ołtarzu, w centralnej jego części, usytuowana jest figura św. Józefa. Jak podaje ks. Wincenty Zaleski w książce Sanktuaria polskie, jest w tym kościele szczególne nabożeństwo do św. Józefa. Do dziś w każdą środę po Mszy św. wieczornej jest prowadzona Nowenna do św. Józefa.
Wszystkich zapraszamy do odwiedzenia tego małego kościoła i wsłuchania się w nim w szept modlitwy zanoszonej do Boga przez łodzian od roku 1765.

Reklama

Jak prymas Wyszyński papieża wybierał

2019-10-16 12:28

Grzegorz Polak
Niedziela Ogólnopolska 42/2019, str. 26-27

14 października 1978 r. do Kaplicy Sykstyńskiej wchodzi 111 kardynałów z 49 krajów. Nikt z nich nie przeczuwa, że za 2 dni zmienią bieg historii

Instytut Prymasowski Stefana Kardynała Wyszyńskiego
Bachledówka k. Zakopanego, lipiec 1973 r

Śmierć Jana Pawła I, po zaledwie 33-dniowym pontyfikacie, jest ogromnym szokiem także dla kardynałów. Zastanawiają się, co przez to doświadczenie chciał im powiedzieć Duch Święty. Nie mają czasu na dogłębne analizy, bo termin nowego, drugiego już konklawe w 1978 r. zbliża się wielkimi krokami.

Do Kolegium Kardynalskiego dociera informacja o manifeście wybitnych ojców soborowych, którzy domagają się charyzmatycznego pasterza. Kardynałowie mają świadomość, że nowy papież powinien być człowiekiem o silnej, wyrazistej osobowości, który byłby zdolny zahamować kryzys w Kościele. Kryzys, który – jak zauważył założyciel Wspólnoty św. Idziego prof. Andrea Riccardi – wynika nie z zewnętrznych sił bądź czynników, jak w czasach rewolucji francuskiej czy polityki państw ateistycznych, ale pochodzi z wnętrza Kościoła.

Nie do końca spełniają te wymagania i oczekiwania dwaj główni faworyci mediów, jak również większości elektorów: arcybiskup Genui kard. Giuseppe Siri, który z trudem przyjmuje zmiany posoborowe inicjowane przez Pawła VI, oraz arcybiskup Florencji kard. Giovanni Benelli, zdolny zachować ciągłość linii tego papieża.

Wojtyła powodem konfliktu z Sowietami?

Niektórzy z wpływowych kardynałów niewłoskich stawiają na kandydatów spoza Włoch. Arcybiskup Sao Paolo kard. Paulo Evaristo Arns oświadcza wprost, że najlepszym pretendentem byłby kard. Karol Wojtyła. O metropolicie krakowskim dużo się mówi przed konklawe w kręgach Kurii Rzymskiej. Cieszy się on tam opinią wspaniałego człowieka, zdolnego pasterza, ale nikt poważnie nie bierze pod uwagę jego kandydatury. Dlaczego? Bo – jak wspomina w niedawnym wywiadzie dla PAP znakomity watykanista Luigi Accattoli – ich zdaniem, „wybór papieża z kraju komunistycznego byłby wielkim zagrożeniem, gdyż mógłby doprowadzić do konfliktu z sowieckim systemem”.

Daleki od takiego myślenia jest arcybiskup Wiednia kard. Franz König, który jeszcze przed konklawe daje niedwuznacznie do zrozumienia, że sytuacja w Kościele dojrzała do tego, by papieżem mógł zostać nie-Włoch. Kardynał dobrze się orientuje w realiach socjalistycznych, bo jako pierwszy purpurat z Zachodu w charakterze nieformalnego przedstawiciela papieża odwiedza kraje Europy Środkowo-Wschodniej. Zna abp. Wojtyłę z jego wizyt w Wiedniu i ze swoich rewizyt w Krakowie. Ceni jego intelekt, walory moralne i talenty duszpasterskie. W rozmowach z członkami Kolegium Kardynalskiego sonduje możliwość wyboru nie-Włocha i w tym kontekście wymienia nazwisko Wojtyły, lobbując, jak byśmy dzisiaj powiedzieli, za jego kandydaturą.

Dlaczego Prymas odmówił

Kardynał König rozmawia także na ten temat z kard. Wyszyńskim. Wedle znanej anegdoty, słowa arcybiskupa Wiednia o godnym następcy św. Piotra z Polski Prymas odnosi do siebie, choć jedzie na konklawe z absolutnym przekonaniem, że papieżem powinien zostać Włoch. Znane są jego wypowiedzi sprzed konklawe na ten temat, zapisuje także to przekonanie w „Pro memoria”.

Kiedy dwaj główni faworyci włoscy blokują się nawzajem, bo żaden z nich nie może uzyskać wymaganej większości głosów, w przerwie między głosowaniami zgłasza się do Prymasa grupa elektorów z pytaniem, czy przyjąłby wybór. Kardynał Wyszyński zdecydowanie odmawia i po raz kolejny wyraża przekonanie, że papieżem powinien zostać Italczyk. Tłumaczy się ponadto zaawansowanym wiekiem, brakiem wszechstronnego przygotowania oraz koniecznością obrony Kościoła na Wschodzie, co określa jako swoje życiowe zadanie. „Do mnie należy nawet paść na granicy polsko-sowieckiej, gdyby Bóg tego ode mnie zażądał” – czytamy w „Pro memoria”. Mówi jednak kardynałom: „Gdyby wybór padł na kard. Wojtyłę, uważam, że miałby obowiązek wybór przyjąć, gdyż jego zadania w Polsce są inne”. Kiedy Prymas się orientuje, że szanse metropolity krakowskiego rosną, staje się gorącym rzecznikiem jego kandydatury.

To Jej dzieło!

Drugiego dnia konklawe, wobec niemożności uzyskania przewagi jednego z włoskich kandydatów, kard. König podczas posiłków wymienia nazwisko kard. Wojtyły, czym daje do zrozumienia, że będzie na niego głosował.

Nazajutrz, 16 października, po obiedzie, jak wynika z lakonicznych zapisków Prymasa, przejmuje on inicjatywę. Staje się, używając języka piłkarskiego, głównym rozgrywającym. W „Pro memoria” zapisuje: „Po obiedzie długa moja rozmowa z kard. Królem, a później z kard. Königiem. Nic więcej! Później z kardynałami niemieckimi. Nic więcej!”. Co to oznacza – wiadomo. Wymienieni należą do grona wpływowych purpuratów, których kard. Wojtyła ma po swojej stronie. Można się domyślić, że dyskutują o tym, jak zmobilizować do postawienia na metropolitę krakowskiego elektorów niezdecydowanych. Czas poobiedniego wypoczynku jest dla nich bardzo pracowity. „Czuło się ożywienie na korytarzach” – notuje kard. Wyszyński.

„Grupa Prymasa” okazuje się skuteczna, bo ósme głosowanie jest formalnością. Kardynał Wyszyński przesuwa się do metropolity krakowskiego, który siedzi za nim w drugim rzędzie, i prosi go o przyjęcie wyboru. „Gdyby Księdza Kardynała wybrano, proszę pomyśleć, czy nie przyjąć imienia Jana Pawła II. Dla włoskiej opinii publicznej byłoby to obrócenie na dobro tego kapitału duchowego, który zebrał Jan Paweł I” – czytamy w „Pro memoria”.

Podczas homagium obaj płaczą. Prymas wspomina po powrocie do Polski w jednym z kazań: „(...) usta nasze niemal jednocześnie otworzyły się imieniem Matki Bożej Jasnogórskiej: to Jej dzieło! Wierzyliśmy w to mocno i wierzymy nadal”.

Później Prymas wypowie prorocze słowa, które Papież zapisze w swoim testamencie, a po latach powtórzy w Gorzowie Wielkopolskim: „Masz teraz wprowadzić Kościół w trzecie tysiąclecie”.

Opatrznościowy udział

Choć Prymas i Papież są przekonani, że wynik konklawe to „sprawa” Madonny Jasnogórskiej, to jednak Jan Paweł II docenia rolę czynnika ludzkiego. Świadczy o tym jego niepublikowany dotąd odręczny list do kard. Wyszyńskiego z 3 listopada 1978 r., w którym dziękuje Księdzu Prymasowi za „tak opatrznościowy udział w ostatnim konklawe”. Czytamy w nim m.in.: „Nie muszę już więcej pisać, Wasza Eminencja sam wie, o co chodzi, o czym myślę. To są drogi Boże, które tym bardziej nam się uświadamiają, im bardziej objawia się ich zobowiązujące znaczenie. Ksiądz Prymas wie, że miał bezpośredni udział w objawieniu się tego właśnie zobowiązującego znaczenia na tle całego przebiegu konklawe, a w szczególności w dniu 16 października, w uroczystość św. Jadwigi”. Prymas i Papież rozumieli się „w pół słowa”. Ale i my po przeczytaniu tego fragmentu nie mamy wątpliwości, że Jan Paweł II dziękuje kard. Wyszyńskiemu za to, że w sposób zasadniczy przyczynił się do jego wyboru na papieża.

Po konklawe Prymas „na gorąco” wyraża przypuszczenie, że wybór papieża z Polski może „przyhamować akcję ateistyczną, płynącą z ZSRR, gdy Moskwa zorientuje się, że w centralnej Europie wyrosła niespodziewanie nowa siła”. I dodaje za starcem Symeonem: „Teraz puszczasz w pokoju swego sługę, Panie, ponieważ moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, które przygotowałeś przed obliczem wszystkich narodów” (por. Łk 2, 29-31).

Zanim to się stanie, Prymas przeżyje chwile wielkiej chwały, kiedy podczas homagium 22 października 1978 r. Papież w bezprecedensowym geście podniesie go z klęczek i ucałuje jego ręce, i kilka miesięcy później, kiedy w czerwcu 1979 r. będzie gospodarzem pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Katowice: koncert papieski w liturgiczne wspomnienie św. Jana Pawła II

2019-10-23 20:01

ks. sk / Katowice (KAI)

Z okazji liturgicznego wspomnienia św. Jana Pawła II oraz 41. rocznicy inauguracji pontyfikatu miał miejsce w Akademii Muzycznej w Katowicach koncert galowy „Wstańcie, chodźmy”.

Biały Kruk/Adam Bujak, Arturo Mari

W imieniu metropolity katowickiego przemówił bp Marek Szkudło przekazujący pozdrowienia od abp Wiktora Skworca. Opowiedział również, że gdy studiował w seminarium w Krakowie, to ówczesnym metropolitą krakowskim był kard. Karol Wojtyła. – Dzisiaj nasuwają mi się na usta dwa słowa: „czuwajcie” oraz „otwórzcie się” (…). Mamy być przygotowani, bo Pan codziennie przychodzi. I mamy się otwierać na Jego obecność – powiedział bp Szkudło.

Do słów „Wstańcie, chodźmy” odniósł się natomiast obecny na sali wiceprezydent Katowic Waldemar Bojarun. Zauważył, że jest to zachęta Chrystusa, który w ten sposób zwraca się do swoich przyjaciół. Przywołał również wspomnienie z końca lat 90-tych, gdy Jan Paweł II zgodził się przyjąć tytuł Honorowego Obywatela miasta Katowice. – Dzisiaj mogę o tym mówić z wielką radością i dumą, że wśród honorowych obywateli naszego miasta jest święty – powiedział.

– Jan Paweł II tak wiele uczynił również dla młodych, a przecież gromadzimy się tutaj z ich powodu. To właśnie Fundacja ich wspiera: ich rozwój, ich kształcenie, pozwalając na stanie się w pełni dojrzałymi ludźmi, korzystającymi w pełni ze swoich talentów – mówił prof. Władysław Szymański, rektor Akademii Muzycznej w Katowicach.

Podczas koncertu również stypendyści Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia” podzielili się swoim świadectwem. – Wobec wszystkich tutaj obecnych chciałbym podziękować za to, że obdarzacie nas swoim wsparciem. Zarówno tym materialnym, jak i tym duchowym, które niejednokrotnie jest o wiele ważniejsze – powiedział Paweł Grzybek, który studiuje inżynierię chemiczną, a stypendystą jest od 6 lat.

– Wielkim zwycięstwem w dziejach świata jest św. Jan Paweł II, Wielki – mówił ks. Dariusz Kowalczyk, przewodniczący zarządu Fundacji. – Dzień Papieski jest po to, abyśmy nie zapomnieli o wielkich dobrodziejstwach, które dał nam Pan w osobie św. Jana Pawła II – dodał.

Zebrani w sali koncertowej Akademii Muzycznej w Katowicach wysłuchali koncertu Akademickiej Orkiestry Dętej działającej przy uczelni. Zabrzmiały utwory Kilara, Moniuszki, Lutosławskiego czy Paderewskiego. Orkiestrą dętą dyrygował natomiast Grzegorz Mielimąka.

Dzień Papieski obchodzony jest od 2001 r. i przypada w niedzielę poprzedzającą wybór Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową. W archidiecezji katowickiej wydarzenia Dnia Papieskiego trwają cały miesiąc. Jednym z nich jest koncert galowy w sali koncertowej Akademii Muzycznej w Katowicach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem