Reklama

Nauka

Polskie Towarzystwo Geograficzne

Począwszy od XX stulecia, historia polskiej geografii nierozerwalnie wiąże się z dziejami Polskiego Towarzystwa Geograficznego. W XIX wieku towarzystwa geograficzne funkcjonowały w kilku europejskich krajach. Ich siedziby mieściły się w Paryżu (od 1821), Berlinie (1828), Londynie (1830), Sankt Petersburgu (1845) i Wiedniu (1856). Ponieważ Polacy wykazywali wtedy dużą aktywność badawczą na różnych kontynentach, chętnie przyjmowano ich do tych towarzystw.

Pierwsze próby utworzenia towarzystwa

W XIX wieku pojawiły się pierwsze próby zjednoczenia polskich geografów przez stworzenie odpowiedniego towarzystwa. Inicjatywę taką wysunął m.in. w 1886 r. Wacław Nałkowski. Restrykcyjne przepisy władz zaborczych uniemożliwiały jednak powstawanie na ziemiach Rzeczypospolitej polskich organizacji naukowych. Dopiero pod koniec XIX wieku swoje stanowisko złagodziły władze wiedeńskie. Powstało wtedy w Krakowie Towarzystwo Tatrzańskie (1873), zrzeszające m.in. wielu geografów. Po 1905 r. władze carskie zaczęły wydawać zgodę na tworzenie takich organizacji w Kongresówce. W 1906 r. utworzono Polskie Towarzystwo Krajoznawcze, które odegrało ważną rolę w rozwoju świadomości geograficznej i patriotycznej Polaków, zwłaszcza młodzieży. W tworzeniu PTK aktywnie uczestniczyli geografowie z różnych części Polski, zwłaszcza Wacław Nałkowski i Ludomir Sawicki.

Sytuacja polityczna na ziemiach polskich sprawiła, że konkretne działania zmierzające do utworzenia towarzystwa geograficznego podjęto dopiero pod koniec 1917 r. W odezwie propagandowej z tamtego okresu sygnowanej przez Bolesława Olszewicza oraz Ludomira Sawickiego czytamy m.in.: „(...) dalsze zaniedbanie tej nauki [tj. geografii], ważnej dla rozwoju każdego nowoczesnego państwa i społeczeństwa, obciążyłoby już wyłącznie naszą własną odpowiedzialność. By podołać tym wielkim zadaniom, stanąć musimy wszyscy zgodnie do wspólnej pracy. Odczuwamy przede wszystkim konieczność zrzeszenia osób pracujących na polu geografii i nauk pokrewnych dookoła ogniska, w którym przez bezpośrednią wymianę zdań i ciągły kontakt z rozwojem nauk za granicą ześrodkować by się mogło wszystkie dążenia ku podniesieniu oświaty i twórczości geograficznej u nas”.

Reklama

Nie tylko geografia

Polskie Towarzystwo Geograficzne zostało założone w Warszawie 27 stycznia 1918 r. i należy do najstarszych stowarzyszeń naukowych na ziemiach polskich. Od zarania swego istnienia aktywnie zaangażowało się w dzieło tworzenia niepodległego państwa polskiego oraz odbudowy polskiej państwowości. Wśród założycieli byli m.in. ówcześni i późniejsi profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego: Antoni Bolesław Dobrowolski, Stanisław Lencewicz, Jan Lewiński i Stanisław Poniatowski; Uniwersytetu Jagiellońskiego: Ludomir Sawicki; Szkoły Głównej Handlowej: Jerzy Loth, Antoni Sujkowski; a także Regina Fleszarowa, Władysław Gorczyński, Stanisław Koszutski, Anna Nałkowska, Bolesław Olszewicz, Władysław Smosarski, Paweł Sosnowski. Byli to nie tylko wybitni polscy uczeni, nauczyciele i społecznicy, ale także wielcy patrioci. Jednym z głównych celów organizacyjnych PTG było zjednoczenie środowiska geografów podzielonego ponad wiekową niewolą związaną z rozbiorami i zaborami. Geografowie, zwłaszcza Eugeniusz Romer, odegrali główną rolę w procesie ustalania ostatecznego kształtu granic niepodległej Polski. Przy ich ustalaniu uczestnicy paryskiej konferencji bazowali przede wszystkim na opublikowanym przez Romera w 1916 r. „Geograficzno-statystycznym atlasie Polski”. Romerowi zalecono zorganizowanie działu geograficznego przy Polskim Biurze Prac Kongresowych w Paryżu. Był on członkiem oficjalnej polskiej delegacji podczas paryskiej konferencji pokojowej (1919-20). W pracach nad delimitacją granic Rzeczypospolitej uczestniczyli wówczas późniejsi prezesi Towarzystwa. Obok Eugeniusza Romera (prezes w latach 1925-26) byli to Antoni Sujkowski (przewodniczący PTG w latach 1931-41) oraz Stanisław Srokowski (przewodniczący w okresie 1945-50).

Szeroka aktywność

Niemal bezpośrednio po zakończeniu I wojny światowej pojawiły się prace, w których nakreślono zadania geografii w procesie integracji ziem polskich. Doprowadzono do ujednolicenia nazewnictwa geograficznego, zróżnicowanego w poszczególnych zaborach. Głównym celem naukowym było jak najrzetelniejsze zbadanie dla potrzeb gospodarki narodowej naszych ziem pod względem fizyczno-geograficznym i społeczno-gospodarczym.

Towarzystwo wykazywało wielkie zaangażowanie w proces rozwoju społeczno-gospodarczego Polski i likwidacji przestrzennych kontrastów wynikających z wieloletniego podziału ziem Rzeczypospolitej między trzy państwa zaborcze. Członkowie Towarzystwa mieli znaczący udział w tworzeniu koncepcji okręgów gospodarczych, byli pionierami planowania przestrzennego i regionalnego. W istotny sposób przyczynili się do uznania turystyki za ważną dziedzinę gospodarki kraju. Głównymi obszarami ich aktywności były obszary górskie (zwłaszcza Karpaty), tereny nadmorskie, pojezierza, pogranicza wschodnie i zachodnie oraz polskie miasta.

Reklama

Towarzystwo w całej swej historii było stowarzyszeniem nie tylko naukowym, ale również cechowała go silna tradycja obywatelska, społeczna i patriotyczna. Motyw patriotyczny zawsze był obecny w polskiej geografii. Obok historii i języka polskiego to właśnie geografia stanowiła główne ogniwo wychowania patriotycznego wielu pokoleń polskiej młodzieży. W okresie międzywojennym przejawiało się to m.in. w ukazywaniu antypolskiego charakteru niemieckich i sowieckich podręczników geografii oraz w manifestacyjnych Zjazdach Zrzeszenia Polskich Nauczycieli Geografii, na których podkreślano polski charakter Pomorza, Gdańska i Górnego Śląska. W różnych okresach dziejowych Towarzystwo uświadamiało Polakom, jak ważną rolę w życiu gospodarczym, społecznym i kulturalnym odgrywa szeroko rozumiana kultura geograficzna. Po odzyskaniu niepodległości polscy geografowie podjęli szeroką akcję edukacyjną, patriotyczną i wychowawczą w celu podniesienia świadomości narodowej i społecznej.

Zachować ducha polskości

Geografia znalazła się w grupie tych nauk, które Niemcy uznali za szczególnie niebezpieczne dla III Rzeszy. Nic zatem dziwnego, że geografowie stanowili tę część polskiej inteligencji, przeciw której w pierwszej kolejności skierowała się nienawiść niemieckich okupantów. 6 listopada 1939 r. w ramach Sonderaktion Krakau Niemcy wywieźli do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen blisko 200 profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego, wśród których było sześciu geografów. Trzech spośród nich zginęło (Jerzy Smoleński, Wiktor Rudolf Ormicki, Walenty Winid).

Szczególnie w tym czasie członkowie Towarzystwa na różnych odcinkach walczyli o zachowanie w społeczeństwie ducha polskości i świadomości narodowej. Smutnym potwierdzeniem tej aktywności geografów jest wykaz strat polskiej geografii w latach II wojny światowej. Odbywały się tajne zebrania Towarzystwa połączone z odczytami lub dyskusją naukową nad przyszłością geografii i kraju (Warszawa, Kraków). Podejmowano walkę z wrogiem niemieckim i sowieckim na polu walki, ale również na niwie naukowej, publikując różne opracowania w wydawnictwach konspiracyjnych, np. Armii Krajowej (m.in. seria wydawnicza „Ziemie powracające. Obraz geograficzno-gospodarczy”, Jan Dylik, Maria Czekańska, Antoni Wrzosek, 1942-43). Angażowano się w tajne nauczanie na poziomie uniwersyteckim i szkolnym. Prowadzono je nawet w ekstremalnie trudnych warunkach, w obozach koncentracyjnych i jenieckich czy w łagrach. Pełniono odpowiedzialne funkcje w państwie podziemnym i w Armii Krajowej (m.in. w utworzonym w 1943 r. Szefostwie Służby Geograficznej KG AK o kryptonimie „Schronisko”). Geografowie uczestniczyli też w pracach przygotowujących stanowisko Polski odnośnie do spodziewanych po wojnie zmian granic państwowych (Eugeniusz Romer, Stanisław Leszczycki, Stanisław Pietkiewicz, Edward Rühle, Józef Szaflarski, Antoni Wrzosek). Na zlecenie Delegatury Rządu RP na Kraj opracowano zasady zasiedlenia przyszłych terenów zachodnich (m.in. Antoni Wrzosek, 1942).

Wielu członków za manifestowaną postawę geografa Polaka zapłaciło najwyższą cenę – własne życie. Byli to m.in.: Jerzy Smoleński, Stanisław Pawłowski, Stanisław Lencewicz, Wiktor Rudolf Ormicki, Walenty Winid, Wanda Rewieńska, Zdzisław Simche, Jakub Stefan Cezak, Adam Gadomski, Julian Stanoch, Franciszek Mączak, Czesław Jaksa Bykowski. Zbrodnie te dokonywały się w niemieckich obozach koncentracyjnych, sowieckich łagrach, podczas publicznych egzekucji. W Katyniu została zamordowana większość kadry oficerskiej korpusu geografów pracujących w Wojskowym Instytucie Geograficznym wraz z jego szefem Jerzym Lewakowskim. Przez cały okres okupacji musiał ukrywać się przed Niemcami prof. Eugeniusz Romer, przewodniczący Towarzystwa Geograficznego we Lwowie. W okresie wojny zmarł z powodu braku lekarstw ciężko chory prezes Towarzystwa Antoni Sujkowski. Przypomnijmy w tym miejscu wspaniałe słowa docenta UJ Wiktora Rudolfa Ormickiego, który prowadzony na śmierć w obozie Mauthausen-Gusen 17 września 1941 r. powiedział: „Idę (...) ze spokojem. Idę w tym głębokim przeświadczeniu, że nie ginę na marne, że to wszystko dla Polski”.

Lata powojennej aktywności

W okresie powojennym Polskie Towarzystwo Geograficzne aktywnie włączyło się w proces odbudowy zniszczonej Polski i zagospodarowania tzw. Ziem Odzyskanych. Geografowie brali udział we wszystkich koncepcjach zagospodarowania przestrzennego kraju (znaczną część takich prac sami koordynowali), w pracach nad zmianami podziału administracyjnego, prognozowaniu zmian społeczno-gospodarczych, planach ochrony środowiska, krajobrazu itd. Współcześnie geografowie aktywnie uczestniczą również w opracowaniu strategii i planów rozwoju na wszystkich szczeblach administracji samorządowej. Ze smutkiem należy stwierdzić, że tworzone koncepcje, oparte na obiektywnych, naukowych przesłankach, jak również zalecenia i rekomendacje, a nawet ostrzeżenia związane z negatywnymi procesami przyrodniczymi, społecznymi i gospodarczymi nie zawsze były wysłuchiwane i wykorzystywane przez decydentów.

W 2006 r. PTG zostało wpisane na listę organizacji pożytku publicznego. Jednym z podstawowych celów działania Towarzystwa jest kształtowanie społecznej świadomości geograficznej, czemu służą organizowane wycieczki i działalność popularyzacyjna. Ważną rolę edukacyjną odgrywają organizowane od 1974 r. Olimpiady Geograficzne dla uczniów szkół średnich. Młodzi Polacy wielokrotnie zwyciężali indywidualnie i drużynowo w Międzynarodowych Olimpiadach Geograficznych.

Dzięki wybitnym umysłom, nowatorskim koncepcjom i ideom, ale także wytężonej pracy wielu uczonych i społeczników – członków Towarzystwa wniesiony został znaczący wkład do dorobku geografii światowej. Po wojnie przyczynili się do tego m.in. profesorowie: Tadeusz Bartkowski, Stanisław Berezowski, Zbyszko Chojnicki, Maria Dobrowolska, Jan Dylik, Kazimierz Dziewoński, Rajmund Galon, Alfred Jahn, Maria Kiełczewska-Zaleska, Mieczysław Klimaszewski, Jerzy Kostrowicki, Jerzy Kondracki, Bogumił Krygowski, Antoni Kukliński, Stanisław Leszczycki, Henryk Maruszczak, Ludwik Straszewicz, Józef Szaflarski, Tadeusz Wilgat, Antoni Wrzosek, Stanisława Zajchowska i wielu innych.

Międzynarodowe uznanie

Polska geografia zawsze cieszyła się wielkim uznaniem za granicą. Tak było w okresie międzywojennym, podobną sytuację notujemy obecnie. Doniosłym sukcesem zakończyły się odbywające się w naszym kraju: II Zjazd Słowiańskich Geografów i Etnografów (1927), XIV Kongres Międzynarodowej Unii Geograficznej (1934), a także Konferencja Regionalna Międzynarodowej Unii Geograficznej (2014). Po wojnie, pomimo żelaznej kurtyny, polscy geografowie z sukcesem rozwijali współpracę międzynarodową. Polska stała się centralnym miejscem spotkań geografów świata wschodniego i zachodniego. O międzynarodowej pozycji polskiej geografii świadczy fakt, że Polacy byli wybierani do pełnienia odpowiedzialnych funkcji w Międzynarodowej Unii Geograficznej. Wiceprzewodniczącymi tego gremium byli profesorowie Eugeniusz Romer (w latach 1928-38 i 1946-49), Stanisław Pawłowski (1938-39), Stanisław Leszczycki (1964-68 i 1972-76) oraz Jerzy Kostrowicki (1976-1984). W okresie 1984-92 Leszek A. Kosiński sprawował funkcję sekretarza generalnego i skarbnika MUG. W latach 1968-72 funkcję przewodniczącego Międzynarodowej Unii Geograficznej pełnił jedyny jak dotąd Polak – prof. Stanisław Leszczycki. Przed wojną prof. Jerzy Smoleński przewodniczył Komisji Demograficznej Ligi Narodów (1938-39). Geografowie czynnie włączali się w działania władz niepodległej Polski w poszukiwaniu zagranicznych rynków zbytu dla polskich towarów. Podczas jednej ze związanych z tym ekspedycji zmarł tragicznie prof. Ludomir Sawicki (1928).

Współcześnie obchodzące 100-lecie swojej działalności Polskie Towarzystwo Geograficzne jest największą organizacją naukowo-zawodową i społeczną geografów, skupiającą przedstawicieli wszystkich subdyscyplin i specjalności geograficznych. Co szczególnie istotne, działalność ta częstokroć wykracza poza tradycyjnie rozumianą geografię, integruje bowiem badaczy i miłośników pokrewnych dziedzin: ochrony środowiska i gospodarki przestrzennej, geologii, botaniki, ekonomii, socjologii, historii, architektury i urbanistyki.

100-lecie Polskiego Towarzystwa Geograficznego w 2018 r. jest znakomitą okazją do przypomnienia chlubnej tradycji geografii w Polsce i przywołania jej największych osiągnięć, jest też dobrym momentem do zastanowienia się nad wyzwaniami przyszłości.

Jubileusz

Uroczystości jubileuszowe rozpoczęły się już w dniach 1-4 czerwca 2016 r. prestiżową wystawą ilustrującą tradycje polskiej geografii i Międzynarodowym Kongresem Geograficznym w Paryżu, który odbywał się w Ambasadzie RP, Bibliotece Polskiej oraz w Stacji Naukowej Polskiej Akademii Nauk. Wydarzenia w Paryżu dowodzą, że polska geografia wnosi własne, narodowe idee i koncepcje także do wspólnoty europejskiej. Honorowy patronat nad wystawą i konferencją objęli ówczesny ambasador RP w Paryżu dr Andrzej Byrt oraz rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. dr hab. med. Wojciech Nowak.

Obchodom jubileuszowym planuje się nadać uroczysty i podniosły charakter. Przewidywane są specjalne okolicznościowe konferencje, w tym jubileuszowe spotkanie Polskiego Towarzystwa Geograficznego w Warszawie 27 stycznia 2018 r., Kongres Geografii Polskiej w Warszawie zwołany z okazji 100-lecia Towarzystwa i 100-lecia geografii na Uniwersytecie Warszawskim (12-14 kwietnia 2018 r.), konferencja pt. „Rola geografii w utrwalaniu Niepodległej Polski i w Jej rozwoju” (Kraków, 21-23 czerwca 2018 r.), konferencja pt. „Geografia jako nauka aplikacyjna” (Warszawa, grudzień 2018 r.), a także liczne wystawy oraz specjalne wydawnictwa. Podkreśleniem rangi wydarzenia jest uchwała Komitetu Nauk Geograficznych Polskiej Akademii Nauk z 2015 r. o uznaniu Roku Jubileuszowego 2018 Rokiem Polskiej Geografii. Polskie Towarzystwo Geograficzne wspólnie z Komitetem Nauk Geograficznych PAN czynią starania o zorganizowanie wystawy oraz okolicznościowej sesji naukowej w Sejmie Rzeczypospolitej Polskiej.

100-lecie PTG i związany z tym Rok Polskiej Geografii będą doskonałą okazją do pogłębienia współpracy wielu środowisk, nie tylko geograficznych, oraz spotkań w formule integracji. Pragniemy, aby jubileusz odbywał się godnie, z podkreśleniem rangi Towarzystwa i polskiej geografii. Należy wyrazić nadzieję, że to wyjątkowe wydarzenie pozwoli polskiej geografii zająć należne jej miejsce w świadomości społecznej i w życiu kraju, a także podkreślić jej rangę w skali międzynarodowej.

2018-01-24 12:43

Ocena: 0 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

USA: Polak pracujący przy programie obrony planetarnej NASA: wypatruję groźnych asteroid

2020-05-22 07:25

[ TEMATY ]

nauka

Twitter.com

Kacper Wierzchoś

Kacper Wierzchoś, polski astronom, odkrywca tzw. małego księżyca i - jak sam się nazywa - "łowca komet i asteroid" opowiedział PAP o swojej pracy i odkryciach przy finansowanym przez NASA projekcie obrony planetarnej.

Kacper Wierzchoś pochodzi z Lublina. Pracuje w Obserwatorium Mount Lemmon niedaleko Tuscon w Arizonie, przy realizacji programu badawczego Catalina Sky Survey, którego celem jest poszukiwanie asteroid, komet i innych potencjalnie niebezpiecznych obiektów bliskich Ziemi. To część programu obrony planetarnej NASA. W lutym br. odkrył krążący wokół Ziemi tzw. mały księżyc - planetoidę wciągniętą na orbitę Ziemi. W kwietniu polski astronom odkrył kolejny obiekt, tym razem kometę, która została nazwana jego imieniem - C/2020 H3 Wierzchoś. To dziewiąta kometa w historii nazwana imieniem polskiego odkrywcy.

PAP: Czy obserwatorium astronomiczne Mount Lemmon w Arizonie nadal pracuje, pomimo pandemii koronawirusa?

Kacper Wierzchoś: Jesteśmy jednym z niewielu obserwatoriów astronomicznych, które działają podczas pandemii. Tylko jedna osoba pracuje przy teleskopie, więc raczej nie ma ryzyka zakażenia. Nasza praca przy projekcie obrony planetarnej jest na tyle istotna, że obserwatorium pozostaje czynne. Zawsze jest lepiej wiedzieć, czy zbliża się jakaś asteroida, która mogłaby uderzyć w Ziemię, choć takie prawdopodobieństwo jest bardzo małe.

PAP: W światowych mediach było i nadal jest głośno na temat Twojego odkrycia tzw. małego księżyca, a w kwietniu nowej komety nazwanej Twoim nazwiskiem. Zanim jednak przejdziemy do tego tematu, czy mógłbyś nam powiedzieć coś o sobie i o Twojej drodze do pracy w zespole Catalina Sky Survey?

K.W.: Pochodzę z Lublina, mam 32 lata, ale moja rodzina wyemigrowała do Hiszpanii w 1990 r, gdy byłem dzieckiem. Mama nauczyła mnie mówić po polsku i zaszczepiła zainteresowanie polską literaturą i muzyką. Z ojcem, który wcześniej był pracownikiem Polskiej Akademii Nauk (PAN), ale od wielu lat pracuje naukowo w Hiszpanii, także rozmawiałem po polsku; jestem za to rodzicom bardzo wdzięczny. Studiowałem fizykę w Hiszpanii, na Uniwersytecie Complutense w Madrycie, a doktorat na temat komet obroniłem w ub. roku na South Florida University w Stanach Zjednoczonych.

PAP: Na czym polega projekt obrony planetarnej NASA?

K.W.: Aby obronić Ziemię, najpierw trzeba odkryć asteroidy, które mogłyby jej zagrozić. To jest właśnie nasza misja, odkrywanie asteroid, a NASA i inne instytucje oceniają, czy są one potencjalnie niebezpieczne, tzn. czy mogłyby znaleźć się na kursie kolizyjnym z Ziemią. Obliczają kurs i orbitę asteroidy. Inne misje, takie jak DART zajmują się próbą zmiany kursu asteroid.

PAP: Dużo asteroid przelatuje koło Ziemi? Jak wiele z nich jest potencjalnie niebezpiecznych?

K.W.: Tak, jest ich naprawdę sporo. Większość z nich jest na szczęście bardzo mała, więc nie są groźne. Niebezpieczne są te, które mają od kilkanastu metrów średnicy. W 2008, 2014 i 2018 r. zespół Catalina Sky Survey odkrył takie asteroidy, które weszły potem w atmosferę Ziemi, wybuchły i spaliły się. Dokonał tego, we wszystkich trzech przypadkach, członek naszego zespołu, Amerykanin polskiego pochodzenia, Ryszard Kowalski.

PAP: Odkryłeś nowego, tymczasowego satelitę Ziemi, który wpadł w sidła grawitacyjne naszej planety i trzy lata kręcił się wokół niej, tzw. "mały księżyc". Na czym polega waga Twojego odkrycia?

K.W.: Chcę podkreślić, że to jest odkrycie nie tylko moje, ale także mojego kolegi z pracy, Teddy’ego Pruyne’a, gdyż razem byliśmy wtedy przy teleskopie. Żyjemy w bardzo geocentrycznym społeczeństwie, myślimy, że jesteśmy centrum naszego świata. Jesteśmy przekonani, że istnieje tylko jeden duży księżyc, który kręci się wokół Ziemi - tego nas uczą od małego. A tu nagle okazuje się, że mogą istnieć także inne naturalne obiekty krążące wokół naszej planety. Być może istnieje dużo takich księżyców, ale są one tak małe, że nie mamy jeszcze wystarczająco zaawansowanych teleskopów, aby je odkryć. “Mały księżyc” jest drugim w historii tego typu odkryciem Catalina Sky Survey, pierwszy został odkryty w 2006 r. Może kiedyś będzie możliwe wysyłanie rakiet i sond dla zbadania takich obiektów. Wydajemy miliony na badanie dalekich asteroid, a tu się okazuje, że możemy je mieć pod nosem.

PAP: Dlaczego nazwa “mały księżyc”, i czy miał on jakiś wpływ na Ziemię?

K.W.: Małe jest piękne, stąd nazwa. Chciałbym mieć choć jego kawałek w moim salonie, skoro go odkryłem, ale niestety, po trzech latach kręcenia się wokół Ziemi, w marcu opuścił orbitę naszej planety. Ponownie pojawi się prawdopodobnie po 2040 r., ale tylko zbliży się do Ziemi, bez wchodzenia w jej orbitę. “Mały księżyc” miał wiele wspólnego z naszym znajomym Srebrnym Globem, gdyż był także naturalnym obiektem na orbicie Ziemi i krążył wokół niej, choć w sposób bardziej chaotyczny. Nie miał żadnego wpływu na Ziemię, gdyż był zbyt mały, miał wielkość … słonia. Jeśli chodzi o jego skład chemiczny, to badania trwają nadal. Jestem członkiem grupy prowadzącej badania spektroskopowe (badania materii przy użyciu promieniowania elektromagnetycznego - PAP), ale jeszcze nie opublikowaliśmy wyników.

PAP: O "małym księżycu” wspomniał m.in. Elon Musk na Twitterze…

K.W.: Tak, odkryciem interesowały się media światowe - CNN, The New York Times, The Washington Post, Forbes, Scientific American i inne, a nawet sam Elon Musk odniósł się do odkrycia. Tygodnik “New Scientist” porównał "mały księżyc" do pojazdu. Wtedy dyrektor SpaceX zapewnił, że to nie jest samochód wystrzelony przez niego w kosmos w 2018 r.

PAP: Jak wygląda dzień, a raczej noc Twojej pracy?

K.W.: Nasza praca jest podobna do pracy latarnika - pracujemy sami, w nocy, w obserwatorium położonym na wysokości 3 tys. metrów, przeszukując niezmierzoną przestrzeń. Pracujemy 12 nocy w miesiącu szukając asteroid, wtedy śpimy w ciągu dnia przy teleskopie. Zwykle robimy cztery zdjęcia wycinka nieba i składamy z nich szybki filmik, taki “gif”. Jeżeli coś się na tym filmiku porusza, to jest to asteroida albo kometa, gdyż gwiazdy są nieruchome. Bardzo często odkrywamy asteroidy, nawet około 50 w ciągu jednej nocy przy jednym teleskopie, ale najczęściej po kilka, w zależności od warunków atmosferycznych. W ciągu roku odkrywamy ponad tysiąc obiektów bliskich Ziemi.

PAP: Jak Amerykanie wymawiają twoje nazwisko, a teraz nazwę nowej komety?

K.W.: Nie mają łatwo… (śmiech)

PAP: Co myślisz, gdy patrzysz w nieskończoną przestrzeń kosmiczną, czy jestesmy w stanie pojąć Wszechświat i dowiedzieć się kim jesteśmy, skąd pochodzimy i dokąd zmierzamy?

KW: To są pytania bardzo filozoficzne… Kiedy patrzę w niebo i zdaję sobie sprawę z naszego miejsca we Wszechświecie odczuwam pokorę. Jesteśmy niczym. Nawet nasza wyobraźnia nie może go ogarnąć, a umysł zrozumieć i dotyczy to także nas, którzy zajmujemy się badaniami astronomicznymi. Kiedy mówimy o odległościach we Wszechświecie, to są to liczby tak ogromne, że nie do pojęcia. To wszystko sprawia, że możemy czuć się bez znaczenia, ale ja, paradoksalnie, odnajduję w tej świadomosci pewne pocieszenie i spokój. Myślę, że nie jesteśmy w stanie pojąć Wszechświata - jest tak wielki i tak złożony, nigdy nie zrozumiemy wszystkiego, pomimo naszych prób. Ale na tym polega nauka, która jest jak drzewo z licznymi konarami i odgałęzieniami, od których odchodzą inne gałęzie. Im więcej wiesz, tym więcej jest nowych pytań, tym więcej rzeczy pozostaje do poznania, bo wiedza rozgałęzia się. Kim jesteśmy, skąd pochodzimy i dokąd idziemy? (długie milczenie, potem śmiech). Nie, na to nie odpowiem, to jest za wielkie!

Autor: Grażyna Opińska (PAP)

opi/ jar/

CZYTAJ DALEJ

Polka zażyła pigułki aborcyjne i urodziła ciężko niepełnosprawną córkę

2020-05-21 14:46

[ TEMATY ]

aborcja

Fundacja Pro – Prawo do Życia

źródło: stronazycia.pl

Na jednej z grup dyskusyjnych należących do aborcjonistów pośredniczących w handlu nielegalnymi pigułkami poronnymi pojawiło się świadectwo kobiety, w przypadku której pigułka nie zadziałała. W konsekwencji, urodziła ciężko niepełnosprawną córkę po czym porzuciła ją w szpitalu. O sprawie informuje Fundacja Pro-Prawo do życia.

Od kilku lat działa w Polsce zorganizowana grupa przestępcza, która pośredniczy w handlu nielegalnymi pigułkami poronnymi i namawia kobiety do wykonywania aborcji za ich pomocą. Na jednej z grup dyskusyjnych należących do tego środowiska padło pytanie, co zrobić gdy nie uda się aborcja za pomocą pigułek i czy może to mieć wpływ na dziecko. "Czy można wtedy spróbować jeszcze raz? Co wtedy zrobić?" pytano.

Do dyskusji włączyła się kobieta, która wcześniej połknęła aborcyjne pigułki:

"[Pigułkowa aborcja] zawiodła. Córce przestały rosnąć kończyny. Z USG główka wskazywała na wyższy tydzień ciąży, niż długość kości udowej. Wody płodowe zaczęły odchodzić w 28 tyg. ciąży. Przetrzymano mnie w szpitalu do 31 tyg. i wykonano cesarkę. Mała urodziła się z wagą 1600 i licznymi wadami. Zostawiłam ją tam… Zrzekłam się praw… Wiem, że trafiła do ośrodka adopcyjnego… To było prawie dwa lata temu…„

Kobieta dała się namówić na aborcję pigułkową, której celem miało być szybkie i beztroskie pozbycie się nienarodzonego dziecka. Jednak jej córka urodziła się zamiast umrzeć. Próba pigułkowej aborcji doprowadziła dziewczynkę do ciężkiego kalectwa a matka porzuciła niepełnosprawnego maluszka w szpitalu.

"W tak makabryczny sposób może zakończyć się aborcja farmakologiczna z użyciem pigułek poronnych, w sprzedaży których pośredniczy aborcyjna grupa przestępcza. Jej członkowie namawiająPolki do tego typu pigułkowych aborcji. Według prawdopodobnych szacunków, każdego roku dokonuje się w naszym kraju tysięcy takich aborcji" - mówi Mariusz Dzierżawski, członek zarządu Fundacji Pro-Prawo do życia, której wolontariusze ujawnili ten wstrząsający przypadek.

Z inicjatywy Fundacji w całym kraju trwa kampania społeczna "Stop biznesowi śmierci", której celem jest pokazywanie prawdy o aborcjach pigułkowych i ostrzeganie Polaków przed tym procederem. Działacze Fundacji domagają się także natychmiastowego wszczęcia działań śledczych przeciwko aborcyjnym przestępcom.

W ostatnim czasie głośno było również o postawie wolontariuszki Fundacji Zuzanny Wiewiórki, która zaoferowała wsparcie psychiczne i materialne młodej dziewczynie chcącej połknąć pigułki. Ostatecznie do aborcji nie doszło za co Zuzanna Wiewiórka otrzymała tysiące gróźb od zwolenników aborcji.

CZYTAJ DALEJ

Małgorzata Manowska - I prezes Sądu Najwyższego (sylwetka)

Prezydent zdecydował o powołaniu Małgorzaty Manowskiej na I prezesa Sądu Najwyższego. Sądem tym pokieruje sędzia z 25-letnim stażem, była wiceminister sprawiedliwości, dotychczasowa dyrektor krajowej szkoły sędziów. Jest drugą kobietą na tym urzędzie w historii SN, po swojej poprzedniczce Małgorzacie Gersdorf.

Jeszcze w sobotę Manowska zapewniała podczas Zgromadzenia Ogólnego Sędziów SN, że sędziowie nie muszą obawiać się z jej strony jakiejkolwiek zemsty i odwetu.

"Chciałabym normalnie pracować, chciałabym zasypać ten dół między nami, a przynajmniej doprowadzić do wzajemnej tolerancji i poprawnej współpracy, dlatego że SN i ludzie na to zasługują" - mówiła wtedy sędzia. Wskazywała, że trzeba dążyć do zapewnienia harmonijnego funkcjonowania SN.

Jak sama siebie określiła jest człowiekiem, "który łączy ludzi w działaniu, a nie dzieli". "Nie jesteśmy żadną nadzwyczajną kastą. Powinniśmy ludziom służyć, a nie być ponad nimi" - mówiła ponadto podczas zgromadzenia SN.

Manowska została wybrana przez prezydenta na sześcioletnią kadencję spośród pięciorga kandydatów wyłonionych w głosowaniu przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN. Na Manowską głosowało 25 sędziów. Był to drugi wynik; największym poparciem zgromadzenia SN cieszył się Włodzimierz Wróbel, na którego głos oddało 50 z 95 sędziów biorących udział w głosowaniu.

Nowa I prezes SN posiada ponad 25-letnie doświadczenie sędziowskie zdobyte w sądach wszystkich szczebli. Po zdobyciu uprawnień sędziowskich orzekała w Sądzie Rejonowym dla Warszawy Pragi. Karierę orzeczniczą kontynuowała następnie w warszawskim sądzie okręgowym. Przez niemal 14 lat orzekała także w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie.

Do Izby Cywilnej Sądu Najwyższego trafiła w październiku 2018 r. Prezydent Andrzej Duda powołał Manowską na sędziego SN po rekomendacji Krajowej Rady Sądownictwa. Z uwagi na - podnoszone przez część środowiska sędziowskiego i polityków - wątpliwości dotyczące prawidłowości powołania sędziowskich członków KRS przez Sejm, skuteczność nominacji Manowskiej do Sądu Najwyższego była kwestionowana.

Podczas sobotnich obrad zgromadzenia SN Manowska była również pytana, czy uważa się za sędziego SN. "Nie, nie uważam się. Ja jestem sędzią SN. Złożyłam ślubowanie przed prezydentem, objęłam obowiązki służbowe" - podkreśliła w odpowiedzi.

Jednocześnie mówiła, że nie podobał się jej "kształt poprzedniej KRS i nie podoba się kształt obecnej". "Moim zdaniem KRS powinna być wybierana w wyborach powszechnych sędziowskich, po to żeby nie było z jednej strony zarzutów, że jest zależna od władzy ustawodawczej, ale z drugiej strony, by nie było zarzutów działania tzw. spółdzielni, a to była powszechna opinia wśród sędziów, że grupy się wybierają" - zaznaczała podczas zgromadzenia SN.

Manowska przez ponad cztery lata - od stycznia 2016 r. - kierowała Krajową Szkołą Sądownictwa i Prokuratury w Krakowie. Jak zapewniła podczas zgromadzenia SN, doświadczenie z zarzadzania tą instytucją zamierza przenieść do Sądu Najwyższego. Podkreśliła przy tym, że umiejętności zarządcze są jej atutem.

Jak mówiła, kiedy rozpoczęła zarządzanie tą szkołą, zderzyła się z mobbingiem. "Ja ten mobbing zlikwidowałam. Dla każdego człowieka, który chciał pracować znalazłam właściwe miejsce w krajowej szkole. Nie ma tu ludzi niepotrzebnych i wykluczonych" - wskazywała. Zwróciła też uwagę, że w czasie, gdy była dyrektorem krakowskiej szkoły, absolwenci tej placówki "wreszcie idą do służby po egzaminie sędziowskim". Do swoich sukcesów zarządczych zaliczyła także pozyskanie na rzecz szkoły dwóch nieruchomości.

W kwietniu, na niespełna miesiąc przed rozpoczęciem procedury wyboru kandydatów na I prezesa SN, media podały, że do internetu wyciekły dane tysięcy sędziów i prokuratorów, które miała w swoich zasobach krakowska szkoła. W sieci pojawiły się prywatne adresy mailowe, adresy zamieszkania, numery telefonów, a także hasła logowania.

Śledztwo w tej sprawie wszczęła lubelska prokuratura regionalna. W konsekwencji śledczy zatrzymali i postawili zarzuty pracownikowi spółki zewnętrznej zarządzającej serwerami szkoły. Manowska komentując tę sprawę mówiła, że prawdopodobne jest, że do wycieku danych osobowych doszło na skutek zaniedbania jednej z firm zarządzających danymi. W sobotę przed zgromadzeniem SN powiedziała, że "nie takim gigantom się to zdarzało". "Czy to był przypadek, to wykaże postępowanie" - dodała.

Manowska ma za sobą także okres pracy w Ministerstwie Sprawiedliwości. W 2007 r. przez kilka miesięcy pełniła funkcję wiceministra w resorcie sprawiedliwości kierowanym wówczas przez Zbigniewa Ziobrę. Manowska zajmowała się wówczas w ministerstwie sądownictwem powszechnym. Odeszła z resortu po objęciu władzy przez PO-PSL.

Przez uczestników zgromadzenia sędziów wyłaniającego kandydatury na I prezesa SN była pytana - podobnie jak inni kandydaci - o związki z politykami i ich stosunek do polityki. "Miałam takie związki i nie jest to tajemnicą. W 2007 r. przez siedem miesięcy byłam podsekretarzem stanu w MS, ministrem był wtedy Zbigniew Ziobro, a podsekretarzem stanu obecny prezydent Andrzej Duda. (...) Ja się nie zapieram i nie wypieram tych znajomości" - mówiła sędzia Manowska.

Wskazywała jednocześnie, że "przez kilkanaście lat późniejszego orzekania nie wypowiadała się na temat polityki" i nigdy ani jej, ani żadnemu z jej orzeczeń nie został postawiony zarzut upolitycznienia. "Obiecuję, że będę strażnikiem niezawisłości. (...) Nigdy żaden polityk na mnie nie wywierał wpływu w sferze orzecznictwa, nawet nie próbował" - podkreślała.

Nowa I prezes SN jest warszawianką. W stolicy ukończyła też studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Na tej samej uczelni obroniła doktorat, a następnie uzyskała habilitację. Jest profesorem nadzwyczajnym Uczelni Łazarskiego, na której wykłada od 2013 r. Specjalizuje się w cywilnym prawie procesowym.(PAP)

autor: Mateusz Mikowski, Marcin Jabłoński

mm/ mja/ aj/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję