Reklama

Kościół

Patrząc przez Krzyż ku Niebu

„W krzyżu cierpienie, w krzyżu zbawienie,/ W krzyżu miłości nauka. Kto Ciebie, Boże, raz pojąć może,/ Ten nic nie pragnie, ni szuka...”. Któż z nas nie śpiewał tej pieśni? Kto choć raz nie zamyślił się nad jej przesłaniem?

Niedziela Ogólnopolska 12/2018, str. 22-23

[ TEMATY ]

książka

świadectwo

Archiwum s. Bożeny Leszczyńskiej OCV

S. Bożena Leszczyńska OCV i Marcinek, którego Bóg powołał do Nieba 3 maja 2017 r. Mama Marcinka w podziękowaniu za książkę napisała, że jest ona „bardzo potrzebna w niesieniu własnego krzyża”

Gdybym jednak zapytała o autora tekstu, zapewne niewiele osób potrafiłoby udzielić poprawnej odpowiedzi. W tej grupie do niedawna byłam i ja. Ale lektura książki pt. „«W Krzyżu – miłości nauka...». Życie i twórczość ks. Karola Antoniewicza SJ (1807-1852)”, którą napisała s. Bożena Leszczyńska OCV, sprawiła, że poznałam niezwykłego twórcę.

Geneza

Jak odkrywa się poetę sprzed wieków? Co sprawia, że szuka się o nim informacji, pisze książkę? Te pytania skierowałam do autorki wspomnianej publikacji – doktora nauk humanistycznych, asystentki pastoralnej w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie. S. Bożena z wykształcenia jest polonistką, ale – jak podkreśla – swe życie oddała Jezusowi w służbie chorym dzieciom. W szpitalu jest m.in. nadzwyczajnym szafarzem Komunii św. W 2015 r. na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim obroniła pracę doktorską „Znak Krzyża. Motywy pasyjne w pismach ks. Karola Antoniewicza SJ (1807-1852)”.

Z rozmowy z s. Bożeną, która pracę magisterską też pisała o symbolu krzyża, wynika, że powodów zainteresowania taką tematyką było co najmniej kilka. Wspomina: – Znak krzyża był mi zawsze bardzo bliski, szukałam tekstów na ten temat, zbierałam ilustracje i grafiki. Prof. Alina Aleksandrowicz (UMCS), która była promotorem mojej pracy o krzyżu w twórczości romantyków, zachęcała, bym ją kontynuowała. Jednak po studiach, myślę że też pod wpływem poznanych treści, wybrałam drogę życia śladami Jezusa i sądziłam, że do literatury już nigdy nie wrócę.

Reklama

Autorka książki przyznaje, że wstrząsem, który przyczynił się do tego, że na nowo, po wielu latach, podjęła ten temat, była katastrofa smoleńska i wydarzenia związane z krzyżem, który wówczas stanął przed Pałacem Prezydenckim. Wyznaje: – Serce miałam ściśnięte bólem, uświadomiłam sobie kolejny raz, że krzyż naprawdę jest znakiem sprzeciwu. I wtedy przypomniała mi się wzruszająca pieśń pasyjna: „W krzyżu cierpienie, w krzyżu zbawienie”. Wiedziałam, że jej autorem jest ks. Karol Antoniewicz, który żył w XIX wieku. Potem okazało się, że wiele pisał także o krzyżu cierpiącej pod zaborami ojczyzny. Odkryciem natomiast było to, że doświadczył głębi osobistego cierpienia. Zanim bowiem został księdzem, był mężem i ojcem pięciorga dzieci. Niestety, śmierć zabrała mu całe potomstwo i ukochaną żonę. Poznał więc ten niewyobrażalny ból, który odczuwa się po utracie kogoś lub czegoś najdroższego, i potrafił wtedy skierować serce w stronę Jezusa Ukrzyżowanego.

Idea

Dziś pracę doktorską ukazującą życie i twórczość ks. Karola Antoniewicza SJ możemy poznać dzięki publikacji Wydawnictwa Księży Sercanów. S. Bożena wyznaje: – Książka wyrosła z potrzeby serca. Jej powstanie jest ściśle związane z moją posługą w szpitalu. Ta praca zmobilizowała mnie do szukania odpowiedzi na najtrudniejsze pytania, które niejednokrotnie słyszę... I przekonuje: – Wzrok skierowany w stronę Krzyża naprawdę może pomóc. Krzyż Jezusa rzeczywiście potrafi zaleczyć każdą ludzką ranę. I jest to jedyna droga. Innej nie znajdziemy.

Obszerna publikacja przywraca historii polskiej literatury niezwykłego twórcę – autora m.in. listów, homilii i wierszy. Jest efektem solidnej pracy, która przynosi cenne i interesujące informacje na temat ks. Antoniewicza, jego życia i twórczości. Autorka, gdy poszukiwała potrzebnych materiałów, poznała nie tylko opublikowane teksty, ale także rękopisy poety i odszukała miejsca, gdzie przebywał. Ukazuje pięknego człowieka, dla którego tragiczne przeżycia stały się początkiem nowego powołania, rozpoznanego w bólu i cierpieniu. Szczególne miejsce w życiu kapłana odgrywa Matka Boga. I to dla Niej pisze on najpiękniejsze wiersze. Jakie? Nie zdradzę, ale zapewniam, że nie ma człowieka, który by w maju nie śpiewał na cześć Maryi pieśni napisanej przez ks. Antoniewicza...

Reklama

O bohaterze książki, o jego twórczości, pracy duszpasterskiej s. Bożena może mówić godzinami. Gdy dopytuję, czego uczy ją ks. Antoniewicz, wyznaje: – Przede wszystkim pokory wobec Pana Boga, wobec tego, co przynosi życie. Pokory wobec krzyża obecnego w życiu człowieka. Zaufania do Pana Boga, przekonania, że On wszystkim kieruje, że ze wszystkiego potrafi wyprowadzić dobro.

Ocena

S. Bożena przyznaje, że osoby, które czytały tę książkę, mówią, iż historia romantycznego poety im pomogła. – Czytelnikami są także rodzice dzieci chorych i tych, które odeszły – dodaje i zauważa: – Dla ludzi doświadczonych cierpieniem ks. Antoniewicz może stać się bardzo bliski, może być ich patronem.

Pani Barbara Cyganik, która doświadczyła lęku o zagrożone życie swej córki, w liście do autorki książki stwierdza: „Jaka jest Twoja książka? Trzeba przez nią przebrnąć jak przez nurt ciągle wzbierającej rzeki, zatrzymywać się często, zaczerpnąć tchu, odetchnąć – bo zmuszani jesteśmy do autorefleksji, do przeglądu sumienia, do realnego na siebie spojrzenia, musimy pokonywać tkwiące w nurcie przeszkody – wracać myślami do własnych cierpień, uporać się z nimi i uznać swoją słabość. Potem wracamy, by na nowo zmierzyć się z mocą tkwiącą w prawdziwej miłości i wierze. Nigdy nie zamkniemy kart tej książki – będziemy sięgać do nich po siłę, nadzieję, pokorę i ufność. Jaka jest Twoja książka? Potrzebna. Warta czytania. Cenna...”.

Z kolei recenzent pracy doktorskiej s. Bożeny – ks. dr hab. Lucjan Szczepaniak SCJ, kapelan szpitala w Prokocimiu, a równocześnie autor wstępu do książki, napisał m.in.: „Publikacja ta jest znakiem i kotwicą opatrzności dla wszystkich, którzy tracą wiarę i nadzieję, skarżąc się, że nie potrafią kochać albo nie dość kochają, bo zbyt dużo cierpienia jest w życiu ludzkim, którego nie potrafią sami przezwyciężyć”.

Po lekturze książki pt. „W Krzyżu – miłości nauka...”. Życie i twórczość ks. Karola Antoniewicza SJ...” przyznaję, że jest to publikacja, do której się wraca, bo jak zauważyła autorka cytowanego listu, można z niej czerpać siłę, nadzieję, pokorę i ufność. A któż z nas takiego wsparcia nie potrzebuje?

2018-03-21 09:41

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Był krok od samobójstwa. Uratowało go świadectwo znajomej

- Można całe życie chodzić do kościoła, uczyć się religii, wkuwać katechizmowe regułki opisujące Kościół i Pana Boga a jednocześnie nigdy tego wyuczonego i wyczytanego Boga nie spotkać – zwierza się raper Anatom. Kuba w przeszłości koncertował m.in. z Pezetem, a niedawno zasłynął w piątej edycji „Młodych Wilków”.

Damian Krawczykowski: „Miałem się wieszać jak nic się nie zmieni - to postanowione. Ostatni tydzień na Ziemi i biorę się na drugą stronę” - jak rapujesz w kawałku „Powód”. Jak to jest, gdy wszystko w życiu się wali, a to co miało dać szczęście zawodzi?

Anatom: Beznadziejnie – dosłownie. To moment, w którym zdajesz sobie sprawę z tego, że Twoje życie nie ma sensu a Ty sam wyczerpałeś już wszelkie znane Ci sposoby aby ten sens życia odnaleźć.

Twoje dzieciństwo nie należało do łatwych, jak sam opowiadasz w przytaczanym utworze – czy Twoim zdaniem nasze bóle dzieciństwa mogą dawać o sobie znać w dorosłości?

Jestem przekonany, że tak jest. Nie rozpoznane problemy psychiczne u małego dziecka, często wiążące się z traumatycznymi doświadczeniami ze szkoły lub z domu, wraz z upływem lat nie znikają a nasilają się i dają o sobie znać w dorosłym życiu jako przeróżne dysfunkcje. Zauważ, że większość badanych seryjnych morderców to osoby z patologicznych rodzin w których dorastali, a ich delikatna psychika raz po raz była katowana, co zebrało swoje żniwo w przyszłości. Sądzę, że nie ma żadnej innej drogi na pozbycie się zranień z przeszłości jak terapia i relacja z Bogiem.

„Pamiętasz, tamtego dnia miałem nie żyć.. a tu się życie zaczęło od nowa” - co tak naprawdę otworzyło Twoje serce na Boga?

Świadectwo. Spotkanie na mojej drodze znanej mi już wcześniej osoby, której diametralna zmiana stylu życia była dowodem na autentyczność tego, o czym już dawno słyszałem. Można całe życie chodzić do kościoła, uczyć się religii, wkuwać katechizmowe regułki opisujące Kościół i Pana Boga a jednocześnie nigdy tego wyuczonego i wyczytanego Boga nie spotkać.

Dopiero takie spotkanie, może poprzez doświadczenie wybaczenia, gdy już nie miałeś nadziei, może doświadczenie miłości, gdy byłeś przekonany, że na nią nie zasługujesz… Obok takich spotkań nie da się przejść obojętnie w dzisiejszych czasach, w których bardziej skandaliczna od nienawiści jest miłość…

Czy zatem „zwyczajne” świadectwa nas młodych ludzi, są dziś ważne?

Każde prawdziwe świadectwo jest niezwykłe i unikatowe – jest w końcu odbiciem Żywego Boga, który działa. Każdy żyje w swojej małej społeczności, w takim mikroświecie i tam, pośród swoich, jego świadectwo jest być może jedyną szansą na spotkanie Boga twarzą w twarz.

A jak Twoim zdaniem być dobrym uczniem Jezusa w XXI wieku?

Nie uważam siebie za dobrego ucznia Jezusa, ja tylko nieudolnie próbuję się takim stać ale każdego dnia widzę jak wiele mi brakuje. Myślę, że dobry uczeń Jezusa to taki, który robi więcej niż mówi. Taki, który siłę otrzymaną w kościele rozdaje poza kościołem. Łatwo jest uczyć o Bogu tym, którzy Go znają. Trudniej pokazać Boga tym, którzy Go nigdy nie widzieli.

Jakiś czas temu miałeś swój własny ślub. Masz Żonę, rodzinę.. czy jeszcze kilka lat temu przeszłoby Ci przez myśl, że możesz tyle wygrać?

To było dla mnie jedno z tych nierealnych marzeń. Bóg obdarował mnie ogromną laską, staram się jej nie zmarnować.

Umówmy się, z Twoimi zdolnościami, rapując o tym co jest teraz modne, drugach, imprezkach, seksie - mógłbyś być gwiazdą w jednej z najlepszych wytwórni rapowych. Czy nie żal Ci trochę tego..?

Dziękuję (śmiech), to mega miłe. Chcę być szczery więc powiem jak jest. Trochę żal, jasne. Moim marzeniem po ludzku zawsze było stać się popularnym raperem, profesjonalnym muzykiem żyjącym z tego, czemu się poświecił. W moim przypadku to się nigdy nie wydarzyło mimo wieeeeelu lat na scenie. Nie wiem dlaczego, lata temu fejm i szacunek zdobywało się przez umiejętności, dzisiaj często skillsy ustępują kontrowersji i ciekawie wymyślonemu wizerunkowi w drodze po wyśniony hype. Nie ma co ukrywać, każdy muzyk pragnie uznania mniej lub bardziej. W przeciwnym wypadku, zamiast publikować swoje utwory, tkwiłyby po nagraniu w otchłani komputera. Nie żałuję absolutnie, że zmieniłem content i dzięki temu również fanbase, to efekt życiowych wyborów, które okazały się najlepszymi w moim życiu dotychczas. Ale po ludzku szkoda, mogłoby być trochę lepiej. Ale jeżeli miałbym wybierać to oczywiście wolałbym poświecić karierę dla Boga niż Boga dla kariery.

Wierzysz, że promując dobre wartości w rapie można osiągnąć sukces?

Największy mój sukces to wiara w te wartości. Ale jestem przekonany, że da się nawet w XXI wieku robić rzeczy wielkie i spektakularne z imieniem Jezus na ustach. Pytanie tylko czy właśnie do tego powołuje mnie Bóg?

Na koniec: co powiedziałbyś młodemu człowiekowi, który może boryka się z podobnymi problemami jak Ty w przeszłości: brnie w zło, uzależnienia, a zranienia dzieciństwa nie pozwalają normalnie żyć..?

Przytuliłbym i szczerze pogadał. Spróbował wskazać mu to, czego naprawdę szuka i liczyłbym na to, że w tym wszystkim, co sobie wymyśliłem w ramach planu przemiany jego życia, jest choćby jedna Boża myśl, którą odnalazłem, choćby jedno Boże słowo, które On pragnie mu powiedzieć moimi ustami. Resztę zostawiłbym Panu, On najlepiej zna miejsce i czas.

Amen! Dzięki serdeczne za wywiad!

__________________________________

Anatom rozpoczął właśnie przedsprzedaż swojej najnowszej płyty, mixtape'u pt. "ANATOMJA". Sprawdź i zamów: Zobacz

Więcej o Anatomie: Zobacz

__________________________________

Wywiad ukazał się w czasopiśmie "Wzrastanie". Zobacz więcej: Zobacz

CZYTAJ DALEJ

Watykan potwierdza – 2 nowe przypadki koronawirusa

2020-03-28 17:28

[ TEMATY ]

Watykan

papież Franciszek

koronawirus

pixabay.com

W Watykanie przeprowadzono 170 testów na obecność koronawirusa, które potwierdziły dwa nowe przypadki infekcji, w tym wśród mieszkańca Domu Świętej Marty – stwierdził dyrektor Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej Matteo Bruni. Podjęto wszelkie niezbędne środki ostrożności. Infekcja nie dotknęła Ojca Świętego ani też jego najbliższych współpracowników.

„W minionych dniach w ramach kontroli przeprowadzonych przez Dyrekcję Zdrowia i Higieny Państwa Watykańskiego, zgodnie z dyrektywami w sprawie zagrożenia koronawirusem wykryto kolejny pozytywny przypadek COVID-19. Jest to urzędnik Sekretariatu Stanu zamieszkały w Domu Świętej Marty, który przedstawiając pewne objawy, został następnie umieszczony w izolacji. W chwili obecnej jego stan zdrowia nie jest szczególnie krytyczny, ale w ramach środków zapobiegawczych został on przyjęty do rzymskiego szpitala na obserwacją, w ścisłym kontakcie z władzami Dyrekcji Zdrowia i Higieny" – stwierdził rzecznik Watykanu.

Matteo Bruni zaznaczył, że po otrzymaniu wyniku pozytywnego przeprowadzanego badania podjęto działania zgodnie z obowiązującymi normami, zarówno w odniesieniu do odkażania pomieszczeń w miejscu pracy i jak zamieszkania tej osoby, jak i w odniesieniu do prześledzenia jej kontaktów w dniach poprzedzających badanie.

Watykańskie organy służby zdrowia przeprowadziły badania wśród osób utrzymujących najbliższy kontakt ze stwierdzonym przypadkiem pozytywnym. Ich wyniki potwierdziły brak innych przypadków pozytywnych wśród osób przebywających w Domu Świętej Marty, a także kolejny wynik pozytywny wśród pracowników Stolicy Apostolskiej. Dotyczy on osoby, która miała bliskie kontakty z wspomnianym urzędnikiem Sekretariatu Stanu.

„Na wszelki wypadek, biorąc pod uwagę to dalsze ustalenie podjęto odpowiednie środki sanitarne i przeprowadzono nowe testy, łącznie z poprzednimi ponad 170, na pracownikach Stolicy Apostolskiej i mieszkańcach Domu Świętej Marty. Wszystkie te testy dały wyniki negatywne”- zapewnił rzecznik Watykanu.

Matteo Bruni podsumowując zaznaczył, że wśród pracowników Stolicy Apostolskiej i obywateli Państwa Watykańskiego jest obecnie 6 przypadków zarażenia koronawirusem, ale infekcja nie dotknęła Ojca Świętego ani też jego najbliższych współpracowników.

Z oświadczenia dyrektora Biura Prasowego wynika, że Stolica Apostolska oczekiwała na wyniki wielu przeprowadzonych wymazów, zanim przekazała wyczerpujący i kompletny komunikat na temat sytuacji, aby móc podkreślić, na podstawie wyników i podjętych środków, że zarówno siedziba Domu Świętego Marty, jak i biura Sekretariatu Stanu są obecnie bezpieczne.

Wcześniej media podawały, że przypadki te dotyczą mieszkającego w Domu św. Marty szefa sekcji włoskiej Sekretariatu Stanu, 58 letniego ks. prałata Gianluci Pezzoliego oraz pracującego także w sekcji włoskiej Sekretariatu Stanu 64. letniego ks. Angelo Tognoniego.

CZYTAJ DALEJ

Ekumeniczna modlitwa za miasto

2020-03-29 21:04

ks. Rafał Kowalski

Wspólne błogosławieństwo na zakończenie modlitwy ekumenicznej.

- Milczenie Boga jest czasem na rachunek sumienia – mówił abp Józef Kupny w czasie modlitwy ekumenicznej w katedrze wrocławskiej.

Dziś (29 marca) po południu w pustej, wrocławskiej katedrze, odbyło się nabożeństwo ekumeniczne, w którym uczestniczyli: abp Józef Kupny metropolita wrocławski, bp Waldemar Pytel z Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego oraz bp Włodzimierz Juszczak z Kościoła Greckokatolickiego. Hierarchowie modlili się o ustanie pandemii koronawirusa, powierzali sprawy chorych, służb medycznych i sanitarnych – modlili się za Wrocław.

Najpierw zostały odczytane fragmenty Pisma Świętego, następnie pasterze Kościołów wygłosili krótkie rozważania na temat wiary (bp Pytel), nadziei (bp Juszczak) i miłości (abp Kupny ). Nabożeństwu towarzyszył śpiew kanonów Taizé.

Bp Włodzimierz Juszczak w rozważaniu o nadziei podkreślił, że na dzień dzisiejszy nie mamy dobrych wiadomości. Rośnie liczba ludzi zarażonych i ofiar śmiertelnych wirusa.

- Boimy się skutków ekonomicznych, a także skutków społecznych. Najbardziej przeraża to, że na dzień dzisiejszych nikt nie może nam podać daty ustania światowej pandemii. Warto przypomnieć chrześcijańską definicję nadziei: chrześcijanin oczekuje spełnienia się obietnic zawartych w słowie Bożym – tłumaczył pasterz.

Bp Waldemar Pytel mówił o wierze, która musi iść w parze z wytrwałością.

- Nie można wierzyć jedynie trochę, zaufać Bogu tylko do pewnego stopnia. Nie można z Chrystusem przejść części drogi. Wiara to często wiele prób w dążeniu wciąż do tego samego celu. Od dziesięcioleci nie było tak wielkiego i groźnego kryzysu jak ten i z niejednych piersi wyrywa się wołanie Piotra: „Panie, ratuj!”. Na to wołanie Jezus natychmiast wyciągnął rękę, chwycił i powiedział: „Człowieku małej wiary, dlaczego zwątpiłeś? Odwagi. Ja jestem”. Doświadczamy bardzo ciężkiej próby, a zachorowań ma być o wiele więcej, ale wiara w troskę Boga o świat jest nam konieczna – mówił.

W słowie skierowanym do wiernych abp Józef Kupny odniósł się do słów z Księgi Proroka Izajasza. (Iz 52,13-53,4):

„Oto się powiedzie mojemu Słudze, wybije się, wywyższy i wyrośnie bardzo. Jak wielu osłupiało na Jego widok – tak nieludzko został oszpecony Jego wygląd i postać Jego była niepodobna do ludzi – tak mnogie narody się zdumieją, królowie zamkną przed Nim usta, bo ujrzą coś, czego im nigdy nie opowiadano, i pojmą coś niesłychanego. Któż uwierzy temu, cośmy usłyszeli? Na kimże się ramię Pańskie objawiło? On wyrósł przed nami jak młode drzewo i jakby korzeń z wyschniętej ziemi. Nie miał On wdzięku ani też blasku, aby na Niego popatrzeć, ani wyglądu, by się nam podobał. Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi, Mąż boleści, oswojony z cierpieniem, jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa, wzgardzony tak, iż mieliśmy Go za nic. Lecz On się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści”.

Po odczytaniu fragmentu wrocławski metropolita wygłosił refleksję na temat miłości:

- Autor natchniony mówi tutaj o zewnętrznym wyglądzie Sługi, o pogardzie, jaka Go spotyka, o chorobie, o karach cielesnych – był więziony, oszpecony, zdruzgotany, a do grobu złożono Go jak osobę godną pogardy. Można powiedzieć, że cierpienie sługi jest cierpieniem całkowitym, totalnym. Dlaczego to cierpienie takie jest? Wyjaśnienie zawiera ostatnie zdanie: On się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści. W tym okresie Wielkiego Postu na nowo uświadamiamy sobie, że Jezus z miłości do nas bierze na siebie wszystkie nasze choroby duszy i ciała, mówi: Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy obciążeni i utrudzeni jesteście, a ja was pocieszę. Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy uginacie się pod ciężarem choroby, nieszczęścia, bólu fizycznego i duchowe, którzy boicie się o swoje życie, o życie swoich bliskich. Przyjdźcie do mnie wszyscy poranieni, zawiedzeni, doświadczający osamotnienia, braku ludzkiej miłości, wejdźcie i złóżcie to u moich stóp. Z miłości do nas Jezus to wszystko bierze na siebie i za cenę cierpienia i śmierci krzyżowej uwalnia ans od śmierci i przeprowadza do życia. Znamienne jest to, ze na każdym etapie Męki Chrystus nie przestaje myśleć o człowieku, idzie w milczeniu, pełen boleści. Nie oskarża, nie podnosi swej ręki, aby osądzić: biernych za bierność, czyli za milcząca zgodę na Jego cierpienie, a prześladowców za ich postępowanie. Ten czas milczenia, pomimo okrutnego cierpienia jest szansą dla wszystkich, jest czasem na refleksje o swoim życiu, konfrontacji swojego życia z ofiarowaniem miłości Bogu. To milczenie Boga jest czasem na rachunek sumienia, na nawrócenie. Czyż my dzisiaj nie jesteśmy uczestnikami tamtego wydarzenia? Czyż i my nie spotykamy się z milczeniem Chrystusa? Co ci powiedział Chrystus na twój grzech, na to, że jesteś letni, że nie masz dla Niego czasu, nie masz czasu na codzienną modlitwę, że żyjesz w niezgodzie z bliskimi, że obrażasz, krzywdzisz, że jest w tobie tyle zaciekłości, gniewu? Co ci powiedział Chrystus na to, że wstydzisz się wyznawać Go publicznie, że nie sprzeciwiasz się niesprawiedliwości? Co ci powiedział? Nic, po prostu nic. Tak, jak wtedy w Ogrodzie Oliwnym i w drodze na miejsce swojej śmierci. Niektórzy mają Bogu za złe Jego milczenie w obliczu zła i ludzkich grzechów, chcieliby, aby wzniósł swoją karzącą rękę i wymierzył złu sprawiedliwość. Nie mają racji. Milczenie cierpiącego Chrystusa było wtedy i jest dzisiaj próba ratowania człowieka. Jezus daje czas na nawrócenie, na rachunek sumienia, na pojednanie z bliźnimi, na naprawienie krzywd. Wymowa Chrystusowego cierpienia nie została wtedy należycie odczytana, może tylko przez Piotra, który gorzko zapłakał and swoim grzechem i przez tych nielicznych, którzy przez miłość jednoczyli się z Chrystusem. Niestety, Judasz nie wykorzystał tej wielkiej szansy. Nie zrozumiał, że milczenie Jezusa było dla niego szansą. Niestety, to dzieje się i dzisiaj, niektórzy mogą odczytywać milczenie jako słabość Jezusa, jako bierne poddanie się złu. Wobec braku wykorzystania przez wielu tej szansy, jaką jest milczenie, jedyny argument, jaki Chrystusowo pozostaje, to krzyż. Chrystus podąża na Golgotę, by dobrowolnie przyjąć śmierć krzyżową, by z wysokości krzyża objawiła się całemu światu nieskończona miłość Boga. Św. Jan po wielu latach napisze: Myśmy poznali i uwierzyli Miłości. Czy poznawszy Miłość potrafisz Jej uwierzyć? Będąc Miłością Chrystus nie miał innego sposobu, wybrał ten – mękę, cierpienie, krzyż, abyśmy mogli żyć. Epidemia, jaka dotknęła naszą Ojczyznę, Europę i cały świat przypomina nam nie tylko o kruchości ludzkiego życia, ale także o tym, że konsekwencje naszych decyzji osobistych dotykają zawsze większego grona ludzi. Wszyscy zdajemy dziś egzamin z miłości bliźniego, z umiejętności rezygnowania z własnych pragnień na rzecz większego dobra. W obliczu zagrożenia zdrowia, życia, nie ma i nie może być o decyzjach nieodpowiedzialnych. Nie jest tylko i wyłącznie naszą sprawą to, czy pozostaniemy w domu, czy będziemy unikać większych zgromadzeń, ani czy dostosujemy się do zaleceń służb odpowiedzialnych za nasze bezpieczeństwo. Niech każdy zrobi to, co w jego mocy, by ograniczyć możliwość rozprzestrzeniania się epidemii. Wiem, że dla nas wszystkich to również test z wiary i zaufania Jezusowi Chrystusowi, ale pamiętajmy, ze epidemia, choroba, cierpienie, opuszczenie, śmierć to nie są twarze Pana Boga. Bóg nigdy nie przychodzi, aby niszczyć. Bóg przychodzi, aby kochać i by uczyć nas miłości. Chrystus jest zawsze blisko tych, którzy cierpią i którzy ze swoim cierpieniem przychodzą do Niego. Bóg chce zawsze naszego dobra i w tej wierze chcemy wzajemnie się umacniać – ja chcę was umocnić, i w tym duchu przeżywam z wami to trudne doświadczenie.

Nabożeństwo zakończyło błogosławieństwo pasterzy Kościołów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję