Reklama

Motory polskiego rozwoju

2017-12-27 10:47

O konieczności pobudzenia innowacyjnej gospodarki i wspomaganiu przedsiębiorców z dr. Zbigniewem Kuźmiukiem rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 53/2017, str. 36-37

Grzegorz Boguszewski
Zbigniew Kuźmiuk

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Zmiana na stanowisku premiera Polski w grudniu 2017 r. wywołała umiarkowanie życzliwe przyjęcie przez polityczne elity Europy, totalny, jak zwykle, brak życzliwości polskiej opozycji oraz zdziwienie – głównie z powodu braku uprzedniego wytłumaczenia – zaplecza politycznego partii rządzącej. To naprawdę dobra zmiana, Panie Pośle?

ZBIGNIEW KUŹMIUK: – To kontynuacja dobrej zmiany – premier Szydło została w nowym rządzie wicepremierem ds. społecznych, przy czym niejako dodatkowo zmienia się rozłożenie akcentów polityki państwa, w której priorytetem będą teraz sprawy gospodarcze, co oczywiście nie oznacza braku należnej uwagi dla spraw społecznych. Premier Morawiecki w swoim exposé zapewnił, że „rozwój i sprawy społeczne to jedno i to samo”. Na pewno więc program „Rodzina 500+” będzie realizowany, wiek emerytalny pozostanie obniżony, a finansowanie obydwu programów jest niezagrożone. Będzie realizowany inwestycyjno-społeczny program „Mieszkanie+”; w grudniu mieliśmy już pierwsze wręczenia umów wynajmu 360 nowo wybudowanych mieszkań w Jarocinie, planowane jest wykorzystanie krajowego zasobu nieruchomości na potrzeby tego programu. Takich tanich mieszkań na wynajem ma powstać blisko 3 mln w ciągu 10 najbliższych lat, a więc nie ulega wątpliwości, że ten program musi być zdecydowanie przyspieszony.

– Skoro teraz mówimy o większym nacisku na gospodarkę, to znaczy, że dotychczas była ona traktowana jednak nieco po macoszemu?

– Tak nie było, ale oczekiwany rozwój gospodarczy był wyraźnie hamowany przez mechanizm tzw. Polski resortowej. Wydaje się, że właśnie premier Morawiecki zdoła nie tylko dostrzec ten problem, ale także wręcz zmusić do współpracy poszczególne resorty, by ważne rzeczy były realizowane ponadresortowo. Przykładem działania „Polski resortowej” było np. przedłużanie się fazy przygotowań do budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego – przez wiele miesięcy nie mogło dojść do koniecznych uzgodnień między resortami, były kompetencyjne spory.

– Premier Morawiecki w exposé zapowiedział, że Centralny Port Komunikacyjny będzie „naszą drugą Gdynią”.

– Można powiedzieć, że to jeszcze większe przedsięwzięcie gospodarcze, bo ważne nie tylko dla Polski, ale też dla całej Europy Środkowo-Wschodniej. Mam więc nadzieję, że premierowi Morawieckiemu uda się przełamać wszystkie resortowe niemożności i rozpocznie budowanie tej polskiej „drugiej Gdyni” .

– Ale przede wszystkim, że uda się reanimować całą polską gospodarkę?

– Polska gospodarka już dziś ma się dobrze, choć rzeczywiście potrzebuje silniejszych impulsów, bo przecież podstawy jej wzrostu zostały ugruntowane przez ostatnie 2 lata. Głównie dzięki środkom, które trafiły na rynek przez program „Rodzina 500+”, których nie powinno się uznawać za wyłącznie konsumpcyjne, a więc dla gospodarki mało wartościowe – jak twierdzi opozycja – ale do pewnego stopnia trzeba je traktować również jako wydatki inwestycyjne. W każdym razie nie ulega wątpliwości, że napędzają one szeroko rozumianą koniunkturę gospodarczą. Konsumpcję napędzają także wyraźny wzrost płac, w tym znaczące podniesienie płacy minimalnej – na rok 2018 będzie to już 2100 zł – i wprowadzenie godzinowej płacy minimalnej – na rok 2018 będzie to prawie 14 zł za godzinę – oraz najniższe od 27 lat bezrobocie. Konsumpcja to jest ten dzisiejszy główny motor wzrostu PKB.

– Co z innymi motorami? Eksport ma się nie najgorzej, zaś motor najważniejszy, czyli polskie inwestycje, już nie najlepiej...

– Z pewnością trzeba teraz sprawić, aby te silniki ciągnęły wzrost gospodarczy znacznie mocniej, w szczególności silnik inwestycyjny. O ile mamy już pierwsze symptomy poprawy w inwestycjach publicznych, finansowanych z budżetu państwa oraz przez samorządy – które zwłaszcza teraz, w roku wyborów samorządowych, będą je zapewne spektakularnie zwiększać – to dużym problemem pozostaje jednak niezbędny przyrost inwestycji prywatnych przedsiębiorstw.

– Jakie są źródła inwestycyjnej niemocy polskich przedsiębiorców?

– Jest to rzecz zastanawiająca, bo przecież można powiedzieć, że moce wytwórcze polskich przedsiębiorców – co potwierdzają różne dane – są wykorzystywane prawie w 100 proc., że wprost nie nadążają oni z realizacją zamówień. Poważną słabością jest jednak to, że nie mają ochoty do inwestowania.

– Z czego to wynika? Może z braku pewności, z jakiejś obawy, że się nie powiedzie...?

– Na to wygląda. Polega to na tym, że formuła rozwoju prostego się wyczerpuje, coraz mocniej trzeba stawiać na rozwój innowacyjny, który jest skomplikowany i drogi. Łatwiej wybudować halę magazynową niż kupić nowoczesną linię produkcyjną... Potrzebne są zatem mocne bodźce zachęcające do innowacji. Spodziewam się, że premier w porozumieniu z ministrem szkolnictwa wyższego i nauki będzie się starał przygotować specjalne instrumentarium do pobudzenia gospodarki innowacyjnej. Korzystne rozwiązania podatkowe dotyczące wspierania innowacji weszły już w życie od 1 stycznia.

– Czy polscy przedsiębiorcy są na tyle mocni kapitałowo, by odpowiednio wspomagani mogli zacząć śmielej wchodzić na ten wyższy szczebel gospodarki?

– Z informacji czerpanych z różnych statystyk wynika, że polscy przedsiębiorcy mają całkiem sporo pieniędzy na rachunkach bankowych, jest to kwota od kilku lat wyraźnie rosnąca; obecnie wynosi ponad 260 mld zł. Te pieniądze nie są wykorzystywane na inwestycje. Ale też mamy głód pieniędzy ze strony innych przedsiębiorców, którzy chcieliby inwestować. Trzeba ten zaklęty krąg jakoś przerwać.

– Jak?!

– Już nasi poprzednicy próbowali to robić przez specjalny program gwarancji kredytowych de minimis Banku Gospodarstwa Krajowego, jednak bez widocznych dużych skutków. Należy się spodziewać, że teraz ten program będzie efektywniej realizowany, że możliwości gwarancyjne BGK będą znacząco wzrastały. Z pewnością animowanie inwestycji prywatnych jest wielkim wyzwaniem dla rządu Mateusza Morawieckiego. Jeśli silnik inwestycji – nie tylko publicznych, ale także prywatnych – zacznie wreszcie pracować normalnie, to będziemy mieli wreszcie trwały, wysoki wzrost gospodarczy. Otoczenie zewnętrzne jak na razie nam sprzyja – na Zachodzie wciąż istnieje zapotrzebowanie na polskie towary, usługi i półprodukty...

– ...jednak wciąż nie możemy zaoferować droższych, zaawansowanych technologicznie gotowych produktów...

– Rzeczywiście, musi nastąpić wreszcie ta przemiana, abyśmy stali się przede wszystkim wytwórcami produktów finalnych. Będąc jedynie podwykonawcami, nigdy nie osiągniemy odpowiednio wysokojakościowego wzrostu gospodarczego, ponieważ tzw. wartość dodana przy takiej produkcji jest tak znikoma, że nie może się przełożyć na wyraźny wzrost płac w gospodarce. Niemniej sytuacja w Polsce na rynku pracy na tyle się już zmieniła, że dziś to pracownicy zaczynają dyktować warunki pracy i płacy. Dlatego też jeśli przedsiębiorcy chcą się rozwijać i sami lepiej zarabiać, a także lepiej płacić swoim pracownikom – muszą podejmować odważne decyzje o przechodzeniu na bardziej zaawansowaną technologicznie, innowacyjną produkcję, z której będą mogli uzyskać większą wartość dodaną. Bez tego będą tracić pracowników i osłabiać swoją pozycję rynkową.

– Bardzo czekają na różnoraką pomoc rządową.

– Potrzeba jeszcze wielu specjalnie dla nich przeznaczonych instrumentów wspomagających. Jest już np. specjalna ustawa pozwalająca na dwukrotny odpis od podstawy opodatkowania wydatków innowacyjnych. W przygotowywanej tzw. Konstytucji dla biznesu mamy np. kilka zapisów specjalnie zaadresowanych do młodych przedsiębiorców, m.in. półroczne zwolnienia ze składki na ZUS dla rozpoczynających działalność gospodarczą i potem dwuletnie obniżenie jej o połowę. Być może nie stanowi to jeszcze dostatecznej zachęty, ale faktem jest, że warunki prowadzenia biznesu stale się poprawiają i chciałoby się liczyć na więcej. Ale z drugiej strony nawet mimo poprawy sytuacji finansowej ZUS – w 2017 r. z powodu ograniczania szarej strefy dotacja budżetowa do ZUS mogła być o 8 mld zł mniejsza, niż planowano na początku roku, a wypłaty emerytur aż w 80 proc. były pokryte składkami – nie ma możliwości bardzo daleko idących ulg w składce ubezpieczeniowej dla przedsiębiorców. Na razie możemy sobie pozwolić tylko na pewnego rodzaju zachęcające gesty wobec rozpoczynających działalność gospodarczą i miejmy nadzieję, że młodzi ludzie będą chcieli z nich skorzystać.

– I że kiedyś zechcą inwestować własne ciężko zarobione pieniądze, bo teraz polski rozwój gospodarczy musi się opierać przede wszystkim na inwestycjach publicznych?

– Nie za bardzo, bo w ostatnim roku rządów PO-PSL inwestycje publiczne prawie dosłownie zamarły. Teraz je odbudowujemy.

– Inwestycje publiczne były w Polsce możliwe głównie dzięki funduszom unijnym, których mieliśmy przecież niemało; dlaczego więc zamarły?

– Unijne pieniądze z perspektywy finansowej 2007-13 inwestowano jeszcze w latach 2014-15 (według unijnej zasady n+2), zaś rok 2016 był już inwestycyjną „dziurą” – poprzednia koalicja zostawiła nam „puste szuflady”. Teraz trzeba też pamiętać, że wchodzimy w drugą połowę wieloletniej perspektywy finansowej do 2020 r. – w praktyce do 2023 – musimy zatem dokonać przyspieszenia realizacji unijnych inwestycji. Ministerstwo Rozwoju dopinguje poszczególne resorty, ale także samorządy województw, które dysponują zasadniczą częścią unijnych pieniędzy inwestycyjnych.

– Tymczasem opozycja straszy, że – na skutek braku pokory rządu Zjednoczonej Prawicy wobec politycznych elit UE – Bruksela zabierze nam pieniądze...

– Z pewnością do 2023 r. nie grozi nam jakakolwiek utrata unijnych pieniędzy, ponieważ działamy w oparciu o starą perspektywę finansową, a niedawno Wielka Brytania zadeklarowała, że mimo iż wychodzi z UE, aż do rozliczenia wszystkich inwestycji pochodzących z tej perspektywy, czyli do 2023 r., będzie płaciła swoją składkę. Kwestia nowej perspektywy pozostaje otwarta i zapewne nie będziemy już mogli liczyć na unijną szczodrość, bo z powodu brexitu w kasie UE będzie jednak o 10 mld euro rocznie mniej (w całej 7-letniej przyszłej perspektywie finansowej o 70 mld euro mniej). A ponadto Polska już jako kraj znacznie bogatszy niż przed 10 laty nie będzie mogła liczyć na tak wysokie środki jak w obecnej perspektywie. Na koniec 2016 r. PKB na mieszkańca liczone według siły nabywczej naszej waluty wyniosło 68 proc. średniej unijnej, przed 10 laty niewiele przekraczało 50 proc.

– Polscy przedsiębiorcy to także rolnicy, którzy wciąż czekają na dawno obiecywane wyrównanie dopłat bezpośrednich. Kiedy to nastąpi?

– Według niedawnych zapewnień komisarza ds. rolnictwa i rozwoju wsi Phila Hogana, po 2020 r. priorytetem europejskiej polityki rolnej będzie dążenie do zlikwidowania nierówności w dopłatach bezpośrednich między starymi i nowymi krajami członkowskimi Unii. Na razie to tylko zapowiedź, ale wypowiedziana publicznie, w obecności kilkuset osób. Można się zatem spodziewać, że na wiosnę 2018 r. Komisja Europejska przedstawi odpowiednie rozwiązania dotyczące zmniejszenia dopłat w krajach starych i ich zwiększenia w nowych. Dla Polski byłby to dodatkowo 1 mld euro rocznie.

– I naprawdę nie musimy się obawiać żadnych restrykcji z powodu „niesubordynacji” nielubianego w Europie polskiego rządu?

– Jakiekolwiek ograniczenia finansowe, np. związane z zarzutami w sprawie zagrożenia praworządności, nie znajdują uzasadnienia w unijnych przepisach. Jedynym warunkiem, który stawia się krajom członkowskim, jest zachowanie równowagi makroekonomicznej; UE może zawiesić przekazywanie środków do danego kraju jedynie wówczas, gdy dojdzie tam do nierównowagi polegającej na tym, że deficyt finansów publicznych przekroczy 3 proc. PKB i nie ma szans na poprawę tej sytuacji. Polska utrzymuje ten deficyt na zdecydowanie niższym poziomie – w tym roku deficyt sektora finansów publicznych wyniesie poniżej 2 proc. PKB. Gdyby jednak chciano wprowadzać jakiekolwiek ograniczenia, to trzeba zmieniać unijne traktaty. A do tego potrzebna jest jednomyślność wszystkich członków UE.

– Czy, Pańskim zdaniem, premier Mateusz Morawiecki będzie w stanie uspokoić i wyciszyć relacje polsko-europejskie?

– Myślę, że premierowi Morawieckiemu będzie się udawało przełamywać opory i niechęć unijnych instytucji. Mam nadzieję, że w ciągu najbliższych miesięcy konfliktów na linii Polska – Unia Europejska będzie zdecydowanie mniej. A to jest ważne przede wszystkim dlatego, że w niedalekim czasie czekają nas bardzo poważne zmiany w samej UE – choćby za sprawą prezydenta Francji Emmanuela Macrona i nowego rządu kanclerz Angeli Merkel z prawdopodobnym ponownym udziałem niemieckiej lewicy, która forsuje „Stany Zjednoczone Europy” zamiast Europy Ojczyzn. Czeka nas bardzo poważna debata nad przyszłością Unii, w której powinniśmy wziąć czynny udział.

Zbigniew Kuźmiuk - Doktor nauk ekonomicznych, nauczyciel akademicki, przedsiębiorca; działacz ruchu ludowego, członek Prawa i Sprawiedliwości, wojewoda radomski (1994-96), prezes Rządowego Centrum Studiów Strategicznych (1996-97), marszałek województwa mazowieckiego (1999-2001), poseł na Sejm IV i VII kadencji, deputowany do Parlamentu Europejskiego (2004-09 i 2014-19).

Reklama

O. Buttet: dlaczego katolicy nie wierzą w obecność Jezusa w Eucharystii?

2019-10-15 20:12

vaticannews.va / Watykan (KAI)

Kościół musi powrócić do Eucharystii. Gdyby to zrobił, gdyby adoracja Najświętszego Sakramentu rzeczywiście stała się, jak chciał Jan Paweł II, sercem i życiem Kościoła, to spełniłoby się proroctwo świętego papieża co do przyszłości Kościoła, nie byłoby rzeczy niemożliwych – uważa o. Nicolas Buttet, założyciel Wspólnoty Eucharistein – Eucharystia.

Weronika Grishel

Ten szwajcarski mnich właśnie dzięki spotkaniu z Eucharystią przeżył przed laty głębokie nawrócenie. Pod jego wpływem najpierw przez pięć lat żył jako pustelnik w małej grocie. Z czasem, kiedy zaczęło się wokół niego gromadzić grono młodych ludzi, założył wspólnotę, w której centrum znajduje się właśnie kult Najświętszego Sakramentu. Jej trzon stanowi 30 osób konsekrowanych.

Rozmawiając z Radiem Watykańskim, o. Buttet odniósł się szokujących danych, które dwa miesiące temu wstrząsnęły Kościołem w Stanach Zjednoczonych. Okazało się, że jedna trzecia tamtejszych katolików nie wierzy w realną obecność Jezusa w Najświętszym Sakramencie.

- Myślę, że to nie jest w pierwszym rzędzie kwestia niewiedzy, lecz doświadczenia. Można bardzo dobrze poznać w sposób spekulatywny teologię Eucharystii i wszystko, co na przykład napisał na ten temat Tomasz z Akwinu. Ale ostatecznie tylko święci mogą nas nauczyć, czym jest Eucharystia – mówi Radiu Watykańskiemu o. Buttet. – To dlatego na zakończenie encykliki „Ecclesia de Eucharistia”, Jan Paweł II zachęca, byśmy uczyli się od świętych, którzy pokazują nam, czym jest prawdziwa pobożność eucharystyczna. I tego dziś brakuje. Bo potrzeba „zasmakować” w Eucharystii. A zamiłowanie do Eucharystii zaszczepiają w nas, ci którzy nią naprawdę żyją. Kiedy widzimy Teresę z Kalkuty przed Najświętszym Sakramentem, kiedy widzimy, jak Jan Paweł II sprawuje Eucharystię, to nagle rozumiemy, że dzieje się coś ważnego, i sami zaczynamy tego pragnąć.

O. Buttet podkreśla, że nie należy się bać, że przesadzimy z kultem Najświętszego Sakramentu, że stanie się on na przykład ważniejszy niż lektura Pisma Świętego. Jak uczy Sobór Watykański II, Eucharystia jest rzeczywiście źródłem i szczytem.

- Choć Biblia jest przesłaniem Boga, Jego słowem, to jednak nie jest Bogiem. Eucharystia natomiast, to Bóg we własnej osobie. Czym innym jest słyszeć słowo, a czym innym jest spotkać osobę. Czym innym jest słuchać kogoś w radiu, a czym innym spotkać się z nim twarzą w twarz. Pewien młody podsunął mi kiedyś piękny obraz. Wyobraźcie sobie, mówił, dwoje narzeczonych, którzy rozmawiają ze sobą przez telefon. To oczywiście coś wspaniałego. Ich głos jest w stanie przekazać całą głębię uczucia, wzajemną czułość. Ale kiedy się spotykają, kiedy się obejmują, to jest to jeszcze coś innego. Tak też można zrozumieć różnicę między Słowem Bożym i Eucharystią. Eucharystia, to spotkanie dwóch ciał, dwóch serc, rzeczywiste, z Bogiem żywym - zaznaczył założyciel Wspólnoty Eucharistein.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kenia: zamordowano katolickiego księdza

2019-10-16 17:53

tom (KAI) / Nairobi

Tydzień po zaginięciu katolickiego księdza w Kenii znaleziono jego ciało. Sprawcy zabójstwa pochowali ks. Michaela Maingi Kyengo w pobliżu rzeki w mieście Makima, 100 km na północ od stolicy Nairobi. Jak informują kenijskie media policja prowadzi dochodzenie w sprawie morderstwa.

Unsplash/pixabay.com

„Ekshumujemy ciało w celu przeprowadzenia śledztwa, abyśmy mogli rzucić więcej światła na okoliczności zbrodni” - słowa rzecznika miejscowych władz cytuje gazeta "Daily Nation". Zabójstwo kapłana nazwał „nikczemnym aktem”.

Ze wstępnych ustaleń wynika, że ks. Kyengo był ostatnio widziany tydzień temu, kiedy odwiedził swoich rodziców. Po tym, jak podrzucił do domu swego współpracownika, późno w nocy, udał się do swojej parafii. Tam nieznany człowiek porwał ks. Kyengo, a później obrabował jego konto bankowe. Jak dotychczas dwóch podejrzanych zostało aresztowanych i to wskazali śledczym miejsce, gdzie zostało pochowane ciało kapłana.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem