Reklama

Stać nas na więcej!

2017-09-19 14:55

Z Jarosławem Gowinem – wicepremierem oraz ministrem nauki i szkolnictwa wyższego – rozmawia Andrzej Tarwid
Niedziela Ogólnopolska 39/2017, str. 22-23

Archiwum MNiSW
Jednym z celów reformy jest zrównoważony rozwój Polski także pod względem szkolnictwa wyższego i nauki – mówi min. Jarosław Gowin

ANDRZEJ TARWID: – Ważna zmiana, reforma, rewolucja – to najczęstsze opinie o Ustawie 2.0, którą zaprezentował Pan na Narodowym Kongresie Nauki w Krakowie. A jak Pan określiłby ten dokument?

JAROSŁAW GOWIN: – To nie jest rewolucja, ponieważ zachowujemy wiele elementów ciągłości w tych obszarach, które dotychczas funkcjonowały dobrze. Ustawa natomiast nie jest też drobną korektą. Myślę, że najbardziej adekwatne określenie to głęboka reforma.

– Jakie główne cele zamierza Pan osiągnąć dzięki wprowadzeniu tej „głębokiej reformy”?

– Wyznaczyliśmy kilka celów. Za sprawą Konstytucji dla nauki chcę doprowadzić do tego, żeby najzdolniejsza polska młodzież nie wyjeżdżała na studia za granicę, ponieważ wtedy w większości tracimy ją bezpowrotnie. Chcę także zapobiec drenażowi z kraju zdolnych polskich naukowców. Ważnym celem jest również zbudowanie pomostu między światem nauki a gospodarką. Finalnym skutkiem wprowadzanych zmian ma być odbudowa prestiżu polskich uczelni, tak abyśmy wszyscy w Polsce byli z nich dumni, a młodzi ludzie z innych krajów chcieli u nas studiować. Skutkiem ubocznym natomiast ma być zdecydowany awans naszych uczelni w światowych rankingach.

– W tych rankingach nasze uczelnie są daleko za czołówką. Jaka jest więc kondycja polskiej nauki?

– Można ją określić jako przeciętną. Nasze uczelnie nie są słabe. Nasi naukowcy znajdują się na około 20. miejscu w świecie, jeżeli chodzi o ranking osiągnięć naukowych. Tylko że nie możemy sobie dłużej pozwolić na tkwienie w przeciętności. Tym bardziej że stać nas na więcej! Na więcej, jeżeli chodzi o poziom polskiej młodzieży! Na więcej, jeżeli chodzi o poziom polskich naukowców! Uniwersytet Warszawski właśnie awansował o ponad 100 pozycji w rankingu szanghajskim (światowy ranking uniwersytetów – przyp. A. T.), też dzięki temu, że wprowadził część rozwiązań, które proponujemy w Konstytucji dla nauki.

– Wynika z tego, że mamy potencjał. Co nie pozwala go dobrze wykorzystać?

– Ów potencjał jest blokowany przez niewłaściwe rozwiązania prawne oraz złe rozwiązania instytucjonalne. A także przez pewne błędne nawyki środowiska akademickiego. I wreszcie – przez brak pieniędzy.

– Raporty OECD pokazują, że mamy jedne z najniższych nakładów na naukę wśród krajów wysoko rozwiniętych. Jak chce Pan to zmienić?

– Tegoroczny budżet zdecydowanie mnie nie satysfakcjonuje, gdyż wzrost nakładów na naukę i szkolnictwo wyższe był minimalny. Ale od roku 2018 odnotujemy wyraźny wzrost. Kilka miesięcy temu, podczas Kongresu Zjednoczonej Prawicy w Przysusze, zapowiadałem wraz z Jarosławem Kaczyńskim, że w przyszłorocznym budżecie będzie o miliard złotych więcej na naukę.

– To krok w dobrą stronę, ale czy będą kolejne?

– Zdecydowanie tak. Przypomnę choćby, że w Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, pod którą podpisali się wszyscy ministrowie, jest mowa o tym, że do roku 2020 osiągniemy poziom 2 proc. PKB na badania i rozwój.

– Poprzednie gabinety też składały podobne deklaracje. A potem minister finansów mówił, że nie ma pieniędzy...

– Tym razem jest inaczej, gdyż w sprawach nauki i szkolnictwa wyższego mam w rządzie wielkiego sojusznika w premierze Mateuszu Morawieckim. Mogę powiedzieć, że jestem pierwszym ministrem nauki, który nie spiera się z ministrem finansów, lecz dobrze z nim współpracuje.

– Czy poza środkami budżetowymi przewiduje Pan inne sposoby finansowania nauki?

– Mam świadomość, że nauka najlepiej rozwija się w tych krajach, w których do przysłowiowego dolara z budżetu dodawany jest drugi dolar z prywatnego biznesu. Dlatego pod tym względem nie czekaliśmy na Konstytucję dla nauki, lecz ten problem rozwiązujemy przez ustawy o innowacyjności. Jedna z nich obowiązuje od tego roku, a druga właśnie trafiła pod obrady rządu. Wśród narzędzi, które będą zachęcać naukowców do współpracy z biznesem, będą m.in. nowe zasady oceny działalności uczelni, zgodnie z którymi współpraca z biznesem będzie wyraźnie promowana.
Innym przykładem budowania mostu między oboma środowiskami są doktoraty wdrożeniowe. Ta ustawa również już obowiązuje. Mówiąc w największym skrócie, chodzi w niej o prowadzenie takich badań naukowych, które będą kończyć się konkretnymi wdrożeniami gospodarczymi.

– Powiedział Pan o współpracy w obszarach, w których biznes i nauka mają wspólne korzyści. Ale co z humanistyką, gdzie zbieżnych interesów nie ma?

– Jestem filozofem, nie trzeba mnie więc przekonywać o randze humanistyki. Wszyscy natomiast zdajemy sobie sprawę z tego, że humanistów nie powinniśmy kształcić masowo. Potrzebujemy dużo więcej inżynierów i informatyków niż historyków sztuki czy filologów łacińskich. Chcę jednak podkreślić, że nowe zasady finansowania uczelni promujące relację mistrz – uczeń są korzystne dla tak elitarnych kierunków jak humanistyka. Nic więc jej nie zagraża, zwłaszcza że – jak mówiłem wcześniej – zwiększymy nakłady na naukę, także na badania humanistyczne.

– Oprócz biznesmenów kolejną grupą licznie reprezentowaną na krakowskim kongresie byli samorządowcy. Jakie oni będą mieli zadania do wykonania, kiedy reforma wejdzie w życie?

– Jednym z celów reformy jest zrównoważony rozwój Polski także pod względem szkolnictwa wyższego i nauki. Zależy mi, aby poziom podnosiły uczelnie regionalne, bo one bardzo często pełnią rolę kulturotwórczą. Wokół nich skupiają się np. lokalne elity. I tu widzę bardzo ważną rolę współpracy z samorządami. Chcielibyśmy otworzyć możliwość finansowania uczelni przez samorządy. Wielu samorządowców sygnalizuje taką chęć, dlatego tego typu rozwiązanie będę starał się wprowadzić jak najszybciej.

– W niektórych mediach można przeczytać, że projektowane zmiany doprowadzą do zamykania ośrodków regionalnych...

– Ten zarzut jest całkowicie bezpodstawny. Dla uczelni regionalnych przewidujemy wprowadzenie nowych mechanizmów rozwoju. Będzie to m.in. możliwość tworzenia uczelni federacyjnych. Planujemy też uruchomienie specjalnego konkursu na tzw. Regionalne Inicjatywy Doskonałości.

– Jak to pomoże mniejszym ośrodkom?

– Zdajemy sobie wszyscy sprawę z tego, że mniejsze uczelnie nie są w stanie konkurować samodzielnie pod względem naukowym z Uniwersytetem Warszawskim czy Uniwersytetem Jagiellońskim. Lecz nic nie stoi na przeszkodzie, żeby konkurowały w określonych dyscyplinach nauki. Już dzisiaj są takie regionalne enklawy, które chcemy zdecydowanie wspierać, m.in. poprzez Regionalne Inicjatywy Doskonałości.

– Krytycy z Kukiz’15 zarzucają reformie to, że zabierze uczelniom autonomię.

– Również z tym zarzutem nie mogę się zgodzić. Po reformie autonomia uczelni będzie szersza niż obecnie. Owszem, chcemy zwiększyć uprawnienia rektorów, aby uczelnie były instytucjami mającymi silnego lidera. To jednak nie kłóci się z zasadą autonomii.

– Jedna z części Ustawy 2.0 dotyczy stopni i tytułów naukowych. Co w tym zakresie się zmieni?

– Długo dyskutowaliśmy, co zrobić z habilitacją. Na świecie występuje ona tylko w nielicznych krajach. Ostatecznie zdecydowaliśmy, że zachowamy habilitację, ale nie jako stopień wymagany, bez którego jest się zwalnianym z uczelni. Chcemy też uruchomić szybką ścieżkę do habilitacji.

– Kto będzie mógł z tej ścieżki skorzystać?

– Najwybitniejsi młodzi doktorzy. Podam przykład: w Europie są bardzo prestiżowe granty European Reascher Council, które w ostatnich parunastu latach zdobyło zaledwie 31 polskich uczonych, w tym kilku doktorów. Oznacza to, że ci doktorzy są wybitniejsi niż 90 proc. profesorów w swojej dyscyplinie. Po co takiemu naukowcowi zawracać głowę habilitacją? Na niego trzeba chuchać i dmuchać, aby został w Polsce. Dlatego chcemy, żeby za odpowiednio prestiżowe granty naukowe można było uzyskiwać habilitację.

– Młodzi ludzie, którzy zdecydowali się na karierę naukową, często narzekają, że zamiast samodzielności latami noszą teczki za swoimi profesorami i prowadzą badania na ich konto. Czy to też uda się zmienić?

– Odbyłem dziesiątki rozmów z młodymi polskimi naukowcami pracującymi na najlepszych uniwersytetach świata, pytałem ich o to, co skłoniłoby ich do powrotu. Wbrew pozorom nie przeszkadza im niski poziom wynagrodzenia, dlatego że utrzymują się z międzynarodowych grantów. Główna rzecz, która ich zniechęca, to feudalizm polskich uczelni. I właśnie z myślą o takich ludziach chcemy przyznać im wszelkie uprawnienia przysługujące samodzielnym pracownikom naukowym. Z jednym wyjątkiem – nie będą mogli promować kolejnych doktorów.

– Jakie korzyści z reformy odniosą studenci?

– Przede wszystkim będzie wyższy poziom nauczania. Ponadto, gdy maturzysta będzie wkraczał na uczelnię, to będzie znał pełny katalog opłat, jakie będzie musiał ponieść. W trakcie studiów nie będzie można wprowadzać nowych opłat ani ich podnosić.

– Czy po reformie nie trzeba będzie jednak płacić za studia?

– Zapisy konstytucyjne są w tej sprawie jednoznaczne. Studia stacjonarne, czyli dzienne nauczanie na uczelniach państwowych, są i pozostaną bezpłatne.

– Kongres Nauki Polskiej był kolejnym etapem dochodzenia do ostatecznego kształtu Konstytucji dla nauki. Kiedy reforma wejdzie w życie?

– Jeżeli ustawa zyska akceptację moich koleżanek i kolegów z rządu, to będziemy przekonywać posłów i senatorów, by uchwalili ją do wiosny przyszłego roku. Po konsultacjach z prezydentem jestem przekonany, że nie będzie zwlekał z podpisem, bo pozytywnie ocenia kierunek projektowanych przez nas zmian. Oznacza to, że ustawa weszłaby w życie od października 2018 r. Chcę jednak od razu zastrzec, że jej wdrażaniu będzie towarzyszył bardzo precyzyjny harmonogram wprowadzania poszczególnych zmian, aby uniknąć chaosu na uczelniach.

– A nie obawia się Pan protestów? W końcu wiele osób czuło się jak ryba w wodzie w obecnym stanie prawnym i miało dzięki niemu znaczące profity.

– Mam świadomość, że trzeba będzie pokonać opór środowiska. I to był jeden z motywów, który sprawił, że od początku nad ustawą pracowaliśmy w szerokim dialogu ze środowiskiem. W sumie w dotychczasowych konsultacjach wzięło udział ponad 7 tys. osób.
Tryb powstawania ustawy jest unikatowy w skali Polski i Europy i dlatego zdaję sobie sprawę, że opór będzie – nie tylko ze względu na to, że nowe prawo naruszy patologiczne interesy. Przede wszystkim dlatego, że naruszy pewne nawyki myślowe.

– Co konkretnie ma Pan na myśli?

– Obecnie np. uprawnienia do nadawania doktoratów czy habilitacji związane są z liczbą profesorów bądź doktorów habilitowanych zatrudnionych na danej uczelni. Jest to więc czysto ilościowe kryterium. W efekcie habilitacje nadają nawet niektóre z najsłabszych jednostek naukowych, mające kategorię „C”. Chcemy odejść od kryteriów ilościowych – w przyszłości doktoraty oraz habilitacje będą mogły nadawać tylko te uczelnie, które w danej dyscyplinie reprezentują najwyższy poziom, czyli mają kategorię naukową „A+” albo „A”.

– Skoro „gruntowna reforma” na dobre może zacząć się za rok, to na koniec zapytam w imieniu rodziców: jakie kierunki studiów powinni zarekomendować swoim dzieciom?

– Polska gospodarka jest w stanie wchłonąć natychmiast rzeszę informatyków, a także wielotysięczną rzeszę absolwentów wielu kierunków technicznych. Dodam, że we wszystkich tych przypadkach chodzi o wysoko płatne miejsca pracy.

– A jeżeli ktoś ma pasję, aby być nauczycielem czy filozofem?

– To jako minister nauki radzę, aby kierować się głosem swojego powołania, bo chociaż w przyszłości nie będziemy potrzebowali nowych dziesiątków tysięcy absolwentów pedagogiki, to zawsze potrzebni będą wybitni nauczyciele z prawdziwym powołaniem.

Tagi:
Gowin Jarosław

Minister Nauki krytykuje represje wobec prof. Nalaskowskiego

2019-09-13 15:52

mp / Warszawa (KAI)

Muszę zaprotestować przeciwko sankcjom, które dotknęły prof. Nalaskowskiego – powiedział wicepremier, minister nauki Jarosław Gowin pytany o zawieszenie na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika (UMK) prof. Aleksandra Nalaskowskiego po jego felietonie w tygodniku „Sieci” na temat społeczności LGBT. Dodał, że „uczelnia w tej sprawie ma autonomię”.

Jarosław Gowin przyznał, że co prawda użyta w felietonie przez prof. Nalaskowskiego metafora „Wędrowni gwałciciele” mu nie odpowiada, ale jeszcze bardziej nie podoba mu się reakcja władz Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika, którego rektor zawiesił Profesora na 3 miesiące w obowiązkach nauczyciela akademickiego.

– Przypomnę, że są profesorowie w Polsce, którzy wypowiadali się w sposób bez porównania bardziej drastyczny, tylko w drugą stronę, że przywołam liczne wypowiedzi prof. Jana Hartmana z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Nie spotkały go za to żadne konsekwencje i, żeby była jasność, ja nie domagałem się wyciągania konsekwencji wobec prof. Hartmana, bo uważam, że jest konstytucyjna zasada wolności słowa – mówił dziś w radiowej Trójce.

Gowin podkreślił, że „tym bardziej” musi zaprotestować przeciwko sankcjom, które dotknęły prof. Nalaskowskiego.

Zastrzegł jednak, że zgodnie z prawem uczelnia ma autonomię przy podejmowaniu takich działań. – To jest autonomiczna decyzja władz uczelni, natomiast prof. Nalaskowski może się odwoływać do rzecznika dyscyplinarnego działającego przy ministerstwie – wyjaśnił.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Świadectwo kapłana rannego pod Giewontem

2019-09-10 13:17

Polska pod Krzyżem

To jest coś znacznie więcej niż film, to wielkie świadectwo i znak dla Polski. To zaproszenie, to wezwanie, by stanąć pod Krzyżem, zaprzeć się się samego siebie, wziąć go i naśladować Jezusa. W Krzyżu zwycięstwo dla Kościoła i Polski, dla każdego z nas! Prosimy Was z całą mocą - odczytajcie ten znak.


Przeczytaj także: "Polska pod Krzyżem" w łączności duchowej z Jerozolimą

Polska pod Krzyżem – Polacy wypełniają duchowy testament św. Jana Pawła II

Jan Paweł II w 1997 roku wzywał do obrony krzyża „od Tatr aż do Bałtyku”. 22 sierpnia 2019 roku pod krzyżem na Giewoncie ks. Jerzy Kozłowski został trzykrotnie rażony piorunem. Ten krzyż jest symbolem wiary w Polsce przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Jego replika stanie przy ołtarzu polowym na lotnisku we Włocławku podczas wydarzenia „Polska pod Krzyżem”.

Jan Paweł II podczas pielgrzymki do ojczyzny w 1997 roku, w Zakopanem wzywał Polaków: Brońcie krzyża, nie pozwólcie, aby imię Boże było obrażane w waszych sercach, w życiu społecznym, rodzinnym. Dzisiaj dziękowałem Bogu za to, że wasi przodkowie na Giewoncie wznieśli krzyż. Ten krzyż patrzy na Polskę od Tatr aż do Bałtyku. I ten krzyż mówi całej Polsce: „Sursum corda” – „W górę serca”. Trzeba żeby cała Polska od morza aż po Tatry patrząc w stronę krzyża na Giewoncie słyszała i powtarzała: „Sursum corda”.

W sierpniu tego roku, we Wspomnienie Najświętszej Marii Panny Królowej, podczas wycieczki w góry, na Giewoncie, stojąc trzy metry od krzyża ksiądz katolicki został trzykrotnie rażony przez piorun. – Pomyślałem, że skoro jestem Księdzem, to mogę udzielić rozgrzeszenia ludziom obecnym na szczycie i którzy schodzą z niego, bo może ktoś z nich jest ranny. Uczyniłem wielki znak krzyża, błogosławiąc wszystkich ludzi tam obecnych – wspomina ks. Jerzy Kozłowski.

W ten sposób kapłan dokonał absolucji, czyli całkowitego odpuszczenia win, przeznaczonego na godzinę śmierci. – Odczytujemy to wydarzenie jako znak dla całej Polski – podkreśla Maciej Bodasiński, organizator wydarzenia „Polska pod Krzyżem”. – Ksiądz jest uosobieniem Chrystusa na ziemi, został trafiony przez piorun trzy razy i odpuścił wszystkim tam obecnym grzechy, jakby biorąc cierpienie na siebie. Ten obraz koresponduje z tym, co wydarzyło się na Kalwarii… Myślę, że nie powinniśmy zamykać oczu na to wydarzenie. Niech ono stanie się jeszcze mocniejszą zachętą do tego, by stanąć pod krzyżem w najbliższą sobotę – zaprasza Bodasiński.

Replika krzyża z Giewontu będzie obecna na miejscu modlitwy „Polska pod Krzyżem” na lotnisku we Włocławku. – Na szczycie ktoś zapytał mnie, czy krzyż na Giewoncie zabija. Odpowiedziałem, że gdyby tak było my powinniśmy być martwi, a wszyscy poniżej nas powinni żyć, a jest dokładnie odwrotnie – opowiada ks. Jerzy i dodaje – Oddaję moje cierpienia za Kościół w Polsce i w tym bólu łącze się z Panem Jezusem.

Jako ludzie wierzący, wiemy, że to właśnie z Krzyża płynie uzdrowienie, uwolnienie i wszelkie łaski. Wydarzenie „Polska pod Krzyżem” ma być aktem postawienia krzyża w centrum życia w Polsce, w centrum wszystkich wydarzeń, jakie dzieją się w naszym kraju. Tylko w ten sposób możemy doświadczyć mocy wielkiej Miłości, która z niego płynie.

• POLSKA POD KRZYŻEM (14.09.2019) to wydarzenie otwarte. Uczestnicy mogą przyjechać bez wcześniejszej rejestracji.

• 10 września 2019 r. o godz. 11:00 na stronie internetowej zgłoszonych było 670 miejsc, w których wierni będą się modlić w łączności duchowej z uczestnikami wydarzenia głównego we Włocławku. Proponowany program dla parafii dostępny jest pod adresem: https://polskapodkrzyzem.pl/#mapa

• Na stronie internetowej polskapodkrzyzem.pl dostępny jest spot (video) POLSKA POD KRZYŻEM, który można bezpłatnie pobierać i udostępniać na stronach parafialnych oraz w mediach.

PROGRAM:

09:00 Przyjmowanie pielgrzymów na placu 10:45 Zawiązanie wspólnoty 11:00 Różaniec: Tajemnice Bolesne 11:30 Konferencja wprowadzająca: „Odrzucenie Krzyża i walka duchowa we współczesnym świecie”, Lech Dokowicz 13:00 Przerwa na posiłek 15:00 Koronka do Bożego Miłosierdzia 15:15 Msza Święta wraz z uroczystym wniesieniem relikwii Krzyża Świętego 17:30 Konferencje: ks. Dolindo Ruotolo (odtworzenie homilii w wersji audio) oraz Joanna Bątkiewicz-Brożek. 18:30 Przerwa 20:15 Droga Krzyżowa 22:00 Adoracja Najświętszego Sakramentu 03:00 Zakończenie Adoracji i Msza Święta z niedzieli (Święto Matki Bożej Bolesnej)

AKREDYTACJE:

Prosimy dziennikarzy o zgłoszenie udziału w wydarzeniu POLSKA POD KRZYŻEM do piątku – 13 września do godz. 12:00 na adres mailowy: media@polskapodkrzyzem.pl lub w formie sms – tel. 664 540 247.

Proszę podać imię nazwisko, nazwę redakcji, opcjonalnie adres mailowy lub numer telefonu).

14 września od godz. 9:00 będą wydawane identyfikatory prasowe uprawniające do:

1. otrzymania informacji prasowych w wersji papierowej (możliwość wysyłki mailem po podaniu adresu mailowego)

2. realizacji materiałów prasowych na terenie lotniska Kruszyn podczas wydarzenia

3. korzystania z namiotu dla dziennikarzy w pobliżu głównego ołtarza, w którym dostępnych będzie 10 stanowisk (bez sprzętu komputerowego).

Więcej informacji:

Biuro Prasowe media@polskapodkrzyzem.pl tel. tylko dla dziennikarzy: 664 540 247

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Święto we wspólnocie domu

2019-09-18 19:55

Beata Pieczykura

– Bóg wchodzi w nasze życie w momencie chrztu, a my wchodzimy w życie Boga i dlatego mamy być świętymi. Dziś prosimy św. Stanisława Kostkę o szczególnie wstawiennictwo, żebyśmy się nie zagubili na drogach ziemskiego życia, naszej pracy, naszego wysiłku, żebyśmy się nie zniechęcili – mówił abp Wacław Depo do wychowanków, pracowników świeckich oraz sióstr obliczanek „Domu dla Chłopców” im. św. Stanisława Kostki w Częstochowie.

Beata Pieczykura/Niedziela

Specjalny Ośrodek Wychowawczy „Dom dla Chłopców” im. św. Stanisława Kostki w Częstochowie prowadzony przez Zgromadzenie Sióstr Wynagrodzicielek Najświętszego Oblicza 18 września świętował 10-lecie zamieszkania w nowym budynku pod przewodnictwem abp. Wacława Depo. Z tej okazji Metropolita częstochowski celebrował Mszę św. oraz wygłosił homilię.

Zobacz zdjęcia: Święto we wspólnocie domu

– Wszyscy tworzymy wspólny dom, kiedy są uroczystości i wtedy jest szara codzienność. Życzmy sobie nawzajem pięknych dni, radości i życzliwości, a wówczas kiedy nieco trudniej, żeby zawsze byli obok nas serdeczni, dobry i kochający ludzie – powiedziała s. Małgorzata Pintele, dyrektor ośrodka, do licznie zgromadzonych. Tego dnia tytułem Honorowy Przyjaciel Domu zostały uhonorowane s. Honorata Jaworska, która była odpowiedzialna za budowę nowego domu, oraz s. Łucja Niewińska, długoletnia dyrektorka „Domu”. Wyróżnienie jest przyznawane przez funkcjonującą od 4 lat w „Domu dla Chłopców”  Kapitułę Bonnum. Otrzymują je osoby szczególnie ważne dla ośrodka.

Dzieje ośrodka, powstałego w 1901 r., wpisały się w historię Polski. Na początku siostry obliczanki prowadziły ochronkę dla dzieci, potem przedszkole, a czasie wojny przyjmowały sieroty – ofiary wojny. Od 1 czerwca 1990 r. Zgromadzenie otrzymało osobowość prawną nad prowadzonym dziełem. Odtąd też otrzymało nazwę zakład wychowawczy. 12 października 1992 r. odbyła się uroczystość nadania imienia. Od tego dnia zakład przyjął nazwę Specjalny Ośrodek Wychowawczy „Dom dla Chłopców” im. św. Stanisława Kostki. Czas minia i zmienia się, ale potrzeby dzieci pozostają te same. Niezmiennie pragną one miłości, troski, poczucia bezpieczeństwa, pomocy ze strony rodziców i wychowawców. Dlatego przez te wszystkie lata pracy siostry tworzyły rodzinną atmosferę ciepła, radości i miłości. To wszystko po co, aby podopieczni żyli i wychowywali się w atmosferze najbardziej podobnej do tej panującej w domu rodzinnym. Tak pozostało do dziś. Obecnie w „Domu” przebywa 60 osób z wieloma niepełnosprawnościami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem