Reklama

Niedziela Podlaska

Benedyktynki modernizują opłatkarnię

Niedziela podlaska 5/2018, str. IV

[ TEMATY ]

benedyktynki

Monika Kanabrodzka

S. Teresa przy nowej maszynie przeznaczonej do wycinania opłatków, hostii i komunikantów

Odbudowa części skrzydła przeznaczonego pod opłatkarnię to głównie cegiełka rodzin z diecezji drohiczyńskiej. Dzięki pracy rąk Mniszek Benedyktynek z Drohiczyna powstają opłatki, komunikanty, hostie, które rozprowadzane są do parafii w diecezji drohiczyńskiej

W tym trudnym czasie modernizacji opłatkarni siostry otrzymały deszcz wzmocnienia w postaci dobrego słowa, modlitwy i wsparcia finansowego. „Módl się i pracuj”, i nie bądź smutny

Misją i priorytetem zakonów klauzurowych jest modlitwa. Większość czasu siostry klauzurowe spędzają w celach zakonnych (łac. caleum – niebo) oraz w obrębie murów klasztoru, gdzie podejmują pracę. W diecezji drohiczyńskiej bp Tadeusz Pikus otacza szczególną troską zakony klauzurowe (Mniszki Benedyktynki w Drohiczynie i Mniszki Klaryski w Hajnówce).

Reklama

W historię powstania i funkcjonowania Sióstr Benedyktynek w Drohiczynie wpisane są chwile wzlotów i upadków. Rok 1734 – budowa nowego murowanego kościoła oraz późniejszy okres rozbioru Polski nie był łatwym czasem dla Zakonu Sióstr Benedyktynek. Ciężka praca fizyczna, przesiedlenia, prześladowania, represje nie były obce siostrom. Na początku lat 90. benedyktynki podjęły pracę w opłatkarni w ramach utrzymania się. Zakupiły nowe maszyny. Najpierw opłatkarnia była w klasztorze, w jednej z cel. Niestety, okazało się, że warunki nie są dostosowane do pracy ze względu na wilgoć i brak wentylacji. W okresie poprzedzającym Boże Narodzenie, kiedy potrzebna jest większa ilość opłatków i komunikantów, praca była wykonywana praktycznie po 12 godz. na dobę, a zdarzało się, że nawet całą noc. Reguła św. Benedykta mówi o tym, że mnisi oraz mniszki mają żyć z pracy rąk własnych. Stąd ważne jest zapewnienie miejsca pracy w obrębie muru oraz podjęcie się wszelkich czynności, które można wykonywać na miejscu, w klasztorze. Modlitwa i praca jest ważnym czynnikiem dla wspólnoty. Podjęcie się takich dzieł jest zarówno darem jak i zadaniem.

Z motyką na słońce?

Wspólnota, która liczy obecnie siedem sióstr podjęła się w marcu ubiegłego roku trudnego zadania, a zarazem wielkiego wyzwania, jakim jest odbudowa i modernizacja skrzydła klasztoru pod opłatkarnię. S. Klara (przełożona Zakonu Mniszek Benedyktynek) powiedziała: „Odpowiedzią na wszystkie wątpliwości i kłopoty jest sam Pan Bóg, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych”. Opłatkarnia została zawierzona wielkiemu orędownikowi – św. Józefowi, który umacnia w podejmowaniu codziennych wyzwań. Od samego początku siostry obawiały się, że nie udźwigną ciężaru, jakim jest rozpoczęcie remontu oraz myślały nad rezygnacją. Pierwszemu podejściu towarzyszyły myśli: „Nie udźwigniemy tego”, „Nie podołamy”, „To się nie uda”. Za każdym razem, kiedy siostry chciały wycofać się, na ich drodze stawali ludzie, którzy mówili, że nie należy się poddawać. „Był do deszcz wzmocnienia w postaci dobrego słowa, modlitwy i wsparcia finansowego” – powiedziała s. Klara. Dzięki życzliwości i trosce bp. Tadeusza Pikusa modernizacja udała się. Siostry benedyktynki otrzymały w tym czasie specjalne pozwolenie na opuszczenie klasztoru i klauzury, by móc odwiedzić parafie, różne miejsca w diecezji i poza nią. W ubiegłym roku siostry wzięły udział w 60 kwestach. Nie udałoby się dokonać tego wielkiego dzieła, jakim jest zakup maszyn i remont, gdyby nie ogromne zaangażowanie i wsparcie materialne wszystkich ludzi dobrej woli. „Jest to ogromny owoc całej diecezji” – podkreśliła s. Klara.

Nowa technika

„Praca w opłatkarni w porównaniu z tym, jak opłatkarnia funkcjonowała przed modernizacją jest nie do porównania” – zaznaczyła s. Teresa. Większa przestrzeń sprzyja poprawie warunków pracy, szczególnie ze względu na duże natężenie dźwięków przy wypieku. 3 matryce, które wytwarzają parę, kompresor, robot emitują intensywny hałas. „Od strony fizycznej brakuje słów, o ile jest to lżejsza praca” – dodała s. Teresa. Praca przy wcześniejszych maszynach wiązała się z otwieraniem, zamykaniem ciężkich przyrządów przy zmieniającym się prądzie, a nawet jego braku. Obecnie maszyna jest skomputeryzowana. Zadaniem sióstr jest pilnowanie odpowiednich temperatur, aby ciasto było w podajniku oraz aby nie przekraczać kurtyny bezpieczeństwa. Teraz wszystko jest obsługiwane przy komputerze za pomocą guzika. Zbiera się jedynie placki i czyści maszynę. „My się tych maszyn jeszcze uczymy, ale praca w tym momencie jest bardzo ciekawa” – podkreśliła s. Teresa. Cały proces powstawania opłatków nie jest skomplikowany. Skład to wyłącznie, zgodnie z przepisami kościelnymi, woda i mąka pszenna pierwszego gatunku. Proces wypieku takiego placka przy nowych maszynach wynosił ok. 43 s. Żeby móc wyciąć z upieczonego ciasta komunikanty, hostie czy opłatki, trzeba takie placki odpowiednio nawilżyć. Do tego służy garownia, w której wytwarzana jest specjalna para. Spakowane komunikanty trafiają głównie do parafii w diecezji drohiczyńskiej. „Jeśli uda nam się rozwinąć i na tyle usprawnić pracę, aby zapewnić odpowiednią ilość komunikantów, wtedy będziemy chciały wprowadzić możliwość sprzedaży internetowej na całą Polskę” – zaznaczyła s. Teresa.

Reklama

Praca w atmosferze szacunku i modlitwy

Siostra opowiedziała również o odpowiednim podejściu podczas wykonywania pracy. „Zdecydowałyśmy się na dalsze prowadzenie i modernizację opłatkarni ze względu na to, żeby komunikanty i hostie, które są tak ważne dla nas, katolików, były wykonywane w atmosferze szacunku i modlitwy” – dodała. Remont jednak nie został w pełni zakończony. Żeby zrealizować i dokończyć projekt odbudowy skrzydła klasztoru potrzeba pracy i nakładów finansowych. „Za to, że udało się wykonać te wielkie dzieło, jesteśmy szczególnie wdzięczne Panu Bogu, bp. Tadeuszowi Pikusowi oraz darczyńcom. Jest to ogromna radość” – podkreśliła s. Klara. Z inicjatywy sióstr, w darze wdzięczności za składane ofiary, raz w miesiącu będzie odprawiona Msza św. w intencji darczyńców.

2018-01-31 10:18

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Sakramentki z Nowego Miasta dziękują darczyńcom w rocznicę Powstania

2020-08-01 14:37

[ TEMATY ]

benedyktynki

benedyktynki.info

Rok temu benedyktynki sakramentki z klasztoru na Nowym Mieście w Warszawie skierowały prośbę o pomoc w kupieniu nowoczesnej maszyny do wytwarzania komunikantów i opłatków. Dla tej klauzurowej wspólnoty zakonnej wypiekanie opłatków to podstawowe źródło utrzymania. Ubiegłoroczny apel zbiegał się z 75. rocznicą heroicznego włączenia się zakonnic w Powstanie Warszawskie, a także ich ofiarowanie się za Warszawę, Polskę, świat. W ostatnim dniu sierpnia 35 z nich zginęło pod gruzami własnego klasztoru po niemieckich bombardowaniach.

Darczyńcy okazali się wyjątkowo hojni, pieniądze zostały zebrane w rekordowym czasie i maszyna została kupiona. Resztę pieniędzy ma być przeznaczona na poszerzenie i modernizację opłatkarni.

Przełożona wspólnoty, m. Blandyna, dziękuje darczyńcom za okazaną hojność i tłumaczy, że pandemia pokrzyżowała te projekty, bo nie udało nam się uzyskać wszystkich potrzebnych pozwoleń (obiekt, mimo że z trudem odbudowany po wojnie, ma wartość historyczną) a obecność ekipy budowlanej na terenie klasztoru wiązałaby się ze zwiększonym ryzykiem zakażenia zarówno dla pracujących jak i dla wspólnoty. „Rozbudowę opłatkarni rozpoczniemy najszybciej, jak to będzie możliwe, a tymczasem pracujemy na ufundowanej przez Państwa automatycznej maszynie do wypieku opłatków i nasza wdzięczność dla wszystkich Dobroczyńców jest naprawdę przeogromna. Jeszcze raz dziękujemy!” – pisze na stronie sakramentek przełożona wspólnoty, m. Blandyna. Jeśli ktoś zechce, może ponownie wspomóc modernizację opłatkarni – i modlitwę za Warszawę.

Przypominamy historię bohaterskich zakonnic z Nowego Miasta.

Unikatowym rysem wspólnoty jest duchowość żertwy – zakonnice składają czwarty ślub, będący zgodą na oddanie życia w sprawie ważnej dla Kościoła i kraju. Bez tej wiedzy nie sposób zrozumieć wydarzeń, jakie rozegrały się w sierpniu 1944 roku po wybuchu Powstania Warszawskiego: ofiary z życia, złożonej przez trzydzieści pięć zakonnic, które zginęły pod gruzami własnego kościoła w ostatnim dniu miesiąca.Klasztor na Nowym Rynku w Warszawie, ufundowany pod koniec XVII w. przez królową Marysieńkę Sobieską był wotum dziękczynnym za zwycięstwo Jana Sobieskiego pod Wiedniem. Założone przez Matkę Mechtyldę – Katarzynę de Bar ponad trzy dekady wcześniej we Francji Zgromadzenie miało dwa podstawowe cele – nieustającą kontemplację i wynagradzanie za grzechy. Poza trzema podstawowymi zakonnice składały czwarty ślub, który, jak określiła to jedna z sakramentek, Bóg trzyma niejako w rezerwie, na trudne czasy.

Ukryte i modlące się za klauzurą pokolenia zakonnic czasem przypominały o swojej obecności. Tak się stało, gdy w 1794 r., odpowiadając na apel Najwyższej Rady Narodowej, oddały srebra i największy dzwon żeby wspomóc Insurekcję.

Najbardziej dramatyczna próba nastąpiła jednak w czasie Powstania Warszawskiego, gdy klasztor, w sposób nieplanowany i zaskakujący stał się kuchnią polową, szpitalem, miejscem schronienia dla setek mieszkańców dzielnicy, duchową redutą. W czasie okupacji wspólnota dzieliła los, który stał się udziałem całego narodu – ograbiane z żywności przez Niemców ciężko pracowały na utrzymanie produkując np. herbatę z suszonej marchwi i hodując świnki, których połowę musiały oddawać okupantom. Nie dojadały, ale wciąż dzieliły się z jeszcze biedniejszymi, wysyłały paczki więzionym w Dachau i Auschwitz. I niezmiennie wypiekały komunikanty – było to podstawowe źródło ich utrzymania, istotne także w czasach wojennych.

Powstanie było jednak z niczym nieporównywalną próbą i ujawniło, kim rzeczywiście są kobiety ukryte za klauzurą. Tylko pierwszych kilka dni po wybuchu walk było w miarę spokojnych, ale już 6 sierpnia do furty klasztornej zapukała delegacja powstańców z prośbą o otwarcie klauzury. Było to bardzo wskazane – walki toczyły się w Wytwórni Papierów Wartościowych, w szkole w nieistniejącej już dzielnicy Rybaki. Chodziło o nawiązanie łączności między Starówką a Rybakami, a było to możliwe dzięki przechodzenia przez teren, objęty klauzurą.

Przeorysza, matka Janina Byszewska, nie waha się ani chwilę, choć był to precedens w ponad 250-letniej historii klasztoru. Od tego momentu zakonnice poddają się biegowi wydarzeń, nie rezygnują tylko z jednego – z regularnej modlitwy, odmawiania psalmów, adoracji, Eucharystii, spowiedzi. W klasztorze zawsze przebywa kilku księży, można przystępować do sakramentów.

Po otwarciu klauzury do klasztoru, w celu schronienia się w piwnicach, przybywa setki mieszkańców okolicznych domów, którzy uznają, że tu będą bardziej bezpieczni. Siostry zaczynają gotować posiłki, na które przeznaczają wszystkie klasztorne zapasy włącznie z opłatkami z opłatkarni. Kawa i chleb na śniadanie i kolację, cienka bieda - zupa na obiad. Od rana do nocy siostry gotują, gdy ostrzał staje się bardziej intensywny, robią to w nocy, bo trudniej wtedy je „namierzyć”.

W drugiej dekadzie miesiąca klasztor przyjmuje szpital polowy z ul. Barokowej i Długiej – sakramentki od adoracji stają się pielęgniarkami. Szpital zajmuje zgrupowanie „Róg”, dr „Morwa” (Tadeusz Podgórski) i dr „Brom” (Zygmunt Kujawski), operują bez ustanku. Jedno z pomieszczeń zamienia się w salę operacyjną. Zakonnice oddają własną pościel i praktycznie przejmują szpital na całkowite utrzymanie.

Po jakimś czasie szpital zostaje przeniesiony – część personelu i ranni zostaną później wymordowani przez Niemców na ul. Długiej. Wszystko to dzieje się pod ciągłym ostrzałem, ale prawdziwe piekło zaczyna się w połowie miesiąca, gdy do akcji włączają się nowoczesne miotacze min zapalających i burzących, tzw. krowy lub szafy. Zburzone ściany, wybuch pożarów, zakonnice z wiadrami czuwają i gaszą płomienie. Giną ludzie, ale sakramentki są także świadkami materialnego zrujnowania ich gniazda – zostaje zniszczony nowicjat, Pałac Kotowskich, ich pierwsza siedziba, kupiona jeszcze przez królową Marysieńkę, 60 tys. tomów biblioteki, kompletowanej z pomocą jednego z braci Załuskich. Pewnego dnia zakonnice obserwują, jak płonie kopuła ich pięknego kościoła – dzieła Tylmana z Gameren, a na ziemią spada krzyż... Sypią się ściany klauzury, mocna eksplozja w czasie spowiedzi jednej z sióstr powoduje, że traci przytomność. Będąca w pobliżu s. Modesta dzieli się szokującym przeżyciem: „Działo się tak, jakby całe piekło wpadło i szatan podpalił wszystkie kąty”.

W brudzie, pyle, głodne, wciąż pracują. W połowie sierpnia przestaje działać kanalizacja, ratunkiem dla wszystkich jest klasztorne źródełko, ale wody jest wciąż za mało jak na taka liczbę osób. Cywile tracą ducha, złorzeczą, przeklinają powstańców. Siostry harują, opiekują się rannymi. I ciągle się modlą, adorują, wynagradzają.

Nie wiadomo, w jakich warunkach, ale bardzo dyskretnie część z nich przychodzi do m. Byszewskiej i prosi o pozwolenie na złożenie ofiary z życia. Jak to ujęła jedna z sióstr: Żeby Polska nie była taka czy inna, ale Chrystusowa. Dla wszystkich staje się oczywiste, że kapitulacja jest kwestią dni. Matka Byszewska rozważała możliwość poddania się. Klasztor był pod stałym ostrzałem, inwigilacją szpiegów i samolotów zwiadowczych, sypały się ulotki z apelem o poddanie się. Niemcy doskonale wiedzieli, że klasztor jest punktem oporu, który trzeba zlikwidować. Jednak do przeoryszy przyszli dowódcy Powstania z apelem, by zakonnice go nie opuszczały, bo wpłynie to fatalnie na morale żołnierzy. Matka Byszewska miała powiedzieć, że zostaną tu i tu zginą.

Tak się stało. 31 sierpnia po godz. 15 Niemcy przypuścili wściekły atak na klasztor. Zakonnice modliły się w zniszczonym kościele otaczając tabernakulum, trwając na adoracji. Seria kilkunastu bomb, zrzuconych na klasztor, dokonała zniszczenia. Pod gruzami kościoła zginęło trzydzieści pięć zakonnic. Wybitna tomistka s. Tomeę Koperską, tryskająca wspaniałym humorem s. Magdalena Schmitz de Grollenbourg, s. Klara Zdrojewska, uchodząca za świętą, która nie miała wykształcenia, ale przeorysza zawsze zasięgała jej porad, s. Ignacja, uchodząca za mistyczkę, s. Małgorzata Zalazek, która promieniowała Bogiem i w klasztorze opiekowała się świnkami. I wiele innych... Gruzy pogrzebały też czterech księży i kilkuset cywilów.

„To już koniec. Teraz będzie zupełnie inna historia i zupełnie inny klasztor” – powiedziała kiedyś s. Hilaria, która w klasztorze była zaledwie rok. Następnego dnia o świcie pozostałe przy życiu siostry (tyle, żeby móc prowadzić nieustająca adorację) udały się na tułaczkę. Wśród nich bardzo chora przeorysza m. Byszewska i s. Celestyna Wielowieyska, która po wojnie, w skrajnie niesprzyjających warunkach, odbuduje klasztor.

Miron Białoszewski z ogromną intuicją dostrzegł istotę tych wydarzeń i zapisał to w niezapomnianym „Pamiętniku z Powstania Warszawskiego”: „Te sakramentki, które przez ileś set lat, od Marysieńki, śpiewały za kratami i przez kraty przyjmowały Komunię, nagle stały się działaczkami, społeczniczkami, bohaterską instytucją, oparciem dla Nowego Miasta”.

***

Możemy pomóc

Zakonnice ze Zgromadzenia Benedyktynek Sakramentek, w którym pokolenia modlą się w intencji Warszawy tym razem potrzebuje pomocy. Muszą zmodernizować opłatkarnię – główne źródło utrzymania wspólnoty. Dlatego każda, nawet najmniejsza ofiara na ten cel zostanie przyjęta z wdzięcznością.

Klasztor Benedyktynek-SakramentekRynek Nowego Miasta 2, 00-229 Warszawa Bank PEKAO S.A.PLN: 70 1240 1138 1111 0000 0209 2241 (rachunek PLN)EUR: 90 1240 1037 1978 0010 6556 7255 (rachunek EUR)USD: 14 1240 1037 1787 0010 4795 5601 (rachunek USD)Dla przelewów zagranicznych IBAN PL70 1240 1138 1111 0000 0209 2241 (rachunek PLN)IBAN PL90 1240 1037 1978 0010 6556 7255 (rachunek EUR)IBAN PL14 1240 1037 1787 0010 4795 5601 (rachunek USD)SWIFT/BIC: PKOPPLPW Tytułem: ofiara na cele kultu religijnego.

CZYTAJ DALEJ

42 lata temu zmarł papież św. Paweł VI

2020-08-05 10:04

[ TEMATY ]

Paweł VI

Krzysztof Nikiforow

Czterdzieści dwa lata temu, 6 sierpnia 1978 r., zmarł w Castel Gandolfo papież Paweł VI. 14 października ub.r. odbyła się jego kanonizacja, której dokonał papież Franciszek.

Cud do kanonizacji Pawła VI dotyczył ocalenia życia dziewczynki w łonie matki w piątym miesiącu ciąży. Była to trudna ciąża z powodu przedwczesnego pęknięcia pęcherza płodowego, co zagrażało życiu dziecka. Kilka dni po beatyfikacji papieża (19 października 2014) - mieszkająca w prowincji Werona matka pojechała do sanktuarium Matki Bożej Łaskawej w Brescii, by pomodlić się za wstawiennictwem pochodzącego stamtąd nowego błogosławionego. Wiedziała bowiem, że cud uznany do jego beatyfikacji miał również związek z trudną ciążą. Dziecko urodziło się 25 grudnia 2014 r. zdrowe i tak jest do tej pory.

Papież Franciszek darzy wielkim szacunkiem Pawła VI i wielokrotnie cytował go w swoich wystąpieniach. W homilii w czasie Mszy beatyfikacyjnej podkreślił, że „potrafił on kierować z dalekowzroczną mądrością - a czasem w samotności - sterem Nawy Piotrowej, nigdy nie tracąc radości i ufności w Panu”. „W odniesieniu do tego wielkiego papieża, odważnego chrześcijanina, niestrudzonego apostoła, przed Bogiem możemy dziś tylko wypowiedzieć słowo tak proste, a jednocześnie szczere i ważne: dziękuję! Dziękujemy ci, nasz drogi i umiłowany papieżu Pawle VI! Dziękujemy za Twoje pokorne i prorocze świadectwo miłości do Chrystusa i Jego Kościoła!" - powiedział wówczas Ojciec Święty.

Kapłan, dyplomata, arcybiskup, kardynał, papież

Paweł VI (Giovanni Battista Montini) urodził się 26 września 1897 r. w lombardzkim miasteczku Concesio koło Brescii. Jego ojciec Giorgio był dziennikarzem i propagował społeczną naukę Kościoła, działał we Włoskiej Akcji Katolickiej, był parlamentarzystą.

Święcenia kapłańskie przyszły papież przyjął 28 maja 1920 r. w Brescii, po czym kontynuował naukę i studia w Mediolanie i Rzymie, m.in. w Papieskiej Akademii Kościelnej, kształcącej dyplomatów watykańskich. W maju 1923 r. rozpoczął pracę w nuncjaturze apostolskiej w Warszawie jako sekretarz nuncjusza abp. Lorenzo Lauriego. W Polsce spędził niespełna pół roku, poznawał kraj (był m.in. na Jasnej Górze), uczył się języka, ale częste przeziębienia spowodowane surowym klimatem sprawiły, że musiał wrócić do Włoch.

Po powrocie do Rzymu ks. Montini rozpoczął pracę w Sekretariacie Stanu, będąc jednocześnie m.in. asystentem kościelnym sekcji akademickiej Włoskiej Akcji Katolickiej (1925-33) i krajowym moderatorem (kapelanem) Federacji Studentów Włoskich Uniwersytetów Katolickich (FUCI).

W 1937 r. został substytutem do spraw zwyczajnych w Sekretariacie Stanu, którym kierował wówczas kard. Eugenio Pacelli (późniejszy papież Pius XII). Na stanowisku substytuta ks. prałat Montini pozostał także po wyborze kardynała na papieża w marcu 1939 r. W latach II wojny światowej był odpowiedzialny za pomoc i opiekę nad uchodźcami.

Po wojnie Pius XII chciał na konsystorzu w styczniu 1953 r. mianować go kardynałem, ale ks. prałat Montini nie przyjął wyróżnienia. Papież powołał go więc w 1954 r. na arcybiskupa Mediolanu. Na stanowisku tym objawiły się jego talenty duszpasterskie i organizacyjne. W ciągu ponad ośmiu lat odnowił życie duchowe archidiecezji, ogłosił liczne listy i orędzia duszpasterskie, odwiedzał zakłady pracy i przyczynił się do powrotu do Kościoła wielu zeświecczonych środowisk robotniczych i intelektualnych, wspierał rozwój prasy katolickiej.

Następca Piusa XII, Jan XXIII już na pierwszym konsystorzu 15 grudnia 1958 r. mianował 61-letniego wówczas arcybiskupa Mediolanu kardynałem. A gdy ku zaskoczeniu wszystkich papież Roncalli ogłosił 25 stycznia 1959 r., decyzję o zwołaniu Soboru Watykańskiego II, nowy kardynał znalazł się w Głównej Komisji Przygotowawczej i w Komisji Techniczno-Organizacyjnej przyszłego Soboru.

Po śmierci Jana XXIII kard. Montini po dwóch dniach konklawe, 21 czerwca 1963 r. został jego następcą, przyjmując imię Pawła VI. Nowy papież mógł wznowić obrady Soboru albo zakończyć je po pierwszej sesji, tymczasem już nazajutrz po wyborze zapowiedział, że zamierza kontynuować dzieło Jana XXIII. "Właśnie temu dziełu głównie poświęcimy wszystkie nasze siły" - podkreślił.

Zmarł w święto Przemienienia Pańskiego 6 sierpnia 1978 w wieku 81 lat. Wiadomość o śmierci papieża Montiniego była zaskoczeniem i wstrząsem dla całego Kościoła i świata, gdyż w odróżnieniu od swych poprzedników, Piusa XII i Jana XXIII, do końca życia zachował aktywność.

Jeszcze w środę 2 sierpnia spotkał się z wiernymi na dziedzińcu Pałacu Apostolskiego w Castel Gandolfo na cotygodniowej audiencji, nazajutrz przyjął nowego prezydenta Włoch Sandro Pertiniego i przygotowywał rozważania przed niedzielną modlitwą "Anioł Pański". W sobotę 5 sierpnia stan zdrowia Ojca Świętego gwałtownie się pogorszył. W niedzielę 6 sierpnia po południu pojawiły się problemy z krążeniem, o godz. 18.00 papież, leżąc uczestniczył we Mszy św., którą odprawił jego sekretarz osobisty ks. prałat Pasquale Macchi i przyjął Komunię św., po czym sekretarz stanu kard. Jean Villot udzielił mu sakramentu chorych. O godz. 19.40 Paweł VI odszedł do Domu Ojca.

Paweł VI był człowiekiem o szczególnym charakterze – wyrafinowanym intelektualistą, delikatnym i subtelnym (mówiono o nim "człowiek nieskończonej uprzejmości"), a zarazem chłodnym i nieco powściągliwym w obcowaniu z ludźmi, co nie ułatwiało mu kontaktów z otoczeniem.

Papież Soboru

Wielką zasługą Pawła VI było takie pokierowanie pracami Soboru, że stworzono warunki pełnej wolności wypowiedzi jego uczestników, przeprowadzono głębokie reformy w Kościele, zachowując nienaruszony depozyt wiary Chrystusowej.

Po Vaticanum II Paweł VI zaangażował cały swój autorytet we wprowadzanie w życie postanowień soborowych, co nie było łatwe ani proste. Z jednej strony istniał opór, głównie ze strony starszych hierarchów i katolików świeckich, obawiających się, że zbyt szybkie wprowadzanie zmian, np. języków narodowych w liturgii czy otwieranie się Kościoła na inne wyznania i religie, może doprowadzić do zamętu wśród wiernych i osłabi wiarę. Z drugiej strony papież musiał hamować największych zapaleńców, którzy zmiany soborowe chcieli wprowadzać od razu, bez odpowiedniego przygotowania duchowieństwa i wiernych.

To właśnie na fali podważania uchwał soborowych zrodził się ruch abp. Marcela Lefebvre'a. Pojawiały się inne niebezpieczne tendencje, np. próby wspólnej Eucharystii z niekatolikami, gwałtowny spadek powołań czy kwestionowanie celibatu przez księży – na pontyfikat Pawła VI przypada największa liczba wystąpień ze stanu kapłańskiego i zakonnego.

Reformator

Idąc za wnioskami ojców soborowych w sprawie reformy Kurii Rzymskiej, Paweł VI podjął się trudnego dzieła gruntownych zmian tej instytucji, będącej jakby "rządem" Kościoła.

W dniu zakończenia Soboru 7 grudnia 1965 r. ogłosił przeobrażenie dotychczasowej Kongregacji Świętego Oficjum – spadkobierczyni Świętej Inkwizycji – w Kongregację Nauki Wiary. Zmieniła się nie tylko nazwa, ale struktura i zadania tego urzędu, który odtąd miał być miejscem nie tylko troski o czystość wiary, ale również dyskusji z teologami. Ale najważniejszym posunięciem była ogólna reforma Kurii, przeprowadzona na mocy konstytucji apostolskiej "Regimini Ecclesiae Universae" z 15 sierpnia 1967 r. Papież zmieniał, likwidował jedne, tworzył inne urzędy centralne, aby centralny "rząd" Kościoła działał jak najsprawniej.

W 1969 r. przeprowadzono reformę Kalendarza Rzymskiego, co pociągnęło za sobą m.in. nowe daty wspomnień niektórych świętych i błogosławionych. We wrześniu 1965 papież po wiekach przywrócił Synod Biskupów. I to on zarządził, aby wszyscy biskupi po osiągnięciu 75. roku życia składali dymisję na ręce papieża, a w 1970 r. wydał rozporządzenie, że kardynałowie po skończeniu 80 lat nie mogą już uczestniczyć w konklawe ani pełnić stanowisk w Kurii Rzymskiej. W 1973 papież ustalił, że kardynałów wybierających nowego Biskupa Rzymu nie może być więcej niż 120.

Mąż stanu

Idąc śladami swego wielkiego poprzednika Jana XXIII, Paweł VI wypracował politykę wschodnią Stolicy Apostolską – otwarcie się na ówczesne kraje komunistyczne, szczególnie w Europie. Jako pierwszy papież przyjął w 1967 r. przywódcę sowieckiego (była to wizyta nieoficjalna), przewodniczącego Rady Najwyższej ZSRR Nikołaja Podgornego; sześciokrotnie spotykał się z ministrem spraw zagranicznych tego kraju Andriejem Gromyką. Przyjmował też w Watykanie szefów innych krajów socjalistycznych, m.in. prezydenta Jugosławii Josipa Broz Titę, przywódców Rumunii - Nicolae Ceauşescu i Węgier - Jánosa Kádára.

Wizyty te nie zawsze przekładały się np. na możliwość mianowania nowych biskupów, ale dzięki nim papież lepiej zapoznawał się z sytuacją w krajach komunistycznych, a propaganda łagodziła ton wypowiedzi antykościelnych, co nieraz prowadziło do poprawy sytuacji ludzi wierzących.

Polityka wschodnia miała też swoich krytyków w kołach kościelnych, zarzucano jej małą skuteczność. Zwykle dyplomaci watykańscy rozmawiali niemal wyłącznie z rządami komunistycznymi, niejako ponad głowami miejscowych biskupów. W Polsce, dzięki stanowczej postawie kard. Stefana Wyszyńskiego, udało się tego uniknąć i episkopat był jednym z partnerów rozmów.

Niezależnie od trudności papież chciał maksymalnie wykorzystać wszelkie możliwości prawne, aby ułatwić lub wręcz umożliwić normalne funkcjonowanie Kościoła w niektórych krajach, np. w Czechosłowacji.

Owocem takich założeń i "polityki małych kroków" było porozumienie z Węgrami (15 września 1964 r.) w sprawie obsady stolic biskupich i układ z Jugosławią (25 czerwca 1966 r.), po którym kraj ten jako pierwszy, rządzony przez komunistów, nawiązał 14 sierpnia 1970 stosunki dyplomatyczne ze Stolicą Apostolską.

Paweł VI był też pierwszym Biskupem Rzymu, który odwiedził w 1965 r. nowojorską siedzibę ONZ i wygłosił tam przemówienie nt. pokoju, sprawiedliwości i bezpieczeństwa na świecie. Ważną międzynarodową inicjatywą pokojową tego papieża było ustanowienie w 1967 Światowego Dnia Pokoju, obchodzonego od 1968 r. 1 stycznia.

Papież pielgrzym

Wielką nowością pontyfikatu Pawła VI były jego pielgrzymki. Wprawdzie niektórzy jego poprzednicy odbywali podróże po Państwie Kościelnym, Półwyspie Apenińskim lub do Francji, zwykle zresztą wymuszone przez władców świeckich, ale dopiero Paweł VI rozpoczął całkowicie dobrowolny "podbój świata", odbywając w latach 1964-70 dziewięć podróży do niemal 20 państw.

Pierwszą wizytę złożył w dniach 4-6 stycznia 1964 r. w Ziemi Świętej: w Izraelu i Jordanii. Podróż ta – obok swego wymiaru historycznego – miała też charakter ekumeniczny ze względu na pierwsze od czasów rozłamu między chrześcijaństwem wschodnim i zachodnim w 1054 spotkania ze zwierzchnikami Kościołów wschodnich, m.in. z patriarchą ekumenicznym Konstantynopola Atenagorasem i patriarchą jerozolimskim Benedyktem.

Następne podróże papież Montini odbył do Indii (2-5 XII 1964), USA (ONZ; 3-4 X 1965), Portugalii (Fatima; 13 V 1967), Turcji (25-26 VII 1967), Kolumbii (22-25 VIII 1968), Szwajcarii (w Genewie odwiedził Światową Radę Kościołów i Międzynarodowe Biuro Pracy; 10 VI 1969), Ugandę (w Kampali kanonizował św. Karola Lwangę i jego towarzyszy; 31 VII-2 VIII 1969) oraz na Daleki Wschód: Filipiny, Australia, Indonezja, Hongkong i Cejlon (dziś Sri Lanka; 26 XI-5 XII 1970).

W latach 1964-77 odbył też 14 podróży do 20 miejscowości i regionów Włoch.

Ekumenizm, encykliki, kanonizacje

Działalność na rzecz jedności chrześcijan to kolejny ważny aspekt tego pontyfikatu. Na zakończenie Vaticanum II – 7 grudnia 1965 r. Paweł VI i patriarcha Atenagoras jednocześnie w Watykanie i Konstantynopolu znieśli ekskomuniki rzucone przez przedstawicieli Kościołów Wschodu i Zachodu w 1054 r. W 10 lat później, na zakończenie nabożeństwa w Kaplicy Sykstyńskiej Biskup Rzymu upadł do stóp przewodniczącego delegacji greckiej metropolity Melitona, prosząc go o wybaczenie grzechów przeciw jedności ze strony Kościoła katolickiego.

Za pontyfikatu tego papieża rozpoczęły się oficjalne dialogi m.in. z anglikanami i luteranami oraz ożywione kontakty z Patriarchatem Moskiewskim. Paweł VI przyjął też wielu zwierzchników innych Kościołów, np. anglikańskiego arcybiskupa Canterbury Michaela Ramseya (1966) i jego następcę Donalda Coggana (1977), kilkakrotnie spotykał się z patriarchą Atenagorasem, w 1973 r. przyjął przywódcę buddystów tybetańskich Dalajlamę itp.

Paweł VI jest autorem 7 encyklik (najbardziej znaną była "Humanae vitae"), 10 konstytucji apostolskich, 6 adhortacji apostolskich, 11 listów apostolskich. Ogłosił 61 błogosławionych i 84 świętych i po raz pierwszy w dziejach, w 1970 r., dwóm kobietom przyznał tytuły doktorów Kościoła (święte: Teresa z Avili i Katarzyna ze Sieny).

Na sześciu konsystorzach mianował łącznie 143 kardynałów (w tym 3 Polaków: Karola Wojtyłę – 26 czerwca 1967, Bolesława Kominka – 5 marca 1973 i Bolesława Filipiaka – 24 maja 1976).

Paweł VI a Polska

Zawsze pamiętał o Polsce. Gdy w 1966 r. trwały obchody milenijne, kilkakrotnie dawał do zrozumienia, że chętnie przyjechałby do naszego kraju, choćby na jeden dzień, aby np. na Boże Narodzenie odprawić milenijną Mszę św. na Jasnej Górze. Jednak ówczesne władze stanowczo się temu sprzeciwiły.

28 czerwca 1972 r. Paweł VI wydał bullę "Episcoporum Poloniae coetus", która ustanawiała diecezje na ziemiach zachodnich i północnych: we Wrocławiu, w Opolu, Gorzowie, Szczecinie-Kamieniu Pomorskim, Koszalinie-Kołobrzegu i Olsztynie.

Ojciec Święty powierzał ważne zadania Polakom. W lutym 1967 mianował bp. Władysława Rubina pierwszym sekretarzem generalnym Synodu Biskupów, w 1973 powołał bp. Andrzeja Deskura na przewodniczącego Papieskiej Komisji ds. Środków Społecznego Przekazu, a kard. Karola Wojtyłę zaprosił w marcu 1976 do wygłoszenia rekolekcji wielkopostnych dla papieża i Kurii Rzymskiej.

W 1971 r. rozpoczęły się pierwsze po II wojnie światowej oficjalne rozmowy polsko-watykańskie, które doprowadziły do ustanowienia w lipcu 1974 r. zespołu ds. stałych kontaktów roboczych między rządem PRL a Stolicą Apostolską - jedynej tego typu w polityce międzynarodowej Stolicy Świętej.

Trzeba też pamiętać, że to Paweł VI beatyfikował w 1971 r. o. Maksymiliana Kolbego, a w 1975 r. s. Marię Teresę Ledóchowską.

Autentyczny święty

Paweł VI nie był "świętym łatwym i ludowym, lecz świętym autentycznym". - W jego nauczaniu i postępowaniu widać było Ewangelię - uważa abp Gaetano Bonicelli, były ordynariusz podrzymskiej diecezji Albano, biskup polowy Włoch i metropolita Sieny.

- Przeczytałem jego przemówienia na Soborze Watykańskim II, jego encykliki. Ale dzisiaj wystarczy mi jego arcydzieło teologiczne i duszpasterskie - adhortacja apostolska "Evangelii nuntiandi", jej jasność, gorliwość, pasja. Angażuje życie duchowe i apostolską odpowiedzialność całego ludu Bożego. Papież Franciszek ma rację, że znalazł u papieża Montiniego źródła inspiracji dla swojego pontyfikatu - podkreśla 94-letni włoski hierarcha.

CZYTAJ DALEJ

Od 25 lat chodzi z krzyżem po Polsce i Europie, wcześniej był rolnikiem

2020-08-07 11:48

[ TEMATY ]

pielgrzymka

krzyż

pokuta

Pielgrzymka 2020

facebook.com/NowinyGliwickie

Pan Mieczysław pochodzi spod Elbląga, ma prawie 70 lat i od 25 lat chodzi z krzyżem po Polsce jak i całej Europie. Najdalej był w Paryżu. Jak sam o sobie mówi: Nawróciłem się. Chcę ludziom przybliżyć Jezusa, chcę im przekazać, żeby strzegli się grzechu, że człowiek, który przesiąknie grzechem jest stracony, ale może się zawsze od niego uwolnić – czytamy w Dzienniku Elbląskim.

Pielgrzym, który wcześniej był rolnikiem chodzi ubrany w pokutną szatę, na barkach niesie drewniany krzyż, a na plecach niewielkich rozmiarów plecak, w którym jak mówi nosi ze sobą swój nocleg. Ma śpiwór, bieliznę, folię przeciwdeszczową. Dużą uwagę przywiązuje do pism ewangelizacyjnych, którymi może pomagać innym.

 — Jezus daje mi znaki. Czasem w drodze dzieją się cuda, to daje mi wiarę w sens tej pielgrzymki — mówi p. Mieczysław w Dzienniku Elbląskim.

Spotyka przyjaciół krzyża, ale są też i jego wrogowie, którzy krzyczą „do tartaku idziesz z tym drzewem?” — I takich trzeba wysłuchać — podsumowuje z uśmiechem pan Mieczysław.

Pan Mieczysław swoje pielgrzymowanie finansuje z własnej emerytury, czasem dostaje od ludzi także drobne datki i wsparcie.

- Moje ciało jest niczym, a ja tylko imieniem - bez Boga nie byłoby mnie, to niesamowite, jak wypełnia moje ciało i pozwala mu żyć – mówi pokutnik.

— Nawróciłem się. Chcę ludziom przybliżyć Jezusa, chcę im przekazać, żeby strzegli się grzechu, że człowiek, który przesiąknie grzechem jest stracony, ale może się zawsze od niego uwolnić.

— Piłem, żyłem w grzechu. Było źle. Wtedy przyszedł do mnie Pan Jezus i zrozumiałem, że tak dalej być nie może. Bóg mnie uzdrowił i poczułem się zobowiązany, by głosić ludziom Jego imię — czytamy w Dzienniku Elbląskim.

Przeczytaj także: 27-latek idzie z krzyżem przez Polskę. Modli się o nawrócenie narodu

- Pana Mieczysława z krzyżem i różańcem w ręku, ubranego niczym ksiądz Robak, zauważyłem na ulicy 31 Stycznia. Szedł od skrzyżowania w stronę starostwa. Zanim zawróciłem i zostawiłem samochód na parkingu zdążył wejść do sklepu spożywczego. Jednak wiedziałem, gdzie jest. Pod sklepem zostawił oparty o ścianę duży drewniany krzyż. – Dzień dobry – powiedziałem, gdy wyszedł z drobnymi zakupami spożywczymi – czytamy na portalu chojnice.com opis jednego ze spotykających go ludzi.

Dokąd zmierza? Kogo spotyka? – Nie wiem dokąd idę, o tym czasami decyduje ułamek chwili, jakaś rozmowa – mówi pan Mieczysław. Uważa, że w życiu nie ma nic bez sensu, że wszystko dzieje się po coś. Ludzie, których niby przypadkiem spotyka i którym pomaga, są mu przeznaczeni. Chociażby jeden z rozmówców, który pomylił wagony i zamiast do 12 przyszedł do 15. I już został, bo wciągnął się w rozmowę z panem Mieczysławem i poczuł ulgę, gdy wydusił z siebie swoje problemy.

Pan Mieczysław w miejscowościach które odwiedza szuka kościołów w których może się pomodlić. Nie narzuca się przechodniom, nie wciska nic na siłę. Czeka aż ktoś sam podejdzie, zacznie rozmowę. Dzieli się swoim świadectwem wiary, przekazuje to, co ma najcenniejsze.

 – Wiele razy poczułem, że to co robię ma sens, bo ludzie nawracali się, wracali do Kościoła po wielu latach rozłąki z Bogiem – wyznaje p. Mieczysław.

Pan Mieczysław spotkał się w ostatnich dniach z Michałem, który w te wakacje przemierza Polskę z 3m. krzyżem na plecach.

facebook.com/PanstwoBoze

Przeczytaj także: 27-latek idący z krzyżem przez całą Polskę dotarł na Giewont!
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję