Reklama

Jestem „bliźniakiem” księdza Jerzego

2017-09-06 12:16

Z francuskim księdzem Bernardem Brienem rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 37/2017, str. 20-21

Grzegorz Jakubowski / KPRP

Pan Bóg pisze prosto po krzywych liniach naszego życia. A życie Bernarda Briena było bardzo „krzywe”. Urodził się 14 września 1947 r. w Questembert w Bretanii, był drugim z dziewięciorga dzieci rodziny Brien. Gdy miał 21 lat – zbyt wcześnie, jak twierdzi – ożenił się i miał dwójkę dzieci. Wydawało się, że jego życie jest jednym wielkim sukcesem – piął się w górę po drabinie zawodowej, by w końcu zostać dyrektorem sprzedaży w wielkiej firmie mleczarskiej. Stał się bogaty, jeździł drogimi samochodami, miał wielu przyjaciół, prowadził na pozór szczęśliwe i wesołe życie. Ale w tym „beztroskim” życiu zaczęły pojawiać się problemy – najpierw rozstanie z żoną, a później, w 1990 r., śmierć 27-letniego brata. Bernard wyznał kiedyś, że śmierć brata uzmysłowiła mu absurd egzystencji i powierzchowność tego wszystkiego, co do tej pory zbudował, o czym świadczyły niepowodzenie jego małżeństwa oraz sukces społeczny, który nie uczynił go szczęśliwym.

W następnych latach spotkał swoją miłość z młodzieńczych lat, wdowę, z którą w 1999 r. zawarł ślub cywilny. Nie zdawał sobie wtedy sprawy, że kobieta ta cierpiała na chorobę psychiczną, która z czasem doprowadziła do rozpadu ich związku. Miała zaburzenia urojeniowe i była obsesyjnie zazdrosna, dlatego od czasu do czasu musiała leczyć się w szpitalach psychiatrycznych. Pewnego dnia w 2004 r., gdy Bernard wrócił z podróży do Włoch, zorientował się, że kobieta wyjechała i wywiozła wszystko z ich willi. Spędził wtedy całą noc w pustym domu, rozmyślając nad swoją egzystencją – były to najgorsze chwile w jego życiu. Ten pusty dom był symbolem pustki w jego sercu i duszy. Rozmyślając, powrócił do swojego dzieciństwa i młodości, kiedy to w jego życiu było miejsce dla Boga. Zastanawiał się, dlaczego Bóg czekał aż 40 lat, by mu się znowu ukazać. Pewnego dnia wszedł do kaplicy nad brzegiem morza. Spędził w niej godzinę, a gdy wyszedł, czuł w sobie wielki pokój i był przekonany, że prawdziwe szczęście człowieka to życie z Bogiem. W tym decydującym okresie swego życia Bernard poznał ks. Timothée – przeora wspólnoty zakonnej, który pomógł mu odkryć Biblię, sakramenty i modlitwę. Rok później w tej samej kaplicy w Les Sables d’Olonne 58-letni mężczyzna odkrył w sobie powołanie do kapłaństwa. Oczywiście, w jego sytuacji nie było to łatwe, ale na szczęście na swojej drodze spotkał wielu życzliwych mu ludzi, przede wszystkim ówczesnego biskupa Luçon – Michela Santiera. Po uznaniu nieważności sakramentu małżeństwa Bernard rozpoczął w 2006 r. studia na Uniwersytecie Katolickim w Angers. W 2007 r. poprosił bp. Santiera, który w międzyczasie został przeniesiony do podparyskiej diecezji Créteil, o przyjęcie go do swojej diecezji, aby mógł odbyć formację kapłańską. Biskup skonsultował ten szczególny przypadek ze specjalistami od prawa kanonicznego, którzy stwierdzili, że nie ma przeszkód w wyświęceniu na kapłana człowieka z życiorysem Bernarda Briena. Wielu księży było nieprzychylnie nastawionych do tego nietypowego kandydata na kapłana, kiedyś żonatego, który miał dzieci i wnuki. Pięć lat później Bernard został wyświęcony w diecezji Créteil. W jego życiu rozpoczął się nowy rozdział, ale nie zdawał sobie sprawy, że na początku jego kapłańskiej drogi Bóg postawi mu polskiego księdza – Jerzego Popiełuszkę.

Reklama

W. R.

Katarzyna Soborak
Ks. Bernard Brien odprawia Mszę św. przy relikwiach bł. ks. Jerzego Popiełuszko w rocznicę jego porwania - 19 X 2016 r.

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Dlaczego Ksiądz wybrał jako cel swojej pierwszej podróży kraj Jana Pawła II?

KS. BERNARD BRIEN: – Gdy zostałem księdzem, postanowiłem odbyć trzy podróże: do Polski – kraju Jana Pawła II, do Watykanu bo nigdy jeszcze tam nie byłem, i oczywiście do Ziemi Świętej. Muszę coś wyjaśnić. Należałem do parafii w Saint-Laurent-sur-Sevre, gdzie znajduje się grób św. Ludwika Marii Grignion de Montfort i bł. Marie-Louise Trichet, współzałożycielki wraz ze św. Ludwikiem Zgromadzenia Cór Mądrości. Znajduje się tam również dom generalny Zgromadzenia Braci Montfort św. Gabriela, bracia mają też dom w Częstochowie. Dlatego zaproponowano mi gościnę w Częstochowie, skąd mogłem jeździć do innych miast. Byłem w Polsce dwa tygodnie i z pomocą braci, którzy mówią dobrze po polsku, zwiedziłem i poznałem wiele miejsc. Byłem w Krakowie, Wadowicach, Wieliczce i Oświęcimiu. Pewnego dnia bracia zaproponowali mi wyjazd do Warszawy i odwiedzenie grobu bł. ks. Jerzego Popiełuszki.

– Czy wcześniej słyszał Ksiądz coś o bł. ks. Jerzym Popiełuszce?

– Gdy pojechaliśmy do Warszawy, bracia opowiedzieli mi, kim był ks. Jerzy; rozmawialiśmy też na temat Solidarności i Lecha Wałęsy. Przypomniałem sobie wtedy, że swego czasu media we Francji dużo mówiły o zamordowaniu tego polskiego księdza. Oczywiście, odwiedziliśmy również muzeum, które znajduje się przy parafii, gdzie poznałem historię życia ks. Jerzego. Odkryłem wtedy, że urodziliśmy się tego samego dnia, miesiąca i roku – 14 września 1947 r. – czyli że jesteśmy „bliźniakami”. Gdy wróciłem do Francji, poszedłem do największej księgarni w Paryżu i kupiłem wszystkie książki związane z ks. Jerzym, m.in. książkę z jego kazaniami.

– Co było potem?

– Na początku września rozpocząłem pracę duszpasterską w Szpitalu im. Alberta Cheneviera w Créteil.

– Czy znał Ksiądz wcześniej François Audelana, mężczyznę ciężko chorego na białaczkę, oraz jego żonę Chantal?

– Nie znałem ich wcale. Do chorego François wezwała mnie s. Rozalia, Polka, odpowiedzialna za duszpasterstwo w szpitalu. Zadzwoniła do mnie ok. godz. 15 z prośbą, bym pilnie przyszedł do chorego. Co się stało w szpitalu Cheneviera w Créteil w piątek 14 września 2012 r.? Po godz. 15.30 byłem już w pokoju nieprzytomnego, umierającego François. Po raz pierwszy w życiu udzielałem sakramentu namaszczenia chorych w szpitalu. W rozmowie z jego żoną dowiedziałem się, że François walczył z białaczką od 11 lat, ale w ostatnich miesiącach sytuacja znacznie się pogorszyła i mężczyzna trafił do szpitala wyspecjalizowanego w terapii paliatywnej, gdyż lekarze nie dawali mu żadnej szansy na przeżycie. Dlatego żona skontaktowała się z zakładem pogrzebowym, by przygotować pochówek męża. Wybrała już nawet trumnę. Na stoliku przy łóżku zapaliłem świecę, postawiłem krzyż Jana Pawła II i udzieliłem François namaszczenia chorych. Ponieważ zawsze mam przy sobie obrazki z wizerunkiem ks. Jerzego – mam je wszędzie: w brewiarzu, w Piśmie Świętym, w torbie – zdałem sobie sprawę, że to dzień jego, a zarazem moich urodzin. Spontanicznie więc zaproponowałem Chantal, by powierzyć François wstawiennictwu bł. ks. Jerzego. Dałem obrazek z wizerunkiem błogosławionego s. Rozalii oraz żonie chorego i odmówiliśmy wspólnie modlitwę o jego kanonizację, prosiliśmy też o łaskę uzdrowienia François. A ja sam wyszeptałem moją prośbę: „Słuchaj, Jerzy, dzisiaj jest 14 września, dzień twoich, a zarazem moich urodzin. Jeżeli więc masz coś zrobić dla naszego brata François, to jest to odpowiedni dzień”.

– Co się działo później?

– Później wyjaśniłem żonie umierającego, dlaczego zwróciłem się z prośbą o łaskę uzdrowienia właśnie do ks. Popiełuszki. Opowiedziałem jej, jak zapoznałem się z jego życiem w czasie podróży do Polski i jak odkryłem, że urodziliśmy się tego samego dnia. Po czym pożegnaliśmy się i wyszedłem z pokoju.

– Kiedy dowiedział się Ksiądz o uzdrowieniu François?

– Rankiem następnego dnia, gdy zadzwoniła do mnie s. Rozalia i powiedziała, że François wstał z łóżka, wziął prysznic, ogolił się i ubrał. „To cud” – stwierdziła podekscytowana. Odpowiedziałem jej, że trzeba być ostrożnym i nie należy o tym za wiele rozpowiadać. I przez kilka tygodni nie rozmawialiśmy na ten temat.

– A czy rozmawiał Ksiądz o uzdrowieniu François z lekarzami?

– Gdy Chantal z mężem pojechali na badania kontrolne do innego szpitala w Créteil, gdzie François leczył się przez wiele lat, ponownie się z nimi spotkałem. I wtedy dowiedziałem się od Chantal, co się stało 14 września po moim wyjściu z pokoju. Wkrótce po tym François otworzył oczy, uśmiechnął się i zaczął pytać, co się stało, a od tygodni nie mówił w sposób logiczny. Miałem więc pretekst, by porozmawiać z lekarzami. Lekarz François wydał mi zaświadczenie, w którym stwierdził, że szybkie wyzdrowienie jego pacjenta, poddawanego jedynie terapii paliatywnej, jest niewytłumaczalne z medycznego punktu widzenia. Trudniej było mi otrzymać zaświadczenie od prof. Catherine Cordonnier – szefa oddziału hematologii w Szpitalu im. Henri Mondora, która zajmowała się François od początku choroby. W końcu przygotowała mi szczegółowe zaświadczenie dotyczące choroby i całkowitego uzdrowienia pacjenta. W czasie procesu kanonizacyjnego ks. Jerzego w diecezji musiano znaleźć profesora, specjalistę w dziedzinie hematologii, który mógł zinterpretować tę dokumentację lekarską. Udało mi się też dostać od pani profesor zdjęcia, na których wyraźnie było widać, że komórki rakowe, wcześniej rozsiane w całym ciele François, miesiąc po uzdrowieniu zniknęły bez śladu.

– Kiedy poinformował Ksiądz o całym wydarzeniu swojego biskupa?

– Odczekałem aż siedem miesięcy, by poinformować o wszystkim bp. Michela Santiera. Było to w maju 2013 r. A we wrześniu bp Santier otworzył etap diecezjalny procesu kanonizacyjnego. W ciągu roku przesłuchano świadków i przeanalizowano dokumentację. 14 września 2015 r. komisja diecezjalna stwierdziła autentyczność cudu przypisywanego wstawiennictwu bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Cała dokumentacja została następnie przekazana Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych.

Przeczytaj także: SPOTKANIE Z RODZINĄ BŁ. KS. JERZEGO POPIEŁUSZKI W CZĘSTOCHOWIE

– Ksiądz stał się „narzędziem” łaski Bożej. Czym ten cud był dla Księdza osobiście?

– Przede wszystkim utwierdzeniem w moim powołaniu, w moim kapłaństwie. To było bardzo ważne, bo istniały pewne opory, jeżeli chodzi o moją drogę do kapłaństwa, nie tyle wśród świeckich, ile wśród księży. Tym bardziej że w tym roku doszło w mojej diecezji do nowego uzdrowienia za wstawiennictwem bł. ks. Jerzego – po raz drugi stałem się „narzędziem” łaski Bożej. Cud sprawił, że poczułem wielką potrzebę przybliżenia ludziom postaci ks. Popiełuszki. Mam zawsze ze sobą jego relikwię i obrazki. Ludzie często zwracają się do mnie z prośbą o modlitwę w różnych intencjach. Mój biskup ujął mi trochę obowiązków, bym się tym zajął. Poza tym widzę w cudzie przejaw miłosierdzia Bożego wobec mnie, człowieka o tak chaotycznej drodze życiowej. A trzeci aspekt to powołania. We Francji jest bardzo mało powołań, więc uważam ten cud za wezwanie do powołań, o które trzeba się więcej modlić.

– Czy ktoś dzięki Księdzu odkrył w sobie powołanie do kapłaństwa?

– Tak, cztery osoby – np. pielęgniarz, który przyszedł do mnie, by się wyspowiadać. Pomogłem mu w podjęciu decyzji i teraz już zaczął przygotowywać się do kapłaństwa. Cud wydarzył się we Francji. Podobnie jak cud za wstawiennictwem Jana Pawła II, uznany w jego procesie beatyfikacyjnym.

– Czy Francja potrzebuje dzisiaj tych szczególnych znaków Boga?

– Francja upadła tak nisko, że te cuda mogą jej pomóc nieco się podnieść. Tym bardziej że po zamachach, do których ostatnio doszło w naszym kraju, ludzie zaczynają powracać do Kościoła. To są bardzo mocne znaki od Boga.

– Co bł. ks. Jerzy Popiełuszko może powiedzieć ludziom dzisiaj?

– W kazaniach ks. Jerzego cały czas powtarza się słowo „prawda”, dlatego uważam, że on przede wszystkim zachęca nas do życia w prawdzie – w prawdzie w stosunku do samych siebie i do innych.

* * *

Wywiad ten jest jednym z 15 wywiadów Włodzimierza Rędziocha zamieszczonych w książce „Zło dobrem zwyciężył. Święty Jerzy XX wieku”, poświęconej ks. Jerzemu Popiełuszce, która ukazała się nakładem wydawnictwa Rosikon Press (www.rosikonpress.com/towar_karta_180/Zlo_dobrem_zwyciezyl.html).I

Tagi:
bł. Jerzy Popiełuszko cuda ks. Jerzy Popiełuszko

Reklama

IPN złożył zażalenie dot. umorzenia sprawy prowokacji SB wobec bł. ks. Jerzego Popiełuszki

2019-11-16 21:38

Radio Maryja

Do warszawskiego Sądu Apelacyjnego wpłynęło zażalenie Instytutu Pamięci Narodowej dotyczące umorzenia sprawy prowokacji wobec bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Chodzi o postępowanie wobec oskarżonych o podrzucenie w 1983 roku przez SB do mieszkania kapłana materiałów go obciążających.

Archiwum

W październiku Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że przestępstwa zostały popełnione i że były zbrodniami komunistycznymi, ale nastąpiło przedawnienie.

Prokuratorzy IPN nie zgodzili się z tą oceną sądu. Według nich prowokacja na Chłodnej stanowiła zbrodnię przeciwko ludzkości, które się nie przedawniają.

Prof. Jan Żaryn, historyk, odnosząc się do sprawy ocenia, że jej dalszy bieg zależy od kwestii woli, a nie jednoznacznego kwalifikowania prawnego.

– Po stronie sądu widać, że takowej woli nie ma, aby podtrzymać tę możliwość orzekania w sprawach dotyczących przestępstw szczególnie z lat stanu wojennego i późniejszych. Zapewne w rzeczywistości prawnej sąd potrafi udowodnić, że takich możliwości nie posiada. Moim zdaniem nie posiada bardziej woli niż możliwości. Tak to trwa od 1989 roku. Wola to jest bardzo trudna kategoria do udowodnienia, oceny, bo to przecież zależy od ludzi, którzy gdzieś w swym sumieniu albo pracują na rzecz sprawiedliwości albo tez uchylają się od tego zadania – wskazuje prof. Jan Żaryn.

Zabójców ks. Popiełuszki w sprawie tzw. prowokacji na Chłodnej oskarżył pion śledczy IPN. Oskarżeni nielegalnie weszli do mieszkania kapłana przy ul. Chłodnej w Warszawie i pozostawili w nim amunicję, materiały wybuchowe oraz ulotki i wydawnictwa, których posiadanie było wtedy zabronione.

Następnie SB doprowadziło do ich ujawnienia w wyniku przeszukania mieszkania, co spowodowało wdrożenie przeciw kapelanowi ,,Solidarności” postępowania karnego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Indie: Kościół ratuje wdowy, już nie od stosu, ale od odrzucenia

2019-11-19 18:03

Łukasz Sośniak SJ/vaticannews.va / Koczin (KAI)

Kościół katolicki w Koczinie w południowych Indiach zamierza pomóc wdowom w ponownym małżeństwie. Są one poddawane w tym kraju ostracyzmowi i dlatego nawet młode wdowy bardzo rzadko ponownie wychodzą za mąż. Właśnie w tym celu biskupi ze stanu Kerala stworzyli specjalną stronę internetową, gdzie kobiety mogą się rejestrować, aby uzyskać wsparcie.

youtube.com

Bez pomocy ponowne wyjście za mąż w Indiach jest praktycznie niemożliwe. Kobieta bez męża nie przedstawia w tym kraju żadnej wartości. Często zaraz po śmierci mężczyzny jest ona wyrzucana na ulice bez środków do życia. Choć dziś nie musi już spłonąć razem z ciałem męża na jego pogrzebowym stosie, to tę tradycję zastąpił powszechny ostracyzm i pogarda. „Uważamy, że wdowy w żaden sposób nie powinny być dyskryminowane. Chcemy zmienić ich postrzeganie w naszej wspólnocie” – powiedział ks. Paul Madassery, sekretarz Komisji ds. Rodziny przy radzie biskupów stanu Kerala.

Pierwszym krokiem było stworzenie „Forum dla wdów”. Na spotkaniu, które odbyło się w Koczinie, ustalono ich najpilniejsze potrzeby. „Zaczynamy tworzyć listę wdów. Ponieważ pierwszy raz zbieramy dane w takiej skali, z każdej diecezji, zajmie nam to przypuszczalnie ponad rok” – powiedział ks. Madassery. Stworzono też specjalną stronę internetową, na której wdowy mogą się zarejestrować same. Wybrane kobiety zostaną podzielone na grupy i otrzymają odpowiednie przeszkolenie. „Niektóre z nich nie mają pojęcia, że przysługuje im rządowa pomoc, będziemy je szkolić, aby wiedziały, jak ją uzyskać” – wyjaśnił ks. Madassery.

Los indyjskich wdów jest bardzo ciężki. Rytuał Sati, czyli samospalenie wdowy na stosie pogrzebowym męża, jest silnie zakorzeniony głównie wśród starszych lub bardzo religijnych mieszkańców Indii. Choć zwyczaj ten został prawnie zakazany w Indiach ponad 30 lat temu, jest jeszcze czasami praktykowany. Sama jego obecność pokazuje, jakie miejsce w społeczeństwie indyjskim zajmuje wdowa – powinna zniknąć. Dziś Indie zmieniły się. Nakłanianie wdowy do samobójstwa nie jest już tak częste. Rytuał samospalenia zastąpiło jednak powszechne odtrącenie – wykluczenie społeczne i rodzinne. W Indiach kobieta staje się istotą społeczną dopiero po wyjściu za mąż. Dlatego pozbawiona mężczyzny nie przedstawia żadnej wartości. Nikt jej nie chce, nawet jej synowie. Powszechne jest wyrzucanie wdów na ulice bez środków do utrzymania.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Burkina Faso: rozpoczął się Afrykański Kongres Miłosierdzia Bożego

2019-11-20 07:46

mm (KAI Wagadugu) / Wagadugu

Stolica Burkina Faso, Wagadugu, stała się stolicą Bożego Miłosierdzia. Rozpoczął się tam Afrykański Kongres Bożego Miłosierdzia, który potrwa do 24 listopada.

Ks. Zenon Hanas

Podczas uroczystego rozpoczęcia w Międzynarodowym Centrum Konferencyjnym Ouaga 2000, legat papieski kard. Dieudonné Nzapalainga przekazał specjalne błogosławieństwo do papieża Franciszka dla uczestników Kongresu w Burkina Faso.

Metropolita Wagadugu kard. Philippe Ouédraogo w konferencji otwierającej kongres przypomniał bullę papieża Franciszka, „Misericordiae vultus”. Podkreślał, że Miłosierdzie Boże jest narzędziem – łaską daną przez Boga człowiekowi, by przeciwstawiał się wszelkim formom nędzy współczesnego świata, bez względu na rasę, wyznawaną religię czy pozycję społeczną. „Ta walka jest możliwa dzięki naszej indywidualnej duchowej dyspozycji do głoszenia Miłosierdzia” – podkreślił hierarcha. Zauważył, że papież Franciszek do dzieł miłosierdzia, które powinniśmy czynić, dodał „troskę o dzieło stworzenia”, która - szczególnie w dzisiejszym świecie - jest również bardzo ważnym przejawem ewangelicznej postawy chrześcijanina.

Konferencje pierwszego dnia kongresu mają za zadanie ukazać biblijne i ewangeliczne korzenie Bożego Miłosierdzia, a także pokazać, że jest nim przesiąknięta również katolicka nauka społeczna.

O 15.00 miała miejsce medytacja nad fragmentami „Dzienniczka” św. Faustyny. – To było przejmujące, kiedy podczas cytowania fragmentów „Dzienniczka” w języku francuskim co jakiś czas wybrzmiewało słowo „Pologne” - Polska. To promocja Bożego Miłosierdzia i swoista promocja Polski zarazem – mówi Monika Mostowska, wiceprezes Fundacji Salvatti.pl, uczestnicząca w kongresie.

Ważnym punktem programu było wprowadzenie na kongres relikwii św. Faustyny, przekazane przez siostry ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia z Łagiewnik. – To relikwie pierwszego stopnia, ex ossibus (z kości) – mówi s. Diana Kuczek, wiceprzewodnicząca Stowarzyszenia „Faustinum”, która przywiozła relikwie do Burkina Faso. Relikwie trafią do Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Wagadugu, prowadzonego przez polskich misjonarzy – księży pallotynów.

W kongresie uczestniczy prawie 1000 osób, z całej Afryki, poza Burkina Faso - z Beninu, Togo, Nigerii, Tanzanii, Kongo, Madagaskaru, Senegalu, Wybrzeża Kości Słoniowej i Rwandy, gdzie trzy lata temu odbywał się poprzedni Afrykański Kongres Bożego Miłosierdzia. W gronie rwandyjskiej delegacji są księża rektorzy dwóch ważnych sanktuariów Rwandy: Jezusa Miłosiernego w Ruhango i Bożego Miłosierdzia w Kabuga. Obydwie placówki zostały założone przez pallotyńskich misjonarzy z Polski, którzy dzięki szerzeniu orędzia o Bożym Miłosierdziu przyczyniają się do wzajemnego pojednania po wojnie w 1994 r.

Kongres Miłosierdzia Bożego w Wagadugu ma nie tylko pomóc Afrykańczykom zrozumieć ideę Bożego Miłosierdzia i zachęcać ich do wprowadzania w życie miłosierdzia, ale także uświadomić światu, że Afryka potrzebuje dzisiaj miłosierdzia ze strony tzw. krajów rozwiniętych, by nie była kontynentem eksploatowanym, a jej mieszkańcy mogli godnie żyć.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem