Reklama

Papież Franciszek na Filipinach (synteza)

2015-01-18 13:33

tom, pb, st, kg (KAI) / Manila / KAI

Grzegorz Gałązka

Spotkania z prezydentem, władzami i korpusem dyplomatycznym, Msza św. w stołecznej katedrze z udziałem biskupów, księży, osób konsekrowanych, spotkanie z rodzinami, Msza św. i spotkania w miastach Tacloban i Palo na wyspie Leyte, która ucierpiała w 2013 r. w wyniku tajfunu Yolanda, spotkanie z młodzieżą na Uniwersytecie św. Tomasza oraz Msza św. w uroczystość Dzieciątka Jezus w Manili z udziałem 6 mln wiernych - to główne wydarzenia wizyty papieża na Filipinach, która odbyła się w dniach 15-19 stycznia. Była to 7. podróż zagraniczna Franciszka, obejmująca także Sri Lankę, i druga na kontynent azjatycki. Jej hasłem były słowa: "Miłosierdzie i współczucie". Papież Bergoglio był trzecim papieżem odwiedzającym Filipiny: po bł. Pawle VI w 1970 i św. Janie Pawle II w latach 1981 i 1995 r.

Gorące powitanie

Franciszek przyleciał na Filipiny 15 stycznia późnym wieczorem. Samolot wiozący go z Kolombo w Sri Lance wylądował w bazie lotniczej Villamor w Manili późnym popołudniem. Gdy Franciszek ukazał się w drzwiach samolotu, wiatr natychmiast zwiał mu piuskę z głowy. Po zejściu ze schodków samolotu papieża powitał prezydent Benigno Aquino III. W tym czasie kilka tysięcy ubranych na biało młodych Filipińczyków tańczyło i śpiewało „Bienvenido Papa Francisco”. Dzieci wręczyły papieżowi kwiaty i ucałowały go. Franciszek przywitał się z przedstawicielami władz i z grupą biskupów. Serdecznie uściskał się z kard. Luisem Antonio Taglem, arcybiskupem Manili. Z kolei prezydent Aquino przywitał się ze świtą papieską. Następnie obaj mężowie stanu przeszli na krótką rozmowę do budynku na lotnisku, po czym papież w papamobile odjechał do nuncjatury apostolskiej, pozdrawiany na dziewięciokilometrowej trasie przejazdu przez tysiące głośno wiwatujących, rozentuzjazmowanych Filipińczyków.

Oficjalne powitanie odbyło się jednak nazajutrz, 16 stycznia. Wczesnym przedpołudniem przybył on do rezydencji prezydenta Filipin - pałacu Malacanang. Ojca Świętego jadącego z nuncjatury czarnym minivanem marki volkswagen pozdrawiały po drodze tłumy mieszkańców stolicy. W ogrodzie pałacu powitał go prezydent Aquino. Na cześć papieża oddano 21 salw armatnich. Następnie przed podium przemaszerowała kompania honorowa, odegrano hymny watykański i filipiński oraz przedstawiono obu przywódcom składu delegacji. Papież wszedł z prezydentem do pałacu, pozdrawiając po drodze zgromadzonych, w tym małe dzieci. U wejścia na znak gościnności wręczono mu odświeżającą chusteczkę i napój, po czym paradnymi schodami wraz z prezydentem Ojciec Święty udał się on na pierwsze piętro i tam wpisał się do "Złotej Księgi". Następnie obaj przeszli do „pokoju muzycznego”, gdzie odbyła się rozmowa prywatna, spotkanie z rodziną prezydenta i wymiana darów.

Reklama

Prezydent wręczył Franciszkowi rzeźbę Matki Boskiej „Rozwiązującej Węzły”. Ojciec Święty bardzo sobie ceni ten wizerunek Maryi, z którym zetknął się po raz pierwszy w latach osiemdziesiątych w kościele pielgrzymkowym św. Piotra w Augsburgu, gdy w ramach pobytu studyjnego przebywał w Niemczech. Kopię tej figury przywiózł do Argentyny i jako arcybiskup Buenos Aires spopularyzował ją w tamtejszym Kościele.

Apel o uczciwość i odrzucenie korupcji

O znaczeniu solidarności wpojonej przez wiarę chrześcijańską, konieczności budowania życia społecznego na poszanowaniu autentycznych wartości ludzkich, uczciwości w życiu publicznym, o odrzuceniu korupcji i wspieraniu rodzin mówił Franciszek podczas spotkania z władzami Filipin i korpusem dyplomatycznym, które odbyło się w Rizal Ceremonial Hall pałacu prezydenckiego. Witając swego gościa prezydent Aquino przypomniał najnowsze dzieje swej ojczyzny, a także społeczną rolę Kościoła, szczególnie w okresie stanu wojennego w latach 1972-91. Jego słów słuchał także były prezydent, a obecnie burmistrz Manili, Joseph Estrada. Mówiąc o bieżących wyzwaniach, stojących przed tym krajem, papież zaapelował do jego przywódców o uczciwość, rzetelność i zaangażowanie na rzecz dobra wspólnego, dodając, że w ten sposób przekażą oni nowym pokoleniom społeczeństwo prawdziwie sprawiedliwe, solidarne i pokojowe. Podkreślił konieczność odrzucenia korupcji oraz zapewnienia sprawiedliwości społecznej i poszanowania ludzkiej godności.

Walka z przyczynami nierówności i niesprawiedliwości

Wymowne gesty, wezwanie do nawrócenia się na nowość Ewangelii i piękna liturgia złożyły się na Mszę św. w katedrze Niepokalanego Poczęcia NMP w Manili. Franciszek przybył papamobilem do katedry z rezydencji prezydenta Filipin. Towarzyszył mu arcybiskup stolicy kard. Luis Antonio Tagle. Po drodze Ojca Świętego po raz kolejny pozdrawiały entuzjastycznie tłumy wiernych. W samej katedrze powitał go nie tylko rektor świątyni, ale także drużyna „małej Gwardii Szwajcarskiej” - dzieci ubrane w mundury „wojska papieskiego”. Liturgia sprawowana była po łacinie, angielsku i w języku tagalog. W pobliżu ołtarza znaleźli się zakonnice a także duchowni starsi i chorzy. Na początku homilii nie obyło się bez chwili humoru: na pochodzące z Ewangelii św. Jana słowa skierowane do Piotra „Czy mnie miłujesz?”, gdzie w angielskim nie ma odróżnienia między "you" w liczbie pojedynczej i mnogiej, zgromadzeni odpowiedzieli twierdząco: "Tak!", potwierdzając swą miłość do papieża. Nastąpiła chwila śmiechu, a Ojciec Święty zapewnił, że chciał jedynie powtórzyć słowa Pana Jezusa.

W homilii papież podkreślił, że „Kościół w tym kraju jest wezwany do rozpoznania i zwalczania przyczyn głęboko zakorzenionych nierówności i niesprawiedliwości, które szpecą oblicze filipińskiego społeczeństwa, będąc wyraźnie sprzecznymi z nauczaniem Chrystusa. Ewangelia wzywa poszczególnych chrześcijan do życia uczciwego, prawego i do troski o dobro wspólne”. Zachęcił też, by wspólnoty chrześcijańskie tworzyły „kręgi prawości”, sieci solidarności, które mogą doprowadzić do objęcia i przekształcenia społeczeństwa swym proroczym świadectwem. Wymowny był gest papieża, który - aby przekazać znak pokoju - podszedł do schorowanych zakonnic na wózkach inwalidzkich, a także do kapłanów w podeszłym wieku.

Przed błogosławieństwem końcowym kard. Tagle zaznaczył, że wizyta Franciszka odbywa się w dniach, kiedy Filipińczycy zaczynają powstawać po kolejnym nieszczęściu. „Przynosisz ogień nie aby niszczył, lecz oczyszczał, przynosisz trzęsienie ziemi nie po to, by roztrzaskać, lecz przebudzić, przynosisz broń nie by zabijać, lecz upewniać, zachęcić, bo jesteś Piotrem, na którym Jezus zbudował swój Kościół”- stwierdził kard. Tagle.

Spotkanie z dziećmi ulicy

Po odprawieniu Mszy św. w katedrze papież odwiedził niespodziewanie jeden z ośrodków fundacji ANAK-Tnk (Tulay ng Kabataan), która pomaga dzieciom mieszkających na ulicach lub w slumsach. Niektóre z nich są ofiarami prostytucji lub narkomanii. W spotkaniu, nieuwzględnionym w programie wizyty, wzięło udział około 300 dzieci z różnych ośrodków fundacji, prowadzonej przez francuskiego księdza Matthieu Daucheza. Franciszek m.in. pozował z dziećmi do zdjęć. Wizyta ta była odpowiedzią na tysiąc listów i rysunków, jakie dzieci wysłały do papieża z prośbą o spotkanie z nim w Manili.

"Nie" dla ideologicznych kolonizacji rodziny

Istnieją kolonizacje ideologiczne i musimy zachować czujność w obliczu tych kolonizacji, które usiłują zniszczyć rodzinę - przestrzegł Franciszek podczas spotkania z filipińskimi rodzinami na krytym stadionie Mall of Asia Arena w Manili. Wskazał na znaczenie modlitwy w rodzinie, mówił o potrzebie jej ochrony przed zagrożeniami oraz o trosce o najbardziej potrzebujących. Wchodzącego na stadion Ojca Świętego powitały entuzjastyczne okrzyki około 20 tysięcy zgromadzonych tam przedstawicieli rodzin. Kto mógł, dotykał czołem dłoni Franciszka. Papież zatrzymywał się przy chorych, by ich błogosławić. Włożył koronę na głowę figury Matki Bożej, którą ktoś przyniósł ze sobą.

"Witaj w domu! To jest twój dom. My jesteśmy Twoimi dziećmi, a Ty jesteś naszym ojcem" - tymi słowami powitał Franciszka bp Gabriel Reyes, przewodniczący komisji episkopatu ds. rodziny. Wskazał, że wiele tamtejszych rodzin jest „utrudzonych i obciążonych”, zniechęconych i poranionych, a ich „pensje są niewystarczające”.

Następnie przemawiali przedstawiciele kilku rodzin. Rodzina Rodrigo przypomniała wizytę Jana Pawła II w Manili w 1995 r. i słowa, że każdy chrześcijanin na swój osobisty i niepowtarzalny sposób kontynuuje misję Chrystusa w świecie. Z kolei Franciszek od początku swego pontyfikatu chce, byśmy wyszli na ulice i „dotykali ran Chrystusa w ubogich”. Rodrigowie podarowali papieżowi girlandę białych kwiatów. Rodzina Dizon z Quezon City, mająca 11 dzieci, 40 wnucząt i 10 prawnucząt, złożyła świadectwo życia w biedzie, rodzina Pumarada mówiła o rozdzieleniu związanym z zarobkową emigracją męża, trwającą już od 20 lat, zaś rodzina Cruz - o sytuacji osób głuchoniemych w społeczeństwie. Jednocześnie wszystkie opowiadały o swym zaangażowaniu w życie wspólnot parafialnych.

W swoim przemówieniu, wygłoszonym po angielsku, ale z częstymi wstawkami po hiszpańsku i nawiązującym do fragmentu Ewangelii mówiącego o tym, że anioł objawia św. Józefowi we śnie wolę Boga, papież rozważał znaczenie "daru rodziny". "Każda matka i każdy ojciec marzą o przyszłości swego dziecka, znajdującego się jeszcze w łonie matki, zastanawiają się w swych marzeniach, kim będzie ich dziecko. Nie może istnieć rodzina bez takich marzeń. Jeśli nie możesz tak marzyć i nie masz w sobie energii, aby kochać przyszłe dziecko, wówczas wiele znika z twego życia" - przekonywał papież i zachęcał, aby wieczorem, gdy robi się rachunek sumienia, zadawać sobie pytanie: "Czy marzyłem dzisiaj o przyszłości swego dziecka?". "Chciałbym was prosić, abyście nie tracili tej zdolności marzenia" - powiedział Franciszek i dodał z uśmiechem: "Czy mam powtórzyć?". Papież zachęcał do stałej modlitwy do św. Józefa.

Wyznał, że jest to szczególnie przez niego czczony święty, a na biurku w swoim pokoju ma figurkę śpiącego św. Józefa, pod którą zawsze składa kartki z zapisanymi ważnymi sprawami do załatwienia. Dodał, że św. Józef, chociaż śpi, nie przestaje czuwać nad Kościołem.

Odnosząc się do zagrożeń jakie dotykają rodziny Franciszek przestrzegł, że "istnieją ideologiczne kolonizacje rodziny i musimy być czujni w obliczu tych kolonizacji, które usiłują ją zniszczyć. One nie rodzą się z marzeń, z modlitwy, ze spotkania z Bogiem, z misji, którą Bóg nam powierzył, ale pochodzą z zewnątrz, dlatego mówię, że są to kolonizacje". Zaapelował, aby nie zagubić wolności tej misji, którą Bóg nam daje, misji rodziny. "I tak jak nasze narody w pewnym okresie swej historii dojrzały do tego, aby powiedzieć: „Nie!” wszelkiej kolonizacji politycznej, tak samo jako rodzina musimy być bardzo, bardzo roztropni, zdolni i silni, aby powiedzieć: „Nie!” jakiejkolwiek próbie kolonizacji, która niszczy rodziny. I prośmy św. Józefa, aby zesłał nam natchnienie, abyśmy wiedzieli, kiedy mamy powiedzieć: „Tak!”, a kiedy „Nie!” - zachęcał papież.

Uczestnicy spotkania włączyli kolorowe światełka, które trzymali w dłoniach, po czym papież odmówił modlitwę o podtrzymywanie światła wiary w sercach i rozesłał filipińskie rodziny z misją niesienia światu Bożej miłości. Po odśpiewaniu przez zebranych modlitwy „Ojcze nasz” w języku tagalog. Franciszek udzielił im błogosławieństwa. Kończącą Liturgię Słowa pieśń odśpiewano przy wygaszonych światłach, migotały tylko światełka trzymane w dłoniach.

Na koniec do papieża podeszła grupa małych dzieci, które pobłogosławił. Zebrani odśpiewali radosne „Celebrate Jesus” (Wysławiajcie Jezusa), po czym Franciszek opuścił stadion. Wieczorem Franciszek zaprosił 40 jezuitów do nuncjatury apostolskiej. Wśród zaproszonych był prowincjał, klerycy, prezydenci uczelni, w tym Ateneo – największego uniwersytetu na Filipinach prowadzonego w Manili przez jezuitów, kilku starszych, zasłużonych ojców oraz dwóch nowicjuszy.

W Tacloban wśród poszkodowanych przez tajfun

Pogoda pokrzyżowała normalny przebieg trzeciego dnia wizyty 17 stycznia papieża Franciszka na Filipinach. Ojciec Święty miał niemal cały dzień spędzić w miastach Tacloban i Palo na wyspie Leyte, która ucierpiała w 2013 r. w wyniku tajfunu Yolanda. To właśnie spotkanie z poszkodowanymi w tej katastrofie naturalnej było głównym celem przyjazdu papieża na Filipiny. Jednak z uwagi na nadciągającą burzę tropikalną Franciszek musiał skrócić swój pobyt na wyspie. Mimo to udało mu się odbyć, choć w okrojonej wersji, wszystkie zaplanowane spotkania. Yolanda była najsilniejszym w historii meteorologii cyklonem tropikalnym, jaki kiedykolwiek uderzył w ląd. Spowodowany wiatrem przypływ sztormowy wdzierał się na ląd niszcząc wszystko, co napotkał na drodze. Miasto Tacloban zostało zniszczone w 80 procentach.

Po przybyciu do Tacloban na terenach obok tamtejszego lotniska Franciszek odprawił Mszę św. św. z udziałem około 500 tys. wiernych. Sprawowano ją - w ulewnym deszczu i silnym wietrze - po angielsku, z czytaniami i modlitwami w miejscowym języku binisaya. W improwizowanej homilii papież - ubrany w żółty płaszcz przeciwdeszczowy, taki sam, jaki mieli na sobie uczestnicy Mszy - wskazał, że Jezus jest zdolny współczuć naszym słabościom i sam w swojej męce wziął na siebie wszystkie nasze cierpienia. Wyznał, że obserwując cierpienia tutejszych mieszkańców przed czternastoma miesiącami postanowił, iż przybędzie na to miejsce. Wyraził zrozumienie dla osób, którzy utracili swych bliskich, majątek, zdrowie, zapewniając, że ukrzyżowany Jezus nigdy nie zawodzi, może płakać wraz z nami, może nam towarzyszyć w najtrudniejszych chwilach życia. Po Komunii Świętej Franciszek wypowiedział dziękczynienie Bogu, który nigdy nie zostawia człowieka samego, także w najtrudniejszych chwilach.

Wizyta w Palo

Następnie Franciszek przejechał w papamobile wśród zgromadzonych wiernych, a następnie udał się do domu arcybiskupów w Palo. Tam zjadł obiad z 30 członkami rodzin ofiar tajfunu Yolanda, w tym klerykami. Stamtąd pojechał do Ośrodka Papieża Franciszka dla Ubogich, prowadzonego przez koreańską wspólnotę charyzmatyczną Braci Jezusa z Kkottongnae, której główną siedzibę odwiedził w sierpniu ub.r. Przed budynkiem czekała na niego grupa dzieci-sierot i osób starszych - podopiecznych placówki. Nie wychodząc z papamobile Ojciec Święty pobłogosławił wciąż znajdujący się w budowie ośrodek.

Następnie złożył krótką wizytę w katedrze pw. Przemienienia Pańskiego w Palo, gdzie spotkał się z duchowieństwem, osobami zakonnymi, seminarzystami i przedstawicielami osób, które przeżyły niszczycielski tajfun Yolanda. Po przybyciu do katedry Ojciec Święty, owacyjnie witany przez zebranych, podziękował za przyjęcie, po czym dodał, że obok towarzyszącego mu metropolity Manili kard. Luisa Antonio Tagle jest jeszcze sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej kard. Pietro Parolin, który właśnie dzisiaj obchodzi swe 60. urodziny. Na propozycję papieża, aby coś zaśpiewać solenizantowi, zgromadzeni odśpiewali mu po angielsku „Happy birthday to you, don Pietro”, za co Franciszek podziękował.

Następnie przekazał obecnym wiadomość, niestety ze względu na zbliżający się tajfun musi powrócić do Manilii. W drodze na lotnisko w Tacloban Franciszek odwiedził jeszcze rodzinę rybacką. Wizyta ta trwała dziesięć minut. Wczesnym popołudniem papież odleciał do Manili.

Z młodzieżą w Manilii

W przedostatnim dniu pielgrzymki, 18 stycznia, w strugach deszczu odbyło się spotkanie Franciszka z młodzieżą na Uniwersytecie św. Tomasza w Manili. Na tej dominikańskiej uczelni Franciszek przewodniczył liturgii słowa, a także wysłuchał świadectw młodzieży. Papieża powitał odpowiedzialny w filipińskim episkopacie za młodzież bp Leopoldo Jaucian. Następnie uroczyście wniesiono krzyż. Zespół odśpiewał piosenkę o dzieciach ulicy.

Swoje świadectwa przedstawili młodzi ludzie, 14-letni chłopiec i 12-letnia dziewczyna, mówiąc o straszliwych doświadczeniach dzieci ulicy, w tym narkomanii i prostytucji, ale także wyjścia z biedy materialnej i duchowej dzięki dziełom Kościoła. Ich pytanie brzmiało: dlaczego Bóg pozwala na takie doświadczenia, choć nie jest to winą dzieci i dlaczego tylko niewielu im pomaga? Ze wzruszeniem podeszli do Franciszka i przytulili się, prosząc o błogosławieństwo. Następne student prawa mówił o wpływach współczesnej cywilizacji na ludzi młodych oraz prosił Ojca Świętego o przedstawienie możliwości zastanowienia się i wsłuchania w słowo Boże, ale także sensu prawdziwej miłości. Z kolei 29-letni wynalazca słonecznej lampy nocnej dla ofiar tajfunu w Tacloban mówił o swoim zaangażowaniu jako wolontariusz. Zadał pytanie jak ludzie młodzi mogą być dzisiaj autentycznymi pośrednikami miłosierdzia i współczucia.

Ojciec Święty odłożył na bok przygotowany tekst i wygłosił improwizowaną homilię. Przypomniał, że wczoraj w Tacloban przed Mszą św. wydarzył się tragiczny wypadek i zginęła 27-letnia wolontariuszka Kristel Padasas. Prosił o modlitwę za nią oraz jej rodziców, których była jedyną córką. W południe w nuncjaturze papież spotkał się z ojcem wolontariuszki.

Franciszek zauważył, że wśród zadających pytania było trzech młodych mężczyzn, a tylko jedna dziewczyna, ale to właśnie ona zadała pytanie, na które na trudno znaleźć odpowiedź: dlaczego Bóg pozwala na takie doświadczenia, choć nie jest to winą dzieci i dlaczego tylko niewielu im pomaga? Podkreślił, że kobiety mają wiele do powiedzenia w dzisiejszym społeczeństwie. Potrafią zadawać pytania, jakich mężczyźni nie potrafią zrozumieć. Zauważył, że młoda Glycelle nie mogła wyrazić swego pytania słowami, ale jedynie łzami. Wskazał, że tylko wtedy, gdy możemy płakać, to jesteśmy bliżej odpowiedzi na pytanie, dlaczego dzieci cierpią; podobnie Chrystus, gdy zapłakał, to był w stanie zrozumieć nasze życie. „Bądźcie odważni. Nie bójcie się płakać” - wezwał Ojciec Święty.

Odpowiadając na pytanie, jak ludzie młodzi mogą być dzisiaj autentycznymi pośrednikami miłosierdzia i współczucia, Franciszek podkreślił znaczenie ubóstwa i gotowości nie tylko do dawania, ale także otrzymywania, nauczenia się żebrania. „Nauczcie się bycia ewangelizowanymi przez ubogich, sieroty. Nie myślcie, że nic nie potrzebujecie” - zachęcił. Wyjaśnił, że chodzi o to by nauczyć się przyjmować z pokorą. Następnie papież zaznaczył, że w przygotowanym, a nie wygłoszonym tekście zawarta jest zachęta do wierności ideałom oraz uczciwości, okazywania troski o środowisko naturalne człowieka a także wrażliwości o ubogich. Przeprosił, że go nie odczytał, ale uznał, że rzeczywistość jest bardziej istotna niż idee i plany.

Odmówiono modlitwę „Ojcze nasz” po czym papież udzielił swego błogosławieństwa. Chór odśpiewał piosenkę „Powiedzmy światu o Bożej miłości”, a Ojciec Święty ujął dzieci za ręce.

6 mln na Mszy św. w Manili

Mimo nieustannie padającego deszczu co najmniej 6 mln wiernych zgromadziło się na Mszy św., jaką papież Franciszek odprawił w parku im. Rizala w centrum Manili. Obecny był prezydent Filipin Benigno Aquino. W homilii Ojciec Święty wezwał Filipińczyków, by byli „świadkami i misjonarzami radości Ewangelii w Azji i na całym świecie”. Przed rozpoczęciem liturgii papież w żółtym płaszczu przeciwdeszczowym przejechał w papamobile wokół parku pozdrawiając zebranych. Wielu z nich wznosiło do góry trzymane w dłoniach figurki Dzieciątka Jezus ze swoich domów. W tym czasie śpiewano rytmiczną pieśń „Papa Francisco, mahal ng Pilipino” (Papież Franciszek kochany przez Filipińczyków). Różnokolorowe płaszcze przeciwdeszczowe wiernych wyglądały na tle ciemnego do chmur nieba jak kwiaty kwitnące na pustyni - napisała wysłanniczka agencji AFP Cecil Morella. Mszy, koncelebrowanej przez 200 biskupów i 2 tys. księży, towarzyszyły tysiącosobowy chór i 200-osobowa orkiestra. Pierwsze czytanie odczytała niewidoma dziewczynka.

Nawiązując do obchodzonej dzisiaj na Filipinach liturgicznego święta Dzieciątka Jezus - patrona kraju, Franciszek podkreślił w homilii, że nadal głosi nam Ono, iż „światło łaski Bożej zabłysło w świecie pogrążonym w ciemnościach, niosąc Dobrą Nowinę naszej wolności od zniewolenia i prowadząc nas ścieżkami pokoju, prawa i sprawiedliwości”.

Papież przestrzegł przed poddawaniem się problemom, trudnościom, niesprawiedliwości i kłamstwem. - Diabeł jest ojcem kłamstwa. Często ukrywa on sidła za pozorami wytworności, urokami bycia „nowoczesnymi”, „jak wszyscy”. Rozprasza nas powabami ulotnych przyjemności, powierzchownych rozrywek. W ten sposób trwonimy otrzymane od Boga dary bawiąc się gadżetami; marnotrawimy nasze pieniądze na hazard i picie; zamykamy się w sobie. Zapominamy, by nadal koncentrować się na rzeczach, które naprawdę się liczą. Zapominamy, by być wewnętrznie jak dzieci - przestrzegł papież. Zaapelował o ochronę, prowadzenie i dodawanie otuchy młodym ludziom, pomagając im w budowaniu społeczeństwa godnego swego wielkiego dziedzictwa duchowego i kulturalnego. Na zakończenie zawierzył Filipiny Jezusowi. - Niech On uzdolni wszystkich umiłowanych mieszkańców tego kraju do wspólnej pracy, do opieki jednych nad drugimi, począwszy od waszych rodzin i wspólnot, budując świat sprawiedliwości, uczciwości i pokoju. Niech Dzieciątko Jezus nadal błogosławi Filipiny i wspiera chrześcijan tego wspaniałego narodu w ich powołaniu, by byli świadkami i misjonarzami radości Ewangelii w Azji i na całym świecie - powiedział Franciszek, prosząc też o modlitwę w swojej intencji.

Na zakończenie Eucharystii głos zabrał przewodniczący konferencji episkopatu Filipin abp Socrates Villegas. Następnie kard. Tagle podziękował Franciszkowi za jego duszpasterską wizytę i zapewnił, że Filipińczycy pojadą z papieżem, ale nie do Rzymu, lecz „na peryferie, do chat, więziennych cel, szpitali, do świata polityki, finansów, sztuki, nauki, kultury, edukacji i środków przekazu”. - Pójdziemy do tych światów, by zanieść światło Chrystusa, Jezusa, który stoi w centrum Twojej wizyty duszpasterskiej i jest kamieniem węgielnym Kościoła. Pójdziemy tam, gdzie potrzebne jest światło Chrystusa - powiedział arcybiskup Manili.

Słowa obu hierarchów owacyjnie przyjęli zgromadzeni w parku im. Rizala, powtarzając w języku tagalog słowa podziękowania. Przed błogosławieństwem zapalono świece i papież rozesłał Filipińczyków z misją niesienia światła Chrystusa i mówienia światu o Jego miłości. Błogosławieństwa papież udzielił zapaloną świecą. Przed jego odjazdem zebrani w parku skandowali: „Papa Francisco, papa filipino” (Papież Franciszek, papież Filipińczyk), „We love you, Papa Francisco” (Kochamy Cię, papieżu Franciszku). Wznosili też okrzyki na cześć Dzieciątka Jezus. Machali przy tym białymi chusteczkami, robiąc „falę Franciszka”.

Ojciec Święty ubrany w płaszcz przeciwdeszczowy jeszcze raz przejechał w papamobile przez park, pozdrawiając zebranych. Następnie ulicami Manili - wypełnionymi tłumami ludzi, mimo ulewnego deszczu - odjechał do nuncjatury, gdzie spędzi ostatnią noc na Filipinach. Jutro rano (w nocy czasu polskiego) odleci do Rzymu.

Tagi:
Franciszek na Filipinach

Reklama

Papież: o przyszłych podróżach, odpowiedzialnym rodzicielstwie i wyzwaniach społecznych (dokumentacja)

2015-01-21 17:03

Tłum. st (KAI) / Watykan / KAI

O swoich wrażeniach z pobytu na Filipinach, planach kolejnych podróży, odpowiedzialnym rodzicielstwie i wyzwaniach społecznych mówił Ojciec Święty 19 stycznia z dziennikarzami na pokładzie samolotu wracającego z Manili do Rzymu. Franciszek mówił także o „kolonizacji ideologicznej” oraz teorii gender.

Grzegorz Gałązka

Oto pełny tekst papieskiej rozmowy w tłumaczeniu na język polski:

Ks. Lombardi: – Ojcze Święty, dziękuję za przybycie. Widzimy, że jesteś w świetnej formie po tych dniach podróży i dziękujemy, że ponownie dajesz nam pracę do wykonania także dziś, bo przez tę rozmowę będziemy pracowali podczas całej podróży.

Papież Franciszek: – Przede wszystkim was pozdrawiam, dzień dobry, dziękuję za waszą pracę. Była to podróż intensywna i jak mówimy po hiszpańsku, pasado por agua [gorąca]. To piękne i dziękuję za waszą pracę.

Pierwsze pytanie, Kara David, z grupy filipińskiej: – Dzień dobry, Ojcze Święty. Przepraszam, będę mówiła po angielsku. Bardzo dziękujemy za odwiedzenie naszego kraju, za to że dałeś Filipinom tak wiele nadziei. Pragnęlibyśmy, abyś powrócił do naszej ojczyzny. Mam następujące pytanie: Filipińczycy wiele się nauczyli słuchając przesłania Waszej Świątobliwości. Czy jest coś, czego Ojciec Święty nauczył się od Filipińczyków, ze spotkania z nami?

Papież Franciszek: – Gesty! Wzruszyły mnie gesty. Nie były to gesty protokolarne, ale dobre gesty. Wypływały z uczuć i serca. Niektóre gesty skłaniają do płaczu. Jest tam wszystko: wiara, miłość, rodzina, nadzieje, przyszłość ... Ten gest ojców, kiedy podnosili dzieci, żeby papież je pobłogosławił. Gest taty. Było ich wiele. Podnosili dzieci, gdy przemierzałem ulice. To gest, którego gdzie indziej się nie widzi. Jakby mówili: to jest mój skarb, to jest moja przyszłość, to jest moja miłość, dla niego warto pracować, dla niego warto cierpieć. To oryginalny gest, ale rodzi się z serca.

Uderzył mnie też bardzo drugi gest, to niekłamany entuzjazm, radość, pogodny nastrój, zdolni świętować nawet w strugach deszczu. Jeden z ceremoniarzy powiedział mi, że został podbudowany, bo ministranci w Tacloban, podczas tego ulewnego deszczu nigdy nie tracili uśmiechu. To jest radość, niekłamana radość. Nie był to malowany uśmiech, to uśmiech, który wypływał z głębi. A za nim było normalne życie, było cierpienie, problemy. Kolejny gest, matek, które przynosiły swoje chore dzieci; to głównie matki je przyprowadzały. Podnosiły wiele dzieci...aż tak wysoko... [w ramionach]. Tak, to prawda, można było zobaczyć wiele dzieci niepełnosprawnych, a ich kalectwo wywierało wrażenie, nie ukrywali dzieci. Przynosili je do papieża, żeby je pobłogosławił. To moje dziecko, jest takie nieporadne, ale jest moje. Takie są wszystkie matki i tak robią, ale sposób w jaki to czyniły mnie uderzył.

Gest ojcostwa, macierzyństwa, entuzjazmu, radości. Jest takie słowo, które trudno nam pojąć, bo zostało zbyt zwulgaryzowane, niewłaściwie używane czy też źle zrozumiane: ale jest to słowo, które ma treść: rezygnacja. Lud, którzy umie cierpieć i który potrafi się podnieść, iść dalej. Wczoraj rozmawiając z ojcem Crystal, wolontariuszki, która tragicznie zmarła w Tacloban, zostałem zbudowany [tym, co mi powiedział], „zmarła służąc”, i szukał słów aby się umocnić, żeby to przyjąć. Lud, którzy potrafi cierpieć. Tak to widziałem, tak zinterpretowałem gesty.

Drugie pytanie, Jean-Louis de la Vaissiere z Agence France Presse z grupy francuskiej: – Jego Świątobliwość udał się już dwa razy do Azji. Katolicy w Afryce jeszcze nie zostali przez Ciebie odwiedzeni. Wiesz, Ojcze Święty, że wielu wiernych z Republiki Środkowoafrykańskiej, Nigerii, Ugandy cierpiących z powodu ubóstwa, wojny, fundamentalizmu islamskiego ma nadzieję na Twoją wizytę w bieżącym roku. Chciałbym więc zapytać, kiedy i gdzie planujesz pojechać?

Papież Franciszek: – Odpowiadam hipotetycznie. W planie jest udanie się do Republiki Środkowoafrykańskiej i do Ugandy. Do tych dwóch krajów w bieżącym roku. Myślę, że będzie to pod koniec, z uwagi na pogodę. Muszą tak wycelować, żeby nie było deszczy, nie było okropnej pogody. Podróż ta jest trochę spóźniona, bo istniał problem wirusa Ebola. Organizowanie wielkich zgromadzeń wiąże się z wielką odpowiedzialnością z uwagi na niebezpieczeństwo zarażenia. Ale w tych krajach nie ma tego problemu. Te dwie wizyty to hipotezy na ten rok.


Trzecie pytanie, Salvatore Izzo z AGI, włoskiej agencji informacji, z grupy włoskiej: – Ojcze Święty, w Manili byliśmy zakwaterowani w bardzo ładnym hotelu, wszyscy byli bardzo uprzejmi i bardzo dobrze jedliśmy. Jednak, jak tylko wyszliśmy z hotelu byliśmy - powiedzmy - moralnie uderzeni przez ubóstwo. Widzieliśmy dzieci, które były między odpadami, potraktowanymi, jakbyś może powiedział - jak odpady. Mam sześcioletnie dziecko i było mi wstyd, że te dzieci są tak źle potraktowane. Ale moje dziecko, które ma na imię Rocco doskonale rozumie, to czego nas nauczasz, kiedy mówisz o dzieleniu się z ubogimi. I tak, idąc do szkoły, stara się dzielić kanapką z okolicznymi żebrakami. Ale dla mnie jest to o wiele trudniejsze. Również dla innych wybitnych ludzi jest trudne. Tylko jeden kardynał, 40 lat temu, zostawił wszystko, aby udać się do trędowatych (Léger). Tak więc moje pytanie jest następujące: dlaczego tak trudno także kardynałom naśladować ten przykład? Natomiast chciałbym jeszcze zapytać Waszą Świątobliwość o sprawę dotyczącą Sri Lanki. Udając się na lotnisko widzieliśmy tam te wszystkie dzielnice nędzy. Są to budy oparte o drzewa a ludzie praktycznie żyją pod drzewami. Są to w większości Tamilowie, którzy są dyskryminowani. Po masakrze w Paryżu, następnego dnia, Wasza Świątobliwość powiedział, może na gorąco: „Istnieje terroryzm wyizolowany oraz terroryzm państwa”. Ale co miałeś na myśli mówiąc o „terroryzmie państwa”? Przypomniał mi się on, kiedy widziałem cierpienia i dyskryminację tych osób.

Papież Franciszek: – Jeśli ktoś z was zapytał mnie, o przesłanie, jakie zawożę na Filipiny, odpowiedziałem: ubodzy. To jest dzisiejsze orędzie Kościoła. Także i to, co pan mówi o Sri Lance, Tamilach i dyskryminacji. Ubodzy, ofiary tej kultury odrzucenia. To prawda. Dziś nie wyrzucamy papieru, ale tylko to, co zbywa. Odrzuca się osoby, a dyskryminacja jest pewnym rodzajem odrzucenia. Tych ludzi się odrzuca. Przychodzi mi na myśl obraz kast...tak nie może być dalej. A odrzucenie wydaje się dziś niemal normalne. Mówił pan o luksusowym hotelu obok budy. W mojej diecezji Buenos Aires była zupełnie nowa dzielnica, która nazywa się Puerto Madero, ciągnąca się do dworca kolejowego, a następnie zaczyna się „Villa Miseria”, biedni, jeden za drugim. Z jednej strony jest 36 luksusowych restauracji, w których jeśli pójdziesz coś zjeść, to zapłacisz bardzo słono, a z drugiej jest głód. Jedno obok drugiego. Mamy skłonność, by się do tego przyzwyczajać. Tak jesteśmy tutaj, a tam są odrzuceni. To właśnie jest ubóstwo i sądzę, że Kościół powinien coraz bardziej dawać przykład w tej dziedzinie, odrzucać wszelką światowość. Dla nas, osób konsekrowanych, biskupów, księży, zakonnic, świeckich wierzących naprawdę największym grzechem, największym zagrożeniem jest światowość. To bardzo okropne, kiedy widzimy osobę konsekrowaną, człowieka Kościoła, zakonnicę - światowców. To straszne. To nie jest droga Jezusa. To droga organizacji pozarządowej nazywającej siebie Kościołem. Ale to nie jest Kościół Jezusa, to organizacja pozarządowa. A dlaczego Kościół nie jest organizacją pozarządową, to już inna sprawa. Ale kiedy jakaś część Kościoła, jakieś osoby stają się światowe, to stają się organizacją pozarządową i przestają być Kościołem. Kościół to Chrystus, który umarł i zmartwychwstał dla naszego zbawienia, to świadectwo chrześcijan, którzy podążają za Chrystusem. Ten skandal, o którym pan powiedział jest prawdą, tak, wiele razy my, chrześcijanie, gorszymy, niezależnie od tego czy jesteśmy księżmi czy też świeckimi, bo droga Jezusa jest trudna. To prawda, Kościół musi się ogołocić.

Ale pan sprawił, że zastanawiam się również nad terroryzmem państwowym: mianowicie, że to odrzucenie jest jak terroryzm. Nigdy o tym nie pomyślałem, naprawdę, pan kazał mi się zastanowić. Nie wiem, co panu odpowiedzieć. Z pewnością nie są to pieszczoty, to jak by powiedzieć – nie ma dla ciebie miejsca.

Albo to, co wydarzyło stało tutaj, w Rzymie: bezdomny, który miał bóle brzucha, biedak. A kiedy masz ból brzucha i idziesz do szpitala, do pierwszej pomocy, dają ci aspirynę czy coś takiego lub wyznaczają wizytę za dwa tygodnie. Poszedł on do pewnego księdza, który się wzruszył i powiedział: „Zabiorę cię do szpitala, ale zrób mi przysługę: kiedy zacznę wyjaśniać, co masz, udawaj, że mdlejesz” . Tak się stało: artysta dobrze zagrał. A miał zapalenie otrzewnej! Człowiek ten został odrzucony. Kiedy poszedł sam został odrzucony i byłby zmarł. Ten ksiądz był spryty i dobrze mu pomógł. Daleki był od światowości. Czy to jest terroryzm? Ah ... tak, można myśleć, że tak to jest ... Można pomyśleć, ale jeszcze się dobrze zastanowię, dziękuję! Najlepsze życzenia dla pańskiej agencji.

Czwarte pytanie, Jan-Christoph Kitzler, z radia niemieckiego ARD, z grupy niemieckiej: – Dziękuję, Ojcze Święty. Chciałbym krótko powrócić do Twojego spotkania z rodzinami. Mówiłeś o „kolonizacji ideologicznej”. Czy mógłbyś trochę lepiej wyjaśnić to pojęcie? Następnie Wasza Świątobliwość odniósł się do papieża Pawła VI, mówiąc o szczególnych przypadkach, które są ważne w duszpasterstwie rodzin. Czy możesz podać jakieś przykłady tych szczególnych przypadków, a może nawet powiedzieć, czy konieczne jest otwarcie dróg, poszerzenie korytarza tych szczególnych przypadków?

Papież Franciszek: – Kolonizacja ideologiczne: podam tylko jeden przykład, z własnego doświadczenia. Przed dwudziestoma laty, w 1995 roku, pani minister edukacji narodowej zwróciła się o poważną pożyczkę, aby wybudować szkoły dla ubogich. Otrzymała ją pod warunkiem, że do szkół zostanie wprowadzony podręcznik dla dzieci na pewnym poziomie nauczania. Był on dobrze przygotowany dydaktycznie, gdzie nauczano teorii gender. Owa kobieta potrzebowała subwencji, ale była ona uwarunkowana w ten sposób. Przebiegła kobieta, powiedziała, że tak, kazała też przygotować inny podręcznik, dała obydwa i w ten sposób się jej udało...To właśnie jest kolonizacja ideologiczna: wchodzi się w lud z jakąś ideą, która nie ma nic wspólnego z ludem. Może owszem, z jakimiś grupami, ale nie z całym ludem i kolonizują lud ideą, która zmienia, albo chce zmienić pewną mentalność lub strukturę. Podczas Synodu biskupi afrykańscy skarżyli się na to zjawisko, które jest takie samo, jak w przypadku niektórych kredytów (narzucane są) określone warunki. Mówię tylko to, co widziałem. Dlaczego mówię o „kolonizacji ideologicznej”? Ponieważ wykorzystują właśnie ludzkie potrzeby czy możliwości wejścia i umocnienia swego stanowiska poprzez dzieci. Ale to nic nowego. To samo czyniły dyktatury ubiegłego wieku. Weszły ze swoją doktryną. Pomyślcie o młodzieży faszystowskiej Balilla, pomyślcie o Hitlerjugend. Skolonizowali lud, chcieli to uczynić. Ale jak wiele spowodowało to cierpienia. Narody nie powinny tracić swobody. Naród ma swoją kulturę, historię; każdy naród ma swoją własną kulturę. Ale kiedy pojawiają się warunki narzucone przez kolonizujące imperia, to usiłują, aby narody utraciły swoją tożsamość i chcą wszystko ujednolicić. To globalizacja sferowa: wszystkie punkty są w równej odległości od centrum. Natomiast prawdziwa globalizacja – lubię tak to ujmować - nie jest sferą. Proces globalizacji jest ważny, ale nie na wzór sfery lecz wielościanu, a mianowicie, że każdy naród, każda część, zachowuje swoją tożsamość, swoje istnienie, nie będąc skolonizowanym ideologicznie. To są różne formy „kolonizacji ideologicznej”. Jest taka książka, przepraszam, że robię reklamę, jest to książka, której styl na początku jest trochę ciężki, ponieważ została napisana w 1907 roku w Londynie. Jest to książka, która ... w tym czasie ów pisarz widział dramat kolonizacji ideologicznej i opisuje go w tej książce. Nosi tytuł „Władca świata”, a autorem jest Robert Hugh Benson. I chociaż została napisana w 1907 roku, to warto ją przeczytać, a czytając ją dobrze zrozumiecie, co mam na myśli mówiąc o „kolonizacji ideologicznej”. Tyle na pierwsze pytanie. Po drugie, chciałem powiedzieć, o Pawle VI. To prawda, że otwarcie na życie stanowi warunek sakramentu małżeństwa. Mężczyzna nie może udzielić sakramentu kobiecie i kobieta mężczyźnie jeśli nie ma między nimi zgody pod tym względem – otwartości na życie. I to do tego stopnia, że jeśli można udowodnić, iż ten czy tamta pobrali się postanawiając, że nie będą otwarci na życie, to takie małżeństwo nie jest ważne, jest to przyczyną nieważności małżeństwa, nieprawdaż? Otwartość na życie. Paweł VI wraz z komisją badał ten problem, jak dopomóc w tylu przypadkach, wielu ważnych problemach składających się na miłość w rodzinie w problemach dniach powszedniego. Jakże ich wiele. Ale było coś więcej. Odmowa Pawła VI nie była skierowana na problemy natury osobistej, o których później mówił zalecając spowiednikom, by byli miłosierni, starali się zrozumieć poszczególne sytuacje i wybaczać albo współczuć, zrozumieć te problemy. Dostrzegał on obowiązujący wówczas powszechny neomaltuzjanizm. Jak się go rozpoznaje? To współczynnik urodzeń poniżej 1 procenta we Włoszech, podobnie w Hiszpanii. Ów neomaltuzjanizm dążył do kontroli nad ludzkością przez mocarstwa. To wcale nie oznacza, że chrześcijanin musi mieć dzieci jedno po drugim. Kilka miesięcy temu skarciłem kobietę w pewnej parafii, bo była w ciąży z ósmym dzieckiem, po siedmiu porodach cesarskich: „Czy chce pani osierocić siedmioro dzieci?”. To kuszenie Boga. Mówimy o odpowiedzialnym rodzicielstwie. Tą drogą należy iść, drogą odpowiedzialnego rodzicielstwa. Ale chciałem powiedzieć, że Paweł VI nie miał wizji wstecznej, zamkniętej. Nie, on był prorokiem, który w ten sposób nam powiedział: wystrzegajcie się nadchodzącego neomaltuzjanizmu. To właśnie chciałem powiedzieć. Dziękuję.

Ks. Lombardi: – Chciałbym was poinformować, że ponownie jesteśmy nad Chinami. Tak więc przyzwyczajamy się do odbywania tych konferencji z papieżem podczas przelotu nad Chinami, tak jak to już było w drodze powrotnej z Korei.

Piąte pytanie, Valentina Alazraki z grupy hiszpańskiej: – Wasza Świątobliwość, kiedy udawaliśmy się na Filipiny użyłeś tego obrazu a nawet gestu wobec biednego doktora Gasbarri, który, gdyby obraził Twoją mamę zasłużyłby na cios. To zdanie stworzyło trochę zamieszania i nie było dobrze zrozumiane przez wszystkich w świecie, bo było to tak, jakbyś powiedział, że może usprawiedliwiałeś trochę w obliczu prowokacji reakcję naznaczoną przemocą. Czy mógłbyś nam Ojcze Święty trochę lepiej wyjaśnić, co miałeś na myśli?

Papież Franciszek: – W teorii, możemy powiedzieć, że jest to gwałtowna reakcja w obliczu obrazy, prowokacji. Teoretycznie, tak, ale nie jest to dobre, tego nie powinno się czynić. W teorii możemy powiedzieć, to, co mówi Ewangelia, że trzeba nadstawić drugi policzek. Teoretycznie, możemy powiedzieć, że mamy wolność słowa i jest ona ważna. W teorii wszyscy się zgadzamy, ale jesteśmy ludźmi i istnieje roztropność, będąca cnotą współżycia międzyludzkiego. Nie mogę obrażać, nieustannie prowokować jakąś osobę, ponieważ mogę ją rozzłościć, ryzykuję, że spotkam się z niewłaściwą reakcją. Ale jest to ludzkie. Dlatego mówię, że wolność słowa musi uwzględniać ludzkie realia i musi być roztropna. W ten sposób można powiedzieć, że wolność słowa musi też być dobrze wychowana. Roztropna. Roztropność jest ludzką cnotą, który reguluje nasze relacje. Mogę posunąć się do określonego punktu, ale nie dalej i dalej. Chciałem powiedzieć, że w teorii wszyscy jesteśmy zgodni: że istnieje wolność słowa, że reakcja przemocą nie jest dobra, zawsze jest zła. Wszyscy jesteśmy zgodni. Jednak w praktyce, zatrzymajmy się nieco, bo jesteśmy ludźmi i ryzykujemy sprowokowanie innych. Dlatego wolności tej musi towarzyszyć roztropność. To chciałem powiedzieć.

Pytanie szóste, Nicole Winfield z grupy angielskiej: – Ojcze Święty, grupa angielska chce ponownie zapytać o tegoroczne podróże. Powiedziałeś nam, że planowana już jest podróż do Ameryki. Wspomniałeś trzy miasta: Nowy Jork, Waszyngton, Filadelfia. Potem mówiłeś o kanonizacji Junipera Serry. Zastanawiamy się, czy może przewidziany jest również etap w Kalifornii, lub na granicy z Meksykiem. A następnie co do Ameryki Południowej, powiedziałeś naszej koleżance Elizabeth Piqué, że przewidywane są trzy wizyty, albo też jedna wizyta w trzech krajach Ameryki Południowej. Jakie to kraje? I czy Wasza Świątobliwość zamierza osobiście dokonać beatyfikacji arcybiskupa Romero, niedawno uznanego za męczennika. Skończyłam.

Papież Franciszek: – Zacznę od końca. Będzie tutaj wojna między kardynałem Amato a arcybiskupem Paglią: który z nich dokona beatyfikacji? Ale nie ja osobiście: beatyfikacje normalnie celebruje kardynał prefekt dykasterii, lub inny kardynał.

Z ostatniego pytania przejdźmy do pierwszego: Stany Zjednoczone. Tak, te trzy miasta to Filadelfia w związku ze Światowym Spotkaniem Rodzin, Nowy Jork - mam już zapisaną datę, ale jej nie pamiętam oraz wizyta w ONZ - i Waszyngton. To te trzy. Chciałbym pojechać do Kalifornii, aby dokonać kanonizacji Junipera Serry, ale istnieje problem czasu. Byłoby trzeba dwóch dni więcej. Myślę, że dokonam tej kanonizacji w Sanktuarium Niepokalanego Poczęcia w Waszyngtonie. Jest to wydarzenie ogólnokrajowe. W Waszyngtonie, jak sądzę na Kapitolu jest statua Junipera. Myślę, że tam. Wjazd do Stanów Zjednoczonych od granicy z Meksykiem - byłoby to piękne, jako znak braterstwa i pomocy dla imigrantów, ale pani wie, że być w Meksyku bez odwiedzin Matki Bożej z Guadelupe to dramat mogłaby w związku z tym wybuchnąć wojna! I także na to trzeba by jeszcze trzech dni, a nie wszystko jest do końca jasne. Myślę, że będą tylko te trzy miasta. Później będzie czas, by pojechać do Meksyku. Czy o czymś jeszcze zapomniałem? Ach, te trzy kraje Ameryki Łacińskiej są planowane na ten rok - wszystko jest jeszcze w fazie planów - Ekwador, Boliwia i Paragwaj. Te trzy. W przyszłym roku, jeśli Bóg da chciałbym, choć nic nie jest jeszcze przewidywane odwiedzić Chile, Argentynę i Urugwaj. Trochę brakuje tutaj Peru, bo nie wiemy, gdzie go wpasować... ale to tyle.

Pytanie siódme, Carla Lim z grupy filipińskiej: – Dzień dobry Ojcze Święty. Dziękuję, że zainspirowałeś moją ojczyznę. W imieniu Filipińczyków bardzo dziękuję. Wybacz, bo nie mówię po włosku. W jednym z przemówień na Filipinach wspomniałeś o korupcji, która okrada ludzi z zasobów. Co można zrobić Wasza Świątobliwość, aby zwalczać korupcję, nie tylko w rządzie, ale być może również w Kościele?

Papież Franciszek: – Mocne pytanie, nieprawda? Korupcja w dzisiejszym świecie jest na porządku dziennym, a skorumpowana postawa z łatwością zagnieżdża się w instytucjach. Ponieważ instytucja, która ma wiele sektorów tu i tam, wielu szefów i ich zastępców z łatwością staje się miejscem, gdzie zagnieżdża się korupcja. Każda instytucja może w to popaść. Korupcja polega na ograbieniu ludu. Osoba skorumpowana, która robi skorumpowane interesy, lub rządzi w sposób skorumpowany czy łączy się z innymi, żeby zrobić skorumpowany interes okrada lud. Ofiarami są ci, których on [wskazuje Salvatore Izzo] widział w pobliżu luksusowego hotelu: to oni są ofiarami korupcji. Korupcja nie jest zamknięta sama w sobie, idzie i zabija. Czy pani rozumie? Dziś korupcja jest problemem globalnym. Raz, mniej więcej w 2001 roku, zapytałem szefa sztabu ówczesnego prezydenta – był to rząd, który uważaliśmy za niezbyt skorumpowany i to prawda - nie był tak bardzo skorumpowany: „Powiedz mi, czy pomoc, którą wysyłacie do wnętrza kraju, czy to w gotówce, czy też rzeczy do jedzenia, ubrania, to wszystko a ile z tego dociera na miejsce? Natychmiast ten człowiek autentyczny, czysty powiedział mi: „35 procent”. Tak mi powiedział. Było to w 2001-szym, w mojej ojczyźnie.

A teraz o korupcji w instytucjach kościelnych. Kiedy mówię o Kościele lubię mówić o wiernych ochrzczonych, o całym Kościele. Lepiej w tym wypadku mówić o grzesznikach. Wszyscy jesteśmy grzesznikami. Ale kiedy mówimy o korupcji, to mówimy albo o skorumpowanych osobach, albo też o instytucji Kościoła, które popadają w korupcję i są takie przypadki, istnieją. Pamiętam, jak kiedyś, w 1994 roku jako nowo mianowanego biskupa dzielnicy Flores w Buenos Aires, przyszli do mnie dwaj pracownicy czy też funkcjonariusze pewnego ministerstwa, żeby mi powiedzieć: „Ksiądz biskup ma tak wiele potrzeb, jest tutaj w Villas miserias tak wielu biednych”. Odpowiedziałem: „To prawda” i przedstawiłem, co jest potrzebne. „Możemy księdzu pomóc. Możemy przekazać, jeśli ksiądz zechce 400.000 pesos”. W tym czasie peso był równy z dolarem, kurs był 1 do 1, a więc 400.000 dolarów. „Czy możecie tak uczynić?”. „Ależ tak!”. Słuchałem, bo gdy ofiara jest tak wielka, to nawet święty nie ufa. Ale dalej mówili: „Ale aby to zrobić dokonamy wpłaty, a następnie ksiądz biskup odda nam połowę”. W tym momencie pomyślałem, co robić, albo ich obrażę i dać im kopa, gdzie słońce nie świeci, albo zrobię z siebie idiotę. Udałem głupiego. Powiedziałem, naprawdę: „Wiecie, że my tutaj na wikariacie nie mamy konta. Musicie dokonać wpłaty w kurii arcybiskupiej z pokwitowaniem”. To wszystko. „Ach, nie wiedzieliśmy... miło nam było się spotkać” i poszli sobie. Ale potem pomyślałem, jeśli ci dwaj przyszli tak wprost, nie prosząc o pozwolenie – była to zła myśl – to dlatego, że ktoś inny się zgodził. To zła myśl. Łatwo dopuścić się korupcji. Ale pamiętajmy: grzesznicy, tak, ale nie skorumpowani! Nigdy nie ulegajmy korupcji! Musimy prosić o przebaczenie za tych katolików, chrześcijan, którzy gorszą swoją korupcją. To plaga w Kościele, ale jest wielu świętych, a także świętych i grzeszników, ale nie skorumpowanych. Patrzymy także na drugą stronę, na Kościół święty. Także i tam ktoś jest ... ale dziękuję za odwagę zadania tego pytania.

Pytanie ósme, Anais Feuga z grupy francuskiej: – Przelatujemy nad Chinami. Udając się do Korei powiedziałeś nam Ojcze Święty, że jesteś gotów udać się do Chin, choćby jutro. W świetle tych stwierdzeń, czy możesz nam wyjaśnić, dlaczego nie przyjąłeś Dalajlamy, który był ostatnio w Rzymie i w jakim kierunku zmierzają relacje z Chinami?

Papież Franciszek: – Dziękuję za to pytanie. Dziękuję. Zwyczajem protokołu Sekretariatu Stanu jest to, że nie są przyjmowane głowy państw lub osoby tego poziomu, gdy w Rzymie odbywa się spotkanie międzynarodowe. Na przykład nikogo nie przyjąłem z okazji zgromadzenia FAO. Dlatego też nie został on przyjęty. Widziałem, że niektóre gazety napisały, że nie przyjąłem go z obawy przed Chinami. To nie prawda. W tym czasie to było powodem. Poprosił on o audiencję i przekazano jemu określoną datę. Prosił o to wcześniej, ale nie tym razem, i utrzymujemy relacje. Motywem nie było odrzucenie osoby czy też strach przed Chinami. Tak, jesteśmy otwarci i chcemy pokoju ze wszystkimi. A na jakim etapie są relacje? Cóż, rząd chiński ma dobre maniery. My także i czynimy krok po kroku, tak jak czyni się różne rzeczy w dziejach. Jeszcze nie wiemy, ale oni wiedzą, że jestem gotów, aby przyjmować i pojechać. Oni to wiedzą.

Pytanie dziewiąte, Marco Ansaldo, z „La Repubblica” z grupy włoskiej: – Ojcze Święty, odbyłeś ekscytującą podróż, bardzo bogatą, pełną wydarzeń tu na Filipinach, ale chciałbym uczynić krok wstecz, ponieważ terroryzm godzi w chrześcijaństwo, katolików, w wielu regionach świata. Widzieliśmy to nawet w minionych dniach, w Nigrze, ale przykładów jest wiele. Ale podczas poprzedniej podróży do Turcji, zaapelowałeś do przywódców muzułmańskich, mówiąc, że konieczny byłby z ich strony jakiś bardzo zdecydowany krok, wystąpienie. Jednak wydaje mi się, że pomimo Twoich słów sprawa ta nie jest brana pod uwagę ani też akceptowana. Są umiarkowane kraje muzułmańskie – bardzo dobrym przykładem może być tutaj Turcja – które, wymienię choćby kwestię Państwa Islamskiego czy magazynu Charlie Hebdo - podchodzą do terroryzmu co najmniej dwuznacznie. Nie wiem, czy Wasza Świątobliwość w ciągu minionego półtora miesiąca miał możliwość zastanowienia się i przemyślenia, jak przekroczyć Twoje zaproszenie, które nie zostało przyjęte, ale które jest ważne. Ty, Ojcze Święty albo kto w Twoim imieniu – myślę o Sekretariacie Stanu, widzę tu abp Becciu i samego kardynała Parolina... także dlatego, że jest to problem, który nadal będzie nam stawiał pytania.

Papież Franciszek: – Apel ten powtórzyłem także w godzinach porannych w dniu wyjazdu na Sri Lankę w przemówieniu do korpusu dyplomatycznego. Stwierdziłem tam, że pragnę, aby wypowiedzieli się przywódcy religijni, polityczni, naukowcy i intelektualiści. Także umiarkowane narody islamskie żądają tego od swoich przywódców. Niektórzy coś zrobili. Uważam ponadto, że trzeba dać trochę czasu, bo dla nich sytuacja nie jest łatwa. Mam nadzieję, ponieważ jest między nimi wielu ludzi dobrych, dobrych ludzi, tak wielu dobrych przywódców i jestem pewien, że to osiągniemy. Ale chciałem powiedzieć i podkreślić, że to samo powtórzyłem w dzień wyjazdu.

Pytanie dziesiąte, Christoph Schmidt z grupy niemieckiej: – Ojcze Święty, przede wszystkim chciałbym bardzo podziękować za wszystkie wspaniałe wydarzenia minionego tygodnia. Towarzyszę Waszej Świątobliwości po raz pierwszy i chciałbym serdecznie podziękować. Mam następujące pytanie: mówiłeś Ojcze Święty o wielu dzieciach na Filipinach, o swej radości, że jest tak wiele dzieci. Ale, według sondaży, większość Filipińczyków sądzi, że ogromny wzrost ludności Filipin jest jednym z najważniejszych powodów ogromnej biedy w kraju, a średnio każda kobieta rodzi na Filipinach więcej niż troje dzieci w swym życiu: natomiast stanowisko katolickie wobec antykoncepcji wydaje się być jedną z niewielu kwestii, w której znaczna liczba osób na Filipinach nie zgadza się z Kościołem. Co o tym sądzi Wasza Świątobliwość?

Papież Franciszek: – Uważam, że wspomniana przez pana liczba trojga dzieci w rodzinie zdaniem specjalistów to tyle, ile trzeba, aby utrzymać liczbę ludności na stałym poziomie. Troje na małżeństwo. Kiedy ona spada poniżej tego poziomu, mamy do czynienia z inną skrajnością, jaką obserwujemy we Włoszech, gdzie jak słyszałem - nie wiem, czy to prawda - w roku 2024 nie będzie pieniędzy, aby wypłacić emerytury. Spadek liczby ludności. Dlatego słowem kluczowym, aby odpowiedzieć na tę kwestię jest to, jakiego używa zawsze Kościół, a także i ja: odpowiedzialne rodzicielstwo. Jak to czynić? Poprzez dialog. Każda osoba, ze swoim duszpasterzem powinna dociekać jak realizować to odpowiedzialne rodzicielstwo. Ten przykład, o którym wspomniałem przed chwilą, kobiety, która oczekiwała ósmego dziecka, a miała już siedmioro urodzonych za pomocą cesarskiego cięcia ukazuje pewną nieodpowiedzialność. „Nie, ja ufam Bogu”. „Ale spójrz, Pan Bóg daje tobie środki, bądź odpowiedzialny”. Niektórzy uważają, - przepraszam za to słowo – że, aby być dobrym katolikiem musimy zachowywać się jak króliki. Nie, ważne jest odpowiedzialne rodzicielstwo. To jasne i dlatego są w Kościele grupy małżeńskie, są specjaliści w tej dziedzinie, są duszpasterze i poszukujemy drogi. Znam wiele godziwych rozwiązań, które pomogły w tej kwestii. Ale dobrze, że to pan powiedział. Ale ciekawe jest również coś innego, zupełnie nie związanego z tą sprawą. Dla ludzi najuboższych dziecko jest skarbem. To prawda, że także i w tej sytuacji trzeba być roztropnym. Ale dla nich dziecko to skarb. Bóg wie, jak im pomóc. Być może niektórzy nie są w tej dziedzinie roztropni, to prawda. Potrzebne jest odpowiedzialne rodzicielstwo, ale także dostrzeżenie wielkoduszności tego ojca i matki, którzy widzą w każdym dziecku skarb.

Pytanie jedenaste, Elisabetta Piqué z grupy hiszpańskiej: – W imieniu grupy hiszpańskiej chciałaby postawić dwa pytania. Była to dla wszystkich podróż wzruszająca: widzieliśmy jak wszystko płakało w Tacloban, my sami dziennikarze płakaliśmy. Wczoraj Wasza Świątobliwość powiedział, że świat potrzebuje płaczu. Było to bardzo mocne. Chcieliśmy zapytać, które wydarzenie było dla Ciebie najbardziej intensywne: Msza św. w Tacloban czy też wczoraj, kiedy ta dziewczynka zaczęła płakać...To pierwsze pytanie. Następnie, drugie: wczoraj przeszedłeś do historii, pokonałeś rekord Jana Pawła II w tym samym miejscu: było około 6-7 milionów osób. Jak to przeżyłeś? Kardynał Tagle powiedział nam, że w czasie Mszy św., przy ołtarzu, zapytałeś: „Jakżeż wiele tu ludzi?”. A więc, jak z tym żyjesz, że pokonałeś ten rekord, wszedłeś do historii jako papież, który odprawił najliczniejszą Mszę św. w dziejach?

Papież Franciszek: – Pierwsze pytanie: wydarzenie najbardziej intensywne. Bardzo intensywnienie, moc przeżyłem wizytę w Tacloban: zobaczyłem cały lud Boży stojący tam, modlący się, po tej katastrofie, myślałem o moich grzechach i tych ludziach. To było mocne, bardzo intensywne wydarzenie. Podczas Mszy św. czułem się swoją niegodność, niemal nie mogłem mówić. Nie wiem, co się ze mną stało, może było to wzruszenie, nie wiem, ale nic innego nie odczuwałem. To pewien rodzaj poczucia swojej niegodności. Następnie wydarzeniami intensywnymi były gesty, każdy gest. Gdy przejeżdżałem i jakiś ojciec robił w ten sposób [papież czyni gest podnoszenia dziecka], udzielałem błogosławieństwa, a on mi dziękował. Wystarczało im błogosławieństwo. Pomyślałem, że ja, który mam tyle wymagań, chcę tego, tamtego, że ... Dobrze mi to zrobiło. Chwile intensywne. Także później, kiedy dowiedziałem się, że w Tacloban wylądowaliśmy przy wietrze wiejącym 70 kilometrów na godzinę potraktowałem na serio ostrzeżenie, że musieliśmy wylecieć z powrotem o pierwszej i ani chwili później, bo było niebezpiecznie. Ale się nie bałem. Co do wielkiej obecności, czułem się tak bardzo niegodny. Był to lud Boży, a Pan tam był. Jest to radość z obecności Boga, który do nas mówi: dobrze zapamiętajcie, że jesteście sługami tych osób … to oni są czynnymi uczestnikami dziejów...

Następnie czym innym jest płacz. Jest to jedna z tych rzeczy, które tracimy, kiedy jest zbyt dużo dobrobytu albo nie rozumiemy dobrze wartości, albo przyzwyczaimy się do niesprawiedliwości, do tej kultury odrzucenia. Zdolność do płaczu jest łaską, o którą musimy prosić. Jest taka piękna modlitwa w starym Mszale, o łaskę płaczu. Mówiła ona mniej więcej: „Panie, który sprawiłeś, że Mojżesz swoją laską sprawił wytryśnięcie wody ze skały, spraw, aby ze skały mego serca wypłynęła woda łez”. Przepiękna modlitwa! My, chrześcijanie musimy prosić o łaskę płaczu, a zwłaszcza chrześcijanie zamożni, i opłakiwać niesprawiedliwości oraz grzechy. Bo płacz otwiera ciebie na zrozumienie nowej rzeczywistości lub nowych wymiarów rzeczywistości. To właśnie powiedziała dziewczyna, a także i ja to do niej powiedziałem. Tylko ona postawiła pytanie na które nie można odpowiedzieć: dlaczego dzieci cierpią? Stawiał je sobie wielki Dostojewski i nie potrafił odpowiedzieć: dlaczego cierpią dzieci? Ona swoim płaczem, kobieta płacząca. Kiedy mówię, że to ważne, aby kobiety były bardziej brane pod uwagę w Kościele, to chodzi nie tylko o to, żeby im dać funkcję sekretarki jakiejś dykasterii, chociaż może się to udać. Nie – ponieważ one nam mówią, jak odczuwają i postrzegają rzeczywistość, ponieważ kobiety postrzegają z perspektywy innego bogactwa, większego. Inną rzeczą, którą chcę tu podkreślić jest to, co powiedziałem ostatniemu chłopcu [podczas spotkania z młodzieżą], który naprawdę dobrze pracuje, daje, organizuje, pomaga biednym. Ale powiedziałem jemu, żeby nie zapominał, iż powinniśmy być żebrakami wobec nich, bo ubodzy nas ewangelizują. Jeśli usuniemy ubogich z Ewangelii, to nie możemy zrozumieć orędzia Jezusa. Ubodzy nas ewangelizują. „Idę głosić Ewangelię ubogim”. Tak, ale pozwól się ewangelizować przez nich!, bo mają wartości, których nie masz.

Dziękuję bardzo za waszą pracę! Cenię ją. I bardzo dziękuję. Wiem, że to dla was ofiara.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wrocław: prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania przeciw kard. Gulbinowiczowi

2019-09-18 11:24

xrk / Wrocław (KAI)

Wrocławska prokuratura po przesłuchaniu Przemysława Kowalczyka, oskarżającego kard. Henryka Gulbinowicza o molestowanie seksualne, odmówiła wszczęcia postępowania ze względu na przedawnienie się zarzucanego hierarsze czynu.

BP KEP
Kard. Henryk Gulbinowicz

Przypomnijmy – po emisji filmu braci Sekielskich pt. „Tylko nie mów nikomu” Przemysław Kowalczyk (posługujący się pseudonimem Karol Chum) oskarżył w mediach społecznościowych kardynała seniora archidiecezji wrocławskiej o molestowanie, którego hierarcha miał się dopuścić, gdy Chum, jako uczeń liceum prowadzonego przez franciszkanów, został wysłany do kurii po korespondencję. Swoją relację Kowalczyk powtórzył w mediach, deklarując jednocześnie, iż nie zamierza składać zawiadomienia w sądzie kościelnym.

Po jakimś czasie mężczyzna zmienił zdanie i przyszedł na spotkanie z delegatem biskupa, aby – jak twierdził – złożyć wyjaśnienia w tej sprawie, na której rozwiązaniu mu zależało. Towarzyszyła mu kobieta, którą przedstawił jako przyjaciółkę, a która miała go wspierać w trudnym momencie składania zeznań. Jak się później okazało, była to lokalna dziennikarka jednej z gazet, a Chum całe przesłuchanie nagrywał.

Po złożeniu zawiadomienia do prokuratury ta odmówiła wszczęcia śledztwa ze względu na przedawnienie się czynu. – Kiedy sprawa jest badana przez organy władzy państwowej, w tym przypadku prokuraturę, kościelne dochodzenie zostaje zawieszone – tłumaczy ks. Rafał Kowalski, rzecznik archidiecezji wrocławskiej.

– Kategoria „przedawnienia” istnieje również w Kodeksie Prawa Kanonicznego, jednak w odróżnieniu od prawa państwowego, o jej zniesieniu może zadecydować Stolica Apostolska. Wystąpimy więc do Watykanu z prośbą o instrukcję, jak postępować dalej w danej sprawie – dodał rzecznik.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Święto we wspólnocie domu

2019-09-18 19:55

Beata Pieczykura

– Bóg wchodzi w nasze życie w momencie chrztu, a my wchodzimy w życie Boga i dlatego mamy być świętymi. Dziś prosimy św. Stanisława Kostkę o szczególnie wstawiennictwo, żebyśmy się nie zagubili na drogach ziemskiego życia, naszej pracy, naszego wysiłku, żebyśmy się nie zniechęcili – mówił abp Wacław Depo do wychowanków, pracowników świeckich oraz sióstr obliczanek „Domu dla Chłopców” im. św. Stanisława Kostki w Częstochowie.

Beata Pieczykura/Niedziela

Specjalny Ośrodek Wychowawczy „Dom dla Chłopców” im. św. Stanisława Kostki w Częstochowie prowadzony przez Zgromadzenie Sióstr Wynagrodzicielek Najświętszego Oblicza 18 września świętował 10-lecie zamieszkania w nowym budynku pod przewodnictwem abp. Wacława Depo. Z tej okazji Metropolita częstochowski celebrował Mszę św. oraz wygłosił homilię.

Zobacz zdjęcia: Święto we wspólnocie domu

– Wszyscy tworzymy wspólny dom, kiedy są uroczystości i wtedy jest szara codzienność. Życzmy sobie nawzajem pięknych dni, radości i życzliwości, a wówczas kiedy nieco trudniej, żeby zawsze byli obok nas serdeczni, dobry i kochający ludzie – powiedziała s. Małgorzata Pintele, dyrektor ośrodka, do licznie zgromadzonych. Tego dnia tytułem Honorowy Przyjaciel Domu zostały uhonorowane s. Honorata Jaworska, która była odpowiedzialna za budowę nowego domu, oraz s. Łucja Niewińska, długoletnia dyrektorka „Domu”. Wyróżnienie jest przyznawane przez funkcjonującą od 4 lat w „Domu dla Chłopców”  Kapitułę Bonnum. Otrzymują je osoby szczególnie ważne dla ośrodka.

Dzieje ośrodka, powstałego w 1901 r., wpisały się w historię Polski. Na początku siostry obliczanki prowadziły ochronkę dla dzieci, potem przedszkole, a czasie wojny przyjmowały sieroty – ofiary wojny. Od 1 czerwca 1990 r. Zgromadzenie otrzymało osobowość prawną nad prowadzonym dziełem. Odtąd też otrzymało nazwę zakład wychowawczy. 12 października 1992 r. odbyła się uroczystość nadania imienia. Od tego dnia zakład przyjął nazwę Specjalny Ośrodek Wychowawczy „Dom dla Chłopców” im. św. Stanisława Kostki. Czas minia i zmienia się, ale potrzeby dzieci pozostają te same. Niezmiennie pragną one miłości, troski, poczucia bezpieczeństwa, pomocy ze strony rodziców i wychowawców. Dlatego przez te wszystkie lata pracy siostry tworzyły rodzinną atmosferę ciepła, radości i miłości. To wszystko po co, aby podopieczni żyli i wychowywali się w atmosferze najbardziej podobnej do tej panującej w domu rodzinnym. Tak pozostało do dziś. Obecnie w „Domu” przebywa 60 osób z wieloma niepełnosprawnościami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem