Reklama

Dzielił się wiarą, książką i uśmiechem

2017-09-13 11:20

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 38/2017, str. 1

Archiwum parafii

28 sierpnia br. diecezja kielecka pożegnała i odprowadziła na miejsce wiecznego spoczynku śp. ks. prał. Stefana Borowca, który zmarł w 82. roku życia i 58. roku kapłaństwa. Od 35 lat związany ze wspólnotą w Kielcach-Dąbrowie i kościołem NMP Matki Kościoła człowiek wielkiego serca, zakochany w ludziach, książkach i teologii, odszedł do Pana 22 sierpnia 2017 r. – w roku srebrnego jubileuszu konsekracji kościoła, który wybudował. Pozostanie w pamięci i w sercach tych, którzy się znim zetknęli

Msza św. żałobna pod przewodnictwem ks. Dariusza Gącika – wikariusza generalnego, została odprawiona w kaplicy Domu Księży Emerytów w Kielcach, a Msza św. pogrzebowa pod przewodnictwem bp. Jana Piotrowskiego – w kościele NMP Matki Kościoła w Kielcach-Dąbrowie. Ciało Zmarłego zostało złożone na cmentarzu parafialnym w Kostomłotach.

– Z Kostomłotami śp. ks. Stefan czuł się zawsze mocno związany – mówi ks. dr Mirosław Cisowski, dyrektor Duszpasterstwa Diecezji Kieleckiej, były proboszcz w Kostomłotach. – Zżyliśmy się, gdy ks. Stefan bywał w Kostomłotach, razem pochowaliśmy jego niepełnosprawnego brata Jana. Zapamiętam go jako osobę bardzo życzliwą ludziom, kapłana zawsze gotowego modlić się za innych, których sprawy żywo go interesowały. Była mu bliska modlitwa kontemplacyjna; był blisko z siostrami karmelitankami w Kielcach i bernardynkami w Świętej Katarzynie – opowiada ks. Cisowski. Wspomina także znane powszechnie oczytanie śp. ks. Borowca, jego fascynację literaturą duchową, kontakty ze środowiskiem profesorskim i kapłanami z Francji, a także ogromną wrażliwość na dyrektywy Soboru Watykańskiego II.

Te oraz inne przymioty śp. ks. Borowca zostały przypomniane w homilii podczas Mszy św. pogrzebowej przez obecnego proboszcza w Kielcach-Dąbrowie, ks. prałata Lucjana Skolika. – Przez ostatnie 6 lat miałem to szczęście mieć w osobie ks. Stefana wsparcie i cieszyć się jego bliską obecnością i przyjaźnią. Wprawdzie poznałem go na początku lat 80., ale dopiero ostatni czas złączył nas ze sobą codziennością – mówi ks. Lucjan Skolik.

Reklama

Został wówczas także przywołany krótki rys biograficzny Zmarłego.

Stefan Borowiec, syn Michała i Marii z Wójcików, urodził się 18 maja 1936 r. w podkieleckich Kostomłotach. Pochodził z prostej, skromnej i religijnej rodziny. Nieraz wspominał lata dziecięce i modlitwy w kaplicy pw. Przemienienia Pańskiego w rodzinnej parafii, w której rodziło się jego powołanie. Jego matka ofiarowała go – i jego kapłańskie plany – Maryi (o czym wspomniał w testamencie). Ukończył Niższe Seminarium Duchowne św. Stanisława Kostki i Wyższe Seminarium Duchowne w Kielcach. Święcenia kapłańskie przyjął z rąk bp. Czesława Kaczmarka w 1960 r. W latach 1960-65 pracował jako wikariusz w Chmielniku, w latach 1965-71 – w kieleckiej katedrze, a następnie w Olkuszu. W 1976 r. został wikariuszem parafii pw. NMP Matki Kościoła z siedzibą w Dąbrowie, a od 1981 r. był proboszczem tamtejszej młodej wspólnoty. Od 2011 r. przebywał w Domu Księży Emerytów. W 2007 r. został mianowany kapelanem JŚ Benedykta XVI. Tyle suchych faktów.

Kolorytu życiu śp. ks. Borowca nadawały przyjaźnie i liczne kontakty z parafianami, katechetami i księżmi.

Od lat studenckich pozostawał w przyjaźni z o. Karolem Meissnerem OSB, z którym utrzymywał bardzo żywy kontakt listowny i telefoniczny i którego jeszcze na jesieni 2016 r. odwiedził, oraz z o. Ludwikiem Marią Mycielskim OSB. Obaj w jego czasach byli studentami kieleckiego seminarium.

– Był księdzem, który potrafił szybko wzbudzać sympatię młodzieży, która – także gdy przestała być młodzieżą – utrzymywała z nim żywy kontakt i do końca darzyła go przyjaźnią. Ks. Stefan, który po ks. kan. Wiktorze Zaparcie został drugim proboszczem w Dąbrowie, szybko polubił tę parafialną wspólnotę, a wspólne dzieło, jakim była budowa kościoła parafialnego, tę sympatię uczyniło pastoralną miłością wzajemną, z roku na rok coraz głębszą, choć przecież niewolną od krzyży i przykrości. Był księdzem o bardzo rozległych znajomościach, łatwo nawiązującym ciepły kontakt nacechowany nieprzeciętną zdolnością empatii. To był jego prawdziwy charyzmat. Te zalety połączone z płynną znajomością języka francuskiego i licznymi wyjazdami do Francji, zwłaszcza w latach 80.-90., z jednej strony sprawiły, że potrafił zdobywać przyjaciół, których następnie zapalał do idei budowy kościoła w Dąbrowie i wspólnie z nimi umiał pozyskiwać środki finansowe dla jej realizacji; z drugiej zaś strony kontakty te ubogacały jego polską kulturę, w której literatura zajmowała szczególne miejsce, zwłaszcza poezja Młodej Polski (w chwilach relaksu lubił cytować liczne zabawne fragmenty Boya-Żeleńskiego i innych młodopolskich), a także Gałczyńskiego. Posługiwał się wierszami i cytatami z poezji, by pełniej, głębiej i uroczo dzielić się z drugimi swoim pogodnym i serdecznym usposobieniem oraz błyskotliwym humorem – mówił w homilii ks. Lucjan Skolik.

Związki z Francją, zwłaszcza Alzacją, i przyjaźń z ks. kan. Pierre Golly pozostawały bardzo silne, nadając szczególny rys kapłaństwu czerpiącego z tamtej kultury i doświadczenia wiary Kościoła francuskiego.

– Był naprawdę obeznany ze współczesnymi francuskojęzycznymi prądami duchowymi – rozkochany w postaci bł. Karola de Foucauld, we wspólnocie Lwów Judy czy Jeana Vannier. Do ostatnich dni rozkoszował się transmisjami nabożeństw z paryskiej katedry Notre Dame... – wspominał ks. Skolik.

Mimo swoich 80 lat z ciągle żywym zainteresowaniem śledził wydawnicze nowości teologiczne i namiętnie wracał do klasyków tej dyscypliny. Dzięki trwającej kilkadziesiąt lat bardzo bliskiej przyjaźni z nieżyjącymi już bp. prof. Edwardem Materskim i ks. prof. Andrzejem Zuberbierem, częstymi gośćmi w Dąbrowie, stale mógł pogłębiać swoją teologiczną formację. Był rozmiłowany był w pięknie liturgii – inspiracje czerpał od ks. prof. Stanisława Czerwika. Dla wielu księży był prawdziwym przyjacielem, a nierzadko nawet wsparciem.

Jednym z nich był ks. prał. Wiesław Jasiczek. Tak wspomina Zmarłego w rozmowie z „Niedzielą”: – W kapłaństwie był starszy ode mnie bodaj o 5 lat, ale droga kapłańska wypadła nam blisko siebie, a w ostatnich latach bardzo się zżyliśmy. Gdy on był wikariuszem w Chmielniku, ja – po sąsiedzku – w Lisowie, po nim przejąłem katechezę w parafii katedralnej, wspólnie pracowaliśmy w Olkuszu. On poszedł do podkieleckiej Dąbrowy, a ja znowu po sąsiedzku – na Osiedle Świętokrzyskie do tzw. Kurnika (powstająca parafia św. Jadwigi Królowej, przyp. red.). Był niestrudzonym czytelnikiem. „Łapał” wszystkie nowości, które pojawiały się z dziedziny teologii moralnej, interesowały go zwłaszcza kwestie rodzinne, małżeńskie; uwielbiał czytać pozycje medytacyjne, rekolekcje (np. papieskie). Jak mało kto dbał o swoje wnętrze – podkreśla ks. Jasiczek. Wspomina tak świeże w pamięci, odbywane co drugi dzień niemal do ostatniego wieczoru, spacery nad zalewem w Wilkowie. – Mówił, że serce ma zupełnie zdrowe, tylko „nogi puchną”; regularne zaglądał do klasztoru Bernardynek, do Świętej Katarzyny, na rozmowy z ks. Zygmuntem Noconiem, czasami na obiad do sióstr...

Z powrotem zawsze skręcał w stronę Dąbrowy, do swojej parafii, aby spojrzeć, pozdrowić ludzi... Pozostanie w pamięci, pozostanie w sercach – uważa ks. Jasiczek.

– Młodego wikarego w katedrze, ks. Stefana, poznałem, służąc mu do Mszy (były to lata 50.-60.) i potem przez wszystkie kolejne lata ta przyjaźń przetrwała, nasze relacje z wiekiem się zmieniały, ale do ostatnich miesięcy miałem zaszczyt być jego przyjacielem – mówi prof. Stanisław Góźdź, dyrektor Świętokrzyskiego Centrum Onkologii. – Był głęboko wierzącym księdzem, niebywale skromnym, życzliwym, wyrozumiałym i pogodnym. W posłudze Bogu i ludziom cechowała go pasja i gorliwość; niezapomniane pozostaną dla mnie np. liturgie Wielkiego Tygodnia w Dąbrowie i pewien rodzinny rys jego posługi w parafii. Stefan był kawoszem, ja też, więc nieraz udało się wyrwać w ciągu dnia chwilę na tę wspólną kawę... Jak pięknie i tak zwyczajnie mówił o dobrym Bogu... Dostałem od niego książkę pt. „Gdy Pan Bóg mówi do serca” ks. Gastona Courtois’a. Gdziekolwiek ją otworzę, znajduję piękne myśli – drogowskazy na każdy dzień. Napisał mi w niej na zakładce dedykację: „Stasiowi, przyjacielowi, z wdzięcznością za tak wiele”. Ta książka to dzisiaj dla mnie już relikwia – podkreśla prof. Góźdź.

Poczucie odpowiedzialności za współpracujących z nim ludzi zauważa z kolei katechetka Elżbieta Moskwa, która debiutowała zawodowo właśnie w parafii w Dąbrowie, i pozostała tam przez 25 lat, od roku 1991 do 2011. Stremowanie młodej nauczycielki Ksiądz zwyciężył uśmiechem, życzliwością, opiekuńczością; na wstępie obdarował ją mnóstwem książek i osobiście przedstawił dyrekcji i komu trzeba. – Często prosiłam o jego radę, akceptację, więc chętnie pomagał, ale zawsze zostawiał mi wolną rękę – wspomina Elżbieta Moskwa, która opowiada, że zmarły Kapłan kochał poezję i muzykę klasyczną, sypał cytatami jak z rękawa. Książki, które wypełniały jego mieszkanie, nigdy nie stanowiły kompleksowego księgozbioru, bo tak chętnie je rozdawał. – W ostatnim miesiącu życia podarował mi pozycję pt. „Oczami Jezusa” – wspomina katechetka i podsumowuje: – Miałam w życiu wielkie szczęście, że spotkałam ks. Stefana Borowca.

Tagi:
pogrzeb

Pożegnanie S. M. Olimpii Konopki SMCB

2019-10-15 20:43

Joanna Łukaszuk-Ritter

9 października zmarła nagle s. Olimpia Teresa Konopka, boromeuszka. W uroczystej Mszy żałobnej 14 października br. w trzebnickiej bazylice Kongregacja Sióstr Boromeuszek wraz z rodziną zmarłej, przyjaciółmi i mieszkańcami Trzebnicy pożegnała Zmarłą.

JoannaLukaszuk-Ritter

Nabożeństwu w koncelebrze sześciu kapłanów przewodniczył proboszcz parafii pw. św. Bartłomieja Apostoła i św. Jadwigi ks. Piotr Filas.

S. M. Olimpia Teresa Konopka urodziła się 15 lipca 1934 r. na Górnym Śląsku w Rudnie, w powiecie Gliwickim, jako najmłodsza z siedmiorga rodzeństwa. 3 listopada 1951 r. wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza w Trzebnicy. Po ukończeniu nowicjatu w 1955 r. złożyła Bogu pierwsze śluby zakonne, a trzy lata później śluby wieczyste.

W styczniu 1977 r. s. Olimpia stanęła przed ponownym wyzwaniem – współtworzenia nowej placówki w Nuncjaturze Apostolskiej w Wiedniu. Tam podjęła pracę administracyjną oraz została przełożoną wspólnoty. Swoim rzetelnym wypełnianiem obowiązków i precyzją imponowała wielu. Zdobyła sobie duże uznanie nie tylko swych bezpośrednich przełożonych. Była obdarzana ogromnym szacunkiem i szczerą sympatią przez osoby, z którymi miała kontakt. Podczas swojej służby w wiedeńskiej Nuncjaturze miała okazję poznać wiele osobistości z kręgów Kościoła, polityki i kultury. Ogromnym zaszczytem dla niej był osobisty kontakt z Janem Pawłem II, który podczas swoich trzech podróży apostolskich do Austrii (1983, 1988, 1998) mieszkał w ambasadzie watykańskiej. Posługę w Wiedniu zakończyła w 1997 r. i wróciła do Trzebnicy, po tym jak Kapituła Generalna wybrała ją na stanowisko wikarii generalnej. Funkcję tą pełniła przez dwie kadencję do roku 2009.

Od 2002 r. nieprzerwanie aż do śmierci pełniła funkcję kustosza i przewodnika muzeum klasztornego – Historycznego Muzeum Pocysterskiego Klasztoru Sióstr Boromeuszek w Trzebnicy, które sama stworzyła, bezustannie je udoskonalając i uzupełniając zbiory. Muzeum, licznie odwiedzane przez turystów i osoby zainteresowane zarówno z Polski jak i z zagranicy, stało się jej wielką pasją. Na szczególne uznanie zasługuje jej heroiczna praca nad archiwizacją dokumentów i zabytków klasztoru, dbałość o renowację cennych obrazów oraz umiejętność pozyskiwania potrzebnych na ratowanie tych dóbr środków finansowych. Poprzez swoją działalność ceniona i szanowana przez osoby ze środowisk związanych z kulturą i sztuką. Ponadto s. Olimpia była tłumaczką, autorką licznych publikacji, artykułów i prac naukowych, m.in. o wybitnym rzeźbiarzu Brunonie Tschötschelu, które potwierdzają jej miłość i przywiązanie do Zgromadzenia, do duchowego dziedzictwa św. Jadwigi Śląskiej, jak i do Trzebnicy, miasta, z którym była związana prawie przez całe swoje życie.

Na zakończenie uroczystości żałobnej głos zabrał burmistrz miasta Trzebnicy, Marek Długozima, który w swym przemówieniu zaznaczył jej wielkie oddanie Kongregacji oraz miastu. Podkreślił swój podziw i szacunek dla s. Olimpii Konopki, ukazując ją jako człowieka ogromnej wiary, ogromnej miłości do świata i ludzi, pełnej dobroci oraz godnym wzorem do naśladowania dla kolejnych pokoleń. Przypomniał również, że w maju br. s. Olimpia otrzymała tytuł „Zasłużony dla gminy Trzebnica”. Jej pracowitość, rzetelność i wieloletnia praca zostały wielokrotnie uhonorowane. Jan Paweł II odznaczył s. Olimpię krzyżem „Pro Ecclesia et Pontifice”, który ustanowiony został dla „szczególne wyróżniających się znakomitą służbą i gorliwością”. Natomiast od Prezydenta Republiki Austrii otrzymała złotą odznakę za zasługi dla Republiki Austrii.

Siostra Olimpia zmarła nagle 9 października przebywając w Międzyzdrojach w domu sióstr Boromeuszek „Stella Matutina” na wypoczynku oraz na obchodach z okazji 120 lecia pełnienia służby miłosierdzia przez zakon sióstr Boromeuszek na rzecz mieszkańców Międzyzdrojów i kuracjuszy. Siostra Olimpia miała 85 lat i była w 64. roku profesji zakonnej. Spoczęła na cmentarzu parafialnym w Trzebnicy. „Droga siostro Olimpio, dom nie ręką ludzką uczyniony jest już Twoim domem. Dla nas (...) w dalszym ciągu pozostaje marzeniem. Marzeniem, które może stać się faktem, jeśli będziemy dobrze przeżywali nasze życie, służąc wiernie Bogu. Siostro Olimpio, niech Bóg przyjmie Cie do swojej chwały” – powiedział ks. Piotr Filas na zakończenie swojej homilii.

„Wszystko, co czynicie, niech się dokonuje w miłości”. W tych słowach św. Karola Boromeusza wyraża się cały charyzmat Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia i temu charyzmatowi przez całe swoje życie zakonne była wierna S.M. Olimpia Konopka.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

O. Buttet: dlaczego katolicy nie wierzą w obecność Jezusa w Eucharystii?

2019-10-15 20:12

vaticannews.va / Watykan (KAI)

Kościół musi powrócić do Eucharystii. Gdyby to zrobił, gdyby adoracja Najświętszego Sakramentu rzeczywiście stała się, jak chciał Jan Paweł II, sercem i życiem Kościoła, to spełniłoby się proroctwo świętego papieża co do przyszłości Kościoła, nie byłoby rzeczy niemożliwych – uważa o. Nicolas Buttet, założyciel Wspólnoty Eucharistein – Eucharystia.

Weronika Grishel

Ten szwajcarski mnich właśnie dzięki spotkaniu z Eucharystią przeżył przed laty głębokie nawrócenie. Pod jego wpływem najpierw przez pięć lat żył jako pustelnik w małej grocie. Z czasem, kiedy zaczęło się wokół niego gromadzić grono młodych ludzi, założył wspólnotę, w której centrum znajduje się właśnie kult Najświętszego Sakramentu. Jej trzon stanowi 30 osób konsekrowanych.

Rozmawiając z Radiem Watykańskim, o. Buttet odniósł się szokujących danych, które dwa miesiące temu wstrząsnęły Kościołem w Stanach Zjednoczonych. Okazało się, że jedna trzecia tamtejszych katolików nie wierzy w realną obecność Jezusa w Najświętszym Sakramencie.

- Myślę, że to nie jest w pierwszym rzędzie kwestia niewiedzy, lecz doświadczenia. Można bardzo dobrze poznać w sposób spekulatywny teologię Eucharystii i wszystko, co na przykład napisał na ten temat Tomasz z Akwinu. Ale ostatecznie tylko święci mogą nas nauczyć, czym jest Eucharystia – mówi Radiu Watykańskiemu o. Buttet. – To dlatego na zakończenie encykliki „Ecclesia de Eucharistia”, Jan Paweł II zachęca, byśmy uczyli się od świętych, którzy pokazują nam, czym jest prawdziwa pobożność eucharystyczna. I tego dziś brakuje. Bo potrzeba „zasmakować” w Eucharystii. A zamiłowanie do Eucharystii zaszczepiają w nas, ci którzy nią naprawdę żyją. Kiedy widzimy Teresę z Kalkuty przed Najświętszym Sakramentem, kiedy widzimy, jak Jan Paweł II sprawuje Eucharystię, to nagle rozumiemy, że dzieje się coś ważnego, i sami zaczynamy tego pragnąć.

O. Buttet podkreśla, że nie należy się bać, że przesadzimy z kultem Najświętszego Sakramentu, że stanie się on na przykład ważniejszy niż lektura Pisma Świętego. Jak uczy Sobór Watykański II, Eucharystia jest rzeczywiście źródłem i szczytem.

- Choć Biblia jest przesłaniem Boga, Jego słowem, to jednak nie jest Bogiem. Eucharystia natomiast, to Bóg we własnej osobie. Czym innym jest słyszeć słowo, a czym innym jest spotkać osobę. Czym innym jest słuchać kogoś w radiu, a czym innym spotkać się z nim twarzą w twarz. Pewien młody podsunął mi kiedyś piękny obraz. Wyobraźcie sobie, mówił, dwoje narzeczonych, którzy rozmawiają ze sobą przez telefon. To oczywiście coś wspaniałego. Ich głos jest w stanie przekazać całą głębię uczucia, wzajemną czułość. Ale kiedy się spotykają, kiedy się obejmują, to jest to jeszcze coś innego. Tak też można zrozumieć różnicę między Słowem Bożym i Eucharystią. Eucharystia, to spotkanie dwóch ciał, dwóch serc, rzeczywiste, z Bogiem żywym - zaznaczył założyciel Wspólnoty Eucharistein.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Odprowadzeni z miłością

2019-10-15 22:43

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała

Ceremonia pochówku odbyła się dziś na Cmentarzu Osobowickim, poprowadził ją o. Jozafat R. Gohly OFM – najpierw w kaplicy cmentarnej odprawił Mszę św., a później nabożeństwo żałobne przy wspólnym grobowcu dzieci. W homilii dziękował za modlitwę i wzajemne wspieranie się w trudnej próbie jaką jest strata dziecka.

– Macie prawo płakać, macie prawo krzyczeć, macie prawo czuć żal, bunt i złość. Macie prawo nie rozumieć i szukać pociechy – mówił w homilii – macie też prawo przeżyć żałobę, każdy na swój sposób, ponieważ strata dziecka jest największym bólem, jakiego doświadczają rodzice. I nikt, nikt kto tego nie przeżył, nie zrozumie – tłumaczył. Zachęcał też, aby z tym bólem przychodzić do Maryi. – Ona też straciła Dziecko, jedynego Syna, rozumie wasz ból i cierpi razem z wami – mówił franciszkanin.

Zobacz zdjęcia: Urodzeni za wcześnie godnie pochowani


Po Eucharystii karawan zawiózł urnę z prochami dzieci na miejsce pochówku. Rodzice i towarzyszący im bliscy podążali w pogrzebowym kondukcie. Niektórzy nieśli kwiaty, znicze, niewielki figurki aniołów. Każdy niósł białą różę przygotowaną przez Siostry Boromeuszki. Na miejscu urna została umieszczona w białym woreczku i na długich wstążkach opuszczona do grobowca. Błogosławieństwo zakończyło ceremonię.

(Grobowiec w kwaterze 79 przedwcześnie narodzonych wieńczy rzeźba - to „Pomnik Dzieci Nienarodzonych II” wykonany przez słowackiego rzeźbiarza Martina Hudaćka.)

Oprócz rodziców, którzy niedawno przeżyli nagłą stratę dziecka i dziś żegnali się ze swoimi maluchami, byli też i tacy, którzy wcześniej złożyli szczątki swojego dziecka na cmentarzu a teraz każdego roku w Dniu Dziecka Utraconego przychodzą na wspólną modlitwę.

Była też mama, która straciła dziecko 29 lat temu. O wspólnym pochówku przeczytała w internecie i zapragnęła przyjść dziś na cmentarz, aby – w symboliczny sposób – pochować swojego malucha i pożegnać go, wreszcie, po tylu latach.

– Wie pani? Szłam dziś za urną i czułam się tak, jakbym wreszcie brała udział w pogrzebie mojego dziecka, jakby ono też było w tej urnie… Nosiłam tę stratę i ten ból przez 29 lat… Dopiero teraz będę mogła żyć normalnie, będzie miejsce, gdzie mogę przyjść i zapalić znicz. Wtedy, 29 lat temu, nie było takiej pomocy, kobieta poroniła, wracała do domu i miała żyć dalej. A przecież nie da się tak po prostu żyć dalej… – mówiła wzruszona.

Przez długi czas po zakończeniu ceremonii młodzi, obolali rodzice układali kwiaty, palili znicze, siedzieli objęci na pobliskich ławkach. Żegnali tych, na których czekali najbardziej na świecie.

Pochówki dzieci martwo urodzonych odbywają się we Wrocławiu od 2015 r. z inicjatywy Sióstr Boromeuszek. Udało się wypracować procedury, które regulują przechowywanie szczątków dzieci aż do czasu wspólnego złożenia we wspólnej mogile kilka razy do roku. W sytuacji, gdy dziecko umrze na terenie szpitala – w wyniku poronienia, albo zabiegu aborcji – ma szansę zostać skremowane i godnie pochowane na Cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu. Dziś złożono w mogile 17 urnę z prochami przedwcześnie narodzonych. Siostry Boromeuszki podają, że w grobowcu spoczywa już ok. 3 tys. dzieci. Wszystkich tych, którzy doświadczyli straty dziecka i potrzebują pomocy, jakiegokolwiek wsparcia zapraszają do Fundacji Evangelium Vitae. Więcej na http://fev.wroclaw.pl


CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem