Reklama

Niedziela Wrocławska

40 lat Klubu Spotkanie i Dialog

Mija właśnie okrągła rocznica istnienia Klubu Spotkanie i Dialog, który był i jest miejscem dyskusji środowisk konserwatywnych Wrocławia i – co niezwykłe – miejscem pewnym, bo przez te lata nie odwołano żadnego spotkania. Z Lechem Stefanem rozmawia Krzysztof Kunert.

Niedziela wrocławska 44/2017, str. 6

[ TEMATY ]

wywiad

klub

Radio Rodzina

Lech Stefan, szef Klubu Spotkanie i Dialog

Krzysztof Kunert: – Przez 40 lat nie odwołał pan żadnego spotkania. Jak to się robi, proszę zdradzić nam ten sekret?

Lech Stefan: – To dzięki Bogu i Opatrzności, bo przez te lata trudności było sporo. Ustaliłem przed laty, że to będzie pierwsza środa miesiąca, oczywiście z wyjątkami na święta, nowy rok, czy wakacje. I tak już zostało.

– A jakie były początki Klubu, przecież to był czas głębokiej komuny?

– W 1977 r. tego typu spotkania nie mogły być jawne, dlatego odbywały się w konspiracji. Spotykaliśmy się w naszym domu, niewielkim, bo mającym 53m2, w jego największym pokoju i proszę sobie wyobrazić, że w takim małym pomieszczeniu udawało się zmieścić nawet po 20, 30 osób. Rozmowy zaczynały się o 17, trwały na ogół ok. trzech godzin. I po tym czasie trzeba było je kończyć, aby móc wrócić do domu. Spotkania odbywały się w środę i czwartek, a rano szło się do pracy. I tak to trwało do solidarnościowego sierpnia.

– Na czym polegała ta konspiracja?

– Zapraszałem tylko osoby, które znaliśmy, i z którymi przyjaźniliśmy się. A ponadto nasz dom zawsze był miejscem otwartym. Toczyliśmy tu rozmowy polityczne, społeczne, naukowe. Ponieważ lubię porządek, to wpadłem na pomysł, aby te dysputy uporządkować. Środa miała być społeczna, polityczna i patriotyczna, a czwartek był naukowy. Dlatego bywało u nas sporo osób. Żartowaliśmy wówczas między sobą, że dzięki tym spotkaniom byliśmy najlepiej poinformowaną grupą na Dolnym Śląsku. I faktycznie, jeżeli spotykało się kilkanaście osób i każda z nich gdzieś tam nasłuchiwała Radia Wolna Europa, Głosu Ameryki, ktoś przeczytał jakąś bibułę, to wszyscy stawaliśmy się bogatsi o te informacje, także wiedzieliśmy w tamtych czasach znacznie więcej niż przeciętny człowiek. Na naszych spotkaniach np. bardzo szybko wypłynęła sprawa Katynia. Stąd wzięły się coroczne Msze Katyńskie połączone z kazaniem i apelem poległych. I to wszystko odbywało się u nas w domu.

– Aż trudno uwierzyć, że nigdy nikt niepowołany nie zapukał.

– Sam się dziwię, dlatego mówię z całą świadomością, że Opatrzność czuwała. Poza tym sąsiedzi przekazywali mi w dyskrecji, że służby komunistyczne chciały założyć w pobliżu naszego mieszkania punkt obserwacyjny, więc się pilnowaliśmy. Spotkania były też na swój sposób kamuflowane, czyli ktoś przyniósł dla niepoznaki imieninowy kwiatek, ktoś inny jakiś prezencik. Ponadto jak mówiłem, nasz dom był miejscem otwartym, ciągle ktoś do nas przychodził. To nam także ułatwiało zadanie. Ale przede wszystkim te wszystkie zabiegi nie przyniosłyby dobrego skutku, gdyby nie Boża Opatrzność. Z perspektywy lat tego akurat jestem pewien.

– Solidarność początku lat 80-tych was porwała?

– To był fenomen, w który wielu z nas się zaangażowało. Wychodzę z założenia, że jeśli Pan Bóg pozwolił zdobyć mi jakąś wiedzę, to nie jest ona tylko dla mnie. Moim obowiązkiem jest się nią dzielić, służyć, Kościołowi, Ojczyźnie. Było to widoczne zwłaszcza w okresie konspiracji. Członkowie Klubu działali w Arcybiskupim Komitecie Charytatywnym, inni kolportowali, jeszcze inni ukrywali w swoich domach poszukiwanych przez służby liderów.

– Zresztą z Klubu w kolejnych latach wyszły osoby, które stały się lokalnymi liderami szeroko rozumianego ruchu niepodległościowego Wrocławia i Dolnego Śląska…

– Faktycznie część osób zaangażowała się polityczne. Nie chcę wymieniać ich z nazwiska, ale nie ma chyba osoby znaczącej w środowisku wrocławskim, która nie bywała lub nie była zaproszona do nas. I nie zdarzyło się, aby ktoś nam odmówił. Jednak zaangażowanie klubowiczów było szersze. Weźmy wrocławskie Radio Rodzina, którego formuła była przygotowywana wspólnie z kard. Gulbinowiczem m.in. przez nasze środowisko, weźmy Dialogi Małżeńskie, które w archidiecezji wrocławskiej również powstawały w głowach członków naszego Klubu.

– Klub w stanie wojennym…

– Nigdy nie ufałem komunistom do końca. W karnawale Solidarności nadal funkcjonowaliśmy w konspiracji. Pyta pan o stan wojenny… Wówczas przychodziło na spotkania jeszcze więcej osób. I każdy dostawał jakieś zadania. Najłatwiejsze to kolportaż gazet, jakaś przesyłka, ale też prosiliśmy o użyczenie mieszkania ukrywającej się osobie. I dziś ci ludzie mają satysfakcję, że jakąś tam swoją cząstkę do odzyskania niepodległości przyłożyły.

– Po 89 roku nie miał Pan pomysłu, aby Klub w wolnej – tak wówczas myśleliśmy – Polsce, zakończył misję?

– Wiedza nie jest związana z jakimś stronnictwem politycznym. Będąc członkiem jakiegoś ugrupowania nie ma się do końca dystansu i swobody oceny sytuacji. Rozumiejąc potrzebę partyjnego organizowania polityki, zawsze zależało mi jednak, aby w tym względzie być wolnym człowiekiem. Wobec tego Klub jest ciągle potrzebny, gdyż stwarza okazję do przyjaznej dyskusji różnym stronom i poglądom. Chcę podkreślić słowo dialog. Mamy się spotkać i to ma być rozmowa a nie kłótnia – to nasza naczelna reguła, której bronię od lat. U nas nie ma tolerancji na przekrzykiwanie, ani tym bardziej na atakowane kogoś. Trzeba atakować problem, ale nigdy człowieka. Tego ciągle na nowo warto się uczyć.

– 30 osób na 53 metrach … Jak radziła sobie z tym pana rodzina?

– I tu podjął pan często niedoceniany wątek naszych wspaniałych żon. Gdyby moja żona nie zaakceptowała tych spotkań, a mogła mieć wiele powodów, wówczas historia Klubu najprawdopodobniej potoczyłaby się inaczej. Ale nigdy nie spotkałem się z żadnym zastrzeżeniem z jej strony. Co więcej, czasem były sytuacje, że kogoś nagle musieliśmy ugościć lub przenocować. Dla kobiety to wyjątkowo trudna sytuacja, gdy nie za bardzo ma czym przyjąć gości. A czasy były biedne. Więc karmiliśmy ich, tym co mieliśmy. Moja żona tę sytuację zaakceptowała i bardzo to doceniam.

– Klub Spotkanie i Dialog zawsze promował wartości tradycyjne i chrześcijańskie. Ale to chyba nie jest łatwe iść z nimi na sztandarach w świat?

– Każdemu potrzebne jest mikrośrodowisko, w którym żyje i wzrasta. Ja jestem zwolennikiem takiego rozwiązania, w którym w grupie wzajemnie się ubogacamy, uczymy, dajemy. Jeśli rośniemy w takim środowisku, to stajemy się mocniejsi w zetknięciu z inaczej myślącym światem. Możemy też wzajemnie na sobie polegać, bo z czasem stajemy się grupą przyjaciół, zwłaszcza w trudnych momentach. Józek Pinior – dziś jestem bardzo krytyczny w stosunku do tego co robi – ale jest faktem, że ukrywał się u mnie w latach 80. Ja również na pewien czas zniknąłem. I proszę sobie wyobrazić, że wszyscy nasi znajomi starali się pod różnymi pretekstami skontaktować z moją żoną, aby sprawdzić czy wszystko jest w porządku, czy czegoś nam nie potrzeba. I to jest istota, razem rosnąć!

– Gdy jednak popatrzymy dziś na Wrocław, to trudno nie zauważyć, że środowiska konserwatywne przegrywają batalię o miasto…

– To pytanie też sobie stawiam. Choć w latach 80. było wiele różnic między RKS-em a Solidarnością Walczącą, to było wiele cech pozytywnych, łączących oba te środowiska. Z własnego doświadczenia pamiętam, że SW pomogła mi wydrukować książkę Janusza Kazimierza Zawodnego o Katyniu. Zawsze mogłem liczyć na Kornela Morawieckiego, Wojtka Myśleckiego, zwłaszcza w drukowaniu i kolportażu. Bywało, że dyskutowaliśmy całą noc, choć nie zawsze mieliśmy to samo zdanie.

– Ale to historia. A dziś?

– W stanie wojennym wiele osób działało zgodnie ze społeczną nauką Kościoła. Ale byli też tacy, którzy traktowali Kościół instrumentalnie. Wtedy nie zawsze można było to łatwo zauważyć. Jak zmieniły się czasy, drogi się rozeszły. Inna kwesta to cechy charakteru. Trzeba mieć naprawdę mocny kręgosłup, aby władza nie zdeprawowała. Nazwisk nie wymienię, ale te postawy dziś widać na szczytach tej czy innej władzy.

– Klub ma 40 lat. Co dalej?

– Z jednej strony myślałem, że 40 lat to dobry czas, aby spotkania zakończyć. Z drugiej wielu przyjaciół mówi mi, że w przyszłym roku jest 100. rocznica odzyskania niepodległości, więc warto poczekać. Jeszcze inny głos, Romka Kowalczyka także mnie przekonuje, mianowicie że Ojczyzna w sprawach patriotyzmu emerytury nie daje. Więc trudno odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie. Córka powiedziała mi kiedyś, że najlepsze uniwersytety przeszła w domu. To ogromny powód do dumy i satysfakcji. Więc póki co działamy.

2017-10-25 12:07

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Futbolowa Radość

Piłka nożna to najbardziej popularny sport na świecie. Juventus Turyn, Real Madryt czy Manchester United – to nazwy, które kojarzy każdy kibic. Jednak futbol obecny jest również na poziomie lokalnym. Przykładem może być Parafialny Klub Sportowy Radość

Niższe klasy rozgrywkowe, zwłaszcza w sporcie niezwykle medialnym, jakim jest piłka nożna, cieszą się dużym zainteresowaniem kibiców. Angażując się w sport, lokalnie widać aktywny patriotyzm, bo przecież doskonałym polem do włączenia się w sprawy „małej ojczyzny” jest wspólnota parafialna. Najlepszym przykładem aktywności pomiędzy boiskiem a ołtarzem jest postać zasłużonego ks. Mirosława Mikulskiego. On nawet swoje kapłańskie powołanie wiąże ze sportem. – W 1948 r. mama przyniosła mi książkę o księdzu, który we Włoszech wychowywał młodzież z biednych rodzin przez gry, zabawy oraz sport. Chciałem być jak bohater tej książki – ks. Jan Bosko. Do dzisiaj to jest mój patron, jest dla mnie natchnieniem – mówił Ksiądz Prałat, gdy w 2014 r. został uznany Sportową Osobowością Roku.

67-letni ksiądz zawodnik

O tym, że ludzi jednoczy sport, nie trzeba nikogo specjalnie przekonywać. Dlatego, gdy ks. Mikulski został proboszczem parafii Matki Bożej Anielskiej w warszawskiej Radości, założył Parafialny Klub Sportowy (PKS) Radość. W jednym z wywiadów opowiedział o początkach swojego zainteresowania piłką nożną. – W szkole podstawowej w Kowali mieliśmy tylko jedną piłkę i graliśmy tylko w dwa ognie i w siatkówkę. W domu nie było wtedy radia i telewizji, więc nic o piłce nożnej nie wiedziałem. Zetknąłem się z nią dopiero w gimnazjum. Tam mieliśmy tylko jedną piłkę, i to szmaciankę – piłkę ze szmat związanych sznurkiem – czytamy w rozmowie zamieszczonej na blogu poświęconym założycielowi zespołu, którą z ks. Mikulskim przeprowadził Stanisław Krajski.

Przyszły kapłan do gimnazjum chodził w Krakowie i wtedy zakochał się w „Cracovii”. – Piłkę nożną kocham, cenię, grywałem w nią, zakładałem kluby parafialne. W piłkę nożną grałem jeszcze, mając 67 lat, w Radości i byłem zarejestrowany jako zawodnik (przeszedłem odpowiednie badania lekarskie) w parafialnej drużynie piłkarskiej. Trener wpuszczał mnie na boisko na ostatnie dziesięć minut, gdy wynik był już ustalony – wspomina ks. Mikulski. – Grałem w seniorach w A-klasie, a potem w oldbojach. Wcześniej grałem w reprezentacji piłkarskiej księży w Warszawie. Graliśmy, po 1990 r. z policjantami, z dziennikarzami i aktorami. Gdy wygraliśmy na Legii 4: 0 gazety napisały: „Księża nie mieli miłosierdzia”.

Serce dla sportu

Ks. Mirosław Mikulski w parafii pw. Matki Bożej Anielskiej spędził prawie 10 lat. To wraz z jego przyjściem w działalności duszpasterskiej wyraźnie postawiono na sport. Warto przypomnieć, że lata 90. XX wieku z różnych względów były trudnym czasem dla nowych inicjatyw społecznych. Pomimo różnych problemów natury formalnej i urzędowej, a także ogromnej determinacji ks. Mirosława udało się powołać stowarzyszenie sportowe PKS Radość.

Od początku drużyna piłkarska PKS zaczęła cieszyć się zainteresowaniem kibiców, których wsparcie odczuwa do dzisiaj w czasie każdego meczu. Dzisiaj mieszkańcy Radości, Miedzeszyna oraz inny osiedli Wawra śpieszą na mecze kolejnych kolejek rozgrywek, w których uczestniczy zespół PKS. Dziś zawodnicy PKS-u walczą w grupie: Warszawa II A klasy. Najlepszy sezon zespołu to lata 2012/2013. Wówczas drużyna wywalczyła awans do IV ligi, grupa: mazowiecka (południe). Niestety, w kolejnym sezonie drużyna nie odniosła ani jednego zwycięstwa w rozegranych 32 spotkaniach i nie utrzymała się w IV klasie rozgrywkowej. Spoglądając na ligową tabelę sezonu 2017/2018, Parafialny Klub Sportowy wciąż ma szanse awansować do wyższej klasy rozgrywkowej – ligi okręgowej. Stadion PKS dysponuje 500 miejscami (300 siedzących). Przez 22 lata istnienia klub, który wcześniej w znaczącej mierze był uzależniony od wsparcia parafii, wypracował model funkcjonowania w oparciu o sponsorów i aktywność mieszkańców Wawra. – PKS Radość to dzieci i zespoły seniorskie. Zwycięstwa w ogólnopolskich turniejach dzieci i młodzieży oraz występy na mazowieckich boiskach w rozgrywkach ligowych od żaka aż do trampkarza – mówi „Niedzieli” prezes klubu Mateusz Chmielewski. – Nic tak dobrze nie rozwija młodych zawodników, jak zdrowa sportowa rywalizacja.

Ostatnim dużym sukcesem PKS Radość jest zwycięstwo w 27. międzynarodowym turnieju piłki nożnej na hali rocznika 2007, organizowanym przez Katolickie Stowarzyszenie Sportowe na warszawskim AWF. Pomysłodawcą i wieloletnim koordynatorem tego turnieju również jest ks. prał. Mirosław Mikulski.

CZYTAJ DALEJ

Niedziela Palmowa w tradycji Kościoła

Szósta niedziela Wielkiego Postu nazywana jest Niedzielą Palmową, inaczej Niedzielą Męki Pańskiej. Rozpoczyna ona najważniejszy i najbardziej uroczysty okres w roku liturgicznym - Wielki Tydzień.

Początki obchodów

Liturgia Kościoła wspomina tego dnia uroczysty wjazd Pana Jezusa do Jerozolimy, o którym mówią wszyscy czterej Ewangeliści. Uroczyste Msze św. rozpoczynają się od obrzędu poświęcenia palm i procesji do kościoła. Zwyczaj święcenia palm pojawił się ok. VII w. na terenach dzisiejszej Francji. Z kolei procesja wzięła swój początek z Ziemi Świętej. To właśnie Kościół w Jerozolimie starał się bardzo dokładnie powtarzać wydarzenia z życia Pana Jezusa. W IV w. istniała już procesja z Betanii do Jerozolimy, co poświadcza Egeria (chrześcijańska pątniczka pochodzenia galijskiego lub hiszpańskiego). Autorka tekstu znanego jako Itinerarium Egeriae lub Peregrinatio Aetheriae ad loca sancta. Według jej wspomnień w Niedzielę Palmową patriarcha otoczony tłumem ludzi wsiadał na osiołka i wjeżdżał na nim do Świętego Miasta, zaś zgromadzeni wierni, witając go z radością, ścielili przed nim swoje płaszcze i palmy. Następnie wszyscy udawali się do bazyliki Zmartwychwstania (Anastasis), gdzie sprawowano uroczystą liturgię. Procesja ta rozpowszechniła się w całym Kościele. W Rzymie szósta niedziela Przygotowania Paschalnego początkowo była obchodzona wyłącznie jako Niedziela Męki Pańskiej, podczas której uroczyście śpiewano Pasję. Dopiero w IX w. do liturgii rzymskiej wszedł jerozolimski zwyczaj urządzenia procesji upamiętniającej wjazd Pana Jezusa do Jeruzalem. Z czasem jednak obie te tradycje połączyły się, dając liturgii Niedzieli Palmowej podwójny charakter (wjazd i pasja). Jednak w różnych Kościołach lokalnych procesje te przybierały rozmaite formy, np. biskup szedł pieszo lub jechał na oślęciu, niesiono ozdobiony palmami krzyż, księgę Ewangelii, a nawet i Najświętszy Sakrament. Pierwszą udokumentowaną wzmiankę o procesji w Niedzielę Palmową przekazuje nam Teodulf z Orleanu (+ 821). Niektóre przekazy podają też, że tego dnia biskupom przysługiwało prawo uwalniania więźniów.

Polskie zwyczaje

Dzisiaj odnowiona liturgia zaleca, aby wierni w Niedzielę Męki Pańskiej zgromadzili się przed kościołem, gdzie powinno odbyć się poświęcenie palm, odczytanie perykopy ewangelicznej o wjeździe Pana Jezusa do Jerozolimy i uroczysta procesja do kościoła. Podczas każdej Mszy św., zgodnie z wielowiekową tradycją, czyta się opis Męki Pańskiej (według relacji Mateusza, Marka lub Łukasza - Ewangelię św. Jana odczytuje się w Wielki Piątek). Obecnie kapłan w Niedzielę Palmową nie przywdziewa szat pokutnych, fioletowych, jak to było w zwyczaju dawniej, ale czerwone. Procesja zaś ma charakter triumfalny. Chrystus wkracza do świętego miasta jako Król i Pan. W Polsce istniał kiedyś zwyczaj, iż kapłan idący na czele procesji wychodził przed kościół i trzykrotnie pukał do zamkniętych drzwi kościoła, wtedy drzwi się otwierały i kapłan z wiernymi wchodził do wnętrza kościoła, aby odprawić uroczystą liturgię. Miało to symbolizować, iż Męka Zbawiciela na krzyżu otwarła nam bramy nieba. Inne źródła przekazują, że celebrans uderzał poświęconą palmą leżący na ziemi w kościele krzyż, po czym unosił go do góry i śpiewał: „Witaj, krzyżu, nadziejo nasza!”.

W polskiej tradycji ludowej Niedzielę Palmową nazywano również Kwietną bądź Wierzbną. W tym dniu święcono palmy, które w tradycji chrześcijańskiej symbolizują odradzające się życie. Wykonywanie palm wielkanocnych ma bogatą tradycję. Tradycyjne palmy wielkanocne przygotowuje się z gałązek wierzby, która w symbolice Kościoła jest znakiem zmartwychwstania i nieśmiertelności duszy. Obok wierzby używano także gałązek malin i porzeczek. Ścinano je w Środę Popielcową i przechowywano w naczyniu z wodą, aby puściły pąki na Niedzielę Palmową. W trzpień palmy wplatano również bukszpan, barwinek, borówkę i cis. Tradycja wykonywania palm szczególnie zachowała się na Kurpiach oraz na Podkarpaciu, gdzie corocznie odbywają się konkursy na najdłuższą i najpiękniejszą palmę.

W zależności od regionu, palmy różnią się wyglądem i techniką wykonania. Palma góralska wykonana jest z pęku witek wierzbowych, wiklinowych lub leszczynowych. Zakończona jest czubem z bazi, jedliny, bibułkowych kolorowych kwiatów i wstążek. Palma kurpiowska powstaje z pnia ściętego drzewka (jodły lub świerka) oplecionego widłakiem, wrzosem, borówką, zdobionego kwiatami z bibuły i wstążkami. Czub drzewa pozostawia się zielony. Palemka wileńska jest obecnie najczęściej świeconą palmą wielkanocną. Jest niewielkich rozmiarów, upleciona z suszonych kwiatów, mchów i traw.

Z palmami wielkanocnymi wiąże się wiele ludowych zwyczajów i wierzeń: poświęcona palma chroni ludzi, zwierzęta, domy. Od dawna istniał także zwyczaj połykania bazi, które to zapobiegają bólom gardła i głowy. Wierzono, że sproszkowane kotki dodawane do naparów z ziół mają moc uzdrawiającą, bazie z poświęconej palmy zmieszane z ziarnem siewnym podłożone pod pierwszą zaoraną skibę zapewnią urodzaj, krzyżyki z palmowych gałązek zatknięte w ziemię bronią pola przed gradobiciem i burzami, poświęcone palmy wystawiane podczas burzy w oknie chronią dom przed piorunem. Poświęconą palmą należy pokropić rodzinę, co zabezpieczy ją przed chorobami i głodem, uderzenie dzieci witką z palmy zapewnia zdrowie, wysoka palma przyniesie jej twórcy długie i szczęśliwe życie, piękna palma sprawi, że dzieci będą dorodne. Poświęconą palmę zatykano za świętymi obrazami, gdzie pozostawała do następnego roku. Palmy wielkanocnej nie można było wyrzucić. Najczęściej była ona palona, popiół zaś z tych palm wykorzystywano w następnym roku w obrzędzie Środy Popielcowej. Znany też był zwyczaj „palmowania”, który polegał na uderzaniu się palmami. Tu jednak tradycja była różna w różnych częściach Polski. W niektórych regionach zwyczaj ten jest związany dopiero z poniedziałkiem wielkanocnym. W większości regionów jest to jednak zwyczaj Niedzieli Palmowej, gdzie „palmowaniu” towarzyszyły słowa: Palma bije nie zabije - wielki dzień za tydzień, malowane jajko zjem, za sześć noc - Wielkanoc.

Dzisiaj, choć wiele dawnych obyczajów odeszło już w zapomnienie - tworzą się nowe. W wielu kościołach można nadal podziwiać kilkumetrowe plamy. Dzieci w szkołach, schole i grupy parafialne prześcigają się w przygotowaniu najładniejszych palm. Często pracom tym towarzyszą konkursy lub konkretne intencje.

CZYTAJ DALEJ

Dziś Wielki Czwartek – początek Triduum Paschalnego

2020-04-09 07:21

[ TEMATY ]

Wielki Czwartek

Bożena Sztajner/Niedziela

Od Wielkiego Czwartku, który w tym roku przypada dziś, 9 kwietnia, Kościół rozpoczyna uroczyste obchody Triduum Paschalnego, w czasie którego będzie wspominać mękę, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. W Wielki Czwartek liturgia uobecnia Ostatnią Wieczerzę, ustanowienie przez Jezusa Eucharystii oraz kapłaństwa służebnego. W tym roku, z uwagi na panującą epidemię, przebieg liturgii będzie dostosowany do wymogów bezpieczeństwa. Dotyczy to zarówno ograniczonej liczby wiernych jak i niektórych szczegółów celebr.

Wielki Czwartek jest szczególnym świętem kapłanów. Rankiem, jeszcze przed wieczornym rozpoczęciem Triduum Paschalnego, ma miejsce szczególna Msza św. Co roku we wszystkich kościołach katedralnych biskup diecezjalny wraz z kapłanami (nierzadko z całej diecezji) odprawiał Mszę św. Krzyżma. W tym roku, zgodnie z zaleceniem Prezydium Episkopatu, w celu uniknięcia rozprzestrzeniania się wirusa na terenie diecezji, zaleca się zawężenie uczestników Mszy Świętej Krzyżma do najbliższych współpracowników biskupa.

#TRIDUUMwDOMUWIELKI CZWARTEK - DO POBRANIA

Podczas Mszy. św. Krzyżma biskup święci oleje (chorych i krzyżmo), które przez cały rok służą przy udzielaniu sakramentów chrztu, święceń kapłańskich, namaszczenia chorych. Kapłani koncelebrujący ze swoim biskupem odnawiali przyrzeczenia kapłańskie. Msza Krzyżma jest wyrazem jedności i wspólnoty duchowieństwa diecezji. Zgodnie z zaleceniami Episkopatu, "co do księży, którzy nie mogą wziąć udziału we Mszy Świętej Krzyżma, biskupi diecezjalni mogą rozważyć odnowienie przyrzeczeń kapłańskich w innym terminie, np. z okazji święceń prezbiteratu, po ustaniu restrykcji związanych z zagrożeniem".

Wieczorem w kościołach parafialnych i zakonnych Mszą Wieczerzy Pańskiej rozpoczyna się Triduum Paschalne. Przed rozpoczęciem liturgii opróżnia się tabernakulum, w którym przez cały rok przechowywany jest Najświętszy Sakrament. Odtąd aż do Nocy Zmartwychwstania pozostaje ono puste.

Msza św. ma charakter bardzo uroczysty. Jest dziękczynieniem za ustanowienie Eucharystii i kapłaństwa służebnego. Ostania Wieczerza, którą Jezus spożywał z apostołami, była tradycyjną ucztą paschalną, przypominającą wyjście Izraelitów z niewoli egipskiej. Wszystkie gesty i słowa Jezusa, błogosławieństwo chleba i wina nawiązują do żydowskiej tradycji.

Jednak Chrystus nadał tej uczcie nowy sens. Mówiąc, że poświęcony chleb jest Jego Ciałem, a wino Krwią, ustanowił Eucharystię. Równocześnie nakazał apostołom: "To czyńcie na Moją pamiątkę". Tradycja upatruje w tych słowach ustanowienie służebnego kapłaństwa, szczególne włączenie apostołów i ich następców w jedyne kapłaństwo Chrystusa.

W liturgii podczas śpiewu hymnu "Chwała na wysokości Bogu", którego nie było przez cały Wielki Post, biją dzwony. W tym roku zaleca się opuszczenie obrzędu umywania i ucałowania nóg dwunastu mężczyznom. Gest dokonywany przez głównego celebransa przypomina gest Chrystusa i wyraża prawdę, że Kościół, tak jak Chrystus, jest nie po to, żeby mu służono, lecz aby służyć.

Po Mszy św. rusza procesja do tzw. ciemnicy. Tam rozpoczyna się adoracja Najświętszego Sakramentu. Wymownym znakiem odejścia Jezusa, który po Ostatniej Wieczerzy został pojmany, jest ogołocenie centralnego miejsca świątyni, czyli ołtarza. Aż do Wigilii Paschalnej ołtarz pozostaje bez obrusu, świec i wszelkich ozdób.

Wielki Piątek

Wielki Piątek to dzień Krzyża. Po południu odprawiana jest niepowtarzalna wielkopiątkowa Liturgia Męki Pańskiej. Celebrans i asysta wchodzą w ciszy. Przed ołtarzem przez chwilę leżą krzyżem, a po modlitwie wstępnej czytane jest proroctwo o Cierpiącym Słudze Jahwe i fragment Listu do Hebrajczyków. Następnie czyta się lub śpiewa, zwykle z podziałem na role, opis Męki Pańskiej według św. Jana.

Po homilii w bardzo uroczystej modlitwie wstawienniczej Kościół poleca Bogu siebie i cały świat, wyrażając w ten sposób pragnienie samego Chrystusa: aby wszyscy byli zbawieni. Szczególnie przejmujące są modlitwy o jedność chrześcijan, prośba za niewierzących i za Żydów.

Centralnym wydarzeniem liturgii wielkopiątkowej jest adoracja Krzyża. Zasłonięty fioletowym suknem Krzyż wnosi się przed ołtarz. Celebrans stopniowo odsłania ramiona Krzyża i śpiewa trzykrotnie: "Oto drzewo Krzyża, na którym zawisło zbawienie świata", na co wierni odpowiadają: "Pójdźmy z pokłonem". Po liturgii Krzyż zostaje w widocznym i dostępnym miejscu, tak by każdy wierny mógł go adorować. Jest on aż do Wigilii Paschalnej najważniejszym punktem w kościele. Przyklęka się przed nim, tak, jak normalnie przyklęka się przed Najświętszym Sakramentem. Po adoracji Krzyża z ciemnicy przynosi się Najświętszy Sakrament i wiernym udziela się Komunii.

Ostatnią częścią liturgii Wielkiego Piątku jest procesja do Grobu Pańskiego. Na ołtarzu umieszczonym przy Grobie lub na specjalnym tronie wystawia się Najświętszy Sakrament w monstrancji okrytej białym przejrzystym welonem - symbolem całunu, w który owinięto ciało zmarłego Chrystusa. Cały wystrój tej kaplicy ma kierować uwagę na Ciało Pańskie. W wielu kościołach przez całą noc trwa adoracja.

W Wielki Piątek odprawiane są także nabożeństwa Drogi Krzyżowej. W wielu kościołach rozpoczyna się ono o godz. 15.00, gdyż właśnie około tej godziny wedle przekazu Ewangelii Jezus zmarł na Krzyżu.

Wielka Sobota

Wielka Sobota jest dniem ciszy i oczekiwania. Dla uczniów Jezusa był to dzień największej próby. Według Tradycji apostołowie rozpierzchli się po śmierci Jezusa, a jedyną osobą, która wytrwała w wierze, była Bogurodzica. Dlatego też każda sobota jest w Kościele dniem maryjnym.

Po śmierci krzyżowej i złożeniu do grobu wspomina się zstąpienie Jezusa do otchłani. Wiele starożytnych tekstów opisuje Chrystusa, który "budzi" ze snu śmierci do nowego życia Adama i Ewę, którzy wraz z całym rodzajem ludzkim przebywali w Szeolu.

Tradycją Wielkiej Soboty jest poświęcenie pokarmów wielkanocnych: chleba - na pamiątkę tego, którym Jezus nakarmił tłumy na pustyni; mięsa - na pamiątkę baranka paschalnego, którego spożywał Jezus podczas uczty paschalnej z uczniami w Wieczerniku oraz jajek, które symbolizują nowe życie. Jednak w tym roku Prezydium KEP nie zaleca się organizowania tradycyjnego święcenia pokarmów. Zamiast tego proponuje się obrzęd błogosławieństwa posiłku w domu przed śniadaniem wielkanocnym.

Wielki Piątek i Wielka Sobota to jedyny czas w ciągu roku, kiedy Kościół nie sprawuje Mszy św.

Wielkanoc zaczyna się już w sobotę po zachodzie słońca. Rozpoczyna ją liturgia światła. Na zewnątrz kościoła kapłan święci ogień, od którego następnie zapala się Paschał - wielką woskową świecę, która symbolizuje zmartwychwstałego Chrystusa. Na paschale kapłan żłobi znak krzyża, wypowiadając słowa: "Chrystus wczoraj i dziś, początek i koniec, Alfa i Omega. Do Niego należy czas i wieczność, Jemu chwała i panowanie przez wszystkie wieki wieków. Amen". Umieszcza się tam również pięć ozdobnych czerwonych gwoździ, symbolizujących rany Chrystusa oraz aktualną datę. Następnie Paschał ten wnosi się do okrytej mrokiem świątyni. Zwieńczeniem obrzędu światła jest uroczysta pieśń (Pochwała Paschału) - Exultet, która zaczyna się od słów: "Weselcie się już zastępy Aniołów w niebie! Weselcie się słudzy Boga! Niech zabrzmią dzwony głoszące zbawienie, gdy Król tak wielki odnosi zwycięstwo!".

Dalsza część liturgii paschalnej to czytania przeplatane psalmami. Przypominają one całą historię zbawienia, poczynając od stworzenia świata, przez wyjście Izraelitów z niewoli egipskiej, proroctwa zapowiadające Mesjasza aż do Ewangelii o Zmartwychwstaniu Jezusa. Tej nocy powraca po blisko pięćdziesięciu dniach uroczysty śpiew "Alleluja". Obrzęd liturgii przewiduje poświęcenia wody, która przez cały rok będzie służyła przede wszystkim do chrztu. Tym razem w Wigilię Paschalną i w Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego nie zaleca się używania pokropień.

Czasami, na wzór pierwotnych wspólnot chrześcijańskich, w noc paschalną dokonywano chrztu katechumenów, udzielając im zarazem bierzmowania i pierwszej Komunii św. Prezydium KEP zaleciło, by w tym roku ewentualne chrzty katechumenów były sprawowane z zachowaniem środków ostrożności co do kontaktu bezpośredniego. Natomiast, dodano, zgodnie z tradycją Kościoła mogą one mieć miejsce także w uroczystość Zesłania Ducha Świętego.

Wigilia Paschalna kończy się Eucharystią i procesją rezurekcyjną, by oznajmić, że Chrystus zmartwychwstał i zwyciężył śmierć.

Noc Paschalna oraz Niedziela Wielkanocna to największe święto chrześcijańskie, pierwszy dzień tygodnia, uroczyście obchodzony w każdą niedzielę przez cały rok. Apostołowie świętowali tylko Wielkanoc i każdą niedzielę, która jest właśnie pamiątką Nocy Paschalnej. Dopiero z upływem wieków zaczęły pojawiać się inne święta i okresy przygotowania aż ukształtował się obecny rok liturgiczny, który jednak przechodzi różne zmiany.

Oktawa Wielkiej Nocy

Ponieważ cud Zmartwychwstania jakby nie mieści się w jednym dniu, dlatego też Kościół obchodzi Oktawę Wielkiej Nocy - przez osiem dni bez przerwy wciąż powtarza się tę samą prawdę, że Chrystus Zmartwychwstał. Ostatnim dniem oktawy jest Biała Niedziela, nazywana obecnie także Niedzielą Miłosierdzia Bożego. W ten dzień w Rzymie ochrzczeni podczas Wigilii Paschalnej neofici, odziani w białe szaty podarowane im przez gminę chrześcijańską, szli w procesji do kościoła św. Pankracego, by tam uczestniczyć w Mszy św. Jan Paweł II ustanowił ten dzień świętem Miłosierdzia Bożego, którego wielką orędowniczką była św. Faustyna Kowalska.

CZYTAJ DALEJ
E-wydanie
Czytaj Niedzielę z domu

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję