Reklama

Niedziela Łódzka

„Daj pracę w Aleppo” – kropla, która drąży skałę

Aleppo to słowo niewygodne, które budzi wyrzuty sumienia, częściej jednak bezradność. Choć działania wojenne nie dotykają już miasta bezpośrednio, sytuacja daleka jest od stabilności

Niedziela łódzka 8/2018, str. VII

[ TEMATY ]

Aleppo

Archiwum Stowarzyszenia „Dom Wschodni – Domus

Mohammad i maszyny drukarskie, które uda się naprawić

Zrujnowane miasto jeszcze przez długi czas będzie podnosić się z gruzów. Trudno sobie nawet wyobrazić, jakiego nakładu sił i środków potrzeba, by przywrócić nawet nie tyle dawną świetność, ale chociaż normalność w tym mieście. Na chwilę obecną najbardziej palącymi potrzebami zajmują się organizacje humanitarne, które dbają o to, by zapewnić mieszkańcom dostęp do bieżącej wody, żywności, itp.

Do przywrócenia normalności potrzeba jednak Syryjczykom nie tylko przysłowiowej ryby, ale i wędki, aby mogli samodzielnie stanąć na nogi. Dzięki łódzkiemu Stowarzyszeniu „Dom Wschodni – Domus Orientalia”, które od kilku już lat nie pozostaje obojętne na los Bliskiego Wschodu, powoli staje się to możliwe.

Historia człowieka

We wrześniu 2017 r. ruszył projekt „Daj pracę!”, którego celem jest odbudowa miejsc pracy dla mieszkańców pozostałych w Aleppo. Dzięki zaangażowaniu kilkuset osób, które hojnym sercem wsparły zbiórkę, kwotami na miarę swoich możliwości, udało się zakończyć pierwszy etap projektu. A dziś widać już pierwsze konkretne owoce.

Reklama

Z końcem roku podjęto decyzję, że pierwszą osobą, do której trafi pomoc w ramach projektu „Daj pracę!” będzie Mohammad, 25-letni Syryjczyk. Gdy w czasie wojny zginął jego ojciec, został jedynym żywicielem rodziny. Żeby móc utrzymać mamę i siostrę, zmuszony był zrezygnować ze studiów pod sam koniec edukacji. Cały swój czas poświęcił pracy w drukarni założonej przez jego tatę jeszcze przed wojną.

Drukarnia – areną walk

Niestety, wskutek działań wojennych toczących się w tej samej dzielnicy odebrano mu także to miejsce pracy. Pewnego dnia budynek, w którym zorganizowana była drukarnia, stał się areną walk. Gdy ucichły strzały i można było bezpiecznie wrócić, zakład okazał się mocno uszkodzony, a maszyny w dużej części rozkradzione.

To, co najważniejsze

Historii podobnych do tej Mohammada jest pewnie tysiące. Ludzi, którzy wracają i muszą budować wszystko od początku. Własnymi rękoma odgruzowują ulice, próbują organizować noclegi i pracę.

Reklama

Dzięki mądrej pomocy można sprawić, że ta droga będzie nieco mniej żmudna. Naprawa maszyn rozwiązałaby przynajmniej część problemów Mohammada i jego rodziny. Jednak w mieście pozbawionym prądu, wody i jedzenia istnieją inne priorytety.

Pomoc

Dzięki wsparciu, które trafiło do Aleppo przez „Dom Wschodni” i zaprzyjaźniony ośrodek edukacyjno-społeczny Terre Sainte, udało się zrealizować niemożliwe. Maszyny drukarskie Mohammada są już w naprawie w Tartus. Niebawem wrócą do Aleppo i umożliwią powrót do pracy nie tylko Mohammedowi, ale i siedmiu innym osobom zatrudnionym w drukarni.

Kilka rodzin będzie mogło żyć godniej również dzięki pomocy mieszkańców Łodzi. A projekt „Daj pracę w Aleppo” nadal trwa i może zmienić życie kolejnych konkretnych osób.

2018-02-22 10:40

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Dramatyczne wieści z Afryki i Aleppo

2020-05-13 07:15

[ TEMATY ]

Aleppo

Materiały prasowe

W Afryce po pustoszącej uprawy pladze szarańczy, która się wzmaga, i pandemii koronawirusa, która wywołała kryzys gospodarczy i ograniczyła kontakty między ludźmi, przyszła kolej na katastrofalne powodzie, które powodują śmierć wielu ludzi, a także niszczą plony, domy, a ze zboczy górskich spływają lawiny błota, które do niedawna były polami uprawnymi.

Ceny żywności i innych artykułów pierwszej potrzeby gwałtownie idą w górę. Afrykańczycy, którzy przeważnie żyją z dnia na dzień bez zapasów ani oszczędności, nie wiedzą rano, czy będą mieli co jeść wieczorem. Sytuacja jest bardzo poważna. Wielu ludzi straciło cały skromny dobytek i staje przed nimi widmo głodu.

Głód jest też największym dziś problemem w syryjskim Aleppo. Dotyka aż 80% mieszkańców miasta. Tragiczną sytuację wojenną pogłębia kryzys gospodarczy w całym regionie Bliskiego Wschodu, a także stały spadek wartości funta syryjskiego. Panuje wielka drożyzna wywołana przez wojnę, a dodatkowo ceny idą w górę z powodu pandemii koronawirusa. Ludzie nie mogą się przemieszczać, stanęły zakłady pracy, a rodziny żyją w skrajnej nędzy. Po wojnie pocisków spadających na miasto teraz trwa wojna z głodem. Tak wielkiego głodu Aleppo nie doświadczyło od czasu wojny z Imperium Osmańskim w 1915 r.

Te problemy przybliżają nam świadectwa misjonarzy, którzy pracują na miejscu i przeżywają te dramaty razem z ludźmi, do których zostali posłani. Poznański ośrodek Ruchu Solidarności z Ubogimi Trzeciego Świata „Maitri” wspiera ich działa charytatywne. Finansujemy dożywianie dzieci w Rwandzie, cierpiącej dziś z powodu powodzi, a także w Etiopii i w Aleppo. Prowadzimy również program długofalowej pomocy dla dzieci w ramach programu Adopcja Serca – indywidualnego patronatu duchowego i materialnego nad konkretnym dzieckiem, znanym z imienia i nazwiska i zdjęć, o którym misjonarze przesyłają informacje i listy podopiecznych. W ten sposób wspieramy dzieci w Etiopii, Demokratycznej Republice Konga i w syryjskim Aleppo. Narzędziem administracyjnym poznańskiej wspólnoty ruchu „Maitri” jest Fundacja Adopcji Serca, na której konto można kierować darowizny przeznaczone na pomoc dla ofiar powodzi w Afryce i głodu w Aleppo.

Więcej informacji: adopcjaserca.eu

Kontakt: Wojciech Zięba

Ruch Solidarności z Ubogimi Trzeciego Świata MAITRI - wspólnota poznańska

Fundacja Adopcji Serca

ul. Szamarzewskiego 3, 60-514 Poznań

tel. 508-376-866

poznan@maitri.pl

Konto:

Bank PeKaO SA

Konto złotowe: nr 08 1240 1747 1111 0010 9045 8067

Konto walutowe w euro: nr 35 1240 1747 1978 0010 9045 8269,

Swift / BIC: PKOPPLPW PL

CZYTAJ DALEJ

Abp Nossol o kard. Wyszyńskim: Był wielki w tym, że usiłował zrozumieć ludzi myślących inaczej

2020-05-28 10:19

[ TEMATY ]

kard. Stefan Wyszyński

Archiwum rodziny Michnowiczów z Tomaszówki

kard. Stefan Wyszyński

- Miałem do niego zaufanie. Wiedziałem, że komu jak komu, ale jemu zależy na Kościele w Polsce, na wprowadzaniu reformy soborowej, na pojednaniu. Był wielkim człowiekiem a jego wielkość polegała również na tym, że usiłował zrozumieć ludzi myślących inaczej – tak o kard. Stefanie Wyszyńskim mówi abp Alfons Nossol, biskup senior diecezji opolskiej. Abp Nossol w rozmowie z KAI dzieli się wspomnieniami związanymi z Prymasem, opowiada o jego realizmie we wprowadzaniu reformy soborowej, o stosunku do ekumenizmu oraz roli, jaką odegrał w procesie polsko – niemieckiego pojednania. Dziś przypada 39. rocznica śmierci Prymasa Tysiąclecia.

KAI: Czy są jakieś wspomnienia związane z Prymasem Wyszyńskim, którymi chciałby się Ksiądz Arcybiskup podzielić?

- Tak. Pamiętam, jak wezwał mnie do siebie, by przekazać mi wiadomość o nominacji biskupiej. Byłem bardzo zaangażowany na KUL-u, mieszkałem tam. To było dla mnie niełatwe spotkanie. Prymas bez żadnych specjalnych wprowadzeń oświadczył, że Ojciec Święty życzy sobie, żebym przejął służbę biskupią w Opolu, bo tam potrzebny jest ktoś, kto z tych ziem pochodzi i zna ich swoistość. Powiedziałem mu – „Księże Prymasie, proszę wybaczyć, ale ja nie jestem kimś, kto jest w stanie sprostać wymogom takiej pracy. Przecież to musi przyjść duszpasterz, z pogłębionym doświadczeniem kapłańskim. Ja jestem teoretykiem, nie mam żadnych praktycznych doświadczeń. Nigdy nie byłem nawet wikarym, nie byłem proboszczem. Po święceniach zostałem skierowany na dalsze studia, bo nasze seminarium potrzebowało wykładowców”.

A on mi na to: „Oo, ja przeżywałem to samo. Przecież byłem w Lublinie, studiowałem. Raptem przyszło wezwanie, że mam zostać biskupem Lublina. I wszystkie moje założenia teoretyczne, ewentualne plany naukowe – wszystko się skończyło. Trzeba było pójść, bo takie było wezwanie Kościoła”.

Pozbawił mnie argumentów. Pozwolił mi się tylko wypowiedzieć. Widać było, że mu na tym bardzo zależy i muszę przyznać, że od czasu moich święceń biskupich – on mi właściwie w dużej mierze zawierzył.

Trzy dni przed jego śmiercią byłem w Warszawie, musiałem coś załatwić. My, biskupi, gdy przyjeżdżaliśmy do Warszawy, zawsze zostawialiśmy samochód na podwórzu Księdza Prymasa. To było pewne miejsce. Wyszła siostra, zapytałem o jego zdrowie. Powiedziała mi: „Księże biskupie, ostatnie chwile nadchodzą. A jakby tak ksiądz zajrzał do niego na chwileczkę?” Mówię „Dobrze, ale to trzeba go wpierw zapytać”. Spytała. Oczywiście, jak najbardziej, mam przyjść.

I on wtedy nawiązał do tamtego spotkania, do tych wątpliwości, obaw, że się nie ma doświadczenia duszpasterskiego, jest się teoretykiem. „No, widzisz, chłopcze” – powiada (byłem wtedy najmłodszym biskupem i dlatego on mnie tak tytułował: „chłopcze”). – „Tak żeś się wtedy bał, a przecież w Kościele opolskim się jakoś układa. Nie trzeba się było wtedy tak bardzo bać”. Powiedział też: „Wiesz, ja muszę powoli przygotować się do odejścia”. I jeszcze kilka pytań mi zadał. A potem: „Chłopcze, bardzo cię proszę, proszę mi udzielić swojego biskupiego błogosławieństwa”. Ja mówię: „Księże Prymasie, dobrze, ale proszę, niech najpierw Ksiądz Prymas mnie pobłogosławi”. Uczynił to, potem ja, pożegnałem się, wyszedłem.

Za dwa dni bodajże zmarł. Takie było to nasze ostatnie spotkanie, wspaniałe, kapłańskie, z jego głęboką troską ale i radością, że przynajmniej częściowo udało mi się tę moją teoretyczność przezwyciężyć.

KAI: Szczęśliwie udało się Księdzu Arcybiskupowi z tą teorią jednak całkowicie nie zerwać.

- Już jako biskup co drugi tydzień dojeżdżałem do Lublina, gdzie miałem 14 wykładów i seminarium. Mogłem więc nadal trochę teoretyzować ale też miałem szansę wprowadzać tę teorię, teologię Soboru Watykańskiego II w życie Kościoła.

KAI: A jak ocenia Ksiądz Arcybiskup wprowadzanie reformy soborowej w Polsce? Wobec kard. Wyszyńskiego pojawiały się zarzuty, że tę reformę opóźnia.

- On był wielkim realistą. Znał naszą polską mentalność. Wiedział, jak to jest ważne i że tu chodzi o przyszłość Kościoła na tych ziemiach. My w tamtym czasie byliśmy tak bardzo zajęci nasza zagrożoną politycznie egzystencją, że trzeba było odnowę soborową przyjmować bardzo roztropnie. Sobór to był swego rodzaju nowy początek. Ważne było, by przyjmować go w taki sposób, pogłębiony, duchowy, by był wsparciem dla Kościoła, zastrzykiem nowych sił.

Prymas faktycznie nie spieszył się z wprowadzaniem decyzji Soboru, zwłaszcza w obszarach duszpasterskich, ale nie dlatego, że się bał, albo był w jakimś sensie przeciwny tym reformom, tylko dlatego, że działał rozważnie. Kard. Wyszyński był przecież jednym z Ojców Soborowych. On te reformy uchwalał i miał świadomość, czym Sobór jest dla Kościoła, dla przyszłości Kościoła, zwłaszcza u nas, na Wschodzie.

Pamiętam, że na temat nauki soborowej miałem okazję rozmawiać z nim jeszcze w czasie studiów. Bardzo interesował się tym, jak my, studenci i młodzi księża na KUL-u przyjmujemy tę nową naukę, w jaki sposób jest nam przekazywana, jaki jest wpływ uczelni i czy studia na KUL pomagają nam być „ludźmi soborowymi”. Te pytania zadawał zresztą też później, gdy już byłem biskupem. W przerwach w czasie spotkań Episkopatu przechadzaliśmy się po jego ogrodzie i on często ze mną rozmawiał na temat Soboru i odbioru nauki soborowej.

Ja miałem to szczęście, że byłem uczniem ks. prof. Granata, który jeszcze w trakcie pracy Soboru omawiał z nami studentami każdy nowy dekret. Wyjaśniał je w sposób bardzo pogłębiony z perspektywy teologicznej oraz podawał praktyczne wskazówki odnośnie wprowadzania ich w życie na gruncie polskim. Tak więc ja osobiście byłem Soborem po prostu zachwycony. Dzięki niemu mogłem próbować w sposób radośniejszy nie tylko być w Kościele ale i być Kościołem.

KAI: Czy zatem w tamtym czasie nie przeszkadzało Księdzu Arcybiskupowi, że Prymas Wyszyński się nie spieszył?

- Nie. Ja wiedziałem, że komu jak komu, ale jemu na Kościele w Polsce bardzo zależy. Miałem do niego zaufanie. Poza tym, też byłem przekonany, że w pewnych sprawach nie należy się spieszyć, nie warto działać na siłę, spektakularnie. Trzeba to robić powoli. I skutecznie. To np. dotyczyło tematów ekumenicznych.

KAI: A jak wyglądało zaangażowanie ekumeniczne kard. Wyszyńskiego, jego stosunek do ekumenizmu?

- Gdy rozmawialiśmy prywatnie podczas moich pobytów u niego, czy podczas zebrań Episkopatu, o czym już wspominałem, on bardzo często mnie pytał właśnie o sprawy ekumeniczne. W wielu wypadkach ja nieco inaczej widziałem te problemy, akcentowałem, że nie trzeba się bać wpływów innych wyznań chrześcijańskich na nasz polski sposób patrzenia na Kościół. Trzeba podkreślić, że w czasach, gdy Prymas studiował teologię o ekumenizmie za wiele się nie mówiło. Natomiast nawet jeśli miał jakieś wewnętrzne obawy, czy opory, on dekret o ekumenizmie przyjął i go w Kościele w Polsce realizował.

Muszę zresztą przyznać, że nawet mnie pod tym względem zaskoczył. Nabożeństwa w czasie Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan zawsze kończyły się w jednym z kościołów warszawskich i kazania w czasie tych nabożeństw głosili na przemian raz ksiądz katolicki raz duchowny z Kościoła reformacyjnego lub prawosławnego. A nasz Prymas, który się nie spieszył, który nie był nowinkarzem - temu się nie sprzeciwiał. Nie było to normą w polskich diecezjach. W wielu nie było zgody na to, by ktoś z niekatolickiego Kościoła głosił kazanie w świątyni katolickiej, podobnie, jak nie pozwalano, by ksiądz katolicki przemawiał w świątyni należącej do innego wyznania. W wielu miejscach nawet samo wstąpienie do świątyni niekatolickiej, by zobaczyć, jak wewnątrz wygląda, traktowane było jako coś niewłaściwego. Tymczasem Prymas, może nie zachęcał do tych wzajemnych kazań, ale zezwalał.

Sam pomysł był autorstwa bp Władysława Miziołka, biskupa pomocniczego warszawskiego, ówczesnego przewodniczącego Komisji Episkopatu ds. Ekumenizmu, z którym ja zresztą też w ramach tej komisji współpracowałem. Gdy już byłem biskupem w Opolu, w czasie Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan też modliliśmy się w ten sposób. Mogę więc powiedzieć, że przejąłem to z diecezji Księdza Prymasa.

KAI: A czy Prymas Wyszyński sam brał udział w tych nabożeństwach?

- Nie, on sam nie brał udziału, natomiast wspierał działalność bp Władysława Miziołka. Doskonale wiedział, że jest to człowiek, który się na ekumenizmie zna, któremu na ekumenizmie zależy. I jego właśnie uczynił swoim biskupem pomocniczym. Prymas był zresztą w sprawach ekumenizmu na bieżąco. Bp Miziołek mu referował, jak układają się relacje z Polską Radą Ekumeniczną, jak wypadają te nasze dialogi, czy to postępuje naprzód, czy się wzajemnie ubogacamy, czy dochodzi do kłótni…

KAI: Dochodziło do kłótni?

- Do kłótni może nie, ale czasem niektóre sprawy stawiane były w sposób obsesyjnie jednoznaczny, bez otwartości konfesyjnej. Trzeba było działać systematycznie, wolno, nie na siłę. Tak właśnie pracował bp Miziołek i później również ja, jako przewodniczący Komisji Episkopatu ds. Ekumenizmu.

Natomiast kard. Wyszyński widział, że ekumenizm się w Warszawie rozwija i że na tych spotkaniach, modlitwach o jedność, my, chrześcijanie się jednak zbliżamy.

KAI: Ma Ksiądz Arcybiskup ogromne zasługi i doświadczenie w pracy na rzecz pojednania polsko – niemieckiego. Jak ocenia Ksiądz Arcybiskup rolę kard. Wyszyńskiego w tym procesie?

- Można śmiało powiedzieć: wielkim przyjacielem Niemiec nie był. Miał do Niemców i nawet do Kościoła w Niemczech stosunek krytyczny, choć to był krytycyzm twórczy. Ale wiedział, że razem musimy być Kościołem. Wspaniały list biskupów polskich do biskupów niemieckich - „udzielamy wybaczenia i prosimy o nie” – w istocie zapoczątkował proces pojednania. Zachwyciło mnie, gdy widziałem, wobec nagonki, która się wówczas rozpętała, jak kard. Wyszyńskiemu na tym pojednaniu zależało.

Oburzenie, w dużej mierze inspirowane politycznie i ideologicznie, było ogromne. Jak można Niemców prosić o przebaczenie? Ze strony władz komunistycznych pojawiały się oskarżenia, że biskupi zdradzają Ojczyznę. Ale oburzonych było też wielu starszych księży. Widziałem to też na KUL-u. Jak można? To, że my przebaczamy Niemcom, to jeszcze możemy zaakceptować. Ale, że my prosimy o przebaczenie?! To było dla wielu ludzi po prostu za dużo… Trzeba było sens tego orędzia przybliżyć ludziom duszpastersko. I to podjęto.

A podczas uroczystości millenijnych, 3 maja 1966 r. na Jasnej Górze, Prymas, wobec prawie milionowej rzeszy słuchaczy nawiązał do tej sprawy. Wyjaśniał to, przybliżał i wreszcie postawił pytanie. – Musimy się zdecydować, jako chrześcijanie. I dlatego muszę się was zapytać, jako wasz prymas: przebaczamy, czy nie przebaczamy?

Minutowa, okrutna cisza…

Proszę sobie to wyobrazić. Prymas się na to zdobył. Mógł ktoś przecież krzyknąć „Nie przebaczamy!”. Ale trwała cisza. I w końcu: „Przebaczamy!”.

W tym momencie krok na drodze do pojednania został postawiony. A cała sprawa z perspektywy duszpasterskiej ale i politycznej została rozwiązana. Po mistrzowsku.

Kard. Wyszyński był wielkim patriotą ale jego patriotyzm był zakorzeniony w świadomości jedności chrześcijańskiej. Patriotyzm związany z niechęcią, nieżyczliwością wobec innych – odrzucał. Była to postawa bardzo realistyczna, perspektywiczna i twórcza. Patrzył w ten sam sposób, co Jan Paweł II, który mówił, że „patriotyzm jest czymś wzniosłym, ale musi być on kształtem miłości a nie nienawiści”.

KAI: Kim był kard. Wyszyński dla Księdza Arcybiskupa?

- Był naprawdę prymasem. Miał świadomość swojej roli, tego, kim jest. Ale był też wielki w tym, że usiłował zrozumieć ludzi myślących inaczej. Miałem doświadczenie takich dialogów z nim, np. dotyczących ekumenizmu, o czym wspominałem. Nie żądał, by myśleć dokładnie tak, jak on. Byleby tylko mieć na względzie czynienie prawdy w miłości. „Veritatem facere in caritate” – to hasło tak ważne było na KUL-u, do czego też Prymas Wyszyński bardzo się przyczynił. Czynić prawdę w miłości, nie tylko głosić prawdę, ale ją czynić. To właśnie hasło wybrałem sobie na moją dewizę biskupią.

Rozmawiała Maria Czerska.

CZYTAJ DALEJ

Od niewoli do wolności. Sesja Kolbiańska

2020-05-28 21:29

[ TEMATY ]

św. Jan Paweł II

kard. Wyszyński

o. Maksymilian Kolbe

sesja kolbiańska

MJscreen

Msza św. celebrowana w ramach 39. Sesji Kolbiańskiej.

– Stan niewoli fizycznej stał się dla bardzo wielu sytuacją wyzwolenia i wolności. Dobrze, że tutaj jesteśmy. Ostatnie dni, tygodnie, miesiące były szczególnie dla nas – ludzi wierzących – wielkim ograniczeniem wolności religijnej. Nie mogliśmy praktykować w sposób wolny tego, co nam dyktowało serce, ale byliśmy posłuszni. Wielu cierpiało… – mówił asystent Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana” w diecezji bielsko-żywieckiej ks. Piotr Leśniak w Harmężach. Tam w czwartek 28 maja odbyła się 39. Sesja Kolbiańska.

39. Sesja Kolbiańska została organizowana w 79. rocznicę osadzenia św. Maksymiliana Marii Kolbego w KL Auschwitz. Przebiegała pod hasłem: „Prorocy wielkiego zawierzenia: św. Maksymilian M. Kolbe i Sługa Boży kard. Stefan Wyszyński”.

Dzień 28 maja, to dzień w którym św. Maksymilian został osadzony w obozie Auschwitz. Ta data jest podwójnie symboliczna, gdyż w tym dniu zmarł kard. Stefan Wyszyński. Oba te wątki – umiłowanie Maryi i narodu były obecne w życiu i nauczaniu obu tych świętych mężów i dlatego stały się przedmiotem tegorocznej sesji – powiedział delegat Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana” Mateusz Zbróg. – Od 1982 r. spotykamy się na Sesjach Kolbiańskich. 30. sesja również była poświęcona Prymasowi Wyszyńskiemu. Wówczas towarzyszyło nam wezwanie wypowiedziane przez Prymasa Tysiąclecia: „Nie gaście ducha św. Maksymiliana”. Dziś wracamy do jego osoby, wierząc że już niedługo będzie miała miejsce beatyfikacja naszego patrona kard. Wyszyńskiego – dodał.

Sesję rozpoczęła Msza św. w kościele Matki Bożej Niepokalanej w Harmężach. Rozpoczynając Mszę św. gwardian klasztoru franciszkanów w Harmężach i asystent prowincjalny Rycerstwa Niepokalanej o. Piotr Cuber OFMConv powitał zebranych w Harmężach i zgromadzonych na łączach internetowych. Następnie przypomniał, że 79 lat temu – 28 maja 1941 r. do KL Auschwitz został deportowany z Warszawy transportem więźniów politycznych o. Maksymilian: założyciel Rycerstwa Niepokalanej, Niepokalanowa – największego klasztoru w ówczesnym chrześcijańskim świecie, założyciel wydawnictwa i wydawca prasy katolickiej, misjonarz w dalekiej Japonii. – Został deportowany, aby tu dopełnić swojego żywota i po białej koronie zdobyć tę czerwoną, którą również obiecała mu Maryja Niepokalana. Tu na ziemi oświęcimskiej miał dokonać się ostatni akt jego życia – zauważył, podkreślając że od 39 lat Katolickie Stowarzyszenie Civitas Christiana i Centrum św. Maksymiliana organizują Sesje Kolbiańskie. – Tegoroczna sytuacja pandemii wymusiła na nas szczególny sposób organizacji sesji, w nieco okrojonym składzie i i liczbie. Ale cieszymy się, że możemy się spotkać razem, modlić się i przypominać osobę o. Kolbego. Oprócz niego patronem dzisiejszej sesji jest Sługa Boży kard. Stefan Wyszyński, którego beatyfikacji spodziewaliśmy się początkiem czerwca. Na razie została ona odłożona, ale my już wiemy że już jest błogosławiony, a wręcz święty. Chcemy pochylić się nad tymi wielkimi prorokami wielkiego zawierzenia – zaznaczył o. Piotr Cuber OFMConv.

MJscreen

Msza św. w Harmężach.

Mszy św. przewodniczył ks. Bogusław Nagel – Krajowy Duszpasterz Margaretek z Witanowic i Asystent Rycerstwa Niepokalanej w archidiecezji krakowskiej. Wraz z nim Mszę św. koncelebrował asystent Katolickiego Stowarzyszenia Civitas Christiana w diecezji bielsko-żywieckiej ks. Piotr Leśniak, który wygłosił kazanie, dyrektor Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu ks. Jan Nowak i o. Piotr Cuber OFMConv.

28 maja to dzień narodzin dla Nieba Sługi Bożego, kard. Stefana Wyszyńskiego. Dziś mija 39 lat. Wcześniej, 28 maja 1941 r., dzień jakże trudny musiał być dla „Szaleńca Niepokalanej” św. Maksymiliana, kiedy pozwolił sobie związać ręce i został umieszczony w miejscu kaźni i cierpienia w obozie. Gdy śledzimy jego uwięzienie i pobyt w Auschwitz, widzimy również, że jest on tam dla kogoś konkretnie potrzebny. Kiedyś dowiemy się, ilu więźniów otrzymało dzięki niemu światło – powiedział ks. Piotr Leśniak, przytaczając również fragment wywiadu, jakiego udzielił w 1971 r. w Watykanie kard. Karol Wojtyła, przedstawiając sylwetkę owego męczennika z Auschwitz.

Dzień urodzin dla Nieba kard. Wyszyńskiego budzi w nas refleksję także w kontekście nad jego uwięzieniem w latach1953-56, kiedy wolność religijna w Polsce była poważnie zagrożona, a wręcz już jej nie było. W tej sytuacji Prymas ofiaruje to uwięzienie w intencji Kościoła w Polsce, modli się, śpiewa psalmy. Kiedyś zobaczymy jeszcze bardziej, jak właśnie ta sytuacja wyzwoliła w nas tak wielkie pragnienie wolności – zaznaczył kapłan.

MJscreen

Ks. Piotr Leśniak wygłosił kazanie.

Odwołał się również do wątku maryjnego w życiu św. Maksymiliana, który całkowicie oddał się Niepokalanej, ofiarował Jej swoją wolność, oraz w życiu kard. Wyszyńskiego, który wszystko postawił na Maryję. Nawiązał również do św. Jana Pawła II, który mówił o słodkiej niewoli miłości. – Ten stan niewoli fizycznej stał się dla bardzo wielu sytuacją wyzwolenia i wolności. Dobrze że tutaj jesteśmy. Ostatnie szczególnie dni, tygodnie, miesiące były dla nas – ludzi wierzących – wielkim ograniczeniem wolności religijnej. Nie mogliśmy praktykować w sposób wolny tego, co nam dyktowało serce, ale byliśmy posłuszni. Wielu cierpiało. Są wspaniałe świadectwa ludzi, który mówią, że ten czas w swoich rodzinach ofiarowali w intencji Kościoła. Uczmy się od św. Pawła, kard. Wyszyńskiego, św. Maksymiliana, że żadna sytuacja nie jest beznadziejna, uczmy się, żebyśmy z głębi niewoli, tego, co dla nas jest trudne, potrafili wyśpiewywać chwałę Bogu, a wtedy kajdany, zostaną zerwane i zabłyśnie światło – zachęcał.

Na koniec o. Piotr Cuber OFMConv podziękował uczestnikom i osobom zaangażowanym w to, by sesja się odbyła. A ks. Bogusław Nagel zaprosił do udziału w 4. zjeździe Rycerstwa w Łagiewnikach 30 maja br.

Po Mszy św. uczestnicy przeszli do sali konferencyjnej, by tam posłuchać wykładu o. prof. Grzegorza Bartosika OFMConv z Uniwersytetu kard. Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, który rozwinął temat sesji: „Prorocy wielkiego zawierzenia: św. Maksymilian M. Kolbe i Sługa Boży kard. Stefan Wyszyński”.

Więcej o wykładzie w kolejnym artykule, który wkrótce opublikujemy w internetowej Niedzieli.

Wydarzenie zostało zorganizowane przez Katolickie Stowarzyszenie „Civitas Christiana” i Centrum św. Maksymiliana w Harmężach. Przebiegało pod patronatem: Starosty Powiatu Oświęcimskiego, Prezydenta Miasta Oświęcim, Rektora Małopolskiej Uczelni Państwowej im. rtm. W. Pileckiego w Oświęcimiu i Związku Gmin Związanych z Życiem św. Maksymiliana Marii Kolbego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję