Reklama

gps na życie

Trzeźwy – znaczy silny

2017-10-31 11:27

Z Natalią Niemen rozmawia Przemysław Chmielowiec
Niedziela Ogólnopolska 45/2017, str. 50-51

Materiały prasowe organizatorów kampanii „Nie piję, bo kocham"

Natalia Niemen, wokalistka i kompozytorka, ambasadorka kampanii społecznej „Nie piję, bo kocham”, mówi o problemie alkoholizmu

PRZEMYSŁAW CHMIELOWIEC: – Co dla Pani oznacza hasło przewodnie kampanii społecznej „Nie piję, bo kocham”?

NATALIA NIEMEN: – To znaczy, że podejmuję twardą decyzję, iż nie będę robić rzeczy, które wpłyną źle fizycznie, duszewnie i duchowo na ludzi, którzy są dla mnie najważniejsi. Nie jest to łatwe, zwłaszcza kiedy mamy jakiś problem, który krótkotrwale rozwiązujemy np. przy pomocy alkoholu. Uważam, że człowiek nie jest robotem. Jesteśmy bardzo słabi. Ja jestem bardzo słaba. I bywa tak, że nawet jak kochamy, strasznie ciężko jest porzucić jakiś nałóg, krótkonożny sposób na doznanie choć krótkotrwałej ulgi nawet wtedy, kiedy wiemy, że niszczymy naszych bliskich. Człowiek jest stworzeniem niezwykle złożonym. I takie decyzje nie są wcale łatwe.
Zaproszono mnie do wzięcia udziału w owej akcji i po prostu uznałam, iż jest to dobre i wartościowe. Poza tym, jestem w ciąży i sprawa jest dla mnie tym bardziej istotna.

– Czy miała Pani w swoim życiu takie sytuacje, które zniechęciły Panią do alkoholu?

– Oczywiście. Poważne problemy ze zdrowiem, kiedy już stałam pod ścianą i czułam, że czeka mnie niechybnie tamta strona. Nie stroniłam specjalnie od alkoholu. Nie przeczę, że lubiłam się napić dobrego wina czy innych trunków. W pewnym momencie jednak zauważyłam, iż mój organizm coraz gorzej reaguje na podaż tego typu wlewek. Jednakowoż, sprawiało mi to również jakiś rodzaj przyjemności, w związku z czym dość trudno było mi z tego zrezygnować.

– A czy był taki moment, kiedy powiedziała sobie Pani – „więcej się nie napiję”?

– Tak. Tak jak wspomniałam powyżej. Poważne problemy zdrowotne, spowodowane nie piciem, ale wieloletnim zatruciem toksynami zawartymi w jedzeniu, stresami życiowymi oraz pewnymi kłopotami ze zdrowiem, które mam od wczesnego dzieciństwa. Mam dla kogo żyć i być zdrowa. Autentycznie, byłam wdzięczna Bogu za swoiste apogeum spiętrzonych problemów zdrowotnych, bo to doprowadziło do tego, że powiedziałam sobie: „Nigdy już nie chcę pić żadnego alkoholu”. Być może, gdy przestanę karmić, napiję się kiedyś lampki dobrego wina lub pół szklaneczki prawdziwego piwa do obiadu. Mój mąż robi świetne likiery. Chyba kiedyś się skuszę na odrobinę. Natomiast zdecydowanie wolałabym trwać na stanowisku, iż nie biorę alkoholu do ust. Jak tak będę myśleć, to taka odrobinka, powiedzmy raz na pół roku, wierzę, że mi nie zaszkodzi.

– Zna Pani ludzi, którzy cierpią, bo ich najbliżsi – np. rodzice – nadużywali alkoholu i ta trauma ciągnie się za nimi do dziś?

– Oczywiście. Bardzo wielu. To bardzo polski problem. Znam przypadki, kiedy tacy rodzice byli potworami, ale także chyba więcej przypadków, gdy ojciec lub matka nie radzili sobie zwyczajnie z życiem, własnymi traumami, odrzuceniem i innymi możliwymi problemami i wówczas pili. Byli niewolnikami nałogu, jednocześnie nienawidząc siebie za tę słabość, fatalną moc sprawczą. To jest prawdziwy dramat. Ludzki dramat. Bo życie ludzkie jest dramatem. Jeżeli chcesz dobrze, ale wokół wszystko się wali, chcesz być silny, ale nie dajesz rady, nie znajdujesz miłości i pomocy wśród bliskich, czujesz, że Bóg milczy, możesz wejść na grząskie tereny alkoholizmu. Jego formy wyraźnej bądź ukrytej.
Osobiście uważam, że częste zaglądanie do kielicha najczęściej jest spowodowane samotnością, poczuciem odrzucenia, niepotrzebności oraz nieprzebaczeniem samemu sobie. To są bardzo trudne sprawy i nie jest dobrze takich ludzi osądzać. Trzeba im pomóc. Bo oni sobie często zwyczajnie nie radzą. Nie wystarczy gadanie i pouczanie. Ono właściwie zawsze przynosi efekt odwrotny od zamierzonego. A potomstwo takich osób? Tak, ponosi konsekwencje. Ich dzieci i wnuki, czasem prawnuki. Ciężkie i bardzo trudne są to sprawy.

– Co to znaczy według Pani być wolnym od alkoholu?

– To znaczy nie czuć do niego namiętności i pożądania.

– Czy uważa Pani, że kwestia trzeźwości jest ważna?

– Bardzo ważna. Ze względu na wspomniane przeze mnie osobiste problemy zdrowotne, które ciągnęły się latami i nikt nie umiał mi pomóc. Doszłam do wniosku, iż człowiek trzeźwy to człowiek silniejszy. I nie chodzi tu o picie na umór. Można być nietrzeźwym również po lampce wina, jeżeli ktoś ma słabą głowę. Tu trzeba osobistego rozeznania. W Nowym Testamencie czytamy, że wino jest zdrowe. Natomiast od osobistej intuicji i mądrości, umiejętności obserwowania reakcji swojego organizmu zależy, ile ja mogę się napić, aby wino czy jakaś zdrowotna nalewka mi nie zaszkodziły, a pomogły. Trzeba siebie po prostu obserwować i wyciągać mądre wnioski. Czyli, napić się tak, aby pozostać trzeźwym na ciele, duchu i umyśle. To jest mądre.

– Co daje wolność od alkoholu?

– Poczucie bycia prawdziwie wolnym, szczęśliwym, oddychającym pełną piersią. Cieszącym się lepszym zdrowiem fizycznym, psychicznym, wszelakim. To się tyczy każdego nałogu i zgubnych dla nas i naszych bliskich tendencji. Miałam i mam kilka nałogów, jednym z nich był przez parę lat facebook. Okradał mnie z cennych rzeczy, takich jak spokój, sowity czas z rodziną, z hobby etc. Skończył się poprzez ostrą traumę facebookową w postaci kilkumiesięcznego zaszczuwania mnie przez złych ludzi piszących na tym portalu społecznościowym do mnie. „Siedzenie” na fb przeszło mi na amen. Czasami potrzeba niestety niezwykle mocnego szarpnięcia, by przerwać „picie z cysterny dziurawej”, nawiązując do nomenklatury starotestamentowej. Tak, że wiem, jak to jest.

– Czy zatem warto organizować takie kampanie społeczne jak „Nie piję, bo kocham”? Co one mogą dać?

– Hm... myślę, że istnieje w tym spora wartość, jeżeli łączy się to z autentyczną pomocą wobec schorowanych na duszy ludzi. Któż z nas takiej duszy nie ma. Dlatego powinniśmy rozumieć tych, którzy sobie nie radzą. Nikt nie pije bez powodu. Zawsze jest jakiś powód. I w tym kontekście uważam, że dużo więcej można zrobić będąc po prostu blisko takich ludzi. W zależności od mocy sprawczych można je otoczyć modlitwą, stać się terapeutą, stworzyć ośrodek dla uzależnionych i robić dużo innych praktycznych rzeczy, aby takim osobom autentycznie pomóc. Kampania sama w sobie ze zdjęciami ambasadorów, gadaniem, teoretyzowaniem, reklamą zdziałać może niewiele. Może tylko tyle, że ludzie trzeźwi i potępiający tych, którzy mają z alkoholem problem, ucieszą się, że coś takiego się nagłaśnia. Ale przecież nie o to w tym wszystkim chodzi, prawda?

– Oczywiście. Faktem jednak jest, że młodzi coraz szybciej sięgają po alkohol. Jak według Pani można temu przeciwdziałać?

– Rodzina, rodzina, rodzina. Relacje, relacje, relacje. Miłość, miłość, miłość. Tylko tyle i aż tyle. Recepta brzmi super. Gorzej rzecz się ma z jej realizacją. Jeżeli rodzice od dzieciństwa nie budują z dziećmi relacji, nie dbają w sposób świadomy i poważny o ich rozwój emocjonalny, o wspólną zdrową relację, nie wspierają swoich dzieci, to te w wieku dojrzewania z reguły idą w tzw. długą. Dlaczego? Z powodu samotności, poczucia bycia nieważnym, małowartościowym. Nie znają swojej tożsamości. Bardzo łatwo wtedy o skwapliwe skorzystanie z ułudy alkoholizmu, narkotyków, seksu. To wszystko, niestety, zaczyna się z braków w rodzinie.

– Dlaczego alkoholizm to problem społeczny?

– Jest to problem społeczny, gdyż jest bardzo nagminny, szczególnie w Polsce. Moim zdaniem, jest to problem w dużej mierze – nie chcę, by to zabrzmiało zbyt metafizycznie – duchowy. Coś jest w tym narodzie takiego, że alkoholizm potwornie „jeździ” po ludziach. Po całych pokoleniach. Dużą pokusą jest tego narodowego problemu strywializowanie.
Osobiście uważam, że mądry człowiek ma nieprzepartą chęć, by nad sobą pracować. Byłoby super, gdybyśmy wszyscy pragęli gorąco nad sobą pracować i zmieniać się na lepsze. W takich rodzinach, grupach, środowiskach, krajach młodzi wchodzący w życie byliby jak dobrze wyhodowane rośliny. Marzenia utopisty?... (śmiech).

– Zna Pani kobiety, które w ciąży piły/piją alkohol? Powszechnie mówi się o FAS (alkoholowy zespół płodowy – przyp. red.) i innych skutkach, ale w codziennym życiu często słyszymy, że „jeden nikomu nie zaszkodził” albo „dobre na krążenie”.

– Nie znam ich osobiście, ale słyszałam o wielu. Powiem szczerze, że znałam kiedyś lekarza, który twierdził, że jedna lampka raz na jakiś czas w ciąży nie zaszkodzi i będzie dobra właśnie na krążenie. Myślę, że sprawa wygląda tak: jeżeli kobieta miała problemy z alkoholem przed ciążą, wie, iż jest to jej pięta achillesowa, to winna postawić sobie całkowity zakaz picia choćby owej przysłowiowej lampki. Z lampki mogłyby się zrobić dwie lub więcej.

– Czy uważa Pani, że potrzebne są też jakieś regulacje prawne obostrzające sprzedaż i kupno alkoholu?

– Uważam, że żadne prawo nie zmieni serc ludzkich. A gorzej – doprowadzi do gorszych rzeczy w myśl zasady, że zakazany owoc smakuje najlepiej. Aczkolwiek bez praw, ustaw, zasad człowiek się rozpada, rozleniwia, zostaje powoli demontowana jego moralność. Ramy są dobre, ale kiedy są przepełnione empatią, zrozumieniem i chęcią pomocy drugiemu człowiekowi. Suche zasady łączone z pogardą do innych zawsze wywołają wściekłość, bunt i nieposłuszeństwo.

– Czy piła Pani alkohol przy dzieciach? Jak rozmawiać z dziećmi o alkoholu?

– Tak, kiedyś piłam alkohol przy dzieciach. Mój mąż jest zapalonym winiarzem, przyjaźni się z właścicielem winiarni, mają wspólny temat. Przypominam, że już w Ewangeliach czytamy o zdrowotnych właściwościach wina. Sam Jezus wino pił. W krajach śródziemnomorskich regularne pochłeptywanie małych ilości wina utrzymuje w zdrowiu mieszkańców tego regionu. Rozumiem, że w Polsce nawet takie podejście może się źle kojarzyć, gdyż jak już wspominałam i jak też wszyscy wiemy, alkoholizm jest problemem wybitnie polskim. Picie wina do posiłku, moim zdaniem, nie jest dawaniem złego przykładu dzieciom. Przyjaźnimy się z wieloma rodzinami, gdzie przy wspólnym stole siedzą dzieci i dorośli i jest to normalne, że dorośli popijają posiłek dobrym winkiem. Nie stanowi to zagrożenia dla naszych dzieci.
Jak rozmawiać z dziećmi o alkoholu? O tym, dlaczego my pijemy (uściślę – ja od prawie roku nie piję, bo i zdrowie, i ciąża) nie rozmawiamy, bo dla naszych synów to normalne, że czasem jest wino na stole, gdy jesteśmy w gościach lub ktoś przychodzi do nas na obiad czy kolację. Z synami natomiast bywa, że rozmawiam o alkoholu, gdy gdzieś zobaczymy osobę pijaną albo usłyszymy o kimś, kto ma poważne problemy alkoholowe. Tłumaczę im wtedy, że nie można takich ludzi odrzucać i potępiać, bo to, że ktoś pije, nigdy nie bierze się bez powodu. I jest to straszliwy dramat ludzki.

– Uczy Pani synów wrażliwości na człowieka, a czy problem alkoholowy może kogoś nie dotyczyć?

– Wydaje mi się, że zważywszy na to, iż każdy człowiek jest grzeszny, potencjalnie każdy mógłby taki problem mieć. Jako naród jesteśmy też duchem alkoholizmu bardzo zniewoleni. Jak nie my sami, to nasi przodkowie. Więc, niejako, bardzo wielu Polaków problem alkoholizmu dotyczy.

Tagi:
wywiad Niedziela Młodych

Reklama

Opole uwielbia

2019-08-21 11:24

Beata Włoga
Niedziela Ogólnopolska 34/2019, str. 40-41

Na początku była myśl, dlaczego by nie zorganizować koncertu uwielbienia będącego uwieńczeniem uroczystości Bożego Ciała, podobnie jak robi to Rzeszów. Było też pragnienie serca, by modlić się za ludzi młodych...

Michał Banaś
Od 10 lat śpiewają na chwałę Pana

Ksiądz Eugeniusz Ploch, wówczas ojciec duchowny w Wyższym Seminarium Duchownym w Opolu, pragnienie i pytania przekuł w działanie. I tak po raz pierwszy w diecezji opolskiej w 2010 r. z jego inicjatywy i z pomocą raciborskiego zespołu Przecinek odbył się I Koncert Uwielbienia. Była to też doskonała okazja, by oficjalnie rozpocząć w diecezji zorganizowaną modlitwę za młode pokolenie.

Z błogosławieństwem pasterza

Biskupowi opolskiemu Andrzejowi Czai zależało, by parafie stały się Ogniskami Modlitwy za Młode Pokolenie. – W naszej diecezji w wielu parafiach przed codzienną Mszą św. jest odmawiany Różaniec – tłumaczy ks. Marcin Cytrycki, który dołączył do organizatorów koncertów rok później. – W jeden wyznaczony przez proboszcza dzień parafianie modlą się w intencji młodych ludzi. Ta modlitwa w wielu parafiach trwa do dziś – zapewnia ks. Marcin. Podobnie jest z modlitwą uwielbienia. Owocem opolskiego koncertu są m.in. wieczory uwielbienia, które odbywają się regularnie w kilkunastu parafiach diecezji opolskiej. Ci sami ludzie, którzy w wieczór uroczystości Bożego Ciała gromadzą się w Opolu, wracają do swoich domów i chcą dalej modlić się śpiewami uwielbienia.

Z pasją i miłością

Od początku organizatorom zależało, aby zespołowi towarzyszył chór. Przez pierwsze trzy lata zespół wspierały chóry młodzieżowe: Capricolium z Głuchołaz i Silesia Cantat z Głubczyc. – Później pojawiła się idea, aby więcej osób włączyło się w śpiew, dlatego zaprosiliśmy wolontariuszy. To było dobre posunięcie, dziś spora część chóru, ok. 40 osób, to stały skład, na nich zawsze można liczyć. Ci, którzy chcą z nami śpiewać, mogą zgłaszać się przez stronę: koncertuwielbienia.pl – wyjaśnia ks. Cytrycki. Wszyscy, którzy choć raz byli na koncercie uwielbienia, wiedzą, że to nie jest zwykłe śpiewanie. Tu ważny jest Ten, o którym się śpiewa i dla którego się śpiewa. – W naszych działaniach chcemy, by Pan Jezus był na pierwszym miejscu. Zawsze podkreślamy i pamiętamy, że to śpiew dla Niego, stąd #OpoleUwielbia, a słowo „koncert” bardzo świadomie od tego roku pojawia się dopiero w podtytule – tłumaczy ks. Marcin.

Wraz z nową grupą chórzystów wolontariuszy zrodził się pomysł warsztatów uwielbienia. To dwa (początkowo trzy) weekendy, kiedy śpiewający spotykają się i spędzają wspólnie czas nie tylko na nauce emisji głosu, artykulacji, próbach. To w pewnym sensie także duchowa formacja z modlitwą, konferencjami i Eucharystią, z uczeniem się, czym jest uwielbienie.

Za warsztatami i całym muzycznym przedsięwzięciem stoją profesjonaliści. Tak się złożyło, że za przygotowanie chóru przez lata odpowiedzialni byli absolwenci Akademii Muzycznej we Wrocławiu. Dziś chór prowadzi i przygotowuje Anna Sikora, doskonała dyrygentka młodego pokolenia, na co dzień współpracująca z Diecezjalnym Instytutem Muzyki Kościelnej w Opolu. W tym trudnym zadaniu pomaga jej Krzysztof Pytko, od lat zaangażowany muzycznie w wielu miejscach diecezji. Zespół muzyczny to grupa muzyków Opolskich Wieczorów Uwielbienia wspierana przez grupę filharmoników opolskich. Na co dzień profesjonalni muzycy współtworzący różne muzyczne projekty. Udowadniają, że katolicy mogą robić dobrą muzykę, ładnie zaaranżowaną, zagraną i zaśpiewaną. Oczywiście, zespół nie składa się z samych profesjonalistów, ale i z wolontariuszy śpiewających w chórze, którzy wkładają mnóstwo pracy, prywatnego czasu i serca, by robić to dobrze. Mało tego, zaproszeni do tworzenia koncertu są wszyscy przez wspólne uwielbianie Pana Jezusa, w czym pomaga tekst pieśni wyświetlany na telebimie. – Jedynym na widowni jest Pan Jezus! On jest tym, dla którego jest cały ten koncert. To właśnie dla Niego kilkumiesięczne przygotowania, dla Niego cały wysiłek tylu młodych ludzi, dla Niego tak wielkie przedsięwzięcie – mówią inicjatorzy wydarzenia.

Ludzie i idea

Za każdą ideą stoją konkretni ludzie. Opole Uwielbia to przede wszystkim jego pomysłodawca i organizator – ks. Eugeniusz Ploch, obecnie proboszcz parafii Ducha Świętego w Winowie i członek Zespołu ds. Nowej Ewangelizacji przy KEP; to również ks. Marcin Cytrycki, proboszcz parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Gosławicach, były duszpasterz akademicki w DA Resurrexit. W tym roku do zespołu dołączył obecny duszpasterz akademicki ks. Łukasz Knosala. Ważna postać w ekipie to Piotr Kotas, kompozytor i aranżer, pieśni znane i śpiewane od wieków w jego aranżacjach są w nowy sposób odczytywane i odbierane.

Wielu, którzy tworzą Chór Corpus Christi i zaczynali jako młodzi ludzie, dziś dalej przyjeżdża i śpiewa dla Boga, choć ich życie prywatne mocno się zmieniło od pierwszego koncertu zagranego w parku AK w Opolu 10 lat temu. Często mają mężów, żony, dzieci – i w Boże Ciało przyjeżdżają do Opola, by wielbić Boga.

Owoce

Sara Nestorowicz, która przez wiele lat dyrygowała chórem, od trzech lat współtworzy koncert uwielbieniowy we Wrocławiu – wNieboGłosy. Swojego męża Michała poznała właśnie podczas warsztatów w Opolu. Arkadiusz Wiertelak też zaczynał w Opolu, dziś jest kierownikiem artystycznym, aranżerem i głównym organizatorem Zielonogórskiego Koncertu Uwielbienia. Marek Kudra, który pomagał przy kilku edycjach opolskiego koncertu, dziś jest prężnie działającym dyrygentem muzyki klasycznej.

– Opolskie doświadczenie przenoszone jest na dalszy grunt. To bardzo cieszy – przyznają zgodnie księża Marcin i Eugeniusz. W Polsce coraz więcej miast organizuje koncert na kształt Jednego Serca Jednego Ducha z Rzeszowa. Zwłaszcza młodzi ludzie chcą manifestować swoją wiarę w Żywego Boga przez udział w wieczornych koncertach uwielbienia. Są one niczym zwieńczenie uroczystej procesji ulicami miast i wsi, gdzie publicznie wyznaje się wiarę w Boga ukrytego w Najświętszym Sakramencie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Tymoteusz Szydło złożył prośbę do papieża o przeniesienie do stanu świeckiego

2019-12-11 07:16

dg / Warszawa (KAI)

- Obecnie moja reputacja jako księdza jest zdruzgotana przez plotki i domysły. Z bólem stwierdzam też, że nie udało mi się pokonać kryzysu wiary i powołania. W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego, jak złożyć w kurii diecezji bielsko-żywieckiej prośbę skierowaną do Ojca Świętego o przeniesienie mnie do stanu świeckiego, by uregulować moją pozycję kanoniczną i nie pozostawać w konflikcie sumienia - napisał Tymoteusz Szydło w oświadczeniu przesłanym Katolickiej Agencji Informacyjnej przez jego pełnomocnika, adwokata Macieja Zaborowskiego z Kancelarii Kopeć Zaborowski Adwokaci i Radcowie Prawni.

diecezja.bielsko.pl

Tymoteusz Szydło w oświadczeniu przekazanym Katolickiej Agencji Informacyjnej przez jego pełnomocnika, adwokata Macieja Zaborowskiego, napisał, że do publikacji czuje się zmuszony przez krzywdzące spekulacje, towarzyszące dopuszczalnej przez prawo kanoniczne zgodzie biskupa bielsko-żywieckiego na to, by udał się na urlop. "W ostatnich miesiącach przeżywałem głęboki kryzys wiary i powołania. Z bólem przyznaję, że z czasem zacząłem tracić sens mojej posługi i coraz częściej nachodziły mnie myśli o odejściu ze stanu duchownego. Po głębszym namyśle postanowiłem jednak dać sobie jeszcze jedną szansę i poprosiłem o kilka miesięcy urlopu, by poukładać swoje życie duchowe. Uznałem, że będzie to uczciwe w stosunku do Wiernych, wobec których zawsze starałem się sprawować posługę szczerze i z przekonaniem" - wyjaśnia T. Szydło.

– W tamtym okresie nie uważałem, że powinienem informować opinię publiczną o moich rozterkach duchowych. Uznałem, że nie jestem osobą publiczną i że mam prawo do prywatności. Wydawało mi się, że najlepszym wyjściem będzie odsunięcie się od posługi i przemyślenie wszystkiego w spokoju. Niestety ten czas przyniósł jeszcze więcej zamętu. Plotki, na mój temat podsycane przez media goniące za sensacją, właściwie uniemożliwiły mi refleksję. Co bardzo dla mnie bolesne, zainteresowanie tematem podsycały również osoby blisko związane z Kościołem, poprzez wielokrotne wracanie do domysłów na mój temat. Mam świadomość, że rozpoznawalność, której nigdy nie chciałem, jest związana z funkcjami, które pełni moja Mama – napisał w oświadczeniu.

Przyznaje, że w kontaktach z mediami popełniał błędy, zwłaszcza nie sprzeciwiając się próbom kojarzenia go z konkretną opcją polityczną i dając się uwikłać w wydarzenia sprzyjające takim opiniom.

– Obecnie moja reputacja jako księdza jest zdruzgotana przez plotki i domysły. Z bólem stwierdzam też, że nie udało mi się pokonać kryzysu wiary i powołania. W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego, jak złożyć w kurii diecezji bielsko-żywieckiej prośbę skierowaną do Ojca Świętego o przeniesienie mnie do stanu świeckiego, by uregulować moją pozycję kanoniczną i nie pozostawać w konflikcie sumienia. Jednocześnie oświadczam, że to moja ostatnia wypowiedź w tej sprawie. Nie zamierzam więcej zabierać głosu i bardzo proszę o uszanowanie tej decyzji - wyjaśnia, prosząc media o uszanowanie prywatności i zaprzestanie publikacji jego temat.

Przeprosił także osoby, które czują się zawiedzione jego decyzją, "zwłaszcza moją rodzinę, przyjaciół, znajomych, przełożonych, współpracowników, parafian z Przecieszyna, Osieka, Buczkowic i Oświęcimia, a także wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób czują się dotknięci lub zgorszeni".

– Mam nadzieję, że to oświadczenie ostatecznie przetnie wszelkie spekulacje oraz plotki na temat mojego klienta i pozwoli mu dalej normalnie żyć - powiedział w rozmowie z KAI adwokat Maciej Zaborowski, pełnomocnik Tymoteusza Szydło.

Oświadczenie dotyczące prośby o przeniesienie do stanu świeckiego

Wobec narastających spekulacji dotyczących mojego urlopu, na który otrzymałem zgodę od biskupa bielsko-żywieckiego, czuję się zmuszony zabrać głos. Chciałbym przeciąć w ten sposób krzywdzące spekulacje, które poza mną dotykają przede wszystkim moich bliskich a także osoby postronne. W ostatnich miesiącach przeżywałem głęboki kryzys wiary i powołania. Z bólem przyznaję, że z czasem zacząłem tracić sens mojej posługi i coraz częściej nachodziły mnie myśli o odejściu ze stanu duchownego. Po głębszym namyśle postanowiłem jednak dać sobie jeszcze jedną szansę i poprosiłem o kilka miesięcy urlopu, by poukładać swoje życie duchowe. Uznałem, że będzie to uczciwe w stosunku do Wiernych, wobec których zawsze starałem się sprawować posługę szczerze i z przekonaniem.

Biskup bielsko-żywiecki przyjął prośbę o urlop, co jest dopuszczalne w ramach prawa kanonicznego. W tamtym okresie nie uważałem, że powinienem informować opinię publiczną o moich rozterkach duchowych. Uznałem, że nie jestem osobą publiczną i że mam prawo do prywatności. Wydawało mi się, że najlepszym wyjściem będzie odsunięcie się od posługi i przemyślenie wszystkiego w spokoju. Niestety ten czas przyniósł jeszcze więcej zamętu. Plotki, na mój temat podsycane przez media goniące za sensacją, właściwie uniemożliwiły mi refleksję. Co bardzo dla mnie bolesne, zainteresowanie tematem podsycały również osoby blisko związane z Kościołem, poprzez wielokrotne wracanie do domysłów na mój temat. Mam świadomość, że rozpoznawalność, której nigdy nie chciałem, jest związana z funkcjami, które pełni moja Mama. Oczywiście dziś zdaję sobie sprawę, że sam także popełniłem szereg błędów w kontaktach z mediami, zwłaszcza tuż po święceniach, kiedy nie oponowałem, gdy próbowano skojarzyć mnie z określoną opcją polityczną. Nigdy nie było to moim celem ani ambicją, jednak zabrakło mi siły woli, by zaprotestować przeciwko publikacjom na mój temat. Co gorsza, dałem się uwikłać w wydarzenia, które mogły zostać błędnie odczytane jako udzielenie poparcia politycznego. Przez następne lata mojej posługi unikałem mediów i protestowałem prywatną drogą przeciw publikacjom na mój temat.

Obecnie moja reputacja jako księdza jest zdruzgotana przez plotki i domysły. Z bólem stwierdzam też, że nie udało mi się pokonać kryzysu wiary i powołania. W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego, jak złożyć w kurii diecezji bielsko-żywieckiej prośbę skierowaną do Ojca Świętego o przeniesienie mnie do stanu świeckiego, by uregulować moją pozycję kanoniczną i nie pozostawać w konflikcie sumienia. Jednocześnie oświadczam, że to moja ostatnia wypowiedź w tej sprawie. Nie zamierzam więcej zabierać głosu i bardzo proszę o uszanowanie tej decyzji.

Żałuję, że moja historia potoczyła się w ten sposób, ale mimo wszystko mam nadzieję, że uda mi się poukładać życie na nowo. W tym miejscu mogę jedynie prosić media o uszanowanie mojej prywatności i zaprzestanie publikacji na mój temat. Zdaję sobie sprawę, że moja decyzja jest bolesna dla wielu osób, ale nie mogę postąpić inaczej. Przepraszam wszystkich, których zawiodłem, zwłaszcza moją rodzinę, przyjaciół, znajomych, przełożonych, współpracowników, parafian z Przecieszyna, Osieka, Buczkowic i Oświęcimia, a także wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób czują się dotknięci lub zgorszeni.

Tymoteusz Szydło

Bielsko-Biała, 10.12.2019

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rada wesprze hospicjum

2019-12-16 07:11

Tadeusz Boniecki

Tadeusz Boniecki

W Chełmie powstała Rada ds. budowy Hospicjum Stacjonarnego wraz z obiektami towarzyszącymi w Nowinach. W Urzędzie Miasta Chełm odbyło się pierwsze spotkanie członków Rady do spraw budowy Hospicjum Stacjonarnego. Wydarzenie to zorganizowało Stowarzyszenie Hospicjum Domowe im. ks. kan. Kazimierza Malinowskiego w Chełmie, które jest inicjatorem budowy. Honorowym Przewodniczącym Rady zgodził się zostać abp Stanisław Budzik. Na przewodniczącego zwyczajnego wybrano Zbigniewa Bajko.

Rada do spraw budowy Hospicjum Stacjonarnego liczy ponad 40 osób. Składa się członków honorowych i zwyczajnych. Będzie jednolitym gremium doradczym dla Zarządu hospicjum ks. Malinowskiego. Radę tworzą przedstawiciele duchowieństwa, polityki, medycyny, mediów oraz przedsiębiorcy i adwokaci. Honorowo pracom rady zgodził się przewodniczyć Jego Ekscelencja ksiądz arcybiskup Stanisław Budzik Metropolita Lubelski, którego w radzie reprezentuje ks. kan. Andrzej Sternik dziekan dekanatu Chełm Wschód. Podczas pierwszego spotkania wybrany został Przewodniczący Rady w osobie Pana Zbigniewa Bajko. - Hospicjum Domowe imienia ks. kan. Kazimierza Malinowskiego w tym roku obchodzi 10-lecie powstania. Przez ten czas bezpłatną opieką objęliśmy ponad trzy tysiące osób, głównie z chorobami nowotworowymi i przewlekłymi oraz ich rodziny. Obecnie domową opieką hospicyjną obejmujemy 25 osób w różnym wieku – wyjaśnia członek zarządu, Jerzy Masłowski. - Nasza opieka jest całkowicie bezpłatna dla pacjentów. Opiekujemy się cierpiącymi nie tylko na terenie Chełma, ale też okolicznych gmin powiatu chełmskiego. Zapewniamy im bezpłatną pomoc specjalistyczną. Masłowski podkreśla, że budowa hospicjum stacjonarnego jest niesamowicie ważna dla całego regionu, bowiem w Chełmie i okolicach nie ma obiektu, który spełniałby tę funkcję, a chorych stale przybywa. Niezwykle istotny jest również fakt podejścia personelu do podopiecznych i zapewnienie im domowych warunków. Stąd też hospicjum będzie kompleksem składającym się z Domu Hospicyjnego, Domu Opieki Długoterminowej oraz Domu Opieki Wyręczającej. Inwestycja będzie usytuowana na 2,5 hektarowej działce w Nowinach pod Chełmem, którą hospicjum bezpłatnie otrzymało od starostwa powiatowego w Chełmie. – Chcemy, aby ten obiekt, był pomnikiem wdzięczności całego społeczeństwa regionu chełmskiego, za dar naszego św. Jana Pawła II na przypadające w przyszłym roku stulecie Jego urodzin- mówi Anna Pasieczna z zarządu Hospicjum.

Planowane obiekty będą służyły nie tylko osobom z chorobami nowotworowymi, lecz i starszym oraz niepełnosprawnym w zorganizowanej pomocy dziennego i całodobowego pobytu. Docelowo w Domu Hospicyjnym znajdzie się 20 łóżek, z możliwością rozbudowy budynku i w razie potrzeby powiększenia liczby miejsc. Będą też miejsca tymczasowego pobytu dla chorych, których rodziny zmęczone całodobową opieką nad nimi we własnym domu, będą mogły choć na kilka dni zostawić chorego w hospicjum pod fachową opieką i pojechać np. na krótki wypoczynek. Tyle samo miejsc zapewnione będzie dla Domu Opieki Długoterminowej. Natomiast Dom Opieki Wyręczającej, będzie pełnił funkcję dziennego domu w którym osoby starsze, niepełnosprawne będą brały udział w różnego rodzaju zajęciach rehabilitacyjnych i terapeutycznych. Rada, która została powołana, będzie opiniować i wydawać rekomendacje dotyczące inwestycji na etapie zarówno przygotowawczym jak i realizacji, aż do momentu oddania całego obiektu do użytku. Członkowie rady będą też planować poszczególne etapy inwestycji, poszukiwać źródeł finansowania, jak i pomagać w rozwiązywaniu potencjalnych problemów. W związku z tym, iż Hospicjum Domowe jest Organizacją Pożytku Publicznego, środki na działalność pozyskiwane są głównie z tzw. jednego procenta oraz innych źródeł choćby konkursów ogłaszanych przez fundacje i samorządy. Jak wiadomo, budowa kompleksu w Nowinach, będzie inwestycją niezwykle kosztowną. Środki na ten cel stowarzyszenie zamierza pozyskać z funduszy unijnych, ministerialnych, zbiórek publicznych czy też tzw. cegiełek. –Tak optymistycznie patrząc, chcielibyśmy, aby hospicjum stacjonarne wraz z obiektami towarzyszącymi powstało w ciągu pięciu lat. Jednak na wybudowanie tych obiektów, w umowie ze starostwem powiatowym w Chełmie mamy dziesięć lat. Jeśli nie wybudujemy w tym czasie, to działka wraca do Skarbu Państwa bez możliwości ubiegania się o odszkodowanie –podkreśla Jerzy Masłowski. Cały kompleks hospicjum stacjonarnego wraz z obiektami towarzyszącymi będzie pod wezwaniem św. Matki Teresy z Kalkuty- zapowiada Masłowski. – Oczywiście po oddaniu do uzytku obiektów w Nowinach, dalej będzie funkcjonowało nasze hospicjum domowe noszące imię księdza kanonika Kazimierza Malinowskiego - dodaje Masłowski.

Rada ds. Budowy Hospicjum Stacjonarnego w Nowinach 

Członkowie honorowi: 1. Ks. Abp Stanisław Budzik- Metropolita Lubelski – Honorowy Przewodniczący Rady 2. ks. kan. Andrzej Sternik- Dziekan Dek. Chełm Wsch- 3. Anna Dąbrowska- Banaszek – Poseł na Sejm RP 4. Jarosław Stawiarski – Marszałek Woj. Lubelskiego- 5. Zdzisław Szwed- Członek Zarządu Woj. Lubelskiego-. 6. Jakub Banaszek – Prezydent Miasta Chełm- 7. Daniel Domoradzki – Wiceprezydent Chełma ( w Radzie będzie reprezentował Prezydenta) 8. Piotr Deniszczuk- Starosta Powiatu Chełmskiego - 9. Jerzy Kwiatkowski- Wicest. Powiatu Chełmskiego- 10. Wiesław Kociuba- Wójt Gminy Chełm - 11. Paweł Ciechan- Sekretarz Gminy Chełm - 12. Mariusz Deckert- Prezes Radia Lublin - 13. Ryszard Montusiewicz- Dyrektor TVP 3 Lublin- 14. Grzegorz Kuna- dziennikarz TVP 3 Lublin - 15. Wanda Jaroszczuk- red. nacz„Super Tydzień Chełmski” 16. Marcin Futyma- redaktor naczelny „Nowy Tydzień”

Członkowie zwyczajni: 1. Ks. kan. Dariusz Tkaczyk- proboszcz par. Św. Matki Teresy w Chełmie 2. Wojciech Filip-architekt- 3. Maciej Maciejewski- architekt 4. Grzegorz Raniewicz- przedsiębiorca 5. Zbigniew Bajko- inżynier 6. Stasz Zbigniew- inżynier 7. Bartoszuk Janusz – prezes firma BH Meble Srebrzyszcze 8. Bogusław Obst – właściciel firmy Obst 9. Witold Grela – właściciel piekarni 10.Dariusz Dudek- dyrektor PGE Lublin 11. Tadeusz Radzięciak – dyrektor Cementowni Chełm i członek Zarządu Cemex Polska 12. Waldemar Skibiński- b. prezes Mleczarni Chełm , przedstawiciel Lubelskiego klubu Biznesu 13. Rybaczuk Dorota – radna RM Chełm 14. Paździor – Król Małgorzata – 15. Agnieszka Nowosad – sek. red.„Super Tydzień Chełmski” 16. Jolanta Masiewicz – dziennikarz Kurier Lubelski – 17. mecenas dr Jerzy Nikołajew – adwokat 18. Andrzej Kosior- lekarz 19. mł. bryg Artur Rutkowski Komendant Miejski Państwowej Straży Pożarnej w Chełmie 20. mł insp. Mariusz Kołtun Komendant Miejski Policji w Chełmie


CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem