Reklama

To najlepsze, co mnie spotkało

2017-12-13 11:06

Anna Skopińska
Edycja łódzka 51/2017, str. IV

Archiwum DSM
S. Magdalena Krawczyk z jednym z podopiecznych

Anna Skopińska: – W tym roku minęło 25 lat od powstania Domu Samotnej Matki. Czy jest jakaś różnica, jeśli chodzi o środowiska, z których kobiety trafiały tu kiedyś i obecnie?

S. Magdalena Krawczyk: – Na przestrzeni 25 lat można zauważyć zmianę w profilu podopiecznych. Na początku funkcjonowania domu były to głównie studentki, dziewczyny pochodzące z tzw. normalnych rodzin, którym gdzieś zdarzyła się przypadkowa, nieplanowana ciąża. I chroniły się w DSM, by urodzić, ale też często, by oddać dziecko do adopcji.
Teraz ten profil podopiecznych znacznie się różni. Są to kobiety pochodzące z nizin społecznych, z bardzo trudnych rodzin, gdzie zerwane są te podstawowe więzy, dotkniętych problemem alkoholowym, przemocą, biedą, wykluczeniem społecznym. Często są to też ofiary przemocy domowej, które uciekają przed agresją ze strony partnera bądź też swoich rodziców. Są matki wielodzietne, które przychodzą tu już z dwójką, trójką dzieci, będąc w kolejnej ciąży.

– A wiekowo – to młode dziewczyny czy już może dojrzałe kobiety?

– To bardzo młode matki. Często niepełnoletnie. Dwa lata temu miałyśmy tu 7 niepełnoletnich matek. Taka średnia granica wieku to 20-22 lata. Najmłodsza w tej chwili ma 17 lat.

– One tu są do pewnego momentu, potem idą w świat. Czy Siostrę, siostry, interesuje to, co z nimi się dalej dzieje, czy ten kontakt z podopiecznymi jest utrzymywany?

– To zależy od nich. Są matki, które zupełnie się odcinają i nie chcą wracać do tego etapu swojego życia, ale one stanowią margines. Z większością z nich mamy kontakt. Niedawno przyszły dwie mamy ze swoimi dziećmi. Mieszkały tu 4 lata temu, nie mogły być na jubileusz, a ponieważ to była dla nich ważna uroczystość zjawiły się w dniu, gdy miały obie wolne w pracy. Przyszły z dziećmi. Dla nich to była radość i dla mnie też. Krzysio, jedno z dzieci, bardzo cieszył się ze spotkania. Już od rana mówił do mamy, że szkoda, że nie może cofnąć się w czasie do tych miesięcy, gdy był mały i tu wrócić – do starego domu. A wcześniej, za każdym razem, idąc czy jadąc obok domu, pokazywał go i mówił – tutaj jest nasz stary dom. Chłopiec spędził tu 2 lata. Jak przyszedł – był dwulatkiem i ten czas dobrze mu się zapisał.

– To też taka nagroda dla was – takie słowa, takie spotkania – za tą pracę. Na czym polega praca Siostry Dyrektor, ale też pewnie Siostry pracownika?

– Staram się unikać pracy biurowej, choć to też część moich obowiązków, ale koncentruję się głównie na pracy z mamami. A ta odbywa się na wielu poziomach – duchowym, socjalnym czy medycznym jako położna. W domu jest możliwość terapii indywidualnej, spotkań grupowych, są warsztaty z położną czy doradcą zawodowym, odbywają się kursy aktywizacyjne. Jednak najczęściej najpierw jest praca u podstaw, bo trzeba nauczyć te dziewczyny choćby tego, by zadbały o własną higienę czy higienę dziecka. By nauczyły się sprzątać, wstawiać pranie, przygotowywać posiłki. One mają tego typu braki. Dopiero potem można wchodzić już w kolejne etapy. Chcemy te nasze mamy wzmacniać jako kobiety. By nabrały poczucia własnej wartości i sprawczości. I te metamorfozy po jakimś czasie są widoczne gołym okiem. Widać, jak zmieniają się fizycznie, zaczynają dbać o siebie, czują się atrakcyjniejsze jako kobiety, bo ufarbują sobie włosy, podmalują, ładnie ubiorą. Myślę, że to też jest ważny dla nich etap, gdy przychodzą tu zaniedbane, zniszczone i dzieje się taka pierwsza widoczna gołym okiem zmiana. To jest ta moja psychologiczna i edukacyjna praca. Jest też ta duchowa, bo to często kobiety pogubione, dla których relacja z Panem Bogiem zakończyła się na etapie szkoły podstawowej czy I Komunii św. A tu obecność sióstr czy księdza daje im możliwość, jeśli chcą, na uporządkowanie tej sfery i na powrót do Pana Boga.

– Chcą? Wracać, uczyć tych wszystkich rzeczy czy raczej przychodzą z taką postawą roszczeniową, że mnie się to wszystko należy?

– Rożnie to bywa. Czasami nie rozumieją, po co to jest. Dopiero po jakimś czasie dostrzegają, że jest im to potrzebne. Moja dewiza mówi, że trzeba żyć tak, by moje życie było dla innych znakiem dobroci Boga. Być może one nie sięgną do Biblii, nie przyjdą na Mszę św., ale przez moją dobroć zobaczą, że Bóg też dla nich jest dobry. I zaczyna się od prostych spotkań, projekcji filmu, takiej pracy, jak z dziećmi. Wtedy rodzą się pytania, jakieś dyskusje, potem gdzieś dopiero jest to podprowadzenie do sakramentu spowiedzi.

– Siostra często zamieszcza na Facebooku apele o modlitwy, informacje, że któraś z kobiet ma problem z ciążą, że ktoś jest chory. Dużo jest takich sytuacji?

– Tak. I stąd te apele. Wiem, że sama po ludzku tego nie udźwignę. Ostatnio była taka sytuacja, że przyszła do nas pobita mama z dzieckiem. Będąc już u nas, nie wróciła na noc, nie było z nią kontaktu, akcja policji trwała dość długo. Wtedy proszę o modlitewne wsparcie. Proszę też o modlitwę w sytuacji zagrożenia ciąży. W minionym roku miałyśmy tu 18 kobiet z ciążą powikłaną, problemową, zagrożonych poronieniem. Gdzieś to też wynika z tego, że nie dbały o swoje zdrowie albo nie miały do tego warunków.

– Gdy zdarzają się takie sytuacje, to w DSM jest alarm czy raczej spokój i wyczekiwanie?

– Wszystko odbywa się na spokojnie. Ufam, że we wszystkim jest Boża łaska i że to On tym kieruje. W sytuacjach awaryjnych szukam wsparcia modlitewnego, ale generalnie każdy, kto tu pracuje, wie, co ma robić i uruchamia się wtedy odpowiednie procedury.

– W sytuacji tych młodych kobiet zmienił coś program 500+? Widać poprawę ich życia, te pieniądze stanowią jakąś pomoc?

– Dla mnie to kwestia dyskusyjna, jeśli chodzi o ten typ podopiecznych. Dobre jest to, że mamy które się wyprowadzają, a przez rok odkładały sobie ten dodatek na dziecko, mogą kupić meble i wyposażyć mieszkania czy wyjechać gdzieś na wakacje z dziećmi. Dobre, bo korzystają na tym dzieci. Nie u wszystkich tak jest. Dla niektórych jest to demoralizujące, zwłaszcza że tych pieniędzy nie liczy się do dochodu. Niektórym mamom spada wtedy morale. Bo państwo je wspiera, daje tyle różnych świadczeń, że trudniej je zmotywować do pójścia do pracy. Na szczęście to margines. Myślę, że bardziej ten dodatek służy rodzinom wielodzietnym, niebędącym w placówkach i podejmującym pracę. Niekoniecznie tutaj.

– To jedyny dom o takim profilu w Łodzi. Potrzeba byłoby więcej takich miejsc, czy może jest to wystarczające?

– Jeden dom to za mało. Często mamy obłożenie, długą listę oczekujących, zwłaszcza w czasie jesienno-zimowym. Bywa, że na przyjęcie czeka po 20 osób. A jeśli założymy, że każdej matce przysługuje rok pobytu tutaj i chciałaby ten rok wykorzystać, to jak przyjmę 60 matek na początku roku, to przez rok nie mogłabym już nikogo przygarnąć.

– Dom współpracuje z innymi placówkami?

– Z ośrodkiem dla ofiar chroniących się przed przemocą z ul. Franciszkańskiej, z domami dziecka i z domem dla matek małoletnich.

– Wspomniała Siostra, że kobiety starają się wychowywać swoje dzieci, tworzyć im rodziny. Zdarzają się sytuacje, że wasze dzieci trafiają do domów dziecka?

– Wtedy, gdy wyczerpiemy wszelkie możliwości pomocy i gdy matka jest agresywna albo uzależniona aktywnie, albo porzuca dziecko – to tak, zdarzają się takie sytuacje. Mniej jest sytuacji, gdy matka oddaje dziecko do adopcji. Bardziej starają się zachować dziecko przy sobie, choć niekoniecznie są wydolne wychowawczo. Ale dom dziecka to zawsze jest ostateczność.

– Praca w domu nie jest przewidywalna ani spokojna...

– Jak ktoś mnie rano pyta, jakie mam plany, to odpowiadam, że ich nie mam. Oczywiście – jakiś ogólny zarys dnia tworzę, ale i tak wiem, że to wszystko może ulec zmianie. Czasem wieczorem mówię – koniec dnia, spokój, a tu ktoś nie wraca do domu albo ktoś weźmie narkotyki.

– Martwi się wtedy Siostra?

– Boję się o dzieci. Kobieta jest dorosła, ma wolną wolę, wybiera taki los. Najbardziej martwię się, jak wraca do sprawcy przemocy. Wtedy drżę o dziecko, bo jest bezbronne i to nie ono decyduje o swoim losie. Martwię się także tym, że uzależnienie od sprawcy, taka chora miłość, jest silniejsze niż dobro dziecka. To są najtrudniejsze przeżycia. Albo gdy ktoś odchodzi, a ja wiem, że mogłabym pomoc, ale ten ktoś nie dojrzał jeszcze do tej pomocy.

– Wiele jest takich trudnych chwil?

– Nie tak dawno przyszła mama z problemem alkoholowym. Pila od 9. roku życia, w 13. została zdiagnozowana jako uzależniona od alkoholu. Trafiła do nas w czasie ciąży i tak przychodziła, odchodziła, zapijała. I wbrew regulaminowi, bo – gdy zapiła to nie powinna być przyjęta, ale by jakoś chronić dziecko i by nie urodziła gdzieś na ulicy czy w krzakach – przyjmowałyśmy ją. Tu urodziła dziecko i przez 7 miesięcy nawet dobrze sobie radziła. Ale potem przyszedł taki dzień, że nie wróciła do placówki. Zostawiła tu dziecko i po trzech dniach trzeba było uruchomić procedury. Dziecko znalazło się w placówce opiekuńczo-wychowawczej. Rozmawiałam z nią wiele razy, ma świadomość, że w jeden dzień wszystko straciła. Teraz ciężko jest jej odbić się od dna. Wiem, że z jednej strony te 7 miesięcy to taki jej sukces, bo to była najdłuższa abstynencja w jej życiu, ale wiem też, że jedna chwila zniszczyła wszystko. Często zdarza się, że ten cud miłości macierzyńskiej jest faktycznym cudem. Tutaj się nie udało. Mimo jakiegoś jej wielkiego wysiłku i zaangażowania. Jednak nałóg był silniejszy niż miłość do córki. Na razie dziecko jest w rodzinie zastępczej u jej mamy, ona dostała namiary na ośrodek terapeutyczny. Czy skorzystała? Nie wiem, bo się nie odzywa. Chciałabym wszystkim pomóc ale nie zawsze się uda.

– Kocha Siostra tą pracę, te dzieci i pewnie też te kobiety...

– Bardzo. To jest najlepsze co mnie spotkało.

– Dziękuję za rozmowę.

Tagi:
wywiad

Miłosierdzie to konkretne czyny

2019-04-24 09:01

Jolanta Kobojek
Edycja częstochowska 17/2019, str. 6

Mówienie o miłosierdziu jest ważne, jednak nie mniej istotne jest głoszenie go konkretnymi czynami – takie słowa ks. Andrzeja Partiki, kustosza częstochowskiego Sanktuarium Miłosierdzia Bożego, realizowane są każdego dnia w miejscu zwanym Doliną Miłosierdzia

Archiwum Doliny Miłosierdzia
Każdy może przyjść, by otrzymać ciepły posiłek

Pallotyni wraz z istniejącą tam od ponad 4 lat Fundacją ufam Tobie próbują odpowiadać na konkretne potrzeby drugiego człowieka. Każda podejmowana przez nich inicjatywa jest odpowiedzią na realny brak. Tak narodziły się wszystkie akcje – i te jednorazowe, i te całoroczne.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Liberalny dziennik portugalski: chrześcijaństwo najbardziej zwalczaną religią na świecie

2019-04-24 20:27

mz (KAI/Publico) / Lizbona

Liberalny dziennik lizboński "Público" zwraca uwagę, że chrześcijaństwo jest obecnie najbardziej zwalczaną religią na świecie. Nawiązując do wielkanocnych zamachów na Sri Lance gazeta podkreśla, że choć terroryzm dotyka głównie wyznawców islamu, to jednak celowe prześladowania ze strony decydentów politycznych uderzają dziś w wyznawców chrześcijaństwa.

Bożena Sztajner/Niedziela

"Najwięcej aktów terrorystycznych, w których giną ludzie, dokonuje się w państwach muzułmańskich. Z kolei zaplanowane zwalczanie religii prowadzone jest z największą siłą wobec chrześcijaństwa. Programowo zwalczają je liczące się kraje świata, jak Arabia Saudyjska czy Chiny" – odnotował dziennik.

W tym kontekście wskazał na Afrykę i Azję jako kontynenty, na których chrześcijanie są obecnie najbardziej prześladowani. "Wielu dyktatorów, a także radykalnych organizacji atakuje tam chrześcijan, postrzegając ich niekiedy jako przedstawicieli świata zachodniego" – czytamy w gazecie.

Według najnowszych ustaleń w wyniku przeprowadzonych w Niedzielę Wielkanocną 21 kwietnia zamachów w Sri Lance zginęło co najmniej 359 osób, w większości chrześcijan a ponad 500 zostało rannych. W obu tych grupach było prawie 40 cudzoziemców. Terroryści-samobójcy dokonali serii ataków na dwa kościoły katolickie i jeden protestancki oraz na cztery luksusowe hotele. Po zamachach władze kraju oskarżyły o ich przeprowadzenie miejscową organizację islamistyczną National Thowheeth Jana'ath (NTJ), wskazując, że sprawcy korzystali z pomocy zagranicznej siatki terrorystycznej. 23 bm. odpowiedzialność za ataki wzięło na siebie Państwo Islamskie (IS).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Sejm przyjął ustawę maturalną!

2019-04-25 18:34

wpolityce.pl

Sejm przyjął rządowy projekt nowelizacji ustawy o systemie oświaty i ustawy Prawo oświatowe. Projekt poparło 235 posłów, przeciw było 168. Zmiany mają pozwolić na spokojne przeprowadzenie matur.

Kancelaria Sejmu/Rafał Zambrzycki
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem