Reklama

Jestem „bliźniakiem” księdza Jerzego

2017-09-06 12:16

Z francuskim księdzem Bernardem Brienem rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 37/2017, str. 20-21

Grzegorz Jakubowski / KPRP

Pan Bóg pisze prosto po krzywych liniach naszego życia. A życie Bernarda Briena było bardzo „krzywe”. Urodził się 14 września 1947 r. w Questembert w Bretanii, był drugim z dziewięciorga dzieci rodziny Brien. Gdy miał 21 lat – zbyt wcześnie, jak twierdzi – ożenił się i miał dwójkę dzieci. Wydawało się, że jego życie jest jednym wielkim sukcesem – piął się w górę po drabinie zawodowej, by w końcu zostać dyrektorem sprzedaży w wielkiej firmie mleczarskiej. Stał się bogaty, jeździł drogimi samochodami, miał wielu przyjaciół, prowadził na pozór szczęśliwe i wesołe życie. Ale w tym „beztroskim” życiu zaczęły pojawiać się problemy – najpierw rozstanie z żoną, a później, w 1990 r., śmierć 27-letniego brata. Bernard wyznał kiedyś, że śmierć brata uzmysłowiła mu absurd egzystencji i powierzchowność tego wszystkiego, co do tej pory zbudował, o czym świadczyły niepowodzenie jego małżeństwa oraz sukces społeczny, który nie uczynił go szczęśliwym.

W następnych latach spotkał swoją miłość z młodzieńczych lat, wdowę, z którą w 1999 r. zawarł ślub cywilny. Nie zdawał sobie wtedy sprawy, że kobieta ta cierpiała na chorobę psychiczną, która z czasem doprowadziła do rozpadu ich związku. Miała zaburzenia urojeniowe i była obsesyjnie zazdrosna, dlatego od czasu do czasu musiała leczyć się w szpitalach psychiatrycznych. Pewnego dnia w 2004 r., gdy Bernard wrócił z podróży do Włoch, zorientował się, że kobieta wyjechała i wywiozła wszystko z ich willi. Spędził wtedy całą noc w pustym domu, rozmyślając nad swoją egzystencją – były to najgorsze chwile w jego życiu. Ten pusty dom był symbolem pustki w jego sercu i duszy. Rozmyślając, powrócił do swojego dzieciństwa i młodości, kiedy to w jego życiu było miejsce dla Boga. Zastanawiał się, dlaczego Bóg czekał aż 40 lat, by mu się znowu ukazać. Pewnego dnia wszedł do kaplicy nad brzegiem morza. Spędził w niej godzinę, a gdy wyszedł, czuł w sobie wielki pokój i był przekonany, że prawdziwe szczęście człowieka to życie z Bogiem. W tym decydującym okresie swego życia Bernard poznał ks. Timothée – przeora wspólnoty zakonnej, który pomógł mu odkryć Biblię, sakramenty i modlitwę. Rok później w tej samej kaplicy w Les Sables d’Olonne 58-letni mężczyzna odkrył w sobie powołanie do kapłaństwa. Oczywiście, w jego sytuacji nie było to łatwe, ale na szczęście na swojej drodze spotkał wielu życzliwych mu ludzi, przede wszystkim ówczesnego biskupa Luçon – Michela Santiera. Po uznaniu nieważności sakramentu małżeństwa Bernard rozpoczął w 2006 r. studia na Uniwersytecie Katolickim w Angers. W 2007 r. poprosił bp. Santiera, który w międzyczasie został przeniesiony do podparyskiej diecezji Créteil, o przyjęcie go do swojej diecezji, aby mógł odbyć formację kapłańską. Biskup skonsultował ten szczególny przypadek ze specjalistami od prawa kanonicznego, którzy stwierdzili, że nie ma przeszkód w wyświęceniu na kapłana człowieka z życiorysem Bernarda Briena. Wielu księży było nieprzychylnie nastawionych do tego nietypowego kandydata na kapłana, kiedyś żonatego, który miał dzieci i wnuki. Pięć lat później Bernard został wyświęcony w diecezji Créteil. W jego życiu rozpoczął się nowy rozdział, ale nie zdawał sobie sprawy, że na początku jego kapłańskiej drogi Bóg postawi mu polskiego księdza – Jerzego Popiełuszkę.

Reklama

W. R.

Katarzyna Soborak
Ks. Bernard Brien odprawia Mszę św. przy relikwiach bł. ks. Jerzego Popiełuszko w rocznicę jego porwania - 19 X 2016 r.

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Dlaczego Ksiądz wybrał jako cel swojej pierwszej podróży kraj Jana Pawła II?

KS. BERNARD BRIEN: – Gdy zostałem księdzem, postanowiłem odbyć trzy podróże: do Polski – kraju Jana Pawła II, do Watykanu bo nigdy jeszcze tam nie byłem, i oczywiście do Ziemi Świętej. Muszę coś wyjaśnić. Należałem do parafii w Saint-Laurent-sur-Sevre, gdzie znajduje się grób św. Ludwika Marii Grignion de Montfort i bł. Marie-Louise Trichet, współzałożycielki wraz ze św. Ludwikiem Zgromadzenia Cór Mądrości. Znajduje się tam również dom generalny Zgromadzenia Braci Montfort św. Gabriela, bracia mają też dom w Częstochowie. Dlatego zaproponowano mi gościnę w Częstochowie, skąd mogłem jeździć do innych miast. Byłem w Polsce dwa tygodnie i z pomocą braci, którzy mówią dobrze po polsku, zwiedziłem i poznałem wiele miejsc. Byłem w Krakowie, Wadowicach, Wieliczce i Oświęcimiu. Pewnego dnia bracia zaproponowali mi wyjazd do Warszawy i odwiedzenie grobu bł. ks. Jerzego Popiełuszki.

– Czy wcześniej słyszał Ksiądz coś o bł. ks. Jerzym Popiełuszce?

– Gdy pojechaliśmy do Warszawy, bracia opowiedzieli mi, kim był ks. Jerzy; rozmawialiśmy też na temat Solidarności i Lecha Wałęsy. Przypomniałem sobie wtedy, że swego czasu media we Francji dużo mówiły o zamordowaniu tego polskiego księdza. Oczywiście, odwiedziliśmy również muzeum, które znajduje się przy parafii, gdzie poznałem historię życia ks. Jerzego. Odkryłem wtedy, że urodziliśmy się tego samego dnia, miesiąca i roku – 14 września 1947 r. – czyli że jesteśmy „bliźniakami”. Gdy wróciłem do Francji, poszedłem do największej księgarni w Paryżu i kupiłem wszystkie książki związane z ks. Jerzym, m.in. książkę z jego kazaniami.

– Co było potem?

– Na początku września rozpocząłem pracę duszpasterską w Szpitalu im. Alberta Cheneviera w Créteil.

– Czy znał Ksiądz wcześniej François Audelana, mężczyznę ciężko chorego na białaczkę, oraz jego żonę Chantal?

– Nie znałem ich wcale. Do chorego François wezwała mnie s. Rozalia, Polka, odpowiedzialna za duszpasterstwo w szpitalu. Zadzwoniła do mnie ok. godz. 15 z prośbą, bym pilnie przyszedł do chorego. Co się stało w szpitalu Cheneviera w Créteil w piątek 14 września 2012 r.? Po godz. 15.30 byłem już w pokoju nieprzytomnego, umierającego François. Po raz pierwszy w życiu udzielałem sakramentu namaszczenia chorych w szpitalu. W rozmowie z jego żoną dowiedziałem się, że François walczył z białaczką od 11 lat, ale w ostatnich miesiącach sytuacja znacznie się pogorszyła i mężczyzna trafił do szpitala wyspecjalizowanego w terapii paliatywnej, gdyż lekarze nie dawali mu żadnej szansy na przeżycie. Dlatego żona skontaktowała się z zakładem pogrzebowym, by przygotować pochówek męża. Wybrała już nawet trumnę. Na stoliku przy łóżku zapaliłem świecę, postawiłem krzyż Jana Pawła II i udzieliłem François namaszczenia chorych. Ponieważ zawsze mam przy sobie obrazki z wizerunkiem ks. Jerzego – mam je wszędzie: w brewiarzu, w Piśmie Świętym, w torbie – zdałem sobie sprawę, że to dzień jego, a zarazem moich urodzin. Spontanicznie więc zaproponowałem Chantal, by powierzyć François wstawiennictwu bł. ks. Jerzego. Dałem obrazek z wizerunkiem błogosławionego s. Rozalii oraz żonie chorego i odmówiliśmy wspólnie modlitwę o jego kanonizację, prosiliśmy też o łaskę uzdrowienia François. A ja sam wyszeptałem moją prośbę: „Słuchaj, Jerzy, dzisiaj jest 14 września, dzień twoich, a zarazem moich urodzin. Jeżeli więc masz coś zrobić dla naszego brata François, to jest to odpowiedni dzień”.

– Co się działo później?

– Później wyjaśniłem żonie umierającego, dlaczego zwróciłem się z prośbą o łaskę uzdrowienia właśnie do ks. Popiełuszki. Opowiedziałem jej, jak zapoznałem się z jego życiem w czasie podróży do Polski i jak odkryłem, że urodziliśmy się tego samego dnia. Po czym pożegnaliśmy się i wyszedłem z pokoju.

– Kiedy dowiedział się Ksiądz o uzdrowieniu François?

– Rankiem następnego dnia, gdy zadzwoniła do mnie s. Rozalia i powiedziała, że François wstał z łóżka, wziął prysznic, ogolił się i ubrał. „To cud” – stwierdziła podekscytowana. Odpowiedziałem jej, że trzeba być ostrożnym i nie należy o tym za wiele rozpowiadać. I przez kilka tygodni nie rozmawialiśmy na ten temat.

– A czy rozmawiał Ksiądz o uzdrowieniu François z lekarzami?

– Gdy Chantal z mężem pojechali na badania kontrolne do innego szpitala w Créteil, gdzie François leczył się przez wiele lat, ponownie się z nimi spotkałem. I wtedy dowiedziałem się od Chantal, co się stało 14 września po moim wyjściu z pokoju. Wkrótce po tym François otworzył oczy, uśmiechnął się i zaczął pytać, co się stało, a od tygodni nie mówił w sposób logiczny. Miałem więc pretekst, by porozmawiać z lekarzami. Lekarz François wydał mi zaświadczenie, w którym stwierdził, że szybkie wyzdrowienie jego pacjenta, poddawanego jedynie terapii paliatywnej, jest niewytłumaczalne z medycznego punktu widzenia. Trudniej było mi otrzymać zaświadczenie od prof. Catherine Cordonnier – szefa oddziału hematologii w Szpitalu im. Henri Mondora, która zajmowała się François od początku choroby. W końcu przygotowała mi szczegółowe zaświadczenie dotyczące choroby i całkowitego uzdrowienia pacjenta. W czasie procesu kanonizacyjnego ks. Jerzego w diecezji musiano znaleźć profesora, specjalistę w dziedzinie hematologii, który mógł zinterpretować tę dokumentację lekarską. Udało mi się też dostać od pani profesor zdjęcia, na których wyraźnie było widać, że komórki rakowe, wcześniej rozsiane w całym ciele François, miesiąc po uzdrowieniu zniknęły bez śladu.

– Kiedy poinformował Ksiądz o całym wydarzeniu swojego biskupa?

– Odczekałem aż siedem miesięcy, by poinformować o wszystkim bp. Michela Santiera. Było to w maju 2013 r. A we wrześniu bp Santier otworzył etap diecezjalny procesu kanonizacyjnego. W ciągu roku przesłuchano świadków i przeanalizowano dokumentację. 14 września 2015 r. komisja diecezjalna stwierdziła autentyczność cudu przypisywanego wstawiennictwu bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Cała dokumentacja została następnie przekazana Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych.

Przeczytaj także: SPOTKANIE Z RODZINĄ BŁ. KS. JERZEGO POPIEŁUSZKI W CZĘSTOCHOWIE

– Ksiądz stał się „narzędziem” łaski Bożej. Czym ten cud był dla Księdza osobiście?

– Przede wszystkim utwierdzeniem w moim powołaniu, w moim kapłaństwie. To było bardzo ważne, bo istniały pewne opory, jeżeli chodzi o moją drogę do kapłaństwa, nie tyle wśród świeckich, ile wśród księży. Tym bardziej że w tym roku doszło w mojej diecezji do nowego uzdrowienia za wstawiennictwem bł. ks. Jerzego – po raz drugi stałem się „narzędziem” łaski Bożej. Cud sprawił, że poczułem wielką potrzebę przybliżenia ludziom postaci ks. Popiełuszki. Mam zawsze ze sobą jego relikwię i obrazki. Ludzie często zwracają się do mnie z prośbą o modlitwę w różnych intencjach. Mój biskup ujął mi trochę obowiązków, bym się tym zajął. Poza tym widzę w cudzie przejaw miłosierdzia Bożego wobec mnie, człowieka o tak chaotycznej drodze życiowej. A trzeci aspekt to powołania. We Francji jest bardzo mało powołań, więc uważam ten cud za wezwanie do powołań, o które trzeba się więcej modlić.

– Czy ktoś dzięki Księdzu odkrył w sobie powołanie do kapłaństwa?

– Tak, cztery osoby – np. pielęgniarz, który przyszedł do mnie, by się wyspowiadać. Pomogłem mu w podjęciu decyzji i teraz już zaczął przygotowywać się do kapłaństwa. Cud wydarzył się we Francji. Podobnie jak cud za wstawiennictwem Jana Pawła II, uznany w jego procesie beatyfikacyjnym.

– Czy Francja potrzebuje dzisiaj tych szczególnych znaków Boga?

– Francja upadła tak nisko, że te cuda mogą jej pomóc nieco się podnieść. Tym bardziej że po zamachach, do których ostatnio doszło w naszym kraju, ludzie zaczynają powracać do Kościoła. To są bardzo mocne znaki od Boga.

– Co bł. ks. Jerzy Popiełuszko może powiedzieć ludziom dzisiaj?

– W kazaniach ks. Jerzego cały czas powtarza się słowo „prawda”, dlatego uważam, że on przede wszystkim zachęca nas do życia w prawdzie – w prawdzie w stosunku do samych siebie i do innych.

* * *

Wywiad ten jest jednym z 15 wywiadów Włodzimierza Rędziocha zamieszczonych w książce „Zło dobrem zwyciężył. Święty Jerzy XX wieku”, poświęconej ks. Jerzemu Popiełuszce, która ukazała się nakładem wydawnictwa Rosikon Press (www.rosikonpress.com/towar_karta_180/Zlo_dobrem_zwyciezyl.html).I

Tagi:
bł. Jerzy Popiełuszko cuda ks. Jerzy Popiełuszko

Reklama

Film o cudach eucharystycznych

2018-10-30 17:28

vaticannews.va / Watykan (KAI)

W Watykanie odbył się przedpremierowy pokaz dokumentu na temat współczesnych cudów eucharystycznych, z których dwa miały miejsce w Polsce, w Legnicy oraz w Sokółce. Jest to pierwszy tego rodzaju film w historii.

Ks. Waldemar Wesołowski/Niedziela

Inspiracją do jego powstania stało się studium opracowane przez zmarłego w 2006 r. sługę Bożego Carlo Acutisa. Przygotował on w formie multimedialnej wystawę, która odwiedziła do tej pory pięć kontynentów oraz 10 tys. kościołów w świecie.

Film nosi tytuł „Znaki”, ponieważ jak mówi reżyser Matteo Ceccarelli cud stanowi znak, z którego rodzą się pytania ważne dla wiary i chrześcijaństwa.

- Czym w istocie jest cud dla wierzącego? Stanowi on przede wszystkim świadectwo. Jest czymś, co pozostaje na trwałe obecne – powiedział Radiu Watykańskiemu Caccarelli. – Tak jak w przypadku ziarnka gorczycy, o którym Jezus mówi, że wpada w ziemię i powstaje z niego wielkie drzewo, z gałęziami, którymi jest chrześcijaństwo. Cud nie jest czymś, co całkowicie nam się wymyka, ale jest czymś, co pozwala zbliżyć się do wiary, poznać ją w nieco inny sposób. Prawdziwy cud dzieje się potem w życiu każdego z nas. To znak, który niesiemy w naszych sercach.

Reżyser pyta w filmie o to, co zmieniły cuda eucharystyczne w życiu ludzi, którzy stali się ich świadkami oraz jak reaguje na te niezwykłe zjawiska nauka. Dla wielu księży otwierają nowy sposób komunikowania z wiernymi. Realna obecność ukryta w znakach staje się jakby mocniejsza, bardziej wiarygodna. Reżyser doprowadza w filmie do spotkania wiary i nauki. Neurofizjolodzy, patomorfolodzy badali cząstki tkanek ludzkich obecne na różnych tkaninach mających kontakt z postaciami eucharystycznymi. Metody badań były podobne do tych, które stosuje się w kryminalistyce, badając ślady zbrodni. To służy do określenia właściwości krwi oraz DNA.

- Dotykamy granicy nauki i wiary – powiedział Radiu Watykańskiemu Franco Serafino, kardiolog. – Obie stykają się ze sobą. Z jednej strony stanowią one jakby zamknięte w sobie kręgi. Może wydawać się, że odnośnie cudów nauka zajmuje się tym, co nie leży w jej kompetencjach. Piszę o tym w książce, którą niedawno opublikowałem we Włoszech. Muszę powiedzieć, że cuda mówią nam wiele z punku widzenia naukowego, czysto medycznego, ale ważne i interesujące jest także stwierdzenie, że cuda chowają się przed nauką, ukrywają się. Nauka musi cenzurować samą siebie. To jest prawdopodobnie wolą nieba, aby z jednej strony nie pomniejszać zdolności poznawczych człowieka, ale także, aby nie przekreślać ani nie upokarzać wiary. Eucharystia jest przecież przedmiotem wiary, a nie obiektem badania poprzez naukę i technikę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Oświadczenie ws. rzekomych objawień w Ostrożnem

2019-08-24 08:23

KAI

Wizje Jezusa i Najświętszej Maryi Panny, o których mówi pani Czesława Polak, są jej prywatnym doświadczeniem, niepotwierdzonym przez Kościół – informuje biskup łomżyński Janusz Stepnowski w oświadczeniu wydanym w związku z wydarzeniami w Ostrożnem, w diecezji łomżyńskiej.

youtube

W dokumencie opublikowanym na stronie diecezji podkreśla m.in., że Czesława Polak jest osobą świecką, informacje nt. jej rzekomej śmierci i wskrzeszenia są nieprawdziwe a książka nt. objawień w Ostrożnem “Serce w Serce” autorstwa Grzegorza Kasjaniuka nie uzyskała imprimatur Kościoła.

Publikujemy treść oświadczenia:

OŚWIADCZENIE W SPRAWIE WYDARZEŃ W OSTROŻNEM

Czcigodni Kapłani, Drodzy Wierni!

Ze względu na coraz częstsze pytania i wątpliwości dotyczące wydarzeń w Ostrożnem, parafia Szumowo, Diecezja Łomżyńska, przekazuję do publicznej wiadomości następujące informacje:

1. Pani Czesława Polak jest osobą świecką, która dnia 30 czerwca 2000 roku na ręce ówczesnego Biskupa Łomżyńskiego Stanisława Stefanka i za jego zgodą złożyła prywatny ślub czystości oraz uzyskała zgodę na noszenie habitu, jako znaku szczególnego osobistego oddania się Panu Bogu.

2. Wizje Jezusa i Najświętszej Maryi Panny, o których mówi pani Czesława, są jej prywatnym doświadczeniem, niepotwierdzonym przez Kościół. Według relacji pani Czesławy wizje te nadal trwają, co stanowi zasadniczą trudność w ich analizie i ocenie.

3. Informacja przekazywana przez internetowy serwis video, oparta na słowach pani Czesławy, o jej śmierci i wskrzeszeniu do życia, jest nieprawdziwa. Nie ma żadnej dokumentacji medycznej potwierdzającej śmierć pani Czesławy.

4. Stolica Apostolska nigdy nie odnosiła się do wydarzeń w Ostrożnem, ani do osoby pani Czesławy. Nie wydała też żadnego dokumentu wyrażającego zgodę na jej życie pustelnicze.

5. Książka „Serce w Serce” autorstwa Grzegorza Kasjaniuka nie uzyskała imprimatur Kościoła, a jej treść nie była konsultowana ani ze mną, ani z Łomżyńską Kurią Diecezjalną. Tym samym publikacja ta nie jest i nie może być „dokumentem” potwierdzającym prawdziwość wydarzeń.

6. Ostrożne, ze względu na licznych wiernych tam udających się, jest i pozostanie szczególnym miejscem modlitwy, a obecność duchowieństwa w Ostrożnem motywowana jest opieką duszpasterską nad wiernymi, a nie wizjami pani Czesławy.

Łomża, 22 sierpnia 2019 r.

N. 944/B/2019

+Janusz Stepnowski Biskup Łomżyński

Ks. Artur Szurawski

Kanclerz Kurii

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Radomsko i Zawiercie powitało Jasnogórską Maryję

2019-08-25 14:59

Magda Nowak

Piesze pielgrzymki zdążające na imieniny Matki Bożej Częstochowskiej kolejny dzień docierają na Jasną Górę. W niedzielę 25 sierpnia wśród pątniczych grup przybyły Piesza Pielgrzymka Radomska i Piesza Pielgrzymka Zawierciańska. Wędrowali w skarze słońca przez dwa lub trzy dni, by Matce Bożej przynieść ważne prośby i dziękczynienia. Modlono się przede wszystkim w intencji małżeństw i rodzin.

Magda Nowak/Niedziela
Zobacz zdjęcia: Peilgrzymi z Zawiercia i Radomska

Ponad 500 osób przywędrowało pieszo z Radomska. Pątników wprowadził na Jasną Górę bp Andrzej Przybylski, który także w czasie drogi wygłosił dla nich konferencję. Ze względu na remonty drogowe trasa pielgrzymki została w tym roku podzielona na dwa dni i prowadziła przez: Radomsko, Gidle, Garnek, Skrzydlów i Mstów. Kierownikiem radomszczańskiej pielgrzymki był ks. Zbigniew Heluszka.

Tegoroczne hasło Pieszej Pielgrzymce Zawierciańskiej brzmiało: „Każda rodzina niesie światło”. Tradycyjnie wędrowano trasą przez Leśniów i Olsztyn. Opiekunem pielgrzymki był ks. Adam Dróżdż. Na szlak wyruszyło z Zawiercia ok. 350 osób. Dużą część grupy stanowili ludzie młodzi. Ich radość wiary, śpiew i energia udzielały się wszystkim witającym pielgrzymki na jasnogórskich błoaniach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem