Reklama

Komu potrzebny jest „polski faszyzm”

2018-01-31 10:17

Witold Gadowski, dziennikarz
Niedziela Ogólnopolska 5/2018, str. 43

Faszyzm krąży po Polsce i zjada dzieci wspaniałej demokracji a la Trzecia RP, zjada je bez przyprawiania, ot tak, sauté. Ostatni bojownicy wolnej myśli ukrywają się po warszawskich piwnicach i z lękiem oczekują na pomoc aliantów. Alianci to dziś neokomuniści z Brukseli, służby specjalne Niemiec i Rosji oraz niektórzy światowi celebryci wyhodowani przez grupę kapitałową, której frontmanem jest pan Soros. Alianci nie zawodzą i robią, co mogą, aby pomóc swoim partyzantom – dywersantom. Prężą swoje, wytatuowane sierpem i młotem, muskuły, grożą, nasyłają na „faszyzującą się Polskę” kolejne komisje i telewizyjne ekipy. Dziennikarze, żywieni z ręki neokomunistów, z narażeniem życia filmują wywody pani Thun i jej podobnych wykwitów intelektu. Całą swoją ciężką pracą służą nowej ojczyźnie światowej wolności – Związkowi Socjalistycznych Republik Europejskich...

To nie jest koszmarny sen – to rzeczywistość, która coraz mocniej nas osacza. Gdyby taka telewizja TVN działała w Niemczech i – tak jak w tej chwili – usiłowała oskarżyć niemieckie władze o propagowanie nazizmu, rychło wlepiono by jej taki domiar, że później mogłaby działać, jedynie korzystając z nagrywania telefonem Jakuba Sobieniowskiego (to taki zasłużony funkcjonariusz postkomunistycznej telewizji TVN), bo całą resztę skonfiskowałby jej komornik na konto wyroków za zniesławianie państwa, jego władz i całego narodu.

Jeśli zatem – nawet na przykładzie swobody działania TVN – porównamy wolność słowa w Polsce i w Niemczech... to właściwie nie ma takiego porównania. Jednak to właśnie korzystająca z absolutnej wolności słowa postkomunistyczna telewizja oskarża dzisiejszą Polskę o „coraz mocniejsze tendencje faszyzacyjne”.

Reklama

Mniejsza zresztą z tym, że tefauenowcy bełkoczą, mieszając dowolnie ze sobą pojęcia „faszyzmu” i „nazizmu” i używając ich jako pałek na środowiska, które programowo od obu zjawisk są jak najbardziej odległe. Istotne jest w tym wszystkim inne zjawisko: oto złodziej krzyczy – łapaj złodzieja! Jeśli bowiem środowisku TVN (o wyraźnie postkomuszych korzeniach) bliskie są idee propagowane ongiś przez Bronisława Geremka, a więc projekty swoistego totalitaryzmu opartego na rządach tzw. elity, w którym system awansu do „elity” władzy zależy jedynie od subiektywnego mechanizmu kooptacji, to czy można wyobrazić sobie poglądy bardziej pokrewne totalitarnej ideologii Hitlera, Lenina czy Stalina niż właśnie takie?

W Polsce ciągle znajduje się wielu obrońców publicznego gloryfikowania czerwonego sztandaru, symboli sierpa i młota czy też czczenia podobizn oberkata i sadysty Ernesto Che Guevary. Takich przestępców (jest to bowiem w naszym systemie prawnym penalizowane podobnie jak modlitwy do podobizn Hitlera i Mussoliniego) natychmiast biorą w obronę TVN i „Gazeta Wyborcza”, media te i ich kierownictwo wyznają bowiem zasadę, że komunizm nie jest równoznaczny z faszyzmem i nazizmem, bo komunizm wyznawali nasi ojcowie i nasze matki, a czasem i my sami. Dlatego właśnie te neomarksistowskie media tak ochoczo (i kłamliwie) przypisują cechy faszystowskie środowiskom narodowym i konserwatywnym. Niektórzy dziennikarze tych mediów zagalopowują się tak daleko, że węszą faszystowskie inspiracje także w polskim Kościele, a szczególnie w mediach zorganizowanych przez o. Tadeusza Rydzyka.

Trwa ogromna akcja manipulacyjna mająca przerzucić emblematyzujące terminy „faszyzm” i „nazizm” na środowiska prawicowe i patriotyczne. Cel jest oczywiście jasny: doprowadzić do tego, aby argumenty we wszelkich dyskusjach zastępowały właśnie takie hasła. Lewicowcy, nie mając argumentów do dyskusji ze środowiskami patriotycznymi i niepodległościowymi, tworzą sytuację szantażu – nie zgadzasz się z nami, to znaczy, że jesteś faszystą!

Jednocześnie te same środowiska ochoczo „piorą” Niemcy z win za koszmarne zbrodnie popełnione przez nich w czasie drugiej wojny światowej. Odpowiedzialność za nie przerzucana jest na narody, które były ofiarami niemieckiej agresji, a które dziś nie mają tak wielkich środków finansowych, aby kupić sobie takie propagandowe „pranie” przeszłości jak Niemcy.

Zresztą Polska nie ma się czego „wypierać”. Na nic zdały się wysiłki Aleksandra Kwaśniewskiego, Bronisława Komorowskiego i Jana Tomasza Grossa, aby uświnić nasz naród odpowiedzialnością za niemieckie zbrodnie. Nic nie zmieni faktu, że Polacy nigdy – w sposób zorganizowany – nie kolaborowali z niemieckimi nazistami, tak jak czynili to Francuzi, Norwegowie, Belgowie... i wiele innych nacji.

Polacy nigdy też tak gremialnie nie popierali totalitarnego narodowego socjalizmu jak społeczeństwo niemieckie i tylko siłą zostali przymuszeni do ponadpięćdziesięcioletniego zniewolenia totalitaryzmem komunistycznym. Tego nie zmienią żadne sztuczki TVN i jej podobnych mediów. Swoją drogą ciekawa byłaby odpowiedź na pytanie: Jaką to definicję patriotyzmu wyznają dziennikarze TVN? A może patriotyzm właśnie jest dla nich synonimem „nazizmu”, „faszyzmu” i totalitaryzmu w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś chciałem zrobić film na temat gospodarczych powiązań dawnych Wojskowych Służb Informacyjnych, i wtedy wezwał mnie na rozmowę jeden z ówczesnych dyrektorów TVN – niejaki Jarosław Potasz. W tej rozmowie bez ogródek dał mi do zrozumienia, abym poszukał sobie innych tematów albo przestał robić filmy dla TVN. Wówczas dokładnie zrozumiałem, jakie są źródła inspiracji tej telewizji. Było to jeszcze przed katastrofą smoleńską i nie wszystkie maski zdążyły opaść.

Dziś całe polskie społeczeństwo – za pomocą mediów finansowanych przez Niemców i mediów o postkomunistycznym rodowodzie – usiłuje się zastraszyć i zaszantażować bezczelnie (i bez żadnych podstaw) miotanymi oskarżeniami o „faszyzm”, „totalitaryzm”. W ten sposób media mainstreamowe usiłują stłumić swobodny dyskurs publiczny i doprowadzić do stworzenia atmosfery, jaka panuje już w Niemczech i we Francji, gdzie wolność słowa nie dotyczy tych, których lewicowcy uznają za „przeciwników”.

Idiotyczne wygłupy grupki nieodpowiedzialnych i zwyczajnie głupich ludzi z Wodzisławia stały się pretekstem do wzniecenia ogólnokrajowej histerii na temat rzekomego zagrożenia faszyzacją życia publicznego w Polsce. Tymczasem za naszą zachodnią granicą regularnie odbywają się marsze zajadłych nazistów, którzy z nielicznymi polskimi idiotami spod znaku swastyki mają tyle wspólnego, ile obozy koncentracyjne z bohaterami serialu „’Allo ’Allo!”. To w Niemczech często dochodzi do nazistowskich ekscesów, działa regularna partia o charakterze nazistowskim – NPD i to właśnie z tej partii wywodzi się eurodeputowany Udo Voigt. To są twarde fakty, tymczasem polska telewizja komercyjna rozpętuje antyfaszystowską histerię w Polsce, w kraju, który najbardziej ucierpiał z rąk niemieckich nazistów.

Po co TVN inicjuje tak mocną akcję? Być może jej termin nie jest przypadkowy, przypada bowiem na zmianę gabinetu rządowego i premiera. Zmiany te miały otworzyć polskie władze na rzeczowy dialog ze Stanami Zjednoczonymi i instytucjami Unii Europejskiej. Bezprzedmiotowa propaganda rycząca o „polskim faszyzmie” na pewno uderzy w te plany.

Nasuwa się jednak pytanie: Czy w przypadku akcji TVN mamy do czynienia z normalnym działaniem mediów, czy też budowaniem szantażu wobec demokratycznie wyłonionych władz Polski? W tym drugim przypadku byłoby to już działanie antypaństwowe, ze wszelkimi konsekwencjami takiej kwalifikacji.

Reklama

Oczy Maryi żyją

2014-07-08 13:29

Bernadeta Grabowska
Niedziela Ogólnopolska 28/2014, str. 14-15

Wizerunek Matki Bożej z Guadalupe, obecny na indiańskim płaszczu uplecionym z włókien agawy, od prawie pięciu wieków spędza sen z powiek zatwardziałym agnostykom i wielu naukowcom. O jego tajemnicy z Ewą Kowalewską rozmawia Bernadeta Grabowska.

Graziako/Niedziela

BERNADETA GRABOWSKA: - Czym jest acheiropoietos?

EWA KOWALEWSKA: - Wolę sformułowanie „nerukotvornyj”, a więc dzieło niewykonane ręką ludzką. Na świecie istnieją trzy takie wizerunki, ukazujące Zbawiciela i Niepokalaną: Całun Turyński, Chusta z Manoppello oraz Tilma św. Juana Diego, na której jest cudownie „zapisany” obraz Maryi Panny. Mówi się błędnie o tych dziełach, że nie mają one autora. Tymczasem ich pochodzenie jest niezwykłe, ponadnaturalne. Wpatrując się w nie, kontemplujemy oblicze samego Boga i jego Matki. To wielka, święta tajemnica. Obcujemy bowiem z czymś, co przekracza nasze ludzkie granice pojmowania. Obraz Matki Bożej z Guadalupe został namalowany ręką Matki Bożej na słabym jakościowo płótnie - z włókien agawy - niemal pięć wieków temu i trwa nienaruszony po dziś dzień...

- Jak doszło do jego powstania?

- 9 grudnia 1531 r. Matka Boża ukazała się prostemu człowiekowi, Indianinowi Juanowi Diego. Zwróciła się do niego w jego ojczystym języku nahuatl z prośbą o wybudowanie na wzgórzu Tepeyac świątyni ku Jej czci. Juan Diego udał się z tą prośbą do biskupa Juana de Zumárragi. Ten jednak - trudno się dziwić - nie uwierzył mu, ale poprosił Juana o jakiś znak. Podczas kolejnego objawienia Madonna kazała Indianinowi wejść na szczyt wzgórza Tepeyac. Jakież było jego zdziwienie, kiedy spostrzegł morze kwiatów - róż kastylijskich, niespotykanych o tej porze roku i w tym rejonie. Przepiękna Pani poleciła Juanowi nazbierać całe ich naręcze i schować do tilmy. Ten natychmiast udał się do biskupa i w jego obecności rozwiązał swój płaszcz. Na podłogę wysypały się kastylijskie róże, a biskup i otaczający go ludzie uklękli w zachwycie. Jednak to nie kwiaty zrobiły na nich takie wrażenie.

- Na tilmie ukazał się wizerunek Maryi...

- Tak, na rozwiniętym płaszczu uwidoczniona była jakby fotografia Madonny. Wszystkim zebranym ukazał się przepiękny wizerunek Matki Bożej ubranej w różową szatę. Jej głowę przykrywał błękitny płaszcz ze złotą lamówką i gwiazdami. Maryja miała złożone ręce, a pod Jej stopami był półksiężyc. Zebrani oniemieli, oniemiał również sam Juan Diego, który nie spodziewał się, że Matka Boża wykorzyta jego stary płaszcz, aby namalować na nim samą siebie...

- Czy naprawdę możemy wierzyć w to, że historia o cudownej Tilmie z Meksyku to nie ciekawa legenda, ale rzeczywistość sprzed prawie pięciu wieków?

- Jest wiele argumentów, które wskazują na to, że wizerunek Matki Bożej to obraz nieuczyniony ludzką ręką. Jednym z nich jest ten, że pomimo licznych naukowych badań nie można określić, jaką techniką obraz został wykonany, jakich barwników użyto przy jego powstaniu. Co więcej, zdjęcie w podczerwieni wykazało brak śladów pędzla, a sam wizerunek wskazuje bardziej na technikę wykonania zdjęcia polaroidem... Potwierdził to m.in. laureat Nagrody Nobla w dziedzinie chemii - Richard Kuhn, który ustalił, że nie ma na obrazie śladu ani farb organicznych, ani mineralnych. Na uwagę zasługuje również niebywała trwałość materiału. Płaszcz utkany z liści agawy wytrzymuje nie więcej niż 20-30 lat. Tymczasem niemalże w 500 lat po „różanym cudzie” tkanina z wizerunkiem Madonny pozostaje tak mocna, jak tamtego grudniowego dnia.

- To nie jedyne cudowne znaki ukryte w wizerunku Matki Bożej z Guadalupe...

- Obraz Matki Bożej z Guadalupe zawiera znacznie więcej ukrytych symboli i znaków, które przybliżają nas do Bożej Tajemnicy. Jesteśmy niczym Jan, który nawiedził grób po zmartwychwstaniu Chrystusa - „ujrzał i uwierzył” (J 20, 8). Podobnie i my, kontemplując ikonę Madonny z Meksyku, przyjmujemy wiarą, ale i rozumem prawdę o Boskim pochodzeniu obrazu.

- Trudno się oprzeć wrażeniu, że Bóg przychodzi z pomocą naszej wierze, która często potrzebuje wzmocnienia...

- Bóg zawsze wychodzi naprzeciw człowiekowi. Daje wiele możliwości „spotkania”. W wizerunku Morenity z Guadalupe jednym z bardziej fascynujących elementów są oczy Matki Bożej. Otóż przy pomocy silnie powiększającego szkła możemy zauważyć w źrenicach Madonny rzecz niebywałą - wizerunek brodatego mężczyzny, podobnego do tego z najstarszych wizerunków Juana Diego. Podobny obraz odnaleziono w drugiej źrenicy Matki Bożej. Podczas badania oftalmoskopem okazało się, że światło skierowane na źrenicę Madonny reaguje refleksem, dając wrażenie wklęsłej rzeźby. Takie zjawisko nie zostało zaobserwowane na żadnym innym obrazie świata. Oznacza to, że oczy Matki Bożej z Guadalupe załamują światło dokładnie tak, jak ludzkie, żywe oczy. Co więcej, dr José Aste Tönsmann, który poświęcił badaniu oczu Matki Bożej z Guadalupe połowę swojego życia, odkrył zadziwiające zjawisko. Otóż przy powiększeniu na źrenicach Madonny widoczna jest dokładnie scena z 12 grudnia 1531 r., kiedy na tilmie pojawił się wizerunek. Widać 13 osób, jak gdyby zastygłych w bezruchu - Indianina siedzącego ze skrzyżowanymi nogami, biskupa Zumárragę, jego tłumacza Gonzaleza, Juana Diego z otwartą tilmą, czarnoskórą dziewczynę i indiańską rodzinę. Oczy Maryi żyją.

- Jak my, katolicy, powinniśmy traktować ten obraz?

- Wizerunek Matki Bożej z Guadalupe jest jednym z najbardziej znanych na całym świecie. Bez wątpienia nie jest on zwykłym wizerunkiem religijnym. Jest ikoną, niosącą ze sobą konkretny przekaz ewangelicznych treści. Maryja ukazana jest jako „Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu” (Ap 12,1). Świetliste promienie widoczne na ikonie to typowy krąg spotykany w ikonach, zwany mandorlą. Wiele mówi również symbolika kolorów - niebieski oznacza nieśmiertelność i wieczność mieszkańców nieba, różowy oznacza Bożą miłość i męczeństwo za wiarę. Królewskość Niewiasty wyraża się w pięknym, złotym oblamowaniu płaszcza. Wizerunek Madonny z Guadalupe to otwarta księga, pełna znaków i symboli... Im bardziej się w nie zagłębiamy, tym większe zdziwienie wobec dzieł Bożych pojawia się w naszym sercu.

- Dlaczego Maryja wybrała na miejsce swoich objawień w tamtym czasie Meksyk?

- Kiedy Maryja objawiła się Juanowi Diego, był to trudny czas ewangelizacji Meksyku. Do momentu inwazji konkwistadorów Aztekowie oddawali cześć różnym pogańskim bóstwom, pośród nich Quetzalcoatlowi w postaci węża. Ich przekonanie o potrzebie oddawania czci bożkom było wyjątkowo silne. Wierzono, że trzeba ich karmić krwią i sercami ludzkich ofiar. Oblicza się, że rocznie Aztekowie składali ok. 50 tys. ofiar z ludzi. Święta Panienka z Guadalupe miała prosić Juana Diego, aby nadał Jej wizerunkowi tytuł „Guadalupe”. Tymczasem „Guadalupe” jest przekręconym przez Hiszpanów słowem „Coatlallope”, które w nahuatl znaczy „Ta, która depcze głowę węża”. Indianie spostrzegli, że Maryja nie jest jakąś „zwykłą boginią”. Zrozumieli, że jest silniejsza od czczonych przez nich bóstw. Odczytując symbolikę obrazu z Guadalupe zgodnie z azteckim kodeksem, a więc dokumentem, który za pomocą obrazków miał przekazać najważniejsze prawdy Azteków, możemy być zaskoczeni ogromem indiańskich symboli zawartych w wizerunku. Dzięki temu Indianie rozpoznali w Maryi swoją największą Królową. W ciągu zaledwie 6 lat po objawieniach aż 8 mln Indian przyjęło chrzest. Dało to początek ewangelizacji całej Ameryki Łacińskiej. to był prawdziwy cud Matki Bożej, Jej wielkie zwycięstwo. Jan Paweł II nazywał Maryję z Guadalupe Gwiazdą Ewangelizacji.

- Dlaczego Morenitę z Guadalupe nazywa się patronką życia poczętego?

- Obraz Matki Bożej z Guadalupe jest szczególnie bliski wszystkim broniącym ludzkiego życia. Na swoim cudownym autoportrecie Matka Boża przedstawiła się w stanie błogosławionym. W samym centrum wizerunku, na łonie Maryi jest widoczny czteropłatkowy kwiat, przez Meksykanów nazywany Nahui Olin - Kwiatem Słońca. To symbol pełni i nowego życia. Ten niezwykły kwiat, umieszczony na łonie Maryi, z całą pewnością oznacza, że była Ona brzemienna. Dodatkowo Niepokalana ma czarną szarfę na talii, która symbolizuje stan odmienny.

- Jakie było przesłanie Matki Bożej z Guadalupe, co Maryja chce nam powiedzieć dzisiaj?

- Maryja na przestrzeni wieków ukazywała się zawsze najbiedniejszym, odrzuconym. W Lourdes - biednej, niewykształconej Bernadetcie Soubirous, w Fatimie - trojgu portugalskim pastuszkom: Łucji, Hiacyncie i Franciszkowi, w Gietrzwałdzie - dwóm dziewczynkom: Justynce i Barbarze z warmińskiej wsi. Również w Meksyku przychodzi do prostego człowieka - Juana Diego, który sercem ufa Bogu jak dziecko. Przesłanie Matki Bożej zazwyczaj jest podobne. Maryja prosi o modlitwę, o nawrócenie.

- O co dzisiaj prosi Matka Boża z Guadalupe?

- Matka Boża tak jak kiedyś, również i dziś przychodzi bronić tych najbardziej wykluczonych, bezbronnych - nienarodzonych. Maryja prosi nas o poszanowanie każdego ludzkiego życia, które jest najcenniejszym darem Boga - jest ono święte i nienaruszalne.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ks. Adrian Józef Galbas SAC – biskupem pomocniczym diecezji ełckiej

2019-12-12 12:37

KAI

Ks. Adrian Józef Galbas SAC, prowincjał Księży Pallotynów w Poznaniu został mianowany przez Ojca Świętego Franciszka biskupem pomocniczym diecezji ełckiej. Decyzję Papieża ogłosiła dziś w południe Nuncjatura Apostolska w Polsce.


Ks. Adrian Józef Galbas SAC

Biskup nominat Adrian Józef Galbas ma 51 lat. Jest doktorem teologii duchowości. Studiował też dziennikarstwo. W czasie dotychczasowej posługi pełnił m.in. funkcję prefekta alumnów w Wyższym Seminarium Duchownym Księży Pallotynów w Ołtarzewie. Był też proboszczem parafii pw. św. Wawrzyńca w Poznaniu oraz radcą prowincjalnym. Od 2011 roku pełni funkcję przełożonego prowincjalnego pallotyńskiej Prowincji Zwiastowania Pańskiego z siedzibą w Poznaniu.

Ks. Adrian Józef Galbas SAC, urodził się 26 stycznia 1968 roku w Bytomiu. W 1987 roku został przyjęty do Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego. W latach 1987-1993 studiował w Wyższym Seminarium Duchownym w Ołtarzewie. Śluby wieczyste złożył 10 września 1993 roku w Zakopanem, a 7 maja 1994 r. roku w Ołtarzewie został wyświecony na kapłana.

Ks. Adrian Józef Galbas SAC od 1994 do 1995 r. był wikariuszem w parafii św. Michała Archanioła w Łodzi. W latach 1995 – 1998 studiował na KUL-u teologię oraz komunikacje i dziennikarstwo. W latach 1998-2002 pełnił funkcje prefekta w Wyższym Seminarium Duchownym w Ołtarzewie., a od 2002 do 2005 był radcą w zarządzie Prowincji Zwiastowania Pańskiego w Poznaniu. W latach 2002 – 2003 był też sekretarzem ds. Apostolstwa w Częstochowie. W 2003 roku został proboszczem parafii św. Wawrzyńca w Poznaniu i był nim do 2011 roku. Jednocześnie od 2008 do 2011 roku pełnił także funkcję radcy w zarządzie Prowincji Zwiastowania Pańskiego w Poznaniu.

Ks. Adrian Józef Galbas SAC w 2012 roku otrzymał tytuł doktora teologii na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Od 2011 roku jest prowincjałem Prowincji Zwiastowania Pańskiego w Poznaniu.

BP KEP

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem