Reklama

Niedziela Wrocławska

Święci wikarzy z kościoła na Piasku

Słudzy Boży Robert Spiske i Jan Schneider poznali się we Wrocławiu. Przez trzy lata dzielili wikariatkę parafii NMP na Piasku. Obydwaj oczekują na zaliczenie ich w poczet błogosławionych Kościoła katolickiego. Mieszkali tu, blisko. Chodzili po naszych ulicach. O Panu Jezusie mówili z ambon w naszych kościołach. Trzeba wiedzieć, że są stąd

Niedziela wrocławska 10/2018, str. VI

[ TEMATY ]

sługa Boży

Archiwum

Ks. Jan Schneider, ks. Robert Spiske

Ks. Jan Schneider, ks. Robert Spiske

Ksiądz Robert Spiske urodził się 29 stycznia 1821 r. w Leśnicy koło Wrocławia. Niestety, dom rodzinny nie zachował się. Nie żyją też świadkowie, którzy mogliby go wskazać. Wrocławskie siostry jadwiżanki mówią, że szukały, pytały, próbowały ustalić miejsce narodzin swego założyciela, ale bez skutku.

Robert był trzecim z czworga dzieci Antoniego i Tekli Spiske. W szóstym roku życia zaczął chodzić do szkoły w Leśnicy, jednak brak środków materialnych uniemożliwił rodzicom jego dalszą naukę. W tym czasie rodzinę odwiedził ks. kan. D. Krügier, który zauważył zapał i zdolności Roberta do nauki. Chciał pomóc rodzinie i zabrał chłopca do chóru przy katedrze wrocławskiej. Tam Robert łączył śpiew z nauką w szkole podstawowej. Już wtedy rodzi się w jego sercu pragnienie zostania kapłanem.

Reklama

Trzy lata później w Mieszkowicach koło Prudnika urodził się ks. Jan Schneider. Też w styczniu, tyle, że jedenastego, w 1824 r. Jego rodzina też była uboga. Rodzice – Jerzy, który był rzeźnikiem i Katarzyna z Kraemerów, posłali małego Janka do szkoły podstawowej w Rudziczce. On również, podobnie jak Robert Spiske, swoimi zdolnościami i pilnością zwrócił na siebie uwagę nauczyciela i proboszcza. Był gorliwym ministrantem, z wielkim szacunkiem odnosił się do kapłanów. Mówi się, że już wtedy w jego sercu zatliła się iskra powołania kapłańskiego. Ksiądz proboszcz Antoni Herman postanowił pomóc chłopcu w realizacji tego powołania i jako trzynastolatka skierował do gimnazjum w Nysie.

Konteksty historyczne

Sytuacja polityczna i moralna XIX w. nie pomagała tym dwóm młodym chłopcom w podążaniu za swoimi marzeniami i pragnieniami. Kiedy dziś narzekamy na trudności ekonomiczne naszych rodzin, traktując je jako przeszkodę we właściwym wychowywaniu dzieci, powinniśmy o tym pamiętać. Ziemia śląska, podobnie jak cała ówczesna Europa, była ogarnięta ruchami rewolucyjnymi, powstaniami i krwawymi wojnami. Były to czasy fermentu oraz rodzenia się nowych pojęć i programów społecznych i politycznych. Tym przemianom towarzyszyła nędza materialna i duchowa. Decyzją rządu pruskiego w 1810 r. zniesiono wszystkie instytucje kościelne, poza parafiami, a mienie Kościoła przejął skarb państwa. Skasowano zakony, a to pociągnęło za sobą zamknięcie prowadzonych przez nie ośrodków pomocy dla potrzebujących, którzy zostali pozbawieni opieki. Troskę o biednych uznano za zadanie prywatnych stowarzyszeń filantropijnych. To właśnie w tym czasie rodzą się Robert Spiske, Jan Schneider i Maria Luiza Merkert (ur. 21 września 1817 r. w Nysie), założycielka Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety. I mimo zewnętrznych trudności pielęgnują w sobie iskry Bożego zapału, Bożego powołania.

Wiatr w oczy

Jest rok 1833 r., w życiu Roberta Spiske dramatyczna chwila: umiera ks. Krügier. Po ukończeniu szkoły podstawowej rodzice nie są w stanie dalej kształcić syna, dlatego czternastoletni Robert zwraca się o pomoc do księży na Ostrowie Tumskim. Znajduje tu nowego opiekuna i wychowawcę. Jest nim ks. J. Schoepe, który przez następne lata będzie kierował wykształceniem chłopca. Robert zamieszkuje u ks. Schoepego i rozpoczyna naukę w Gimnazjum św. Macieja.

Pokój bez pieca

Reklama

W tym samym czasie w nyskim gimnazjum Jan Schneider też cierpi straszną biedę. Utrzymuje się częściowo z korepetycji, wie, że na pomoc rodziny nie może liczyć. Codziennie rano służy do Mszy św. w kościele seminaryjnym. Nie ma zegarka, dlatego często budzi się w nocy w obawie, że zaśpi. Jednak pomimo trudnych warunków materialnych uczy się bardzo dobrze. W szczególny sposób wyróżnia się w religii i matematyce. Podczas wakacji pomaga rodzicom w pracy. Maturę zdaje z wyróżnieniem, a w 1845 r. rozpoczyna studia filozoficzno-teologiczne na Uniwersytecie Wrocławskim. Podczas studiów wciąż boryka się z biedą, mieszka w pokoju, w którym nie ma pieca, na wszystko brakuje mu pieniędzy. Ale walczy.

Drzwi seminarium

Gdy Schneider uczy się w Nysie, w 1843 r. egzamin dojrzałości zdaje Robert Spiske i zostaje przyjęty przez ks. A. Stenzela do Konwiktu Gimnazjum św. Macieja w charakterze wychowawcy młodzieży. Zapewnia mu to mieszkanie i utrzymanie w czasie studiów na Uniwersytecie Wrocławskim. Studiowanie nauk filozoficzno-teologicznych jeszcze bardziej utwierdza w dążeniu do kapłaństwa. Wrocławskie drogi Schneidera i Spiske od tej chwili będą się przeplatać. Wstępują do Wrocławskiego Seminarium Duchownego.

Kapłaństwo – marzenie spełnione

Jako alumn Schneider jest niezwykle gorliwy, w każdej chwili z troską przygotowuje się do święceń kapłańskich. Otrzymuje je 1 lipca 1849 r. Następnego dnia, w święto Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny, odprawia swoją pierwszą Mszę św. Potem jest wikarym w Wiązowie. Tam w fabryce cygar widzi młode dziewczęta narażone na stałe niebezpieczeństwo moralnego zepsucia. Ks. Jan otacza je szczególną troską i opieką, naucza prawd wiary i poszanowania dziewczęcej godności.

Po dwóch latach pracy duszpasterskiej w Wiązowie zostaje przeniesiony do Wrocławia, gdzie najpierw jest wikarym przy kościele Najświętszej Maryi Panny na Piasku, a następnie proboszczem parafii św. Macieja.

Robert Spiske upragniony sakrament kapłaństwa przyjmuje 18 czerwca 1847 r. z rąk kard. M. Diepenbröcka. Pracę kapłańską rozpoczyna w seminarium duchownym. Wprowadza kleryków w liturgię i modlitwę. Później podejmuje pracę duszpasterską jako wikariusz przy kościele NMP na Piasku we Wrocławiu.

Wikariatka na Piasku

Na Piasku pracują jako wikarzy w tym samym czasie. Tu się spotykają ich drogi i przez trzy lata wraz z proboszczem, ks. Josephem Wickiem, są organizatorami życia duchowego i społecznego Wrocławia. Proboszcz jest niewiele starszy od swych wikarych, ale słynie z zapału i odwagi. To od niego przyszli słudzy Boży uczą się pracy z ludźmi.

Katolicy zrzeszani

W tym czasie ks. Wick i Spiske powołali do życia ok. 70 różnych stowarzyszeń. Jednym z pierwszych było utworzone przy kościele NMP na Piasku Stowarzyszenie św. Jadwigi. Jego kierownictwo objął ks. Spiske. Należało tam ok. 3000 osób. Wśród nich były licznie reprezentowane osoby wykształcone: nauczycielki, żony urzędników, policjantów. Posiadały one dobre rozeznanie potrzeb społecznych środowiska. Troszczyły się nie tylko o sprawy doczesne, ale i duchowe ludzi biednych, chorych, opuszczających zakłady karne oraz biedne dzieci. Oficjalna nazwa Stowarzyszenia św. Jadwigi brzmiała: Związek Kobiet i Dziewcząt im. Św. Jadwigi. Działalność spotykała się z niezrozumieniem i krytyką społeczeństwa. Nazywano ją nawet „stowarzyszeniem gałganiarzy”. To był początek zakonu sióstr jadwiżanek. Cztery członkinie Stowarzyszenia złożyły 14 czerwca 1859 r. śluby i ubrały stroje zakonne. Tak powstało Zgromadzenie Sióstr św. Jadwigi.

Odpowiedź na potrzeby czasów

Nowo powstałe zgromadzenie stało się wyraźną odpowiedzią na zapotrzebowanie ówczesnych czasów. Duchem miłości i dobroci siostry otaczały najbardziej potrzebujących: dzieci i młodzież. Wiadomość o powstaniu zgromadzenia szybko rozniosła się po Wrocławiu i okolicy. Wielu proboszczów prosiło księdza Spiskego o siostry do pracy charytatywnej. Zaczęły powstawać pierwsze placówki na Dolnym Śląsku. Ponad czterdziestoletnią działalność ks. Roberta Spiskego można określić jako heroiczną służbę ludziom niezależnie od ich narodowości i wyznania, na wzór Maryi i św. Jadwigi.

Ks. Robert Spiske zmarł 5 marca 1888 r. Proces beatyfikacyjny sługi Bożego ks. Roberta Spiske trwa.

Założyciel Marianek

Ks. Jan Schneider po trzech latach odchodzi z parafii NMP na Piasku do kościoła św. Macieja. Ich drogi tylko formalnie się rozchodzą. Schneider zapalony duchem organizowania wiernych zakłada we Wrocławiu Fundację Najświętszej Maryi Panny dla dziewcząt i Zgromadzenie Sióstr Maryi Niepokalanej. Jako kapłan odznacza się wielką pobożnością. W sposób szczególny czci Matkę Bożą, dba o życie sakramentalne powierzonych sobie dusz. Z natury skromny i małomówny unika zebrań towarzyskich. Z gorliwością i poświęceniem służy w konfesjonale, troszczy się o parafię i powołuje do życia nowe Zgromadzenie Sióstr Maryi Niepokalanej, czyli siostry marianki.

Umiera 7 grudnia 1876 r. w wieku 52 lat, w wigilię święta Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Proces beatyfikacyjny Sługi Bożego ks. Jana Schneidera trwa.

2018-03-07 11:22

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Nasz ks. Jan Maria Vianney

2020-11-25 11:08

Niedziela sandomierska 48/2020, str. VI

[ TEMATY ]

sługa Boży

ks. Stanisław Sudoł

Archiwum diecezji

Sługa Boży ks. Stanisław Sudoł (1895-1981) wśród najmłodszych parafian

Sługa Boży ks. Stanisław Sudoł (1895-1981) wśród najmłodszych parafian

„Oby się we mnie spełniło, bym życie swoje, za przyczyną Najświętszej Matki, prowadził w Chrystusie, dla Chrystusa, z Chrystusem” – powtarzał sługa Boży ks. Stanisław Sudoł.

Ksiądz Stanisław Sudoł urodził się 16 marca 1895 r. w Zembrzy k. Raniżowa. Jako młody chłopak uczęszczał do szkoły ludowej w pobliskiej Zielonce. Następnie uczył się w gimnazjum w Rzeszowie i Przemyślu. W roku 1915 wstąpił do przemyskiego seminarium, które doprowadziło go do święceń w 1919 r. przyjętych z rąk św. bp. Józefa Sebastiana Pelczara.

CZYTAJ DALEJ

Nagrania do świątecznego koncertu z Jasnej Góry

2020-12-04 16:17

[ TEMATY ]

Jasna Góra

wigilia

TVP

koncert kolęd

Karol Porwich/Niedziela

Nagrania do wyjątkowego koncertu kolęd: ‘Gdy się Chrystus rodzi’ odbyły się w jasnogórskiej bazylice 2 i 3 grudnia. Organizatorem koncertu jest TVP oraz Fundacja Niedziela. Instytu Mediów. Patronat nad koncertem objął Tygodnik Katolicki Niedziela. 

Na emisję koncertu będziemy musieli jednak poczekać do świąt. Koncert kolęd z Jasnej Góry zostanie pokazany w programie 1. TVP w Wigilię Bożego Narodzenia, czyli 24 grudnia, o godz. 17.00.

Podczas koncertu wystąpią znani polscy artyści i muzycy: Olga Szomańska, Olga Bończyk, Alicja Majewska, Łukasz Zagrobelny, Kasia Moś, Piotr Kupicha, Krzysztof Kiljański, Golec uOrkiestra, Pectus, Halinka Mlynkowa, Kasia Cerekwicka, Monika Borzym oraz Alicja Majewska. Zagra orkiestra pod kierunkiem Grzegorza Urbana, kierownika muzycznego koncertu, a muzykom towarzyszyć będzie chór Gospel Rain. Reżyserem koncertu jest Beata Szymańska-Masny, a kierownikiem produkcji - Barbara Wróbel. Koncert prowadzą Małgorzata Kożuchowska i Artur Żmijewski.

Jak powiedział w rozmowie dla Radia Jasna Góra kustosz sanktuarium o. Waldemar Pastusiak, to ogromna radość, że po raz kolejny przesłanie o Narodzeniu Pańskim popłynie z Jasnej Góry: „Będzie wspaniały koncert, będzie wiele znakomitych gwiazd, tak jak w zeszłym roku, z czego się bardzo cieszymy. Chcemy, żeby przesłanie pełne radości, życia, które się rodzi, gościło w polskich domach, że Jezus rodzi się w Betlejem, i chce urodzić się w sercu każdego z nas”.

„100 minutowy koncert jest planowany na Wigilię na godz. 17.00. Jest to taka pora, kiedy zasiada się do wigilijnej wieczerzy, łamie się opłatkiem - mówi Beata Szymańska-Masny, reżyser koncertu - Bardzo zależy mi na tym, żeby to był bardzo radosny koncert. To jest przepiękny czas, pełen nadziei, która szczególnie dzisiaj jest wszystkim bardzo potrzebna. Przesłanie będzie pełne radości, nadziei wbrew wszystkiemu i pomimo wszystko. Ta siła jest nam cały czas potrzebna”.

„Podczas koncertu usłyszymy 32. kolędy i pastorałki, zespołów i solistów będzie ok. 20 osób - mówi Grzegorz Urban, kierownik muzyczny koncertu - Aranżuję kolędy któryś raz z kolei, i co roku staram się tchnąć w nie coś nowego. Zawsze też myślę o tym, kto będzie tę kolędę czy pastorałkę wykonywać - zupełnie inaczej na wokalistę rockowego, a inaczej na soulowego. Kolędy to jest tak wdzięczny temat, od dziecka lubiłem grać na pianinie kolędy przy choince, i to zaprocentowało dzisiaj, że mam jakieś pomysły na te kolędy i mam nadzieję, że się spodobają przede wszystkim telewidzom”.

Artyści, z którymi rozmawialiśmy, zgodnie podkreślają, że będzie to koncert pełen nadziei na trudny czas.

„Taki koncert jest zawsze wyjątkowy, bo jest w Wigilię, czyli wtedy, kiedy wszyscy już przygotowują wieczerzę wigilijną albo zasiadają już do stołu, i jest takie poczucie wspólnoty, które niosą święta Bożego Narodzenia, a tego, myślę, że w te święta będzie nam szczególnie brakowało - mówi aktorka Małgorzata Kożuchowska, prowadząca koncert, i wykonująca jedną z kolęd - Pewnie nie będziemy mogli spotkać się z tymi wszystkimi, z którymi chcielibyśmy się spotkać w te święta, i osobiście złożyć sobie życzenia i przełamać się opłatkiem, tylko zrobimy to za pomocą elektroniki, telefonów, i też telewizji. Więc cieszę się, że mogę być elementem tego wielkiego święta, i uczestniczyć w takiej próbie poczucia na nowo wielkiej wspólnoty nas wszystkich, nie tylko ludzi wierzących, ale w ogóle wszystkich Polaków”.

„Jasna Góra jest to bliskie mojemu sercu miejsce. I kiedy stanęłam tu, na scenie i zaczęłam śpiewać kolędę, a śpiewam kolędę ‘Gdy śliczna Panna’, to nie wiedziałam, czy dam radę do końca, bo byłam taka wzruszona. To jest miejsce przepiękne i też bardzo dla mnie ważne. W chwilach cięższych w życiu moje myśli i serce tutaj wędrują zawsze w pierwszej kolejności” - dodaje artystka.

„Czas mamy bardzo trudny, czas pandemii, nie możemy się przemieszczać, ale musimy czuć obecność ludzi najbliższych - podkreśla Tomasz Szczepanik z zespołu Pectus - A jeżeli tak się zdarzy, że jedna czy kilka osób będą w tym dniu samotne, to poprzez ekran telewizora mają się takie nie czuć, bo my, ludzie sceny, którzy kochają śpiewać kolędy, będziemy się starali być w każdym domu właśnie ze śpiewem na ustach i z rozśpiewanymi sercami. Po to tu jesteśmy, żeby tę piękną polską tradycję podtrzymać. Ja osobiście uważam, że nasze polskie kolędy są najpiękniejsze na świecie, i wspólnie z moimi rodzonymi braćmi taki pierwiastek rodziny będziemy się starali też państwu poprzez ekran telewizorów przekazać”.

„Jasna Góra to miejsce szczególne. Nie jesteśmy tu pierwszy raz, dlatego tym bardziej z wielką pokorą, ale też z radością, z podniesionym czołem będziemy śpiewać dla państwa te kolędy. I mam wielką nadzieję, a właściwie jestem przekonany, że państwo również przed telewizorami, spożywając wieczerzę wigilijną z osobami najbliższymi, będziecie śpiewać z nami te kolędy, które dobrze znacie i lubicie, i poczujecie tę prawdziwą magię Świąt” - dodaje wokalista.

„To jest tak trudny czas dla wszystkich z nas, dla nas artystów również, kiedy nie mamy możliwości wychodzenia na scenę i możliwości spotkania się z Państwem, i pracy w ogóle, więc świadomość tego, że możesz wyjść i śpiewać, i cieszyć się tym, jest bardzo ważna. A przesłanie koncertu powinno być takie, że niezależnie, w jakim jesteśmy momencie swojego życia, powinniśmy być przy sobie blisko, być dobrzy dla siebie” - mówi wokalistka Olga Szomańska.

„Myślę, że ten koncert przede wszystkim powinien nieść nam wszystkim dużo radości, i mimo panującej sytuacji, trudnej dla nas wszystkich sprawiać, żeby te Święta były takie, jak co roku, rodzinne, w zdrowiu, szczęściu - podkreśla piosenkarka Kasia Cerekwicka - Cieszę się, że podczas koncertu będę mogła występować w takim miejscu i wielbić kolędami Pana w te Święta”.

„Myślę, że zawsze śpiewanie kolęd jest dla wszystkich nas jest wyjątkowym czasem. Mamy taką możność tylko raz w roku - zaznacza piosenkarka Kasia Moś - To jest niezwykły czas. Bardzo się cieszę, bo Jasna Góra to jest piękne, znaczące miejsce. Bardzo zachęcam wszystkich do zobaczenia tego koncertu, do posłuchania tych pięknych aranżacji”.

„Moim zdaniem przesłanie tego koncertu jest bardzo proste, ale to przesłanie dotyczy praktycznie każdego roku jeśli chodzi o święta Bożego Narodzenia, trzeba po prostu wybaczać, przebaczać, trzeba być blisko tych, których kochamy i w ogóle blisko ludzi, i wtedy te święta będą wyjątkowe i będą piękne. Pandemia nam na pewno w tym nie pomaga, ale to wszystko jest w naszych rękach, w naszym sercu jakie będą te święta, więc zbliżajmy się do tych, których kochamy, z którymi jesteśmy blisko, szanujmy się i te święta naprawdę powinny być wyjątkowe, może jeszcze bardziej wyjątkowe, niż kiedy było po prostu normalnie, zwyczajnie” - mówi lider zespołu Feel Piotr Kupicha.

„Koncerty kolędowe od wielu lat to są dla mnie dużo emocje, bo jestem ‘starą kolędniczką’. Śpiewam te piękne kolędy od 30. lat – opowiada piosenkarka Alicja Majewska – Ucieszyłam się na propozycję udziału w koncercie kolęd, zwłaszcza jak dowiedziałam się, że będzie się odbywał w Częstochowie, w miejscu kultowym, pięknym. Życzyłabym i sobie i nam wszystkim, żeby te najpiękniejsze w świecie kolędy polskie dodały nam otuchy i wiary na najbliższą przyszłość, że będzie dobrze, że będzie lepiej”.

CZYTAJ DALEJ

Jan Paweł II a sprawa McCarricka

2020-12-05 10:53

[ TEMATY ]

Jan Paweł II

Theodore McCarrick

©Wydawnictwo Biały Kruk/Adam Bujak

- Decyzji podjętej przez Jana Pawła II w sprawie nominacji McCarricka na arcybiskupa Waszyngtonu nie można traktować jako pochopnej lub lekkomyślnej, ale należy ją uznać za opierającą się na racjach, które były wnikliwie ważone. Trudno też odmówić Janowi Pawłowi II braku determinacji w weryfikowaniu pojawiających się oskarżeń – czytamy w analizie raportu Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej, przygotowanej przez dominikański Instytut Tomistyczny na prośbę Komisji Nauki Wiary Konferencji Episkopatu Polski.

  • Awans McCarricka do kolejnych godności kościelnych rozpoczął się jeszcze przed inauguracją pontyfikatu Jana Pawła II.
  • Dzięki listowi kardynała O’Connora Jan Paweł II poznaje – prawdopodobnie po raz pierwszy – doniosłość stawianych McCarrickowi zarzutów.
  • W lipcu 2000 r. Jan Paweł II czyta memorandum abpa Re i postanawia nie uwzględniać McCarricka jako kandydata na urząd arcybiskupa Waszyngtonu.
  • W momencie podejmowania decyzji o nominacji McCarricka Jan Paweł II miał do dyspozycji, z jednej strony, oskarżający McCarricka list kardynała O’Connora, którego autor sam zresztą wskazywał, że wobec wysuwanych przeciw McCarrickowi zarzutów należy zachować ostrożność.

10 listopada 2020 r. opublikowany został raport dotyczący sposobu reagowania Stolicy Apostolskiej na wykroczenia i przestępstwa dokonane przez Theodore’a Edgara McCarricka. Raport ten, także ze względu na swoją obszerność, rzadko był czytany w całości. W przestrzeni medialnej pojawiło się natomiast wiele odniesień do raportu, nie zawsze ściśle odpowiadających jego treści. Poniżej streszczamy podstawowe ustalenia raportu oraz odnosimy się na ich podstawie do zarzutów wysuwanych wobec Jana Pawła II.

Przypomnijmy, wspomniany raport jest dokumentem przedstawionym przez Sekretariat Stanu Stolicy Apostolskiej, a jego pełny tytuł brzmi: „Raport na temat instytucjonalnej wiedzy i procesu podejmowania decyzji w sprawie byłego kardynała Theodore’a Edgara McCarricka (1930–2017)” (dalej: Raport). Jak wskazuje pełny tytuł, przedmiotem Raportu jest analiza procesu powoływania byłego kardynała na wysokie urzędy kościelne oraz sposobu postępowania jego przełożonych w obliczu informacji o popełnianych przezeń występkach, dokonana w oparciu o dokumenty zgromadzone w różnych instytucjach Kościoła. Autorzy Raportu starają się wyjaśnić, jak doszło do tego, że człowiek dopuszczający się rozmaitych przestępstw i niegodziwości – również w stosunku do nieletnich – był powoływany na najwyższe urzędy Kościoła katolickiego.

W naszej analizie najpierw przedstawiamy – za Raportem – chronologiczne zestawienie faktów i okoliczności związanych z przebiegiem kariery McCarricka; następnie przypominamy uwarunkowania, które wpłynęły na podjęcie przez Jana Pawła II decyzji o nominacji McCarricka na kolejne urzędy; na zakończenie zaś ustosunkowujemy się do podstawowych zarzutów stawianych Janowi Pawłowi II w związku z powyższą nominacją.

Przedstawienie chronologicznego zestawienia faktów warto poprzedzić jedną uwagą porządkującą. Otóż należy pamiętać, że materiały zgromadzone w Raporcie znacznie wykraczają poza faktyczną wiedzę, jaką na temat omawianej sprawy posiadał Jan Paweł II. Do niektórych materiałów Jan Paweł II nie miał w ogóle dostępu, inne były mu streszczane lub przekazywane pisemnie przez najbliższych współpracowników. Dla historycznej oceny postawy Jana Pawła II decydujące znaczenie ma bez wątpienia to, jaką wiedzę posiadał, względnie jakiej się domagał, a także to, jakie decyzje podejmował na podstawie posiadanych informacji. To bowiem wyznacza faktyczny stopień ewentualnych zaniedbań ze strony Papieża.

THEODORE EDGAR MCCARRICK – PRZEDSTAWIENIE POSTACI

Urodzony w 1930 r. Theodore Edgar McCarrick był jedną z najbardziej znanych postaci nie tylko w Kościele katolickim, ale również w życiu publicznym Stanów Zjednoczonych, osobą niesłychanie cenioną i podziwianą przez wielu Amerykanów. McCarrick prowadził ożywioną aktywność na wielu polach, zdobywając wpływy i zaufanie w kręgach elit politycznych, opiniotwórczych i naukowych; z wielką skutecznością pozyskiwał środki finansowe na cele charytatywne i edukacyjne, przeznaczane również na potrzeby Polski i całej Europy Środkowo-Wschodniej. Był szanowany przez kolejnych prezydentów Stanów Zjednoczonych do tego stopnia, że prowadził poufne negocjacje w imieniu administracji USA. Znający kilka języków obcych, świetnie wykształcony, obyty i ujmujący towarzysko, stał się jedną z ikon życia religijnego i społecznego Stanów Zjednoczonych. Tym większy szok wywołał fakt ujawnienia jego pedofilskich czynów.

MCCARRICK W OKRESIE PRZED PONTYFIKATEM JANA PAWŁA II

Awans McCarricka do kolejnych godności kościelnych rozpoczął się jeszcze przed inauguracją pontyfikatu Jana Pawła II. W 1977 r. papież Paweł VI mianował McCarricka biskupem pomocniczym Nowego Jorku. Większość osób, z którymi konsultowano tę kandydaturę, w sposób jednoznaczny opowiadała się za tym, że McCarrick jest zdolny do pełnienia funkcji biskupa. Nie zgłaszano żadnych zastrzeżeń; nikt ani nie był świadkiem, ani nie słyszał o jakichkolwiek niewłaściwych zachowaniach McCarricka tak wobec dorosłych, jak i wobec nieletnich.

MCCARRICK W OKRESIE PONTYFIKATU JANA PAWŁA II

McCarrick biskupem Metuchen oraz Newark

Jan Paweł II mianował bpa McCarricka najpierw biskupem diecezjalnym nowo powstałej diecezji Metuchen (1981), a następnie arcybiskupem Newark (1986). Również tym razem biskupi i księża, z którymi konsultowano tę kandydaturę, z wielkim uznaniem wypowiadali się o McCarricku (warto zauważyć, że w przypadku nominacji na arcybiskupstwo Newark czynił tak również arcybiskup Nowego Jorku, kardynał John O’Connor, późniejszy krytyk McCarricka). McCarrick był chwalony za gorliwość, kulturę i pracowitość. Zwracano wprawdzie uwagę na zbyt wybujałą ambicję osobistą kandydata, ale nie uznano tej cechy za dyskwalifikującą. Był szeroko znany jako niezwykle skuteczny w pozyskiwaniu środków finansowych na różne cele, w tym charytatywne. Zarówno w Metuchen, jak i w Newark McCarrick prowadził także ożywioną działalność organizacyjną o zasięgu międzynarodowym. Zaskarbił tym sobie podziw i szacunek polityków (bliska współpraca z Białym Domem), działaczy społecznych i dziennikarzy. Stał się powszechnie szanowaną osobą publiczną.

Nominacja McCarricka na arcybiskupa Waszyngtonu i kardynała

Pod koniec 2000 r. decyzją Jana Pawła II McCarrick został wyznaczony na arcybiskupa Waszyngtonu, a na początku 2001 r. wyniesiony do godności kardynalskiej. Właśnie ta nominacja budzi największe kontrowersje. Prześledźmy tę sprawę w sposób bardziej szczegółowy, w oparciu o ustalenia Raportu.

(1) W okresie poprzedzającym podjęcie przez Jana Pawła II decyzji o mianowaniu McCarricka na arcybiskupa Waszyngtonu i kardynała pojawiają się pierwsze zarzuty wobec niego. Dotyczą one przede wszystkim czynów homoseksualnych z dorosłymi lub młodymi (ale pełnoletnimi) mężczyznami oraz czynów pedofilskich. Część zarzutów (w tym te dotyczące pedofilii) przekazywana jest w formie anonimów, w pojedynczych przypadkach są to zeznania składane przed biskupem. Zarzuty te poddawane są weryfikacji na poziomie diecezji.

(2) Przy planowaniu wizyty Jana Pawła II w USA, która ma dojść do skutku w 1995 r., rozważa się, czy jednym z miejsc spotkania z Papieżem powinno być Newark. Wtedy właśnie pojawiają się głosy, że ze względu na wysuwane wobec McCarricka zarzuty nie jest to dobry pomysł. Kardynał O’Connor, a następnie nuncjusz w USA, abp Agostino Cacciavillan, dokonują weryfikacji pojawiających się oskarżeń (por. pkt 1). Po ich przebadaniu obydwaj są zdania, że nie ma przeciwskazań do tego, by Papież zatrzymał się w Newark. Wizyta Jana Pawła II jest bardzo udana; chwalą ją również media świeckie.

(3) W 1997 r. wstrzymana zostaje nominacja McCarricka na arcybiskupa Chicago. Głównym powodem wycofania kandydatury jest dostrzeżenie w nim niepohamowanego dążenia do autopromocji. Zarzuty odnośnie do wykroczeń natury seksualnej są natomiast nadal uważane za niewiarygodne. W tym czasie nuncjusz, abp Cacciavillan, oraz inni poważani hierarchowie wciąż wspierają kandydaturę McCarricka.

(4) Gdy rozpoczyna się dyskusja nad możliwym objęciem przez McCarricka urzędu arcybiskupa Nowego Jorku, kardynał John O’Connor (liczący siedemdziesiąt dziewięć lat i poważnie chory, a mimo to nadal sprawujący urząd arcybiskupa Nowego Jorku) w dniu 28 października 1999 r. wysyła do Nuncjusza Apostolskiego, abpa Gabriela Montalvo, list, w którym przedstawia zarzuty wymienione w pkt. 1, a więc przede wszystkim te dotyczące czynów homoseksualnych. Sam jednak waha się z uznaniem tych oskarżeń za całkowicie wiarygodne. W 6. punkcie listu zaznacza, że rzetelne źródła podają, iż w ostatnich czasach sytuacja „całkowicie się zmieniła” i nie pojawiają się kolejne informacje o homoseksualnych zachowaniach McCarricka (w 1999 r. McCarrick ma już sześćdziesiąt dziewięć lat), natomiast plotki o jego wcześniejszych czynach są wśród księży wciąż żywe.

Bardzo ważny jest 1. punkt listu. Kardynał O’Connor pisze w nim, że McCarrick miał w zwyczaju często zapraszać do swojej rezydencji „mężczyzn”, którzy zostawali później na noc i spali z McCarrickiem w jednym łóżku. McCarrick miał sugerować, że są oni jego „sąsiadami” i „kuzynami”. Z listu kardynała O’Connora nie można w sposób niepodlegający wątpliwości wyciągnąć wniosku, że owi nocujący u McCarricka „mężczyźni” byli nieletni. W dalszej części listu uważny czytelnik może odnaleźć do tego aluzję – ale tylko aluzję, gdyż kardynał O’Connor pisze, że nigdzie „poza wspomnianymi kręgami” (wydaje się, że chodzi o osoby żyjące i pracujące w rezydencji McCarricka) wobec kardynała nie wysuwano nawet najbardziej ogólnych zarzutów o tego rodzaju „aberracje”.

Kardynał dodaje, że są na ten temat anonimy, które załącza (co pośrednio sugeruje, że goście McCarricka mogli być nieletni), jak jednak przekonuje, ani on sam, ani Konferencja Biskupów USA nie spotkali się z takimi oskarżeniami wobec McCarricka, które pochodziłyby z nieanonimowych źródeł. Z treścią listu kardynała O’Connora zapoznaje się Jan Paweł II, nie wiemy jednak, w jakiej formie: czy czyta jego całość (list jest stosunkowo długi), czy też tylko streszczenie przekazane przez urzędnika Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej, abpa Giovanniego Battistę Re. Z dalszego przebiegu wypadków można wywnioskować, że podstawowe fakty przedstawione w liście są Janowi Pawłowi II znane.

(5) Dochodzimy do ważnego momentu, ponieważ dzięki listowi kardynała O’Connora Jan Paweł II poznaje – prawdopodobnie po raz pierwszy – doniosłość stawianych McCarrickowi zarzutów.

Jaka jest reakcja Jana Pawła II na list kardynała O’Connora? Przede wszystkim, za pośrednictwem abpa Re pyta o zdanie byłego nuncjusza w Stanach Zjednoczonych, abpa Cacciavillana. Papież ufa arcybiskupowi jako dobrze znającemu amerykańskie realia (nowy nuncjusz, abp Montalvo, pracuje na tym urzędzie od niedawna).

Arcybiskup Cacciavillan uznaje zarzuty przedstawione w liście kardynała O’Connora za generalnie mało wiarygodne, oparte w dużej części na źródłach już znanych i przeanalizowanych (porównaj pkt 2). Zwraca uwagę, że publicznie nikt niczego McCarrickowi nie zarzuca i że jak dotąd nie miał on okazji bronić się przed oskarżeniami. Przypomina, że również sam autor listu, kardynał O’Connor, niegdyś pozytywnie wyrażał się o wizycie Jana Pawła II w Newark. Arcybiskup Cacciavillan podkreśla, że wszystkie zarzuty o pedofilię są anonimowe. Delikatnie daje też do zrozumienia, że kardynał O’Connor nie tylko ze względów moralnych nie popiera kandydatury McCarricka na swojego następcę w Nowym Jorku.

Jan Paweł II zapoznaje się z odpowiedzią abpa Cacciavillana i – nie chcąc polegać wyłącznie na jednej opinii – za pośrednictwem abpa Re prosi obecnego nuncjusza, abpa Montalvo, o zweryfikowanie informacji z listu kardynała O’Connora. Jak relacjonuje abp Re, Jan Paweł II prosi, by zbadać zarzuty bez pośpiechu, „ze względu na prawdę” (nie wiemy, czy to zdanie pochodzi od abpa Re, czy też tak powiedział Jan Paweł II), ponieważ McCarrick nie jest już brany pod uwagę jako kandydat na stolicę biskupią Nowego Jorku.

(6) Nuncjusz Montalvo na prośbę Jana Pawła II przeprowadza własne dochodzenie w sprawie zarzutów zawartych w liście kardynała O’Connora. Prosi czterech biskupów o przesłanie szczegółowych informacji na temat zachowania McCarricka; prosi także o adresy osób, które mogą coś wiedzieć w tej sprawie. Nie ma potrzeby podawać tu szczegółów tego dochodzenia, najważniejsze jest bowiem to, co dotarło do Jana Pawła II, oraz jaka była jego reakcja na otrzymane informacje. Wnioski z dochodzenia nuncjusza, które zostały zawarte w memorandum wysłanym do Rzymu, można streścić następująco: w sensie prawnym i technicznym nie istnieją żadne dowody na prawdziwość wysuwanych zarzutów, zarazem jednak świadectwa z różnych źródeł dowodzą, że można mieć uzasadnione wątpliwości co do „moralnej dojrzałości” McCarricka (przynajmniej jeśli chodzi o okres, którego dotyczą zarzuty). Nuncjusz stwierdza, że oskarżenia „ani nie są definitywnie udowodnione, ani nie są całkowicie bezpodstawne”. Ostatecznie, zdaniem abpa Montalvo, czymś nieroztropnym byłoby powołanie McCarricka na nowy urząd.

(7) Raport obecnego nuncjusza w USA, abpa Montalvo, trafia do abpa Re, który przekazuje wszystkie posiadane materiały byłemu nuncjuszowi, abpowi Cacciavillanowi, z prośbą o podsumowanie całości. W swoim podsumowującym memorandum, wyraźnie dla McCarricka przychylnym, abp Cacciavillan osłabia zasadność zarzutów. Pisze również, że istnieją dwie wypowiedzi samego McCarricka, w których nawiązuje on do tych oskarżeń: w pierwszej z nich publicznie stwierdza, że rozumie cierpienia kardynała Josepha Bernardina, niesłusznie oskarżanego o molestowanie seksualne (zob. dalej); w drugiej (która nie ma charakteru publicznego) oświadcza, że zwrócił się do FBI, aby zbadało źródła anonimowych listów. Te dwie wypowiedzi miały dowodzić, że McCarrick nie boi się odnosić do stawianych mu oskarżeń. Jakkolwiek abp Cacciavillan w swoim memorandum osłabia rangę zarzutów, to jednak – z racji na możliwość wybuchu skandalu – sugeruje ostrożność przy powoływaniu McCarricka na wyższe urzędy.

(8) Kończąc proces konsultacji, abp Re pisze memorandum odnoszące się do zarzutów dotyczących okresu pełnienia przez McCarricka urzędu biskupa Metuchen, w którym podsumowuje dotychczasowe ustalenia. Można je streścić następująco: dotyczące McCarricka „plotki” nie są dobrze ugruntowane w faktach, ale nie byłoby rzeczą dobrą promowanie McCarricka na jakąś ważniejszą stolicę biskupią, ponieważ oskarżenia te, nawet jeśli są nieprawdziwe, mogą znów zostać podniesione. Arcybiskup Re dzieli się też swym „osobistym przekonaniem”, że nie powinno się podejmować ryzyka powrotu „zapomnianych oskarżeń, które należą już do przeszłości”, a które wskutek promocji McCarricka mogłyby zostać na nowo rozdmuchane.

(9) W lipcu 2000 r. Jan Paweł II czyta memorandum abpa Re i postanawia nie uwzględniać McCarricka jako kandydata na urząd arcybiskupa Waszyngtonu.

(10) 6 sierpnia 2000 r. McCarrick odręcznie pisze trzystronicowy list do bpa Stanisława Dziwisza, w którym kłamliwie odrzuca wszystkie zarzuty stawiane mu w liście kardynała O’Connora. Pisze, że popełniał błędy (nie pisze, jakie) i wykazywał się niekiedy brakiem roztropności (nie pisze, w czym). Twierdzi, że nie miał seksualnych relacji z nikim – ani z mężczyznami, ani z kobietami, ani z młodymi, ani ze starymi, ani z klerykami, ani ze świeckimi – i nikogo nie wykorzystywał ani nie traktował bez szacunku. Biskup Dziwisz zanosi przetłumaczony list Janowi Pawłowi II, ten zaś, po przeczytaniu, przekazuje go abpowi Re.

(11) Na przełomie sierpnia i września 2000 r. Jan Paweł II zmienia zdanie i postanawia dołączyć McCarricka do listy kandydatów na urząd arcybiskupa Waszyngtonu. Nie jest to równoznaczne z automatycznym mianowaniem go na ten urząd, ale – wręcz przeciwnie – wiąże się z poddaniem kandydata kolejnym weryfikacjom, prowadzonym przez kościelne instancje. Weryfikacje te nie wykazują jednak niczego, co skreślałoby McCarricka z listy kandydatów. Ten proces ostatecznie doprowadza do mianowania McCarricka na arcybiskupa Waszyngtonu w grudniu 2000 r., zaś w następstwie tego również na kardynała (w lutym 2001 r.).

Tak właśnie – w oparciu o Raport – przedstawia się chronologia podjęcia przez Jana Pawła II decyzji o mianowaniu McCarricka na urząd arcybiskupa Waszyngtonu i kardynała.

POWODY ZMIANY DECYZJI

Autorzy Raportu podają następujące powody zmiany zdania przez Jana Pawła II, który, mimo początkowego odrzucenia kandydatury McCarricka, ostatecznie powołał go na urząd arcybiskupa Waszyngtonu:

A. Na prośbę Jana Pawła II Nuncjusz Apostolski w USA, abp Montalvo, przeprowadził dochodzenie (porównaj pkt 6), które nie dowiodło, że McCarrick dopuszczał się seksualnych wykroczeń, choć zarazem potwierdziło pewne nieprawidłowości w jego zachowaniu (sprawa młodych mężczyzn goszczących w rezydencji McCarricka). Autorzy Raportu piszą, że trzech spośród uczestniczących w tym dochodzeniu biskupów przedstawiło niedokładne informacje na temat seksualnych kontaktów McCarricka z nieletnimi, co miało wpływ na konkluzje wyciągnięte z dochodzenia, a w konsekwencji na podjęcie przez Jana Pawła II decyzji o nominacji McCarricka.

B. Jan Paweł II uwierzył McCarrickowi, który oszukał go w swoim liście, zapewniając o tym, że nigdy w swoim życiu nie miał żadnych kontaktów seksualnych.

C. W momencie, w którym doszło do mianowania McCarricka, Stolica Apostolska nie dysponowała żadnymi zarzutami pochodzącymi bezpośrednio od ofiar, co po części było skutkiem ograniczonej formy wcześniej prowadzonych dochodzeń. Dlatego zwolennicy McCarricka mogli bez przeszkód chwalić arcybiskupa Newark i wspierać jego kandydaturę na wyższe urzędy, dezawuując pojawiające się oskarżenia.

D. Ksiądz, który w tym czasie jako jedyny otwarcie oskarżał McCarricka o przestępstwa seksualne, został uznany za niewiarygodnego świadka, ponieważ sam dopuścił się przestępstw seksualnych. Ponadto, Stolica Apostolska nie otrzymała od tego księdza żadnego podpisanego zeznania.

E. McCarrick podkreślał, że wysuwane przeciw niemu zarzuty są anonimowe, sugerując przy tym, że są one motywowane politycznie. Doświadczenia Jana Pawła II z czasów komunistycznych podpowiadały mu, że anonimowe oskarżenia często służą do atakowania biskupów i kapłanów.

F. Przez dwie dekady McCarrick był postrzegany jako wyjątkowo pracowity i skuteczny biskup.

G. McCarrick był osobiście znany Janowi Pawłowi II. Papież wielokrotnie się z nim spotykał, zarówno w Rzymie, jak i podczas podróży zagranicznych.

Uważamy, że warto wziąć pod uwagę także dodatkową okoliczność:

H. W 1993 r. arcybiskup Chicago, kardynał Joseph Bernardin, został oskarżony o molestowanie seksualne nastoletniego seminarzysty, który jednak rok później odwołał swoje zeznania i przyznał, że składając je uległ manipulacji ze strony złych doradców. Ponieważ kardynał Bernardin był postacią powszechnie znaną, sprawą tą żyły całe Stany Zjednoczone. Sprawiło to, że zrodziła się nieufność co do prawdziwości oskarżeń wysuwanych przeciwko duchownym. Zresztą sam McCarrick publicznie twierdził, że rozumie kardynała Bernardina, ponieważ sam jest rzekomo bezpodstawnie oskarżany.

PODSUMOWANIE SPRAWY MCCARRICKA

W momencie podejmowania decyzji o nominacji McCarricka Jan Paweł II miał do dyspozycji, z jednej strony, oskarżający McCarricka list kardynała O’Connora, którego autor sam zresztą wskazywał, że wobec wysuwanych przeciw McCarrickowi zarzutów należy zachować ostrożność.

Papież otrzymywał też informacje od osób odpowiedzialnych za przebieg procesu nominacji, które wyrażały wątpliwości co do prawdziwości oskarżeń, choć jednocześnie sugerowały („w imię roztropności”), by nie mianować McCarricka na żadne nowe urzędy. Z drugiej strony Papież miał do dyspozycji list samego McCarricka, zapewniającego o swojej niewinności, wyniki dochodzenia abpa Montalvo oraz opinie abpa Cacciavillana, które wyraźnie osłabiały doniosłość zarzutów wobec McCarricka; trzeba też wziąć pod uwagę, że cała sprawa dotyczyła postaci powszechnie szanowanej i podziwianej, pracowitej i zaangażowanej; dotyczyła ona kogoś wielokrotnie poddawanego rozmaitym weryfikacjom.

Trzeba stwierdzić, że w sprawie McCarricka Jan Paweł II został wprowadzony w błąd. Papież zaryzykował, decydując się uwierzyć w niewinność McCarricka i mianował go na arcybiskupa Waszyngtonu i kardynała. Jednocześnie należy wziąć pod uwagę szereg okoliczności: w sprawie pedofilii – anonimowość wysuwanych oskarżeń oraz brak dowodów na ich prawdziwość; w sprawie homoseksualizmu – przekonanie osób, którym zlecono poszczególne dochodzenia, że istniejące w tej materii zarzuty należą do przeszłości i są nieudowodnione.

Wszystko to sprawia, że decyzji podjętej przez Jana Pawła II nie można traktować jako pochopnej lub lekkomyślnej, ale należy ją uznać za opierającą się na racjach, które były wnikliwie ważone. Trudno też odmówić Janowi Pawłowi II braku determinacji w weryfikowaniu pojawiających się oskarżeń.

GŁÓWNE ZARZUTY WYSUWANE WZGLĘDEM JANA PAWŁA II
W ZWIĄZKU ZE SPRAWĄ MCCARRICKA

Na koniec pragniemy ustosunkować się do podstawowych zarzutów wysuwanych wobec Jana Pawła II w kontekście mianowania McCarricka na urząd arcybiskupa Waszyngtonu oraz kardynała.

Czy Jan Paweł II „wiedział”?

Taka jest pierwsza linia oskarżenia względem Jana Pawła II. Teza brzmi następująco: chociaż Jan Paweł II wiedział, że McCarrick jest pedofilem, to jednak wyniósł go do najwyższych godności kościelnych. Fakty, o których wiemy z Raportu, nie wskazują na to, by Jan Paweł II o tym wiedział. Po pierwsze zarzuty dotyczące pedofilii miały charakter wyłącznie anonimowy (w przeciwieństwie do zarzutów o homoseksualizm); po drugie odnosiły się do dalekiej przeszłości; zaś po trzecie – co zdecydowanie najistotniejsze – nie udało się ich potwierdzić pomimo dochodzenia zleconego przez Jana Pawła II. Sformułowanie stwierdzenia, że „Jan Paweł II wiedział, że McCarrick jest pedofilem” świadczy więc albo o nieznajomości Raportu, albo o świadomym kłamstwie.

Czy Jan Paweł II „tuszował” pedofilię McCarricka?

W powiązaniu z omówioną wcześniej linią oskarżenia pojawia się pogląd, że mianowanie McCarricka było wręcz próbą tuszowania pedofilii. Jest to zarzut absurdalny i głęboko niesprawiedliwy. Po pierwsze, jak już zauważono, Jan Paweł II nie wiedział, że McCarrick jest pedofilem. Nie można „tuszować” czegoś, o czym się nie wie. Po drugie należy zapytać o to, na czym w ogóle polega „tuszowanie”. Zgodnie ze słownikową definicją, „tuszować to czynić coś niewidocznym lub trudnym do zauważenia”. Czy ktoś chcący „zatuszować” postępki pedofila czyni go arcybiskupem Waszyngtonu, na którym to urzędzie każde słowo winowajcy będzie analizowane przez dziennikarzy, a jego życie będzie dokładnie „prześwietlane”? Zauważmy, że z Raportu jednoznacznie wynika, iż współpracownicy Jana Pawła II, mimo swych wątpliwości co do prawdziwości zarzutów, sugerowali, że wyniesienie McCarricka spowoduje ponowne pojawienie się tych oskarżeń w przestrzeni publicznej. Jeśli tak, to decyzja Jana Pawła II była raczej (oczywiście nieświadomym) „wystawieniem na światło” podwójnego życia McCarricka, nie zaś jego ukryciem, co przecież należy do istoty „tuszowania”. Należy więc oddalić zarzut o „tuszowanie” jako niemający pokrycia w faktach przekazanych w Raporcie, a przy tym po prostu nonsensowny.

Czy Jan Paweł II „nie wiedział, bo nie chciał wiedzieć”?

To kolejna linia oskarżenia. Warto zaznaczyć, że jest ona całkowicie sprzeczna z liniami wcześniej omówionymi. Musimy wybrać: Papież albo „wiedział i tuszował”, albo „nie wiedział, bo nie chciał wiedzieć”. Odnieśmy się do tej drugiej możliwości. Czy Jan Paweł II nie chciał się dowiedzieć, jak sprawy rzeczywiście się mają? Warto przypomnieć wcześniejsze ustalenia:

– po otrzymaniu informacji na temat listu kardynała O’Connora, Papież poprosił wieloletniego nuncjusza w USA, abpa Cacciavillana, o wydanie opinii na temat listu.

– otrzymawszy opinię od abpa Cacciavillana Jan Paweł II polecił przeprowadzić kolejne dochodzenie aktualnemu nuncjuszowi, abpowi Montalvo. Poprosił go, aby dochodzenie odbyło się bez pośpiechu. W poleceniu przekazanym przez abpa Re znajduje się zdanie, że sprawę należy zbadać „ze względu na prawdę”. Nie wiemy, czy Jan Paweł II wypowiedział dokładnie takie słowa, czy też stanowią one dopowiedzenie autorstwa samego abpa Re, chcącego w ten sposób podkreślić, że dochodzenie nie ma związku z planowanymi w najbliższym czasie decyzjami personalnymi.

– papież osobiście zapoznał się z konkluzjami dochodzenia przeprowadzonego przez abpa Montalvo oraz z podsumowującym dochodzenie memorandami autorstwa abpa Cacciavillana oraz abpa Re.

Wszystko wskazuje na to, że Jan Paweł II ufał swoim doradcom, a także nuncjuszowi w USA, który miał przeprowadzi swe dochodzenie w sposób rzetelny. W Raporcie nie ma niczego, co wskazywałoby, że Jan Paweł II nie chciał zbadać sprawy McCarricka lub że blokował jakiekolwiek procedury. Wspomniane powyżej dochodzenie zostało wszczęte na wyraźną prośbę Papieża. Stwierdzenie: „Jan Paweł II nie wiedział, bo nie chciał wiedzieć”, rozumiane jako „nie zrobił niczego, żeby poznać prawdę” albo „hamował działania zmierzające do poznania prawdy”, nie znajduje najmniejszego potwierdzenia w Raporcie.

Analiza raportu Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej została przygotowana przez dominikański Instytut Tomistyczny na prośbę Komisji Nauki Wiary KEP.

CZYTAJ DALEJ
Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję