Reklama

Na sprawiedliwy wyrok nie mogę liczyć

2017-11-14 15:01


Niedziela Ogólnopolska 47/2017, str. 36-37

Grzegorz Boguszewski
Stanisław Piotrowicz

O standardach w Krajowej Radzie Sądownictwa i blokowaniu dobrej zmiany w wymiarze sprawiedliwości z posłem na Sejm RP Stanisławem Piotrowiczem rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Jako przewodniczący sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka jest Pan jednym z najaktywniejszych promotorów rządowej reformy wymiaru sprawiedliwości, a nawet swego rodzaju tarczą obronną, na której skupiają się ciosy przeciwników tej reformy. Czy nadal uważa Pan, że kiedykolwiek będzie możliwa naprawdę głęboka, dobra zmiana wymiaru sprawiedliwości w Polsce? Polacy zaczynają już wątpić.

STANISŁAW PIOTROWICZ: – Gdybym w to nie wierzył, musiałbym już dawno z tej walki o dobrą zmianę po prostu zrezygnować. Powiem więcej, w moim ugrupowaniu, mimo zewnętrznych przeciwności, determinacja reformowania wymiaru sprawiedliwości nie tylko się nie zmniejszyła, ale wręcz wzrosła. Nie zapominamy o tym, że już w kampanii wyborczej PiS deklarował tę głęboką zmianę wymiaru sprawiedliwości, że deklarował ją również prezydent RP Andrzej Duda. Podczas prac nad reformą, które zakończyły się uchwaleniem zawetowanych później przez pana prezydenta ustaw, pojawiły się nowe argumenty, bardzo silne, przemawiające za koniecznością przeprowadzenia naprawdę głębokiej zmiany.

– Całkiem nowe, jakie?

– Okazało się, że znaczna i najbardziej wpływowa część środowiska sędziowskiego ujawniła swoje bezprzykładne zaangażowanie polityczne, rażąco sprzeczne z zasadami etycznymi tego zawodu. Sędziowie winni być zawsze bezwzględnie apolitycznymi i bezstronnymi rzecznikami dobra wspólnego, tymczasem okazało się, że nie zabiegają nawet o dobro wymiaru sprawiedliwości, tylko o własne. Od początku transformacji ustrojowej aż do dziś głoszone są hasła, że wymiaru sprawiedliwości nie potrzeba reformować, ponieważ są tam ludzie tak światli i tak odpowiedzialni, że sami zadbają o swoją reformę.

– Tak zawyrokowały prawnicze autorytety III RP, a z ich wyrokami przecież nie wypadało nawet dyskutować...

– Istotnie tak było. Prof. Adam Strzembosz np. twierdził, że wymiar sprawiedliwości sam się oczyści z niegodnych elementów, sam się udoskonali... Czas jednak pokazał, że tak się nie stało. Przeciwnie – zbudowano fałszywy mit sądów, rozdmuchano balon sędziowskiej pychy, jakże skutecznie wmówiono ludziom, że wyroków sądowych nigdy nie wolno krytykować.

– I do dziś powtarzają to niczym mantrę i święty dogmat najmłodsi adepci wydziałów prawa!

– Ano właśnie! Mimo że dziś mamy już do czynienia w większości z młodą generacją sędziów, to jednak wyraźnie widać, że zostali przez starszych kolegów wychowani w określonej mentalności.

– Mamy „resortowe togi”?

– Tu chodzi o coś więcej. Wyolbrzymiając cnotę nieomylności i prawości sędziów, osiągnięto niemal powszechne przekonanie o bezdyskusyjnej wyższości wymiaru sprawiedliwości nad społeczeństwem. Władza sądownicza wręcz uznała, że jest władzą zwierzchnią nad pozostałymi dwiema władzami (ustawodawczą i wykonawczą). Doszło do wypaczenia ustrojowego.

– Można powiedzieć, że to władza sądownicza sama zachwiała trójpodziałem władz w Polsce, choć zarzuca się to dzisiejszym reformatorom?

– Tak. Teraz, przed reformą, mamy do czynienia z nieprzestrzeganiem podstawowych postanowień konstytucji. Konstytucja mówi, że ustrój państwa polskiego opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej. Kluczowe jest tu słowo „równowaga”. Pytanie więc zasadnicze: czy ta równowaga ma dziś miejsce?

– Nie ma?

– Nie ma. Aby rzeczywiście istniała, potrzebne są instrumenty prawne, które spowodują praktyczną realizację zapisu konstytucyjnego. Dziś ich nie mamy. Równowaga jest naruszana już w momencie powoływania sędziów; o tym, kto zostaje sędzią na poszczególnych szczeblach sądownictwa w Polsce – od sądów rejonowych po Sąd Najwyższy – decydują sami sędziowie. Decydują także o tym, kto z ich grona może być pociągnięty do odpowiedzialności dyscyplinarnej lub karnej. I oczywiście to od nich zależy, jak w praktyce będzie stosowane prawo. A zatem nawet najlepsze prawo tworzone przez parlament w interpretacji sędziów może być wypaczone.

– Skąd się biorą ta pewność siebie, ten brak pokory środowiska sędziowskiego?

– Zapewne stąd, że sądownictwo jako jedyna duża korporacja zawodowa jest tzw. trzecią władzą – nie są nią ani lekarze, ani nauczyciele – jest władzą odrębną i pozostającą poza jakąkolwiek kontrolą. Pytam więc: czy dziś przestrzegany jest art. 4 Konstytucji RP mówiący o tym, że „władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do narodu”, a w ust. 2, że „naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio”? Czy ten przepis konstytucyjny ma dziś zastosowanie do władzy sądowniczej? Jakimi to instrumentami dysponuje dzisiaj naród, żeby sprawować tę przyznaną mu władzę zwierzchnią względem wymiaru sprawiedliwości? W odniesieniu do pozostałych dwu władz może to robić przez wybory, ta trzecia znalazła się natomiast poza jakąkolwiek demokratyczną kontrolą. Dochodzi do tego, że ktoś, kto sam dopuszcza się korupcji lub kradzieży, sądzi w sprawach o korupcję i kradzież. A przecież oczywiste jest, że od sędziego, który wydaje wyroki, mamy prawo wymagać szczególnej nieskazitelności i rzetelności.

– Na to właśnie „przykazanie” powołuje się KRS, nie akceptując wszystkich 265 nominacji na asesorów przedstawionych przez ministra sprawiedliwości. To cynizm?

– Myślę, że to przede wszystkim przejaw walki politycznej z demokratycznie wyłonionym rządem. Asesorzy mieli tę „wadę”, że zgodnie z obowiązującym prawem zostali mianowani przez obecnego ministra sprawiedliwości, i nie miało znaczenia nawet to, że aplikację rozpoczęli w czasach poprzednich rządów. Teraz najwyraźniej chodzi o zbojkotowanie zmian, pokazanie, że o tym, kto będzie sędzią czy asesorem, ma w dalszym ciągu decydować KRS.

– Czy zgadza się Pan z opinią niektórych politologów, że nienaturalnie silne środowisko wymiaru sprawiedliwości w dużej mierze przyczyniło się do osłabienia państwa jako dobra wspólnego?

– Zdecydowanie tak. Troska o dobro wspólne wszystkich obywateli zbyt często przenosi się wyłącznie na troskę o dobro grupy prawniczej. W szczególny sposób wyróżniają się tu sędziowie – nikt nie kwestionuje, że to zawód naprawdę ważny i szacowny – sami siebie określają jako „nadzwyczajną kastę”. W tym środowisku mocno zakorzeniła się świadomość bycia ponad i poza jakąkolwiek kontrolą społeczną oraz instytucjonalną, co sprzyja deprawacji, poczuciu bezkarności, a zatem także działaniom na niekorzyść państwa. Przykładem jest tu niechlubna rola wymiaru sprawiedliwości, zwłaszcza sądów i prokuratury, w wielkich aferach ostatnich lat. Gdyby w sprawach Amber Gold czy warszawskiej reprywatyzacji przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości zachowali się rzetelnie, nie mielibyśmy tych afer, a państwo i obywatele nie ponosiliby tak wielkich strat.

– Reforma zaproponowana przez rząd Zjednoczonej Prawicy ma ten stan rzeczy uporządkować i sprawić, by wymiar sprawiedliwości był uczciwy, sprawiedliwy. Jednak zwykli ludzie nie rozumieją, dlaczego tę naprawę sądów rozpoczyna się od najwyższego szczebla, od wojny na górze.

– Kluczową sprawą jest reforma Krajowej Rady Sądownictwa. I rzeczywiście, padają pytania, w jaki sposób zmiany w KRS mogą wpłynąć na szybkość postępowań sądowych, na rzetelność sędziów. Opozycja stara się rozniecać tego rodzaju wątpliwości, przekonuje, że rząd niepotrzebnie zajmuje się KRS i Sądem Najwyższym, sugeruje, że chodzi wyłącznie o obsadzenie tych ciał swoimi ludźmi. Odpowiadam, że każdy sądzi według siebie... Trzeba tu jasno powiedzieć, że nie będzie możliwe przeprowadzenie jakichkolwiek zmian usprawniających działanie systemu sprawiedliwości bez uprzednich zmian właśnie w KRS i SN.

– Dlaczego?

– KRS na mocy konstytucji jest jedynym organem w kraju uprawnionym do decydowania o tym, kto będzie sędzią w Polsce na wszystkich szczeblach, na poszczególnych stanowiskach w hierarchii sądowniczej. Wszystkie konkursy na stanowiska sędziowskie są rozstrzygane właśnie przez KRS, która wyłania jednego kandydata na każde stanowisko i przedstawia go prezydentowi, żeby wręczył nominację, czyli odegrał wyłącznie rolę notariusza. Pamiętamy wrzawę środowiska sędziowskiego, włącznie z KRS, gdy prezydent Duda na kilkaset nominacji odmówił jej wręczenia w dziesięciu przypadkach.

– Jak obecnie wygląda stosowany przez KRS mechanizm dobierania sędziów?

– Po rozpisaniu konkursu na stanowisko sędziego prezes sądu zleca wizytatorowi skontrolowanie dotychczasowych osiągnięć kandydatów. Później kandydaci – mogący pochodzić z różnych zawodów prawniczych – przedstawiani są zgromadzeniu ogólnemu sądu okręgowego, gdzie są oceniani w drodze głosowania, a regułą jest, że zazwyczaj popiera się „swoich”, czyli pochodzących ze środowiska sędziowskiego... Potem konkurs rozstrzyga KRS, przy czym kluczową rolę odgrywają ocena sędziów wizytatorów i wyrażone we wspomnianym głosowaniu poparcie lokalnego środowiska sędziowskiego.

– Te oceny nie są odpowiednio miarodajne?

– Można powiedzieć, że nie zawsze są do końca obiektywne. Należałoby się więc dziś zastanowić, jak to zrobić, aby nabór do tego ważnego zawodu był naprawdę rzetelny. Osobiście uważam, że KRS powinien przedstawiać prezydentowi nie jednego, lecz kilku kandydatów na jedno stanowisko sędziowskie, aby mógł wybrać najlepszego. Rzeczą normalną powinno być – w przypadku podania przez KRS tylko jednej kandydatury – że prezydent z ważnych powodów, na podstawie własnego rozeznania może odmówić tej czy innej nominacji sędziowskiej i zwrócić się o przedstawienie kolejnego kandydata.

– Z tego wynika, że to KRS dzierży dziś całą władzę sądowniczą w Polsce... Dlatego tak wiele emocji budzi sposób wybierania jego członków?

– Nowością zaproponowaną w naszej reformie jest to, że Rada ma być wybierana przez parlament, a nie przez same środowiska sędziowskie. Zarzuca się nam, że w ten sposób staramy się ją upolitycznić. Nic z tych rzeczy! Obecnie w skład 25-osobowego KRS wchodzą z urzędu minister sprawiedliwości, przedstawiciel prezydenta, 2 senatorów, 4 posłów, pierwszy prezes Sądu Najwyższego, prezes NSA oraz 15 sędziów wybranych przez środowisko sędziowskie. Z tego wynika, że w KRS jest obecnie 17 sędziów, a zatem Rada może podejmować decyzje, zupełnie nie licząc się z przedstawicielami władzy wykonawczej i ustawodawczej. Mamy do czynienia z sytuacją patologiczną.

– I po zawetowaniu ustawy przez prezydenta Dudę niełatwo będzie to zmienić...

– Mam nadzieję, że jednak się uda, choć rzeczywiście będzie trudno. W toku dzisiejszej debaty nad reformą sądownictwa warto sięgnąć do opracowań naukowych profesorów prawa, w tym profesorów, którzy byli w przeszłości sędziami Trybunału Konstytucyjnego. Już kilka lat temu pisali o niebezpieczeństwie, że KRS przekształci się w quasi-związek zawodowy sędziów, w organ broniący interesów środowiska sędziowskiego. Profesorowie mieli rację, bo w ostatnim czasie w obronie tychże interesów KRS angażuje się bezpośrednio nawet w spór polityczny. Przedstawiciele Rady atakują rząd, szukają wsparcia w instytucjach europejskich, a prezydium KRS żebrze o wsparcie w obcych ambasadach.

– To brzmi wręcz niewiarygodnie!

– Takie są fakty. Prezydium KRS uczestniczyło w spotkaniu w niemieckiej ambasadzie. Konstytucyjny organ państwa pobiegł tam na skargę na inny konstytucyjny organ państwa, którym jest rząd!

– Czy można mówić o zdradzie stanu?

– Staram się ważyć słowa z tego względu, że należę do tych, którzy nie mogą liczyć na sprawiedliwy wyrok. Przytaczam fakty, a oceny pozostawiam... Kiedy na posiedzeniu Rady stawiałem pytania dotyczące kontaktów prezydium z obcymi ambasadami, miałem nadzieję, że to zostanie zaprotokołowane. Niestety, okazało się, że stenogramu nie sporządzono, że w ogóle nie ma takiej praktyki w tym gremium. Nie praktykuje się też tajnego głosowania. Takie są dzisiejsze standardy KRS.

Druga część wywiadu – w najbliższym czasie.

Stanisław Piotrowicz
Polityk, prokurator, senator VI i VII kadencji, poseł na Sejm VII i VIII kadencji, sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów (2007), członek Krajowej Rady Prokuratorów (2011-15), członek Krajowej Rady Sądownictwa, przewodniczący sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka.

Tagi:
sąd

Sąd Apelacyjny w Paryżu nakazuje wznowienie leczenia

2019-05-21 07:42

www.francetvinfo.fr/twitter/red

Paryski Sąd Apelacyjny zażądał wznowienia żywności i nawodnienia Vincenta Lamberta w poniedziałek, 20 maja, nakazując państwu egzekwowanie środków tymczasowych na wniosek Międzynarodowego Komitetu Praw Człowieka.

Francuscy lekarze 20 maja 2019 r. zaprzestali podawania pożywienia i wody 42-letniemu Vincentowi Lambertowi. Od 2008 r., po wypadku na motorze, jest on sparaliżowany i żyje w stanie minimalnej świadomości lub, jak mówią inni, w stanie wegetatywnym. Nie jest jednak podłączony do respiratora ani innych urządzeń podtrzymujących go przy życiu. „Vincent czuje wszystko. Płakał, gdy poinformowaliśmy go o decyzji lekarzy” – mówią rodzice mężczyzny, którzy do końca sprzeciwiali się jego eutanazji.

Batalia o prawo do życia Vincenta Lamberta trwa od 2013 r., kiedy to po raz pierwszy lekarze chcieli zaprzestać go karmić i poić. Zdecydowanie sprzeciwili się temu jego rodzice, którzy cały czas walczą o prawo do życia dla swego syna. Za eutanazją opowiada się jego żona Rachela, twierdząc, że wobec mężczyzny stosowana jest uporczywa terapia.

Tej opinii sprzeciwiło się m.in. 77-francuskich lekarzy, specjalizujących się w opiece nad chorymi z uszkodzeniem mózgu, przypominając, że Lambert samodzielnie oddycha i nie jest podłączony do respiratora ani do żadnej innej maszyny podtrzymującej życie. Nie znajduje się też w fazie terminalnej, nie jest w śpiączce, tylko w stanie minimalnej świadomości, zachował zdolność przełykania, reaguje na bodźce, rusza oczami, płacze, odczuwa ból. Jedyne co otrzymuje to pożywienie za pomocą sondy żołądkowej i płyny w kroplówkach.

Te zabiegi z punktu widzenia klinicznego i etycznego nie mogą być uznane za uporczywą terapię. Potwierdza to dokument watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary z 1 sierpnia 2007 r., podkreślając, że „podawanie pokarmu i wody, także metodami sztucznymi, jest zasadniczo zwyczajnym i proporcjonalnym sposobem podtrzymania życia. Jest ono więc obowiązkowe w takiej mierze i przez taki czas, w jakich służy właściwym sobie celom, czyli nawadnianiu i odżywianiu pacjenta. W ten sposób zapobiega się cierpieniom i śmierci, które byłyby spowodowane wycieńczeniem i odwodnieniem”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ewa Kowalewska: Wczoraj Irlandia – dzisiaj Polska!

2019-05-19 14:30

Ewa H. Kowalewska, prezes Human Life International w Polsce / Gdańsk (KAI)

Ostatnie wydarzenia w Polsce mogą i powinny budzić nasz największy niepokój. Agresywne konfrontacje, dezinformacja, manipulacje faktami, dezintegrujące społeczeństwo akcje – wszyscy to odczuwamy. Można wyróżnić zasadnicze dwie linie tego ataku. Pierwsza dotyczy naszych dzieci, druga naszych duszpasterzy.

Graziako

Zaledwie 20 lat temu Irlandia była krajem jednoznacznie katolickim. W niedzielnej Mszy uczestniczyło ok. 90% obywateli. W 1983 roku społeczeństwo poparło w referendum poprawkę do konstytucji, zapewniającą prawo do życia dla każdego poczętego dziecka i było z tego bardzo dumne. Większość za wielką wartość uznawała liczną, katolicką rodzinę, opartą na małżeństwie mężczyzny i kobiety, która przekazuje wiarę i tradycję swoim dzieciom.

Dzisiejsza Irlandia całkowicie się zmieniła. Demokratycznie wybrany premier Leo Varadkar nie jest chrześcijaninem i publicznie oświadcza, że jest gejem. Doprowadził on do przeprowadzenia dwóch ogólnonarodowych referendów. Pierwsze dotyczące akceptacji tzw. małżeństw jednopłciowych i adopcji przez nie dzieci, drugie na temat wprowadzenia swobody aborcji na życzenie. Obydwa zdecydowanie wygrał, bo młodzi odcięli się od fundamentalnych zasad moralnych, głoszonych przez Kościół katolicki i z radością poparli jego propozycje. Teraz kościoły świecą pustkami, bo kapłani stracili autorytet, mało kto z młodych chce ich słuchać. Katolicka Irlandia przeżywa dramat utraty wiary.

Tak szybko? Jak to możliwe? To ważne pytania, ponieważ te zmiany nie nastąpiły same z siebie, ale były konsekwentnie stymulowane według określonego programu, nazywanego „scenariuszem irlandzkim”.

Nie ulega wątpliwości, że zastosowana tu została fachowo opracowana inżynieria społeczna. Warto się jej przyjrzeć dokładniej, odnosząc się do tych dwóch referendów. W jaki sposób można zmienić poglądy dorosłych ludzi, w dodatku oparte na fundamencie wiary? Oni są odporni, po prostu wiedzą swoje. Zmiany należy więc rozpoczynać od dzieci.

Otóż w Irlandii ok. 30 lat temu wprowadzono do szkół permisywną edukację seksualną według wzorca brytyjskiego. Irlandzkie dzieci otrzymywały wielką dawkę antychrześcijańskiej ideologii od 4 roku życia po kilka godzin w tygodniu. Pod pretekstem tolerancji uczono je akceptacji dla aktywności osób LGBT (do wyboru) oraz swobody seksualnej i co za tym idzie przyzwolenia na przerywanie niechcianej ciąży. To pokolenie po 30 latach przestało chodzić do kościoła i samo zmieniło obowiązujące prawo.

Kościół katolicki w Irlandii, wcześniej posiadający olbrzymią władzę i autorytet, zdecydowanie przegrał. Pojawiło się wielu kapłanów bez powołania, który dopuszczali się nadużyć. Wystarczyło nagłośnienie skandali. W Irlandii było to wyjątkowo łatwe, bo przypadki pedofilii zdarzały się często. Ludzie nie są ślepi, a krzywdzenie dzieci budzi wielki sprzeciw i obrzydzenie oraz utratę zaufania. W tej sytuacji wielu kapłanów bało się (lub nie chciało) protestować przeciwko pierwszemu referendum. Zabrakło odwagi do głoszenia prawdy. Drugie referendum było jakby kontynuacją pierwszej ofensywy. Młodzi już nie chcieli słuchać, zabrakło autorytetu Kościoła i żywej wiary.

Porównajmy to z obecną sytuacją w jeszcze katolickiej Polsce, która na tle ateizującej się Europy została samotną wyspą i usiłuje bronić swoich wartości. Akcja zmiany świadomości społecznej staje się coraz bardziej agresywna i jest prowadzona dwutorowo, podobnie jak w Irlandii.

Warto się zastanowić, skąd ten atak na nasze dzieci! Batalię przeciwko edukacji seksualnej typu brytyjskiego wygraliśmy wiele lat temu. W polskiej szkole obowiązuje, pozytywny i akceptowany przez rodziców, przedmiot „Wychowanie do Życia w Rodzinie”. Właśnie dzięki dobrej podstawie programowej polska młodzież nadal w większości opowiada się za tradycyjną rodziną i ochroną życia. Atak zaczął się od akcji wmawiania, że w polskiej szkole nie ma edukacji seksualnej. Nie jest to prawda, gdyż realizowana jest edukacja seksualna typu „A” – wychowanie do odpowiedzialności i abstynencji seksualnej nastolatków (według Amerykańskiego Instytutu Pediatrii). Wszystkie badania potwierdzają pozytywne efekty tego przedmiotu. Pomimo tego w mediach nieustannie pojawiają się twierdzenia, że trzeba wreszcie edukację seksualną wprowadzić do szkół i wiele osób, nie znając problemu, publicznie je popiera.

Wyraźnie widać, że podstawowym celem ataku jest właśnie szkoła i nasze dzieci. Wbrew podstawie programowej, obowiązującej w szkołach, gminy kilku dużych miast (np. Gdańska czy Warszawy) podjęły akcje wejścia do szkół z promocją zachowań IGBT oraz ideologii gender. Szokiem dla wielu była wypowiedź nowego wiceprezydenta Warszawy Pawła Rabieja, że te propozycje są jedynie programem przejściowym, a celem jest uchwalenie prawa do adopcji dzieci przez tzw. małżeństwa jednopłciowe.

Równolegle pojawiło się zamieszanie w szkolnictwie poprzez strajk płacowy nauczycieli, zagrożenie egzaminów itd. Bardzo poważnym następstwem jest obniżenie autorytetu wielu nauczycieli oraz doprowadzenie do konfrontacji z uczniami. W kontekście akcji strajkowej w ogóle nie poruszano problemu czego, jak i przez kogo są uczone nasze dzieci. Można się spodziewać dalszej konfrontacji z początkiem roku szkolnego. Jeżeli nie uda się powstrzymać akcji wchodzenia przedstawicieli LGBT do polskich szkól, za kilkanaście lat, tak jak w Irlandii, ta młodzież straci wiarę i sama zmieni obowiązujące prawo.

Drugim elementem ataku jest wmawianie społeczeństwu, że za dramaty związane z pedofilią jest odpowiedzialny tylko i wyłącznie Kościół katolicki. Seksualne wykorzystywanie dzieci jest dramatem, wielką ohydą i podlega prawu karnemu. Osoba, która się dopuszcza takich czynów, powinna być surowo ukarana, niezależnie od tego z jakiego środowiska pochodzi i jaki wykonuje zawód. Prawo dla wszystkich powinno być jednakowo surowe. Potrzebujemy obiektywnej prawdy, odpowiednich kar i prewencji. Ofiarom należny jest szacunek i pomoc. Można mieć jednak wątpliwości czy trafianie na łamy gazet jest dla nich w jakimkolwiek stopniu pomocne.

Problem pedofilii w szerokim zakresie ogólnoświatowym dotyczy milionów ludzi, zwłaszcza wykorzystywania biednych dzieci z Azji. Nikt nie przypomina o znanych sprawach sądowych w Polsce dotyczących nauczycieli, psychologów, trenerów, artystów czy znanych osób ze świata polityki i biznesu. Cisza!

Prowadzona akcja propagandowa ma na celu wskazać jako sprawców tylko kapłanów katolickich. Pseudo raport, przekazany papieżowi przez poseł Joannę Scheuring-Wielgus, składał się z doniesień prasowych bez weryfikacji. Na jego podstawie zrobiono mapę przypadków pedofilii w polskim Kościele, sugerującą, że jest to problem powszechny. Mnóstwo w tym pomówień i oszczerstw. Powstają kolejne filmy, których produkcja wiąże się z wielkimi kosztami. Przeciwko Irlandii szły wielkie pieniądze, które stymulowały realizację antykatolickich programów. Warto zadać pytanie, kto finansuje te filmy, manifestacje, raporty i programy czy kampanię „Wiosny” Biedronia, który coraz częściej jest przedstawiany jako kandydat na polskiego premiera.

Bieżących przypadków pedofilii niemal nie ma, więc ktoś wytrwale szuka w przeszłości, aby podgrzewać temat. Wyciągane są nazwiska zmarłych już dawno księży, którzy sami bronić się już nie mogą. Ten temat nie zniknie z naszych mediów. Będzie systematycznie wyciągany, stymulowany w celu podkręcania emocji i budowania postaw antykatolickich. Tymczasem jeżeli odetnie się pasterzy od stada, owce wilki zjedzą! To oczywiste! Kapłan jest krzewicielem wiary i szafarzem sakramentów, koniecznych do zbawienia. Zniszczenie zaufania do kapłanów, niszczy Kościół, pozbawia wiernych ochrony, naraża na odrzucenie wiary.

Widzę na Facebooku wypowiedzi nieznanych mi osób, że po obejrzeniu ostatniego filmu, nie puszczą dziecka do I Komunii. Nikt tego nie blokuje, tak jak moich informacji pro-life. Myślę, że to prowokacje, które mają służyć za przykład do naśladowania. Jeżeli dziecko nie będzie uczestniczyć w katechezie, nie będzie przystępować do sakramentów i uczestniczyć w grupach parafialnych, nie otrzyma żadnej „odtrutki” na indoktrynację ideologiczną serwowaną w szkole czy mediach. O to właśnie chodzi, bo głównym celem tej akcji jest doprowadzenie do kryzysu wiary! Chrystus i Jego przesłanie ma nie istnieć, tak jakby mogło być unicestwione przez ludzki grzech. Wtedy będzie można z nami zrobić dosłownie wszystko. Czyż to nam nie przypomina akcji z czasów komunizmu?

Polska ma szansę się obronić!

Polska nie jest jednak Irlandią. Mamy inne doświadczenia historyczne. Przeszliśmy przez trudny okres przymusowej ateizacji komunistycznej i obroniliśmy swoją wiarę! Do tych doświadczeń trzeba wracać i pokazywać naszym młodym tę perspektywę.

Po naszej stronie jest też czas. Takich zmian nie można przeprowadzić szybko, a oni tego czasu nie mają. Starają się więc atakować coraz bardziej frontalnie, a to budzi większy opór społeczny i daje dużo do myślenia.

Mamy też wiele ruchów i stowarzyszeń katolickich, również skupiających młodzież, które czynią Kościół żywym i zaangażowanym. Nie zabraniajmy dzieciom korzystać z tych spotkań. Te grupy są przyszłością Kościoła i naszą.

Polska jest bogata męczeństwem naszych kapłanów i podczas II wojny światowej, i w okresie dominacji komunizmu. Broni nas przesłanie, wielka odwaga i wiara Sługi Bożego Prymasa Tysiąclecia kard. Stefana Wyszyńskiego, krew bł. ks. Jerzego Popiełuszki i innych kapłanów bestialsko mordowanych w tamtych trudnych czasach. Mamy przesłanie św. Jana Pawła II na temat małżeństwa i rodziny. Nie dziwią więc próby podważania tych wielkich autorytetów i skandaliczne, nie poparte faktami, próby dyskredytowania Papieża Polaka kłamliwymi pomówieniami, że nie sprzeciwiał się pedofilii w Kościele. Czy nawet bezczelne próby jego „dekanonizacji”! Obrażanie naszych biskupów, krzykliwe i bezpodstawne wnioski o „delegalizację Kościoła”, jakby był jakąś nikomu niepotrzebną, skompromitowaną organizacją pozarządową, bluźniercze ataki na Matkę Bożą Częstochowską, „artystyczne” bluźniercze wystawy i spektakle dopełniają tego obrazu. W przeproszeniu potrzebna jest wielka narodowa modlitwa i ekspiacja. Mieliśmy i mamy wielu wspaniałych kapłanów, którzy są ludźmi wielkich poświęceń – ofiarni, kochani, autentyczni. Stójmy za nimi, brońmy ich i wspomagajmy. Bardzo ich potrzebujemy!

Zachowując spokój, musimy zdać sobie sprawę, że obecny atak na wiarę naszych dzieci jest potężny i podstępny. Posługuje się fake newsami, króluje w liberalnych mediach oraz ukrywa się w ciszy mediów społecznościowych.

Pamiętajmy, że ateiści atakujący Kościół, nie są w stanie zrozumieć, jak wielką siłę daje wiara i żywa Boża obecność. Wygramy z nimi tylko wtedy, jeżeli tę wiarę zachowamy, przekażemy ją naszym dzieciom i pozostaniemy wierni Jezusowi Chrystusowi, który jest naszym Królem i prowadzi swój Kościół. Wszystkie problemy musimy nieustannie zanosić przed Boży tron, prosząc o pomoc w tym dramatycznym zmaganiu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Świdnica: Prawie 17 mln na renowację katedry

2019-05-23 19:37

ako / Świdnica (KAI)

Parafia św. Stanisława, biskupa i męczennika i św. Wacława w Świdnicy otrzymała prawie 17 mln na ratowanie świdnickiej katedry. Minister kultury i dziedzictwa narodowego podjął decyzję o przyznaniu dofinansowania prac konserwatorskich w świątyni.

Mariusz Barcicki

15 maja Piotr Gliński, minister kultury i dziedzictwa narodowego, podjął decyzję o dofinansowaniu projektu „Konserwacja, rewitalizacja i digitalizacja barokowego wnętrza gotyckiej Katedry Świdnickiej”.

Jak powiedział KAI ks. dr Daniel Marcinkiewicz, rzecznik świdnickiej kurii biskupiej prace konserwatorskie będą obejmowały m.in.: konserwację rzeźb znajdujących się w nawie głównej, konserwację malowideł na ścianach i sklepieniach prezbiterium oraz konserwację obrazów sztalugowych z nawy głównej wraz z ramami. Kwota dofinansowania wyniosła 16 977 602,47 zł. Inwestycja ma zostać zrealizowana do 30 czerwca 2022 r.

Katedra świdnicka jest jedną z najokazalszych świątyń na Dolnym Śląsku. W 2004 roku kościół pw. św. Stanisława i św. Wacława został poniesiony do rangi katedry. Fundatorem świątyni był w 1330 roku Bolko II Świdnicki. Katedra posiada wieżę o wysokości 101 m, jest to najwyższa gotycka wieża w Polsce. W bocznej kaplicy w barokowym ołtarzu znajduje się słynący łaskami obraz Matki Bożej Uzdrowienia Chorych z drugiej połowy XV wieku, koronowany w 2017 roku.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem