Reklama

Zmiana premiera – co dalej?

2017-12-13 11:06

Witold Gadowski, dziennikarz
Niedziela Ogólnopolska 51/2017, str. 26

P. Tracz / KPRM

Jest wiele teorii władzy. Można nimi uzasadnić każde szalbierstwo i wykroczenie, można także czynić dzięki nim rzeczy wielkie i dobre. Kiedy w Polsce do władzy doszło Prawo i Sprawiedliwość, wielu z nas odetchnęło z ulgą; ten głęboki oddech świadczył o przekonaniu, że teraz sprawy Polski pójdą w lepszym kierunku. Codzienność ma jednak to do siebie, że dzieł ważnych nie udaje się spostrzegać tu i teraz. Aby zobaczyć, że dziecko urosło, trzeba go nie widzieć przez kilka miesięcy. Tak też jest z oceną 2 lat rządów premier Beaty Szydło. Jednak w momencie gdy pani premier kończy swoją misję, nagle wiele rzeczy staje się jasnych. Oto skończył się pewien okres.

Był to czas, w którym podjęto próbę złamania karku Trzeciej Rzeczypospolitej – formacji państwowej, która mniej lub bardziej udanie udawała niepodległą Polskę, a w istocie była jedynie formą potiomkinowskiej wioski. Premier Szydło udanie niosła na swoich barkach najtrudniejsze wyzwania, budziła zaufanie i bardzo ważnym zmianom nadawała ludzki wyraz. Jako premier pani Szydło spisała się na medal. Zrobiła o wiele więcej, niż od niej oczekiwano. Była mężna, odważna, godnie reprezentowała Polskę i godnie potrafiła się ze swoim stanowiskiem rozstać. To właśnie Beata Szydło stała się dobrą twarzą czasu, gdy Polska powstała z kolan i potrafiła wyraźnie artykułować polskie stanowisko. To wszystko udało się pani premier, a jednocześnie potrafiła zachowywać spokój w sytuacjach, gdy większość jej koleżanek i kolegów dawno straciłaby nerwy.

P. Tracz / KPRM

Okres, w którym sprawowała urząd premiera, był wyjątkowo niewdzięczny, przyszło jej bowiem zetrzeć się ze zjednoczonym i pełnym nienawiści tonem, w jakim przemawiały media postkomunistyczne i niemieckie. Usilnie starano się przedstawiać ją w jak najgorszym świetle, a jednak nie ubrudziła się, nie straciła rezonu, nie dała się pozbawić pewnego naturalnego, kobiecego rysu i klasy.

Reklama

Nowy premier to człowiek z zupełnie innego świata. Ma wizerunek światowca, człowieka bywałego na salonach, który potrafi wiele załatwić, szczególnie w świecie wielkiej finansjery.

Zmiana na stanowisku premiera polskiego rządu oznacza także zmianę kierunku polityki i nową strategię forsowania zmian. Wydaje się, że właśnie kończy się polityka nakierowana przede wszystkim na poprawę warunków socjalnych i realizację programów, które podnosiły z poziomu biedy wiele grup społecznych. Wraz z nadejściem premiera Mateusza Morawieckiego prospołeczne oblicze rządu stopniowo będzie się stawać obliczem bardziej liberalnym. Z wielu miejsc płyną głosy, że Morawiecki będzie skuteczniejszy na arenie międzynarodowej, że potrafi ściągnąć do Polski wielki zagraniczny kapitał. To fakt, ale jeśli oczekujemy, że zostaną zainicjowane kolejne programy, które będą miały wyrównywać szanse dla wszystkich obywateli, to przyjście Mateusza Morawieckiego zwiastuje, iż ten czas się skończył. Okres uspołeczniania kapitału w społeczeństwie, w którym jedynie postkomuniści mieli kapitał, wyraźnie się kończy.

To będzie już inny rząd, bardziej technokratyczny i skupiony na perspektywie makroekonomicznej. Mateusz Morawiecki na pewno większy nacisk położy na podniesienie ściągalności podatków, ale, niestety, będzie to skutkowało także dodatkowymi utrudnieniami dla najmniejszych przedsiębiorców.

Rząd PiS zmienia swoje oblicze. Z delikatniejszego i bardziej empatycznego oblicza Beaty Szydło przybiera twarz twardego finansisty, bankiera, który potrafi co prawda rozmawiać z wielkimi świata finansów, ale od zwykłych obywateli dzieliła go dotychczas pewna niewidzialna bariera. Morawiecki przychodzi z innego świata niż Beata Szydło.

Jarosław Kaczyński zdecydował, aby wzmocnić przywódczą rolę premiera. Pani premier zarzucano, że nie potrafi rozwiązywać konfliktów, jakie – z czasem – narastały między ministrami. Morawiecki przetnie to szybkimi decyzjami budżetowymi i kadrowymi. Można się zatem spodziewać, że z rządu odejdą niektórzy ministrowie. Zmieni się skład Kancelarii Rady Ministrów. Jednym słowem – czeka nas istotne przemeblowanie rządzącego gabinetu.

Najważniejszą kwestią będzie przyszłość resortu obrony. Jeżeli – przy okazji powołania gabinetu Mateusza Morawieckiego – dojdzie do dymisji Antoniego Macierewicza, będzie to wyraźny sygnał, że realną władzę w obozie „dobrej zmiany” przejmuje sojusz Morawieckiego i Ziobry. Ewentualne odejście Macierewicza będzie sygnałem, że z rządu znika jedna z ważniejszych konserwatywnych sił. Oczywiście, pakiet kontrolny zachowuje ciągle prezes Jarosław Kaczyński, ale czy potrafi skutecznie kontrolować nowego premiera? Tym bardziej że prezes Kaczyński nie słynie z zamiłowania do zajmowania się kwestiami ekonomicznymi.

Jakie mogą być pozytywne następstwa zmiany premiera i w konsekwencji zmiany składu Rady Ministrów? Jeżeli jego program gospodarczy, który dotychczas formułowany był na poziomie mile brzmiących ogólników, rzeczywiście działa, to czeka nas stabilny wzrost gospodarki. Być może uda mu się spełnić najważniejszy postulat, jaki niesie w sobie nasza obecna sytuacja – pobudzić wewnętrzne inwestycje! W ślad za tym powinno iść powstawanie polskich zakładów produkcyjnych. Jeżeli Morawieckiemu uda się zbudzić polską wytwórczość i jednocześnie wprowadzi pakiet ułatwień dla małych podmiotów gospodarczych, to czeka go trwały i ważny sukces.

Drugim oczekiwaniem wobec nowego premiera jest twardy opór przeciwko naciskom na wprowadzenie na polski rynek waluty euro zamiast złotego. Jeżeli uda mu się wprowadzić kapitał ze źródeł innych niż niemieckie, rosyjskie i francuskie, to także zostanie mu to zapisane złotymi zgłoskami w księdze zasług dla polskiej niepodległości.

Dopiero teraz jednak dowiemy się, jaki Mateusz Morawiecki naprawdę jest. Jeżeli błyskotliwości i doświadczeniu towarzyszyć będzie twardy niepodległościowy pogląd na świat, to może się okazać, że 2 lata – które PiS pozostały do dokończenia pierwszej kadencji rządów – mogą stać się czasem bardzo dobrych przemian. Pozostaje jednak zasadnicze pytanie: Czy międzynarodowy biznes pozwoli Morawieckiemu na przeprowadzenie tak długo oczekiwanych rozliczeń za lata afer gospodarczych, przestępstw i lekceważenia obywateli? Bez tych działań PiS, oczywiście, także odniesie sukces, ale nie będzie już tą samą formacją, na którą Polacy głosowali w poprzednich wyborach.

Nadchodzi czas, gdy najważniejszą ambasadą w Warszawie będzie już niepodważalnie ambasada Stanów Zjednoczonych. Czy Mateusz Morawiecki to polityk takiego formatu, który będzie prowadził „polską grę” także wobec Waszyngtonu?

To bardzo ważne kwestie – odpowiedź na nie przesądzi o tym, jak będziemy oceniać Morawieckiego na końcu jego okresu sprawowania funkcji premiera.

Tagi:
komentarz premier

Reklama

Poradnik: Jak wybrać posłów prolife?

2019-10-11 09:55

Artur Stelmasiak

W kończącej się kadencji sejmowej podejmowano kilka prób zmiany prawa, by życie dzieci było lepiej chronione przed aborcją. Głosując 13 października, warto wesprzeć tych posłów, którzy walczyli o życie nienarodzonych.

Artur Stelmasiak/Niedziela

Dla mnie sprawa wyborów jest ważna, bo oprócz aktywnej polityki prorodzinnej i dobrych wyników gospodarczych zależy mi na ochronie najsłabszych dzieci, które same bronić się nie mogą. A przecież rocznie zabijanych jest ponad 1000 nienarodzonych.

W upływającej kadencji Sejmu mieliśmy kilka prób zmiany ustawy, która zezwala na aborcję w Polsce. Jedna obywatelska ustawa "Stop Aborcji" została odrzucona, a druga "Zatrzymaj Aborcję" została zamrożona na 1,5 roku w podkomisji. Jest projekt obywatelski, a wiec przechodzi na następną kadencję sejmu i parlamentarzyści będą musieli sie nim zająć. W poprzedniej kadencji posłowie PiS znaleźli także inną drogę zmiany obowiązującego prawa w Polsce i złożyli skargę do Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji eugenicznej. Pomysłodawcą skargi jest dr Bartłomiej Wróblewski, który stara się o reelekcję z list PiS w Poznaniu.

Do najbliższych wyborów dobrze się trzeba się przygotować, by oddany przez nas głos był wyborem za życiem. Dlatego trzeba dokładnie sprawdzić kandydata, na którego oddamy głos. Bardzo pomocnym narzędziem internetowym jest Katolicki Latarnik Wyborczy Zobacz, w którym łatwo sprawdzić kluczowe dla katolików głosowania. Według ogólnego zestawiania "katolickości" poszczególnych ugrupowań posłowie PiS otrzymują 82%, Konfederacja 66%, PSL-KP 59%, a PO-KO zaledwie 2%.

Same głosowania sejmowe to jednak nie wszystko, bo jest sporo pracy poselskiej, której nie widać, a ja jako dziennikarz od kilkunastu lat zajmujący się tematem prolife znam kulisy tej pracy. To przykład posłów, którzy pracują w komisjach, a szczególnie w Komisji Polityki Rodziny i Polityki Społecznej, gdzie utknął popierany przez Kościół projekt Zatrzymaj Aborcję.

W Sejmie jest także grono posłów, którym na sprawie ochrony życia naprawdę zależy, a jednak ugięli się pod presją Czarnych Protestów w 2016 r. Wiem, co im wtedy obiecywano i dlaczego tak postąpili. I mam ciągle nadzieję, że ta obietnica ochrony dzieci zabijanych w aborcji eugenicznej zostanie spełniona w nowej kadencji sejmu. Ale by zwiększyć szanse na ochronę życia trzeba głosować na posłów, którym naprawdę na tej sprawie zależy. To oni będą podnosili tę sprawę w przyszłej kadencji Sejmu.

W ochronę życia angażowało się wielu posłów PiS, ale trzeba przyznać, że aktywny zawsze był też poseł startujący z Konfederacji Robert Winnicki, który w tej kwestii zasługuje na uznanie. Ale to jedyny obecnie poseł tego ugrupowania, który zawsze głosował zgodnie z katolickim światopoglądem.

Ważną inicjatywą polityków PiS było przygotowanie pierwszego od 1993 r. wniosku do Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji eugenicznej, z którym nadal wiążę nadzieję. Wielu posłów PiS domagało się publicznie od prezes Trybunału Konstytucyjnego, by wyznaczyła termin rozprawy ws. aborcji. (Tu tekst na ten temat i pełna lista odważnych posłów Zobacz.

Dla wyborców PiS przygotowałem autorską listę posłów prolife, którzy dobrze głosowali (niektórzy wstrzymali się raz od głosu, ale sprawdzili się w innych ważnych kampaniach prolife obecnej kadencji sejmu). Co ciekawe, najwięcej niezłomnych posłów jest ze wschodniej Polski. Z takich okręgów jak Rzeszów, Lublin, czy Białystok jest po kilka osób. Zestawienie pokazuje, że tam gdzie PiS ma największe poparcie społeczne, automatycznie dostaje się najwięcej posłów prolife. W okręgach, których brakuje na tej liście, trzeba poszukać takiego posła, który najlepiej głosował lub postawić na zupełnie nową osobę najlepiej znaną ze środowisk katolickich. Po wyborach trzeba do swojego posła dzwonić i wymagać, aby działał w tej najważniejszej dla nas sprawie.

Dobrym narzędziem może być może być nowa inicjatywa deklaracji posłów "Suwerenne Państwo za Życiem i Rodziną", których można znaleźć na stronie Zobacz. Natomiast po wyborach trzeba do swojego posła dzwonić i wymagać, aby działał w tej najważniejszej dla nas sprawie ochrony życia.

Autorska lista pro-life posłów PiS wg. numerów okręgów:

2 Wałbrzych
Ireneusz Zyska

5 Toruń
Anna Sobecka

6 Lublin
Artur Soboń

6 Lublin
Jerzy Bielecki

6 Lublin
Gabriela Masłowska

8 Zielona Góra
Jarosław Porwich

10 Piotrków Trybunalski
Grzegorz Wojciechowski

10 Piotrków Trybunalski
Anna Milczanowska

11 Sieradz
Tomasz Rzymkowski

11 Sieradz
Tadeusz Woźniak

12 Chrzanów
Marek Polak

13 Kraków
Barbara Bubula

13 Kraków
Elżbieta Duda

14 Nowy Sącz
Edward Siarka

18 Siedlce
Anna Siarkowska

19 Warszawa
Paweł Lisiecki

20 okolice Warszawy
Piotr Uściński

23 Rzeszów
Wojciech Buczak

23 Rzeszów
Halina Szydełko

23 Rzeszów
Kazimierz Gołojuch

23 Rzeszów
Mieczysław Miazga

24 Białystok
Adam Andruszkiewicz

24 Białystok
Mieczysław Baszko

24 Białystok
Bernadeta Krynicka

24 Białystok
Jacek Żalek

30 Rybnik
Teresa Glenc

33 Kielce
Sylwester Chruszcz

33 Kielce
Bogdan Latosiński

34 Elbląg
Adam Ołdakowski

35 Olsztyn
Jerzy Gosiewski

35 Olsztyn
Jerzy Małecki

36 Kalisz
Piotr Kaleta

36 Kalisz
Jan Dziedziczak

39 Poznań
Bartłomiej Wróblewski

40 Koszalin
Stefan Strzałkowski

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zlekceważona ambona

2019-10-08 14:18

Bp Andrzej Przybylski, Biskup pomocniczy archidiecezji częstochowskiej
Niedziela Ogólnopolska 41/2019, str. 26

Mocno w to wierzymy, że Bóg jest z nami obecny zarówno w słowie, jak i w Eucharystii

Hans/pixabay.com

Jest taka znana anegdota, jak na początku Mszy św. zaczęło coś trzeszczeć w mikrofonie. Odprawiający ksiądz zamiast pozdrowienia wypowiedział uwagę: „Coś jest nie tak z tym mikrofonem!”. „I z duchem twoim” – odpowiedzieli wierni. Jak widać, nie tylko mikrofon może mieć swoje zakłócenia, ale również nasze słuchanie. Papież Franciszek ogłosił Niedzielę Słowa Bożego pewnie też po to, żeby zwrócić nam uwagę, że każda Msza św. jest ściśle związana ze słuchaniem słowa Bożego. Miejscem tej proklamacji jest ambona, nazywana czasem ołtarzem Słowa. Mam wrażenie, że ta część Mszy św. jest niekiedy lekceważona, a przynajmniej traktowana z mniejszym szacunkiem niż Liturgia eucharystyczna. A przecież mocno w to wierzymy, że Bóg jest z nami obecny zarówno w słowie, jak i w Eucharystii. Dzięki Bogu, klękamy jeszcze przed Najświętszym Sakramentem, a w momencie Podniesienia jesteśmy mocno skupieni i często uderzamy się w piersi, skruszeni przed tą najświętszą obecnością Pana. Kiedy natomiast zaczyna się czas czytań mszalnych i homilii, można odnieść wrażenie, że nastąpił czas rozluźnienia. Nie tylko dlatego, że siadamy wygodnie w ławkach. Wydaje się, że zatraciliśmy gdzieś głębokie przekonanie, iż każde z kierowanych do nas słów to prawdziwa mowa Boga, to program na nasze plany, problemy i pytania.

Kiepsko to czasem wygląda z obu stron ambony. Zdarza się, że lektor dopiero szuka właściwego tekstu, nie mówiąc już o tym, że widzi go pierwszy raz przed odczytaniem. Samo zaś czytanie wykonywane jest tak, jakby Pan Bóg nie miał nic ważnego do powiedzenia swojemu ludowi. A i my, księża, potrafimy się czasem zapomnieć i nie wykazujemy nadzwyczajnego skupienia, i za plecami czytających przygotowujemy się już do kolejnych czynności. A jak wygląda ambona od strony słuchających? I tu mamy sporo do naprawienia. W liturgii prawosławnej przed odczytaniem Ewangelii pada wezwanie: „Bądźmy uważni!”. Chciałbym czasem też tak wykrzyknąć przed Liturgią Słowa. Pewnie przerysowuję problem i mam świadomość, że jest dużo kościołów, w których słowo Boże odbiera należną cześć i szacunek, ale tak z miłości do Boga chcę po prostu przypomnieć: kiedy zaczyna się czytanie słowa Bożego – bądźmy uważni, żeby coś złego się nie stało z naszym duchem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ks. Costa: jakościowa zmiana synodalnej debaty

2019-10-16 16:08

vaticannews / Watykan (KAI)

Na synodzie doszło do jakościowej zmiany. Pogłębiła się jedność, co wyzwoliło jeszcze bardziej otwartą, odważną i osobistą dyskusję. „Chęć upchania w dokumencie końcowym choćby fragmentu swoich przekonań ustąpiła pragnieniu, by całkowicie oddać miejsce działaniu Ducha Świętego” - na synodalnym briefingu w watykańskim Biurze Prasowym mówił o tym ks. Giacomo Costa, sekretarz Komisji ds. Informacji.

Grzegorz Gałązka

Także Paolo Ruffini, kierujący watykańską Dykasterią ds. Komunikacji, zauważył, że w czasie wtorkowej popołudniowej kongregacji generalnej w auli zaszła odczuwalna zmiana. Podkreślono, że pewne propozycje, które starano się forsować, wcale nie były nową drogą, ale jedynie funkcjonalnym rozwiązaniem.

"W sposób bardzo mocny, wręcz zaskakujący wypłynęło pragnienie, by nie zatrzymywać się kurczowo na pojedynczych tematach, ale szukać apostolskiego zapału, dynamizmu. Gdy skupimy się wyłącznie na jakiejś jednej kwestii, grozi nam utrata szerokiego spojrzenia, ryzyko, że to, co próbujemy przeforsować, wcale nie jest nową drogą, a jedynie funkcjonalnym rozwiązaniem pojedynczej kwestii. Ta postawa sprawia, że tracimy z oczu złożoność problematyki Amazonii i zdradzamy ducha synodu. To tak jakbyśmy zgubili busolę i zamiast iść ku nowym drogom przestępowali w miejscu z nogi na nogę. Mówiono, że synodalna droga nie polega na zdyscyplinowaniu konfliktu, ale na daniu proroctwa. Trzeba zostawić miejsce Duchowi Świętemu i nie łudzić się, że ma się już gotowe normy. To nie prawo ludzkie, ale łaska jest rozwiązaniem. Nie prawo kanoniczne może rozwiązać problem, ale nowy zapał apostolski” - mówił na synodalnym briefingu Paolo Ruffini.

Paolo Ruffini przypomniał, że synod jest już na półmetku i pod koniec tygodnia rozpoczną się prace nad redagowaniem dokumentu końcowego. Wskazał, że główne tematy, jakie do tej pory wybrzmiały, dotyczyły Amazonii jako wspólnego domu, który dla całego świata i Kościoła jest wezwaniem do nawrócenia. Podkreślono, że nie jest wcale powiedziane, że będziemy mieć kolejną szansę na uratowanie naszej planety, jeśli już dziś nie dojdzie do ekologicznego nawrócenia.

Inne z podejmowanych tematów dotyczą interkulturowości, dialogu i inkulturacji, w perspektywie misji. Wiele mówiono też o kwestii dostępu do sakramentów, konieczności prowadzenia dzieł edukacyjnych oraz formacji, roli świeckich we wspólnocie, posługach kobiet nie związanych ze święceniami oraz znaczeniu duszpasterstwa powołaniowego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem