Reklama

Polska jest jedna

2017-11-08 11:45

Z Arkadiuszem czartoryskim rozmawia Wieslawa Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 46/2017, str. 36-37

O patologiach w samorządzie terytorialnym i wyrównywaniu szans rozwojowych gmin z Arkadiuszem Czartoryskim rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Od dawna słyszymy, że reforma samorządowa to jeden z największych i niewątpliwych sukcesów polskiej transformacji ustrojowej, a ostatnio powołuje się na nią totalna opozycja, krytykując partię rządzącą za podejmowanie próby reformy tej właśnie reformy. Dlaczego dziś trzeba ją naprawiać?

ARKADIUSZ CZARTORYSKI: – Dlatego, że mamy dziś do czynienia ze zbyt wieloma patologicznymi jej skutkami. Dzisiejsza opozycja nadal powołuje się na tę błędną ideologię, która tak mocno przyświecała reformie samorządowej III RP, a która bezwzględnie zakładała, że to, co samorządowe, to zawsze lepsze, zaś to, co rządowe, to naturalnie gorsze. Próbuje się nam wmawiać, że to, co samorządowe, znakomicie się udało, natomiast we wszystkich innych dziedzinach – w rządzie, parlamencie – mamy działania pozorowane, utrudniające życie obywatelom. Uważam, że takie bezkrytyczne gloryfikowanie i wywyższanie samorządów było błędem.

– Mimo że sam jest Pan przecież samorządowcem!?

– Byłem zarówno prezydentem miasta, wicemarszałkiem województwa oraz radnym na szczeblu miejskim, jak i wiceministrem spraw wewnętrznych i administracji państwa. I właśnie na podstawie tego mojego doświadczenia życiowego oraz zawodowego wiem jedno: wszystkie instytucje państwowe – czy to rządowe, czy samorządowe – muszą stanowić jedną Polskę, muszą – jako swego rodzaju rozwiązania techniczne – skutecznie i wspólnie służyć dobru wspólnemu wszystkich obywatelom kraju.

– Jednak, jak Pan Poseł już powiedział, narzuca się myślenie, że to właśnie jedynie samorządność jest, powinna być najlepszą realizacją dobra wspólnego. Dlaczego nie jest?

– Samorząd jest demokratyczną instytucją do wykonywania pewnych zadań publicznych, które służą mieszkańcom. Jest instrumentem do realizacji dobra wspólnego tak samo dobrym jak instytucje i zadania rządowe. Przeciwstawianie sobie tych dwóch obszarów jest błędem. Tylko współpraca oraz zgodne przenikanie się aktywności państwowych i samorządowych dają dobre rezultaty. Ponadto, jak pokazało właśnie nasze polskie doświadczenie, samorządy również uległy tym wszystkim patologiom, które dotknęły III RP. Moim zdaniem, uległy im często bardziej niż instytucje rządowe.

– Jaki jest tego powód, Pańskim zdaniem?

– Taki, że instytucje rządowe zawsze były pod ścisłą obserwacją opinii publicznej, ze względu na zainteresowanie nimi mediów ogólnopolskich, a nawet instytucji międzynarodowych, które ostatnio tak skrupulatnie i niewspółmiernie do innych kontrolują polski rząd. Patologie, nadużycia w instytucjach rządowych były zawsze szybciej i skuteczniej wychwytywane niż te w samorządach.

– Dopiero niedawno pod pręgierzem opinii publicznej znalazły się te największe afery, np. warszawska, związana ze złodziejską reprywatyzacją...

– Dlatego tak bardzo dziwi to ortodoksyjnie ideologiczne podejście przewodniczącego PO, który zapowiada poszerzenie kompetencji samorządów, bo, jego zdaniem, one najlepiej rozwiązują problemy Polaków. To jest oczywista nieprawda, ponieważ niektóre samorządy w Polsce naprawdę uległy bardzo głębokim patologiom, które skutkują nie tylko wielkimi stratami finansowymi, ale też przynoszą wiele ludzkich nieszczęść, których świadkami jesteśmy właśnie w Warszawie, gdzie na czele samorządu stoi prezydent z PO, Hanna Gronkiewicz-Waltz. Mam tu na myśli eksmisje starszych ludzi i zagadkową śmierć Jolanty Brzeskiej.

– Czy dziś możemy już mówić o dobrym rozpoznaniu przyczyn choroby toczącej polskie samorządy?

– Tak, patologii jest wiele, ale najgroźniejsza wydaje się choroba tzw. układu, od której zaczynają się wszystkie inne, a która bagatelizowana od lat narastała. W wielu samorządach mimo oczywistych potrzeb nic się nie zmienia. Z jednej strony mamy do czynienia z wyludnianiem się małych gmin, zmniejszaniem liczby gospodarstw wiejskich, a z drugiej – z ogromnym wzrostem i utrwalaniem się wpływów lokalnych władz samorządowych na najróżniejsze instytucje samorządowe: na przedszkola, szkoły, biblioteki, ośrodki pomocy społecznej, na same urzędy gminy, które najczęściej są tam jedynymi atrakcyjnymi pracodawcami. W takich małych gminach każde wybory samorządowe odbywają się pod presją strachu – ludzie boją się wybierać kogokolwiek innego niż obecny wójt, choćby z obawy przed utratą pracy i innymi przykrymi konsekwencjami. To powoduje, że w wielu małych gminach przez 20 lat rządzi wciąż jeden wójt ze swoją grupą. Jednomandatowe okręgi wyborcze skutkują tym, że często cała rada gminy składa się wyłącznie z tych radnych, którzy idąc ręka w rękę z wójtem, tworzą właśnie tę utrwaloną i niezmienną grupę trzymającą władzę.

– A może to dla mieszkańców naprawdę dobry układ, może naprawdę nie chcą zmian?

– Nie do końca. Demokracja to przecież ustrój, w którym niejako w sposób naturalny zakładamy, że co jakiś czas dochodzi do zmiany władzy. Zważywszy na obecny stan polskich samorządów, wydaje się, że już najwyższy czas na zmiany, zwłaszcza w największych miastach. Dlatego Prawo i Sprawiedliwość już w najbliższych wyborach samorządowych chce wprowadzić pewne techniczne zmiany, które podniosłyby ich wiarygodność. Chodzi o to, żeby te wybory były uczciwsze, jak najbardziej sprawdzalne przez czynnik obywatelski, a więc: kamery w lokalach wyborczych, przejrzyste urny, dostęp wszystkich komitetów wyborczych do komisji wyborczej, kontrola ruchów obywatelskich nad liczeniem głosów itp. Ale kluczowe jest oczywiście to, czy będziemy umieli przekonać społeczeństwo gmin, żeby po prostu uczestniczyło w wyborach.

– Nie będzie to łatwe, zwłaszcza że opozycja, która ma dziś duże wpływy w samorządach gminnych, podnosi wielkie larum, iż PiS szykuje kolejny zamach. Wydaje się, że największy sprzeciw budzi proponowane ograniczenie kadencyjności włodarzy gmin.

– Nie będzie to łatwe, bo wszyscy widzimy, pod jakim pręgierzem działa dziś większość sejmowa, jak nieuczciwie i niesprawiedliwie są formułowane różne oskarżenia pod naszym adresem na forum europejskim. Dlatego musimy reformować samorządy tak, aby nie dochodziło do oskarżeń o łamanie konstytucyjności, aby właśnie to ograniczenie kadencyjności nie było prawem działającym wstecz, jak to nam dziś zarzuca opozycja. Bez wątpienia ten sam wójt nie powinien rządzić gminą przez 25 lat, ponieważ w takiej sytuacji na pewno nie dochodzi do jakiegokolwiek odświeżenia koncepcji rozwoju samorządu.

– Jednak samo ograniczenie urzędowania władzy gminy do dwu kadencji nie rozwiązuje tego problemu – śmieje się opozycja – bo stary układ może przecież nieprzerwanie rządzić przez tak popularne ostatnio w Polsce tzw. słupy...

– Moim zdaniem, nie jest to takie proste, liczyłbym tu jednak na osąd lokalnych społeczności, które dobrze wiedzą, kto jest kim w ich gminie.

– Wiele samorządów zmaga się od kilku lat z poważnymi kłopotami, po prostu z biedą i stagnacją. Jakie mogą być drogi wyjścia z tego impasu rozwojowego?

– To pytanie łączy się z tym, w jaki sposób PiS rozumie rolę i zadania samorządów. W czasach poprzednich rządów mieliśmy do czynienia z programem dyfuzyjno-polaryzacyjnym rozwoju samorządów, który zakładał wspieranie tych najsilniejszych (wielkie miasta), które miały pociągnąć za sobą wagoniki samorządów słabszych. To się nie sprawdziło, bo spowodowało jeszcze większy wypływ ludności do większych miast. Dróg wyjścia z tego impasu dostrzegamy wiele, jako że zdecydowanie stawiamy na bardziej równomierny rozwój kraju; proponujemy inwestycje rządowe w różnych częściach Polski, które mają pobudzić rozwój gospodarczy dotychczas zaniedbanych, biednych regionów, np. przekop Mierzei Wiślanej będzie taką inwestycją dla Warmii i Mazur, a elektrownia Ostrołęka – dla rejonów położonych na wschód od Wisły, podobnie jak powrót do koncepcji trasy S19 wzdłuż wschodniej granicy. Niewątpliwie ożywcze będzie też instalowanie jednostek wojskowych po wschodniej stronie Wisły. Wszystko to oznacza, że wracamy do głównej idei PiS, że jedynie harmonijna współpraca między rządem a samorządem, jedynie myślenie w kategorii jednego państwa polskiego i jednego dobra wspólnego może być skuteczne.

– Idea dobra, ale konkretne działanie jeszcze lepsze. Wiele jest w Polsce gmin, które popadły w długi i bankrutują z powodu podejmowania niezbyt roztropnych inwestycji. Jak im pomóc?

– To prawda, były samorządy, w których rządzono głupio, które brały kredyty nawet w parabankach; one są dziś zarządzane przez komisarzy wyborczych, a w przyszłości trzeba zadbać o to, aby do takich praktyk nie mogło dochodzić. Najbardziej jednak bolesne jest to, że w gminach często pojawiała się skrajnie antyobywatelska patologia, w której wyniku gmina biedniała, a bogacili się jej włodarze oraz ich przyjaciele. Nie tylko w Warszawie, ale i w wielu innych miastach mieliśmy do czynienia ze złodziejskim przejmowaniem mienia komunalnego. Ten proceder już staramy się ukrócić.

– Czy pomysł łączenia gmin może rozwiązać problemy tych małych i biednych, czy raczej przysporzy nowych?

– Jestem daleki od ortodoksji, że każda struktura samorządowa ma być wieczna, po wieczne czasy. Samorząd gminny i powiatowy to są tylko instrumenty, które mają dobrze służyć społeczności lokalnej. Jeżeli społeczność lokalna dojdzie do wniosku, że taki, a nie inny podział lokalny się nie sprawdza, to powinna istnieć swobodna furtka do zmiany tej sytuacji i nie powinno się z tego robić wojny o niepodległość. Decydujące znaczenie ma jak zawsze element dobra wspólnego. Obecnie pracujemy w parlamencie nad nowelizacją ustawy o samorządzie gminnym w zakresie dotyczącym właśnie zmiany granic gmin. Muszę powiedzieć z zadowoleniem, że spotykamy się z dużą akceptacją ze strony korporacji samorządowych, ale też – co odnotowuję z ogromną satysfakcją – ze zrozumieniem poszczególnych partii politycznych.

– Podczas ostatniej konwencji PO przewodniczący Grzegorz Schetyna mówił dużo – ciepło i z troską o samorządach, PiS-owi zarzucał natomiast, że nie dba o nie, że chce je zniszczyć. Obiecał nawet, że w razie wygranej PO w wyborach więcej pieniędzy z podatków będzie pozostawało w gminach...

– Ubrał się diabeł w ornat i ogonem na mszę dzwoni! Przypominam, że kilka lat temu, właśnie w czasie rządów PO, zmieniono ustawę o finansowaniu samorządów gminnych i mieliśmy wtedy nawet do czynienia z protestami w Warszawie; kondycja samorządów od tamtego czasu znacznie się pogorszyła. Prawo i Sprawiedliwość chce dziś przez wiele funduszy skierować na prowincję, do społeczności lokalnych, większy strumień pieniędzy, tak, aby to było naprawdę odczuwalne. Zresztą już tak jest. Podam tu przykład programu „Rodzina 500+” i mojego miasta Ostrołęki, liczącego 50 tys. mieszkańców, gdzie wprost do rodzin dotarło blisko 47 mln zł. Przyjmujemy zasadę, że wszystkie nasze rządowe programy będą rozłożone bardzo równomiernie, że mają docierać do najmniejszych lokalnych społeczności.

– Wielokrotnie mówił Pan Poseł o konieczności rozwiązania problemu ustrojowo-ekonomicznego polskich samorządów. O jakie rozwiązania tu chodzi?

– Bez wątpienia należy pilnie zwrócić uwagę na stan finansów gmin, w szczególności na sposób korzystania ze środków zewnętrznych, zwłaszcza tych z UE, kiedy to samorządom często brakuje pieniędzy na tzw. wkład własny. Mimo że mieszkańcy cieszą się z nowych urządzeń komunalnych – ze szkoły, mostu, obwodnicy, wodociągów czy kanalizacji – to jednak problem wkładu własnego pozostaje jako poważne obciążenie. I to jest duże wyzwanie właśnie natury ustrojowo-ekonomicznej dla obecnej koalicji rządzącej. Dziś ze środków unijnych bezpiecznie, czyli bez zadłużania się, mogą korzystać tylko gminy duże i bogate.

– Tymczasem tak naprawdę są one bardziej potrzebne tym biednym.

– Tak. Trzeba zapobiec temu, by biedne gminy z tego powodu nie zaciągały długów na pokolenia, jak to się działo do tej pory. Należałoby się zastanowić nad tym, czy fundusze unijne mogłoby być przyznawane nie na podstawie oceny zdolności gminy do wniesienia wkładu własnego (w rzeczywistości do zaciągania kredytów bankowych), ale przez ocenę realnych potrzeb danej społeczności. Chodziłoby tu o większy udział – o bardziej rzeczową analizę sytuacji – podmiotu rozdającego programy unijne, czyli województwa. Chodzi o przyznawanie takich kwot na inwestycje, które będą możliwe do skonsumowania przez dany samorząd, a nie o wprowadzanie konkurencji między samorządami, na zasadzie: kto jest skuteczniejszy w zadłużaniu się.

– W dyskusji o poprawianiu starej reformy samorządowej, której największą chlubą było ustanowienie samorządu powiatowego, przewija się wątek likwidacji powiatów. To byłoby trzęsienie ziemi. Czy potrzebne?

– Osobiście nie jestem zwolennikiem rewolucji. Jednak gdy w 2000 r. powstawały powiaty, uważałem, że powołano ich nieco za dużo. Ale po 17 latach wiem, że bardzo mocno utrwaliły się pewne wspólnoty, właśnie powiatowe. Dlatego dziś jakiekolwiek tego rodzaju zmiany powinny być szeroko konsultowane z korporacjami samorządowymi, ale przede wszystkim z mieszkańcami. Jeżeli dana wspólnota samorządowa utrwaliła się i na swoim obszarze dobrze spełnia swoje zadania, to ewentualne zmiany należy pozostawić w rękach obywateli. Uszanujmy te wspólnoty.

Arkadiusz Czartoryski, polityk (PiS), samorządowiec, prezydent Ostrołęki (1998 – 2002), były wiceminister spraw wewnętrznych i administracji, poseł na Sejm V, VI, VII i VIII kadencji, przewodniczący sejmowej Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych.

Abp Jędraszewski przekazał relikwie św. Faustyny węgierskiej parafii

2019-08-17 18:55

bp ak / Ruzsa (KAI)

- Święta Faustyna zastanawiała się nad Chrystusem, wchodziła w głębię Jego cierpienia, które przyjął dla naszego zbawienia. - mówił arcybiskup Marek Jędraszewski w miejscowości Ruzsa na Węgrzech, gdzie brał udział w uroczystościach umieszczenia relikwii św. Siostry Faustyny. Eucharystię, sprawowaną przy ołtarzu polowym, poprzedziła Koronka do Bożego Miłosierdzia.

W homilii, metropolita przywołał historię proroka Jeremiasza, który napominał Izraelitów, aby słuchali Boga. Przywódcy wojsk, broniących wtedy Jerozolimę, uważali, że słowa proroka obniżają morale żołnierzy i postanowili go zgładzić. Jeremiasz został ocalony przez kuszyckiego króla Ebedmeleka.

– Minęły wieki. Na ziemię palestyńską zstąpił Boży Syn, rodząc się z przeczystego łona Najświętszej Dziewicy – Jezus Chrystus. Głosił prawdę o Bogu, który jest miłością i który chce zbawić wszystkich. Izraelici czekali na przyjście Mesjasza, ale kiedy przyszedł – został odrzucony nawet przez swoich bliskich z Nazaretu.

Arcybiskup zaznaczył, że Chrystus do końca realizował Boży zamysł, przynosząc ziemi ogień miłosiernej miłości: „Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął”. Podkreślił, że obowiązkiem Chrystusowych uczniów jest odkrywanie głębi Bożego miłosierdzia, które Zbawiciel przyniósł światu za cenę swojego cierpienia. Przypomniał, że na początku XX wieku urodziła się Helena Kowalska – św. Siostra Faustyna.

– 7 lat temu zostałem powołany na urząd metropolity łódzkiego – tam, gdzie zaczęło się dzieło Siostry Faustyny. Natomiast, dwa i pół roku temu, Ojciec Święty powołał mnie do Krakowa – tam, gdzie skończyło się jej dzieło. Czuję się szczególnie powołany, aby być świadkiem tajemnicy Bożego Miłosierdzia, objawionej przez św. Siostrę Faustynę.

W 1924 roku Pan Jezus po raz pierwszy ukazał się Siostrze Faustynie: „W pewnej chwili byłam z jedną sióstr na balu. Kiedy się wszyscy najlepiej bawili, dusza moja doznawała wewnętrznych udręczeń. W chwili, kiedy zaczęłam tańczy, nagle ujrzałam Jezusa obok, Jezusa umęczonego, obnażonego z szat, okrytego całego ranami, którymi powiedział te słowa: dokąd cię będę cierpiał i dokąd mnie zwodzić będziesz? W tej chwili umilkła wdzięczna muzyka, znikło sprzed oczu moich towarzystwo, w którym się znajdowałam, pozostał Jezus i ja”. Po tym wydarzeniu, Faustyna pobiegła do najbliższego kościoła, prosząc Boga o rozeznanie. Usłyszała, że ma wstąpić do klasztoru. 12 lat później, będąc w Krakowie, we wrześniu 1936 roku, Pan Jezus prosił ją, aby odmawiała koronkę: „W pewnej chwili, kiedy przechodziłam korytarzem do kuchni, usłyszałam w duszy te słowa: odmawiaj nieustannie tę koronkę, której cię nauczyłem. Ktokolwiek będzie ją odmawiał, dostąpi wielkiego miłosierdzia w godzinę śmierci. Kapłani będą podawać grzesznikom, jako ostatnią deskę ratunku.”

– Te zapiski z jej „Dzienniczka” stanowią szczególny testament także dla nas, a jednocześnie świadectwo tego, jak blisko związana była z bogatym w miłosierdzie Jezusem.

Arcybiskup zacytował słowa ostatniej modlitwy Siostry Faustyny: „Niechaj łaska Twoja, która spływa na mnie z litościwego Serca Twego umocni mnie do walki i cierpień, bym pozostała Ci wierna, a choć taką nędzą jestem, nie lękam się Ciebie, bo znam dobrze miłosierdzie Twoje. Nic mnie nie odstraszy od Ciebie Boże, bo wszystko jest mniejsze nad poznanie moje – widzę to jasno.”

– W świetle jej świadectwa o Chrystusie zmartwychwstałym, który umierając na krzyżu okazał nam ogrom swojego miłosierdzia, jeszcze głębiej wczytujemy się w słowa Listu do Hebrajczyków: „Zastanawiajcie się więc nad Tym, który ze strony grzeszników taką wielką wycierpiał wrogość przeciw sobie, abyście nie ustawali, zła mani na duchu”. Jesteśmy w czasie wielkich zmagań o chrześcijańską Europę. Te zmagania każą nam umacniać siebie, wpatrywać się w Chrystusa miłosiernego i nie pozwolić, byśmy dali się złamać na duchu.

Metropolita wyjaśnił, że ocalenie Europy jest możliwe, jeśli wierni będą głosić prawdę o miłosierdziu Bożym, czyli odpowiadać miłością na miłość Boga i modlić się za tych, którzy jej nie rozumieją.

– Europa, aby przetrwać i ocalić się potrzebuje Bożego miłosierdzia, którego musimy być świadkami. Prośmy św. Faustynę, Sekretarkę Bożego Miłosierdzia, aby upraszała nam u Pana Boga tę łaskę, abyśmy, mówiąc o Bogu, ukazywali wszystkim, jak bezgraniczne jest Jego miłosierdzie i jak każdy ma szansę, by do Niego powrócić i na nowo stać się Jego pełnym ufności dzieckiem. Święta Faustyno, módl się za nami!

Attila Tanács, inicjator i organizator wydarzenia, przyznał, że niezwykłą inspiracją jest dla niego Jan Paweł II. Wspominał, że kiedy w młodości był ministrantem, głową Kościoła został Jan Paweł II.

– Udało mi się już wprowadzić do tej świątyni relikwie Jana Pawła II. Jadąc do Krakowa, coraz bardziej otwieraliśmy się na Boże Miłosierdzie. Dzięki Zgromadzeniu Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, otrzymaliśmy relikwie św. Siostry Faustyny. Pragniemy szerzyć kult Bożego miłosierdzia.

Siostra Jadwiga ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, pierwsza Węgierka w tym zakonie, dodała, że prawda o miłosiernym Bogu powinna dotrzeć do każdego człowieka. Przypomniała, że na węgierskiej ziemi jest znacznie mniej katolików niż w Polsce, a wielu wiernych nie ma nawet możliwości uczestnictwa w niedzielnej Mszy świętej.

Proboszcz wawelskiej katedry, ks. Zdzisław Sochacki, zauważył, że do Krakowa przybywa coraz więcej węgierskich pielgrzymów.

– Ks. Zoltán Negyela proboszcz miejscowości Ruzsa, przyjechał na Wawel z zaproszeniem, aby z tego miejsca, gdzie Jan Paweł II dorastał do świętości, przekazać to, co jest najważniejsze w jego przesłaniu. Parafia otrzymała już relikwie Jana Pawła II, które przypominają o bardzo ważnej idei – o miłosierdziu. Jan Paweł II i Siostra Faustyna do Apostołowie Miłosierdzia.

Ks. prałat powiedział, że przed głównymi uroczystościami odbyło się spotkanie w Centrum Przyjaźni im. Karola Wojtyły. Placówka zajmuje się działalnością charytatywną i pomaga ubogim i zagubionym. Otwarto w niej również wystawę związaną z 100-rocznicą odzyskania przez Polskę niepodległości. Wyraził również radość, że na Węgry przyjechał arcybiskup Marek Jędraszewski, który jest niestrudzonym głosicielem Bożego Miłosierdzia.

– Byłem zaskoczony, że wydaje się tu tyle posiłków. Setka ludzi przychodzi tutaj po pomoc i duchowe wsparcie. Podziwiam tę parafialną wspólnotę za to, że trafnie odczytała myśl Jana Pawła II.

Ks. Zoltán Negyela, zaznaczył, że jest dumny z faktu obecności w jego parafii krakowskiego metropolity. Nadmienił, że od sierpnia w świątyni znajdują się już relikwie krwi św. Jana Pawła II. Wspomniał, że niedawno przytrafił mu się wypadek samochodowy. Usłyszał wtedy głos: „Trzymaj prosto kierownicę, módl się, a będziesz ocalony”.

– Czułem, że przemawia do mnie Jezus Miłosierny. Niedługo potem umieściliśmy w kościele relikwie św. Jana Pawła II i mieliśmy już nadzieję, że będzie u nas również św. Siostra Faustyna. Kiedy pojechaliśmy po jej relikwie do Krakowa, postanowiliśmy, że zaprosimy do nas również metropolitę. Zawierzyliśmy tę sprawę św. Faustynie (…) Ks. arcybiskup po krótkiej rozmowie wyjął swój kalendarz i wpisał datę.

Ks. proboszcz wyjaśnił, że na Węgrzech jest już kilka miejsc, gdzie znajdują się relikwie Jana Pawła II i Siostry Faustyny. Ich kult się coraz bardziej rozszerza. Dodał, że postanowił utworzyć specjalne porozumienie pomiędzy ośrodkami, aby szerzyć i propagować kult tych polskich świętych.

– W ten sposób możemy głębiej poznać bogactwo Boże, umacniając się wiarą innych i dostrzegać jedność w różnicach (…) W całej parafii czujemy orędownictwo św. Siostry Faustyny. W każdą niedzielę odmawiamy Koronkę. Mamy nadzieję, że ten wspaniały początek nie będzie miał końca.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Stop Deprawacji Dzieci i Młodzieży!

2019-08-19 07:23

Bp Marek Mendyk

- Dziecko nie może uczestniczyć w żadnych tego typu zajęciach bez wyraźnej zgody rodziców lub prawnych opiekunów – napisał bp Marek Mendyk, Przewodniczący Komisji Wychowania Katolickiego KEP, w apelu skierowanym do rodziców w związku z planowanym finansowaniem przez niektóre samorządy zajęć dodatkowych w placówkach oświatowych.

BP KEP
Bp Marek Mendyk

Przewodniczący Komisji Wychowania Katolickiego KEP apeluje do rodziców o czujność i roztropność w związku z planowanym finansowaniem przez niektóre samorządy (organy prowadzące szkoły) zajęć dodatkowych w placówkachoświatowych.

Apel Komisji Wychowania Katolickiego Konferencji Episkopatu Polski do rodziców i prawnych opiekunów:

Stop Deprawacji Dzieci i Młodzieży!

Rodzicielska kontrola nad zajęciami dodatkowymi w szkołach

Wobec planowanego finansowania przez niektóre samorządy (organy prowadzące szkoły) zajęć dodatkowych w placówkach oświatowych apelujemy do rodziców o czujność i roztropność. Warto zainteresować się tym, co dzieje się w szkołach, jakiego typu zajęcia są organizowane, kto je prowadzi i jakie treści przekazuje.

Według doniesień medialnych, w niektórych miastach Polski od września br. planuje się wprowadzenie (finansowanie) edukacji seksualnej. Są też takie miejsca, w których już realizowana jest tzw. edukacja antydyskryminacyjna. Przypominamy, że dziecko nie może uczestniczyć w żadnych tego typu zajęciach bez wyraźnej zgody rodziców lub prawnych opiekunów.

W celu uzyskania pewności, że dzieci nie wezmą udziału w zajęciach, podczas których będą im przekazywane treści niezgodne z wyznawanym systemem wartości oraz wykraczające poza podstawę programową obowiązującą na danym etapie kształcenia, należy złożyć w szkole specjalne oświadczenie.

Wzór takiego oświadczenia jest do pobrania poniżej oraz na stronie Komisji Wychowania Katolickiego KEP: www.katecheza.episkopat.pl

bp Marek Mendyk

Przewodniczący Komisji Wychowania Katolickiego

Konferencji Episkopatu Polski

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem