Reklama

Jesteśmy zniecierpliwieni

2017-10-31 11:27

Witold Gadowski, dziennikarz
Niedziela Ogólnopolska 45/2017, str. 42

Andrzej Hrechorowicz/Kancelaria Prezydenta RP

Weta prezydenckie, zwlekanie z opublikowaniem „Aneksu do raportu z likwidacji WSI”, rozmywająca się reforma rynku medialnego, mająca przywrócić na nim jaką taką równowagę kapitałową, ślimacząca się reforma służb specjalnych, która zaczyna przybierać skarlałe formy... to tylko pewne zjawiska, które nieomylnie wskazują na fakt, że reformy naszego kraju zaczynają grzęznąć. Jaki jest powód tego procesu? Dlaczego ci, którzy jeszcze niedawno prezentowali gorący zapał, teraz niespodziewanie milkną i godzą się na kompromisy? Czy jest to zjawisko, które zawsze pojawia się po przekroczeniu półmetka sprawowania rządów przez reformatorską ekipę?

Przyjrzyjmy się bliżej samej fizyce rządzenia i zastanówmy nad tym, czy istnieją jeszcze rezerwy, które mogą pchnąć zmiany w Polsce na nowe, budzące entuzjazm tory. Obóz rządzący, mimo pewnych pozorów monolitu, nie jest jednością. To raczej koalicja różnych nurtów, które łączy jeden cel – zakończyć żywot nieprawo poczętej III Rzeczypospolitej, w której więcej było udawania, niesprawiedliwości i maskowania niż autentycznego polskiego żywiołu. W jednym szeregu stanęli zatem chrześcijańscy demokraci, narodowcy, niepodległościowi socjaliści i wolnościowo usposobieni konserwatyści. Wszystkich połączył zapał przemiany karłowatej republiki w niepodległy kraj.

Różnorodność sił dobrej zmiany jest jej siłą, ale jednocześnie słabością. Kiedy bowiem zaczynają się dyskusje nad konkretnymi rozwiązaniami, które należy wprowadzać w różnych dziedzinach państwowego życia, rozpalają się spory tak wyniszczające, że potem same zapisy ustaw przygotowywane są w pośpiechu i na kolanie.

Reklama

Jeden z polityków sprawujących wysoki urząd w rządzie Beaty Szydło, który zna także kulisy działania rządu Donalda Tuska, opowiadał mi: – Wiesz, tamta ekipa to byli ludzie zdemoralizowani, którzy pozrywali wszelkie hamulce moralne, jednego wszak nie można im było odmówić: jakość przygotowywanych przez nich ustaw była na profesjonalnym poziomie. Zamawiano eksperckie opinie i opracowania, każdy zapis poddawano oglądowi znanych specjalistów. To była fabryka. Teraz ustawy przygotowują poszczególni posłowie, nie prowadzi się rozbudowanych konsultacji. Jakość takich partyzanckich działań jest o wiele niższa, zatem i prawo teraz tworzone ma wiele formalnych mankamentów. Teraz to my mamy po prostu manufakturę – stwierdził.

Pierwszym zatem powodem spowolnienia jest konieczność poprawiania słabo przygotowanych ustaw. Ten fakt wykorzystał prezydent RP Andrzej Duda, który zawetował dwa – przygotowane przez parlament – projekty ustaw mających zmienić zasady funkcjonowania polskiego sądownictwa; stało się tak po części właśnie z powodu złej jakości formalnej proponowanych zapisów. Oddając Andrzejowi Dudzie sprawiedliwość, należy zatem stwierdzić, że co prawda znacznie spowolnił reformę, ale miał rację, że wytknął formalne słabości przedstawionych mu propozycji.

Drugim powodem grzęźnięcia impetu zmian jest sama fizyka sprawowania władzy. Przypomina to trochę pług, który rozpędzony rusza w śnieżną zaspę. Początkowo idzie mu całkiem dobrze, jednak z każdym rozgarniętym metrem śniegu szybkość posuwania się do przodu gwałtownie spada. Najważniejsze reformy należy więc przeprowadzać jak najszybciej, kiedy impet nowej władzy jeszcze trwa.

Udało się wprowadzić program „Rodzina 500+” i obniżono esbeckie emerytury, nie udało się jednak wyegzekwować skutecznego podatku od sieci sklepów wielkopowierzchniowych ani rozliczyć ludzi, którzy byli odpowiedzialni za ogromne defraudacje i marnowanie publicznych środków w czasie rządów poprzedniej koalicji.

Kolejnym powodem zwalniania reform jest zwykły sybarytyzm. Ministrowie już wygodnie usadowili się na swoich stołkach, otacza ich grono dworaków i pochlebców, coraz częściej chcą słyszeć wyłącznie dobre wiadomości. Są też przekonani o swojej doniosłej misji i nadzwyczajnej wiedzy, którą nie dysponuje nikt postronny. Ludzie, którzy jeszcze niedawno byli tacy jak my, teraz kroczą już dostojnie i wypowiadają swoje – banalne skądinąd – twierdzenia, z minami i tonem, jakby obwieszczali światu prawdy objawione. Wygoda, rutyna, zagubienie w gąszczu szczegółów sprawiają, że wielu ludzi piastujących teraz niezwykle ważne stanowiska nie zauważa już strategicznego celu, któremu przecież służą. Spowolnienie ma zatem i swoje wewnętrzne przyczyny.

Istnieje jednak powód, który powinien budzić największe obawy. Oto kadłub okrętu zmian coraz obficiej jest oklejony przez niemile pachnącą substancję, która wydaje z siebie dziarski okrzyk: płyniemy! Do każdej władzy przykleja się grono ludzi, którzy usiłują na niej żerować. Są to ludzie, którzy ponoszą winę za wiele afer i złych wydarzeń, są jednak na tyle elastyczni i wyposażeni w mimetyczne umiejętności, że każda władza – prędzej czy później – dopuszcza ich do komitywy. I to jest najgorszy moment – wtedy obraz świata, który władza widzi, zostaje zmącony trelami karierowiczów, szumowin i zwykłych pieczeniarzy. Oni właśnie ściągają na rządzących chorobę nepotyzmu, ustawiania swoich i filozofię ordynarnie kiedyś określoną mianem „TKM”.

W tym momencie rządzącym dziś – po raz kolejny – należy przypomnieć: ludzie wiele wam wybaczą, jednego jednak nie zapomną wam nigdy, za jedno ukarzą was najsurowiej, jak tylko potrafią: nie wybaczą wam nepotyzmu i złodziejstwa! Im szczelniej oplecie was warstwa potakiwaczy, pochlebców i ordynarnych karierowiczów, tym bliższy będzie wasz upadek!

Czy skuteczną terapią na spowolnienie reform jest zmiana premiera i wymiana większej części rządowego gabinetu? Jak dotąd premier Beata Szydło radziła sobie nadspodziewanie dobrze. Dała się poznać jako polityk opanowany, grzeczny i skupiony na realizacji konkretnych celów. Wbrew pozorom układ, w którym prezes Prawa i Sprawiedliwości stał się nieformalnym regulatorem poczynań rządu i swoistą ostatnią instancją, był dla Polski całkiem wygodny. Cały czas istniała bowiem możliwość wymiany premier Beaty Szydło na premiera Jarosława Kaczyńskiego. Pozbywania się tego atutu właściwie bez powodu nie uważam za rozsądne. Słabością pani premier jest brak skutecznych działań rozstrzygających ambicjonalne i kompetencyjne spory między najsilniejszymi ministrami w jej rządzie. Czy jednak zmiana premiera akurat teraz zwiększy dynamikę reform, wprowadzi świeżość w szeregi dobrej zmiany? – nie wiem. Zwykle lepsze jest wrogiem dobrego, a dziś nie istnieje nagła przyczyna, dla której powinna nastąpić wymiana premiera.

Zmiany na stołkach w poszczególnych ministerstwach to już zgoła zupełnie inna sytuacja, tu rzeczywiście już teraz powinna nastąpić burza, która spowoduje, że co najmniej kilku ministrów, słynących z braku efektów i kunktatorstwa, powinni zastąpić ludzie bardziej ideowi i kompetentni.

Zmiana powinna nastąpić także na fotelu prezesa telewizji publicznej, inaczej media publiczne staną się skansenem nepotyzmu i marnej propagandy, która rządowi dobrej zmiany bardziej szkodzi, niż pomaga. To jednak już zupełnie nowa opowieść.

Tagi:
polityka rząd

Reklama

Nikaragua: episkopat wezwał rząd do powstrzymania przemocy wobec wiernych

2019-11-21 18:16

mz (KAI/AYO/CEN) / Managua

Konferencja Episkopatu Nikaragui wezwała rząd tego kraju do podjęcia działań służących powstrzymaniu przemocy. Potępiła jednocześnie autorów licznych ataków na Kościoły oraz wiernych, którzy protestują przeciwko lewicowemu reżimowi prezydenta Daniela Ortegi.

Stefano Peppucci/Foter/CC B-ND 2.0

Władze Kościoła katolickiego, najsilniejszej instytucji sprzeciwiającej się reżimowi w Nikaragui napisały, że przy bierności władz tego kraju „doszło do największej eskalacji przemocy wobec wolności wyznania” w tym kraju od czasu rozpoczęcia kryzysu politycznego.

Biskupi wskazali w piśmie, że obowiązkiem państwa jest ochrona praw swoich obywateli. - Mieszkańcy Nikaragui cierpią w ogromny sposób. Rodziny są zastraszane i doświadczone poprzez uwięzienie ich najbliższych oraz fizyczne ataki na nie same – napisała w komunikacie Konferencja Episkopatu Nikaragui.

We wtorek w katedrze w Managui, stolicy kraju, grupa prorządowych bojówkarzy zaatakowała księdza oraz zakonnicę. Otaczająca świątynię policja nie podjęła działań. Niebawem też do katedry, w której trwał strajk głodowy matek więźniów politycznych, wkroczyło wojsko. Kobiety zostały ewakuowane z katedry karetką Czerwonego Krzyża.

Zlecone policji przez reżim Daniela Ortegi otaczanie świątyń jest jednym z działań służących powstrzymaniu trwających od ponad roku licznych protestów w Nikaragui. Zginęło w nich już od kwietnia 2018 r. ponad 320 osób.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Szymon Hołownia wystartuje w wyborach prezydenckich w 2020 r.

2019-12-08 18:55

lk / Gdańsk (KAI)

Publicysta i dziennikarz, zaangażowany w działalność charytatywną Szymon Hołownia ogłosił w niedzielę 8 grudnia swój start w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Na spotkaniu programowym w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim zaprezentował najważniejsze postulaty swojego programu politycznego. - Chcę Polski tak solidarnej, jak najsłabszy, a nie najsilniejszy w niej - mówił.

Magdalena Pijewska/Niedziela

"Coś się kończy, więc coś się zaczyna" - tak Hołownia zapowiadał od kilku dni w mediach społecznościowych swoją decyzję o starcie w wyborach prezydenckich. W niedzielę popołudniu na spotkaniu pod nazwą "Dlaczego i po co?" wyjaśnił, jakie są jego polityczne plany.

Na początku spotkania zaprezentowano badania, wedle których aż 73 proc. Polaków uważa, że prezydent naszego kraju nie musi być związany z żadną partią polityczną. Tę tezę sam Hołownia rozwinął później w swoim przemówieniu.

Na wstępie wyjaśnił, że swą decyzję ogłasza w Gdańsku, gdyż jest to miasto, w którym bardzo dobrze jest zaczynać nową rzeczywistość. Jest to jednak też miasto, w którym niemal rok temu zginął tragicznie ugodzony nożem prezydent Paweł Adamowicz, a jego śmierć - do której nawiązał Hołownia - wstrząsnęła całą Polską. - To coś, co wtedy pękło, zaczęło pękać we mnie wcześniej - mówił dziennikarz, nawiązując także do głębokiego podziału, jaki dotknął polskie społeczeństwo po katastrofie smoleńskiej w 2010.

Hołownia stwierdził, że te wydarzenia sprawiły, iż Polska zaczęła tracić swoje wewnętrzne fundamenty, tworzące wspólnotę całego narodu. - W szoku jednak nie można nigdy pozostać. Jeżeli zło ma zwyciężyć z dobrem, to musi być odskocznią do czynienia dobra, a nie miejscem, w którym się zostaje - stwierdził.

"Na co mam czekać? Co jeszcze musi się stać, żebym porzucił wygodną kanapę recenzenta rzeczywistości?" - pytał Hołownia retorycznie i dodał, że chce swojej córce i jej pokoleniu zostawić coś więcej niż tylko dziennikarski dorobek lub złudną popularność w mediach społecznościowych.

Jak powiedział, współczesny świat jest przestrzenią wielkich możliwości, w tym tych, jakie dają nowe technologie, ale też miejscem zagrożonym przez zanieczyszczenie klimatu oraz wielkie podziały społeczne - niezrozumiały konsumpcjonizm z jednej strony, a dotkliwy głód z drugiej strony.

Polska rzeczywistość z kolei zdominowana jest według niego przez spory, które dotarły już do wielu środowisk, a nawet rodzin. Sporów tych nie równoważy dobrobyt czy lepsza ściągalność podatków, którą chwalą się rządzący. Hołownia nazwał to ironicznie "polską szkołą kompromisu" i z ubolewaniem stwierdził, że ów kompromis jest traktowany niemalże pogardliwie, jako kapitulacja z podtrzymywania własnych argumentów.

"Dlaczego nie możemy być różni, ale równi, a nie lepsi i gorsi?" - pytał. - W Polsce, choć kalendarz pokazuje coś innego, nie skończyły się jeszcze lata 90. XX wieku z ich niekończącymi się sporami o wszystko, z uprawianiem polityki siekierą - dodał.

Od dwudziestu lat mamy wiek XXI, w którym problemy powinno się rozwiązywać nie siekierą, a skalpelem - mówił. Jego zdaniem, dziś jest czas nowych wyzwań i nowych pokoleń, które bardzo często nie chodzą na wybory. - Dlaczego nie chodzą? Bo partie - zajęte tym, kto będzie przewodniczącym - mówią o wszystkim, tylko nie o tym, co dla nich najważniejsze: jaki świat zostawi im nasze pokolenie? - kontynuował Hołownia.

Dziennikarz przedstawił następnie swoje postulaty. Stwierdził, że chce "Polski solidarnej, która jest tak silna, jak najsłabszy, a nie najsilniejszy w niej". To kraj, który "bardziej niż o ławeczki niepodległości i strzelnice w każdym powiecie dba o 14 mln wykluczonych komunikacyjnie Polaków".

W jego postulatach znalazła się także troska o dzieci wykluczone z dostępu do opieki psychiatrycznej, osoby w kryzysie bezdomności czy o "transseksualną dziewczynę, która skoczyła z Mostu Łazienkowskiego w Warszawie, bo czuła się zaszczuta przez naszą wspólnotę".

Hołownia powiedział, że chce Polski, w której "każdy akt prawny jest oglądany pod kątem skutków dla powietrza, dla wody, dla Ziemi, bo bez nich wyborca PiS czy PO, katolik czy ateista, kończy tak samo".

Polska w jego programie wyborczym jest też aktywna obywatelsko oraz silna w strukturach samorządowych, na które nie czyha centralny rząd. Ma to być Polska "rozmawiająca, a nie przemawiająca", także w kontekście polityki zagranicznej.

Zdaniem dziennikarza, trzeba dążyć do tego, by Polska była zakorzeniona w europejskiej wspólnocie, mającej dobre relacje z USA, ale też zauważającej swoich sąsiadów, także tych mniejszych.

Hołownia opowiedział się także za takim modelem państwa, w którym głównego tonu nie nadają partie polityczne wyciągające ręce po to, co wspólne: spółki skarbu państwa, media publiczne, samorządy, sądy oraz "po historię i po Kościół".

"Mówię to jako katolik: trzeba dziś przeprowadzić w Polsce, dla dobra tej Polski i tego Kościoła, przyjazny rozdział Kościoła od państwa" - powiedział. - I wiem, bo widzę to od lat na własne oczy, że tego wszystkiego nie będzie w stanie zrobić nikt, kto wywodzi się z partii. Nie może uzdrowić tego chorego systemu ktoś, kto jest jego częścią - tłumaczył Hołownia.

- System się zawiesił. Żeby się odwiesił, w maju 2020 r. musimy w nim zamontować niepartyjny bezpiecznik - dodał.

Jego zdaniem, prezydent w polskim systemie ustrojowym nie jest "stróżem żyrandola", jak ów urząd nieraz pogardliwie określano. Ma, w opinii Hołowni, całe mnóstwo ustrojowych narzędzi do tego, aby być gwarantem tego, że w Polsce znajdzie się miejsce zarówno dla wyborców PiS, PO, PSL, Konfederacji i innych partii. Chodzi o to, by żyć w takiej Polsce, w której "ludzie nie zgadzają się ze sobą koniecznie, ale taką, w której - mimo, że się nie zgadzają - umieją się lubić i szanować".

Ma to być Polska, w której ważne święta jednoczą, a nie dzielą; taka, w której "tym, czym powinien zajmować się spowiednik, nie zajmuje się minister", wreszcie taka, w której "zamiast walczyć z ideologiami, próbuje się zrozumieć ludzi" - To mało? - zapytał Hołownia.

Swoje programowe przemówienie zakończył przypomnieniem, że w maju przyszłego roku Polacy wybiorą nowego prezydenta oraz deklaracją skierowaną do uczestników spotkania w Gdańsku: "Chcę w nich kandydować. Chcę się u was ubiegać o tę pracę. Chcę, żebyście mi powierzyli funkcję stróża naszej narodowej wspólnoty. Nie wesprą mnie partyjne przelewy i wielki biznes, nie potrzebuję ich, bo mam was. I to wam przez najbliższe pół roku chcę opowiedzieć o Polsce moich marzeń, która jest w naszym zasięgu: Polsce solidarnej, Polsce zdrowiejącego środowiska, Polsce samorządnej i obywatelskiej".

Szymona Hołownię już uwzględniono w najnowszym sondażu zaufania przeprowadzonym przez IBRiS na zlecenie portalu Onet.pl. Z badań przeprowadzonych 6-7 grudnia wynika, że dziennikarz cieszy się zaufaniem 20,2 proc. badanych, z czego 8,1 proc deklaruje, że zdecydowanie mu ufa. Jednocześnie, aż 46,1 proc. badanych zaznaczyło, że nie zna jego nazwiska. Hołownia pozostaje obojętny dla 20,3 proc. badanych.

Liderem sondażu jest prezydent Andrzej Duda, któremu ufa ponad 45 proc. badanych.

Szymon Hołownia ma 43 lata. Jest publicystą i pisarzem. Pracował m.in. w "Gazecie Wyborczej", "Newsweeku Polska", tygodniku "Ozon" i "Rzeczpospolitej". Jest stałym felietonistą "Tygodnika Powszechnego". W latach 2007–2012 był dyrektorem programowym stacji telewizyjnej Religia.tv. W TVN prowadził etyczny talk-show "Między sklepami" (2007-2010) a wraz z Marcinem Prokopem współprowadził m.in. program "Mam talent!" (2008–2019).

Dwa razy został laureatem nagrody Grand Press: w kategorii "Wywiad" za rozmowę z teologiem ks. prof. Jerzym Szymikiem i w kategorii "Dziennikarstwo specjalistyczne" za wywiad z etykiem i filozofem dr. Kazimierzem Szałatą. Jest też laureatem Nagrody „Ślad” im. bp. Jana Chrapka.

Dwukrotnie przebywał w nowicjacie zakonu dominikanów. Ma na swoim koncie liczne publikacje dotyczące chrześcijaństwa i jego codziennego praktykowania, m.in. "Kościół dla średnio zaawansowanych", "Tabletki z krzyżykiem" czy "Bóg, kasa i rock'n'roll" (wspólnie z M. Prokopem).

Jest od lat zaangażowany jest w działalność pomocową jako założyciel Fundacji Dobra Fabryka, której celem statutowym jest wspieranie osób z biedniejszych regionów świata, a także Fundacji Kasisi, która opiekuje się Domem Dziecka prowadzonym przez Siostry Służebniczki Maryi Panny Niepokalanie Poczętej w Zambii.

Szymon Hołownia jest żonaty z Urszulą Brzezińską-Hołownią, zawodowym oficerem Wojska Polskiego i pilotką myśliwca MiG-29, mają jedną córkę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wysłannik ONZ u papieża: jak chronić miejsca kultu religijnego?

2019-12-09 21:09

pb / Watykan (KAI)

Papież Franciszek przyjął dziś na audiencji Miguela Angela Moratinosa, wysokiego przedstawiciela Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. przymierza cywilizacji. Przedstawił on przyjęty we wrześniu plan działań ONZ w dziedzinie ochrony miejsc kultu religijnego. Audiencja trwała 40 minut.

Włodzimierz Rędzioch

Były minister spraw zagranicznych Hiszpanii poinformował po spotkaniu, że rozmawiał z papieżem także o Dokumencie nt. Ludzkiego Braterstwa, podpisanym przez Franciszka w lutym w Abu Zabi wraz z wielkim imamem kairskiego uniwersytetu Al-Azhar Ahmedem al-Tayebem. Moratinos zauważył, że dokument ten i wyrażone w nim uniwersalne wartości zostały uwzględnione we wspomnianym planie ONZ.

Plan działań w dziedzinie ochrony miejsc kultu religijnego przedstawił sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres 12 września. Przemawiając w siedzibie organizacji nazwał go „ważnym krokiem w walce z nienawiścią i przemocą w świecie”.

- Nasz świat stawia czoła wzrostowi antysemityzmu, nienawiści antymuzułmańskiej, atakom na chrześcijan i nietolerancji wobec innych grup religijnych. Tylko w ostatnich miesiącach zabito żydów w synagogach, muzułmanów w meczetach, chrześcijan w czasie modlitwy - podkreślił Guterres przedstawiając plan wypracowany na jego prośbę przez Moratinosa po masakrze w meczetach w Christchurch w Nowej Zelandii, synagodze w Pittsburghu w USA i kościołach katolickich w Sri Lance.

Według sekretarza generalnego ONZ, „miejsca kultu religijnego są ważnymi symbolami w naszej zbiorowej świadomości”. - Kiedy ludzie są atakowani z powodu swej religii lub swoich przekonań, całe społeczeństwo zostaje osłabione. Miejsca kultu na całym świecie powinny stanowić spokojną przystań, sprzyjającą refleksji i pokojowi, a nie miejscami przelewu krwi i terroru. Ludzie na całym świecie powinni móc wyznawać i praktykować swą wiarę w pokoju - zaznaczył Guterres.

Plan działań, który w zamyśle Guterresa ma dopełnić przedstawiony w czerwcu br. plan walki z mową nienawiści, zawiera rekomendacje, mające pomóc państwom w ich wysiłkach mających na celu zapewnienie bezpieczeństwa miejscom kultu, a także zalecenia dla ONZ, zwierzchników religijnych, społeczeństwa obywatelskiego i dostawców internetu.

Jedną z propozycji jest rozpoczęcie przez ONZ światowej kampanii medialnej, wspierającej wzajemny szacunek i zrozumienie, a także stworzenie „kartografii miejsc kultu religijnego na całym świecie, aby uzyskać interaktywne narzędzie internetowe umożliwiające ukazanie powszechności miejsc kultu i przyczyniające się do wspierania szacunku i zrozumienia ich głębokiego znaczenia dla poszczególnych osób i wspólnot na wszystkich kontynentach.

Ze swej strony Moratinos oświadczył wówczas, że „sukces planu zależeć będzie od jego wprowadzania w życie i trwałego zaangażowania wszystkich zainteresowanych stron, a szczególnie państw członkowskich ONZ, w aktywne działania na rzecz ochrony miejsc kultu”. Dodał, że plan działań zostanie dopełniony przez światowy program ochrony tzw. celów miękkich, w tym miejsc kultu, przed zagrożeniem terrorystycznym. Wypracowany on zostanie przez Biuro Narodów Zjednoczonych ds. Walki z Terroryzmem. Będzie miał on na celu „wzrost zdolności łagodzenia [zagrożenia], zarządzania kryzysowego i planowania środków nadzwyczajnych przez państwa członkowskie”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem